rosemary84
02.12.14, 23:14
Jestem ciekawa co powiecie na temat który ostatnio mnie zastanawia. Jestem osobą pracującą i zajmującą się domem, jak wiekszość kobiet. Ale oprócz tego mam jeszcze pasję jaką jest bieganie. W czym problem? Ano w tym, że ta moja pasja staje sie dla mnie coraz bardziej wciągająca, a co za tym idzie czasochłonna. Praca, wiadomo, 40h tygodniowo minimum plus dojazdy, tego nie przeskoczysz, więc treningi biegowe, wyjazdy na zawody itp. odbywają sie kosztem czasu poświęcanego na dom. A dokładniej przyznaję szczerze, że głównie odpuszczam sobie sprzątanie. Oczywiście nie całkowicie, nie zarastamy brudem, ale nie raz zdarzy się u mnie jakaś pajęczyna czy warstewka kurzu, czasem mały harmider w kuchni czy na stole w pokoju. Mi ani narzeczonemu to jakoś szczególnie nie przeszkadza, oboje jesteśmy bałaganiarzami z natury w zasadzie ;), ale niejednokrotnie mam wrażenie, że gdy odwiedza nas siostra narzeczonego czy jego mama to patrzą strasznie krzywo na wszystkie objawy nieporządku w mieszkaniu. Odczuwam jakąś taką podświadomą presję, która mówi mi: "nie dbasz wystarczająco o dom, ileż można marnować czasu na jakieś bieganie, biegaj sobie, ale bez przesady, dom jest ważniejszy" itd itp.
I tak własnie zastanawiam się na ile kobieta ma prawo poświęcać się swojej pasji kosztem innych rzeczy? Prawdę mówiąc sama mam czasem wyrzuty sumienia, że mój dom nie jest idealny, może niesłusznie? A może powinnam jeszcze bardziej się postarać, żeby jednak pogodzić jedno z drugim kosztem np. snu? Pobiegać zawsze niby mogę i o 23-24, kiedy wszystko będzie posprzątane, ale czy to ma sens?