still-misbehaving
03.01.15, 00:50
Wątek będzie z cyklu " kochane Bravo, co mam o tym sadzić?" Trochę polecę pensjonarką, ale lekko wyszłam z wprawy w podrywie i w zarządzaniu zasobami męskimi, więc proszę o chłodną ocenę sytuacji :
A więc mamy tak : ja, czyli laska wprawdzie dosc sporo po 30stce, ale jeszcze obiektywnie rzecz biorąc niezła laska ;) I koleś lat 31. Akcja toczy się w biurowcu, w około stuosobowej firmie. Ja świeżo po rozwodzie, on stanu wolnego : fajny, dwumetrowy, mroczny, ale typ bardzo dyskretnego niesmiałka. Nie pracujemy bezpośrednio razem, więc nie znaliśmy sie do tej pory, poza "cześć" na korytarzu i wymianą baaardzo powłóczystych spojrzeń przy każdej okazji. Traf chciał, ze kilka dni temu zamienilismy wiecej niż pare słów na tym nieszczęsnym korytarzu w biurze i doszło do wymiany numerów telefonów. Napisał od razu, przez kilka dni była tylko smsowa wymiana banałow, ale wczoraj rano - przy okazji życzeń noworocznych - poooszło ! ;)
Czyli od słowa do słowa zrobiło sie bardzo, bardzo gorąco, w eter szły setki smsów, glownie poegajacych na fantazjach i planach czego to ze soba nie zrobimy w łóżku jak sie spotkamy. Nie ukrywam, ze bardzo sie wkręcilam, bo koleś nie dość ze mi sie podoba fizycznie i klimatycznie, to jeszcze się okazało, że ma podobną wrażliwośc i taka fajna literacką, nienaganną językowo manierę pisania - super się go czyta. Z tych jego opisów nasz potencjalny seks tez sie zapowiadał obiecująco i bardzo w moim guście, hmmm, no nie ukrywam, że się napaliłam i to nieźle...
No, ale wlasnie.... Widać nie mogło być za pięknie i wlaśnie zaliczyłam jakiegoś zupelnie absurdalnego zonka. Mianowicie wczoraj padła z jego strony propozycja spotkania w ten weekend i zrealizowania w realu tych wszystkich naszych obiecujących smsów. Napisał mi, że cały weekend ma wolny i że czeka na moją decyzję, ja miałam sie zastanowić czy będę miała czas. Potrzymalam go w niepewności do dzisiaj, po czym dziś go poinformowalam, ze będę mogła sie wyrwać w sobotę wieczorem. I tu nastąpiło wyraźne wyhamowanie tempa z jego strony, odpisał mi dopiero po godzinie ze jeszcze nie wie czy jutro będzie mógł , ale oczywiście bardzo chce, i takie tam bla bla. Ja na to odparłam dosyć chłodno, ze wcale nie musimy koniecznie w ten weekend, ale że spoko.
A on mi nawet nie odpisał.
Koniec historii.
Czy ktoś mi wytłumaczy o co kaman? Podobam mu się na pewno, widzę to jego mega maślane spojrzenie w pracy. Dziewczyny ani żony też na pewno nie ma. Nieśmiałość wzięła górę? Byłam zbyt dostępna? Nie rozumiem tego wycofania się u faceta ktory ma laskę na przyslowiowym widelcu :(