klebekmysli
01.10.17, 09:14
Witam.
Mój problem dotyczy pewności siebie. Nie byłam nigdy jakoś bardzo śmiała ale miałam zdrowy stosunek do kobiet i zazdrości. Widząc ładną kobietę podziwialam ja, tak jak i jej ciało.
Mój ex facet z którym byłam ponad 3 lata nadmiernie oglądał pornole, nie przesadzam. Był uzależniony. Miałam twarde dowody i wierzcie mi nie przesadzam bo byłam w tym temacie przed tym całym cyrkiem tolerancyjna. Faceta nie ma a mi pozostał spaczony obraz kobiety. Będąc z nim widzialam w każdej ładnej kobiecie konkurencje, patrzyłam na jej tyłek, wszedzie widzialam ze sobie wali myslac o nich. To samo teledyski czy reklamy.
Teraz jestem z kim innym, mój obecny facet jest dosyc bezpośredni, tez popatrzy na ladna kobietę, razem skomentujemy, powie np.ze ta jest ladna albo ma zgrabny tyłek itd. Sam mi pokazuje przystojnych acetów śmiejąc się przy tym.
Mogłoby sie wydawac ze jest lepiej, bo trochę jest. Ale nikt nie wie jakie w środku przeżywam czasami katusze. Serce mi szybciej bije, kiedy gadamy o jakiejś lasce. On o tym za minute zapomni, a ja moge miec w glowie caly dzień albo kilka godzin. Mam w głowie mysli ze on sie na kogos patrzyl, ze ja wtedy jakby nie istnieje, nie dzieje sie nic tragicznego a ja w srodku sie krusze. Czasami potem dopytywalam to pytal czy uwazam kogos za konkurencje itd. Ja udaje ze nie ze tak sobie pytam. Tylko ze jakbym miala to gdzies to bym wcale nie gadala.
Mam jakiś taki strach w sobie, tak sie dziwnie czuje, bardzo chcialabym wrocic do starej siebie. Sa sytuacje kiedy mnie inne kobiety nie ruszają, nawet jak widze ladna to nic, ale w 3/4 sytuacji bije sie ze soba. Nie to zeby mial mnie zdradzić lub sobie zwalic. Ja sama jestem naprawdę ladna osoba, mam fajna figure a z tyłka jestem bardzo dumna, ale jakos ciągle cos jest nie tak. Moj facet nie wie co czuje, wie jak bylam traktowana kiedyś, ale ja w środku mam ciągle taki jakiś strach, smutek.
Sama sie popatrze na przystojnego faceta, popatrze chetnie i sobie pomysle ze no no fajny, nie robie tym krzywdy nikomu ale na odwrot jest czesto inaczej. Gdy komentujemy kogos to sie usmiecham ale w duzej mierze zmuszam sie do tego zeby nie zrobic z siebie wariatki i zeby sie nie wydało. Bo to przecież chore czuc obawy czy smutek tylko z powodu tego jak ktoś wyglada!
Probowalam to olewac, patrzec w lustro ze ja tez jestem piekna, moze jakby moj obecny nie komentował czasem czegos( nie jest to po to zeby mi ublizyc, raczej do żartów albo po prostu podziwia, popatrzy) byloby inaczej, ale co z tego jak sa różne sytuacje i nie umiem ciągle byc ta stara mną sprzed poprzedniego związku.
Jeśli możecie pomóc, bardzo proszę. Pozdrawiam.