zona1983matka
05.05.13, 14:46
pierwszy raz uderzyłam męża. Nie wiem czemu w ten sposób zareagowałam. Zwykle krzyczę, trzaskam drzwiami i jest koniec. Tym razem widząc jak mąż się śmieje mi w oczy, nie zatrzymałam się. Mąż wielokrotnie mówił mi że jestem agresywna i muszę gdzieś się wyładowywać. Ja chętnie bym skorzystała ale brak mi czasu. mamy dwójkę małych dzieci, 4 latka i roczek. mąż lubi wypic i najczesciej to jest zapalnikiem do kłótni. tyle razy prosiłam zeby nie pil, albo jak juz musi to ograniczyc sie do 2-3 piw i koniec. niestety jak zacznie to ciezko mu skonczyc. takze tym razem to było powodem. Zamiast po pracy wrócić do domu wolał bez powiadomienia mnie pojsc na piwko. wrócił koło 3 rano i to w stanie chodzenia na czworaka po schodach. O 8 rano dzieci na nogach i zaczelismy meza budzic. Wstał, jeszcze w stanie upojenia ale raczej zakrecenia. Był wesoły i ganiał się z dzieciakami. Poprosiłam go o rozmowę. Niestety w pewnym momencie zaczełam krzyczeć i się nakreciłam. no i stało sie. uderzyłam a on wpadł w złosc i rzucił o podłoge drewniany kojec i jedna jego czesc połamał. dalej było juz tylko gorzej.
kocham meza i tylko tyle. dawno nie czuje sie szczesliwa, ostatnio czesciej mu matkuje i zle mi z tym. maz nie dba o moje potrzeby, uczucia, o mnie.
czy moj zwiazek z mezem moze sie jeszcze ułożyc? czy mimo mojej agresji maz moze sie jeszcze zmienic? jesli chodzi o jego picie proponowałam klub aa lub terapeute ale nie chce mowi ze sam sobie da rade. do nastepnego wypicia o kolejne 5 piw za duzo :(
ja swoja agresje czasami umiem pohamowac i poprostu milcze, ale tego nie lubie bo czuje ze ta złość jeszcze bardziej we mnie rosnie. wydaje mi sie ze nie umiem juz z mezem rozmawiac, opowaiadac o minionym dniu. zmiane w naszych zachowaniach zauwazyłam podczas pierwszej ciazy, pozniej juz było gorzej. oddalilismy sie od siebie i nie umiemy wrocic.