Dodaj do ulubionych

Akceptacja tej drugiej...

IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 14.05.02, 13:25
Przed chwilą była u mnie moja przyjaciółka, rozwiedziona matka samotnie wychowujaca dziecko...
Powiedziała mi zastanawiajaca dla mnie rzecz, ze akceptowała zdrady meza, dopoki ten robił to
dyskretnie z jedna...Przebrała sie miarka, gdy ten zaczal afiszowac sie z co rusz nowa zdobycza, i gdy
po powrocie do domu awanturował sie i nieszczył zone psychicznie. Jest podobno wiele takich
malzenstw, gdzie zony akceptuja cotygodniowe wypady meza, wystarczy zeby ten lozył na dom, kochal
i dbal o dzieci i dzielil w miare rowno swe zaangazowanie miedzy zone i dzieci...
Dla mnie takie cos jest niedopomyslenia..a dla was?
W ktorym miejscu wyznaczyliscie granice tolerancji?? Mam taka cicha nadzieje, ze ktos odpowie:)
Obserwuj wątek
    • Gość: Nell Re: Akceptacja tej drugiej... IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 14.05.02, 13:28
      Oczywiscie mialo byc "maz rowno dzielil swe zaangazowanie miedzy zone , dzieci i kochanke":)
      pozdrawiam
      • agniecha27 Re: Akceptacja tej drugiej... 14.05.02, 13:33
        Nie ma co pisać. W moim przypadku taki układ nie wchodzi w grę. Albo ja albo
        ona (mam nadzieję, że do zdrady nie dojdzie, bo... ręka, noga, mózg na
        ścianie...).
        A przecież mąż koleżanki ewidentnie robi to wszystko, żeby tę Twoją koleżankę
        nareszcie zaczęło to obchodzić. Może jemu zależy tylko ona taka obojętna?
        Pozdrowionka
        • Gość: Nell Re: Akceptacja tej drugiej... IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 14.05.02, 13:46
          agniecha27 napisał(a):

          > Nie ma co pisać. W moim przypadku taki układ nie wchodzi w grę. Albo ja albo
          > ona (mam nadzieję, że do zdrady nie dojdzie, bo... ręka, noga, mózg na
          > ścianie...).
          > A przecież mąż koleżanki ewidentnie robi to wszystko, żeby tę Twoją koleżankę
          > nareszcie zaczęło to obchodzić. Może jemu zależy tylko ona taka obojętna?
          > Pozdrowionka

          Wiesz oni sa juz po rozwodzie, ale rozwod nastapil dopiero wtedy, gdy mezus zaczal afiszowac sie z
          kochankami tak, ze pol miasta go widzialo, a po powrocie z calonocnej balangi robic awantury, wtedy M.
          wzieła dziecko pod pache i wyprowadzila sie z domu. Gdy robił to dyskretnie, nie przeszkadzalo jej to,
          moze gdyby wtedy jakos stanowczo zareagowala...ale ona tlumaczy sie tym, ze wiele zon taka sytuacje
          akceptuje, chcialabym wiedziec, ile jest takich kobiet i jak to znosza. Bo ja osobiscie nie znioslabym
          takiego czlowieka pod jednym dachem.
          M. mi nawet powiedziala, ze tez tak myslal kiedys jak ja, ze nie wybaczylaby, ale zycie zweryfikowalo jej
          poglady...

          • agniecha27 Re: Akceptacja tej drugiej... 14.05.02, 14:28
            Mam nadzieję, że tak fundamentalnych poglądów nie zmienię nigdy...
            Pozdrowienia
    • ellen Re: Akceptacja tej drugiej... 14.05.02, 13:43
      To zależy czego kto oczekuje od małżeństwa. Jedna moja ciotka twierdzi, że
      małżeństwo to czysta ekonomia. Od męża wymaga jedynie regularnego oddawania
      pieniędzy.
      Jeśli zaś ktoś szuka przyjaźni, zaufania, wierności to inna sprawa. No ale
      chyba co do tego ludzie się dogadują przed ślubem.
      • Gość: Nell Re: Akceptacja tej drugiej... IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 14.05.02, 13:52
        ellen napisał(a):

        > To zależy czego kto oczekuje od małżeństwa. Jedna moja ciotka twierdzi, że
        > małżeństwo to czysta ekonomia. Od męża wymaga jedynie regularnego oddawania
        > pieniędzy.
        > Jeśli zaś ktoś szuka przyjaźni, zaufania, wierności to inna sprawa. No ale
        > chyba co do tego ludzie się dogadują przed ślubem.

        Masz racje, ale moja przyjaciołka zaszokowala mnie, delikatnie mowiac...zawsze slyszalam, ze
        malzenstwo dla niektorych to uklad...,ale w sumie, gdy przyjzec sie temu blizej, to chyba trudne do
        akceptacji, az dziw bierze, ze sa ludzie, ktorzy sie na to godza...sama jestem mezatka(6lat), wiem, co
        mowie.
        pozdrawiam:)

    • Gość: A28 Re: Akceptacja tej drugiej... IP: *.proxy.aol.com 14.05.02, 18:27
      Moja mila. zobacz odpowiedzi na list pewnej kochanki na tym samym forum. Pisze
      tam A27, ze ona mezowi nie dalaby rozwodu, bo i tak tamta ma tylko kwiatki i
      noce w hotelu a ona mieszkanie. sama sie dziwie, dlaczego zony sie tak malo
      szanuja. Poczytaj to, dobra lektura. Wiele panienek wychodzi za maz po to, zeby
      sie urzadzic. Jedna taka pisze nawet, ze nie daje (!) mezowi zadnych pieneidzy,
      zeby nie mogl wydac ich z inna. One sie zgadzaja i zgodza na wszystko, bo nie
      sa samodzielne ani materialnie, ani psychicznie i niczego same nie potrafia.
      Boja sie zycia. Boja sie byc same. Wiele z nich ma usta pelne frazesow typu "
      ja nigdy" 8cos jak ty teraz) a jak juz jest tak daleko, to chowaja glowe w
      piasek i wola nie widzic. Bo mieszkanie, bo pieniadze, bo dzieci. a tan
      naprawde, bo same nic nie znacza.
      • Gość: Nell Re: Akceptacja tej drugiej... IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 14.05.02, 18:51
        Gość portalu: A28 napisał(a):

