matrek
22.05.02, 19:44
Kiedys byłem przeciwnikiem zycia - jak to sie niekiedy mówi - na kocią łapę. Od
tego czasu jednak, tak wiele widzialem (widzę), że stalem sie gorącym
zwolennikiem wspólnego zamieszkiwania przed ślubem. (Zaznaczam, przed slubem, a
nie wspólnego życia z zalożenia bez slubu. Nie jestem zwolennikiem trwałych z
założenia konkubinatów)
Życie jest tak skomplikowane i potrafi być tak zaskakujące, że nie wystarczy
chodzenie z sobą za rączkę pod czujnym okiem mamusi, aby sie nawzajem poznać.
Trzeba być ze sobą na codzień, widzieć sie w różnych sytuacjach, widzieć swoje
zachowanie, swój sposób bycia, w prozie życia, aby móc z czystym sumieniem
powiedzieć - tak, z tym człowiekiem chcę spedzic resztę swych dni.
Ktoś uważa podobie ?