finona
12.11.15, 19:21
Mam 34 lata. Moja historia jest chyba bardzo, bardzo typowa. 7-letni związek i plany na wspólną przyszłość. Nagle dowiaduję się, że w ciągu tych 7 lat on spotykał się i sypiał z wieloma innymi. Jedno trzeba przyznać: był dyskretny i nigdy go nawet nie podejrzewałam. Trudne rozstanie, deprecha, rok bez facetów. W końcu pozbierałam się i oto jestem, "wracam na rynek" - jak to określiła moja kumpela. I tu szok. Bo naprawdę dużo się zmieniło od czasu, gdy ostatni raz randkowałam.
Kilka kobiet na tym forum wypowiadało się już bardzo podobnie, w zbliżonym tonie, nawet gdzieś obok jest wątek opisujący porażki na randkach. U mnie schemat jest jakby inny. Ze względu na pracę i grono znajomych nie bardzo mam możliwość poznawania wolnych mężczyzn. Zarejestrowałam się na kilku portalach randkowych, płatnych i bezpłatnych i postanowiłam spróbować. Byłam uczciwa, pisałam, że szukam trwałego związku, zamieszczałam realne zdjęcia (nie podretuszowane, 10 lat i 10 kg wcześniej). Postawiłam na maksymalną szczerość. I tu pierwsze rozczarowanie. Dostałam wiele odpowiedzi zarówno od panów koło 40-stki (a zdarzali się i 60-latkowie), jak i od 18-latków, którzy bez ogródek proponowali seks. Przecież wyraźnie na profilach mam napisane, że przygody mnie nie interesują i szukam tylko kogoś do stałego związku, podałam granice wieku (28-40), dlaczego więc mężczyźnie nie czytają opisu, tylko zawracają głowę? Oczywiście ignorowałam takie wiadomości.
Drugie rozczarowanie, o wiele większe, przyszło wraz z odpowiedziami o tych, którzy się kwalifikowali... Przez pierwszy miesiąc internetowego randkowania spotkałam się z trzema bardzo sympatycznymi mężczyznami. Nieźle wyglądający, zadbani, kulturalni, mili, ciekawi. Były kolejne randki i spotkania. W końcu po kolejnym miesiącu, zaangażowałam się bardzo "w jednego" z nich. Pozostałym podziękowałam. Zaprosił mnie na wyjazd do Sandomerza na weekend. Było super. Po przyjeździe cisza przez tydzień, w końcu ja zadzwoniłam, powiedział mi, że nie jestem w jego typie. Po 2 miesiącach znajomości i spotykania się. Nie jestem głupia, wiem teraz, że chodziło mu tylko o seks. W końcu mnie zaliczył i poszedł szukać sobie następnej. O ile równocześnie się nie umawiał z innymi...
Odezwałam się do drugiego z panów, z którym kilka razy spotkałam się wcześniej. Uczciwie powiedziałam, że byłam z kimś innym, nie udało się i czy miałby okazję kontynuować naszą znajomość. Odpowiedział, że tak. I... Miałam powtórkę z rozrywki. 3 tygodnie częstych spotkań, wspólna noc, seks w weekend i on szybko "wycisza" kontakt. Żeby oszczędzić opisów powiem, że za trzecim razem było tak samo.
Pomyślałam, że ze mną jest coś nie tak. Ale nie jestem kłodą w łóżku, w trakcie długiego związku regularnie uprawialiśmy seks, chyba nie chodzi tu o mnie. Rozmawiałam z koleżankami, które miały znacznie więcej mężczyzn niż ja. Prawie wszystkie zetknęły się z taką sytuacją, że mężczyźnie bardzo zależy przed seksem, później albo zupełnie zrywa kontakt, albo go ogranicza, wycofuje się i jest mu wszystko jedno.
Dla doświadczonych kobiet to pewnie normalne, ale ja nie mogę się z tym pogodzić. Obwiniam siebie, chociaż wiem, że nie powinnam. Nie mogę zrozumieć jak ktoś, kto jest uroczy, czarujący i widać, że bardzo się stara, daje z siebie wszystko, gdy tylko "zaliczy" zmienia się w osobę obojętną. Na pewno nie wszyscy mężczyźni tacy są, ale musiałam mieć wyjątkowego pecha, że trafiłam akurat na takich. I ciągle nie wiem jak poznać, czy ten kolejny fantastyczny pan poznany przez internet, z którym się już kilka razy spotkałam, który dzwoni, pisze ładne wiadomości i daje do zrozumienia, że można na niego liczyć, nie jest kolejnym, który po prostu chce tylko seksu.
Przepraszam, że się tak rozpisałam. Musiałam wylać swoje żale. Może któraś z Was, doświadczonych w tym temacie kobiet, wie w jaki sposób rozpoznać takich "ukrytych" uwodzicieli, którzy deklarują, że zależy im na trwałym związku, a tak naprawdę liczą tylko na jedno?
Ola