        > Moja mila. zobacz odpowiedzi na list pewnej kochanki na tym samym forum. Pisze
        > tam A27, ze ona mezowi nie dalaby rozwodu, bo i tak tamta ma tylko kwiatki i
        > noce w hotelu a ona mieszkanie. sama sie dziwie, dlaczego zony sie tak malo
        > szanuja. Poczytaj to, dobra lektura. Wiele panienek wychodzi za maz po to, zeby
        >
        > sie urzadzic. Jedna taka pisze nawet, ze nie daje (!) mezowi zadnych pieneidzy,
        >
        > zeby nie mogl wydac ich z inna. One sie zgadzaja i zgodza na wszystko, bo nie
        > sa samodzielne ani materialnie, ani psychicznie i niczego same nie potrafia.
        > Boja sie zycia. Boja sie byc same. Wiele z nich ma usta pelne frazesow typu "
        > ja nigdy" 8cos jak ty teraz) a jak juz jest tak daleko, to chowaja glowe w
        > piasek i wola nie widzic. Bo mieszkanie, bo pieniadze, bo dzieci. a tan
        > naprawde, bo same nic nie znacza.

        Dlatego kobieta powinna zawczasu zadbac o siebie, o swoja przyszlosc, samostanowic o swoim zyciu,
        by byc dla meza partnerka, ktora rowniez dyktuje warunki, a gdy zasady gry jej sie nie podobaja, odejsc, a
        nie czekac na mezowskie okruchy resztek milosci. Faktycznie, jezeli kobieta ma zawod, zarabia, jest
        samowystarczalna, latwiej jej uniesc sie honorem,a jezeli jest bez wykształcenia, bez zawodu, bez pracy,
        to ma tylko wybor: nijakie malzenstwo albo sznur na szyje, ewentualnie przytulek..
        pozdrawiam


        • Gość: A28 Re: Akceptacja tej drugiej... IP: *.proxy.aol.com 14.05.02, 19:16
          Tak, kobieta powinna byc niezalezna, ale to wymaga wysilku. A o wiele prosciej
          jest sie "poswiecic" dla meza. Wiele to tak nazywa, ale to jest czyste
          lenistwo. Takie idealy matki, zony poswiecajacej sie dla mezczyzny byly dobre w
          czasach naszych babek, ale dzisiaj sa glupota i lenistwem. Dzis nikt nikomu nie
          moze "odmowic" rozwodu. I nie pomoze nic chowanie przed mezem pieniedzy. Pomoze
          tylko byc niezalezna, rownoprawna zyciowa partnerka. Ciekawe, czemu mezowie nie
          toleruja tak latwo kochankow zon? Robia krotki proces ( tez jakis post na tym
          forum) i zegnaj Franciszka. Malo ktory zdradzony maz siegnie po szczytne idealy
          poswiecenia sie dla zdradzajacej zony, jak to sie dzieje odwrotnie. No i nie
          boja sie o swoja przyszlosc, jak te zdradzone zony. Maja tez wiecej honoru.
          • Gość: Nell Re: Akceptacja tej drugiej... IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 14.05.02, 19:34
            Przeciwwagą dla mojej przyjaciolki, jest znajoma pani doktor w srednim wieku...zdradził ja maz,
            probował przebłagac lecz ona mu nie wybaczyla i raczej nie wybaczy, bo ma pozycje w zyciu, jest
            swietnym lekarzem, ma swoich pacjentow, wielkie mieszkanie i pieniadze, ona moze poweidziec
            NIE,
            stac ja na to. W naszym spoleczenstwei panuje pewien stereotyp, poglad, zgubny dla wielu kobiet,
            mianowicie"masz meza, dzieci, to po co ci nauka..." Kobietapowinna caly czas ksztalcic sie i rozwijac
            ,, nie tracic czasu na urlopy maciezynskie, wychowawcze i tym podobne bzdety, od opeiki nad
            dziecmi sa opiekunki. Sama powinna robic kariere, by byc pania swego losu, tak jak jej maz.
            • Gość: motek Akceptacja stereotypow? IP: 139.57.24.* 14.05.02, 19:39
              Droga Nell,

              1. Stereotypy sa dla ubogich duchem.
              2. Nie zauwazylem takiego stereotypu, o jakim piszesz. Moze bywamy w innych
              okolicach.
              3. A moze zamiast 'kobieta powinna robic kariere' stwierdzic, ze kazdy powinien
              moc sobie wybrac, jaki styl zycia i bycia jej/jemu odpowiada?
              4. Do opieki nad dziecmi sa rodzice, a nie opiekunki.
              5. Pozdrawiam.

              mk.

              • Gość: Nell Re: Akceptacja stereotypow? IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 14.05.02, 19:48
                Gość portalu: motek napisał(a):

                > Droga Nell,
                >
                > 1. Stereotypy sa dla ubogich duchem.
                Nie, stereotyp determinuje nasze zachowanie.
                W europie zach. dominuje stereotyp Polaka- pijaka i zlodzieja, tak dlugo bedziesz postrzegany jako pijak i
                zlodziej, az udowodnisz, ze nim nie jestes

                > 2. Nie zauwazylem takiego stereotypu, o jakim piszesz. Moze bywamy w innych
                > okolicach.

                Niewidomy?

                > 3. A moze zamiast 'kobieta powinna robic kariere' stwierdzic, ze kazdy powinien
                >
                > moc sobie wybrac, jaki styl zycia i bycia jej/jemu odpowiada?

                Wlasnie, po co ingerowac w to, jezeli ktos chce byc ofiara, to niech nia bedzie, a jezeli pania swego losu,
                to tez jej sprawa, tylko po co wtedy placz ?

                > 4. Do opieki nad dziecmi sa rodzice, a nie opiekunki.

                Alez oczywicie, tylko dlaczego kobieta ma sie poswiecac, wypadac z obiegu zawodowego?? Bo jest
                matka-polka?

                > 5. Pozdrawiam.
                >
                > mk.
                >

                • Gość: motek Re: Akceptacja stereotypow? IP: 139.57.24.* 14.05.02, 20:00
                  Gość portalu: Nell napisał(a):

                  > Nie, stereotyp determinuje nasze zachowanie.
                  Moze Twoje, mojego nie.

                  > W europie zach. dominuje stereotyp Polaka- pijaka i zlodzieja, tak dlugo bedzie
                  > sz postrzegany jako pijak i
                  > zlodziej, az udowodnisz, ze nim nie jestes
                  Zalezy z kim sie zadajesz, Nell. Owszem, zdaje sobie sprawe, ze taka niemile dla
                  nas konotacje wystepuja, ale jakos mnie nigdy nie dotknely osobiscie.

                  > Niewidomy?
                  Nie, po prostu bywamy w innych okolicach.
                  > Wlasnie, po co ingerowac w to, jezeli ktos chce byc ofiara, to niech nia bedzi
                  > e, a jezeli pania swego losu,
                  > to tez jej sprawa, tylko po co wtedy placz ?

                  Czy wybranie drogi zyciowej pt. 'kura domowa' jest dla Ciebie 'byciem ofiara'?
                  Mam na to inne spojrzenie. Kazdy podejmuje wybory zyciowe za siebie, w oparciu o
                  to, co wie i w co wierzy. Czasem okaze sie, ze z pozoru rozsadny wybor (np.
                  zawierzenie zonie lub mezowi) okaze sie niewypalem. To moze dotyczyc kazdego.
                  Przy okazji: czy myslisz, ze jestes pania swojego losu?

                  >
                  > > 4. Do opieki nad dziecmi sa rodzice, a nie opiekunki.
                  >
                  > Alez oczywicie, tylko dlaczego kobieta ma sie poswiecac, wypadac z obiegu zawod
                  > owego?? Bo jest matka-polka?
                  Zycie wymaga poswiecen. Niestety. Z drugiej strony: co to za obieg, z ktorego sie
                  wypada przez 12 tygodni? Smazenie kotletow w McDonalds? Co robisz takiego, Nell,
                  co by sie zdezaktualizowalo przez np. 1 rok?

                  Pozdrawiam,

                  mk.
                  • Gość: Nell Re: Akceptacja stereotypow? IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 14.05.02, 20:10
                    Gość portalu: motek napisał(a):

                    > Gość portalu: Nell napisał(a):
                    >
                    > > Nie, stereotyp determinuje nasze zachowanie.
                    > Moze Twoje, mojego nie.
                    >
                    > > W europie zach. dominuje stereotyp Polaka- pijaka i zlodzieja, tak dlugo b
                    > edzie
                    > > sz postrzegany jako pijak i
                    > > zlodziej, az udowodnisz, ze nim nie jestes
                    > Zalezy z kim sie zadajesz, Nell. Owszem, zdaje sobie sprawe, ze taka niemile dl
                    > a
                    > nas konotacje wystepuja, ale jakos mnie nigdy nie dotknely osobiscie.
                    >
                    > > Niewidomy?
                    > Nie, po prostu bywamy w innych okolicach.
                    > > Wlasnie, po co ingerowac w to, jezeli ktos chce byc ofiara, to niech nia
                    > bedzi
                    > > e, a jezeli pania swego losu,
                    > > to tez jej sprawa, tylko po co wtedy placz ?
                    >
                    > Czy wybranie drogi zyciowej pt. 'kura domowa' jest dla Ciebie 'byciem ofiara'?
                    > Mam na to inne spojrzenie. Kazdy podejmuje wybory zyciowe za siebie, w oparciu
                    > o
                    > to, co wie i w co wierzy. Czasem okaze sie, ze z pozoru rozsadny wybor (np.
                    > zawierzenie zonie lub mezowi) okaze sie niewypalem. To moze dotyczyc kazdego.
                    > Przy okazji: czy myslisz, ze jestes pania swojego losu?
                    >
                    > >
                    > > > 4. Do opieki nad dziecmi sa rodzice, a nie opiekunki.
                    > >
                    > > Alez oczywicie, tylko dlaczego kobieta ma sie poswiecac, wypadac z obiegu
                    > zawod
                    > > owego?? Bo jest matka-polka?
                    > Zycie wymaga poswiecen. Niestety. Z drugiej strony: co to za obieg, z ktorego s
                    > ie
                    > wypada przez 12 tygodni? Smazenie kotletow w McDonalds? Co robisz takiego, Nell
                    > ,
                    > co by sie zdezaktualizowalo przez np. 1 rok?

                    Bezrobocie, bezrobocie i jeszce raz bezrobocie, to jest przyczyna, tego ze kobieta chcaca sie poswiecac
                    zawsze jest na straconej pozycji i te pytania pracodawcy, " czy planuje pani dzieci?". A na moje miejsce
                    pracy w moim miescie jest 100chetnych, wiec nawet te 12 tygodni moze przyczynic sie do otrzymania
                    wypowiedzenia w dniu powrotu do pracy. Nie ma ludzi niezastapionych.
                    >
                    > Pozdrawiam,
                    >
                    > mk.

                    • Gość: dodo ale sie wam, ludzie, porobilo IP: 209.226.65.* 14.05.02, 20:24
                      temat sie zaczal od tego, ze jedna pani drugiej pani powiedziala, co
                      powiedziala. bo tak bylo z ta pania, ze poki maz zdradzal po cichu to jej bylo
                      ok a jak zaczal bardziej publicznie, to przestala to lubic. i to byl jej jakis
                      indywidualny wybor - moze konsekwencja wychowania, glupiej nauczycielki
                      biologii albo zatrucia pokarmowego w 11 klasie, kto wie... i co za roznica?
                      kompletnie nie rozumiem skad taki pomysl zeby przyklad tej jednej pani
                      potraktowac jako podstawe do generalizowania, ze kobiety przymykaja oczy na
                      zdrady swoich mezow albo ze mezczyzni oczu nie przymykaja, albo ze kobiety
                      musza sie poswiecac, bo w polsce jest bezrobocie i przy okazji posiadania
                      dziecka mozna stracic prace.
                      to wszystko razem to jest jakis bigos (czyt. belkot) roznych mysli i pomyslow
                      ze soba luzno (lub raczej wcale!) nie powiazanych. a wszystko dlatego, ze jedna
                      pani wolala miec do czynienia z mezem z jedna kochanka niz z kilkoma.
                      czy ktos mi moze wyjanic o co wam w tym watku tak naprawde chodzi? jakas teza?
                      jakis temat do glebszych dociekan?
                      • Gość: maly.k Komu sie porobilo, to sie porobilo IP: 139.57.24.* 14.05.02, 20:32
                        Dodo,

                        W tym watku chodzi o to, aby sobie pogadac o zyciu uzywajac czegokolwiek jako
                        zaczynu. I juz.
                        Co do sadow Twoich kategorycznych: jednego belkot jest zlota mysla drugiego, ze
                        tak powiem. Zreszta, nie przypominam sobie, abym jakies 'generalizacje' o
                        wytrzymalosci na zdrade wypisywal.

                        Pozdrawiam deszczowo,

                        mk.
                        • Gość: dodo zaczyn? IP: 209.226.65.* 14.05.02, 20:45
                          to to poswiecenie kobiet znowu ma byc zaczynem do dyskusji o zyciu? zaraz
                          zawyje i uslyszysz mnie dobrze w st.catherines;-) - wiekszosc takich wymian
                          zdan sprowadza sie do tego, ze kobiety sie poswiecaja (dzieci, praca, zakupy,
                          starzy rodzice i brak kochankow z duza iloscia pieniedzy) a faceci to szuje (te
                          kochanki w duzych ilosciach itd).
                          wiesz co mnie zlosci, ksiaze? brak grubej linii podkreslajacej takie pojecia
                          jak indywidualne wybory, konsekwencje wyborow, samodzielnosc w podejmowaniu
                          decyzji, prywatnosc rodzinnych rozwiazan i tak dalej, i tym podobne...
                          wiem, wiem - stary, naiwny ptak oczekuje rozsadku, rozwagi, odwagi
                          i konsekwencji. czytam jednak solidnie niektore posty i nie moge sie nie zzymac
                          (chyba samo "z" ale glowy nie dam) na plotkarski ton niektorych wypowiedzi i na
                          generalizacje pogladow, ktora nie prowadzi do niczego.
                          teraz to zdaje sie ja zamotalam i zabigosilam, sorry :-)
                          • Gość: maly.k Slowo na wtorek IP: 139.57.24.* 14.05.02, 20:50
                            Takie duszpasterskie tytuly sie porobily.

                            Gość portalu: dodo napisał(a):
                            > wiesz co mnie zlosci, ksiaze? brak grubej linii podkreslajacej takie pojecia
                            > jak indywidualne wybory, konsekwencje wyborow, samodzielnosc w podejmowaniu
                            > decyzji, prywatnosc rodzinnych rozwiazan i tak dalej, i tym podobne...

                            Kiedy ja wlasnie to glosze. Z grubsza. Dlatego tak zareagowalem (lekki wstrzas
                            alergiczny) na zdanie Nell: 'kobieta powinna robic kariere' i 'od dzieci sa
                            opiekunki'. Nie ma 'powinien' albo 'powinna', sa nasze indywidualne wybory i ich
                            konsekwencje.
                            Juz pomine to, ze dla mnie 'zrobila kariere' to nie to samo, co 'przychodzila do
                            pracy na 8 przez 40 lat'.

                            > (chyba samo "z" ale glowy nie dam)
                            Tak, masz racje.

                            Pozdrawiam,

                            mk. (ktory kariery nie robi, choc moze powinien)
                            • Gość: Nell Re: Slowo na wtorek IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 14.05.02, 21:06
                              Gość portalu: maly.k napisał(a):

                              > Takie duszpasterskie tytuly sie porobily.
                              >
                              > Gość portalu: dodo napisał(a):
                              > > wiesz co mnie zlosci, ksiaze? brak grubej linii podkreslajacej takie pojec
                              > ia
                              > > jak indywidualne wybory, konsekwencje wyborow, samodzielnosc w podejmowani
                              > u
                              > > decyzji, prywatnosc rodzinnych rozwiazan i tak dalej, i tym podobne...
                              >
                              > Kiedy ja wlasnie to glosze. Z grubsza. Dlatego tak zareagowalem (lekki wstrzas
                              > alergiczny) na zdanie Nell: 'kobieta powinna robic kariere' i 'od dzieci sa
                              > opiekunki'. Nie ma 'powinien' albo 'powinna', sa nasze indywidualne wybory i ic
                              > h
                              > konsekwencje.

                              Kariera dla mnie, (w domysle) to dobre wyksztalcenie i czynnosc zawodowa, ktora pomaga
                              samostanowic o sobie, myslec o sobie i swojej przyszlosci. To jest niezaleznosc i stworzenie sobie
                              warunkow do wyboru wielu furtek w zyciu. Powiedz mi M.K. co jaki ma wybor zdradzana zona, bez zadnych
                              kwalifikacji i mozliwosci samodzielnego utrzymania sie?
                              > Juz pomine to, ze dla mnie 'zrobila kariere' to nie to samo, co 'przychodzila d
                              > o
                              > pracy na 8 przez 40 lat'.
                              >
                              > > (chyba samo "z" ale glowy nie dam)
                              > Tak, masz racje.
                              >
                              > Pozdrawiam,
                              >
                              > mk. (ktory kariery nie robi, choc moze powinien)

                              • Gość: maly.k Nie ma nic za darmo IP: 139.57.24.* 14.05.02, 21:23
                                Nell,

                                Owszem, taka osoba w sytuacji 'podbramkowej' ma wybor niewielki. Dychotomiczny,
                                bym powiedzial:
                                1) pogodzi sie z tym, myslac, ze placi uczuciowym dyskomfortem za 15 lat
                                swietego spokoju
                                2) nie pogodzi sie z tym, wyrzuci meza za drzwi i zacznie zyc po swojemu i od
                                nowa, myslac, ze placi materialnym dyskomfortem za 15 lat swietego spokoju

                                Ty natomiast, mila Nell, bedziesz uzerac sie przez lat np. 30 z szefem-idiota,
                                placac w ten sposob za swoje poczucie bezpieczenstwa. Chyba, ze lubisz swoja
                                prace i robisz to, co robisz dla satysfakcji albo np. dla szczescia ludzkosci.
                                Albo tez moze znajdziesz w tym, co robisz i satysfakcje i pieniadze, czego Ci
                                oczywiscie serdecznie zycze.

                                To sa wszystko indywidualne wybory, ktore czynimy i kazdy z nich jest dobry tak
                                dlugo, jak dlugo jestesmy w stanie zyc z jego konsekwencjami. I ze
                                swiadomoscia, ze moze sie nie udac - bo kazdy wybor niesie ze soba jakies
                                ryzyko.

                                Wniosek z tego wszystkiego jest taki, ze najlepiej byc pieknym, mlodym, madrym,
                                zdrowym i bogatym. Wtedy jest latwiej.

