Dodaj do ulubionych

gotowanie a trwałość związku

03.11.15, 13:23
Kiedyś już pisałam na ten temat. Mój mąż ma pewną seksistowską teorię, polegającą na tym, że związki, w których się nie gotuje i nie spożywa razem przynajmniej jednego wspólnego posiłku dziennie mają bardzo niewielką szansę na przetrwanie. W domyśle oczywiście najlepiej jak gotuje kobieta. Od lat co jakiś czas ten temat wypływa, najczęściej w sytuacji gdy jakaś znajoma para się rozstaje i wtedy oczywiście jest jego na wierzchu, bo rodzina nie jadła wspólnie obiadów. I muszę powiedzieć, choć niechętnie, ale w tej teorii jest dużo prawdy. Ostatnio rozpadło się małżeństwo (po 20 latach) naszych dobrych znajomych, którzy przez długi czas przeczyli tezie mojego męża, ponieważ związek trwał mimo iż oparty na obiadach w postaci otwartej puszki sardynek. Pan poszedł do wiele młodszej panny, która, nie sądzę że gotuje lepiej od żony, ale pewnie dysponuje innymi zaletami.
Mamy też znajomych, w których żona, będąc ewidentną zołzą , gotuje jak anioł - i małżeństwo szczęśliwie trwa. Oczywiście, gotowanie przez kobietę niewiele zmniejsza ryzyko rozpadu związku, znamy i takie pary, które mimo wybornej kuchni rozchodzą się. Ale brak gotowania - to jest prawie 100 % prawdopodobieństwa, że małżeństwo (związek) nie przetrwa. Osobiście znamy tylko jedno małżeństwo z 40letnim stażem, w którym kobieta miała dwie lewe ręce do gotowania, ale za to jej mąż gotował smacznie i z zamiłowaniem i ten codzienny posiłek dla całej rodziny był.
Zastanawiam się, czy tak jest, czy możecie znaleźć przykłady, które zdecydowanie tej tezie przeczą (mam na myśli związki z naprawdę długim stażem, kilkudziesięcioletnim)? Czy faktycznie wspólny posiłek codziennie, i ten moment gdy wszyscy spokojnie razem usiądą przy stole i razem zjedzą to co sami smacznie ugotowali sprzyja scaleniu rodziny? Że jesteśmy w stanie przymknąć oko na niedostatki charakteru naszych towarzyszy i towarzyszek życia, skoro wynagradzają nam to pysznymi obiadkami?
Obserwuj wątek
    • varia1 Re: gotowanie a trwałość związku 03.11.15, 13:30
      w pierwszym małżeństwie gotowałam jak anioł, gościłam liczną rodzinę męża, a mimo wszystko się nie udało, bo trafiłam na przemocowca psychopatę
      w drugim małżeństwie w ogóle prawie nie gotuję, mało tego, często jemy obiady oddaleni od siebie o tysiące kilometrów i jakoś na razie trwa

      nic nie pomogłam, wiem ;)
      • dziala_nawalony Re: gotowanie a trwałość związku 03.11.15, 14:17
        oboje gotujemy, z tym ze ona lepiej.wszystko robimy razem,no prawie wszystko.a laczy nas wiele, bardzo wiele od ..32 lat..uwielbiam ja, 8)
        • mariuszg2 Re: gotowanie a trwałość związku 03.11.15, 14:33
          dziala_nawalony napisał:

          >uwielbiam ja, 8)
          >

          ona tu jest i tańczy dla mnie...
        • marta.uparta Re: gotowanie a trwałość związku 03.11.15, 16:40
          Czyli jednak.
          • dziala_nawalony Re: gotowanie a trwałość związku 03.11.15, 18:23
            marta.uparta napisała:

            > Czyli jednak.

            to prosta zaleznosc,bo razem jestescie w kuchni podczas prozaicznych, nudnych czynnosci zwiazanych z przygotowywaniem posilkow,a to znaczy, ze laczy was cos wiecej, bo wykorzystujesz kazda sposobnosc do bycia razem z kims , kto jest wazny 4you., a wspolne zasiadanie potem do stolu jest tego zwienczeniem. Masz racje dwoje ludzi laczy i kuchnia i sypialnia.THx.
        • molly_wither Re: gotowanie a trwałość związku 03.11.15, 19:29
          No sie prawie poplakalam ze wzruszenia. Ona lepiej gotuje, dzieki niej jestesmy razem 32 lata. Kurde Nawalony, gdzie sa tacy mezczyzni?! Bierzesz wszystko na klate , jak 100procentowy szympans!
          • dziala_nawalony Re: gotowanie a trwałość związku 03.11.15, 21:05
            miedzy innymi i gotowanie ma jakis tam swoj udzial w trwalosci naszego malzenstwa, choc wiadomo, ze to nie wszystko..ej tam przesadzasz, fajnych gosci jest na peczki,a szczerze? nie jestem znowu taki,ze do rany przyloz, o nie nie, nie ze wszystkiego moge byc dumny w swoim zywocie.
      • molly_wither Re: gotowanie a trwałość związku 03.11.15, 19:27
        Czyli, zmądrzalas:)
        • dziala_nawalony Re: gotowanie a trwałość związku 03.11.15, 21:07
          molly_wither napisał(a):

          > Czyli, zmądrzalas:)

          czy & li.. tak.
          >
    • alpepe Re: gotowanie a trwałość związku 03.11.15, 14:20
      Znałam starsze małżeństwo, piękni ludzie z wyglądu, szalenie zadbani i ona i on. Jeździli na wczasy zakładowe z pudlem. Bardzo zgodne małżeństwo bez dzieci, może ona bała się o utratę figury i urody, może nie mogła, może zwyczajnie nie chcieli.
      Moja mama pracowała z nimi, więc ich znała. Ona nie gotowała, a że zakład pracy miał stołówkę otwartą cały tydzień, jedli obiady w stołówce. W weekendy też.
      • znana.jako.ggigus ciekawe.. ze jak ladna kobieta nie ma dzieci, 03.11.15, 14:28
        to zawsze mowa o obawie przezd utrata figury jakio pierwszy motyw sie pojawia.
        • alpepe Re: ciekawe.. ze jak ladna kobieta nie ma dzieci, 03.11.15, 15:01
          Zawsze mnie fascynujesz ty i Berta. Ty, bo zwykle czytasz wspak i wydziobiesz, co chcesz wydziobać, Berta, bo wszędzie węszy patologię do sześcianu, a sama promuje niesamowicie pokręcone teorie, które zresztą lubię czytać i przetrawiać.
          Jak widzisz, ta teoria o ładnych i próżnych trzyma się mocno i pewnie ma jakieś podstawy w rzeczywistości, skoro słyszysz/czytasz ją kolejny raz.
          Przyznam ci się w zaufaniu, że jak się dowiedziałam po raz drugi, że jestem w ciąży, to się popłakałam, choć chciałam mieć jeszcze jedno dziecko. Popłakałam się, bo jednak ciało się zmienia i nikt nie powie, że na lepsze. Przypomniały mi się pokrwawione brodawki po pierwszych dniach, swędząca potwornie skóra, która zaowocowała rozstępem, bolące krocze. Akurat ja ani figury ani urody nie straciłam, nie stałam się matroną, ale znam kilka kobiet, które z dziewczyn w posturze i spojrzeniu stały się matronami i wcale im się to nie podobało. Dużo czasu i samozaparcia kosztowało je dojście do "stanu wyjściowego" i poprzestały w związku z tym na jednym dziecku, wiedziały już, z czym się wiąże ciąża i powiedziały "nie".
          • mendiga Re: ciekawe.. ze jak ladna kobieta nie ma dzieci, 03.11.15, 18:27
            Berta jest w gruncie rzeczy straszliwą populistką. Na tym polega jej fenomen.
          • molly_wither Re: ciekawe.. ze jak ladna kobieta nie ma dzieci, 03.11.15, 19:33
            Na starosc bedziesz dziekowac za dwoje dzieci, nie wiem tylko komu, sobie czy bylemu.
          • znana.jako.ggigus alpepe, to napisalas: 04.11.15, 15:44
            Bardzo zgodne małżeństwo bez dzieci, może ona bała się o utratę figury i urody, może nie mogła, może zwyczajnie nie chcieli.

