kryzysowa_narzeczona75
15.04.05, 09:55
Czy cos ze mna jest nie tak? Nasze grono znajomych sukcesywnie co jakis
powieksza sie o dzieciatka (w koncu ten wiek). Zapraszaja nas na powitanie
nowego czlonka rodziny i sie zaczyna... Wszystkie opowiesci jaki byl porod
ile je, czy dobrze sie odbija, ile wazy, jak dlugo spi, jakiego koloru ma
kupki, ze oczy ma takie inteligentne i w ogole dziecko najcudowniejsze. I ja
to wszystko rozumiem, bo najpewniej bede tez lekko zwiariowana na punkcie
wlasnego dziecka, ale dlaczego czuje sie wrecz przymuszana do wyrazania tych
wszystkich "achow" i "echow". "Prawda, jakie ma madre oczka", "Oj sliczna
kupeczka wyszla, prawda?" "Jakie bujne ma wloski, prawda?" I tak ciagle,
ciagle, ciagle. Pozniej zaczynamy dostawac maile ze zdjeciami dzieciatka, bo
kilkadziesiat, raz w miesiacu i znowu oczekuje sie od nas przynajmniej
napisania, jak pieknie rosnie, rozwija sie i w ogole. I to robimy, bo tego od
nas sie wymaga. A z drugiej strony... Dlaczego oczekuje sie od ludzi, ze beda
sie wariacko zachwycac cudzymi dziecmi? Wszystkie maluszki sa sliczne i
rozkoszne, ale nie jestem zwariowana, zeby "ciumkac" do kazdego wozeczka.
Mlodzi rodzice zawsze szaleja na punkcie pierworodnych, ale czy ich znajomi
tez musza? W koncu to dla nas obce dziecko. No i najbardziej mnie rozbraja,
kiedy idziemy z wizyta do mlodych rodzicow, a mloda mamusia wystawia piers i
zaczyna przy nas karmic (mieszkanie przynajmniej 2-pokojowe) i jeszcze
podczas karmienia skomentuje "ale ciagnie". Wydaje mi sie to wszystko lekkim
nietaktem ze strony rodzicow. A moze sie myle? Ani nie jestem zazdrosna o
fakt posiadania dziecka, bo z moim mezem jeszcze nie chcemy sie o nie starac,
ani nie jestem zrozpaczona, ze kolejna para z naszego grona odpadla i bawi
sie w pieluszkach. Tylko oczekuje, ze jak przychodzimy z kolejna wizyta, to
zeby zapytali co slychac u nas i porozmawiali o czyms innym niz o kupkach, i
wspanialych wyczynach dziecka. Po prostu powoli przestajemy miec ochote na
kurtuazyjne wizyty.