                                Pozdrawiam,

                                mk.
                                • Gość: Nell Re: Nie ma nic za darmo IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 14.05.02, 22:03
                                  Gość portalu: maly.k napisał(a):

                                  > Nell,
                                  >
                                  > Owszem, taka osoba w sytuacji 'podbramkowej' ma wybor niewielki. Dychotomiczny,
                                  >
                                  > bym powiedzial:
                                  > 1) pogodzi sie z tym, myslac, ze placi uczuciowym dyskomfortem za 15 lat
                                  > swietego spokoju
                                  > 2) nie pogodzi sie z tym, wyrzuci meza za drzwi i zacznie zyc po swojemu i od
                                  > nowa, myslac, ze placi materialnym dyskomfortem za 15 lat swietego spokoju

                                  Ja jednak wolalabym nie wybierac, czy na zyciowym rozdrozu wole byc powieszona, czy utopiona,
                                  chcialabymbym ,by jak tą lekarkę, (o ktorej napisalam) stac mnie bylo na powiedzenie NIE i zeby to w jak
                                  najmniejszym stopniu zachwialo moim zyciem...
                                  Tak, kazdy jest kowalem swego losu...
                                  tez pozdrawiam:)



                                  >
                                  > Ty natomiast, mila Nell, bedziesz uzerac sie przez lat np. 30 z szefem-idiota,
                                  > placac w ten sposob za swoje poczucie bezpieczenstwa. Chyba, ze lubisz swoja
                                  > prace i robisz to, co robisz dla satysfakcji albo np. dla szczescia ludzkosci.
                                  > Albo tez moze znajdziesz w tym, co robisz i satysfakcje i pieniadze, czego Ci
                                  > oczywiscie serdecznie zycze.
                                  >
                                  > To sa wszystko indywidualne wybory, ktore czynimy i kazdy z nich jest dobry tak
                                  >
                                  > dlugo, jak dlugo jestesmy w stanie zyc z jego konsekwencjami. I ze
                                  > swiadomoscia, ze moze sie nie udac - bo kazdy wybor niesie ze soba jakies
                                  > ryzyko.
                                  >
                                  > Wniosek z tego wszystkiego jest taki, ze najlepiej byc pieknym, mlodym, madrym,
                                  >
                                  > zdrowym i bogatym. Wtedy jest latwiej.
                                  >
                                  > Pozdrawiam,
                                  >
                                  > mk.

                          • Gość: Nell Re: zaczyn? IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 14.05.02, 21:14
                            Gość portalu: dodo napisał(a):

                            > to to poswiecenie kobiet znowu ma byc zaczynem do dyskusji o zyciu? zaraz
                            > zawyje i uslyszysz mnie dobrze w st.catherines;-) - wiekszosc takich wymian
                            > zdan sprowadza sie do tego, ze kobiety sie poswiecaja (dzieci, praca, zakupy,
                            > starzy rodzice i brak kochankow z duza iloscia pieniedzy) a faceci to szuje (te
                            >
                            > kochanki w duzych ilosciach itd).
                            > wiesz co mnie zlosci, ksiaze? brak grubej linii podkreslajacej takie pojecia
                            > jak indywidualne wybory, konsekwencje wyborow, samodzielnosc w podejmowaniu
                            > decyzji, prywatnosc rodzinnych rozwiazan i tak dalej, i tym podobne...
                            > wiem, wiem - stary, naiwny ptak oczekuje rozsadku, rozwagi, odwagi
                            > i konsekwencji. czytam jednak solidnie niektore posty i nie moge sie nie zzymac
                            >
                            > (chyba samo "z" ale glowy nie dam) na plotkarski ton niektorych wypowiedzi i na
                            >
                            > generalizacje pogladow, ktora nie prowadzi do niczego.
                            > teraz to zdaje sie ja zamotalam i zabigosilam, sorry :-)

                            Jak ci sie nie podoba ten watek, to go nie czytaj ani nie zabieraj w nim glosu, jak za glupi wg. ciebie,
                            zenujacy,to go omiń. Nie kazdy jak ty, jest wspanialy pod kazdym wzgledem i zna odpowiedz na kazde
                            pytanie.
                            Watek ten nie zalozylam z checi poplotkowania o kims, ale porozmawiania o pewnym zjawisku.
                            • Gość: dodo piaskownica czy jak? IP: 209.226.65.* 14.05.02, 21:29
                              Gość portalu: Nell napisał(a):

                              > Jak ci sie nie podoba ten watek, to go nie czytaj ani nie zabieraj w nim glosu,
                              > jak za glupi wg. ciebie,
                              > zenujacy,to go omiń. Nie kazdy jak ty, jest wspanialy pod kazdym wzgledem i zna
                              > odpowiedz na kazde
                              > pytanie.
                              > Watek ten nie zalozylam z checi poplotkowania o kims, ale porozmawiania o pewny
                              > m zjawisku.

                              to co - ma zabrac swoje zabawki i isc sie bawic na moje podworko? zaraz sie
                              mlodziej poczulam. mimo deszczu i stosu resumes do przeczytania :-) zycie jest
                              jednak pelne wesolych niespodzianek!
                              • Gość: Nell Re: piaskownica czy jak? IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 14.05.02, 21:32
                                Gość portalu: dodo napisał(a):

                                > Gość portalu: Nell napisał(a):
                                >
                                > > Jak ci sie nie podoba ten watek, to go nie czytaj ani nie zabieraj w nim g
                                > losu,
                                > > jak za glupi wg. ciebie,
                                > > zenujacy,to go omiń. Nie kazdy jak ty, jest wspanialy pod kazdym wzgledem
                                > i zna
                                > > odpowiedz na kazde
                                > > pytanie.
                                > > Watek ten nie zalozylam z checi poplotkowania o kims, ale porozmawiania o
                                > pewny
                                > > m zjawisku.
                                >
                                > to co - ma zabrac swoje zabawki i isc sie bawic na moje podworko? zaraz sie
                                > mlodziej poczulam. mimo deszczu i stosu resumes do przeczytania :-) zycie jest
                                > jednak pelne wesolych niespodzianek!

                                Dokladnie Dodo, dokladnie, idz na swoje podworko:)))

                      • Gość: Nell Re: ale sie wam, ludzie, porobilo IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 14.05.02, 20:38
                        Gość portalu: dodo napisał(a):

                        > temat sie zaczal od tego, ze jedna pani drugiej pani powiedziala, co
                        > powiedziala. bo tak bylo z ta pania, ze poki maz zdradzal po cichu to jej bylo
                        > ok a jak zaczal bardziej publicznie, to przestala to lubic. i to byl jej jakis
                        > indywidualny wybor - moze konsekwencja wychowania, glupiej nauczycielki
                        > biologii albo zatrucia pokarmowego w 11 klasie, kto wie... i co za roznica?
                        > kompletnie nie rozumiem skad taki pomysl zeby przyklad tej jednej pani
                        > potraktowac jako podstawe do generalizowania, ze kobiety przymykaja oczy na
                        > zdrady swoich mezow albo ze mezczyzni oczu nie przymykaja, albo ze kobiety
                        > musza sie poswiecac, bo w polsce jest bezrobocie i przy okazji posiadania
                        > dziecka mozna stracic prace.
                        > to wszystko razem to jest jakis bigos (czyt. belkot) roznych mysli i pomyslow
                        > ze soba luzno (lub raczej wcale!) nie powiazanych. a wszystko dlatego, ze jedna
                        >
                        > pani wolala miec do czynienia z mezem z jedna kochanka niz z kilkoma.
                        > czy ktos mi moze wyjanic o co wam w tym watku tak naprawde chodzi? jakas teza?
                        > jakis temat do glebszych dociekan?

                        Nie rozumiem dodo, myslalam, ze watek i teza sa jasne dla kazdego. Chodzi oto, dlaczego zony sa przy
                        mezach, ktorzy zdradzaja, dlaczego i do jakiego momentu to akceptuja. Sorry jezeli dla ciebie wydalo sie
                        to nieskladne i glupie. A co do dyskusji, czesto odbiega od meritum..

                    • Gość: maly.k Re: Akceptacja stereotypow? IP: 139.57.24.* 14.05.02, 20:44
                      1. To pytanie 'czy planuje pani dzieci...' jest jednym z najglupszych pytan,
                      ktore mozna komukolwiek zadac na takim 'interview'. Swiat jest jednak pelen
                      idiotow.
                      2. Czy w takim razie te ..hmm.. domowe zony odmawiajace partycypowania w tej
                      szopce nieslusznie nazywanej 'rynkiem pracy' nie wykazuja sie przypadkiem zdrowym
                      rozsadkiem i sprytem? Swiety spokoj ma tez swoja wartosc. I to duza.

                      Pozdrawiam,

                      mk.
                      • Gość: Nell Re: Akceptacja stereotypow? IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 14.05.02, 20:52
                        Gość portalu: maly.k napisał(a):

                        > 1. To pytanie 'czy planuje pani dzieci...' jest jednym z najglupszych pytan,
                        > ktore mozna komukolwiek zadac na takim 'interview'. Swiat jest jednak pelen
                        > idiotow.

                        Wlasnie, a nawet niezgodne z prawem i dyskryminujace kobiete.

                        > 2. Czy w takim razie te ..hmm.. domowe zony odmawiajace partycypowania w tej
                        > szopce nieslusznie nazywanej 'rynkiem pracy' nie wykazuja sie przypadkiem zdrow
                        > ym
                        > rozsadkiem i sprytem? Swiety spokoj ma tez swoja wartosc. I to duza.

                        Tak, ale tylko w przypadku, kiedy wygraly tak zwany los na loterii, to znaczy maja meza, ktory bedzie je
                        kochał i utrzymywał do grobowej deski i nigdy im tego nie wypomni. A co sie stanie , jezeli maz po 20
                        latach zakocha sie w innej? Pozostanie im albo przymykac oczy na ekscesy, albo sie rozwiesc..ale co
                        wtedy taka kobieta ma zrobic, jak sie utzryma, w Polsce nie ma alimentow dla bylych zon, sa tylko na
                        dzieci.
                        tez pozdrawiam:)
                        >
                        > Pozdrawiam,
                        >
                        > mk.

                        • goga.74 do Nell 14.05.02, 23:31

                          > Tak, ale tylko w przypadku, kiedy wygraly tak zwany los
                          na loterii, to znaczy m
                          > aja meza, ktory bedzie je
                          > kochał i utrzymywał do grobowej deski i nigdy im tego
                          nie wypomni. A co sie sta
                          > nie , jezeli maz po 20
                          > latach zakocha sie w innej?

                          A co sie stanie jak po kilku latach straci prace? A mozna
                          to sie stac z powodow wielu, w tym takich nad ktorymi
                          nie jestes w stanie zapanowac. Np. ja mialam bardzo udane
                          zycie zawodowe , zarowno pod wzgledem satysfakcji z pracy
                          jak i pieniedzy, ktore w ciagu ostanich 3 lat musialam, z
                          powodu choroby, przeorganizowac i to dosyc mocno. A moja
                          glowna podpora w tym wlasnie czasie czasie okazal sie
                          byc... narzeczony. Tak wiec moje zycie zadowoe bylo
                          fatalne podczas gdy uczuviowe kwitlo jak nigdy przedtem.
                          Nigdy nie wiadomo Nell co nas spotka.
                          Aha, nie pisz prosze "kobieta powinna". Jedyne to co
                          kobieta powinna to miec swobodna mozliwosc wyboru, czy
                          chce robic kariere czy byc kura domowa.

                          • Gość: Nell Goga IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 15.05.02, 07:50
                            Sorry za "powinna", ja tylko pisalam o sobie, ja powinnam, bo to jest cel, ktory sobie wytyczylam, a
                            inne kobiety, no coz, niech sa sobie kurami domowymi:)))
                            • goga.74 Re: Goga 15.05.02, 09:35
                              > Sorry za "powinna", ja tylko pisalam o sobie, ja
                              powinnam, bo to jest cel, ktor
                              > y sobie wytyczylam,
                              I juz zupelnie inaczej to brzmi...Oczywsicie zycze Ci
                              sukcesow.

                              • Gość: Nell Re: Goga IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 15.05.02, 09:43
                                goga.74 napisał(a):

                                > > Sorry za "powinna", ja tylko pisalam o sobie, ja
                                > powinnam, bo to jest cel, ktor
                                > > y sobie wytyczylam,
                                > I juz zupelnie inaczej to brzmi...Oczywsicie zycze Ci
                                > sukcesow.
                                >
                                Najbardziej w zyciu boje sie wlasnie pozostawienia na lodzie...i tego, ze w tym momencie nie bede
                                samowystarczalna, nie chcialabym nigdy w zyciu byc zalezna od kogos i prosic go o łaske. najgorszym
                                dla mnie by bylo zycie w potrzasku, znoszenie zagran drugiej osoby, i brak mozliwosci powiedzenia NIE..
                                to jest dla mnie zmora, mysle, ze wlasnie w takim potrzasku zyja kobiety tolerujace zdrady
                                mezow...przerazajace..
                                • goga.74 Re: Goga 15.05.02, 13:22
                                  > Najbardziej w zyciu boje sie wlasnie pozostawienia na
                                  lodzie...i tego, ze w tym
                                  > momencie nie bede
                                  > samowystarczalna, nie chcialabym nigdy w zyciu byc
                                  zalezna od kogos i prosic go
                                  > o łaske. najgorszym
                                  > dla mnie by bylo zycie w potrzasku, znoszenie zagran
                                  drugiej osoby, i brak mozl
                                  > iwosci powiedzenia NIE..
                                  > to jest dla mnie zmora, mysle, ze wlasnie w takim
                                  potrzasku zyja kobiety toleru
                                  > jace zdrady
                                  > mezow...przerazajace..

                                  Oczywiscie ze to rozumiem. Wiem, ze niektore malzenstwa
                                  trzymaja sie glownie dlatego, ze kobiety nie stac ( w
                                  sensie finansowym) na to, zeby odejsc.
                                  Chodzilo mi o to ze na wszystkim mozna sie "przejechac"-
                                  facet moze odejsc, prace mozna stracic itd.
                                  A co bylo dobrym wyborem to sie dopiero okaze - moze i
                                  kura domowa (ta ktora wygrala los na loterii, czyli super
                                  faceta) ma i szczesliwsze zycie niz ktos robiacy kariere,
                                  nie zawsze nawet lubiacy swojaj prace.
                                  Chociaz wracajac do niemozliwosci odejscia, to tez moze
                                  byc w tym brak odwagi zeby sprobowac. Fakt, zalezy jaki
                                  ktos ma zawod, ale np. mi 2-letnia przerwa wcale az tak
                                  strasznie nie zaszkodzila, teraz pracuje na pol etatu, bo
                                  na wiecej nie mam sily ani ochoty. W odpowiednim czasie
                                  "zainwestowalam" (pisze w cudzyslowiu, bo poszlam za
                                  swoim zainterersowaniami) w wyksztalcenie a poza tym
                                  wiare w to ze zawsze cos sobie znajde i jak dotad sie to
                                  sprawdza. I jak patrze na rozne moje znajome, nawet te co
                                  ostanio potracily prace, to jednak po jakims czasie kazdy
                                  cos tam znajdzie. Wydaje mi sie ze kwestia niezaleznosci
                                  to tez kwestia charakteru - jak ktos nie lubi prosic o
                                  laske to predzej bedzie chocby i sprzatac a jak ktos jest
                                  troche wygodnicki to bedzie przymykla oczy na zdrady, no
                                  bo pensja co miesiac jest.

                                • goga.74 uzupelnienie 15.05.02, 13:36
                                  Zapomnialm napisac o tym co poruszylam- alimenty dla
                                  bylych zon. Absolutnie jestem za. Uwazam, ze jesli kobita
                                  cale zycie pracowala w domu a maz byl zajecty kariera, to
                                  absoultnie alimenty jej sie naleza, gdy ona nie ma pracy.
                                  A z tego co wiem, to chyba musi byc rozwod z orzeczeniem
                                  o winie faceta, a do tego trzeba miec dobrego prawnika, a
                                  do tego pieniadze itd.No jakas pomoc socjalna dla takich
                                  kobiet, no ale to juz jest kwestia naszych polskich
                                  realiow niestety.
    • Gość: Iza Re: Akceptacja tej drugiej... IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 14.05.02, 20:38
      Mysle,ze ta sytuacja traci dulszczyzna: czego ludzie nie widza i nie wiedza
      mozna zakceptowac, ale jesli juz wyjdzie szydlo z worka to wowczas nastepuje
      jakies rozwiazanie, no bo co by o mnie ludzie pomysleli. Moze tez byc i tak ze
      faktycznie swoje wlasne poczucie godnosci i szczescia postawila gdzies daleko w
      imie dobra dzieci, ale jak widac nie mozna jednak zyc bez poczucia wlasnej
      wartosci. Osobiscie nie zgodzilabym sie na taki uklad, chociaz wiem ze sytuacja
      twojej kolezanki nie jest odosobniona. Pozdrawiam.
    • Gość: Liloom Akceptacja tej drugiej...??? No nie wiem... IP: *.11.vie.surfer.at 14.05.02, 22:41
      Gość portalu: Nell napisał(a):

      > Przed chwilą była u mnie moja przyjaciółka, rozwiedziona matka samotnie wychowu
      > jaca dziecko...
      > Powiedziała mi zastanawiajaca dla mnie rzecz, ze akceptowała zdrady meza, dopok
      > i ten robił to
      > dyskretnie z jedna...Przebrała sie miarka, gdy ten zaczal afiszowac sie z co ru
      > sz nowa zdobycza, i gdy
      > po powrocie do domu awanturował sie i nieszczył zone psychicznie. Jest podobno
      > wiele takich
      > malzenstw, gdzie zony akceptuja cotygodniowe wypady meza, wystarczy zeby ten lo
      > zył na dom, kochal
      > i dbal o dzieci i dzielil w miare rowno swe zaangazowanie miedzy zone i dzieci.
      > ..
      > Dla mnie takie cos jest niedopomyslenia..a dla was?
      > W ktorym miejscu wyznaczyliscie granice tolerancji?? Mam taka cicha nadzieje, z
      > e ktos odpowie:)

      Nie chce tym razem czytac wszystkich postow, bo znow sie czyms zasugeruje...
      Moim zdaniem granice tolerancji sa bardzo rozne i czesto nie rozumiemy sytuacji
      jesli sie sami w niej nie znajdziemy. Mozna sobie dywagowac "co by bylo gdyby"
      ale tak naprawde emocje, uczucia i prywatne decyzje nie powinny ulegac ocenie.
      Ja kiedys napisalam, ze nie chcialabym wiedziec o tej drugiej i ktos zarzucil mi
      strach przed prawda. Co za bzdura. Mi chodzi o to ze czasem trudno jest przekazac
      kompleksowosc mysli, ktore przeciez wynikaja z rownie kompleksowych doswiadczen,
      przezyc wlasnych i takze znajomych, dawnych i obecnych wydarzen itd itd.
      Ja dopuszczam cudze bledy, bo robi je kazdy. Nie uwazam zeby za blad nalezalo
      niszczyc rodzine bo czesto ukarane jest przez to nikt inny tylko dzieci i czesto
      one najbardziej cierpia. Wiec zanim potepi sie czyjes postepowanie nalezalo by
      chyba poznac przyczyny czyli na przyklad porozmawiac. A nie oburzac sie lub
      wysmiewac. Howgh.

      • Gość: maly.k Liloom? IP: 139.57.24.* 14.05.02, 22:46
        Czy ksiazek rowniez nie czytasz, aby czyms sie przypadkiem nie zasugerowac ;-)?

        Pozdrawiam,

        mk.
        • Gość: liloom Do mk IP: *.11.vie.surfer.at 14.05.02, 22:54
          Gość portalu: maly.k napisał(a):

          > Czy ksiazek rowniez nie czytasz, aby czyms sie przypadkiem nie zasugerowac ;-)?
          >
          > Pozdrawiam,
          >
          > mk.
          1.To jest kolejna bzdura, ktora czytam tutaj. Nie
          Akurat mialam taka ochote zeby cos napisac nie czytajac postow i zaraz pojawia
          sie jakis bzdurny i budzacy agresje komentarz.
          CO CIE TO OBCHODZI? Moze to ma byc dowcip? Sorry, mnie nie bawi (poziom szkoly
          podstawowej).
          Moja osoba nie jest tu tematem dyskusji, wobec tego nie odpowiem na to pytanie.
          Wrocmy do tematu tego watku i koniec.
          Przykro, bo do tej pory Twoje komentarze i posty nawet mi sie podobaly.

          2. A teraz calkiem spokojnie po przeczytaniu postow zgadzam sie glownie ze
          zdaniem dodo.

          • Gość: maly.k do liloom - przepraszam IP: 139.57.24.* 14.05.02, 23:01
            Oczywiscie, ze jest to dowcip. Na koncu byl taki malutki usmieszek z
            przymruzonym oczkiem, ktory to wlasnie oznacza.
            Jesli czujesz sie urazona, przepraszam. Wiecej Twoich wypowiedzi nie bede
            komentowal, chocby nie wiem, jak mnie kusilo.

            mk. (z poziomu szkoly podstawowej)
            • Gość: liloom do maly k. IP: *.11.vie.surfer.at 14.05.02, 23:11
              No to ja tez sorry, moze bylam przewrazliwiona.
              Widzisz nieporozumienia na forum wynikaja czasem z tego, ze istnieja roznice
              sposobie przekazywania mysli i czasem po prostu nie sposob tego odczytac lub
              odebrac. Nawet jak jest usmieszek.
              Moze nastapiles niechcacy na jakas nieuswiadomiona mi samej piete achillesowa?
              Musze uwazac;)
    • Gość: Melba Kompletnie IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 14.05.02, 22:52
      Kompletnie nie rozumiem skąd się biora takie postawy. Mój facet dokładnie zna
      moje nieprzejednane zdanie na temat zdrady i sprawa jest jasna. No ale ta
      przyjaciółka wygląda mi na "konsekwentną"mamę, której dziecko rzuca się na
      podłogę w sklepie i wyje o cukierka i ona mu go kupuje. Pogratulować. Ma się
      to, na co się sobie zapracowało.
      • Gość: liloom malzenstwo slaskie - znacie to? IP: *.11.vie.surfer.at 14.05.02, 23:06
        Wydaje mi sie ze poglad na te sprawe jest inny gdy ma sie narzeczonego lub
        partnera ("moj facet") inny gdy jeszcze nie ma sie dzieci, inny gdy dzieci sa
        male i zmienia sie z biegiem lat.
        Nie powiecie mi ze sila uczuc i emocji jest w kazdym malzenstwie i z biegiem
        lat taka sama. I przeciez ludzie nawet pobieraja sie z roznych przyczyn.
        Nie mozna tak uogolniac! Ludzie sie zdradzaja i sobie przebaczaja.
        Ja bym proponowala, zeby pisac tylko o sobie, a nie oceniac innych.
        Ja akurat jestem niezalezna i moja tolerancja (moze dlatego ze taka jestem
        pewna swego, cholera wie?) nie ma nic wspolnego z jakimkolwiek strachem o
        cokolwiek, bo sama dalabym sobie doskonale rade gdybym musiala.

        Zmieniajac temat pozwole sobie rzucic haslo "tradycyjne malzenstwo slaskie".
        Czy ktos wie o co chodzi? Bo ja mam troche takich znajomych...:)))
        • Gość: dodo Re: malzenstwo slaskie - znacie to? IP: *.sympatico.ca 14.05.02, 23:41
          czy to jest takie, w ktorym on pracuje na przodku, przynosi jej wyplate
          z paskiem a ona mu odlicza pare groszy na piwo i fajki?
          aha, jeszcze mi sie przypomnialo z "perly w koronie", ze czasem ona
          mu moze dawac jablko na drugie sniadanie zeby sobie pomarzyl o tym
          i owym gdyby akurat kopalnia zastrajkowala...
          lillom - ja sobie ciut zartuje - nie mam pojecia co to jest malzenstwo
          slaskie - jakas definicje bardzo prosze :-)
          • Gość: liloom malzenstwo slaskie - krotkie streszczenie bajki IP: *.11.vie.surfer.at 14.05.02, 23:52
            Obchachalam sie:) Nie dodo, nie o to mi chodzilo:)
            Znajoma para miala taki schemat: on pracuje i przynosi pieniadze, ona siedzi w
            domu, zajmuje sie dziecmi; jego stale nie ma, ona nie komentuje bo to maz i
            ojciec jej dzieci - na 2-3 dniowa nieprzewidziane nieobecnosc reaguje
            sprzataniem mieszkania i tuszowaniem ekscesow meza, nadmierny alkohol u meza
            dozwolony bo to w koncu facet, a jak przyjdzie to nalezy mu sie obiad i kapcie.
            Perla w koronie niedaleko. Komentarz o malzenstwie slaskim pochodzi od mojego
            meza. Dla ulatwienia dodam ze ludzie sa kolo 35, ich rodzice wogole cale
            towarzystwo tez ma taki model. Ludzie rzeczywiscie pochodza ze Slaska, dlaetgo
            tak sobie nazwalismy ten "model".
            W kazdym razie spadlam z krzesla.
            Najlepsze jest, ze kobita poszla do pracy, zawialo "emancypacja" i model jest
            wlasnie w stanie rozkladu...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka