liliowylas16
23.06.24, 17:17
Mam 37lat. A czuje sie jak zdeformowane monstrum, gdy patrze w lustro. Mam brata starszego o 4 lata. Gdy bylismy mali, zawsze mnie obmacywal, tam gdzie nie powinien. Krzyczalam i plakalam. Moja matka cos tan do niego warknela, ale nic z tym nie zrobila, bo to ciaglo sie do moich ok.16. urodzi. Jak dojrzewalam, on nasmiewal sie z mojego wygladu, z miesiaczki i rosnacych piersi. Bylo mi z tym ciezko. W szkole nie bylo lepiej, od zerowki dzieci mnie obrazaly, bo bylam jedynym dzieckiem nieochrzczonym w szkole. Wyzywano mnie od kocier, a dzieci nie chcialy ze mna nic miec, bo jak to zadawac sie z bezboznikiem. Ja wierze w Boga, ale nie potrzebuje do tego religii, nie robie innym krzywdy i nie oceniam. Szanuje wszystkich w okol mnie. To trwalo do konca gimnazjum. Moja matka wpatrzona jak w obrazek w swoja matke(babcia byla niemka) sama uwazala sie za cos lepszego, bo jest pol-Niemka. Jak pytalam, czy jestem do babci podobna, to odpowiadala wyniosle, ze " nie nie,ty jestes do babki z (miejscowosc) podobna. Tak jakby mi nie wolno bylo byc podobnym do niemieckiej babci, bo jestem z ojca Polaka. Bardzo mnie to boli. Pozniej moja matka po rozwodzie z moim ojcem Polakiem(jemu niestety picie wodki bylo wazniejsze niz rodzina) wyszla za obcokrajowca. Zrobila sobie z nim dziecko gdy ja mialam 20 lat. Matka wciskala mi kit, ze to dobrze dla mnie bedzie, jak bede miala brata urodzonego zagranica (tak na pewno wpisze sobie to do CV). Szczerze, to wtedy juz wiedzialam , ze glupoty gada. Wyszlo tak, ze moj brat ma downa i teraz ciegle pretensja, ze ja sie nim nie zajmuje. No sorry, ale ja nie chcialam brata. W wieku 20 lat chcialam zyc moim zycie, poznawac miejsca, zajac sie tym co lubie, a nie siedziec w domu jak ona to robila przez cale zycie. Ja nawet w czasach szkolnych nie bylam nigdy na wakacjach. Jedyne co to do 19.roku zycia, bylam 2 razy w zoo i 1 dzien nad mozem. Rodzice nigdy nas nigdzie nie zabierali.
Od roku nie mam z nia kontaku i mi z tym dobrze. Za kazdym razem jak ja odwiedzalam wydzierala sie jak wariatka o byle co, na zmiane z plakaniem jak jej to w zyciu zle. Jak ja sie zalilam, to tylko mnie skwitkowala, ze to wszystko jest moja wina.
Gdy zmarl moj ojciec, tez powiedziala, ze zmarla bo sie na mnie zawiodl. Ona potrafi bez pytania mi powiedziec, ze moje ubranie brzydkie, ze te wlosy mi nie pasuje, ze tamte tez nie. Mi to nic nie pasuje widocznie.Moj chlopak to tez nie taki, bo powolny, bo nie taki jak ona chciala, bo obcy jest i on zeby nie przyjezdzal(a czy ona nie zrobila sobie dziecka z obcym facetem, przeciez z bratem dziecka sie nie robi). No ale jej wymowka, to to, ze to jest jej mąż. Ostatnim razem byla zlajak zwykle i wykrzyczala do mnie, ze moj partner sie ze mna nie ozeni i tak. Ze mi nie bedzie dobrze w zyciu, bo ja z nia nie mieszkam. A mi jest lepiej w zyciu bez niej i bez jej fochow.
Bardzo mi czasem z tym zle. Czuje sie jak ktos niepotrzebny na tym swiecie. Jakbym byla tu za kare. Nie chce poznawac ludzi,nie chce z nimi rozmawiac bo mnie mecza. Lubie byc sama. Czasem nie chce wyjsc na dwor, bo czuje sie najbrzydszym czlowiekiem na swiecie, z ktorego mozna sie posmiac. Czasem zastanawiam sie kiedy moje zycie sie skonczy, bo te wszystkie zle slowa od ludzi, ktore byly kierowane w moja strone czasem wracaja. Bardzo chcialabym to wszystko zapomniej i byc szczesliwa, powiedziec,ze mialsm fajne dziecinstwo, kolezanki, albo fajnych rodzicow. Nie mam ani jednej z tych rzeczy. Bardzo mi przykro z tego powodu.
Musialam sie wyzalic, bo mi czasem ciezko jest.