organza26
11.02.13, 11:03
Wyobraźmy sobie taką oto rodzinę - jeden rodzic i dwoje dorosłych dzieci (27 i 22 lata). Mieszkają razem w jednym domu i wszyscy pracują, z tymże młodsza osoba z rodzeństwa stosunkowo niedawno skończyła szkołę, była na paru stażach lub pracuje dorywczo, ogólnie jeśli już zarabia to bardzo niewiele.
Starsza osoba z rodzeństwa pracuje od kilku lat w budżetówce, czyli ma stałą i pewną pracę, dodatki i zarabia jak na ten region Polski i panujące w nim bezrobocie całkiem nieźle. Rodzic pracował sporo za granicą, ma duże oszczędności, w momencie kiedy stopnieją bez problemu będzie mógł wyjechać znowu.
Rodzic i dzieci umawiają się, że kupują wspólnie, powiedzmy opał na zimę do domu. Rodzic i starsze z rodzeństwa zarządzają, że kosztami tego węgla dzielą się wszyscy po równo. Jeśli chodzi o rodzica i starszego z rodzeństwa suma nie jest dla nich duża, natomiast jeśli chodzi o młodszego, jest to dla niego oczywiście sporo pieniędzy, w dodatku właśnie skończył się mu staż i nie wiadomo kiedy teraz coś znajdzie=będzie miał pieniądze.
Po treści maila oczywiście możecie się domyślić jakie jest moje stanowisko w tej sprawie. Uważam, że najmniej zarabiająca osoba z rodzeństwa powinna oczywiście coś 'rzucić', ale równy podział przy takich różnicach w dochodach to przegięcie. W końcu to najbliższa rodzina a nie współlokatorzy!
A co wy myślicie?