nudzimisie_strasznie
15.12.14, 15:09
Upadłam na musk i postanowiłam w tym roku zrobić wigilię. Moja najbliższa rodzina to w opcji minimum 15 osób, w opcji maksimum 20. A ja mieszkam w małym mieszkaniu z dwoma krzesłami. Tak że taka wigilia, to dla mnie wielka logistyka, pożyczanie krzeseł, stołów itp. Ale spoko, ogarniam. Nie ogarniam za to ludzi. Zapraszałam na konkretną godzinę, ale okazało się, że każdy ma swój pomysł, na którą przyjść, bo rodzina męża, bo rodzina żony, ten przyjedzie przed, drugi po innej wigilii... I wyszło, że będę mieć gości na 16.00, 17.00, 18.00, i 19.00. Stół nakryty na 15 osób, a w pierwszej turze z opłatkiem i życzeniami będzie osób 5. A później co godzinę odgrzewaj babo ten barszcz i pierogi. Noż k.rwa mać, ręce mi opadły i do tego gość (nestor rodu aktualny), dla którego wszytko zaczyna się na 16, powiedział, że będzie później, tyle, że nie mnie powiedział, tylko innym osobom i to do mnie z 3 ręki doszło.
Czy Wasza rodzina też jest taka porąbana? Bo u mnie tak jest zawsze. Nikt się z nikim nie liczy, a punktualność to jest taki abstrakt, o którym każdy słyszał, ale nie żeby ktokolwiek praktykował. I już mi się serdecznie nie chce robić tej wigilii, niech ktoś mnie przekona, że warto.