chineczka
31.08.04, 12:51
Mój problem to mój mąż. Najpierw krótko historia. Nasze małżeństwo psuło sie
od mniej więcej trzech lat. Nie ukrywam, że jest w tym moja wina. Przestałam
kochac męża. Podjełam nawet próbe naprawy związku, ale nie mogłam nie
potrafiłam życ z osoba której nie kocham. Podjełam więc decyzję, którą
przedyskutowałam z mężem - rozwód. Jego reakcja była spokojna, "jeśli mnie
nie kochasz, to nie widzę możliwości życia razem". To było w lipcu/sierpniu
ubiegłego roku. We wrzesniu wyprowadził się. Złozyłam pozew o rozwó. Sąd
odrzucił, nie dostalismy rozwodu. Mąz w sądzi powiedział, że "czuje
emocjonalną więź ze mną". A teraz coś o tej "więzi". Zaczeło się niewinnie.
Juz po decyzji o rowodzie zaczął prosic o rozmowę, schemat zawsze był taki
sam : dlaczego ? tysiące pytań dlaczego rozwód, czy jak za niego wychodziłam
to już miałam plan że się z nim rozwiode, poczatkowo próbowała rozmawiać, ale
nie dawało to rezultatu. Po kilku dniach od nowa pojawiały się te same
pytania. Z czasem zaczeły byc bardziej agresywne. Zaczeły się pojawiać
oskarżenia, wyzwiska. kilka razy doszło do przepychania. Wystraszył mnie.
Pojawił się też kiedyś u mnie "żeby pogadać", przyszedł z gazem. Był u mnie
znajomy. Wypsikał nam cały pojemnik gazy w oczy. Policja
itd...Przeprowadziłam się. Nie wie gdzie. Zaczął nachodzić mnie w pracy.
Dzwonić do pracy, ostatni z pogrózkami, że mnie znajdzie i mi wpie....
Próbuje groźbami, prośbami, nie ma rezultatu. On nie czuje, że w jego
zachowaniu jest coś dziwnego. W rozmowie telefonicznej od wyzwisk przechodzi
do pytania "a co w ogóle u Ciebie słychać ?" Nie wiem już jak z nim
postepować, jak mu powiedzieć żeby dał mi spokój. Co najdziwniejsze nie
chodzi mu o to, żebym do niego wróciła. Teraz jeszcze zaczał mi mówić, że nie
da mi rozwodu. Jestem już zmęczona i zrezygnowana. Chodząc po ulicy oglądam
się ciągle czy gdzieś go nie ma, czy mnie śledzi (zdażało mu się). Popadam w
obsesje.
Najgorsze, że moja rodzina wywiera na mnie presje, żebym się z nim spotkała
(jest im winien pieniądze), a ja po prostu boje się takiego spotkania i nie
chcę.
Jest jeszcze jedno, spotkałam kogos z kim chcę spróbowac ułożyc życie. A nie
mogę dopóki nie uporządkuję starych spraw.
Jak mam sobie z tym radzić ? Jak przestac się bać i stawić mu czoło ?