Gość: Nell
IP: *.torun.sdi.tpnet.pl
14.05.02, 13:25
Przed chwilą była u mnie moja przyjaciółka, rozwiedziona matka samotnie wychowujaca dziecko...
Powiedziała mi zastanawiajaca dla mnie rzecz, ze akceptowała zdrady meza, dopoki ten robił to
dyskretnie z jedna...Przebrała sie miarka, gdy ten zaczal afiszowac sie z co rusz nowa zdobycza, i gdy
po powrocie do domu awanturował sie i nieszczył zone psychicznie. Jest podobno wiele takich
malzenstw, gdzie zony akceptuja cotygodniowe wypady meza, wystarczy zeby ten lozył na dom, kochal
i dbal o dzieci i dzielil w miare rowno swe zaangazowanie miedzy zone i dzieci...
Dla mnie takie cos jest niedopomyslenia..a dla was?
W ktorym miejscu wyznaczyliscie granice tolerancji?? Mam taka cicha nadzieje, ze ktos odpowie:)