lorna0101
16.03.18, 17:56
Jak w tytule, pamiętacie fabułę tego filmu?
Przeżywam obecnie ciężkie chwile w małżeństwie - mój mąż podjął taką samą decyzję jak Francesca. Został z nami w domu, choć zakochał się, spakował i był gotowy odejść. Wiem, że nie zrobił tego kroku jedynie z rozsądku. Nasze wieloletnie małżeństwo nie było złe - był spokój, nie było kłótni i większych problemów, ale oboje zaniedbaliśmy nasze relacje na wielu płaszczyznach, rozmawialiśmy o codziennych sprawach ale o uczuciach, nie.
Założyłam ten wątek, bo dręczy mnie to, że on będzie, tak jak Francesca, myślał o tamtej kobiecie i żałował tego, że nie zdobył się na odwagę żeby pójść za głosem serca i ode mnie odejść. I będzie żył do końca życia w przeświadczeniu, że zmarnował szansę na lepszy (?) związek. A ja będę żyła ze świadomością tego faktu. Fatalnie się z tym czuję, nie wiem nawet czy jest sens cieszyć się z tego, że rodzina się nie rozpadła.
W naszym małżeństwie jest teraz lepiej, dużo rozmawiamy o emocjach, spędzamy razem dużo czasu i próbujemy uratować "nas". Ale smutek i niepewność towarzyszą mi nieustannie.