            Poza tym utrata figury to dla mnie trwaly stan. To co opisujesz - krwawiace brodawki, bolace krocze itepe nie jest ani utrata figury, ani na szczescie trwalym stanem.
            rozwazalas w tej kwestii malzenstwa bez dzieci tylko kobiete i jako pierwsza przyczyne podalas obawe o utrate figury.
            Co samo w sobie jest nielogiczne - wiekszosc kobiet ma dzieci, a mimo to po ulicach nie chodza kaszaloty.
      • molly_wither Re: gotowanie a trwałość związku 03.11.15, 19:30
        Ja znam kilka takich malzenstw, nie osobiscie, ale z TV.
    • znana.jako.ggigus ja gotuje dla bylego partnera 03.11.15, 14:30
      jak sfrunie.
      mily chlopak jest, a ja jestem z gatunku goszczaco-gotujacych. I jeszcze potrafie i gotowac i gadac. Swego czasu gotowalam i dyktowalam tlumaczenia jednoczesnie.
    • mariuszg2 Re: gotowanie a trwałość związku 03.11.15, 14:42
      marta.uparta napisała:

      > Zastanawiam się, czy tak jest, czy możecie znaleźć przykłady, które zdecydowani
      > e tej tezie przeczą (mam na myśli związki z naprawdę długim stażem, kilkudziesi
      > ęcioletnim)?

      Jestem w związku emocjonalnym z jedną z forumek od lat. Ona wcale nie gotuje zresztą posiada inną kulturę odżywiania niż moja... i jakoś się kręci, kochamy się, jesteśmy szczęśliwi... nawet seksu nie uprawiamy w żadnej formie... także można? można...
      • varia1 Re: gotowanie a trwałość związku 03.11.15, 15:15
        bez seksu? to cóż to za emocje?;)
        • mariuszg2 Re: gotowanie a trwałość związku 03.11.15, 15:31
          mniej więcej takie jak w oddaleniu na tysiące kilometrów :p
          • varia1 Re: gotowanie a trwałość związku 04.11.15, 11:03
            u mnie oddalenie jest chwilowe :) emocje są jak się spotykamy :)
            • mariuszg2 Re: gotowanie a trwałość związku 04.11.15, 11:05
              wieczność jest chwilowa...a jak przeżywasz emocje jak się nie spotykacie?...chciałbym wiedzieć... sasasasa....
              • varia1 Re: gotowanie a trwałość związku 04.11.15, 11:52
                po to jest właśnie instytucja związku otwartego:D
                • six_a Re: gotowanie a trwałość związku 04.11.15, 12:36
                  nie wię, dlaczego ludzie boją się słowa rozwiązłość
                  i tworzą oksymorony w rodzaju związku otwartego.
                  osobiście wolałabym być rozwiązła niż otwarcie związana.
                  • mariuszg2 Re: gotowanie a trwałość związku 04.11.15, 12:57
                    six_a napisała:

                    > osobiście wolałabym być rozwiązła

                    to może jednak doprowadzić do rozpadu związku...rozwiązania go...
                    a związek otwarty - faktycznie uczciwie jest go nazwać rozwiązłym - pozostaje jednak związkiem pomimo swej rozwiązłości...

                    jeżeli jednak pozostaje się w związku rozwiązłym (otwartym) to nasuwa się pytanie co to za związek?

                    Sama nazwa wskazuje, że jest on co najwyżej:
                    - płytki,
                    - nakierowany na pewne pozaustrojowe tymczasowe interesy,
                    - ograniczony w czasie
                    - bez perspektyw

                    W zasadzie wydaję się ona raczej formą sadyzmu i masochizmu osób będących w takim związku pod pozorem polisy na życie i dożycie...

                    Jak to z polisami bywa, gdy przychodzi do udokumentowania szkody okazuje się w najlepszym wypadku, że wartość składek przewyższa wartość odszkodowania....także tak Pani sixa... bardzo porządna z Pani dziewczyna. No trudno. Co zrobić..?
                    • varia1 Re: gotowanie a trwałość związku 04.11.15, 13:45
                      >jeżeli jednak pozostaje się w związku rozwiązłym (otwartym) to nasuwa się pytanie co to za >związek?

                      >Sama nazwa wskazuje, że jest on co najwyżej:
                      >- płytki,
                      >- nakierowany na pewne pozaustrojowe tymczasowe interesy,
                      >- ograniczony w czasie
                      >- bez perspektyw

                      doszedłeś do takiego poziomu filozoficznych wykładów w których muszę cie poprosić abyś, po tym jak założyłeś że otwarty = rozwiązły , wyjaśnił skąd czerpałeś inspirację do kolejnych stwierdzeń :
                      rozwiązły = płytki
                      rozwiązły = nakierowany na pewne pozaustrojowe tymczasowe interesy [ i mógłbyś się nie bać i nazwać te interesy po imieniu:)]
                      rozwiązły = ograniczony w czasie
                      rozwiązły = bez perspektyw

                      >W zasadzie wydaję się ona raczej formą sadyzmu i masochizmu osób będących w takim >związku pod pozorem polisy na życie i dożycie...

                      a tu bardzo proszę abyś mi wyjaśnił która z dwóch osób wspólnie ustalających, że żyją w związku otwartym, czy jak to nazywasz rozwiązłym jest sadystą, a która masochistą :)
                      • mariuszg2 Re: gotowanie a trwałość związku 04.11.15, 14:02
                        varia1 napisała:

                        > doszedłeś do takiego poziomu filozoficznych wykładów w których muszę cie popros
                        > ić abyś, po tym jak założyłeś że otwarty = rozwiązły

                        To nie ja... to sixa...niech ona się tłumaczy.

                        , wyjaśnił skąd czerpałeś
                        > inspirację do kolejnych stwierdzeń :
                        > rozwiązły = płytki
                        > rozwiązły = nakierowany na pewne pozaustrojowe tymczasowe interesy [ i mógłbyś
                        > się nie bać i nazwać te interesy po imieniu:)]
                        > rozwiązły = ograniczony w czasie
                        > rozwiązły = bez perspektyw

                        no a to to tak jakoś poleciało...wiesz jak to jest z facetami...jak ich jakaś babeczka nakręci to się rozpędzają a potem często żałują, że się nie mogli powstrzymać...

                        > >W zasadzie wydaję się ona raczej formą sadyzmu i masochizmu osób będących
                        > w takim >związku pod pozorem polisy na życie i dożycie...
                        >
                        > a tu bardzo proszę abyś mi wyjaśnił która z dwóch osób wspólnie ustalających, ż
                        > e żyją w związku otwartym, czy jak to nazywasz rozwiązłym jest sadystą, a która
                        > masochistą :)

                        a to jest proste akurat. naprzemiennie.
                        • mariuszg2 Re: gotowanie a trwałość związku 04.11.15, 14:08
                          mariuszg2 napisał:

                          > > rozwiązły = nakierowany na pewne pozaustrojowe tymczasowe interesy [ i mó
                          > głbyś
                          > > się nie bać i nazwać te interesy po imieniu:)]

                          najczęściej nazywa się Wacuś...ale to nie jest rozmowa na forum...
                          • varia1 Re: gotowanie a trwałość związku 04.11.15, 14:56
                            > najczęściej nazywa się Wacuś...
                            a, to żadnego nie znam :D
                  • varia1 Re: gotowanie a trwałość związku 04.11.15, 13:33
                    nie wiem dlaczego "ludzie" się "boją"
                    musze przemyśleć czy ja się w ogóle czuję "rozwiązła" :D
                    • varia1 Re: gotowanie a trwałość związku 04.11.15, 13:46
                      autorkę wątku, w swojej niepohamowanej rozwiązłości, serdecznie przepraszam za wywołanie offtopu
                      to nie było zamierzone
      • marta.uparta Re: gotowanie a trwałość związku 03.11.15, 16:42
        Nic tak nie pobudza jak pogoń za króliczkiem.
    • miau.weglowy co to za brednie! 03.11.15, 15:56
      moj DZIADEK (!!) gotowal, babcia umiala, ale pwoiedziala, ze po co ma sie wyrywac ;) tworzyli bardza fajna pare. moj wujek (syn dziadka) gotuje rowniez wylacznie - jak dotad nic mi nie wiadomo o rozwodzie, co wiecej bylo zawsze widac, ze zonke uwielbia. kolejny wujek (to juz nie syn owego postepowego dziadka ;)) b. czesto gotuje i sobie chwali - kope lat razem z zona, fajny zwiazek.
      twoja teoria wspolnego zasiadania do obiadku ugotowanego przez zone jako cementu malzenstwa ma sie nijak do zycia.
      • marta.uparta Re: co to za brednie! 03.11.15, 16:38
        Ależ ja wcale nie uważam że obiad musi być ugotowany przez kobietę. Mój mąż również (chociaż pewnie by wolał). Pytanie jest o wspólny stół i gotowanie w domu, jako podstawę udanego związku. A Twój post o wspaniałe gotujacym dziadku tę tezę Potwierdza.:-)
        • miau.weglowy Re: co to za brednie! 04.11.15, 14:11
          co potwierdza_ nic nie potwierdza, nigdzie nie n apisalam, ze jadali-jadaja obiadek codziennie razem zasiadajac do stolu! praca na takie luksusy nie pozwalala haha
    • leptosom Re: gotowanie a trwałość związku 03.11.15, 16:46
      Pan poszedł do wiele młodszej panny, która, nie sądzę że gotuje lepiej od żony,

      ale ma bardziej gorący parniczek.
    • sid.le.niwiec Re: gotowanie a trwałość związku 03.11.15, 18:04
      Nie wiem. Wiem, ze mam alergię na kobiety (bo 99% przypadków to kobiety) z gatunku Matka Polka Karmicielka. Typ dominuje w pokoleniu cioć i babć, acz młodszym tez się zdarza. Pytanie sto razy o dokładkę, czasami dokładanie na talerz mimo protestów, pytanie "ale nie jesteście głodni?" co 10 minut. To chyba wynika ze swoistego rozumienia naszej polskiej gościnności i roli kobiety jako gospodyni. Ostatnio jeździłam po rodzinie i chodziłam w gości, więc mam traumę z tym związaną.;)
      • molly_wither Re: gotowanie a trwałość związku 03.11.15, 19:38
        To przybij piatke, nie cierpie takich bab.Ja i moja matka tez.
        • marta.uparta Re: gotowanie a trwałość związku 03.11.15, 21:47
          Ja też nie cierpię (babcia mojego męża najchętniej karmilaby gości przez taką maszynkę co się tyczy gesi). Nie czuję się taką karmicielka. Raczej chodzi mi o gotowanie i wspólne jedzenie jako pewien rytuał scalajacy rodzinę. Wspólne np. wyjazdy czy jakieś uprawianie sportów itp. to sprawa na weekend czyli okazjonalna. A posiłek jest codziennie. I okazja do pobycie razem.
    • mendiga Re: gotowanie a trwałość związku 03.11.15, 18:07
      Jeśli rzeczywiście istnieje taka korelacja, czego nie wiemy, to sensownie byłoby rozpatrywać te wspólne domowe posiłki jako właśnie wskaźnik dla jakiegoś innego czynnika, który wpływa na trwałość związku. Np. pary gotujące domowe obiady będą miały raczej więcej czasu niż ludzie żrący w biegu jakieś puchy. Brak czasu może wpływać na osłabienie więzi, a niekoniecznie brak obiadu, choć brak czasu brakiem obiadu się przejawia, itd.
      Inną sprawą byłaby grupa do zlustrowania - ilu znacie ludzi, którzy jadają na co dzień fastfudy zamiast obiadu i to sobie chwalą, bo tak wybrali? Niełatwo jest znaleźć pary, które spełniają warunki, które stawiasz (kilkudziesięcioletni staż związku i brak obiadów domowych), bo ludzie w wieku, w którym można mieć za sobą dziś tak długi związek, mają zazwyczaj inną mentalność: obiad musi być i już, a rozwód? - może niekoniecznie.
      Nadmiar rozwodów i niedomiar obiadków domowych to właściwość pokoleniowa. O tym też należy pamiętać.

      Zresztą w ogóle wyodrębnianie takiego akurat czynnika i budowanie jakiejś teorii na tej podstawie pachnie mi artykułami nałukowymy z gazeta.pl o amerykańskich naukowcach.
    • molly_wither Re: gotowanie a trwałość związku 03.11.15, 19:14
      Mozna cytowac rozne bzdety typu "przez zoladek do serca" itp. Jesli zwiazek po 20 latach rozpada sie dlatego,ze malzonka nie gotuje to swiadczy to o tym,ze byl to zwiazek oparty wylacznie na namietnosci. Namietnosc poszla w piz...u, a jesc sie chce.
      Facet, ktory kocha i szanuje swoja partnerke po wielu latach pozycia z nia nie odejdzie, predzej nauczy sie sam gotowac:) No, czekam panowie na drwiny.
      • leptosom Re: gotowanie a trwałość związku 03.11.15, 21:34
        Facet, ktory kocha i szanuje swoja partnerke po wielu latach pozycia z nia nie odejdzie,

        Natomiast bez rozważań typu gotuje/nie gotuje może odejść facetka.
        • marta.uparta Re: gotowanie a trwałość związku 03.11.15, 22:18
          Ale czy to nie jest tak, że długi czas to może w ogóle nie przeszkadzać, a po jakimś czasie staje się czymś czego zaczyna brakować? Brak takiego jakiegoś "zaopiekowania "się, no nie wiem, brak ciepła i troski? Czuję się naprawdę dobrze jak wracam później z roboty, a mąż czeka z obiadem, i myślę że vice versa.
          • sid.le.niwiec Re: gotowanie a trwałość związku 11.11.15, 15:55
            > Ale czy to nie jest tak, że długi czas to może w ogóle nie przeszkadzać, a po
            > jakimś czasie staje się czymś czego zaczyna brakować?

            Nie do końca o tym, ale przypomniało mi się jak w filmie "500 days of Summer" uroczego Josepha Gordona-Levitta najpierw urzekają jakieś cechy i drobiazgi związane z partnerką (jakieś takie typu, ze wstaje i czesze włosy, fajnie mruży oczy itp.), a kiedy związek zaczyna się sypać, czy tam już się sypnął, uznaje je wszystkie za wkurzające. Czyli też kwestia kontekstu.
    • piataziuta Re: gotowanie a trwałość związku 03.11.15, 19:22
      Nie.
      Mąż cię po prostu podjudza, bo chce żebyś mu gotowała.
      A ty najpewniej starzejesz się na umyśle, więc zaczęłaś powtarzać ten bełkot, tak jak podstarzałe ciocie mają to w zwyczaju.
      • marta.uparta Re: gotowanie a trwałość związku 03.11.15, 21:35
        Od lat gotujemy na zmianę, no może ja trochę częściej, ale 2 -3 razy w tygodniu o obiad troszczy się mąż. Na tle innych mężów nie wypada źle. Wspólnie szykujemy śniadania i obiady w niedzielę. Czasem całą rodziną idziemy do restauracji. Nie przecze że panuje w moim domu jakiś kult stołu i jedzenia, ale wszyscy dobrze się czujemy z tym, że mamy te pół godziny razem dla siebie. Pewnie bym się nie zastanawiała jaki to ma wpływ na rodzinę , ale mąż zauważył zależność i choć z początku oburzalam się na jego teorię to jednak potwierdza sie z każdym niemal kolejnym donosem o rozpadzie jakiegoś małżeństwa. A tego ostatnio jest jakiś straszny wysyp.
        • piataziuta Re: gotowanie a trwałość związku 04.11.15, 09:38
          jeśli tak bardzo musimy dorabiać do tego ideologię, to może bardziej chodzi w wspólne rytuały niż sam fakt jedzenia, ani, tym bardziej, gotowania?
          • miau.weglowy Re: gotowanie a trwałość związku 04.11.15, 14:12
            racja
          • sid.le.niwiec Re: gotowanie a trwałość związku 11.11.15, 15:57
            Albo po prostu wspólne spędzanie czasu, w taki, czyi inny sposób. Jeśli ludzie nie mają czasu lub ochoty nawet zjeść razem, to mnie średnio dziwi, że często taki związek się rozpada.
    • tirol1 Re: gotowanie a trwałość związku 03.11.15, 21:15
      Zwiazek cementuje nie wspolna kolacja a stosunek na wieczor:)
      • marta.uparta Re: gotowanie a trwałość związku 03.11.15, 21:36
        O tym też pamiętam.Ale tak na pusty żołądek?
        • tirol1 Re: gotowanie a trwałość związku 04.11.15, 20:25
          Z pustym zoladkiem ruchliwosc jest wieksza w trakcie gry zapomina sie o glodzie;)!
    • six_a Re: gotowanie a trwałość związku 04.11.15, 12:21
      z powodu gotowania może się rozpaść związek oparty wyłącznie na gotowaniu.
      som różne fetysze oraz nałogi. na przykład żarcie.
      • tirol1 Re: gotowanie a trwałość związku 04.11.15, 20:27
        E viva skorzana spodnica;)!
        • six_a Re: gotowanie a trwałość związku 06.11.15, 21:47
          idź być fetyszystą gdzie indziej.
    • bertrama Re: gotowanie a trwałość związku 06.11.15, 21:13
      Mój mąż też uważa, że należy gotować i wspólnie spożywać. Więc gotuje. Niestety, lepiej ode mnie to robi.
      • znana.jako.ggigus Czemu niestety? 07.11.15, 11:48
        Jeden człowiek dobrze gotuje, drugi robi coś innego doskonale.
        • marta.uparta Re: Czemu niestety? 07.11.15, 13:16
          No właśnie.
    • obrotowy gotowanie mezczyzn - wplywa na nietrwałość związku 07.11.15, 12:39
      Po co mi jedna i ta sama baba - skoro ugotowac potrafie sobie wszystko sam ?
      • marta.uparta Re: gotowanie mezczyzn - wplywa na nietrwałość zw 07.11.15, 13:15
        Ale facetów samowystarczalnych jest ciągle niedostatek. Albo takich, którzy potrafią podjąć rolę gotujacych w rodzinie. Ja mojego syna (studiującego poza miastem rodzinnym) w tym duchu wychowywalam. Bo na pierogach z garmazery długo się nie pociągnie.
      • sid.le.niwiec Re: gotowanie mezczyzn - wplywa na nietrwałość zw 11.11.15, 16:02
        Powiem więcej - możesz sam ugotować, możesz pójść do knajpy i zjeść, możesz zamówić sobie żarcie. Naprawdę, o ile seks podbudowany czymś więcej niż tylko zaspokojeniem potrzeby fizycznej ma sens, o tyle szukanie baby do kuchni czy chłopa np. do prowadzenia samochodu i wożenia, w XXI wydaje mi się bezsensowne. Ja sama nie jestem miłośniczką pichcenia, ale ugotować zjadliwie potrafię, nikogo jak do tej pory nie otrułam, nie widziałam żeby ludzie krzywili się z obrzydzeniem. Ba, gotowanie wychodzi mi lepiej niż niektórym paniom domu, jakie znam. Czyli naprawdę nie rozumiem problemu, poza męskim lenistwem, mentalnością "przechodzę spod opieki mamusi pod opiekę żonki" i stereotypowym podziałem ról.
    • obrotowy a wracajac do tematu: 07.11.15, 14:06
      marta.uparta napisała:
      Że jesteśmy w stanie przymknąć oko na niedostatki charakteru naszych towarzyszy i towarzyszek życia, skoro wynagradzają nam to pysznymi obiadkami?

      Odwrotnie: - jestesmy w stanie przymknac oko na niedostatki w gotowaniu,
      pod warunkiem , ze sa dostatki w seksie i sprzataniu... :)

      - kazden ma inne priorytety...
    • andrzejek96 Re: gotowanie a trwałość związku 08.11.15, 13:45
      potwierdzam niestety tą tezę choć z przykrością.
      Musiałem stołować się w bufecie lub po prostu jadac na mieście, była żona choć zawodowo nie pracowała to na gotowanie obiadów w domu nie miało zbytnio czasu ;/ dziwne tym bardziej przy 3-osobowej rodzinie .
    • joanna9969 Re: gotowanie a trwałość związku 09.11.15, 18:11
      Ja tez znam pare przypadkow zwiazkow w ktorych kobieta nie gotowala I zwiazki sie rozpadly.
      Fakt ten nie byl jednak bezposrednia przyczyna a jednym z symptomow, np ja nie gotuje I nie obchodzi mnie co ty tam zjesz radz sobie sam , nie gotuje bo jestem ksiezniczka I mi to nie przystoi. Natomiast znam pare bardzo zajeta zona nie gotuje ale korzysta z uslug bardzo utalentowanej w tym wzgledzie sasiadki I wszyscy sa zadowoleni
      • sid.le.niwiec Re: gotowanie a trwałość związku 11.11.15, 16:03
        > Ja tez znam pare przypadkow zwiazkow w ktorych kobieta nie gotowala I zwiazki sie rozpadly.

        Może to i lepiej dla tych kobiet? :>
    • konikmorski1976 Re: gotowanie a trwałość związku 11.11.15, 10:27
      Musi byc jeden poisłek dziennie. Tak jest w Konstytucji RP i w Biblii (Księga Przysłów 14,21) Twój mąż ma rację.Małżeństwa rozpadają sie wyłącznie z tego powodu. Wiem, bo pracuje w sądzie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka