Dodaj do ulubionych

Cholera...

06.04.05, 08:28
Taka jestem przygnębiona, że aż musiałam na forum nieuczęszczane przeze mnie
pół roku zajrzeć, ale nic mi to nie dało...
Nic mi się nie chce... nawet czytać wątków...
Obserwuj wątek
    • sagis Jest aż tak źle? 06.04.05, 08:31

      • sweetytweety Re: Jest aż tak źle? 06.04.05, 08:41
        Ja jestem urodzoną optymistką, zawsze szczęśliwą (prawie), a teraz jakoś się
        nie mogę pozbierać... Nie wiem co się stało... Od soboty jakoś w połowie
        umarłam i nie wiem dlaczego... A Mąż mi jeszcze znosi filmy psychologiczne...
        • sagis Re: Jest aż tak źle? 06.04.05, 08:54
          Jeśli te filmy też wprowadzają Cię w ten nastrój, to nie oglądaj ich.
          Nie możesz sobie jeszcze dokładać. Zrób dla siebie coś przyjemnego. Ja np. jadę
          sobie na rower w jakieś ulubione mi miejsce. Albo, jeśli nie jest bardzo źle,
          to idę sobie pojeździć na konikach. Trzeba uważać, aby swojego złego nastroju
          nie wyładowywać na nich, bo nie są one niczego winne. Jak i ludzie.
          Jako też optymistka tak Ci radzę:-)
          Czasami nie można czegoś od razu rozwiązać, a też pewne sprawy same z czasem
          rozwiązują się.
          Jeśli chcesz, to też możesz napisać trochę o tym, co dzieje się u Ciebie na
          forum. Czasami nie można za długo czegoś trzymać w sobie, bo i tak to
          wybuchnie:-)

          Pozdrawiam Cię.
          • sweetytweety Re: Jest aż tak źle? 06.04.05, 09:43
            Nic strasznego się u mnie nie dzieje - absolutnie. Tylko tak jakoś wszędzie
            smutno... Wszystko czarne... Chyba tak mnie po śmierci Papieża przygniotło...
            Ciągle mi się płakać chce... Nie włączam telewizora, nie słucham radia, nie
            czytam gazet - wszystko mnie dołuje. Może to się skońzy za jakiś tydzień... nie
            wiem... Męża dzisiaj obsztorcowałam za wypożyczanie ciężkich filmów. Może
            będzie lepiej...
            Dzięki ogromne za to, co napisałaś :)
            Buźka :*
            • sagis Re: Jest aż tak źle? 06.04.05, 09:55
              To prawda, że to wszystkich przytłacza. Nawet słyszałam, że dzieciom ten
              nastrój udziela się. Moja koleżanka nawet w piątek na wieść o ciężkim stanie
              Papieża dostała bardzo wysokiej gorączki- 40 st.C. Niby jakaś angina przypętała
              się, ale ta wysoka gorączka jakaś dziwna była. Ona jest bardzo więrząca, a to
              też był Wspaniały Człowiek.
              Smutno teraz bez niego na świecie:-(((
              • sweetytweety Re: Jest aż tak źle? 06.04.05, 10:01
                No właśnie, jakoś mi tak... Ech... co tu gadać... Wszyscy ludzie tak się
                jednoczą... W oknach zdjęcia, wstążeczki...
                Nigdy tak nie miałam. Teraz mnie wszystko drażni. Nic mi się nie chce robić -
                sprzątać, gotować, pracować...
                • sagis Re: Jest aż tak źle? 06.04.05, 10:09
                  Myślę, że to, że tak wszyscy reagują na jego odejście, to znaczy, że to był
                  naprawdę Wielki Człowiek. Taka dobroć biła z jego twarzy i ten wieczny uśmiech
                  i spokój.
                  • sweetytweety Re: Jest aż tak źle? 06.04.05, 10:18
                    Tylko że ja nigdy się nie zastanawiałam nad jego życiem, nad tym co robił itd.
                    Byłam dumna, że jest Polakiem, niezwykle mądrym i dobrym człowiekiem, ale nigdy
                    się w to nie zagłębiałam. Nie pamiętam kiedy się urodził, kiedy został
                    Papieżem, a czuję się, jakby mi ktoś z rodziny umarł i nie potrafię się
                    pozbierać...
                    I tak się cieszę, że mogłam go raz w życiu zobaczyć... Tak się cieszę...
    • krysica Re: Cholera... 06.04.05, 08:40
      Też mam doła...
      • sweetytweety Re: Cholera... 06.04.05, 08:42
        Pozdrawiam :)
        • kasitza Re: Cholera... 06.04.05, 08:47
          to jest zmeczenie wiosenne - nagle intensywne naswietlanie przez slonce powoduje, ze czlowieka nagle w srodku dnia scina z nog. tez w sobote mi sie to przytrafilo, moja przyjaciolka tez to ma od weekendu. tzreba przeczekac az organizm sie przyzwyczai do luksusu slonca i ciepla.
          • sweetytweety Re: Cholera... 06.04.05, 09:44
            Tak właśnie sobie cichutko czekam aż mi przejdzie :)
            • margie Re: Cholera... 06.04.05, 09:52
              Bo sie wszytsko nalozylo jednoczesnie.... Pzresilenie wiosenne ( znowu nagl
              zrobilo sie bardzo cieplo), smierc Papieza, ogolny smutek, jtory mimo normalnie
              funkcjonujacego miasta daje sie wyczuc w powietrzu... W dodatku czlowiek
              chcialby sie jakos oderwac, a tu kina zamkniete, w telewizji nie ma nic do
              ogladania, moj dla odmiany wypozyczyl jakas sensacje, zadne z nas nie moglo sie
              na tym filmie skupic..... Ot, tzreba przeczekac, nie ma wyjscia... ja
              zastosowalam wersje sportowa, wysilek fizyczny podnosi endorfine ( hormon
              szczescia) troche pomaga:))
              • sweetytweety Re: Cholera... 06.04.05, 10:03
                Chyba faktycznie musze posportować się trochę. Może sobie rowerek kupię :)
            • pcheuka Re: sweetytweety 06.04.05, 10:20
              wiesz, ja na poczatku tez mialam poczucie, ze caly swiat jest smutny, ze nie
              dam sobie rady z tym smutkiem i zalem, czulam sie przygnebiona i jakas taka...
              pusta w srodku.

              ale potem zaczelo sie to zmieniac. poszlam na dlugi spacer do lasu, spotkalam
              sie z najblizszymi i podzielilam z nimi moim bolem, chodzimy z mezem codziennie
              na czuwanie, duzo rozmawiamy, bylismy na obu mszach na Pl. Pilsudskiego... a w
              domu od niedzieli nie wlaczamy juz radia i telewizji, zeby juz sie nie smucic.
              czytam tez sobie i rozwazam list apostolski Ojca Swietego o sensie cierpienia -
              "Salvifici Doloris", tam jest tak pieknie i madrze napisane o tym, jak dobrze
              przyjmowac i przezywac cierpienie.

              duzo tez w ostatnim czasie myslalam o tej pieknej katechezie, jaka bylo zycie i
              smierc Ojca Swietego. jak bardzo zjednoczyl sie z Chrystusem calym swoim
              zyciem, az po kres. mam takie poczucie, jakbysmy dostali taki ogromny dar
              przezywania czegos podobnego, co przezywali apostolowie, gdy opuszczal ich
              Nauczyciel. wiele razy slyszalam ludzi mowiacych: "apostolom byo latwiej, bo w
              ich czasach zyl Jezus i chodzil po ziemi, wtedy bylo latwiej zyc wiara". a
              przeciez my tez mielismy te ogromna, ogromna laske, ze zylismy w czasach Jana
              Pawla II. i tak naprawde trzeba sie z tego cieszyc i byc za to wdziecznym. i
              nie zapominac o tym, ze Jan Pawel II jest z nami, tylko ze inaczej, ale moze
              nawet mocniej. jest teraz z kazdym z nas. i mysle, ze nie chce bysmy siedzieli
              teraz z zalozonymi rekami i zaglebiali sie w smutku, ale abysmy szli na swiat
              kontynuowac jego dzielo. pewnie, ze wiekszosci z nas nie bedzie to dane na
              zadnej wielkiej plaszczyznie. ale mamy mozliwosc zmieniac na lepsze, wedlug
              jego nauki, nasze zycie i rzeczywistosc w naszym najblizszym zasiegu. mnie sie
              od razu cieplej na sercu robi, jak mysle o tym cudownym, kochajacym usmiechu,
              ktory tak dobrze pamietamy, a ktory odmalowywac sie bedzie na jego twarzy, gdy
              bedzie patrzyl jak idziemy droga, ktora nam staral sie pokazac swoim zyciem.

              i jeszcze jedna refleksja nasunela mi sie w ciagu tych ostatnich dni:
              paradoksalnie, mimo leku, ze zostalismy w jakis sposob osieroceni, cierpienie i
              smierc Ojca Siwtego sprawily, ze swiat wydal mi sie lepszy. okazalo sie, ze
              ludzie sa zdolni do pojednania ponad podzialami narodowosciowymi, religijnymi,
              kulturowymi. nie tylko w piekny sposob caly swiat zjednoczyl sie w modlitwie,
              ale ludzie nawzajem wyciagaja do siebie pomocna dlon, nie tylko do bliskich,
              ale i do obcych. wiekszosc instytucji wychodzi na przeciw oczekiwaniom ludzi,
              Rzym przyjmuje miliony pielgrzymow, ulatwia sie podrozowanie do tych waznych
              miejsc, z ktorymi zwiazany byl Ojciec Swiety, obcy sobie odkrwaja pokrewienstwo
              dusz... zaznalam ostatnio wiele zyczliwosci i pomocy od nieznajomych w tlumie.
              to piekne. pewnie, ze nie bedzie trwalo wiecznie. ale jest to dla mnie cudownym
              znakiem nadziei, bo pokazuje, ze JEST to mozliwe. a Papiez patrzy na to i
              wierze, ze jego serce sie raduje, bo jego smierc stala sie wlasnie znakiem
              nadziei. poczatkiem, a nie koncem, nie tylko dla niego, ktory juz wiedzie nowe
              zycie, ale tez dla nas.

              podzielilam sie tym z Toba, Sweetytweety, i ze wszystkimi, ktorych serca pelne
              sa bolu po odejsciu Karola Wojtyly, bo mam nadzieje, ze choc w niewielkim
              stopniu moze to byc krzepiace, tak jak jest dla mnie w tych ciezkich chwilach.
              pozdrawiam
              • sweetytweety Re: sweetytweety 06.04.05, 10:23
                Dzięki.
                Dzięki ogromne!!!
              • baba_krk Re: sweetytweety 06.04.05, 10:43
                bardzo ladnie to ujelas... pozostaje mi jedynie miec nadzieje, ze i ja wkrotce
                bede miala podobne refleksje...
              • kasitza Re: pcheuka 06.04.05, 11:37

                bardzo to pieknie napisalas. mowie tak z tego wzgledu przede wszystkim, ze wlasnie takiej rozsadnej wiary nam potrzeba, ktora jest wdzieczna za dary, bo je dostrzega (to trzeba sobie uzmyslowic, jakie jest prawdopodobienstwo, ze po 400 latach rzadow wlochow w watykanie, papiezem zostanie obywatel panstwa komunistycznego i to jeszcze taki wybitny). a smierc jego to jakby swietny moment do zastanowienia nad swoim codziennym zyciem i do nowego impulsu. rozmawialam z moja ciocia w polsce (krakowie) przez telefon i tak wlasnie na ten temat mowilysmy.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka