Dodaj do ulubionych

wspólne mieszkanie - (czy) i jak zaproponować

02.12.15, 00:58
Hej. Spotykamy się z dziewczyną już ponad 1,5 roku. Widujemy się właściwie codziennie, staliśmy się parą, która wie o sobie praktycznie wszystko i to jest taki związek połączony z przyjaźnią. przeżywaniem codzienności, problemów, trosk. Niektórym może wydawać się to nudne i słabe, lecz takimi jesteśmy osobowościami i chyba dobrze nam z tym. Pewne jest, że zakończył się etap jedynie niekończących się, długich rozmów w knajpkach na mieście, bądź spędzania miłych wieczorów we dwoje, a zaczął się etap również moich wizyt z wiertarką u niej, czy pomagania sobie w załatwianiu trudniejszych spraw. Również trochę pomieszkiwania, bo zdarza się, że spędzamy weekend u niej, gdzie ja nocuję u niej nawet dwie noce z rzędu.

Ona dysponuje swoim mieszkaniem, ja wynajmuję kawalerkę i trochę za to płacę.

Co więcej, czasem jest tak intensywnie i dobrze, że spędzam u niej co drugą noc, co kosztuje mnie nie tylko pieniądze (na swoją własną kawalerkę), ale i czas - bo po nocy spędzonej u niej muszę najpierw pojechać do siebie się ogarnąć i dopiero potem do pracy. Logistyka robi się strasznie upierdliwa.

Jakieś trzy miesiące temu wprowadziła się do niej koleżanka, której nie było stać na wynajęcie czegokolwiek, a ona w ten sposób ją uratowała, że dała jej zamieszkać w jednym z pokoi u siebie (co było bardzo ładnym gestem).

No, ale teraz jest trochę dziwnie, bo nasz związek od kilku-kilkunastu tygodni znajduje się w takim trochę 'zawieszeniu' i boję się, żeby nie powstał z tego jakiś kryzys. To znaczy, trochę mi się spieszy do dokonania następnego kroku.

Ale to ona dysponuje swoim mieszkaniem. Ja nie. Nie chcę się wpraszać i żebrać o to. Z drugiej strony, ona przecież widzi, że jest to nieco męczące, że ja zawsze muszę się rano pozbierać, gdzieś kursować tam i z powrotem. 90% sytuacji, gdy nocujemy razem, to nocujemy u niej. Ona nie chce u mnie zostawać, bo w sumie czemu ma u kogoś nocować, skoro to jej dom od dzieciństwa w jej mieście, skoro trzeba rano i wieczorem kota nakarmić, skoro coś tam...

Trochę mi z tym wszystkim dziwnie. Bo ten kot i ta koleżanka i to jej mieszkanie. A ja taki dojazdowo-dochodzący trochę jestem i trochę na końcu tej całej hierarchii. To nie da się na dłuższą metę tak pociągnąć, jest po prostu męczące.

Nie wiem jak zaczać taką rozmowę. Od razu powiem, że nie mogę zapytać wprost, bo ona raczej na taki krok nie jest gotowa. Ja chyba też nie. Tylko, że ja mam perspektywę, że to się nie da w ten sposób ciągnąć, a ona chyba w ogóle tego nie bierze pod uwagę w perspektywie paru najbliższych miesięcy. Jej jest wygodnie. Ma swoje mieszkanie. A mi z tego przychodzenia do niej z wiadomych względów trudno zrezygnować i żadnych strajków głodowych odstawiać przecież nie będę (mam nie zostawać u niej na noc i ze względów logistycznych zrobić sobie dobrze przed komputerem we własnym mieszkanku?).
Obserwuj wątek
    • lot.ti Re: wspólne mieszkanie - (czy) i jak zaproponować 02.12.15, 08:24
      bzykacie się z koleżanką za ścianą???

      przygotuj kolację, zaproś dziewczynę, daj jej klucze od swojego mieszkania, powiedz że fajna ta jej koleżanka, ale krępuje się jej obecność, więc skoro oddała jej swoje lokum zapraszasz do siebie.
    • basiastel Re: wspólne mieszkanie - (czy) i jak zaproponować 02.12.15, 08:41
      Chcesz spędzić z dziewczyną życie, czy tylko przyoszczędzić i zadbać o wygodę? Jeśli to dziewczyna na życie, to może się oświadcz - sytuacja się wyjaśni.
    • basiastel Re: wspólne mieszkanie - (czy) i jak zaproponować 02.12.15, 09:46
      Doczytałam, nie jesteście gotowi na krok dalej, a tym bardziej zdecydowani na wspólne życie. Darowałabym sobie wprowadzanie się, bo potem jest kłopot z wyprowadzką.
      • czechoslowacki.traktor Re: wspólne mieszkanie - (czy) i jak zaproponować 02.12.15, 15:59
        Mozesz powiedzieć, co Cię skłoniło do takiego wniosku?
        • basiastel Re: wspólne mieszkanie - (czy) i jak zaproponować 02.12.15, 16:44
          Sam napisałeś, że nie jesteście gotowi do wspólnego zamieszkania, dlatego nie zapytasz o to wprost.
          I doskonale wiem, że wspólne zamieszkanie, gdy się tego nie pragnie, może być uciążliwe.
    • yoma Re: wspólne mieszkanie - (czy) i jak zaproponować 02.12.15, 15:49
      Wystawiaj jej za każdy wspólny weekend fakturę z wyszczególnieniem kosztów.
    • miau.weglowy spieszy ci sie do nasteonego kroku czyli co czego? 02.12.15, 15:56
      bo jakos nie wyjasniles.
      a z jej perspektywy jest ok, i co z tym zrobisz, nic. przeciez nie deklarowales jej nic, nie planujecie wspolnego zycia (jak rozumiem). czemu mialaby rezygnowac z wygody jaka ma, skoro ty przeciez tez dazysz do WYGODY wlasnej? i nie rozumiem tego problemu logistycznego niby, skoro zeby sie rano ogarnac na cudzym wystarczy miec ze soba zmiane ubrania=myslec wczesniej.
      • czechoslowacki.traktor Re: spieszy ci sie do nasteonego kroku czyli co c 02.12.15, 16:01
        Hej, ale nie dążę tylko do wygody. Chodzi o to, żeby to jakoś sprawnie funkcjonowało. A co do planowania wcześniej, to też nie jest takie proste, bo to trzeba mieć już wcześniej ustalone. Co w pewien sposób niszczy spontaniczność pt. dzisiaj nocujesz u mnie, bo spędziliśmy miło dzień i chcemy się kochać. Takich rzeczy się nie planuje. Mam co prawda już u niej swoją szczoteczkę do zębów, i co = następnym krokiem będzie parę sztuk bielizny na zmianę? Nie byłem nigdy w takiej sytuacji wcześniej.
        • miau.weglowy Re: spieszy ci sie do nasteonego kroku czyli co c 02.12.15, 16:04
          no czlowieku co ty! bez zadnej torby tak podrozujesz? ma sie po prostu NA WSZELKI WYPADEK ech... ;)
        • stokrotka_a Re: spieszy ci sie do nasteonego kroku czyli co c 02.12.15, 16:18
          czechoslowacki.traktor napisał(a):

          > Hej, ale nie dążę tylko do wygody. Chodzi o to, żeby to jakoś sprawnie funkcjon
          > owało. A co do planowania wcześniej, to też nie jest takie proste, bo to trzeba
          > mieć już wcześniej ustalone. Co w pewien sposób niszczy spontaniczność pt. dzi
          > siaj nocujesz u mnie, bo spędziliśmy miło dzień i chcemy się kochać. Takich rze
          > czy się nie planuje.

          To zdecyduj się w końcu, czego chcesz - spontaniczności czy sprawnego funkcjonowania "logistyki". Jedno wyklucza drugie. Masz opory w stosunku do wcześniejszego przygotowania ubrań na zmianę, bo to zniszczy spontaniczność, a jednocześnie chcesz zamieszkać z nią w jednym mieszkaniu, a przecież wspólne zamieszkanie jest dalsze od spontaniczności i nieprzewidywalności spotkań to tu to tam. Jesteś niezdecydowany i niekonsekwentny, ale za to wygodnicki.

          > Mam co prawda już u niej swoją szczoteczkę do zębów, i co
          > = następnym krokiem będzie parę sztuk bielizny na zmianę?

          A czym się różni przygotowanie na wszelki wypadek szczoteczki do zębów o przygotowania bielizny na zmianę???
          • titta4 Re: spieszy ci sie do nasteonego kroku czyli co c 02.12.15, 16:59
            Ja tez sądzę ze masz opory przed pogadaniem wprost bo czujesz ze argument wygody jest dość slaby w tej sytuacji 😉 Myślę że dopóki się nie wyklaruje miedzy wami ze to To - nie ma sensu forsować wspólnego mieszkania, bo nie macie jednego wspólnego celu. Na razie jest jej wygoda kontra twoja. Nie ma mowy o My.
        • mendiga Re: spieszy ci sie do nasteonego kroku czyli co c 02.12.15, 18:41
          Jak zamieszkacie razem, to konieczność regularnego szorowania kibla na zmianę i zmywania naczyń zniszczy spontaniczność jeszcze skuteczniej niż konieczność zabrania gaci na zmianę. Tak więc ciesz się swoim mieszkaniem, póki mieszkasz sam.
          • mozambique Re: spieszy ci sie do nasteonego kroku czyli co c 03.12.15, 15:28
            we włąsnym mieszkaniu nie szoruje kibla ?
            • mendiga Re: spieszy ci sie do nasteonego kroku czyli co c 03.12.15, 15:33
              Pewnie sząruje we włąsnym, ale to ma niewiele do rzeczy (nie mylić z organem partyjnym).
        • czoklitka Re: spieszy ci sie do nasteonego kroku czyli co c 02.12.15, 22:33
          >Chodzi o to, żeby to jakoś sprawnie funkcjonowało.

          Z tego co piszesz, to funkcjonuje sprawnie. Stawiasz się w umówionym terminie z gotowym fiutkiem. Potem w odpowiednim czasie opuszczasz jej lokum i wracasz i szykujesz się do pracy. Bardzo sprawnie.
    • czoklitka Re: wspólne mieszkanie - (czy) i jak zaproponować 02.12.15, 18:28
      Propozycja powinna wyjść od niej, nie od Ciebie.
      Jeśli nie pasują ci te dojazdy, to poinformuj ją o tym i dobrze byłoby, gdybyś przez jakiś czas z tym przystopował. Ciekawe, czy by ją coś wtedy cknęło.
      • leptosom Re: wspólne mieszkanie - (czy) i jak zaproponować 02.12.15, 18:31
        Nie ocknie.
    • leptosom Re: wspólne mieszkanie - (czy) i jak zaproponować 02.12.15, 18:31
      Zaproponuj wspólne spanie z koleżanką.
    • obrotowy czechoslowacki.traktor - to Zetor 03.12.15, 14:56
      podpisuj sie czlowieku swoim wlasnym imieniem - a nie ukrywaj sie za proxy
    • piataziuta podsumowując: 03.12.15, 16:50
      - nie chcesz dojeżdżać, bo cię to męczy
      - ale nie chcesz z nią zamieszkać, bo nie jesteś gotowy
      - nie chcesz też przyjeżdżać rzadziej, bo nie miał by ci kto zwalić
      - powyższe olśniło cię dopiero, gdy wprowadziła się koleżanka (tzw. syndrom psa ogrodnika)

      Poruszyłeś moje serce, gdyż albowiem, też marzę, aby być księżniczką i mieć swoje własne królestwo, jeść codziennie pizzę i czipsy i być szczupła, pić wina tyle ile zechcę i nie mieć kaca.

      Odpowiadając na twoje pytanie: absolutnie, NIE wprowadzaj się.
      Ściśnij się, wiesz gdzie, może to pomoże ci odkryć, o co ci właściwie chodzi.
      • koszmarna.baba Re: podsumowując: 03.12.15, 20:53
        Ależ on doskonale wie o co mu chodzi!
        Facet po prostu chce sobie wygodnie pożyć na koszt dziewczyny!
        Mieszkać za free albo grosze w fajnym mieszkaniu, mieć codziennie obiadki pod nos i d.. na każde życzenie. Też mi nowina. No i drobiażdżek: koleżankę to ona wspiera a chłopczyka nie chce wziąć na utrzymanie. Wiesz jak cierpi jego miłość własna?
      • mariuszg2 Re: podsumowując: 03.12.15, 21:39
        piataziuta napisała:

        > Poruszyłeś moje serce, gdyż albowiem, też marzę, aby być księżniczką i mieć swo
        > je własne królestwo, jeść codziennie pizzę i czipsy i być szczupła, pić wina ty
        > le ile zechcę i nie mieć kaca.

        loobię Cię za szczerość wypowiedzi i prostotę formy oraz ciągnący ser od piccy.
        • piataziuta Re: podsumowując: 03.12.15, 21:56
          żarłabym pizzę jak szczerbaty suchary
          • j-k pizza, jak pizza 03.12.15, 22:10
            piataziuta napisała:
            > żarłabym pizzę jak szczerbaty suchary

            ale ten ciągnący sie ser...
            jak marzenie... Schumana...
            • piataziuta Re: pizza, jak pizza 03.12.15, 22:16
              mam taką fazę na pizzę że bardziej mi się kojarzy z 8 symfonią Mahlera niż Marzeniem Schumana
          • paco_lopez Re: podsumowując: 04.12.15, 13:50
            ziutka uważaj bo będziesz gruba. ja sobie bym tego nie wybaczył , że cie nie ostrzegłem. pizza tylko raz w tygodniu.
            • piataziuta Re: podsumowując: 04.12.15, 16:14
              :D
              Spokojnie, częściej niz raz w tygodniu nie jadam. W skali życia raz w tygodniu to bardzo dużo.
              • paco_lopez Re: podsumowując: 04.12.15, 17:22
                żebyś ty wiedziała, jak ja wp...lałem makdonaldy ?
      • obrotowy podsumowac latwiej, niz zakasac 03.12.15, 21:54
        piataziuta napisała:
        > - nie chcesz dojeżdżać, bo cię to męczy
        > - ale nie chcesz z nią zamieszkać, bo nie jesteś gotowy
        > - nie chcesz też przyjeżdżać rzadziej, bo nie miał by ci kto zwalić
        > - powyższe olśniło cię dopiero, gdy wprowadziła się koleżanka

        podsumowac latwiej, niz zakasac
        - nie ma to jak narzeczona na drugim koncu (tego samego) miasta.
        nie za daleko, ale i nie za blisko.
        i tak 3miec.
      • bialeem Re: podsumowując: 04.12.15, 09:49
        Harpie z was:)
        Gdyby baba miała podobny problem, to byscie zaproponowaly zaczecie od wlasnej szuflady:P
        • piataziuta Re: podsumowując: 04.12.15, 10:11
          jakby to była baba, zaproponowałabym, żeby częściej zostawała u siebie
          ale ona nie odpowiedziałaby raczej "nie, bo musiałabym sobie robić dobrze przy kompie"
    • wiarusik Re: wspólne mieszkanie - (czy) i jak zaproponować 04.12.15, 15:57
      nick zetor był już zajęty? ;)
    • paco_lopez Re: wspólne mieszkanie - (czy) i jak zaproponować 04.12.15, 19:00
      Co ci przeszkadza ? Ja kiedyś bujałem się z Gocławianką a raz z Grochowianką a jestem z przedmieść zachodnich. To jest minimum 1,5!h środkami transportu publicznego. Od tego fiut nikomu jeszcze nie odpadł. To było wtedy kiedy jeszcze nie miałem zamiaru być tatą mężem wężem. Także powodzenia.
    • janka00t Re: wspólne mieszkanie - (czy) i jak zaproponować 08.12.15, 16:38
      Myślę, że możesz jej zaproponować, że chciałbyś codziennie spędzać z nią więcej czasu i że takie dojeżdżanie Cię męczy.
    • firlefanz Re: a jaka jest prawdziwa przyczyna? 09.12.15, 22:21
      dopóki mieszka u niej koleżanka to jak najbardziej możesz zaproponować żebyście spotykali się u Ciebie. Zresztą na jej miejscu sama bym wolała przyjeżdżać do Ciebie, bo spotkania z chłopakiem gdy w mieszkaniu jest koleżanka (albo z perspektywą, że ona w każdej chwili może wrócić do mieszkania) raczej fajne nie są - ani dla Was, ani dla koleżanki.

      Tylko mam wrażenie, że albo z forumowiczami (albo nawet i z samym sobą) nie jesteś do końca szczery.
      Bo czy chodzi Ci o to, że chciałbyś żebyście zamieszkali razem, bo ją kochasz i chcesz przejść na następny level związku, czy raczej chcesz oszczędzić na wynajmie, czy może żyć wygodniej? zależnie od prawdziwej przyczyny rozwiązania są różne.

      Jeśli dojazdy są męczące i trudne logistycznie (a może tak obiektywnie być zależnie do tego jak daleko mieszkacie od siebie i od miejsca pracy) to moim zdaniem powinniście o tym szczerze porozmawiać. Moim zdaniem, gdy nie ma przeszkód w stylu: współlokatorzy, jedno mieszkanie bardzo małe, drugie bardzo wygodne, jedno "po drodze" z centrum, gdzie się spotykacie, drugie na peryferiach etc. to raczej naturalna jest równowaga w bywaniu u siebie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka