kasiajarosz222
07.02.24, 07:58
Kilka dni temu mialam sprzeczkę z mężem. Jesteśmy małzeństwem 10 lat, mamy 6 letnie dziecko.Ja jestem osobą o raczej niskim poczuciu własnej wartości (chociaż po terapii się poprawiło), bardzo wrażliwą i emocjonalną. Mąz jest mniej wylewny w uczuciach ale szybko sie podpala, zdarzalo sie że na mnie alo na dziecko krzyczał, kopał/rzucał przedmiotami. W niedzielę polubił zdjecie jakiejs babie na fb, zaczęli rozmawiać. Przyszedł do mnie uchichrany i czułam jakby chcial mi się tym pochwalić. Strasznie mnie to zabolało. Powiedziałam mu, że to dla mnie brak szacunku i że mnie to zabolało. Płakałam. Zaraz zacząl przepraszac i pisać do tej pani, że to nieporozumienie przy okazji mnie pytajac, co ma jej napisać żeby było dobrze(?). Gdy próbował mnie przytulić odtrąciłam go. W tamtym roku pisał z koleżanką z pracy i to przede mną ukrywał więc kolejna sytuacja mnie wytrąciła z równowagi.
Na drugi dzien nie odzywaliśmy się do siebie. Szczerze to liczyłam, że kupi mi kwiaty i przeprosi. Wrocilam z lracy i dostałam ataku paniki, on zamknal drzwi do pokoju, żebym mu nie przeszkadzała.
We wtorek rano zapytałam dlaczego mnie unika, że musimy porozmawiac, stwierdził że on nie chce. Mówiłam mu, że jestem na granicy wytrzymałosci, a on że to moja sprawa.
Wieczorem podjęłam drugą próbę- powiedział, że nie chce ze mną rozmawiać, że się wycofał bo na niego krzyczałam (nie krzyczałam ani razu). Próbowałam mu wytłumaczyć,że mi sprawił przykrość tą sytuacją, że to godzi w moje poczucie własnej wartości jak podnieca się innymi kobietami, że nie czuje się atrakcyjna. On się cały czas śmial i powiedział, że cos sobie wymyśliłam, że on nie wie o co chodzi. Prosilam, zebysmy się pogodzili. Zapytalam, czy nie obchodzi go jak sie czuje? On odpowiedział, że nie. W tym momencie przezyłam szok, że osoba którą kocham mowi, że jej nie obchodzę. Czulam, że chce zniknąć, skoczyć z budynku, wejśc pod samochod, zniknąć. Zaczęlam się zbierać zeby wyjść z domu, a on do mnie mowił, że jestem wariatką, że powinnam się leczyć, żebym szła, że mnie nikt nie będzie szukał. Przywołal też sytuację z mojego dzieciństwa, z ktorej mu się kiedyś zwierzylam(ojciec mnie wygonił z domu, jak się dowiedzial ze mam chlopaka, a ja uciekłam na jakies pole i schowalam się w trawie bo nke wiedziałam co zrobić).śmiał się z tego.
Czy ja oszalałam? W nocy nie mogłam spać, serce mi kołatało. Czuje się jakby mnie pobił, przekroczył moje granice. Skrzywdzil mnie psychicznie.
Czy tu naprawde jest problem ze mną? W głebi czuję, że ie powinnam dac się tak traktować. Mama mowi, że mam się z nim pogodzic, bo dziecko jest najwazniejsze. Zapisałam się na jutro do psychologa, jestem strasznie pogubiona. Prosze o spojrzenie z boku, wsparcie.
Pozdrawiam serdecznie