Dodaj do ulubionych

presja otoczenia - małżeństwo

IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 23.09.04, 17:43
Otwieram ten wątek dla tych wszystkich kobiet, które ciągle pytają się swoich
niezamężnych koleżanek o to, kiedy wyjdą za mąż. Oraz dla tych, których
zdaniem 30-letnia samotna kobieta jest żałosna. Otwieram ten wątek z prośbą
abyście się zastanowiły, czy naprawdę warto jest wywierać presję, bo nawet
jeżeli jest to w żartach, to przy setnym z kolei takim tekście odechciewa się
wszystkiego!

W naszym społeczeństwie pokutuje przekonanie, że jeżeli 30 letnia kobieta
nie ma męża, to musi być z nią coś nie tak. Opinia ta dotyka wszystkie
kobiety - i te mniej atrakcyjne (tu winę za "staro panieństwo" zwala się na
wygląd) jak i te bardzo ładne (najwyraźniej mają jakiś ukryty feler).
Dlaczego o tym piszę? Mam co prawda dopiero (a może już) 25 lat, a kwestia ta
powoli zaczyna mnie dotykać. Presja czai się wszędzie. I to nie ze strony
rodziny, która też oczywiście swoje dokłada, ale ze strony... koleżanek.
Koleżanki te, choć aktywne zawodowo i często skupiające się na własnych
karierach, jako wyznacznik "pełnej kobiecości" uważają posiadanie (lub
perspektywa posiadania, jak to ma miejsce u kobiet zaręczonych) męża.
Niejednokrotnie słyszałam, że powyżej 30-tki lepiej być rozwódką niż panną,
bo to pierwsze przynajmniej nie jest takie żałosne. Nie tak dawno też brałam
udział w rozmowie podczas której dziewczyny użalały się nad inną (chwilowo
nieobecną), która ma ten "niefart", że ma 32 lata i nie ma męża. Kiedy
nieśmiało próbowałam jej bronić usłyszałam: "ty się ciesz, że chociaż masz
szansę na ślub, bo już złapałaś faceta".
Tym "złapanym" facetem jest mój kochany Tomek, z którym jestem od roku i
daleka jestem od określania go mianem "zdobyczy". Wielokrotnie rozmawialiśmy
o ślubie, ale zawsze podkreślaliśmy, że ważne jest dla nas aby to była nasza
decyzja a nie środowiska. Trudno jest jednak to utrzymać, kiedy na każdym
kroku słyszymy pytanie "kiedy ślub?", a niedawno nawet mi zasugerowano, że
powinnam się zastanowić, bo jeżeli Tomek nie chce się żenić, to może lepiej
go zostawić i dalej szukać kandydata na męża (jak to usłyszałam: "młodsza się
nie robisz"). I takie "życzliwe" teksty mnie wkurzają, bo ja naprawdę nie
chcę sprowadzać swojego zycia do poszukiwania męża!

Obserwuj wątek
    • inezja21 Re: presja otoczenia - małżeństwo 23.09.04, 17:54
      po prostu niektórzy nie rozumieją,że czasy się zmieniły.
      • concordia01 Re: presja otoczenia - małżeństwo 23.09.04, 18:03
        Karina ma dużo racji. Najgorsze jest to, iż takie poglądy pokutują w dalszym
        ciągu wśród ludzi mieszkających zarówno w dużych miastach, jak i w małych
        miasteczkach. Tylko, że w tych pierwszych nierzadko obgaduje się taką osobę,
        podczas jej nieobecności, a w tych drugich wręcz wytyka palcami.
        • inezja21 Re: presja otoczenia - małżeństwo 23.09.04, 18:15
          wytykanie kogoś palcami za cokolwiek jest wstrętne.
          ale osoba samotna w wieku lat 40 może miec problem ze sobą i o to zapewne jest
          nieumiejętnie wyrazona troska krewnych:)
          • miang Re: presja otoczenia - małżeństwo 24.09.04, 12:39
            inezja21 napisała:

            > wytykanie kogoś palcami za cokolwiek jest wstrętne.
            > ale osoba samotna w wieku lat 40 może miec problem ze sobą i o to zapewne
            jest
            > nieumiejętnie wyrazona troska krewnych:)

            a osoby wytykające najprawdopodobniej już teraz mają problemy ze sobą i to
            poważne
    • q02121974 Re: presja otoczenia - małżeństwo 23.09.04, 18:14
      a ja mam to gdzieś. nie mam męża i wcale mi się nie spieszy. dla mnie
      małżeństwo nie jest żadnym wyznacznikiem szczęścia. otoczenie nie wywiera na
      mnie presji, bo sobie na to nie pozwalam. rodzinka mi się nie wpieprza, bo jest
      za daleko. poza tym, znajome mi małżeństwa funkcjonują na zasadzie "udajemy że
      jest OK, bo tak wypada". mnie coś takiego nie interesuje. nie będę żyła
      pozorami, bo wykończę się psychicznie. a to, że mnie obgadują na boku olewam,
      jak chcą gadać niech gadają, ich prawo. najważniejsze jest żeby tylko na
      dzieciaka nie było za późno
    • Gość: marta Re: presja otoczenia - małżeństwo IP: *.proxy.aol.com 23.09.04, 18:52
      niestety karina masz duzo racji w tym co mowisz.
      jestesmy bardzo drobnomieszczanscy w swoich pogladach. czasami dochodzi do
      paranoi ze zly maz jest lepszy od zadnego.
      zgadza sie, kiedys jedna z moich samotnych kolezanek powiedziala ze zazdrosci
      rozwodkom, bo nimi nikt nie gardzi ze sa same.
      paranoja.
      ja bardzo dlugo bronilam sie przed malzenstwem. a to czasu brak, a to kariera,
      a to partnerzy nie ci. generalnie lubilam swoja niezaleznosc.
      presja rodziny byla jednak nie do zniesienia. te rodzinne obiadki, te zyczenia
      swiateczne : zebys sobie wreszcie jakiegos chlopca znalazla itd.
      mialam dosyc. wyjechalam za granice do miasta stworzonego dla tzw singli.
      zamieszkalam w nowym jorku i dopiero tutaj odczulam jak super jest byc singlem.
      ale .... los bywa zwodniczy. poznalam tutaj milosc swojego zycia i wyszlam za
      maz.
      jak to moja mama powtarza ucieklam od malzenstwa zeby wyjsc za maz :-)
      dla mnie wniosek jest jeden: nic na sile, co ma byc to bedzie.
      czesto jednak z rozrzewnieniem wspominam czasy kiedy bylam wolna kobieta :-)
      pozdrawiam wszytskie niezaleznie :-)
    • Gość: karina Re: presja otoczenia - małżeństwo IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 24.09.04, 12:13
      tak, właśnie najczęściej podkreślane jest, że lepszy zły mąż niż zaden.

      Ja w każdym razie mogę obiecać jedno - jeżeli zdecydujemy się z Tomkiem na ślub
      to na pewno, jako ta "zamężna" nie będę zadręczać wolnych koleżanek pytaniami o
      to kiedy i one sie na ten krok zdecydują. :)))
      • noelka28 Re: presja otoczenia - małżeństwo 24.09.04, 12:20
        moja kuzynka pojechala po LO uczyc sie do wiekszego miasta nie po to zeby
        skonczyc szkole ale po to zeby, jak to okreslila jej rozinka , "zostac
        wylapana", no i w wieku 27, ma juz staz malzenski 7 lat czy jakos tak, a ile
        kryzysow to glowa mala...
        • Gość: monika Re: presja otoczenia - małżeństwo IP: 212.244.68.* 24.09.04, 12:49
          Dużo kobiet coraz niechętniej podchodzi do tematu małżeństwa, właśnie ze
          względu na szereg uwag jakie się im robi.
          Tak w ogóle to nie ma się co spieszyć; ile jest takich par, które szybko się
          pobierają i równie szybko rozwodzą...
          • Gość: kohol Re: presja otoczenia - małżeństwo IP: *.crowley.pl 24.09.04, 13:53
            Gość portalu: monika napisał(a):

            > Dużo kobiet coraz niechętniej podchodzi do tematu małżeństwa, właśnie ze
            > względu na szereg uwag jakie się im robi.

            I własnie to mnie dziwi - postawa "oni mnie pytają, to ja będę niechętna
            małżeństwu". Jeżeli takie gadanie wpływa u kogoś na decyzję, czy się weźmie
            ślub, czy nie, to współczuję.
    • Gość: beata Re: presja otoczenia - małżeństwo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.09.04, 13:16
      droga karino - a skąd ty jesteś ze masz taki zacofane koleżanki i ograniczone?
      jak to wszystko myśli nakazami społeczeństwa a nie własną głową!!!!
      ja mam 31 lat i ani mysle wydawać się za mąż - i nie dlatego ze mnie nikt nie
      chciał - a dlatego ze facet to ogromne obciażenie psychiczne- trzeba znosic
      jego humorki, jego rodzinkę, jego stękania, flirciki i inne swinstewka.
      mnie się nie chce...a tobie?
      poza tym - w ogole ta instytucja mnie bawi!!!
      i nie interesuje mnie jak zabite dechami i zacofane spoleczenstwo reaguje na
      takie osoby jak ja - oni po prostu dla mnie nie istnieją!!!!
      ludzie proste zawsze beda gadac jak nie o tym o czym innym...
      jest mi bardzo dobrze tak jak jest i nie zamienilabym sie z zadna mężatką!!
      buziaki kochane wolne kobietki
      beata
      • Gość: kohol Re: presja otoczenia - małżeństwo IP: *.crowley.pl 24.09.04, 13:58
        Gość portalu: beata napisał(a):

        > jest mi bardzo dobrze tak jak jest i nie zamienilabym sie z zadna mężatką!!

        Super, bo ja też bym się z Tobą nie zamieniła :)
        • Gość: Bubu Re: presja otoczenia - małżeństwo IP: *.toya.net.pl 24.09.04, 14:32
          no coż, powiem Wam że najgorsze w tym wszystkim jest to,że same sobie "gotujemy
          ten los". To kobiety maltretuja się wzajemnie idiotycznymi uwagami, czy z
          pozoru niewinnymi pytaniami "kiedy ???". Ja mam 32 lata, 2 miesiące temu
          wyszłam za mąż, bo chciałam:) bo spotkałam człowieka godnego mnie:) A wcześniej
          miałam w nosie gadki które słyszałam od ciotek, zamęznych koleżanek itp
          że "staropanieństwo " już puka do mych drzwi. Gdybym nie spotkała mojego męza
          żyłabym sama, pełnią życia, nie bedąc nawet o ciupinkę mniej szczęśliwa. Nic na
          siłę ! i na wszystko przyjdzie pora - to moje dewizy.
          A do kobit się zwracam - WIĘCEJ SOLODARNOŚCI DROGIE PANIE !!!
      • Gość: karo Re: presja otoczenia - małżeństwo IP: *.fe.bosch.de 24.09.04, 14:49
        bardzo popieram beate - jestem szczesliwie niezamezna 26-latka i ani mi sie sni
        pchac przed oltarz. Na presje otoczenia nalezy wypracowac sobie mechanizm
        olewczy - zlikwidowac sie jej niestety nie da. Ale czesto wydaje mi sie, ze
        przyczyna tych wszystkich uwag i "zarcikow" jest polska mentalnosc - jak ja mam
        zle (w malzenstwie - szczegolnie, jesli sie nie mieszkalo kilka lat przed
        slubem razem, a malo kto mieszkal), to niech chociaz sasiad / znajomy ma tak
        samo zle albo gorzej (czyli zagnac go przed oltarz). Wiem, ze latwo mi mowic,
        bo mieszkam bardzo daleko od rodzicow i kiedy mam dosyc uwag typu "ty nas
        wlasciwie zapraszasz do siebie na oblewanie magistra czy na slub?" (po prostu
        napisalam, ze chetnie ich zobacze), to po prostu nie dzwonie do domu. I w
        ramach dobrego uczynku bez konca buntuje moja siostre, ktora sie ta presja
        przejmuje.
        Pozdrawiam - Karolina
      • Gość: Karina Re: presja otoczenia - małżeństwo IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 24.09.04, 16:59
        no właśnie ja też nie bardzo to rozumiem. Chodzi o to, że wydawało mi się, że
        jak się mieszka w miarę dużym mieście (a takim chyba jest Poznań) to taki
        problem nie powinien się pojawiać. A jednak jak rozpoczełam pracę zawodową to
        okazało się, że u nas jest prawie tak samo jak w małych miasteczkach. Nie wiem,
        może w Warszawie jest lepiej, chociaż moja koleżanka, która tam mieszka (i
        pracuje dla dużego koncernu) jest zamęczana pytaniami o ślub (trzy miesiące
        temu urodziła dziecko, mimo te ze swoim facetem, z którym mieszka, na razie nie
        myślą o zalegalizowaniu związku)
    • charlie_x Re: presja otoczenia - małżeństwo 24.09.04, 14:28
      ..nie daj się karino wpuścić w 'maliny'przez otoczenie, a
      zwłaszcza koleżankom.Nawet społeczna nauka kościoła chyba nie czyni z
      instytucji małżeństwa - dogmatu obowiązkowego dla wszystkich.Powtórzę ci to
      samo co powiedziałem mojej córce- jeśli uważasz,że lepiej ci będzie samej to
      masz moje błogosławieństwo na życie jako singiel i nie mam fobii na punkcie
      zostania dziadkiem.Chyba,że trafia ci się taki partner o jakim marzyłaś.Wśrod
      nas facetów też pokutuje wiele streotypów o małżeństwie, a powtarzanych przy
      byle okazji.Zwłaszcza przy kieliszku wódeczki czesto można usłyszeć
      sarkastyczne <<..pewnie,żeń się! po co masz mieć lepiej od nas..>>.pozdrawia.
      • noelka28 do charlie_x 24.09.04, 14:36
        prosze napisz o tych stereotypach o malzenstwie pokutujacych wsrod mezczyzn -
        ciekawi mnie to

        pozdrawiam
        • Gość: charlie_x Re: do charlie_x IP: *.tvgawex.pl 24.09.04, 15:10
          ..przepraszam, ale dopiero wieczorem i to raczej dosyć późnym.Teraz muszę
          trochę popracować..8)
          • noelka28 Re: do charlie_x 24.09.04, 15:21
            poznym wieczorem to odpocznij, pobaw sie, mi sie nie spieszy, poczekam do
            poniedzialku

            pozdrawiam
      • Gość: Karina Re: presja otoczenia - małżeństwo IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 24.09.04, 17:02
        Bardzo się staram, ale nie jest mi łatwo. Niestety jestem mało asertywna i
        często biorę do siebie niektóre komentarze. Ech, wiem, że to niedobrze, ale mam
        nadzieję, że wytrwam i, że decyzja będzie tylko i wyłącznie moja i Tomka!
    • 2xl A my faceci też nie mamy łatwo..... 24.09.04, 17:32
      q02121974 napisała:

      >poza tym, znajome mi małżeństwa funkcjonują na zasadzie "udajemy że
      >jest OK, bo tak wypada". mnie coś takiego nie interesuje. nie będę żyła
      >pozorami, bo wykończę się psychicznie. a to, że mnie obgadują na boku olewam,


      Popieram w 100% - nie ma sensu być z kimś bo wypada.




      Ale moje drogie Panie myślicie, że macie ciężko, to powiem jak jest u mnie. Mam
      25 lat, a rodzice to normalnie zwariowali. Bez końca zamęczają mnie pytaniami
      kiedy się ożenię albo rzucają jakieś uwagi.
      Np. wychodzę gdzieś, to słyszę „ Gdzie idziesz? Ożeniłbyś się zamiast włóczyć
      się z kolegami.” Albo robię sobie coś mało zdrowego do jedzenia: „ jakbyś miał
      żonę to by ciepłe obiadki gotowała”. A ja pomocy domowej nie potrzebuję sam
      umiem gotować, prać, prasować, sprzątać .. itp.
      A ciocie i wujkowie są jeszcze gorsi. My faceci też nie mamy łatwo z
      otoczeniem.
      • inezja21 Re: A my faceci też nie mamy łatwo..... 24.09.04, 17:46
        no to współczuję ci mało świadomych rodziców.Bo moim zdaniem mało który facet
        25-letni ma na tyle dojrzałości,żeby się żenić i zazwyczaj tez niewiele ma tej
        swojej żonie do zaoferowania (bo dopiero skończył studia i znalazł prace,nie ma
        mieszkania,doswiadczenia z roznymi zalatwianiami...itp.)
        • jesster Re: A my faceci też nie mamy łatwo..... 24.09.04, 22:30
          Ja mam 25 lat i mam zamiar się ożenić za rok, i nie uważam żebym był mało
          dojrzały. Oczywiście mnóstwo rzeczy jeszcze w życiu nie wiem ale przeciez
          doświadczenia zbiera się długimi latami, a po drugie mam zamiar tego roku nie
          zmarnować i dowiedzieć się wszystkiego co tylko zdołam. Poza tym nie wiem jak
          wy, kobiety ale ja właśnie chcę kobiety która jest na początku swojej w pełni
          dorosłej drogi. Nie żeby być panem i władcą ale żeby móc dużo włożyć, coś razem
          zbudować od zera. Fakt, wspólne pokonywanie przeciwności i uczenie się życia
          może umocnić więź albo ją zniszczyć, więc jest to pewne ryzyko, ale nie mam
          zamiaru czekać nie wiadomo ile. Ale na pewno jest prawda w tym co mówisz. Poza
          tym-to słowa, prawda przyjdzie na jaw jak przyjdzie do czynów.
          A wracając do głównego wątku, to u nas na szczęście presji nie było. U mężczyzn
          jest raczej presja ze strony rodziny(mamusi), bo moi przyjaciele sami sie
          jeszcze nie pożenili,a koledzy z pracy(w większości starsi) raczej(żartem bo
          żartem ale) odradzają, kwitując to usmieszkiem politowania. Niestety, my
          mężczyźni jesteśmy większymi septykami. Jako długoletni singiel miałem delikatna
          presję cobym sobie jakąś dziewuchę znalazł, ale raczej spejalnie się tym nie
          przejmowałem. Zresztą ze mna juz tak jest- zbytnim nakłanianiem do czegoś można
          spowodowac odwrotny skutek.
        • Gość: P.S.J. Re: A my faceci też nie mamy łatwo..... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.09.04, 10:06
          > no to współczuję ci mało świadomych rodziców.Bo moim zdaniem mało który facet
          > 25-letni ma na tyle dojrzałości,żeby się żenić i zazwyczaj tez niewiele ma
          tej
          > swojej żonie do zaoferowania (bo dopiero skończył studia i znalazł prace,nie
          ma
          >
          > mieszkania,doswiadczenia z roznymi zalatwianiami...itp.)

          ...Natomiast kobieta 25-letnia jest już 10 lat po studiach, ma świetnie płatną
          pracę, trzy domy (w zasadzie może żyć z rentierstwa...) i pół życia spędziła w
          bankach i urzędach.

          No co za bzdury. Idąc twoim tropem myślenia ślub powinien być dopuszczalny po
          30stce i to dla obu stron.
          • inezja21 Re: A my faceci też nie mamy łatwo..... 26.09.04, 15:59
            nie mówię,że ma lepszapracę i więcej pieniędzy,ale mądrzejsza jest zazwyczaj:P
            • Gość: P.S.J. Re: A my faceci też nie mamy łatwo..... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.09.04, 16:10
              Ależ konkretna odpowiedż... Mądrzejsza - czyli co? Lepiej wykształcona? Na
              załatwianiu istotnych spraw organizacyjno-życiowych (kredyty, urzędy) się zna?
              Badania statystyczne wykazują, że IQ ma większe? I co to ma do małżeństwa?
              Wprowadzić cenzus, że mogą się żenić tylko osoby które mają certyfikat
              notarialnie potwierdzony na iloraz inteligencji >105?
              • Gość: inezja Re: A my faceci też nie mamy łatwo..... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 26.09.04, 17:42
                a co ty się tak denerwujesz?
                Kobieta jest mądrzejsza,bo całe zycie uczy się,jak pędzic do przodu razem z
                mężczyznami pomimo licznych swoich fizycznych słabości.
                • Gość: P.S.J. Re: A my faceci też nie mamy łatwo..... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.09.04, 18:04
                  Denerwuje się, bo lubię rzeczową dyskusję, a nie stwierdzenia w stylu "bo TAK".

                  zaprawdę nie wiem, jak kobieta miałaby wykształcić swoją mądrość poprzez
                  pędzenie do przodu równo z mężczyznami. Poza tym z twych pozostałych postów
                  wynika, ze mądrość = odpowiedzialnośc (?). A na dokładkę ja nie widze u kobiet
                  jakichkolwiek fizycznych słabości ograniczających je w karierze i rozwoju.
                  Feministki zresztą też nie.

                  No i powiedz mi koniecznie, czy uważasz wszystkich inwalidów en masse za
                  mądrzejszych od nie-inwalidów? (wszak muszą pokonywać jeszcze więcej
                  słabości...). Czy inwalida - mężczyzna jest mądrzejszy, czy głupszy od zdrowej
                  kobiety, założywszy, że oboje mają 25 lat? Powiedz koniecznie, społeczność
                  forumowa oczekuje zapewne z zapartym tchem.
                  • inezja21 Re: A my faceci też nie mamy łatwo..... 26.09.04, 18:12
                    Gość portalu: P.S.J. napisał(a):

                    > Denerwuje się, bo lubię rzeczową dyskusję, a nie stwierdzenia w stylu "bo
                    TAK".
                    czasami nie ma innej odpowiedzi:)

                    > zaprawdę nie wiem, jak kobieta miałaby wykształcić swoją mądrość poprzez
                    > pędzenie do przodu równo z mężczyznami. Poza tym z twych pozostałych postów
                    > wynika, ze mądrość = odpowiedzialnośc (?).
                    nie równa się,ale stanowi jeden z podstawowych elementów
                    nie równam mądrości z inteligencją i IQ celowo,bo mądrość to inteligencja
                    stosowana praktycznie.Ktoś może być super inteligentny ale nie umie tego
                    stosowac w zyciu i de facto jest głupcem:)
                    > A na dokładkę ja nie widze u kobiet
                    > jakichkolwiek fizycznych słabości ograniczających je w karierze i rozwoju.
                    > Feministki zresztą też nie.
                    może one nie widzą.Ale jestesmy słabsze fizycznie,mniejsza masa mięśni,gra
                    hormonów,hustawka nastrojów,miesiączka i powiązane z tym bóle brzucha,u
                    niektórych nawet mdłości i omdlenia(cięzko w takim stanie np.starac się o pracę)

                    > No i powiedz mi koniecznie, czy uważasz wszystkich inwalidów en masse za
                    > mądrzejszych od nie-inwalidów? (wszak muszą pokonywać jeszcze więcej
                    > słabości...). Czy inwalida - mężczyzna jest mądrzejszy, czy głupszy od
                    zdrowej
                    > kobiety, założywszy, że oboje mają 25 lat? Powiedz koniecznie, społeczność
                    > forumowa oczekuje zapewne z zapartym tchem.

                    aczy ty uwazasz,że inwalida w porównaniu ze zdrowym to tak jak mężczyzna w
                    porównaniu z kobietą? Sam sobie zaprzeczasz...
                    • Gość: P.S.J. Re: A my faceci też nie mamy łatwo..... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.09.04, 18:21
                      Nie. ja NIE utożsamiam relacji mężczyzna - kobieta z relacją zdrowy - inwalida,
                      ale z twojego toku myślenia takie uogólnienie wypływa: wszak kobieta jest tak
                      wymęczona i słaba przez rozliczne straszliwe przypadłości zdrowotne, iż w
                      zasadzie jest społecznie niepełnosprawna. Taki obraz powstaje po
                      zwizualizowaniu sobie tych wszyskich kobiet mdlejących ,blednących lub
                      słaniających się na ulicy - przecież kazdy z nas nie raz to widział :)

                      Masa mięśni i bóle brzucha może są istotne w rywalizacji w zawodzie kanalarza,
                      górnika, murarza czy leśnika, ale nie w pracy w tzw. sektorze usług. Faceci
                      mają częściej wrzody (bóle brzucha! bóle brzucha!) problemy z prostatą i z
                      sercem. I jakoś nie dyskfalifikuje ich to doszczętnie w oczach pracodawców.

                      Reasumując - twój argument brzmi tak:

                      KOBIETY SĄ ZARADNIEJSZE* OD MĘŻCZYZN, BO MAJĄ WIĘKSZE PROBLEMY ZE ZDROWIEM.

                      Jak dla mnie, mocno naciągane.

                      * - zaradniejsze: (wg. inezji21) bardziej praktyczne w stosowaniu inteligencji.
                      • inezja21 Re: A my faceci też nie mamy łatwo..... 26.09.04, 18:27
                        eeeeee,dobre.Nie to mialam na mysli,naprawde.
                        Nie chodzi o to.mnie chodzi jeszcze o dyskryminacje kobiet,to,ze musza z tym
                        walczyc.Nie mow mi tylko ze jej w Polsce i na swiecie nie ma.
                        Mniejsza pensja,wywalanie z roboty jak zajdzie w ciaze,zatrudnianie mezczyzn
                        jesli sie ma do wyboru mezczyzne a kobiete z tymi samymi kwalifikacjami i
                        wreszcie spoleczne traktowanie kobiety przez mezczyzn. Jakos to spoleczenstwo
                        mowi na nas kobiety "dziwki","baby","k..." a was facetów nikt nie obraza.
                        A poza tym:kobieta idzie do pracy a po pracy ma drugi etat w
                        domu:kucharka,sprzataczka,praczka,szwaczka,opiekunka do dziecka itp.
                        "Bo on się przeciez nie ruszy" (cytat S.Bareja):P
                        • Gość: P.S.J. Re: A my faceci też nie mamy łatwo..... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.09.04, 18:52
                          Droga inezjo, czy to 21 przy twym nicku to twoj wiek?

                          Dyskryminacja, owszem, jakaś jest - ale w PL nigdy nie sięgnęła (jasne strony
                          socjalizmu?:) rozmiarów zachodnich. A obecnie nastąpiło już spore wyrównanie.
                          Innymi słowy - trzymać kurs bez rewolucji, bo ewolucja idzie sama ku lepszemu.
                          Jakby te nieszczęsne pensje zrównać, i wiek emerytalny, to byłoby nieźle.

                          Ty to chyba, na marginesie, nie pracujesz. Właśnie dlatego pracodawcy
                          pytaja "ale nie zajdzie Pani w ciążę, prawda?", bo kobiety na macierzyńskim
                          wywalić NIE MOŻNA. Ot, takie zdobycze kodeksu pracy. Ba, po urlopie trzeba ją
                          przyjąc na stanowisko to samo lub równorzędne. Argument z twej strony chybiony.

                          Nas, facetow nikt nie obraża? Znajdź mi faceta po 20 roku życia, do kótrego
                          choć raz "społeczeństwo" nie zwróciło się słowami "ty ch*ju!". Podstawowym
                          zwrotem społecznym na określenie kobiety jest "kobieta" (zaskakujące, prawda?),
                          nie podciągaj patologii do wymiarów normy.

                          Nie wiem, jakiego masz chłopaka, ale znajdz sobie takiego, ktory sie podzieli
                          obowiązkami domowymi. Ja się dzielę (np. jak gotuję, moja dziewczyna zmywa, ale
                          patelnię zmywam ja. itd, itp.) i nie wyobrażam sobie inaczej - także nie
                          wyobrażam soibie sytuacji, w której kobieta nic nie robi w domu "bo pracuje"
                          czy "robi karierę". Jak dzielić, to dzielić.

                          • inezja21 Re: A my faceci też nie mamy łatwo..... 26.09.04, 21:48
                            a dlaczego pytasz o mój wiek?nieładnie,nieładnie:)zalogowałam się jako inezja
                            ale mi nie pozwoliło więc musiałam dodać cyferkę - to było kiedyś tam.
                            Może i nie pracuję,bo robota nietypowa-jestem muzykiem i wielokrotnie w swoim
                            zyciu zawodowym spotykam się z dyskryminacją - wiem,co mówię.
                            Z tym ch... to masz rację owszem.jak patologia,to patologia...:)
                            co do mojego chłopaka to jest ok:)ale jak z podzialem obowiazkow to sie
                            oczywiscie okaze:)
                            nigdy nie mozna byc niczego pewnym:)
                            nawiasem mowiac bedzie mial 26 lat jak sie bedzie ze mna zenil:):):):)
                          • Gość: florencja Re: A my faceci też nie mamy łatwo..... IP: *.teleton.pl 28.09.04, 11:27
                            "Ba, po urlopie trzeba ją
                            przyjąc na stanowisko to samo lub równorzędne. Argument z twej strony chybiony"

                            Tak trzeba przyjąc na stanowisko to samo lub równorzędne, ale na drugi dzień
                            mozna już zwolnic.
                            Brak znajomości kodeksu pracy.
                            florencja
                            • Gość: P.S.J. Re: A my faceci też nie mamy łatwo..... IP: *.itpp.pl 28.09.04, 12:13
                              Z zachowaniem okresu wypowiedzenia, odprawami itp. w zależności od rodzaju
                              umowy.

                              Wiesz, KAŻDEGO można wylać z roboty. Nie tylko kobietę w ciąży. Czy z
                              dzieckiem. Ale za samo bycie w ciązy właśnie wywalić się NIE DA.
                              • 2xl Re: A my faceci też nie mamy łatwo..... 28.09.04, 13:27
                                Gość portalu: P.S.J. napisał(a):

                                > Z zachowaniem okresu wypowiedzenia, odprawami itp. w zależności od rodzaju
                                > umowy.
                                >
                                > Wiesz, KAŻDEGO można wylać z roboty. Nie tylko kobietę w ciąży. Czy z
                                > dzieckiem. Ale za samo bycie w ciązy właśnie wywalić się NIE DA.



                                Z feministką nie wygrasz. Zawsze znajdzie jakieś argumenty – może nie logiczne
                                i bez sensu ale znajdzie i będzie pewna że ma rację ;-)
                                • inezja21 Re: A my faceci też nie mamy łatwo..... 28.09.04, 20:18
                                  czy wy jesteście tak mało inteligentni,że każdą kobietę,która próbuje z wami
                                  dyskutowac na temat praw kobiet i ma swoje zdanie uważacie za feministkę?
                                  Wy w ogóle chyba nie rozumiecie tego pojęcia. Nie jestem feministką,naprawdę.
                                  Każda kobieta która siedzi po pracy przy garach i grzecznie potakuje jest
                                  normalna według was a taka,która się buntuje to od razu feministka?
                                  Dobre.Tylko marne.
                                  • Gość: P.S.J. Re: A my faceci też nie mamy łatwo..... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.09.04, 20:33
                                    Czy ty naprawdę jesteś tak mało inteligentna (wątpię), że nie dostrzegasz, iż w
                                    swych wypowiedziach ani razu nie użyłem pejoratywnie terminu feminizm?* Czy nie
                                    dostrzegasz, że 2xl wciął się (jego forumowe prawo zresztą) w moją odpowiedź do
                                    florencji?

                                    A jednak łączysz nas, robisz z nas jakąś grupę - chyba że o 2xl piszesz w
                                    pluralis maiestaticus. Wydaje mi się, że z wyrachowania postanowiłaś
                                    zaszufladkować mnie i 2xl do jednej puszki z nalepką "narzekacze na feminizm".
                                    Sprytne. Tylko marne.
                                    • Gość: P.S.J. ___*____ IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.09.04, 20:33
                                      * - w zasadzie chyba ani razu nie użyłem tu terminu "feminizm" jako taki...
                                      • inezja21 Re: ___*____ 28.09.04, 20:35
                                        ok.no to nie do ciebie,ale tak to jest czesto,jak męzczyźnie brakuje argumentów
                                        to nazwie kobietę feministką i wychodzi:)
                                        a ja zdania nie zmienie.
                                        • Gość: P.S.J. Re: ___*____ IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.09.04, 20:49
                                          Bede cytował:

                                          > czy wy jesteście tak mało inteligentni,że każdą kobietę,która próbuje z wami
                                          > dyskutowac na temat praw kobiet i ma swoje zdanie uważacie za feministkę?

                                          inezjo, ja z tobą nie dyskutuję nt. praw kobiet. Ja dyskutuję z bzdurnym, moim
                                          zdaniem, autorytatywnym stwierdzeniem twojego autorstwa, że kobieta w wieku 25
                                          lat jest mądrzejsza od mężczyzny. Przedstawiłem ci swoje argumenty, spuentowane
                                          przez ciebie dziwnym tokiem myślenia, że kobieta jest mądrzejsza, bo jest
                                          słabsza*. Odpowiedziałem ci też,dlaczego uważam, że takie stwierdzenie jest
                                          nielogiczne. Wróćmy może do meritum sprawy, bo akurat nawet bardzo rozwinięte
                                          prawa kobiet nie spowodują, że szybciej zmądrzeje.

                                          * - ja wiem, że stereotyp głupiego van damme'a i mądrego, a wychudzonego
                                          okularnika jest nadal żywy. Problem w tym, że wbrew stereotypom
                                          krótkowzroczność i skolioza nie są gwarantami mądrości, a można być wielce
                                          zaradnym mając 90 w bicepsie. Zgodnie ze starogreckim ideałem kalokagathia.
                                          • inezja21 Re: ___*____ 28.09.04, 21:09
                                            ja nie napisałam że kobieta jest mądrzejsza bo jest słabsza-wyciągnąłeś wnioski
                                            na skróty i zabrnąłeś w ślepą uliczkę.Ja napisałam,że dzięki temu,że całe życie
                                            jest zdana sama na sibie,że przyzwyczaja się do walki ze słabościami,jest
                                            odporniejsza psychicznie.Kobieta przeziębiona ze stanem podgorączkowym zajmuje
                                            się dzieckiem,gotuje,sprząta itp.amęzczyzna kładzie się do łóżka i wszystkim
                                            wkoło oznajmia,ze umiera.
                                          • inezja21 Re: ___*____ 28.09.04, 21:12
                                            a z tym okularnikiem,to o co chodzi?Mnie się zdaje że to nie na temat...
                                        • 2xl Re: ___*____ 28.09.04, 21:27
                                          inezja21 napisała:

                                          >
                                          > to nazwie kobietę feministką i wychodzi:)
                                          > a ja zdania nie zmienie.


                                          O jejku ale zamieszania wprowadzam. Już się nie odzywam.
                                          I nigdzie nie wychodzę a argumenty dostajesz na pocztę.
                                          • inezja21 2xl,priva odpisane 28.09.04, 21:34
                                            odebrane,odpisane,pozdro.
            • 2xl Re: A my faceci też nie mamy łatwo..... 26.09.04, 17:48
              inezja21 napisała:

              > nie mówię,że ma lepszapracę i więcej pieniędzy,ale mądrzejsza jest zazwyczaj:P


              Ha ha... Rozwaliłaś mnie tym stwierdzeniem. Kompleksów jakiś się nabawię przez
              to.
              A ja bym powiedział, że 25 letnia kobieta mądrzejsza nie jest od faceta w tym
              samym wieku – jest bardziej świadoma tego, że chce założyć rodzinę (nawet
              zdesperowana) bo niestety czas goni, dzieci chcą mieć a każda ciąża po 30 roku
              życia jest traktowana jako wysokiego ryzyka (zasłyszana opinia znajomego
              ginekologa)
              • Gość: inezja Re: A my faceci też nie mamy łatwo..... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 26.09.04, 17:51
                można i tak na to spojrzeć.Ale prawdą jest,że kobiety mają silniejsze poczucie
                odpowiedzialności i szybciej są dojrzałe.
    • Gość: zosia Re: presja otoczenia - małżeństwo IP: *.acn.waw.pl 25.09.04, 22:13
      Mnie sie pytali kiedy slub po tym jak sie zwiazalam z nowym facetem. Tak przez
      pierwszy rok pytali sie wszyscy w okolicy. Potem jakos im przeszlo. Teraz jak
      sie ktos pyta o to - po 3 latach - to pytam sie po co? Co za roznica czy wezme
      slub czy nie. Jest dobrze teraz i nie potrzebna mi zadna rodzinna imrpeza aby to
      przypieczetowac.
      Moi rodzice ani "tesciowie" nigdy sie o to nie pytali. Dalsza rodzina chyba tez
      nie za bardzo - nie przypominam sobie w ogole takich pytan.
      Niekotrzy uwazaja ceremonie slubna za wazna dla innych w ogole nie ma znaczenia.

      Zosia.
    • Gość: makar7 Re: presja otoczenia - małżeństwo IP: *.waw.pl / *.waw.pl 25.09.04, 22:31
      Lepiej być szczęślią "starą panną" niż nieszczęśliwą męzatką...:)
    • Gość: solaż Re: presja otoczenia - małżeństwo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.09.04, 10:22
      Mam trochę więcej lat niż wypowiadające się tu panie.Muszę przyznać,że
      większość wypowiadających się to
      zażarte,zdecydowane,niezależne,inteligentne,znające swoje siły,potrzeby młode
      kobiety,ale czy tak do końca samowystarczalne?Jako młoda kobieta zarabiałam
      b.dobrze,moje małżeństworozwiązałam po 5-latach bo nie spełniało moich
      oczekiwań.Długo byłam sama i z dzieckiem.Zauważyłam,że krąg moich przyjaciół i
      ludzi z którymi mogłam w wolny dzień się spotkać to rozwódki,ponieważ te z
      mężami zazdrościły mi zadbania o siebie,pogody ducha bo umiałam być szczęśliwa
      bez męża.Ale słuchając biadolenia tych pseudo"szczęśliwych" obiecałam sobie
    • Gość: solaż Re: presja otoczenia - małżeństwo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.09.04, 10:36
      solennie,że będąc w związku z mężczyzną,będę oczekiwać od niego parnerstwa nie
      tylko łóżkowego[cholernie ważna rzecz],ale i intelektualnego.Nigdy więcej
      samotności we dwoje.Mam teraz z tym moim oczekiwanym córkę 8-letnią,nie mamy
      ślubu,i chyba ten stan mnie już gniecie.I nie tylko dlatego,że pytają
      wokół,kiedy ślub,ale przychodzi taki moment a życiu,że chce się stworzyć
      prawdziwą rodzinę i pod względem prawnym.Przyjdzie ten czas ,kiedy każda z tych
      zażartych będzie tęsknić do pary ciepłych ramion,do zapachu drugiego człowieka
      blisko siebie i stwierdzi że życie potrafi być piękne.
    • Gość: E.79 Re: presja otoczenia - małżeństwo IP: *.internetdsl.tpnet.pl 27.09.04, 21:56
      To bardzo ciekawy problem - mój pięcioletni związek rozpadł się między innymi
      dlatego, że mój chłopak za bardzo bał się słowa "małżeństwo", a presja
      otoczenia była tak silna, że chyba nigdy mi nie uwerzył, że mi to nie jest
      wcale potrzebne do szczęścia. Dla mnie najbardziej szokuące było to, jak
      otoczenie ( rodzina, "teściowie", znajomi - nie tylko kobiety(!!!!)), z chwilą
      skończenia studiów popadło w manie zadawania pytania : "kiedy slub??" oraz "O,
      pierscionek, czy to zaręczynowy??" Mam 25 lat, nigdy nie byłam męzatką ale
      chyba nie zdecyduję sie na małżeństwo - za bardzo mi obrzydło.
      Pozdrawiam
    • marta_i_koty Re: presja otoczenia - małżeństwo 27.09.04, 22:27
      Tak się akurat składa, że jestem mężatką, ale na własnej skórze doświadczyłam
      kretyńskich pytań typu "a kiedy wreszcie ślub". Według znajomych mój problem
      polegał na tym, że żyłam z facetem , mieliśmy dziecko i nie planowaliśmy
      ślubu... Jakoś o tym nie myśleliśmy, a zresztą byłoby idiotyczne, gdybym miała
      podejmować tak ważną decyzję ze względu na tak zwanych ludzi. Kiedy syn miał
      trzy i pół roku, a otoczenie machnęło na nas ręką jako na beznadziejny
      przypadek, wzięliśmy ślub nie zawiadamiając nikogo ( nawet najbliższej
      rodziny ).Po prostu poszliśy do USC z naszym synem i świadkami. Nie muszę chyba
      pisać jaką to wywołało burzę...
    • Gość: Kala Re: presja otoczenia - małżeństwo IP: 157.158.99.* 28.09.04, 07:43
      A ja mam kochanego męża i nie zamieniłabym się na zycie w pojedynkę, za to mam
      problem, bo nie mamy i nie chcemy mieć dzieci z takich czy innych powodów. I
      jesteśmy zamęczani pytaniem kiedy kiedy kiedy to dziecko. Masakra. Wiec
      rozumiem doskonale, jak to byc zameczanym kiedy ten slub. Ludzie sa pod tym
      wzgledem wstretni. jak czlowiek zyje inaczej niz inni, to zle. Niwazne, ze jest
      SZCZESLIWY, wazne, ze zyje inaczej niz wiekszosc. Ludzie, szanujmy innosc.
      • Gość: Mystica Re: presja otoczenia - małżeństwo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.09.04, 11:33
        Ja za to obok pytań w stylu"kiedy ślub ?" słysze też,że mój ponad 2 letni
        związek z moim ukaochanym Facetem powinien się zakończyc bo:"takie bycie ze
        soba i chodzenie w nieskończoność do niczego nie prowadzi" oraz ..UWAGA : to
        jest najlepsze buahahahahha : "jak bedziesz mieszkać z facetem przed ślubem to
        on sie nigdy z Toba nie ożeni , bo po co kupowac krowę jak się ma mleko za
        darmo?" Mi juz dawno opadły ręce. Nie zapieram się ,ze nigdy nie wyjdę za
        mąż,ale takie teksty zamiast przyspieszyć zniechęcają nas do tego pomysłu.
        Wydaje mi się ,że tym którzy to mówią nudzi się niemiłosiernie albo mają tak
        beznadziejne życie ,że muszą zajmować sięcudzym by na chwile zapomnieć o
        własnym "cudzie małżeństwa". Kochamy się a teraz pewnie będziemy mieli
        dziecko.Jest cudownie i jestem szcęśliwa.Dla mnie ślub i wesele w tej chwili
        najeżone jest twarzami ludzi , których cytowałam na początku, więc nic
        dziwnego,że średnio mam na to ochotę. 24-letnia"stara panna" heheheh Pozdrawiam
        inne niezmężne "biedaczki". Nie dajcie się.
    • Gość: Gość: Re: presja otoczenia - małżeństwo IP: *.tkdami.net / *.tkdami.net 28.09.04, 21:51
      Gorzej sprawa wygląda jeżeli taka panna ma tę "30", jest dziewicą i jeszcze nie zaznała normalnego związku z mężczyzną. Znam taką jedną, spotykałem się z nią przez 3 miesiące, bo dłużej nie mogłem wytrzymać jej dziwactw. A to się dotknąć nie da, pocałować też, a seks to grzech. Zerwałem z nią znajomość rok temu, a Ona co jakiś czas mnie obraża w smsach czy przez internet. No i oczywiście też jest pod presją otoczenia, gdzie ten facet, kiedy wyjdziesz za mąż, czy w ogóle chcesz mieć dzieci itp. Co z taką aparatką począć?
      • Gość: Sabina Re: presja otoczenia - małżeństwo IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.09.04, 22:21
        Wiesz to trudna sprawa, ale pomyśl jaka ona jest, jakie ma cechy, czy nadaje
        się na matke. Moja kuzynka też była w podobnej sytuacji, ale znalazła faceta i
        jest normalną żoną. On był prawiczkiem do 30 a ona do 26. Piszesz dość ogólnie.
        Nie da się dotknąć jak znacie się pół roku to może dla niej za mało. Jak jest
        fajną kobietą i ją kochasz, podoba Ci się to popracuj nad związkiem,
        wyrozumiałość też się przyda.
        • Gość: Gość: Re: presja otoczenia - małżeństwo IP: *.tkdami.net / *.tkdami.net 28.09.04, 22:53
          Droga Sabinko, znam tę dziewczynę już 5 lat, spotykałem się z nią 4 lata temu i przez kolejne 3 było ze 20 powrotów i zerwań. Bardzo Ją wciąż kocham, ale ileż można czekać aż Ona zdecyduje się na poważny związek?? Ciągle opowiada, że woli wolne związki, tylko że nie ma w ogóle pojęcia co to znaczy. Non-stop się kłóciliśmy, po pewnym czasie można mieć tego dość. Jest osobą bardzo religijną...a jednocześnie, co ciekawe, jest bardzo kokieteryjna i lubi flirtować z facetami, ale do pewnej granicy. Do czasu gdy ktoś zacznie się poważnie Nią zainteresować, jak ja. Wtedy reaguje odrzuceniem. Rok temu oznajmiłem jej, że zrywam z Nią kontakt. Od tego czasu jestem sporadycznie przez Nią obrażany(przez sms,internet-gadu,gadu), nawet gdy się spotkamy przypadkiem na ulicy(mówię Jej jedynie cześć). Mawia mi, żebym traktował Ją normalnie...a co ja do cholery robiłem przez ostatnie lata! Nosiłem Ją na rękach, obsypywałem kwiatami, byłem czuły i troskliwy...ehhhh szkoda gadać...dlatego powiedziałem basta! Nie będę się poniżał przed panienką, która sama nie wie czego chce...a jest dobrą aktorką! Świetnie potrafi udawać super szczęśliwą, ale w towarzystwie...bo po nocach ryczy do poduszki...no, dobra koniec biadolenia...Przez ten rok zdążyłem otrzeźwieć i szukam tej jedynej miłości dalej...Reasumując, jeśli kobieta ma te 30 lat albo i więcej, ale ma chłopa to jest ok. Ale jeśli ma 30 i więcej i nie ma kogoś bliskiego przy sobie, to albo ma pecha w miłości...albo jest z nią naprawdę coś nie tak...Ale truizmy :) Pozdrawiam, dobranoc;)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka