bialeem
16.02.15, 15:12
że nie obchodzę walniętych tynek, imienin, urodzin, dni bab, dni żółtych kaczuszek, dni szopenowskich i w ogóle świąt nijakich. No może za wyjątkiem Dnia Ręcznika.
Po latach niby zaakceptował ten fakt, ale jak wróciłam w sobotę do domu, to i tak mnie przepraszał, że mi nic nie kupił i nie zorganizował. Pamięta o moich imieninach i urodzinach lepiej ode mnie, przypomina żebym zadzwoniła do rodziców czy brata chociaż my tak rodzinnie jesteśmy mało świąteczni.
Problem w tym, że chyba jest odrobinę lub większą odrobinę zawiedziony moim podejściem.
Przeciwdziałać, próbować się nauczyć kalendarza cioć itd czy olać?