Dodaj do ulubionych

Brać ślub czy nie - fragmenty debaty

IP: *.zgora.dialog.net.pl 28.07.02, 21:42
Uważam się za wierzącą, wykształconą osobę. Zdecydowałam sie na
wolny związek, poniewaz małzenstwo jest dla mnie
jedynie"papierkiem". szczesliwym mozna byc takze w wolnym
zwiazku,jesli sie kogos kocha i zna potege przyjazni...
Obserwuj wątek
    • Gość: madlaine Re: Brać ślub czy nie - fragmenty debaty IP: *.pl / 10.1.2.* 28.07.02, 21:44
      Zgadzam się, ten formalny papierek nic nie załatwia, a potrafi bardzo
      skomplikować zycuie..... Trzeba cieszyć się miłościa, a nie niszczyc ja przez
      formalnoeści prawne i religijne....zyjmy tak jak chcemy
      • Gość: marianna Re: Brać ślub czy nie - fragmenty debaty IP: *.abo.wanadoo.fr 30.07.02, 16:35
        bez papierka ( bez slubu ) tez mozna sobie bardzo skomplikowac
        zycie , z papierkiem sa prawa ktore chronia i nie pozwalaja
        zostac z niczym ( przepraszam z trojgiem dzieci )po 2o latach
        wspolnej pracy
        • Gość: Angelos Re: Brać ślub czy nie - fragmenty debaty IP: *.pl 30.07.02, 16:47
          O ile się nie mylę małżeństwo to sakrament, a nie papierek...
          • Gość: j. Re: Brać ślub czy nie - fragmenty debaty IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 30.07.02, 16:58
            sakrament od strony religijnej, papierek od strony prawnej. ten papierek jest
            potrzebny jak sie zycie komplikuje, nie tylko miedzy stronami ktore tego
            papierka nie potrzebuja ale tez miedzy strona trzecia (instytucja, rodzina
            itp.) jak zycie uklada sie dobrze nikt nie mysli o kwestiach spadkowych,
            alimentacyjnych, reprezentacyjnych itd. ten papierek nie jest potrzebny dla
            okazania zaangazowania w zwiazek tylko dla stosunkow prawnych.
        • Gość: ankka25 Re: Brać ślub czy nie - fragmenty debaty IP: *.zgora.dialog.net.pl 03.08.02, 19:20
          zaraz-to po co srodki antykoncepcyjne?przepraszam,ale po co byla
          Ci trojka dzieci?jestes bogata czy co?nie wystarczylo jedno?
      • mirabell Re: Brać ślub czy nie - fragmenty debaty 30.07.02, 17:04
        Czy sakrament slubu uwazasz za formalnosc religijna? Nigdy o czyms takim nie
        slyszalam jak formalnosc religijna. I dlaczego niby mialaby niszczyc zwiazek?
        Jak ktos kogos kocha, to taka formalnosc przeciez nie zburzy tej milosci? Wrecz
        przeciwnie jest dowodem na milosc, bo przeciez trzeba zlozyc przysiege przed
        Bogiem na cale zycie.
        • Gość: van der Rob Re: Brać ślub czy nie - fragmenty debaty IP: 62.233.167.* 02.08.02, 18:20
          mirabell napisała:

          > Czy sakrament slubu uwazasz za formalnosc religijna? Nigdy o czyms takim nie
          > slyszalam jak formalnosc religijna. I dlaczego niby mialaby niszczyc zwiazek?
          > Jak ktos kogos kocha, to taka formalnosc przeciez nie zburzy tej milosci?
          Wrecz
          >
          > przeciwnie jest dowodem na milosc, bo przeciez trzeba zlozyc przysiege przed
          > Bogiem na cale zycie.

          Pamiętasz słowa przysięgi "i nie opuszczę Cię aż do śmierci" - to właśnie
          niszczy związek - poczucie BEZKARNOSĆI - już nie trzeba dbać o figurę (kobiety)
          lub być szarmanckim i romantycznym (facecji) - bo druga osoba jest przypisany
          jak pies do budy! To wg. mnie jest główny powód iż w życie małżeńskie wdziera
          się szybko monotonia i nuda - zaczyna być tylko i wyłącznie wzajemnym
          transferem usług.

          W wolnym związku zaś nie jest się PEWNYM trwałości tego stanu więc wymusza to
          CIĄGŁE DBANIE o związek i partnera/kę. Niestety jako osoby z natury leniwe
          często wolimy „zabezpieczyć się papierkiem” (wg. Mnie częściej kobiety- jako
          mogące więcej stracić) niż podjąć wyzwanie i ciągłe próby dbania o związek.

          van_der_rob@poczta.onet.pl
        • Gość: ankka25 Re: Brać ślub czy nie - fragmenty debaty IP: *.zgora.dialog.net.pl 03.08.02, 19:23
          kto tu mowi o bogu??!!zaraz, zaraz-jako bog?nie narzucaj mi
          jakichs sakramentow, ktore w 221 w. sa bzdura dla mnie. slub to
          papier, dawany przez urzad, a nie jakies brednie o bogu, chcesz
          to w niego wierz, ja nie chce-mam wybor, prawda?
    • kilovolt Re: Brać ślub czy nie - fragmenty debaty 30.07.02, 17:39
      Dziwne, że uważasz się za osobę wierzącą jeżeli sakrament uważasz za nie
      potrzebny papierek. Tak może stwierdzić tylko osoba niewierząca, która nie ma
      ochoty brać śłubu cywilnego. Zatem nie mów mi, że jesteś osobą wierzącą bo
      ślub kościelny nie nic wspólnego z papierkiem. Nie bedę cię tu uświadamiał ale
      na pewno nie masz pojęcia co to jest sakrament w którym właśnie jeżeli się
      kogoś kocha to składa mu się przysięgę. I tu wyłącznie o taką przysięg chodzi.

      Każdy ma wolny wybór i może żyć w wolnym związku, tylko niech ktoś taki nie
      pieprzy, że jest osobą wierzącą skoro nie ma pojęcia co to jest sakrament.
      Jak ktoś nie ma pojęcia wtedy dla niego to rzeczywiście jest tylko papierek,
      ale taka osoba z wiarą nie ma nic wspólnego. Zatem nawet dobrze, że nie bierze
      takiego papierkowego ślubu.
    • kozuszynka Re: Brać ślub czy nie - fragmenty debaty 30.07.02, 19:40
      Zgadzam się ,że można być szczęśliwym w wolnym związku. przecież chodzi o
      uczucia, a nie o "papierek". Ale także małżeństwa są szczęśliwe :-)))). A to,że
      trzeba wypałnić parę dokumentów niczego między ludźmi nie niszczy. Wiem, bo
      właśnie je wypełniłam i czekam na "sądny dzień". Byłam i jestem szczęśliwa. Tak
      naprawdę wszystko zależy od kobitey i mężczyzny będących w związku.Szczęśliwym
      można być na wiele sposobów - ważne by nikt się nie czuł do niczego zmuszony,
      ale też by nikt nie unieszczęśliwiał nikogo. I to decyzją lub jej brakiem.
      • Gość: Melba Re: Brać ślub czy nie - fragmenty debaty IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 30.07.02, 20:15
        Powodzenia na nowej drodze życia :)
    • Gość: leo Re: Brać ślub czy nie - fragmenty debaty IP: *.datastar.pl 31.07.02, 10:26
      Gość portalu: ankka napisał(a):

      > Uważam się za wierzącą, wykształconą osobę. Zdecydowałam sie na
      > wolny związek, poniewaz małzenstwo jest dla mnie
      > jedynie"papierkiem". szczesliwym mozna byc takze w wolnym
      > zwiazku,jesli sie kogos kocha i zna potege przyjazni...

      Zgadzam sie! Sam nie zamierzam zrobić sobie tej "przykrości" i wszystkim zainteresowanym odmawiam.
      W formalnych związkach, gdzieś u ich podstaw jest coś, co je niszczy. Trzeba cholernie się namęczyć żeby się temu
      nie poddać. A po co się męczyć? Nie należy się pchać na pole minowe jak już się wie gdzie ono jest.

      Kłopoty (najczęściej przy rozstaniu) można mieć takie same z papierem jak i przy jego braku. Jeśli relację między
      partnerami są OK, to nie będzie problemu nawet przy rozstaniu. Jeśli któraś ze stron jest "burą świnią" to i trzy
      małżeństwa nie pomogą. Polecałbym raczej staranne wybieanie sobie partnerów niż formalne związki

      pozdr wszytskich
      • b.u.zz ha ha ha 31.07.02, 10:40
        ha ha ha
        malzenstwo to papierek, a wolny zwiazek - wolnosc i milosc??
        jeszcze raz ha ha ha
        niech mi tylko ktos wyjasni, czemu teraz zaczyna sie kampania o legalizacje
        konkubinatow?!
        czy wy sami wiecie czego chcecie?
        to byly pytania. ciekawi mnie, czy bedzie odpowiedz.
        pozdrawiam
        b.
        • Gość: Liver Re: ha ha ha, hi hi hi IP: 157.25.84.* 31.07.02, 10:53
          Masz rację.
          Oni sami nie wiedzą czego chcą. Są niedojrzali do samodzielnego życia wraz z
          partnerem. Przeraża ich samo słowo małżeństwo albo są za leniwi by pozałatwiać
          odpowiednie formalności.
          Dla mnie wolny związek, konkubinat to pójście na łatwiznę.
          I dlaczego mam zaraz być nieszczęśliwy po zawarciu małżeństwa ????
          To jakaś totalna bzdura powielana przez tzw. "wyzwolone dzieci".
          Dzieci, bo jeszcze nie dorośli uczuciowo i emocjonalnie do małżeństw.
          • Gość: leo Re: wolność rządzi IP: *.datastar.pl 31.07.02, 11:06
            Gość portalu: Liver napisał(a):

            > Masz rację.
            > Oni sami nie wiedzą czego chcą. Są niedojrzali do samodzielnego życia wraz z
            > partnerem. Przeraża ich samo słowo małżeństwo albo są za leniwi by pozałatwiać
            > odpowiednie formalności.
            > Dla mnie wolny związek, konkubinat to pójście na łatwiznę.
            > I dlaczego mam zaraz być nieszczęśliwy po zawarciu małżeństwa ????
            > To jakaś totalna bzdura powielana przez tzw. "wyzwolone dzieci".
            > Dzieci, bo jeszcze nie dorośli uczuciowo i emocjonalnie do małżeństw.

            Każdy ma prawo do wybory takiej drogi życiowej jaką uważa za najlepszą. I do własnych poglądów. Ja nie mam do
            ciebie pretensji że zaliczasz mnie do kategorii "uczuciowo i emocjonalnie" niedorosłych, ty powinieneś uszanować
            mój wybrór.
            pozdr
            • Gość: Liver Re: wolność rządzi IP: 157.25.84.* 31.07.02, 11:12
              Dobra, szanuję Twój wybór ale nie rozumiem takiego podejścia do życia.
              Jeżeli się kochacie, to co zmieni zalegalizowanie takiego związku.
              Moim zdaniem, boicie się podjąć taką decyzję.
              Bez urazy.
              • Gość: leo Re: wolność rządzi IP: *.datastar.pl 31.07.02, 12:17
                Gość portalu: Liver napisał(a):

                > Dobra, szanuję Twój wybór ale nie rozumiem takiego podejścia do życia.
                > Jeżeli się kochacie, to co zmieni zalegalizowanie takiego związku.
                > Moim zdaniem, boicie się podjąć taką decyzję.
                > Bez urazy.

                Nie ma problemu. Jak się nad tym dobrze zastanowić, to może w przypadku niektóych par tak to wygląga!
                Ja osobiscie jestem pragmatyczny. Dla mnie wolny związek to brak nadmiernych obowiązków i zobowiązań na całe
                życie. Jestem niedojrzały? - może - i wiesz co... cholernie mi z tym dobrze. Dlatego nie skorzystam z legalizacji
                konkubinatów, bo to jest defacto zawarcie małżeństwa.
                Ja lubie poruszać się po najmniejszej linii oporu!
                Jestem naprawdę bardzo zakochany, ale nie oszukujmy się - uczucia się rządzą swoimi prawami i nie mamy na to
                częstwo wpływu. Niech chce sytuacji z której zostanę "uziemiony" papierem z osobą której nie kocham.

                A jeśli myślałbym tak jak ty to po co legalizować wolny związek, skoro on dobrze funkcjonuje??? Lubisz sobie
                znajdować dodatkowe "zajęcia"?? Naprawiasz rzezcy które nie są zepsute?? Jeśli działa nie poprawiaj!
                • Gość: Liver Re: wolność rządzi IP: 157.25.84.* 31.07.02, 12:28
                  „Dla mnie wolny związek to brak nadmiernych obowiązków i zobowiązań na całe
                  życie. Jestem niedojrzały? - może - i wiesz co... cholernie mi z tym dobrze.”

                  A uważasz się za mężczyznę ? Uważasz takie podejście za baaaardzo męskie ?
                  No, więc jesteś niedojrzały.
                  Nie na tym polega życie aby się po nim prześlizgnąć po najmniejszej linii oporu.
                  Czasem trzeba wziąć za kogoś odpowiedzialność i bronić swojej kobietki.

                  „Jestem naprawdę bardzo zakochany, ale nie oszukujmy się - uczucia się rządzą
                  swoimi prawami i nie mamy na to częstwo wpływu. Niech chce sytuacji z której
                  zostanę "uziemiony" papierem z osobą której nie kocham.”

                  A na co masz tak naprawdę wpływ, co ??? Jeśli uważasz, że masz to jesteś w
                  błędzie.

                  • Gość: leo Re: wolność rządzi IP: *.datastar.pl 31.07.02, 13:02
                    Gość portalu: Liver napisał(a):

                    > �Dla mnie wolny związek to brak nadmiernych obowiązków i zobowiązań na ca
                    > łe
                    > życie. Jestem niedojrzały? - może - i wiesz co... cholernie mi z tym dobrze.
                    > 221;
                    >
                    > A uważasz się za mężczyznę ? Uważasz takie podejście za baaaardzo męskie ?
                    > No, więc jesteś niedojrzały.
                    > Nie na tym polega życie aby się po nim prześlizgnąć po najmniejszej linii oporu
                    > .
                    > Czasem trzeba wziąć za kogoś odpowiedzialność i bronić swojej kobietki.

                    hmm... co ma do tego męskość??? No nie wiem ;-) moja dziewczyna uważa że jestem wystarczająco męski, ale
                    chętnie się poddam jakiemuś obiektywnemu testowi. Chcesz go przeprowadzić???
                    A jeśli zawarcie małżeństwa ma być dowodem męskości to chyba się nie zrozumiemy!

                    Serio - nie mam nic przeciwko najmniejszej linii oporu. Zwłaszcza w tym zakresie.

                    >
                    > �Jestem naprawdę bardzo zakochany, ale nie oszukujmy się - uczucia się rz
                    > ądzą
                    > swoimi prawami i nie mamy na to częstwo wpływu. Niech chce sytuacji z której
                    > zostanę "uziemiony" papierem z osobą której nie kocham.�
                    >
                    > A na co masz tak naprawdę wpływ, co ??? Jeśli uważasz, że masz to jesteś w
                    > błędzie.
                    Dziekuje za potwierdzenie moje opinii
                    • b.u.zz Re: wolność rządzi 31.07.02, 13:11
                      nie wiem, czy nieodpowiedzialnosc jest przejawem braku lub nie meskosci.
                      napewno za to - niedojrzalosci. chec przeslizgniecia sie przez zycie bez brania
                      na siebie zadnych (albo jak najmniej) zobowiazan nie nalezy do chwalebnych.
                      w tym wlasnie sensie rozumiem twoje argumenty, ale napewno one do mnie nie
                      trafiaja.
                      mysle tez, choc nie moge miec naturalnie pewnosci, ze blednie uzywasz slowa
                      milosc. bo milosc to tez wziecie odpowiedzialnosci. moim zdaniem bardziej w tej
                      sytuacji pasuje "zakochanie". to ono przychodzi i odchodzi. natomiast prawdziwa
                      milosc wymaga pracy i - tez - odpowiedzialnosci.
                      zastanawiam sie do porownania kwiatow cietych i doniczkowych. ale czy to nie
                      bedzie zbyt kiczowate?
                      pozdrawiam
                      b.
                      • default Re: wolność rządzi 31.07.02, 13:35
                        Wszystko to racja, co piszesz Buzz, ale jako wieloletnia "konkubina"
                        zakwestionuję takie bezwzględne utożsamianie decyzji o małżeństwie z
                        odpowiedzialnością i dojrzałością. Moim zdaniem Leo wykazuje właśnie
                        dojrzałość, jeśli nie bierze ślubu gdy nie jest pewien czy to "zakochanie", czy
                        prawdziwa miłość. Mój były mąż bardzo chętnie się ze mną ożenił i co z tego?
                        Odpowiedzialności za rodzinę to u niego nie było wcale. Natomiast z
                        moim "konkubentem" czuję się tak bezpiecznie jak legalna żona
                        najodpowiedzialniejszego faceta. Jemu nie jest potrzebny zapis na papierze, że
                        ma o nas dbać (o mnie i moją córkę - o którą w zasadzie powinien dbać także jej
                        tatuś, a tego nie robi) - on to po prostu robi, to dla niego naturalne, skoro
                        nas kocha.
                        • Gość: leo Re: wolność rządzi IP: *.datastar.pl 31.07.02, 13:45
                          default napisała:

                          > Wszystko to racja, co piszesz Buzz, ale jako wieloletnia "konkubina"
                          > zakwestionuję takie bezwzględne utożsamianie decyzji o małżeństwie z
                          > odpowiedzialnością i dojrzałością. Moim zdaniem Leo wykazuje właśnie
                          > dojrzałość, jeśli nie bierze ślubu gdy nie jest pewien czy to "zakochanie", czy
                          >
                          > prawdziwa miłość. Mój były mąż bardzo chętnie się ze mną ożenił i co z tego?
                          > Odpowiedzialności za rodzinę to u niego nie było wcale. Natomiast z
                          > moim "konkubentem" czuję się tak bezpiecznie jak legalna żona
                          > najodpowiedzialniejszego faceta. Jemu nie jest potrzebny zapis na papierze, że
                          > ma o nas dbać (o mnie i moją córkę - o którą w zasadzie powinien dbać także jej
                          >
                          > tatuś, a tego nie robi) - on to po prostu robi, to dla niego naturalne, skoro
                          > nas kocha.
                          Nareszcie jakiś pozytywny przykład!!! Wielkie dzięki.

                          A co do mnie to wygląda to nastepująco: nawet gdybym miał 100% pewność co do moich uczuć oraz tego że jestem
                          z właściwą osobą, nie zdecydowałbym się na ślub. Już to pisałem ale powtórze - skoro wolny związek funkcjonuje
                          dobrze to po co go zmieniać (usprawniać/ulepszać wg niektórych). Jest mi z tym dobrze i zostanę przy tym co mam.
                          Zwłaszcza, że nawet zwolennicy małżeństwa (vide posty Livera) twierdzą, że jest to ryzyko!!!
                          • b.u.zz Re: wolność rządzi 31.07.02, 13:55
                            to teraz wy mnie nie rozumiecie.
                            jasne, ze malzenstwo moze sie rozpasc. tzw. papier nie daje na nic gwarancji.
                            ale chodzi o to, ze w istote mazlenstwa wpisana jest trwalosc. a konkubinatu -
                            nie.
                            wydaje mi sie takze, ze rozbieznosc naszych sadow wynika po czesci z roznych
                            punktow wyjscia. otoz dla mnie malzenstwo to przede wszystkim uroczysta
                            przysiega w obliczu Boga. papier jest tylko i wylacznie zablakanym elementem
                            naszego, materialnego swiata w swiecie idei. rozumiem, ze dla osob
                            niewierzacych ten aspekt odpada.
                            idea slubu cywilnego - tak by mi sie wydawalo - jest proba przelozenia
                            elementow religijnych na jezyk panstwa swieckiego. automatycznie oznacza to
                            zubozenie pojecia i zarazem nadanie mu nowych znaczen.
                            z tych powodow trudno mi w sumie dyskutowac nt. slubow wylacznie cywilnych.
                            maja one naturalnie mocne umocowanie w tradycji i - najprawdopodobniej -
                            naturze czlowieka, ale brak im tego, co dla mnie najwazniejsze.

                            pozdrawiam
                            b.
                            • Gość: BD Re: wolność rządzi IP: 195.136.251.* 31.07.02, 15:57
                              Witam,

                              b.u.zz napisał:

                              > wydaje mi sie takze, ze rozbieznosc naszych sadow wynika po czesci z roznych
                              > punktow wyjscia. otoz dla mnie malzenstwo to przede wszystkim uroczysta
                              > przysiega w obliczu Boga.

                              Warto zaznaczyć, że traktowanie małżeństwa jako sakramentu oznacza, że jest ono
                              obdarzane specjalnymi łaskami od Boga. Nie chodzi więc tylko o przysięgę, ale o
                              zapewnienie związkowi takiej opieki.

                              > naszego, materialnego swiata w swiecie idei. rozumiem, ze dla osob
                              > niewierzacych ten aspekt odpada. idea slubu cywilnego - tak by mi sie
                              > wydawalo - jest proba przelozenia elementow religijnych na jezyk panstwa
                              > swieckiego.

                              W cywilnym zasadniczo chodzi o co innego - np. interes społeczeństwa jako
                              takiego, zabezpieczenie interesu dzieci itp. Tu ślub ma wymiar mocno
                              pragmatyczny, przy czym ważny jest nie tylko akt ślubu, ale też chroniące
                              go "bariery wyjścia" np. na ile trudne są rozwody.

                              Z punktu widzenia teoriodecyzyjnego ślub to klasyczny tzw. precommitment (brak
                              ładnego polskiego odpowiednika na to słówko). Zabezpieczamy się przed zmianą
                              preferencji w przyszłości - i to samo w sobie może umocnić związek.

                              Konkubinat jest pod tym względem ułomny. Domaganie się dla konkubinatu takich
                              samych praw jak dla małżeństwa jest nielogiczne, ponieważ brakuje tu symetrii
                              prawa-obowiązki. Fakt, że małżeństwa mają zyski podatkowe, to premia państwa za
                              wymuszoną prawnie, społecznie użyteczną stabilność związku.

                              pozdrawiam,

                              BD
                              • Gość: aTomi Re: wolność rządzi IP: *.BPTNet.PL / 195.136.252.* 02.08.02, 12:57
                                Gość portalu: BD napisał(a):

                                > Fakt, że małżeństwa mają zyski podatkowe, to premia państwa za
                                >
                                > wymuszoną prawnie, społecznie użyteczną stabilność związku.
                                >

                                i tu nie do końca prawda.....
                                bo co jest tańsze rozliczanie się jako samotna matka i ojciec
                                czy wspólnota małżeńska
                                a co z ulgami budowlanymi, remontowymi etc....

                                tu jakoś od wielu lat tendencja jest zupełnie odwrtona

                                oczywiście była jedynie słuszna inicjastywa rządu prawicowego
                                podkreślająca rolę w naszym Państwie jako elementu
                                stabilizującego (chyba w biedzie, najczęściej i w największym
                                stopniu podległej wpływom Kośćioła) wielodzietność.
                                (w/w Dodatek też nie zachowywła żadnych proporcji, bo
                                przysługiwał wszystkim wielodzietnym, bez względu na zamożność a
                                miał niby zniwelować różnice - była to jawna pochwała
                                polityczna "kiełbaso-wyborcza" modelu życia - jedynego
                                słusznego - katolickiego).

                                Jeżeli o to chodzi w prawie to brawo.

                      • Gość: aTomi Re: wolność rządzi IP: *.BPTNet.PL / 195.136.252.* 02.08.02, 12:48
                        Czyżbyś znał,jedną ogólną uniwerslaną i niepodważąlną definicję
                        miłośći????
                        chętnie bym jej wysłuchał....


                        • Gość: wiktotia-wiki@wp.p Re: wolność rządzi IP: *.zuromin.sdi.tpnet.pl 14.08.02, 15:23
                          "miłość to życie!"
              • Gość: moboj Re: wolność rządzi IP: *.magma-net.pl 12.10.02, 23:38
                Gość portalu: Liver napisał(a):

                > Dobra, szanuję Twój wybór ale nie rozumiem takiego podejścia do życia.
                > Jeżeli się kochacie, to co zmieni zalegalizowanie takiego związku.
                > Moim zdaniem, boicie się podjąć taką decyzję.
                > Bez urazy.
                a nie przyszło ci do głowy, ze moga sie tez zdarzyc ludzie, ktorym po prostu
                malzenstwo zle sie kojarzy? w mojej rodzinie wszystkie malzenstwa - jakies 7
                lub 8 - skonczyly sie rozwodami. ja nie zamierzam wychodzic za maz, bo po
                prostu sie boje. jakos nie chce powielac rodzinnej tradycji.
          • Gość: van_der_rob Re: ha ha ha, hi hi hi IP: 62.233.167.* 02.08.02, 18:31
            Gość portalu: Liver napisał(a):

            > Masz rację.
            > Oni sami nie wiedzą czego chcą. Są niedojrzali do samodzielnego życia wraz z
            > partnerem. Przeraża ich samo słowo małżeństwo albo są za leniwi by
            pozałatwiać
            > odpowiednie formalności.
            > Dla mnie wolny związek, konkubinat to pójście na łatwiznę.
            > I dlaczego mam zaraz być nieszczęśliwy po zawarciu małżeństwa ????
            > To jakaś totalna bzdura powielana przez tzw. "wyzwolone dzieci".
            > Dzieci, bo jeszcze nie dorośli uczuciowo i emocjonalnie do małżeństw.


            To właśnie małżeństwo jest pójściem na łatwiznę jak to nazywasz:

            a) Bo wszyscy tak robią - nie trzeba się "wychylać"
            b) Zapewnia PEWNOSĆ że druga osoba "...Cię nie opuści aż do śmierci" - czyli
            starość też już mamy z głowy!
            c) Dodatkowo pozwala "wystartować" w życiu - w środowiskach małomiasteczkowych
            małżonkowie dostają całkiem niezłe kwoty po weselu. W wolnym związku ludzie
            dochodzą do tego sami.

            Co do dorosłości emocjonalnej - to nie jest żaden argument - bowiem po obu
            stronach barykady znajdują się ludzie kompletnie niedojrzali do związków (czy
            to małżeństwa czy "wolnego" związku. Z dwojga złego wolę jednak
            niedojrzałą "wolną" parę niż ludzi młodych którzy są ze sobą bo "wpadli" i tak
            wypadało!

            Jeśli chcesz więcej argumentów - proszę napisz:
            van_der_rob@poczta.onet.pl

          • Gość: ankka25 Re: ha ha ha, hi hi hi IP: *.zgora.dialog.net.pl 03.08.02, 19:10
            nie uwazam sie za dziecko,wrecz przeciwnie, a jestem stanowczo
            przeciwna zawieraniu malzenstw przez osoby ponizej20r.z..
            sama zyje w wolnym zwiazku, co nie ma zwiazku z lenistwem,bo do
            tychze osob nie naleze, jestem osoba wyksztalcona i znającą swą
            wartosc. sic!
            -dlaczego wol. zwiazek? poniewaz dzis mozna wybierac, a ja nie
            czuje sie gorsza od mojej rowiesniczki, np. w niemczech, ktora
            od dawna ma to prawo wyboru...
            pozdrawiam
        • Gość: leo Re: konkubinaty IP: *.datastar.pl 31.07.02, 11:03
          b.u.zz napisał:

          > ha ha ha
          > malzenstwo to papierek, a wolny zwiazek - wolnosc i milosc??
          > jeszcze raz ha ha ha
          > niech mi tylko ktos wyjasni, czemu teraz zaczyna sie kampania o legalizacje
          > konkubinatow?!
          > czy wy sami wiecie czego chcecie?
          > to byly pytania. ciekawi mnie, czy bedzie odpowiedz.
          > pozdrawiam
          > b.
          >
          Przy takim uproszczeniu jakie zastosowałeś to rzeczywiście jest kupa śmiechu!

          Może jest to kwestia nastawienia do tematu, ale wszyscy zwolennicy wolnych związków (włączając mnie)
          powiedzą ci, że znają dużo więcej szczęślicwych par bez papieru (tudzież sakramentu) niż tych, którzy wstąpili w
          związki małżeńsie. Nasz doświadczenia to potwierdzają. Do tego dochodzi niechęć do długofalowych zobowiązań,
          koszty, etc.
          Dla osób, które są przekonane o wyższości wolnych związków nad zalegalizowanymi, sama świadmość, iż są w tej
          lepszej sytuacji pozwala na realizację udanego związku. Taka samospełniająca się przepowiednia. Dochodzą do tego
          czysto psychologiczne aspekty - np. podświadoma niechęć do nazywania związku małżeństwem ze względu na złe
          skojarzenia. O tym wszytskim możesz sobie poczytać gdzie indziej.

          Co do logalizacji konkubinatu, to sądze że wynika to z chęci posiadania pewnych przywilejów wynikających z
          formalizacji związku, może potrzeba pewnej stałości, gwarancji na wypadek rozstania albo śmierci. Nie będę się
          szeroko wypowiadał na ten temat, bo sobiście nie mam motywacji i nie zamierzam skorzystać z tego rozwiązania
          (jeśli zostanie wprowadzone w życie).
          • Gość: Liver Re: konkubinaty IP: 157.25.84.* 31.07.02, 11:21
            „Może jest to kwestia nastawienia do tematu, ale wszyscy zwolennicy wolnych
            związków (włączając mnie) powiedzą ci, że znają dużo więcej szczęślicwych par
            bez papieru (tudzież sakramentu) niż tych, którzy wstąpili w związki małżeńsie.”

            Znam małżeństwa i przede wszystkim małżeństwa, które są szczęśliwe i nie
            wyobrażają sobie życia bez legalizacji.

            „Co do logalizacji konkubinatu, to sądze że wynika to z chęci posiadania
            pewnych przywilejów wynikających z formalizacji związku, może potrzeba pewnej
            stałości, gwarancji na wypadek rozstania albo śmierci. „

            No, teraz mnie rozśmieszyłeś do łez. Po to właśnie jest m.in. zawarcie
            małżeństwa aby było zalegalizowane zarówno w sferze religijnej jak i prawnej.

            NIE. Twoje racje absolutnie nie trafiają do mnie.
            • Gość: leo Re: konkubinaty IP: *.datastar.pl 31.07.02, 12:20
              Gość portalu: Liver napisał(a):

              > �Może jest to kwestia nastawienia do tematu, ale wszyscy zwolennicy wolny
              > ch
              > związków (włączając mnie) powiedzą ci, że znają dużo więcej szczęślicwych par
              > bez papieru (tudzież sakramentu) niż tych, którzy wstąpili w związki małżeńsie.
              > �
              >
              > Znam małżeństwa i przede wszystkim małżeństwa, które są szczęśliwe i nie
              > wyobrażają sobie życia bez legalizacji.

              Jest to kwestia osobistych doświadczeń i obserwacji -> nie podlega dyskusji

              >
              > �Co do logalizacji konkubinatu, to sądze że wynika to z chęci posiadania
              > pewnych przywilejów wynikających z formalizacji związku, może potrzeba pewnej
              > stałości, gwarancji na wypadek rozstania albo śmierci. �
              >
              > No, teraz mnie rozśmieszyłeś do łez. Po to właśnie jest m.in. zawarcie
              > małżeństwa aby było zalegalizowane zarówno w sferze religijnej jak i prawnej.

              Mówiłem, że tylko domyślam się przyczyn. Dla mnie legalizacja wolnego związku to .... koniec wolnego związku.
              Osobiście nie skorzystam. Są inne sposoby zagwarantowania kulturalnych rozstań czy postępowania na wypadek
              nieszczęsliwego wypadku.

              >
              > NIE. Twoje racje absolutnie nie trafiają do mnie.

              Ty nie masz sie ze mną zgadzać. Tym masz mnie zrozumieć!
          • default Re: konkubinaty 31.07.02, 11:32
            Jakoś mi nie pasuje ani to, co piszą przeciwnicy konkubinatu, jak i to co im
            odpowiadają zwolennicy. Różnie to przecież bywa i niekoniecznie ci, co żyją w
            wolnym związku "idą na łatwiznę" i są "nie dość dorośli uczuciowo i
            emecjonalnie do małżeństwa". Czy to znaczy, że wstąpienie w związek małżeński
            jest potwierdzeniem osiągnięcia takiej dojrzałości? Patrząc na wiele małżeństw,
            jakoś nie wydaje mi się.
            Jednocześnie nie podoba mi się stwierdzenie Leo, że pozostawanie w wolnym
            związku to wyraz "niechęci do długofalowych zobowiązań". Wcale tak nie musi
            być. Przecież ludzie odpowiedzialni i kochający się podejmują takie
            zobowiązania wobec siebie - niezależnie od tego, czy mają na to "papierek" czy
            nie.
            I tu kwestia - o jaki wolny związek chodzi. Czy takie sobie po prostu
            pomieszkiwanie razem, czy autentyczny "związek" - czyli wzajemna miłość,
            odpowiedzialność za drugą osobę, wspólnota taka, jak w małżeństwie. Jak ktoś
            już tu zauważył, wszystko zależy od partnerów - jak ktoś jest świnią, to
            papierek na to nie pomoże. Człowiek na poziomie - nawet w wypadku rozstania -
            nie zostawi partnera "goło i boso", chociażby wspólność ich majątku była
            jedynie ich ustną umową.
            Fakt, że zapotrzebowanie na regulacje prawne wzrasta z wiekiem. Zaczyna się
            myśleć o tym, że nie jesteśmy wieczni....No i pojawia się potrzeba
            przypieczętowania takiego "wolnego małżeństwa" formalnym papierem. Ale wtedy to
            ma rzeczywiście tylko formalne znaczenie...Bo te lata razem już zrobiły nas
            prawdziwym małżeństwem.
            • Gość: Liver Re: konkubinaty IP: 157.25.84.* 31.07.02, 11:42
              „Różnie to przecież bywa i niekoniecznie ci, co żyją w
              wolnym związku "idą na łatwiznę" i są "nie dość dorośli uczuciowo i
              emecjonalnie do małżeństwa".

              Co to znaczy różnie bywa ???
              Jesteście parą, kochacie się i chcecie się pobrać czyli zalegalizować wasz
              związek.
              W czym tu problem ???
              Przepraszam, ale obracam się w środowisku dla którego nie jest to żaden problem
              a wręcz przeciwnie, wielka radość : zaręczyny, przygotowania, ślub, wesele,
              prezenty, podróż poślubna. Czy to nie wspaniałe ???
              A póżniej wspólne życie ( najlepiej z dala od rodziców ), wspólne problemy i
              radości i dzieci.
              W czym tu problem ???
              • default Re: konkubinaty 31.07.02, 12:02
                Gość portalu: Liver napisał(a):

                > „Różnie to przecież bywa i niekoniecznie ci, co żyją w
                > wolnym związku "idą na łatwiznę" i są "nie dość dorośli uczuciowo i
                > emecjonalnie do małżeństwa".
                >
                > Co to znaczy różnie bywa ???
                > Jesteście parą, kochacie się i chcecie się pobrać czyli zalegalizować wasz
                > związek.
                > W czym tu problem ???

                Różnie, bo czasem nie można od razu wziąć ślubu - w naszym przypadku trochę
                czekaliśmy na mój i jego rozwód. A potem było nam dobrze, tak jak było, jednak
                jakieś tam złe skojarzenia pozostały po nieudanych związkach, nie bardzo
                mieliśmy ochotę z "jeszcze ciepłym" orzeczeniem rozwodowym pędzić do USC. I nie
                miało to nic wspólnego z brakiem wiary w powodzenie naszego związku, raczej z
                chęcią pokierowania nim inaczej niż to było w naszych poprzednich małżeństwach.

                > Przepraszam, ale obracam się w środowisku dla którego nie jest to żaden
                problem
                > a wręcz przeciwnie, wielka radość : zaręczyny, przygotowania, ślub, wesele,
                > prezenty, podróż poślubna. Czy to nie wspaniałe ???

                Owszem, wspaniałe, pewnie niedługo nas to czeka, ale najpierw budowaliśmy dom i
                nie było nas stać na wesele.

                > A póżniej wspólne życie ( najlepiej z dala od rodziców ), wspólne problemy i
                > radości i dzieci.

                Wspólne życie i wspólne problemy to my mamy już od 14 lat, a dzieci wspólnych
                niestety nie mamy i już nie będziemy mieli - też niezależnie od papierka.
                Tak więc widzisz - różnie to bywa.
                • Gość: Liver Re: konkubinaty IP: 157.25.84.* 31.07.02, 12:17
                  No fakt. Nie wziąłem pod uwagę związków porozwodowych.
                  Ale to specyficzna sytuacja tzn. Jesteście oboje zrażeni do
                  instytucji zwanej małżeństwem. Nie chcecie popełnić podobnych błędów itp.

                  Sam zresztą napisałeś : „...jednak jakieś tam złe skojarzenia pozostały po
                  nieudanych związkach, nie bardzo mieliśmy ochotę z "jeszcze ciepłym"
                  orzeczeniem rozwodowym pędzić do USC...” i „...raczej z chęcią
                  pokierowania nim inaczej niż to było w naszych poprzednich małżeństwach.”

                  Mnie jednak chodziło o kawalerkę, która od razu decyduje się na wolne związki.


                  • default Re: konkubinaty 31.07.02, 12:38
                    Tak, tu się zgodzę - kiedy młodzi ludzie od razu decydują, że nie biorą ślubu,
                    to rzeczywiście może świadczyć o ich niedojrzałości do małżeństwa i "niechęci
                    do długofalowych zobowiązań". Dla mnie akurat "wolny związek" kojarzy się
                    głownie z parami takimi jak my - "mężczyzna z przeszłością, kobieta po
                    przejściach". Ale już i na nas przyszła pora - zdecydowaliśmy się
                    na "papierek", chociaż i tak czujemy się małżeńswtem i tak nas wszyscy od lat
                    traktują. Oprócz urzędów wszelkich, rzecz jasna.
          • b.u.zz Re: konkubinaty 31.07.02, 11:38
            Gość portalu: leo napisał(a):

            > Do tego dochodzi niechęć
            > do długofalowych zobowiązań,
            > koszty, etc.

            gratuluje podejscia przy tworzeniu zwiazku.
            dodatkowo, wlasnie sam zdefiniowales roznice miedzy konkubinatem a malzenstwem:
            zalozenie dotyczace dlugosci zwiazku. to naturalne, ze jak sie nie chce byc ze
            soba zawsze, to sie nie bierze slubu. ale przez to nie ma sensu porownywac obu
            sytuacji: jedna jest tymczasowa, druga - na stale.

            > Dla osób, które są przekonane o wyższości wolnych związków nad
            zalegalizowanymi
            > , sama świadmość, iż są w tej
            > lepszej sytuacji pozwala na realizację udanego związku. Taka samospełniająca
            si
            > ę przepowiednia.

            rozumiem, ze ww. sytuacja jest przeciwienstwem slubu, do ktorego zainteresowani
            podchodza ze swiadomoscia jego nizszosci wobec wolnego zwiazku. i dlatego nic
            nie wychodzi i to jest samospelniajaca sie przepowiednia.
            wolne zarty, a nie wolny zwiazek.


            Dochodzą do tego
            > czysto psychologiczne aspekty - np. podświadoma niechęć do nazywania związku
            ma
            > łżeństwem ze względu na złe
            > skojarzenia.

            jakie znowu zle skojarzenia?!

            > O tym wszytskim możesz sobie poczytać gdzie indziej.

            dziekuje, juz sie naczytalem.

            >
            > Co do logalizacji konkubinatu, to sądze że wynika to z chęci posiadania
            pewnych
            > przywilejów wynikających z
            > formalizacji związku, może potrzeba pewnej stałości, gwarancji na wypadek
            rozst
            > ania albo śmierci.

            tyle to ja sie domyslilem, ze chodzi o przywileje. tylko czym sie wtedy rozni
            konkubinat od malzenstwa?!

            pozdrawiam
            b.
            • Gość: inka_d Re: konkubinaty IP: *.poznan.dialup.inetia.pl 31.07.02, 12:27
              Jesli ktos boi sie ze mna mowic o formalizacji, to chyba sam nie jest pewien
              swoich uczuc. Formalizacja nie zabija milosci.
              Oczywiscie mozna zyc bez malzenstwa, sama tak zylam najpierw 5 lat potem 8. Ale
              teraz wychodze za maz i bardzo sie z tego ciesze i nie boje sie "formalizacji".
              Tak naprawde nie rozwod jest problemem jak niektorzy mowia, tylko sam rozpad
              zwiazku, tragedia dzieci. Wiec tlumczenie, ze "nie zenimy sie bo potem jest
              latwiej sie rozstac" jest bzdura dla mnie.
              Gdyby mezczyzna bedacy ze mna, nie mowil o malzenstwie to byloby to dla mnie
              jednoznaczne z tym, ze nie jest pewien czy mnie kocha. Bo co to za milosc gdy
              sie mowi "ze kocha sie na razie".
              Niech kto chce zyje w konkubinacie, sama tak zylam, ale smieszna rzecza jest
              mowienie o legalizacji. Legalizacja jest dla mnie jednoznaczna ze slubem.
              Legalizacja konkubinatu to jak "kolonijny slub". :)
              Skoro ktos by chcial zalegalizowac konkubinat, to czym to by sie roznilo od
              malzenstwa???
              • Gość: ankka Re: konkubinaty IP: *.zgora.dialog.net.pl 03.08.02, 19:12
                prosta odp. :skoro w niemczech jest taka mozliwosc- rowniez
                pragne miec do niej prawo, dlaczego nie, jestem gorsza od
                niemek???!!!
            • Gość: leo Re: konkubinaty IP: *.datastar.pl 31.07.02, 12:30
              b.u.zz napisał:

              > Gość portalu: leo napisał(a):
              >
              > > Do tego dochodzi niechęć
              > > do długofalowych zobowiązań,
              > > koszty, etc.
              >
              > gratuluje podejscia przy tworzeniu zwiazku.
              > dodatkowo, wlasnie sam zdefiniowales roznice miedzy konkubinatem a malzenstwem:

              Już pisałem - ja podchodzę do tego praktycznie. To że kogoś kocham nie oznacza że mam wyłączone logiczne
              myślenie!

              >
              > zalozenie dotyczace dlugosci zwiazku. to naturalne, ze jak sie nie chce byc ze
              > soba zawsze, to sie nie bierze slubu. ale przez to nie ma sensu porownywac obu
              > sytuacji: jedna jest tymczasowa, druga - na stale.

              Niekoniecznie. Część wolnych zwązków trwa b.długo, część małżeństw się rozwodzi. Nie prostych zależności
              -
              • agniecha3 Re: konkubinaty 31.07.02, 12:36
                ciekawi mnie, jak do tego podchodzi Twoja ukochana.
                Jesli podziela (szczerze) Twoje stanowisko, to ja nie widze problemu. Ale jesli
                tylko sie na taki uklad rzeczy zgadza, bo Ty nie chcesz inaczej, to w imie
                swoich pogladow sprawiasz jej POTWORNY bol i zawod.
                • inka_d Re: konkubinaty 31.07.02, 12:40
                  I niestety czesto jest tak jak piszesz. Jedna ze stron od razu narzuca,
                  ze "slubu nie bedzie" wiec druga strona by kontynuowac ten zwiazek rowniez
                  przyjmuje taka postawe :)
                  Nie uogolniam, lecz czesto widze takie sytuacje wsrod znajomych. Bo on czy ona
                  zawiedzeni po poprzednich zwiazkach. Tak jakby tak naprawde ten papierek cos
                  zmienial.
                • Gość: leo Re: konkubinaty IP: *.datastar.pl 31.07.02, 12:56
                  agniecha3 napisała:

                  > ciekawi mnie, jak do tego podchodzi Twoja ukochana.
                  > Jesli podziela (szczerze) Twoje stanowisko, to ja nie widze problemu. Ale jesli
                  >
                  > tylko sie na taki uklad rzeczy zgadza, bo Ty nie chcesz inaczej, to w imie
                  > swoich pogladow sprawiasz jej POTWORNY bol i zawod.

                  Mogę sądzić tylko po tym co mi mówi - oczywiście może z jakiś powodów kłamać.
                  Zgadza się ze mną i są to nasze WSPÓLNE poglądy. Dodatkowo, przedstawiwliśmy sobie nasze poglądy na ten temat
                  długo przed wspólnym zamieszkaniem i robienie poważnych planów. Układ jest jasny i obecnie obydwie strony są z
                  niego zadowolone.

                  Wiem, że są takie pary, w której tylko jeden partner nie ma ochoty. A do ślubu to jednak trzeba zgody obojga i jest
                  problem.
                  • mirabell Re: konkubinaty 31.07.02, 13:52
                    Gość portalu: leo napisał(a):

                    >
                    > Wiem, że są takie pary, w której tylko jeden partner nie ma ochoty. A do
                    ślubu
                    > to jednak trzeba zgody obojga i jest
                    > problem.

                    I tu lezy pies pogrzebany. Wedlug mnie konkubinaty kawalerow i panien
                    spowodowane sa niechecia jednaj ze stron do wiazania sie na stale. Bo jeszcze
                    nie jest on/ona pewna, czy to naprawde to, czy nie. Moze trafi sie cos
                    lepszego? To po co brac na siebie te wszystkie zobowiazania? Wiekszosc kobiet
                    pragnie stabilizacji, chociazby z powodu przyszlych dzieci. I jak sie dziecko
                    przydarzy to bedziecie jednak biec sie zalegalizowac na gwalt w urzedzie? Juz
                    nie mowie o slubie koscielnym...

                    • Gość: leo Re: konkubinaty IP: *.datastar.pl 31.07.02, 14:06
                      mirabell napisała:

                      > Gość portalu: leo napisał(a):
                      >
                      > >
                      > > Wiem, że są takie pary, w której tylko jeden partner nie ma ochoty. A do
                      > ślubu
                      > > to jednak trzeba zgody obojga i jest
                      > > problem.
                      >
                      > I tu lezy pies pogrzebany. Wedlug mnie konkubinaty kawalerow i panien
                      > spowodowane sa niechecia jednaj ze stron do wiazania sie na stale. Bo jeszcze
                      > nie jest on/ona pewna, czy to naprawde to, czy nie. Moze trafi sie cos
                      > lepszego? To po co brac na siebie te wszystkie zobowiazania? Wiekszosc kobiet
                      > pragnie stabilizacji, chociazby z powodu przyszlych dzieci. I jak sie dziecko
                      > przydarzy to bedziecie jednak biec sie zalegalizowac na gwalt w urzedzie? Juz
                      > nie mowie o slubie koscielnym...
                      >
                      Staram się nie uogólniać i mówić tylko o sobie. Dwa posty które właśnie przeczytałem uświadomiły mi, że są różne
                      dodatkowe powody dla których ludzie decyduja się na taki czy inne rodzaj związku
                      1. Wiara - mnie nie dotyczy, przysięga przed tzw. bogiem zupełnie nic dla mnie nie znaczy (szanuje poglądy tych, dla
                      których jest to ważne)
                      2. Dzieci - mam na nie uczulenie i za żadne skarby bym się nie zdecydował (tak samo jak w przypadku ślubu druga
                      strona jest tego samego zdania)

                      Z powyższych względów oraz powodów opisanych powyżej moja motywacja do ślubu (czy to kościelnego czy
                      cywilnego) jest właściwie zerowa. Co nie znaczy, że inna osoba w takies samej sytuacji postąpi w identyczny
                      sposób.
                      Najwiekszym zagrożeniem moje dobrej obecnej sytacji jest zmiana stanowiska przez partnera, ale już w tej chwili
                      zdaję sobie z tego sprawę więc dokładnie wiem jakie jest ryzyko i konskewencje

                      Trochę to nieskładen, ale odpowiedziałem na kilka postów naraz i, jak sądze, uprzedziłem ewentualne pytania

                      pozdr
                      • Gość: Liver Re: konkubinaty IP: 157.25.84.* 31.07.02, 14:10
                        Ech, facet. Ile Ty masz lat ?
                        • Gość: leo ja? IP: *.datastar.pl 31.07.02, 14:20
                          Gość portalu: Liver napisał(a):

                          > Ech, facet. Ile Ty masz lat ?

                          Najpier pytania o męskość, teraz o wiek. Co to ma wspólnego z wątkiem.
                          Ale OK, nie ma sprawy - jeśli do wytoczenia nowych (mam nadzieje) argumentów potrzebny jest ci mój wiek - 25
                          • Gość: Liver Leo IP: 157.25.84.* 31.07.02, 14:39
                            Nie wiem, ale coś tak podejrzewałem.
                            Miałem nawet napisać, że jeśli nie przekroczyłeś 25 lat to w pewnym sensie bym
                            Cię rozumiał.
                            Wiek, niedojrzałość, najmniejsza linia oporu, niechęć do małżeństwa, no i
                            niechęć do posiadania dzieci.
                            No i jak z takim dyskutować poważnie ?
                            Nie obraź się ale co w tym wieku można wiedzieć o życiu ? Tym poważnym życiu,
                            odpowiedzialnym.
                            Twoje podejście do życia jest jeszcze młodzieńcze.
                            Po za tym, czy mieszkasz ze swoją partnerką w niezależnym mieszkanku ?
                            Utrzymujecie się sami ( bez znaczącej pomocy rodziców ) ?
                            Macie oboje pracę czy może jeszcze się uczycie ?
                            Bo jeśli nie, to to nie jest żaden związek tylko „chodzenie ze sobą”.

                            Jestem w sumie o 10 lat starszy od Ciebie.
                            Na jesieni mamy z żoną wyjechać za granicę na 4 lata na kontrakt.
                            Praca dla dwojga osób, mieszkanie. I myślimy o powiększeniu rodzinki.
                            Jakoś mi się to małżeństwo nie rozpada. Były lepsze i gorsze dni ale
                            jak na razie pchamy razem ten wózek.
                            Życzę Ci podobnych albo i lepszych doświadczeń w związku jaki by nie był.
                            Tylko nie truj już o wyższości konkubinatu nad małżeństwem.

                            • Gość: leo Re: Leo IP: *.datastar.pl 31.07.02, 15:02
                              Gość portalu: Liver napisał(a):

                              > Nie wiem, ale coś tak podejrzewałem.
                              > Miałem nawet napisać, że jeśli nie przekroczyłeś 25 lat to w pewnym sensie bym
                              > Cię rozumiał.
                              > Wiek, niedojrzałość, najmniejsza linia oporu, niechęć do małżeństwa, no i
                              > niechęć do posiadania dzieci.
                              > No i jak z takim dyskutować poważnie ?
                              > Nie obraź się ale co w tym wieku można wiedzieć o życiu ? Tym poważnym życiu,
                              > odpowiedzialnym.
                              > Twoje podejście do życia jest jeszcze młodzieńcze.
                              > Po za tym, czy mieszkasz ze swoją partnerką w niezależnym mieszkanku ?
                              > Utrzymujecie się sami ( bez znaczącej pomocy rodziców ) ?
                              > Macie oboje pracę czy może jeszcze się uczycie ?
                              > Bo jeśli nie, to to nie jest żaden związek tylko �chodzenie ze sobą�
                              > ;.
                              >
                              Zawiodłem się. Takie "argumenty" jak powyżej (młodzieńczeość, brak doświadczeń) nie świadczą za żadnym
                              rozwiązaniem. Próbujesz mnie tylko zdyskredytować jako partnera do dyskusji. Najpier próbowałeś ośmieszcać i
                              przeinaczać moje wypowiedzi (co starałem się prostować). Teraz to jest już osobista wycieczka.

                              No i kolejny kwiatek - nie chce mieć dzieci - nie ma co ze mną rozmawiać. Czy ty jesteś w stanie wyjść poza
                              stereotypy. Wypowiadając się w ten sposób nie tylko sugerujesz że małżeństwo jest lepsze niż inne rozwiązania ale
                              również dajeszdo zrozumienia, że ludzie, którzy decydują się na inne rozwiązania są gorsi ...... cholera, teraz ja
                              zaczynam swobodne interpretacje -> to jest zaraźliwe!!!!

                              Teraz odpowiedzi na twoje pytania: Tak, tak i tak. I co? Dzieki temu moje argmenty zyskły coś na ważności?

                              > Jestem w sumie o 10 lat starszy od Ciebie.
                              > Na jesieni mamy z żoną wyjechać za granicę na 4 lata na kontrakt.
                              > Praca dla dwojga osób, mieszkanie. I myślimy o powiększeniu rodzinki.
                              > Jakoś mi się to małżeństwo nie rozpada. Były lepsze i gorsze dni ale
                              > jak na razie pchamy razem ten wózek.
                              > Życzę Ci podobnych albo i lepszych doświadczeń w związku jaki by nie był.
                              > Tylko nie truj już o wyższości konkubinatu nad małżeństwem.
                              >
                              Po pierwsze nie truje (przynajmniej się staram). Poza tym (pisałem o tym wcześniej) uważam, że jest to dorbre
                              rozwiązanie dla mnie!!! I napisałem też dlaczego (vide: wcześniejsze posty)
                              • b.u.zz Re: Leo 31.07.02, 15:07
                                spokojnie, leo, nie unos sie. liver cie wcale nie obraza, tylko dzieli sie z
                                toba pewnymi spostrzezeniami. tak jak kazdy szesciolatek chce byc strazakiem,
                                kazdy nastolatek sie buntuje, tak trzeba byc w pewnym wieku, zeby dojrzec do
                                decyzji o malzenstwie i dzieciach.
                                pozdrowienia
                                b.
                                • Gość: leo Re: Leo sam przeciw wszytskim :-) IP: *.datastar.pl 31.07.02, 15:29
                                  b.u.zz napisał:

                                  > spokojnie, leo, nie unos sie. liver cie wcale nie obraza, tylko dzieli sie z
                                  > toba pewnymi spostrzezeniami. tak jak kazdy szesciolatek chce byc strazakiem,
                                  > kazdy nastolatek sie buntuje, tak trzeba byc w pewnym wieku, zeby dojrzec do
                                  > decyzji o malzenstwie i dzieciach.
                                  > pozdrowienia
                                  > b.

                                  Nie unosze sie b.u.zz, tylko grzecznie pisze jak z mojego punktu widzenia wygladaja takie wypowiedzi. No comments
                                  A'propos twojego posta - nie wierze w uogólnienia, takie jak te dotyczące poszczgólnych etaów w życiu. Nie wiesz,
                                  bo nie możesz wiedzieć czy jaki est mój wiek "psychiczny". A założenie że 25 to jeszcze za wcześnie jest moco
                                  chybione. Poza tym co się stanie z takimi argumentami, kiedy poprzez mnie ktoś z 40 na karku, kto nigdy nie był w
                                  legalnym związku. On/ona też nie będą dojrzali.
                                  Jak się skonstruje taki argument, że dojrzały jest dopiero ten co się decyduje na mażeństwo to można mieć zawsze
                                  racje! Tylko że z błędnych założeń żadko wychodzą prawdziwe wnioski.

                                  Napisałem już, że moja decyzja jest świadoma, tzn. wynika z pełnego uświadomienia sobie konsekwencji takiego a nie
                                  inego zachowania! Sugerowanie, że nie jestem dojrzały, bo podjąłem inną decyzję niż np. Liver jest trochę obraźliwe,
                                  czy to się komuś podoba czy ie i niezależnie od dobrych chęci (za które serdecznie dziękuje).

                                  Pamiętajcie, że nie macie monopolu na dobre rozwiąznia! Nikt ich nie ma. Każdy szukajak najlepszej drogi dla siebie a
                                  tutaj możemy sobie o tym podyskutwać. Znowu sie powtarzam ale: my się nie musimy zgadzać - my się mamy
                                  rozumieć!

                                  pozdr

                                  • b.u.zz Re: Leo sam przeciw wszytskim :-) 31.07.02, 15:48
                                    uogolnienia to maja do siebie, ze sa ogolne, czyli ze niekoniecznie sprawdzaja
                                    sie w kazdym przypadku.
                                    jesli chodzi o twoj - nie znam cie, wiec jasne jest, ze nie moge niczego
                                    powiedziec napewno. ale - nie obraz sie - twoje argumenty brzmia mi bardzo
                                    stereotypowo. co wiecej, brzmia tak, jak bys raczej samego siebie przekonywal,
                                    niz rozmowcow. to "przemyslalem", "wiem czego chce", "na pewno nie chce dzieci"
                                    itd.itp.
                                    to po pierwsze, a po drugie: widzialem cie tez na innych watkach, w ktorych bez
                                    specjalnego uzasadnienia nawolujesz do zycia w konkubinacie, krytykujac
                                    malzenstwo. masz naturalnie do tego prawo, ale dorosle sie to nie wydaje.
                                    pozdrawiam
                                    b.
                                    • Gość: leo Re: Leo sam przeciw wszytskim :-) IP: *.datastar.pl 31.07.02, 16:18
                                      b.u.zz napisał:

                                      > uogolnienia to maja do siebie, ze sa ogolne, czyli ze niekoniecznie sprawdzaja
                                      > sie w kazdym przypadku.
                                      > jesli chodzi o twoj - nie znam cie, wiec jasne jest, ze nie moge niczego
                                      > powiedziec napewno. ale - nie obraz sie - twoje argumenty brzmia mi bardzo
                                      > stereotypowo. co wiecej, brzmia tak, jak bys raczej samego siebie przekonywal,
                                      > niz rozmowcow. to "przemyslalem", "wiem czego chce", "na pewno nie chce dzieci"
                                      >
                                      > itd.itp.

                                      taki mam sposób wyrażania swoich poglądów.

                                      > to po pierwsze, a po drugie: widzialem cie tez na innych watkach, w ktorych bez
                                      >
                                      > specjalnego uzasadnienia nawolujesz do zycia w konkubinacie, krytykujac
                                      > malzenstwo. masz naturalnie do tego prawo, ale dorosle sie to nie wydaje.
                                      > pozdrawiam
                                      > b.

                                      Byłem przekonany, że jestem konsekwentny. I jestem, również w dyskusji na ten temat. Zdaje się, że trafiłeś na moje
                                      przepychanki słowne z Liverem, w których próbowaliśmy sobie udowodnić jak bardzo można przeinaczyć czyjeś
                                      wypowiedzi.

                                      I jeszcze jedno - ogólnie - nie mam ambicji nikomu tutaj udowadniać, że jestem dojrzały, dorosły etc. Jest to poprostu
                                      coś, czego nie jesteście w stanie ocenić. Prawdopodobnie nawet ja nie jestem w stanie tego sensownie zrobić. Tak
                                      więc łaskawie zejdzcie ze mnie i zajmijcie się argumentacją

                                      >
                                      >
                              • Gość: Liver Re: Leo IP: 157.25.84.* 31.07.02, 15:17
                                Ojej, żadne osobiste wycieczki tylko co mam sądzić o młodym facecie,
                                dla którego małżeństwo samo w sobie jest be, że od dzieci go odrzuca,
                                że wolne związki ( nie mylić z NSZZ :)))) są lepsze itp.

                                „Wypowiadając się w ten sposób nie tylko sugerujesz że małżeństwo jest lepsze
                                niż inne rozwiązania ale również dajeszdo zrozumienia, że ludzie, którzy
                                decydują się na inne rozwiązania są gorsi”

                                Nie gorsi, napisałem już gdzieś, że nie rozumiem takich ludzi.
                                Zresztą nie tylko ja.
                                Uważam, że są niedojrzali do roli współmałżonka i już.

                                „Po pierwsze nie truje (przynajmniej się staram). Poza tym (pisałem o tym
                                wcześniej) uważam, że jest to dorbre rozwiązanie dla mnie!!! I napisałem też
                                dlaczego (vide: wcześniejsze posty)”

                                Ale, ale. Napisałeś też dlaczego jest to dla Ciebie dobre rozwiązanie i to
                                właśnie potwierdza
                                moją opinię ( patrz wyżej ).
                                Idziesz po najmniejszej linii oporu i to jest właśnie dla mnie niedojrzałość,
                                może nawet więcej, brak, powiedzmy, męskości czy może raczej męskiej
                                odpowiedzialności.
                                Bez urazy, tak to widzę.
                                Obawiasz się małżeństwa, formalności, papierków i zobowiązań.
                                Ale, jak sugerowałem, może to być związane z Twoim wiekiem. Poczekaj do 30-stki.

                                • Gość: Kim Re: Leo IP: 213.77.91.* 31.07.02, 15:22

                                  >
                                  > Nie gorsi, napisałem już gdzieś, że nie rozumiem takich ludzi.
                                  > Zresztą nie tylko ja.
                                  > Uważam, że są niedojrzali do roli współmałżonka i już.
                                  Wybacz dociekliwość, ale skoro nie rozumiesz takich ludzi, to dlaczego ich
                                  oceniasz?? Skąd wiesz, jakie motywy nimi kierują?
                                • Gość: leo Re: Leo IP: *.datastar.pl 31.07.02, 15:39
                                  Gość portalu: Liver napisał(a):

                                  > Ojej, żadne osobiste wycieczki tylko co mam sądzić o młodym facecie,
                                  > dla którego małżeństwo samo w sobie jest be, że od dzieci go odrzuca,
                                  > że wolne związki ( nie mylić z NSZZ :)))) są lepsze itp.

                                  np. że doszedł do innych wniosków niż ty co nie znaczy że jest w błedzie


                                  > �Wypowiadając się w ten sposób nie tylko sugerujesz że małżeństwo jest le
                                  > psze
                                  > niż inne rozwiązania ale również dajeszdo zrozumienia, że ludzie, którzy
                                  > decydują się na inne rozwiązania są gorsi�
                                  >
                                  > Nie gorsi, napisałem już gdzieś, że nie rozumiem takich ludzi.
                                  > Zresztą nie tylko ja.
                                  > Uważam, że są niedojrzali do roli współmałżonka i już.

                                  To chyba nie jest przestępstwo. A druga rzecz to fakt, iż niekoniecznie dojrzałość mieży się gotowością do
                                  małżeństwa, prawda?

                                  >
                                  > �Po pierwsze nie truje (przynajmniej się staram). Poza tym (pisałem o tym
                                  >
                                  > wcześniej) uważam, że jest to dorbre rozwiązanie dla mnie!!! I napisałem też
                                  > dlaczego (vide: wcześniejsze posty)�
                                  >
                                  > Ale, ale. Napisałeś też dlaczego jest to dla Ciebie dobre rozwiązanie i to
                                  > właśnie potwierdza
                                  > moją opinię ( patrz wyżej ).
                                  > Idziesz po najmniejszej linii oporu i to jest właśnie dla mnie niedojrzałość,
                                  > może nawet więcej, brak, powiedzmy, męskości czy może raczej męskiej
                                  > odpowiedzialności.
                                  > Bez urazy, tak to widzę.
                                  > Obawiasz się małżeństwa, formalności, papierków i zobowiązań.
                                  > Ale, jak sugerowałem, może to być związane z Twoim wiekiem. Poczekaj do 30-stki

                                  No z tym czekaniem to nie mam innego wyjścia. Pogadamy jak wrócisz z kontraktu!

                                  > .
                                  >
                            • Gość: Kim Re: Leo IP: 213.77.91.* 31.07.02, 15:18
                              Zacznę ostro: to zwykła propaganda...
                              Ale teraz się wytłumaczę:

                              Gość portalu: Liver napisał(a):

                              > Nie wiem, ale coś tak podejrzewałem.
                              > Miałem nawet napisać, że jeśli nie przekroczyłeś 25 lat to w pewnym sensie
                              bym
                              > Cię rozumiał.
                              > Wiek, niedojrzałość, najmniejsza linia oporu, niechęć do małżeństwa, no i
                              > niechęć do posiadania dzieci.

                              co ma wspólnego wiek z niechęcią do małżeństwa i posiadania dzieci?? Mam za
                              sobą małżeństwo, nie bałam się tego, ale życie nauczyło mnie, że udany związek
                              tworzy dwoje ludzi i na nic moja 100% dojrzałość i 200% chęć do małżeństwa,
                              jeśli druga strona tego nie podziela. Po przejściu "przyjemności rozwodu"
                              niestety w główce zapala mi się czerwone światełko. Kocham i jestem kochana,
                              mam nadzieję spędzić z moim ukochanym resztę życia, ale małżeństwo??? I tu
                              właśnie to czerwone światełko - po co mam brać ślub. Ani nie daje mi to
                              poczucia bezpieczeństwa, jak ktoś chce, to może CI powiedzieć z dnia na dzień:
                              żegnaj... Co to zmieni??
                              Jeśli chodzi o chęć posiadania dzieci: to inna sprawa. Nie każdy ma do tego
                              powołanie, są też ludzie, którzy powinni realizować się inaczej.

                              > No i jak z takim dyskutować poważnie ?
                              > Nie obraź się ale co w tym wieku można wiedzieć o życiu ? Tym poważnym życiu,
                              > odpowiedzialnym.
                              > Twoje podejście do życia jest jeszcze młodzieńcze.
                              > Po za tym, czy mieszkasz ze swoją partnerką w niezależnym mieszkanku ?
                              > Utrzymujecie się sami ( bez znaczącej pomocy rodziców ) ?
                              > Macie oboje pracę czy może jeszcze się uczycie ?
                              > Bo jeśli nie, to to nie jest żaden związek tylko „chodzenie ze sobą”
                              > ;.
                              >
                              > Jestem w sumie o 10 lat starszy od Ciebie.
                              > Na jesieni mamy z żoną wyjechać za granicę na 4 lata na kontrakt.
                              > Praca dla dwojga osób, mieszkanie. I myślimy o powiększeniu rodzinki.
                              > Jakoś mi się to małżeństwo nie rozpada. Były lepsze i gorsze dni ale
                              > jak na razie pchamy razem ten wózek.
                              > Życzę Ci podobnych albo i lepszych doświadczeń w związku jaki by nie był.
                              > Tylko nie truj już o wyższości konkubinatu nad małżeństwem.


                              • Gość: Liver Kim IP: 157.25.84.* 31.07.02, 15:22
                                Moją odpowiedź znajdziesz w moim poście z godz. 12.17 do default.
                                Ostra jesteś jak osa :))) Uśmiechnij się.
                                • Gość: Kim Re: Kim IP: 213.77.91.* 31.07.02, 15:26
                                  Nie jestem ostra jak osa (znowu ocena), uśmiecham się, ale takie ocenianie
                                  zwolenników niezalegalizowanych związków jest dla mnie przykre.
                                  Spójrz trochę dalej niż sięga Twój punkt widzenia.
                                  • default Re: Kim 31.07.02, 15:38
                                    Gość portalu: Kim napisał(a):

                                    > Nie jestem ostra jak osa (znowu ocena), uśmiecham się, ale takie ocenianie
                                    > zwolenników niezalegalizowanych związków jest dla mnie przykre.
                                    > Spójrz trochę dalej niż sięga Twój punkt widzenia.

                                    No, jednak trzeba przyznać Liverowi, że nie potępia konkubinatu "w czambuł",
                                    przyznał przecież, że bywają różne sytuacje życiowe. Ale mnie też sprawia
                                    przykrość czytanie wypowiedzi ostro potępiających ludzi tak żyjących. Nie
                                    każdemu udaje się od razu trafić na tę właściwą osobę, nie każdy ma szczęście
                                    wziąć ślub raz na całe życie. Doskonale Cię rozumiem, Kim, nam też nie śpieszno
                                    było do powtarzania czegoś, co już raz się nie udało.
                                    • Gość: leo Re: Kim IP: *.datastar.pl 31.07.02, 15:41
                                      default napisała:

                                      > Gość portalu: Kim napisał(a):
                                      >
                                      > > Nie jestem ostra jak osa (znowu ocena), uśmiecham się, ale takie ocenianie
                                      >
                                      > > zwolenników niezalegalizowanych związków jest dla mnie przykre.
                                      > > Spójrz trochę dalej niż sięga Twój punkt widzenia.
                                      >
                                      > No, jednak trzeba przyznać Liverowi, że nie potępia konkubinatu "w czambuł",
                                      > przyznał przecież, że bywają różne sytuacje życiowe. Ale mnie też sprawia
                                      > przykrość czytanie wypowiedzi ostro potępiających ludzi tak żyjących. Nie
                                      > każdemu udaje się od razu trafić na tę właściwą osobę, nie każdy ma szczęście
                                      > wziąć ślub raz na całe życie. Doskonale Cię rozumiem, Kim, nam też nie śpieszno
                                      >
                                      > było do powtarzania czegoś, co już raz się nie udało.

                                      Widzisz Liver, ucze sie na cudzych błędach.
                                    • Gość: aTomi Re: Kim IP: *.BPTNet.PL / 195.136.252.* 02.08.02, 13:46
                                      Podoba mi się Twój sposób wypowiedzi i podejścia do ludzi..
                                      bez zacietrzewienia.... ze spokojem i na bazie własnych
                                      doświadczeń...
                                      I masz rację nie każdemu się udaje tak odrazu od początku,
                                      naprawdę z różnych powodów...
                                      Wam się w końcu udało i gratuluję...

                                      pozdrawiam

                                      wychodziłem też zawsze z założenia co boskie Bogu co cysorskie
                                      Cysorzowi...
                                      • Gość: aTomi Do default... IP: *.BPTNet.PL / 195.136.252.* 02.08.02, 13:55
                                        Moja wypowiedź z 13:46 była właśnie do Ciebie....
                          • Gość: ankka25 Re: ja? IP: *.zgora.dialog.net.pl 03.08.02, 19:25
                            nie rozsmieszaj mnie,ze 25 lat to pora na malzenstwo. a jestes
                            ustawiony finansowo?jestes za mlody i zbyt niedojrzaly, bo
                            jestes facetem...
        • Gość: aTomi Re: ha ha ha IP: *.BPTNet.PL / 195.136.252.* 02.08.02, 12:38
          Po Twojej wypowiedzi widać, że nie rozumiesz o co w tym
          wszystkim choidzi.

          Legalizacja konkubinbatów (a może doczekamy się innej nazy, bo
          ta odrazu skazuje tego typu realcję na patrzenie na nią jako
          negatywną) ma na celu nie uzyskanie papierka od urzędu (innego
          rodzaju ślubu , bo zapewne o to Ci w Twoim niby szyderczym
          komentarzu chodziło) tylko dostrzeżenie przez prawo, że taki
          związki istnieją i stanowią coraz istotniejszzą częśćnaszego
          życia i to czy to się komuś podoba czy nie. Powodów takiego
          stanu rzeczy zresztą jest wiele, w tym samo prawo. Ostatnio
          właśnie w celu propagandowego zmniejszenia liczby rozwodów (bo
          przecież Polska jest (podobno) krajem katolickim, więc jak to
          jest możlwe żeby było aż tyle rozwodów) utrudniono prawnie
          możliwość uzyskania rozwodu wydłużając stan agonalny zwany
          separacją i czyniąc z niego narzędzie terapeutyczne...
          Nie mówiąc o innych przyczynach jak wzros świadomości i sprzeciw
          wobec utartym, często anachronicznym zwyczajom (np. w przypadku
          jak dziewczyna zajdzie wciążę to koniecznie trzeba się z nią
          żenić - zatruwając sobie życie nawzajem i dziecku dodatkowo,
          zamiast próbując znaleźć rozwiązanie i bardziej humanitarny
          sposób życia)

        • Gość: ANKKA Re: ha ha ha IP: *.zgora.dialog.net.pl 03.08.02, 19:05
          alez oczywiscie,ze tak jest, ze wolny zwiazek wybieram, poniewaz
          jestem wolna i tak po prostu chce.czas komunizmu skonczyl sie
          juz, mamy wybor , jak np. w Niemczech i chce z tego korzystac. w
          czym jestem gorsza od niemki?
          co w tym zlego, skoro mam taka mozliwosc???!!uwazam ponadto,ze
          jestem inteligentniejsza i bardziej oswiecona od wielu osob
          zyjacych w malzenstwie,..
          • Gość: inka_d Re: ha ha ha IP: *.poznan.dialup.inetia.pl 06.08.02, 13:41
            Gość portalu: ANKKA napisaý(a):

            > uwazam ponadto,ze
            > jestem inteligentniejsza i bardziej oswiecona od wielu osob
            > zyjacych w malzenstwie,..

            Tak, nie dosyc ze jestes madrzejsza od wielu osob zyjacych w malzenstwie to tez
            pewnie jestes madrzejsza od wielu osob majacych lat 40, wlosy blon i zielone
            oczy...
            Sorry, ale jakos nie widze sensu w tej wypowiedzi.
            Co ma inteligencja wspolnego z mlazenstwem czy konkubinatem???
            A ja z kolei widze wiele osob z patologicznych srodowisk (alkoholicy,
            narkomani, zlodzieje) ktorzy zyja w konkubinacie...
          • Gość: gość Re: ha ha ha IP: 62.93.65.* 07.08.02, 10:24
            Gość portalu: ANKKA napisał(a):

            > alez oczywiscie,ze tak jest, ze wolny zwiazek wybieram, poniewaz
            > jestem wolna i tak po prostu chce.czas komunizmu skonczyl sie
            > juz, mamy wybor , jak np. w Niemczech i chce z tego korzystac. w
            > czym jestem gorsza od niemki?
            > co w tym zlego, skoro mam taka mozliwosc???!!uwazam ponadto,ze
            > jestem inteligentniejsza i bardziej oswiecona od wielu osob
            > zyjacych w malzenstwie,..

            to po jaką cholerę mieszkasz i żyjesz ciągle w tym kraju?! co kilka postów
            czytam tylko "niemki mogą to i ja tak chcę"!!! no to spadaj do tych niemiec!!!
    • bukowski27 ja mam zamiar brac slub... 31.07.02, 15:57
      miec zone, dzieci, psa...
      • Gość: leo Re: ja mam zamiar brac slub... IP: *.datastar.pl 31.07.02, 16:12
        bukowski27 napisał:

        > miec zone, dzieci, psa...
        Fantastycznie! Gratuluje! A teraz powiedz czemu?
        pozdr
        • bukowski27 leo... 31.07.02, 16:31
          z ironia to sie wstrzynmaj... ok?

          jakiej odpowiedzu oczekujesz??? co to znaczy "czemu"? chcesz zebym ci
          uzasadnil? ja nie potrzebuje tego uzasadniac... i ni echodzi o to ze nie
          potrezbuje tego tobi euzasadniac... ja tego ni epotrezbuje sobi euzasadniac...
          po prostu chce miec zone... chce zeby dzieci mialy mame i tate, ktorzy sa
          malzenstwem... takie jest moje wyobrazenie rodziny... a jak bede mial
          wystarczajaco duzo kasy to kupie sobie bezowe volvo kombi i w najzwyklej
          drobnomieszczanski sposob bede szczesliwy...

          twoje pytanie mozna odwrocic, czemu (skoro takiej formy uzyles/as) mialbym sie
          nie zenic?
          • Gość: leo Re: leo... odpowiada IP: *.datastar.pl 31.07.02, 16:41
            bukowski27 napisał:

            > z ironia to sie wstrzynmaj... ok?
            >
            > jakiej odpowiedzu oczekujesz??? co to znaczy "czemu"? chcesz zebym ci
            > uzasadnil? ja nie potrzebuje tego uzasadniac... i ni echodzi o to ze nie
            > potrezbuje tego tobi euzasadniac... ja tego ni epotrezbuje sobi euzasadniac...
            > po prostu chce miec zone... chce zeby dzieci mialy mame i tate, ktorzy sa
            > malzenstwem... takie jest moje wyobrazenie rodziny... a jak bede mial
            > wystarczajaco duzo kasy to kupie sobie bezowe volvo kombi i w najzwyklej
            > drobnomieszczanski sposob bede szczesliwy...
            >
            > twoje pytanie mozna odwrocic, czemu (skoro takiej formy uzyles/as) mialbym sie
            > nie zenic?

            Dla mnie tak ważna i brzemienna w skutki decyzja musiłaby mieć równie poważne przyczyny. Zadając ci to pytanie
            założyłem (troche nieświadomie) że twoje działania podlegają takiej samej zasadzie i że jeśli ja mam jakieś "powody"
            dla ktrych małżeństwa nie chce, to u ciebie musi być podobnie. Najwyraźniej pomyliłem się. Jeśli dla ciebie taka
            decyzja jest oczywista to nie ma tu przestrzeni dla wymiany poglądów. Mam nadzieje, że nie będzie nam to
            przeszkadzało wzajemnie ich szanować. Z mojej strony możesz na to liczyć.

            Co do twojego pytania to w kontekście I akapitu pozostawie je bez odpowiedzi.
          • Gość: ankka25 Re: leo... IP: *.zgora.dialog.net.pl 03.08.02, 19:13
            dzieci w konkubinacie tez maja mame i tate...
    • Gość: Sony Re: Brać ślub czy nie - fragmenty debaty IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 31.07.02, 16:15
      To pieknie brzmi dzisiaj. A jak pojawia sie dzieci??? Czy nie uwazasz ze
      malzenstwo daje im wieksza szanse na stabilizacje?? Oczywiscie ze slub nie
      moze zastapic milosci i przyjazni, ale co jest zlego w tym aby byla milosc,
      przyjazn i stabilizacja??????
    • Gość: Sony Re: MILOSC, PRZYJAZN I STABILIZACJA!!!!!!! IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 31.07.02, 16:17
      To pieknie brzmi dzisiaj. A jak pojawia sie dzieci??? Czy nie uwazasz ze
      malzenstwo daje im wieksza szanse na stabilizacje?? Oczywiscie ze slub nie
      moze zastapic milosci i przyjazni, ale co jest zlego w tym aby byla milosc,
      przyjazn i stabilizacja??????
      • Gość: leo Re: MILOSC, PRZYJAZN I STABILIZACJA!!!!!!! IP: *.datastar.pl 31.07.02, 16:26
        Gość portalu: Sony napisał(a):

        > To pieknie brzmi dzisiaj. A jak pojawia sie dzieci??? Czy nie uwazasz ze
        > malzenstwo daje im wieksza szanse na stabilizacje?? Oczywiscie ze slub nie
        > moze zastapic milosci i przyjazni, ale co jest zlego w tym aby byla milosc,
        > przyjazn i stabilizacja??????

        Abstrahując chwiliowo od moich poglądów na posiadania dzieci mam taką sugestię, że jesli ktoś nie jest w stanie
        zapewnić stabilności w wolnym związku to ani papier ani sakrament go tego nie nauczy! Co najwyżej będzie miał
        więcej problemów, żeby się z takiego układy wyplątać. Jak będzie podłą świnią (albo gorzej, vide wątek "czy ja się
        czepiam") to żadne formalne układy nie pomogą!

        • Gość: Linn Re: MILOSC, PRZYJAZN I STABILIZACJA!!!!!!! IP: *.dialup.tiscali.it 01.08.02, 09:36
          Samo pojecie "legalizacja konkubinatu" jest dla mnie pozbawione sensu. Czyzby
          konkubinat byl w Polsce nielegalny? Nikt nie puka do drzwi pytajac o swiadectwo
          slubu. Konkubinat jest jedna z form bycia razem dwojga ludzi. Jest wolnym
          wyborem stron. Dlaczego mialby byc ujety przepisami prawa? Tylko dlatego, ze
          niektorzy chcieliby wziac slub, a ich partnerzy / z jakiegokolwiek powodu / nie
          chca tego lub nie moga? Zalozmy, ze tak sie stanie. Ci, ktorzy wybrali te
          droge, z dnia na dzien znalezliby sie w zwiazku prawnym, ktorego przeciez nie
          chcieli / inaczej wzieliby slub /. Co zrobia? Beda wracac do domu nad ranem? A
          moze konkubent bedzie udawal, ze jest elektrykiem i wlasnie cos naprawia? A
          moze pomylil mieszkania? Nie wydaje sie to Wam pozbawione logiki? Jesli ktos
          chce zyc w zwiazku malzenskim, droga znana jest wszystkim. Nawet, jesli juz
          zyje / ale w innym /; sa przeciez rozwody. Wlasnie, jesli ktos pozostaje w
          zwiazku malzenskim, ale faktycznie zyje w innym rownoleglym / zdarza sie /, to
          co? Moze od razu zalegalizowac wielozenstwo; z tym, ze takze wielomezostwo / a
          jakze, rownosc plci musi byc zachowana /. Cala zas dyskusja nad wyzszoscia
          malzenstwa nad konkubinatem / albo odwrotnie / przypomina mi te inna: Boze
          Narodzenie czy Wielkanoc /. Moim zdaniem dazenie do ujecia konkubinatu
          przepisami prawa / tak bede to nazywac / wywodzi sie glownie z dazenia do
          zagwarantowania praw, na pewno nie wziecia na siebie obowiazkow / raczej
          przypisania ich drugiej stronie /. Dyskusja taka ma miejsce takze we Wloszech i
          przyznaje, ze wielokrotnie padaja argumenty godne zastanowienia. Ekstremalnym
          przykladem moze byc fakt, iz osoba bardzo ciezko chora nie moze byc odwiedzana
          w szpitalu przez dlugoletniego konkubenta / glownie dotyczy to tej samej
          plci /, jesli nie godzi sie na to rodzina chorego. Istnieja jednak inne
          przypadki: np. wieloletni konkubent, wlasciciel mieszkania, umiera zostawiajac
          druge osobe na tzw. ulicy. Osoba ta oczywiscie ma pretensje do ustawodawcy, nie
          zastanawiajac sie, ze byc moze milosc nie byla tak wielka, skoro przez wiele
          lat konkubent nie pomyslal o napisaniu testamentu na jej rzecz. Przyklady te sa
          ekstremalne, choc nie takie rzadkie. Na pewno nie chodzi o dobro dzieci, gdyz
          jak wiadomo te naturalne maja identyczne prawa, jak te urodzone w malzenstwie.
          Nie bardzo rozumiem to, co nie ktorzy pisza o wiekszej stabilizacji. Lepiej
          znam rzeczywistosc wloska i tu rozwody wzrosly w ostatnich 5 latach o 40%,
          wiekszosc po 3-5 latach malzenstwa. Podsumowujac, moim zdaniem konkubinat
          moglby byc uregulowany dobrowolna dwustronna umowa notarialna / jesli pewne
          aspekty wspolnego zycia chcemy ustalic /. Przykladowo, koszty rachunkow
          domowych placimy po polowie, smieci wyrzucamy na zmiane, w razie rozstania...
          Oczywiscie, jesli nie ma sie ochoty na cos takiego, jasnym jest fakt, ze nie
          mamy ochoty na branie na siebie obowiazkow i rezygnujemy z praw. Tym bardziej
          nie chcemy brac slubu. To, ze jedna strona skrycie do tego dazy, pozostaje jej
          ryzykiem. Jesli jej to nie odpowiada, na szczescie nie musi brac rozwodu.
          Wlasnie, nalezaloby tez ustalic zasady "konkubenckiego" rozwodu? A co dla tych,
          ktorzy nie chcieliby ani slubu ani konkubinatu? Pozdrowienia dla wszystkich.
          Mam nadzieje, ze pozostaja w zwiazkach, ktore swiadomie wybrali.
      • Gość: aTomi Re: MILOSC, PRZYJAZN I STABILIZACJA!!!!!!! IP: *.BPTNet.PL / 195.136.252.* 02.08.02, 13:56
        Stabilizację to zapewnia dobra praca....
        i pieniążki....
        • Gość: leo Re: MILOSC, PRZYJAZN I STABILIZACJA!!!!!!! IP: *.waw.cdp.pl 02.08.02, 14:22
          Gość portalu: aTomi napisał(a):

          > Stabilizację to zapewnia dobra praca....
          > i pieniążki....
          i odpowiednie podejście do związku a nie (koniecznie) jego legalizacja!
          • Gość: gr Re: MILOSC, PRZYJAZN I STABILIZACJA!!!!!!! IP: *.digest.com.pl 02.08.02, 17:19
            wybaczcie kochani - troche nie na temat.
            Mowi sie ,po linii najmniejszego oporu", nie ,po
            najmniejszej linii oporu".
            A dyskusja ciekawa.
            gr.
          • Gość: ankka25 Re: MILOSC, PRZYJAZN I STABILIZACJA!!!!!!! IP: *.zgora.dialog.net.pl 03.08.02, 19:18
            swiete slowa!!!!!!!!!
        • Gość: Sony Re: MILOSC, PRZYJAZN I STABILIZACJA!!!!!!! IP: 5.2.1R1D* / *.cpe.net.cable.rogers.com 02.08.02, 18:40
          Gość portalu: aTomi napisał(a):

          > Stabilizację to zapewnia dobra praca....
          > i pieniążki....
          I tu sie z toba niestety zgodzic nie moge. Czasami pieniazki ulatwiaja wlasnie
          rozwod, a ich brak utrudnia rozstanie( na przyklad brak extra mieszkania).
          Oczywiscie ze dobrze jest miec solidna podstawe materialna, ale co ma zrobic
          ktos kto jej nie ma az tak solidnej? Nie zakladac nigdy rodziny? Mysle, ze
          szczegolnie w krajach gdzie mieszkanie dla mlodych stanowi problem, tak jak ma
          to ciagle miejsce w Polsce wiekszosc mlodych ludzi nigdy nie zalozylaby
          rodziny : bardziej lub mniej formalnej. Mysle, ze konkubinat jest wyrazem
          braku pewnosci co do osoby z ktora sie zyje oraz pewnosci ze sie chce zrobic
          wszystko aby zwiazek byl trwaly. Jest to niejako zalozenie na wstepie ze sie
          nie powiedzie. Pozdrawiam.
          • Gość: alissa19 Re: MILOSC, PRZYJAZN I STABILIZACJA!!!!!!! IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 03.08.02, 16:48
            a ja znam taka pare-on po rozwodzie,po 30tce,dwoje dzieci.
            ona mlodsza.sa razem chyba piec lat czy cos-czemu on sie z nia nie zeni,nie
            maja dzieci?czy taki uklad nie jest krzywdzacy dla niej?
            jejku-tylko bez ironii jakby co-chcialabym wiedziec co myslicie.
            • Gość: Sony ALISSA 19 PRZECZYTAJ IP: 5.2.1R1D* / *.cpe.net.cable.rogers.com 05.08.02, 18:59
              Napisze ci co ja o tym mysle. Jesli dziewczyna chcialaby aby sie z nia ozenil,
              a on sie nie zeni to jest to jej wina. On ma to co chce, a mianowicie zyje
              sobie z nia bez slubu, a ona zyje w konkubinacie z nim chociaz tego nie lubi i
              wychowuje mu dzieci. Moja rada: postawic facetowi twardo warunek zeby sie
              ozenil ( jezeli dziewczyna tego wlasnie chce) i dac mu konkretny termin
              realizacji np. 6 miesiecy . Jesli sie z tego nie wywiaze : ODEJSC. Innej drogi
              nie ma. Jesli mu zalezy na niej ozeni sie jak nic, jesli mu nie zalezy :
              lepiej dla niej , bo moze w koncu spotkac kogos kto bedzie ja kochal i
              szanowal, a nie wykorzystywal.
              • Gość: alissa19 Re: ALISSA 19 PRZECZYTAJ -odp IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 05.08.02, 20:33
                dzieki za rade.dzieci wychowuje nie ona a jego ex.on sie raczej odcial od tego.
                wiesz ja po prostu nie rozumiem tego ale ktos mi wytlumaczyl-ze on juz nie chce
                dzieci bo placi alimenty,bo juz wychowal.slubu tez nie bo po co?raz sie
                rozwiodl i to bylo kosztowne a tak ma dziewczyne co mu wszystko zrobi,a jak
                zechce to sobie znajdzie inna[choc sa juz 5 lat chyba].tak mi powiedzial ich
                znajomy.
                ultimatum to nie wiem-ona jest na jego utrzymaniu,uczy sie.a co do odejscia to
                chyba go kocha czy co?takze z jego strony to jasne.ja tylko bym na taki uklad
                nie poszla-jakies to dziwne,tyle lat i zero slubu.czy on ja kocha czy czeka na
                cos innego?caly czas sie zastanawiam z kolezanka.
                • Gość: Sony Re: ALISSA 19 PRZECZYTAJ -odp IP: 5.2.1R1D* / *.cpe.net.cable.rogers.com 05.08.02, 22:35
                  No pewnie , ze facet w takim ukladzie sie z nia nigdy nie ozeni, bo i niby z
                  jakiego powodu? Wszystko ma za darmo, bez zadnych zobowiazan. Widzisz jesli ta
                  dziewczyna nie chce slubu to wszystko byloby Ok . Ale jesli ona chcialaby
                  wyjsc za maz to taki uklad jest jak najbardziej nie w porzadku. Rozumiem, ze
                  na razie sie uczy, wiec niejako jest zalezna od niego, ale ja osobiscie nie
                  chcialabym nigdy znalezc sie w takim ukladzie, bo to nie jest uklad dobry,
                  badz rowny z dziewczyny punktu widzenia. A co na to jej rodzice? Jesli ona sie
                  uczy , a facet nie chce sie zenic to powinna wrocic pod dach rodzinny. Zadna
                  dziewczyna nie powinna byc tak uzalezniona od faceta i to cwaniaka w dodatku.
                  Czy ona chce wyjsc za maz ? Drugie pytanie : co mysla na ten temat jej
                  rodzice?
                  • Gość: alissa19. Re: ALISSA 19 PRZECZYTAJ -odp2 IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 05.08.02, 23:49
                    ona chce wyjsc za maz ale zdaje sie ze to on tam ustala warunki[utrzymuje dom
                    zarabia ect].jej rodzice przypuszczam[bo na 100% nie wiem]doszli do wniosku ze
                    jest dorosla i prowadzi samodzielne zycie.i finito.
                    tylko czy on ja kocha?czasem patrzac na nich mam wrazenie ze u niego to jest
                    przyzwyczajenie i czekanie na cos lepszego?innego?-tak jakby nie chcial sobie
                    drzwi zamykac kolejnym slubem.a ona zakochana.
                    pewnie ze uklad do kitu-what's love got to do with?
                    • Gość: Sony Re: ALISSA 19 PRZECZYTAJ -odp2 IP: 5.2.1R1D* / *.cpe.net.cable.rogers.com 06.08.02, 20:57
                      Wlasnie, jak sobie facet znajdzie kogos innego, kto mu postawi warunki to sie
                      ozeni jak nic, a ta dziewczyna zostanie na lodzie. Moze sie wowczas obudzi i
                      zrozumie ze takie zycie jest tylko tymczasowe i dla niego i dla niej. Ale to
                      oczywiscie bedzie juz za pozno dla tego zwiazku. Mysle, ze jedyny ratunek to
                      postapic tak jak napisalam na wstepie, a wiec dac mu ultimatum z konkretnym ,
                      niezbyt dlugim terminem. Ryzyko, ze facet sie jednak z nia nie ozeni
                      oczywiscie istnieje. Ale kto nie ryzykuje w kozie nie siedzi. Przynajmniej
                      przestalaby marnowac swoj czas. Moje odczucie jest podobne jak twoje. Facetowi
                      jest wygodnie i bez jakichkolwiek zobowiazan.Bedzie to ciagnal do momentu az
                      spotka kogos " lepszego" , oczywiscie w jego pojeciu, albo dopoki ta
                      dziewczyna mu sie nie zbuntuje. Poki co zaciaga ja w lata. To totalny egoista
                      i looser. Jak praktyka pokazala to dobry cwaniak. Zostawil jedna kobiete z
                      dziecmi i sie tym nie przejmuje, teraz rujnuje zycie drugiej. Bedac na miejscu
                      jej rodzicow porozmawialabym z nim na temat jego planow wzgledem corki.
                      • Gość: alissa19 Re: ALISSA 19 PRZECZYTAJ -odp3 IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 06.08.02, 21:10
                        hahaha-akurat by takiej gowniary jak ja posluchali-no na pewno!
                        a tak w ogole-dokladnie powiedziales to co myslalam.on po prostu bazuje na tym
                        ze ona go kocha[czy z jego strony mozna tak powiedziec to nie wiem].dziewczynie
                        zalezy,wkrecila sie a on ma wygody.
                        skonczy sie pewnie tak ze w koncu spotka jakas laske ktora go przycisnie a ja
                        zostawi-i oprocz straconych lat bedzie miala wspomnienia.taka sytuacja jest w
                        sumie dla niej cholernie niestabilna i niebezpieczna.
                        ale z drugiej strony jakby nie patrzec w koncu [w jakims sensie]zgodzila sie na
                        ten uklad.jest dorosla.nie wiem-jako kobieta podchodzi bardziej emocjonalnie do
                        rzeczy.ale tak jak mowie-argumenty on ma w reku-nikt go nie zmusi do slubu,on
                        sobie trwa ,ona ma nadzieje[sama nie odejdzie,to raczej on ja pusci kantem
                        jakby co].ech zycie!!!!!!
                      • Gość: alissa19 Re:SONY PRZECZYTAJ -odp2 IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 06.08.02, 21:13
                        jejku!!!przepraszam!zle cie zrozumialam!nie doczytalam do konca i myslalam ze
                        to ja mam rozmawiac z jej rodzicami buhahaha!!!!1sorry!!!!
                        • Gość: Sony Re:SONY PRZECZYTAJ -odp2 IP: 5.2.1R1D* / *.cpe.net.cable.rogers.com 07.08.02, 00:55
                          Oczywiscie ze to nie jest twoja rola rozmawiac z jej rodzicami. Czy ta
                          dziewczyna jest twoja kolezanka czy moze kuzynka? Mnie jest zal takich ludzi
                          jak ona bo z jednej strony ten facet ktory ja jakby nie patrzyl wykorzystuje,
                          z drugiej zas strony rodzice, ktorzy nie bardzo dbaja o jej interes. Ja to
                          rozumiem, ze ona jest dorosla i stanowi sama o sobie, ale jednak z drugiej
                          strony taka ich rozmowa z nim moglaby jej pomoc. Albo w jedna albo w druga
                          strone. Wiesz gdyby ona byla calkiem samodzielna, pracowala itd. to mysle, ze
                          bylaby bardziej za te sytuacje odpowiedzialna. Jednak taki uklad , kiedy ona
                          jest zalezna od niego finansowo, bo sama sie jeszcze uczy stawia ja w dziwnej
                          sytuacji.Tu zadam jeszcze raz pytanie: gdzie do licha sa jej rodzice? Czy
                          siedza cicho, bo boja sie ze w razie czego oni musieliby na nia lozyc( tak
                          wlasnie powinno byc, ale to juz inna sprawa). Jesliby mieli wspolne plany na
                          przyszlosc: dzieci itp to jeszcze moznaby to zrozumiec. Ale jesli facet
                          wyraznie mowi : NIE CHCE Z TOBA MIEC DZIECI to dla mnie jest to proste
                          oswiadczenie: NIE CHCE SIE Z TOBA WIAZAC NA CALE ZYCIE, mam zamiar cie opuscic
                          wczesniej badz pozniej. Ile ona ma lat nawiasem mowiac? Mysle, ze wiecej niz
                          ty a jednak twoje myslenie jest duzo bardziej dojrzale niz jej. Pozdrawiam
                          Ps. Alissa czuje ze tobie zalezy na tym, aby tej dziewczynie nie stala sie
                          krzywda, czy sie myle?
                          • Gość: alissa19 Re:SONY PRZECZYTAJ -odp2 IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 07.08.02, 19:08
                            czesc!!!nie,ona nie jest nikim z rodziny.to znajoma ale znam [ich ]dosc
                            dobrze.ona ma 21 lat takze duzo starsza nie jest.
                            widzisz ja po prostu widze ze to dziwkarz[przepraszam za slowo ale sie nie da
                            inaczej].ale zarabia troche kasy wiec jej rodzice siedza cicho[zebys widzial
                            jaki to sknera dla niej!].mysle ze oni to raczej traktuja w
                            kategoriach "kariery"wiec to hopeless.
                            ona go po prostu kocha a on ,coz ma bezplatna calodobowa pomoc ect.
                            wiesz gdzie tu lezy chamstwo?ona nie jest typem "gwiazdy".to raczej przecietna
                            wizualnie dziewczyna -w przeciwienstwie do niego,etatowego amanta.
                            ale to wszystko ona nadrabia tym przywiazaniem,miloscia-jakby nie widziala co
                            sie dzieje.nie sadze ze jej mozna przetlumaczyc-tylko zimny prysznic by ja
                            uratowal .szkoda mi jej.jakos tak.
                            • Gość: Sony Re:SONY PRZECZYTAJ -odp2 IP: 5.2.1R1D* / *.cpe.net.cable.rogers.com 08.08.02, 20:58
                              Czesc Alissa, to rzeczywiscie wyglada wiec beznadziejnie, ale to juz nie nasz
                              problem. Szkoda dziewczyny z powodow jak wyzej. I dziewczyna i jej rodzice
                              mysla ze chowanie glowy w piasek cos im da. Napewno nie na dluzsza mete.
                              Pozdrawiam , jestes madra dziewczyna.
                              • Gość: alissa19 Re:SONY PRZECZYTAJ -odp3 IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 09.08.02, 00:01
                                jejku az sie zarumienilam!fajnie sie z Toba dyskutowalo.
                                pewnie ze nic nie poradzimy-w zyciu nie na wszystko sie ma wplyw-ale nic to,jak
                                mawiaja starzy gorale!
                                pozdrawiam!!!!!!!see ya.
    • Gość: van der Rob Do Liver'a i Buzz &# 8216;a IP: 62.233.167.* 05.08.02, 14:40

      Muszę przyznać że wasze stanowiska najlepiej "wpasowują" się w ogólną tendencję
      obserwowaną w społeczeństwie. Macie konserwatywne podejście do życia (co
      szanuję) lecz nie potraficie zrozumieć że ktoś inny (pozdrowienia dla Leo) może
      mieć inny "pomysł" na spędzenie swojego życia i że trzeba to uszanować –
      niestety wolicie uderzać w mentorski ton próbując dyskredytować drugą stronę
      zamiast przytoczyć swoje argumenty - sorry ale nazywanie drugiej strony
      dziecinną i nieodpowiedzialną trudno przecież nazwać argumentacją.

      Nie próbujecie zauważyć że społeczeństwo się zmienia – jeszcze niedawno (100
      lat temu) wszystko było proste – kobiety siedziały w domu, nie mogły
      sprzeciwiać się mężowi (miał niekwestionowaną pozycję Pana Domu) – żyło się tak
      łatwo :-)
      Odsetek rozwodów był minimalny – aż tu pojawił się feminizm, jakiś dureń
      wynalazł maszynę do pisania i nagle ..... kobiety poszły do pracy. Wszystko się
      skomplikowało.

      Liver, Buzz, Zdajcie sobie wreszcie sprawę że dzisiejszy świat nie jest taki
      jak wy go widzicie! Czy macie świadomość że na zachodzie co DRUGI związek
      (małżeństwo) kończy się rozwodem? W Polsce co czwarte (w dużych miastach – na
      wsi bowiem jeszcze mało kto się odważa na taki krok). Gdzie więc jest to
      poważne podejście i dojrzałość ludzi decydujących się na ślub które tak
      wychwalacie i przedkładacie nad podejście ludzi z wolnych związków?

      Osobiście zachęcam wszystkich do przeczytania art. O ewolucyjnym podejściu do
      naszej seksualności – może warto się temu przyjrzeć z tej strony!

      Oto link: www.republika.pl/ewolucyjna/moral.html

      Pozwolę sobie na mały cytat stamtąd: "...Antropolog Helen Fisher zgromadziła
      dane rozwodowe z 62 społeczeństw z całego świata (rysunki 8 i 9). Stwierdziła
      ona, że "istoty ludzkie w różnych społecznościach wykazują skłonności do
      rozwodu pomiędzy drugim a czwartym rokiem małżeństwa z maksimum nasilenia w
      roku czwartym". Stwierdziła także, że statystyki rozwodowe dla USA z roku 1986,
      czyli jakiś czas po rewolucji seksualnej lat 60-tych, przystają do tego wzorca
      z większością rozwodów pomiędzy drugim a trzecim rokiem małżeństwa.
      Ewolucyjne wyjaśnienie proponowane przez Fisher przypisuje uniwersalność
      statystyk rozwodowych "istotnej korelacji pomiędzy długością trwania wczesnego
      dzieciństwa w społeczeństwach tradycyjnych (około czterech lat) i długością
      wielu małżeństw (też około czterech lat). Wśród tradycyjnych !Kungów matki
      trzymają dzieci blisko skóry, karmią piersią regularnie w dzień i w nocy, bawią
      na żądanie i oferują pierś jako uspokojenie. W wyniku tego ciągłego kontaktu
      cielesnego i stymulacji sutków, jak również wysiłku fizycznego i
      niskotłuszczowej diety owulacja zatrzymuje się i zdolność do ponownego zajscia
      w ciążę odsuwa się na około trzy lata." Dlatego też: "Współczesny szczyt
      rozwodowy -około czwartego roku, dostosowuje się do tradycyjnego okresu
      pomiędzy kolejnymi ludzkimi narodzinami � czterech lat..."

      Czyż nie zastanawiające podobieństwo?

      Pozdrawiam
      Van der Rob
      • b.u.zz Re: Do Liver'a i Buzz &# 8216;a 05.08.02, 15:25
        skoro do mnie, to odpowiem:
        alez ja nie zabraniam leo'nowi mowic, czego chce i robic, co i jak chce.
        uznalem jedynie (a raczej poparlem cudze obserwacje), ze teksty, ktore leo
        wyglasza, wydaja mi sie podejrzane. to tyle.
        mowisz, swiat sie zmienia. i zgoda. tylko ze - nie do konca. to nie jest tak,
        ze teraz nagle wszyscy chca sie rozwodzic, nie brac nawet slubow itd.itp.
        powstaja nowe wzorce zachowan, ale stare (no nie przesadzajmy, raczej
        tradycyjne) wcale nie zginely bezpowrotnie. bo albo nadal sa praktykowane, albo
        - ich brak moze byc jedynie przejsciowy (co wynika z duzej straty po ich
        zaniknieciu). tak czy siak nie lubie, jak mi sie sugeruje, ze jestem przeciw
        rownosci szans kobiet i mezczyzn: nigdzie nie twierdzilem, ze miejsce baby jest
        w kuchni.
        i dalej: co drugi (nie wiem, zalozmy ze tak) zwiazek konczy sie rozwodem. moim
        zdaniem jest to jaskrawy dowod na kryzys odpowiedzialnosci. nikt za nic nie
        jest odpowiedzialny, wszystko wolno, zobowiazania nie istnieja. tak duzy
        odsetek rozwodow dziwi tym bardziej, ze przeciez mozna sobie na probe
        pomieszkac razem. i wlasnie w zwiazku z tym nie podoba mi sie konkubinat jako
        rozwiazanie ZAMIAST malzenstwa. konkubinat zmniejsza dodatkowo ilosc
        odpowiedzialnosci wsrod ludzi.
        co do hipotez pani fischer to trudno mi sie wypowiadac, ale brzmia raczej
        naciaganie.
        pozdrowienia
        b.
        • Gość: leo Re: Do Liver'a i Buzz &# 8216;a IP: *.datastar.pl 05.08.02, 16:12
          Możecie się śmiać - trochę przemyślałem to co zostało opublikowane w tym wątku zarówno przez Liver'a i Buzz'a jak
          i osoby o troszkę innych poglądach - w tym mnie!!!

          Nie chciałbym żeby to co napiszę zostało potraktowane jako "ososbista wycieczka" do kogokolwiek. Wiecie, że
          wscześniej sam się przed tym broniłem.

          Otóż jestem zdania, że taka osoba jak Liver (której sytuację rodzinną znamy) oraz Buzz (co do którego położenia się
          domyślam) - obydwaj w małżeństwach - nie mają odpowiedniego punktu odniesienia. Tkwią w pewnym układzie i nie
          znają żadnego innego. Prawdopodobnie dlatego moje posty spotykają się odpowiedziami sugerującymi że jestem
          przeciwnikiem małżeństwa. Może i jestem ale w zupełnie inny sposób niż to wynika z ich postów.

          Przykład. Dostajecie do dyspozycji dwa samochody: powiedzmy Merdecedsa i Volvo. Jeździcie tylko Mercedesem, a
          potem na podstawie własnych doświadczeń tylko z tym samochodem i posiadanych informacji na temat drugiego
          (może są niepełne, a może złe) twierdzicie że Merc jest lepszy. I moim zdaniem taka opinia nie jest obiektywna.
          W moim przypadku jest tak: ja jeżdze tylko Volvo, ale nie mówie, że ono jest LEPSZE!!! Ja tylko próbje przekonać, że jak
          dla kogoś Volvo jest wystarczające duże, wygodne i bezpieczne to już nie musi inwestować (tu: mnóstwa pieniędzy)
          w Mercedesa! I to jest ogromna różnica. Poglądy zwolenników konkubinatów są przekręcane w ten sposób, żeby
          wyglądali na przeciwników małżeństwa. A oni poprostu nie są jego zwolennikami. Pozytywna argumentacja zamiast
          negatywnej!
          Dzięki za poparcie Rob!!!
          pozdr dla wszystkich
          • Gość: van der Rob Re: Do Liver'a i Buzz 'a IP: 62.233.167.* 05.08.02, 17:07
            Pozdrawiam Cię Leo,

            Co do Twojej metafory (o autach) – myślę że coś w tym jest.

            Sam musze przyznać że jestem "skażony" niepowodzeniami małżeństw w mojej
            rodzinie co stawia mnie w szeregach grupy przeciwników małżeństw. Mówiąc
            niepowodzenia – mam na myśli nie tylko rozwody (tych jest niewiele) ale również
            wszelkie problemy takie jak: niezgodność temperamentów, zdrady, kłótnie, brak
            umiejętności słuchania drugiej osoby itp. Dla mnie są to wyznaczniki NIEUDANEGO
            związku!

            Nie wiem ile osób z dyskutujących tutaj czytało art. w "Wysokich Obcasach" o
            wolnych związkach? Muszę przyznać że do mnie trafiają tezy o zupełnie innym
            podejściu ludzi decydujących się na wolny związek. Podobnie jak autorka
            wspomnianego art. uważam że ludzi którzy wybierają świadomie wolny związek
            znają wszystkie niebezpieczeństwa czyhające na ludzi w małżeństwie i ich
            decyzja jest jak najbardziej dojrzała i świadoma – efektem tego jest bardziej
            szczęśliwy i zgodny związek (wolny) niż wiele małżeństw.
            Efekt samo spełniającej się przepowiedni.

            P.s. Do Liver'a – niestety nie odpowiedziałeś jeszcze na mojego poprzedniego
            posta – pozwolę więc sobie zamieścić go poniżej:

            "Gość portalu: Liver napisał(a):

            > Masz rację.
            > Oni sami nie wiedzą czego chcą. Są niedojrzali do samodzielnego życia wraz z
            > partnerem. Przeraża ich samo słowo małżeństwo albo są za leniwi by
            pozałatwiać
            > odpowiednie formalności.
            > Dla mnie wolny związek, konkubinat to pójście na łatwiznę.
            > I dlaczego mam zaraz być nieszczęśliwy po zawarciu małżeństwa ????
            > To jakaś totalna bzdura powielana przez tzw. "wyzwolone dzieci".
            > Dzieci, bo jeszcze nie dorośli uczuciowo i emocjonalnie do małżeństw.

            To właśnie małżeństwo jest pójściem na łatwiznę jak to nazywasz:

            a) Bo wszyscy tak robią - nie trzeba się "wychylać"
            b) Zapewnia PEWNOSĆ że druga osoba "...Cię nie opuści aż do śmierci" - czyli
            starość też już mamy z głowy!
            c) Dodatkowo pozwala "wystartować" w życiu - w środowiskach małomiasteczkowych
            małżonkowie dostają całkiem niezłe kwoty po weselu. W wolnym związku ludzie
            dochodzą do tego sami.

            Co do dorosłości emocjonalnej - to nie jest żaden argument - bowiem po obu
            stronach barykady znajdują się ludzie kompletnie niedojrzali do związków (czy
            to małżeństwa czy "wolnego" związku. Z dwojga złego wolę jednak
            niedojrzałą "wolną" parę niż ludzi młodych którzy są ze sobą bo "wpadli" i tak
            wypadało!

            Jeśli chcesz więcej argumentów - proszę napisz:"


            van der Rob

            van_der_rob@poczta.onet.pl
        • Gość: van der Rob Re: Do Liver'a i Buzz 'a IP: 62.233.167.* 05.08.02, 17:20
          Hej Buzz

          Źle mnie zrozumiałeś – nie sugerowałem że sądzisz iż miejsce kobiet jest w
          kuchni.... chciałem Ci tylko pokazać kiedy to wszystko się zaczęło – przecież
          dopóki kobiety były zdane ekonomicznie na łaskę męża nikt nie słyszał o żadnych
          rozwodach.

          Co do danych o rozwodach (50% małżeństw) wziąłem go z art. Z "Wysokich
          Obcasów" – oto link:
          www2.gazeta.pl/obcasy/1,25364,950072.html
          "Podobnie jest w Europie Zachodniej, gdzie na tysiąc zawartych małżeństw
          rozpada się od 400 do ponad 500.."

          Myślę że szukasz gdzieś indziej przyczyn rozpadu małżeństwa – wbrew pozorom wg.
          Mnie nie jest to brak odpowiedzialnosci- raczej otwarcie nowych horyzontów
          (większa niezależność finansowa i emocjonalna kobiet, większe wymagania co do
          partnera itp.) Polecam Ci zastanowić się szczególnie nad tym fragmentem
          cytowanego artykułu:

          "Polacy bardzo szanują samą instytucję rodziny, ale niewiele wymagają od
          związku. Jednak i to się zmienia - teraz wśród przyczyn rozwodów na pierwszym
          miejscu jest niezgodność charakterów, kiedyś były to zdrada i alkoholizm.

          Dzisiaj, zwłaszcza na Zachodzie, ludzie mają tak wysokie oczekiwania co do
          jakości małżeństwa, że jest po prostu niemożliwe, żeby trwało całe życie i było
          dla obu partnerów całkowicie satysfakcjonujące. To zresztą znak ponowoczesnego
          świata - szukamy najwyższej jakości, patrzymy na innych poprzez pryzmat
          własnych oczekiwań i samorealizacji"

          Pozdrawiam Cię!
          van der Rob
          • b.u.zz Re: Do Liver'a i Buzz 'a 07.08.02, 09:56
            Gość portalu: van der Rob napisał(a):

            >
            > Dzisiaj, zwłaszcza na Zachodzie, ludzie mają tak wysokie oczekiwania co do
            > jakości małżeństwa, że jest po prostu niemożliwe, żeby trwało całe życie i
            było
            >
            > dla obu partnerów całkowicie satysfakcjonujące. To zresztą znak
            ponowoczesnego
            > świata - szukamy najwyższej jakości, patrzymy na innych poprzez pryzmat
            > własnych oczekiwań i samorealizacji"

            no dobra, ja tu wymiekam i chyba - w kazdym razie na razie - wylaczam sie z tej
            dyskusji. jesli twierdzicie, ze w dzisiejszych czasach malzenstwa nie moga
            przetrwac (co przeczy z reszta danym statystycznym, ktore cytujecie) i juz to o
            czym dyskutowac?
            do leona:
            nie, nie jestem zonaty, zylem w nieformalnym zwiazku. tylko ze ja nigdy nie
            mowilem, ze chlopak nie moze sobie pomieszkac z dziewczyna. sprzeciwialem sie
            tylko temu, by konkubinat mial zastapic malzenstwo. czyli twoim tezom.
            i prosze mi tez nie mowic, jak to wolne zwiazki sa "zawierane" swiadomie, a
            malzenstwa - z przymusu. to tez smieszny argument.
            pozdrowienia
            b.
          • Gość: gość Re: Do Liver'a i Buzz 'a IP: 62.93.65.* 07.08.02, 11:03
            Gość portalu: van der Rob napisał(a):

            > Hej Buzz
            >
            > Źle mnie zrozumiałeś – nie sugerowałem że sądzisz iż miejsce kobiet jest
            > w
            > kuchni.... chciałem Ci tylko pokazać kiedy to wszystko się zaczęło – prze
            > cież
            > dopóki kobiety były zdane ekonomicznie na łaskę męża nikt nie słyszał o
            żadnych
            >
            > rozwodach.
            >
            > Co do danych o rozwodach (50% małżeństw) wziąłem go z art. Z "Wysokich
            > Obcasów" – oto link:
            > gazeta.pl/obcasy/1,25364,950072.html</a>
            > "Podobnie jest w Europie Zachodniej, gdzie na tysiąc zawartych małżeństw
            > rozpada się od 400 do ponad 500.."
            >

            jeśli już cytujesz dane to cutj poprawnie całość, a nie tylko te które są Ci na
            rękę. we wskazanym przez Ciebie artykule napisane jest wyraźnie jak poniżej:
            "W Polsce na tysiąc małżeństw mamy 203 rozwody (rok 2001), czyli - w porównaniu
            z krajami zachodnimi - niewiele. Rozwody niemal nie zdarzają się na wsi - na
            tysiąc zawartych małżeństw rozpada się 80 (w miastach już 281)."
            To chyba trochę zmienia. Prawda?
            • Gość: van der Rob Re: Do Liver'a i Buzz 'a IP: 62.233.167.* 08.08.02, 17:44
              Cytowałem dokładnie - jasno napisałem że to dotyczy Europy Zachodniej.
              Co do danych z Polski -zobacz że praktycznie od 1989 lat tak wiele się
              zmieniło!
              Trudno jest mówić od danych na wsiach - nie wiem jak Ty ale ja wiem jak to jest.
              Kobieta ani nie może odejść od męża (z przyczyn ekonomicznych) - ani się nie
              może poskarżyć - taka mentalność!

              Wg. mnie "normalną" sytuację oddają właśnie dane Europejskie - w Polsce nadal
              bardzo duży problem jest z mieszkaniem dla młodych par - jak sadzisz czy ludzie
              z dochodem ok. 2000/osobę którzy zaciągnęli kredyt (powiedzmy 100 000) na
              mieszkanie i ledwo go splacają będą swobodnie myśleli o ew. rozwodzie - czy też
              raczej będą się zdradzać "po cichu"?

              Zeby sie rozwieść trzeba MIEC FINANSOWE MOŻLIWOSĆI - jeśli moze tego nie wiesz -
              w kraju gdzie jest takie bezrobocie ciężko jest mówić o czymś takim!

              Zgodzisz się z tym?

              van der Rob
              • Gość: van der Rob Re: Do Liver'a i Buzz 'a IP: 62.233.167.* 08.08.02, 17:48
                ..... Poza tym te 281 rozwodów na 1000 małżeństw w miastach to ponad 1/4!

                Nie wiem jak Ty ale dla mnie (mieszkańca Warszawy) to dość sporo jak na szanse
                skomplikowania sobie życia (pod czysto statystycznym kątem).

                van der Rob
                • Gość: Gość Re: Do Liver'a i Buzz 'a IP: 62.93.65.* 09.08.02, 11:55
                  Gość portalu: van der Rob napisał(a):

                  > ..... Poza tym te 281 rozwodów na 1000 małżeństw w miastach to ponad 1/4!
                  >
                  > Nie wiem jak Ty ale dla mnie (mieszkańca Warszawy) to dość sporo jak na
                  szanse
                  > skomplikowania sobie życia (pod czysto statystycznym kątem).
                  >

                  ... Sorry, że może poprzedni post był trochę haotyczny. Ale tak swoją drogą, to
                  nie zazdroszczę Twojej kobiecie. Jeśli więcej takich życiowych decyzji
                  podejmujesz pod wpływem statystyki to gratuluję!!! Ja też jestem z Warszawy i
                  tak na prawdę to wisi mi czy 1/4, czy 1/3 małżeństw kończy się rozwodem!!!
                  Ważne jest to że kochamy się i oboje chcemy "stanąć na ślubnym kobiercu". Ale
                  cóż mozna i tak... ;-)
                  • Gość: van der Rob Re: Do Liver'a i Buzz 'a IP: 62.233.167.* 09.08.02, 16:30
                    Zauważ że "czepiałeś" się statystyki i danych które podałem, a nie moich
                    osobistych przekonań – więc proszę nie miesza w te rozważania mojej kobiety.

                    Pozdrawiam

                    van der Rob
              • Gość: Gość Re: Do Liver'a i Buzz 'a IP: 62.93.65.* 09.08.02, 11:20
                Gość portalu: van der Rob napisał(a):

                > Cytowałem dokładnie - jasno napisałem że to dotyczy Europy Zachodniej.
                > Co do danych z Polski -zobacz że praktycznie od 1989 lat tak wiele się
                > zmieniło!
                > Trudno jest mówić od danych na wsiach - nie wiem jak Ty ale ja wiem jak to
                jest
                > .
                > Kobieta ani nie może odejść od męża (z przyczyn ekonomicznych) - ani się nie
                > może poskarżyć - taka mentalność!

                Akurat tak się składa, że bardzo dobrze wiem jak to jest na wsiach. I nie
                musisz mi tego tłumaczyć. Uważam, że dosyć mocno demonizujemy sytuację
                mieszkańców wsi. To naprawdę nie jest jakieś XIX wieczne ciemne, zabiedzone i
                nieuświadomione chłopstwo. Więc nie mów mi o mentalności. Znam wiele kobiet
                które posłały swoich chłopów w cholerę. I nie oglądają się na opinię społeczną
                czy sytuację materialną. Kobieta już nie jest na zawsze, na dobre i złe
                przywiązana do męża - pana i władcy.

                > Wg. mnie "normalną" sytuację oddają właśnie dane Europejskie - w Polsce nadal
                > bardzo duży problem jest z mieszkaniem dla młodych par - jak sadzisz czy
                ludzie
                >
                > z dochodem ok. 2000/osobę którzy zaciągnęli kredyt (powiedzmy 100 000) na
                > mieszkanie i ledwo go splacają będą swobodnie myśleli o ew. rozwodzie - czy
                też
                >
                > raczej będą się zdradzać "po cichu"?

                A czy Ty myślisz, że taka para musi myśleć o rozwodzie?! Mnie to w życiu nie
                przyszło do głowy. A myślę, że nieudananego związku nikt nie będzie ciągnął
                niezależnie od wysokości dochodów. Postaw się w sytuacji takiej osoby, takiego
                małżonka. Przecież to bzdura co piszesz!!! A poza tym nie rozumiem czemu
                sytuacja w Europie Zach. miałaby być normalniejsza od tej w Polsce. Żyjemy w
                tym kraju, w takim obszarze kulturowym i to jest dla nas sytuacja normalna i
                naturalna. Nigdzie młoda para na dorobku nie dostanie od razu mieszkania i fury
                kasy. Czy to na wsch. czy na zach.

                > Zeby sie rozwieść trzeba MIEC FINANSOWE MOŻLIWOSĆI - jeśli moze tego nie
                wiesz
                > -
                > w kraju gdzie jest takie bezrobocie ciężko jest mówić o czymś takim!
                >
                > Zgodzisz się z tym?

                Jak widzisz jeśli pozwolisz to się nie zgodzę. Nie musisz od razu się
                rozwodzić, żeby się z kimś rozstać. Na początek można po prostu osobno
                zamieszka i osobno żyć. Jeszcze 2 lata temu sam w ogóle nie brałem pod uwagę
                pakowania się w małżeństwo. Uważam, że do tego kroku naprawdę trzeba dorosnąć i
                spotkać odpowiednią osobę!!! A już za 2 miesiące będę szczęśliwym mężem i nie
                mogę się tego doczekać. Rozwodu nie przewiduję i nie biorę pod uwagę (pomimo
                tego, że nie jestem zbyt zaawansowany wiekiem, to mam raczej bardzo
                konserwatywne poglądy :-).
                Mamy wiele znajomych par, które żyją dłuuugie lata w wolnych związkach. I
                zaobserwowałem, że po jakimś czasie zaczyna taka sytuacja "przeszkadzać"
                kobietom. Natomiast facetom w takich związkach zaczyna "odbijać" (więcej
                wolności dla siebie, skoki na boki, a dla kobiety szlaban na wszelkie kontakty
                z innymi facetami). Ale może to jest specyfika naszego mikroklimatu ;-).
                Dla nas w każdym bądź razie (tzn. dla mnie i przyszłej żony) małżeństwo jest
                takim naturalnym rozwojem udanego związku. Najpierw poznaliśmy się, zbliżyliśmy
                do siebie, mieszkamy razem od dłuższego czasu, a teraz ślub, dziecko, nowy
                domek, większy samochód i wspólna szczęśliwa starość :-). Bycie konkubentami
                zaczęło nam bardzo doskwierać. Nawet nie mogę jej odwiedzić w szpitalu, czy
                odebrać poleconego z poczty. No bo kim ja dla niej jestem, czy ona dla mnie?!
                Chce aby mogła powiedzieć wtedy, że mężem. Jestem za małżeństwem i chyba nic
                tego nie zmieni!!!
      • Gość: Liver Do Roba i Leo IP: 157.25.84.* 07.08.02, 10:31
        Do van der Rob:

        Właściwie zgadzam się z odpowiedzią buzza, więc nie będę się powtarzał,
        natomiast pokuszę się o ustosunkowanie się do obserwacji pani antropolog Helen
        Fisher.


        „Stwierdziła także, że statystyki rozwodowe dla USA z roku 1986,
        czyli jakiś czas po rewolucji seksualnej lat 60-tych, przystają do tego wzorca
        z większością rozwodów pomiędzy drugim a trzecim rokiem małżeństwa.”

        Stany Zjednoczone to jest specyficzne społeczeństwo, zbieranina narodowości.
        Byłem w Stanach przez parę lat i mogę Ci powiedzieć, że podejście tych ludzi
        ich mentalność
        mi nie odpowiada.
        Zresztą nie tylko mi. Anglicy, Francuzi czy Niemcy też „z przymrużeniem oka” i
        sceptycznie patrzą na USA. Europa to jednak kultura i historia a co można
        powiedzieć o Stanach ?
        Jednak i w Europie Zachodnie można zaobserwować regres małżeństw i jakby
        wzorowanie się na USA.
        Zresztą okrzyczana rewolucja seksualna a w niektórych Stanach kołtuneria i
        hipokryzja
        na temat seksu. Bzdurne i nonsensowne nakazy i przepisy.
        Walka z rasizmem a z drugiej strony niechęć i pogarda dla czarnych i indian.
        Pogoń, przede wszystkim, za pieniądzem i karierą.
        Kiepski poziom uczelni i wykształcenia ludzi. Tylko parę na całe Stany coś
        znaczy
        i może równać się z europejskimi.


        Do Loe :

        „Przykład. Dostajecie do dyspozycji dwa samochody: powiedzmy Merdecedsa i
        Volvo. Jeździcie tylko Mercedesem, a
        potem na podstawie własnych doświadczeń tylko z tym samochodem i posiadanych
        informacji na temat drugiego
        (może są niepełne, a może złe) twierdzicie że Merc jest lepszy. I moim zdaniem
        taka opinia nie jest obiektywna.
        W moim przypadku jest tak: ja jeżdze tylko Volvo, ale nie mówie, że ono jest
        LEPSZE!!! Ja tylko próbje przekonać, że jak
        dla kogoś Volvo jest wystarczające duże, wygodne i bezpieczne to już nie musi
        inwestować (tu: mnóstwa pieniędzy)
        w Mercedesa! I to jest ogromna różnica. Poglądy zwolenników konkubinatów są
        przekręcane w ten sposób, żeby
        wyglądali na przeciwników małżeństwa. A oni poprostu nie są jego zwolennikami.
        Pozytywna argumentacja zamiast
        negatywnej!”
        To nie jest dobry przykład.
        Opisujesz stan posiadania a nie stan relacji miedzy ludźmi często na całe życie
        lub na dłuższy jego czas.

        Wpadłeś w pułapkę. Zarzucasz, że : „Tkwią w pewnym układzie i nie
        znają żadnego innego.”

        Można to odwrócić, skoro nie zna się małżeństwa to jak można mieć do niego
        niechęć lub nie akceptować go.


        Do van der Rob:

        „Sam musze przyznać że jestem "skażony" niepowodzeniami małżeństw w mojej
        rodzinie co stawia mnie w szeregach grupy przeciwników małżeństw.”

        Ło Jezuuuu.
        Dlaczego zaraz myślisz, że Tobie przydarzy się podobnie, że Twoje małżeństwo
        się rozpadnie ??
        Śmieszne, jak rany. I od razu przeciwnik małżeństw. To jest dla mnie, właśnie,
        dziecinna postawa. Koniec kropka.

        „Podobnie jak autorka
        wspomnianego art. uważam że ludzi którzy wybierają świadomie wolny związek
        znają wszystkie niebezpieczeństwa czyhające na ludzi w małżeństwie i ich
        decyzja jest jak najbardziej dojrzała i świadoma – efektem tego jest bardziej
        szczęśliwy i zgodny związek (wolny) niż wiele małżeństw.”

        Ja uważam akurat odwrotnie.
        Uważam, że ludzi którzy wybierają świadomie wolny związek, boją się przede
        wszystkim,
        że ich związek się rozpadnie. To jest naturalne.
        Jednak znając doświadczenia innych czy ze słyszenia czy to z autopsji, powinni
        postępować tak aby nie popełniać podobnych błędów.
        I tu mi przyszło coś do głowy. Ludzie, którzy mają złe doświadczenia z
        małżeństwa
        uważają, że głównym błędem czy jedynym było właśnie małżeństwo czyli powiedzmy
        legalizacja związku, gdy tymczasem winę ponoszą ludzie, ich postępowanie, ich
        czyny.
        Czyli nie sam fakt legalizacji związku tylko postawy ludzkie świadczą o
        nieudanych związkach.
        Czy to będzie małżeństwo czy konkubinat, takim ludziom może przytrafić się to
        samo.


        „To właśnie małżeństwo jest pójściem na łatwiznę jak to nazywasz:

        a) Bo wszyscy tak robią - nie trzeba się "wychylać"
        b) Zapewnia PEWNOSĆ że druga osoba "...Cię nie opuści aż do śmierci" - czyli
        starość też już mamy z głowy!
        c) Dodatkowo pozwala "wystartować" w życiu - w środowiskach małomiasteczkowych
        małżonkowie dostają całkiem niezłe kwoty po weselu. W wolnym związku ludzie
        dochodzą do tego sami.”

        Ech, skoro tak myślisz to nie mamy o czym gadać. Dzieciak jesteś i już.
        • Gość: van der Rob Re: Do Roba i Leo IP: 62.233.167.* 08.08.02, 17:34
          Staruszku – z Twoja argumentacją nawet się nie chce polemizować.

          Stary wyjadacz życia (za jakiego się uważasz) – naucza ciemny
          motłoch "dzieciaków" żyjących w błędnym (według Ciebie) przekonaniu.

          Popatrz na swoje zwroty:
          "dziecinna postawa"
          "Koniec kropka"
          "nie mamy o czym gadać"
          "Dzieciak jesteś i już."

          Mimo że to syzyfowa praca – przytoczę CI jednak kolejne argumenty staruszku.

          Osobiście w przeciwieństwie do Ciebie uważam że okoliczności również są
          odpowiedzialne za udany związek- nie zgadzam się więc z Twoim
          zdaniem: "tymczasem winę ponoszą ludzie, ich postępowanie, ich
          czyny. Czyli nie sam fakt legalizacji związku tylko postawy ludzkie świadczą o
          nieudanych związkach."

          Rozszerzając Twoje przekonanie "staruszku" można stwierdzić że skoro to ludzie
          odpowiadają za rozpad małżeństwa - to teoretycznie wszystkie ich (pewnych
          ludzi) związki powinny być nie udane (ludzie Ci się przecież nie zmieniają) –
          a jak łatwo zauważyć ludzie którzy się rozwiedli tworzą często drugi b. Udany
          związek – Jak to wytłumaczysz?

          Po drugie zauważ że otoczenie bardzo dużo znaczy – ludzie są z natury istotami
          leniwymi i jeśli nie muszą (lub nie mają za to jakiejś nagrody) to się nie
          starają!
          I tu właśnie leży główny problem małżeństw – przysięgając "i nie opuszczę Cię
          aż do śmierci" – nie musza już się starać o Tą druga osobę – jest ona im
          przypisana "jak chłop do ziemi". Przecież przysięga jest zarówno na chwile
          dobre jak i złe! Nie mówię że jest to świadome - raczej przychodzi
          niejako "automatycznie".

          Jest mnóstwo danych które potwierdzają tą teorię – np. w ciągu roku od
          małżeństwa znacznie spada częstotliwość kontaktów seksualnych między małżonkami
          i średnio (najnowsze badanie newsweeka) wynosi ok. 2 razy tygodniowo przy ok. 4
          na początku.

          Tycie - zauważyłeś ze bardzo często zarówno wolnii facecji jak i wolne kobiety
          znacznie dłużej zachowują atrakcyjną sylwetkę? Nie słyszałeś o starym
          powiedzeniu że facet tyje w dwóch fazach - na poczatku po ślubie 'na garnuszku
          żony" i później gdy rodzi mu się dziecko?

          Mógłbym wymieniać jeszcze dodatkowo wiele aspektów kulturowych które
          spowodowały konsumpcyjne nastawienie do związków a co z tym idzie osłabienie
          ich więzi.


          To jak ważne jest otoczenie i okoliczności najłatwiej jest ukazać na
          przykładzie dwóch sławnych doświadczeń:

          1. Dotyczące grupy studentów którą LOSOWO podzielono na strażników i więźniów –
          okazało się że ludzie początkowo nie różniący się od siebie niczym pod wpływem
          okoliczności "wczuli" się w swoją rolę i zaczęli coraz brutalniej obchodzić się
          z druga grupą – więźniów.
          2. Przykład drugi to doświadczenie pokazujące do czego potrafią doprowadzić
          normalni ludzie pod wpływem okoliczności (i autorytetu) – doświadczenie
          polegało na "nauce" pewnego człowieka (niewidocznego – lecz było go słychać) –
          za każdy błąd uczestnik testu przy obecności osoby grającej rolę autorytetu –
          nauczyciela raził prądem. Mówiąc w skrócie, okazało się że również normalni
          ludzie pod wpływem okoliczności potrafili zaaplikować prąd o napięciu
          kilkukrotnie większym niż wynosiła granica powodująca ryzyko śmierci!!!!

          Doświadczenia te są opisane szczegółowo w książce Zimbardo – chyba „wstęp do
          psychologii”


          Pozdrawiam staruszku,

          Van der Rob
          • Gość: Liver Do silly boy czyli Roba IP: 157.25.84.* 09.08.02, 09:23
            „Osobiście w przeciwieństwie do Ciebie uważam że okoliczności również są
            odpowiedzialne za udany związek”

            I tak i nie. To ludzie tworzą związek i okoliczności.
            W czasie wojny też zawierano związki małżeńskie i nie oglądano się na
            okoliczności.
            Widzisz, więc, dzieciaku, że jesteś coś mało wiedzący.

            „...że skoro to ludzie
            odpowiadają za rozpad małżeństwa - to teoretycznie wszystkie ich (pewnych
            ludzi) związki powinny być nie udane (ludzie Ci się przecież nie zmieniają) –„

            Jesteś chyba zaślepiony. Albo celowo rżniesz głupa.
            Ludzie zawsze się zmieniają i o udanym czy nie związku decydują wyłącznie
            ludzie.

            „tu właśnie leży główny problem małżeństw – przysięgając "i nie opuszczę Cię
            aż do śmierci" – nie musza już się starać o Tą druga osobę – jest ona im
            przypisana "jak chłop do ziemi".

            To już typowy bełkot młodego.
            Składając taką przysięgę bierzesz odpowiedzialność za swoje słowa i drugą osobę
            czego w wolnym związku nie ma. W wolnym związku jest za to miejsce na brak
            odwagi życiowej.

            „Tycie - zauważyłeś ze bardzo często zarówno wolnii facecji jak i wolne kobiety
            znacznie dłużej zachowują atrakcyjną sylwetkę? Nie słyszałeś o starym
            powiedzeniu że facet tyje w dwóch fazach - na poczatku po ślubie 'na garnuszku
            żony" i później gdy rodzi mu się dziecko?”

            Ty w ogóle myślisz. Masz coś takiego jak rozum. Chyba nie.
            O tyciu decydujesz Ty i wyłącznie Ty. Jeśli nie dbasz o siebie,
            masz siedzący tryb pracy i nie uprawiasz sportu to tyjesz.
            Co to ma wspólnego ze związkiem małżeńskim czy konkubinatem ?
            Dbaj o siebie a nie będziesz tył.

            Dalej w twoim tekście jest tyle uogólnień opartych na jakiś badaniach czy
            doświadczeniach, że mi się nie chce gadać z Tobą bo to jest właśnie syzyfowa
            praca.
            Zresztą widać jak na dłoni, że takie nazistowskie doświadczenia może
            przeprowadzać określona grupa ludzi.
            Psychiatria i psychologia. He he. Co Ci ludzie mogą wiedzieć, skoro nie poznano
            szczegółowo ludzkiego mózgu ? Są jak dzieci we mgle. Ale może w przyszłości
            technologia pójdzie tak na przód, że będzie to możliwe.

            Poczytaj trochę historii, to będziesz miał obraz zachowań ludzi pod wpływem
            okoliczności.


            • Gość: van der Rob Silly boy do Staruszka IP: 62.233.167.* 09.08.02, 11:24
              Silly boy - całkiem niezłe staruszku.

              Zatem po kolej:

              >"Osobiście w przeciwieństwie do Ciebie uważam że okoliczności również są
              > odpowiedzialne za udany związek"

              > I tak i nie. To ludzie tworzą związek i okoliczności.
              > W czasie wojny też zawierano związki małżeńskie i nie oglądano się na
              > okoliczności.
              > Widzisz, więc, dzieciaku, że jesteś coś mało wiedzący.

              Staruszku - kto tu jest mało wiedzący (a kto się kreuje na mentora) – to
              raczej mogą rozstrzygnąć tylko inni czytelnicy tych postów.
              Widzę że powoli jednak zmieniasz zdanie – czyli mój trud nie idzie całkiem na
              marne :-) Jeszcze niedawno twierdziłeś że tylko od ludzi zależy jakość ich
              związku ("...gdy tymczasem winę ponoszą ludzie, ich postępowanie, ich czyny") –
              teraz nieśmiało dodajesz jednak że okoliczności również. Swietnie.


              Co do czasów wojny – wbrew pozorom właśnie sytuacje ekstremalne wpływają na
              zacieśnienie więzi miedzy ludźmi. Dodatkowo niebezpieczeństwo śmierci znacznie
              zwiększa potrzebę ludzi do posiadania potomstwa (naturalna potrzeba przekazania
              genów) – dowodów na to jest aż nad to – "baby booom" w czasach tuż po II wojnie
              światowej – zmiana obyczajów (ich znaczne rozluźnienie) w Nowym Yourku tuż po
              11 września itp.

              Jak widzisz Twój przykład jest totalnie źle dobrany - obrazuje moją tezę że
              okoliczności WPŁYWAJĄ na związki.

              Kolejny wątek:

              "To już typowy bełkot młodego. Składając taką przysięgę bierzesz
              odpowiedzialność za swoje słowa i drugą osobę czego w wolnym związku nie ma. W
              wolnym związku jest za to miejsce na brak odwagi życiowej."

              O jakiej odpowiedzialności Ty mówisz- możliwe że w chwili gdy małżonkowie
              przysięgają to faktycznie w to wierzą, ale jak długo? Zobacz na statystyki –
              średnia rozwodów w Polsce (w miastach) – 281 na 1000!!! Czyli co czwarta para!
              Dodaj do tego tych którzy są w separacji oraz tych którzy z różnych względów
              nie mogą się rozwieść (warunki materialne, mieszkaniowe, dzieci itp.) - sądzę
              że takich jest drugie tyle.
              Przepraszam Cię ale trudno jest wierzyć w przysięgę którą łamie co druga para
              (patrz wyżej) a dodatkowo spora część tych pozostałych 50% "porządnych
              związków" ma na sumieniu małe "skoki w bok" (tak szacuję biorąc za punkt
              odniesienia środowisko młodych dynamicznych 30-latków z dobrą pozycją
              materialną) .

              Co do dbania o sylwetkę – może tego nie zauważasz ale jest to faktem że
              większość osób przestaje się starać gdy osiągnie już stabilizację – widać to
              bardzo wyraźnie gdy nagle któreś z małżonków ma romans – wtedy widać że znów
              zaczyna się starać? Czyżbyś nie zauważył tego nigdy w swoim otoczeniu?

              Uważam że Twój główny problem polega na tym że nie potrafisz spojrzeć z boku
              (obiektywnie) na temat związków – cały czas patrzysz z perspektywy swej własnej
              i do siebie odnosisz ew. zachowania innych.

              Duża część dzielnie stających w obronie instytucji małżeństwa sama jest w takim
              związku stosunkowo niezbyt długo (rok-kilka lat) – szkoda że nie wypowiadają
              się tu ludzie którzy mają za sobą kilkanaście lat pożycia.


              P.s. Co do cytowanych doświadczeń które nazwałeś "nazistowskimi" – musze Cię
              rozczarowąć ale ich autor jest jednym z bardziej znanych psychologów, ale czego
              wymagać od osoby która stwierdza że: "...Psychiatria i psychologia. He he. Co
              Ci ludzie mogą wiedzieć, skoro nie poznano szczegółowo ludzkiego mózgu"

              Równie dobrze można by zaprzeczyć prawą fizyki, twierdząc że przecież do
              niedawna atom miał składać się z neutronów, elektronów i protonów- a tu nagle
              odkryto coś jeszcze- i niewiadomo czy to koniec odkryć.

              Stary – trochę pokory przed nauką – to że Ty czegoś nie rozumiesz (psychologii
              i socjologii) to nie oznacza jeszcze że to brednie i zabobony!

              Pozdrawiam Staruszku

              van der Rob
              • Gość: Liver Staruszek do Silly boy IP: 157.25.84.* 09.08.02, 12:22
                „Równie dobrze można by zaprzeczyć prawą fizyki, twierdząc że przecież do
                niedawna atom miał składać się z neutronów, elektronów i protonów- a tu nagle
                odkryto coś jeszcze- i niewiadomo czy to koniec odkryć.

                Stary – trochę pokory przed nauką – to że Ty czegoś nie rozumiesz (psychologii
                i socjologii) to nie oznacza jeszcze że to brednie i zabobony!”

                Dobra, przestańmy dyskutować na temat związków, mamy bowiem odmienne zdania.
                Każdy z nas patrzy z pewnego punku i takie ma zdanie.
                Anyway. Co do nauki, to postęp technologiczny umożliwia odkrywanie nam coraz
                więcej.
                Są teorie naukowe i naukowcy sami ze sobą się sprzeczają co do niektórych
                kwestii.
                Żaden naukowiec, żaden instytut badań nie poznał tajemnicy ludzkiego mózgu,
                więc siłą rzeczy obecne teorie czy doświadczenia są nie pełne i mogą być
                odbierane jako mocno naciągane. Finito.
                • Gość: van der Rob Trochę o nauce, czyli doświadczeń CD IP: 62.233.167.* 09.08.02, 15:47
                  Co innego mózg i jego tajemnice, a co innego nasze zachowanie – ono zależy od
                  wielu rzeczy – między innymi od tego kim byli nasi przodkowie (geny)- zgodnie z
                  teorią ewolucji Darwina.

                  Zacytuję Ci dwa inne doświadczenia które powinny Ci ukazać że tak naprawdę
                  jesteśmy mniej indywidualni w swoich wyborach partnerów niż mogłoby nam się
                  wydawać!

                  1. Zrobiono kiedyś badanie dotyczące preferencji mężczyzn (pod kątem
                  atrakcyjności fizycznej potencjalnych partnerek) – chciano zbadać czy telewizja
                  i promowany przez nią ideał piękna ma duży wpływ na gusty facetów.
                  Przedstawicielom różnych kultur i narodów (nierzadko o zupełnie odmiennych
                  gustach – jak Afrykanie, Japończycy czy Amerykanie) oraz kilku plemionom
                  zupełnie odciętych od cywilizacji (bez TV) pokazano kilka szkiców figury
                  kobiety i mieli wybrać tą najbardziej atrakcyjną – okazało się że wszyscy
                  wybrali TĄ SAMĄ figurę!!! Niezależnie czy mieli TV czy nie i czy ich partnerki
                  były mała/duże/grube/szczupłe!!!

                  Mocno zastanowiło to naukowców –po badaniach odkryli że kluczem tu był stosunek
                  obwodu talii kobiety do obwodu bioder- prezentowana (miała chyba 0,6 jeśli
                  dobrze pamiętam) sylwetka zapewniała najlepsze warunki rozrodu!!!!
                  Większe biodra i talia (większe zapasy tłuszczu) - utrudniałyby okres ciąży,
                  Zaś szczuplejsze kobiety nie miały wystarczającego zapasu tłuszczu na ew.
                  okresy gdzie mógłby wystąpić problem z żywnością.

                  Doświadczenie nr 2:

                  2. Naukowcy postawili tezę że obecnie kobiety które są milionerkami (i są już w
                  średnim wieku) powinny wykazywać zainteresowanie facetami (kandydatami na
                  mężów) młodszymi od siebie lub w swoim wieku bez względu na ich status
                  majątkowy. Mają przecież w końcu wystarczająco dużo kasy.
                  Badanie przeprowadzono na grupie amerykańskich milionerek – okazało się że bez
                  względu na swój majątek – panie wybierały panów..... starszych od siebie
                  i .... jeszcze bogatszych (mimo że ich własny majątek był bardzo duży!). Jak
                  widać potrzeba zapewnienia bezpieczeństwa rodzinie i potomstwu jest bardzo
                  mocno zakorzeniona i nawet czynniki zewnętrzne (ogromne posiadane już
                  bogactwo ) nie potrafią zakłócić tej potrzeby

                  To tyle z frontu nauki i oświadczeń – pozdrawia
                  korespondent van der Rob



            • Gość: leo do Livera - posumowanie IP: *.datastar.pl 09.08.02, 12:34
              Ze mną nie miałeś tak ciężko w dyskusji (brawo Rob!!!), Liver, i trochę rzeczy z ciebie "wyszło":

              Mam wrażenie, że z powodu wychowania/własnych doświadczeń/obserwacji wykształtował się tobie
              pewien model postępowania w życiu. I jest on dla ciebie OCZYWSITY. Rozumiem to. Problem polega na
              tym, że to co ty uważasz za oczywiste dla części ludzi jest conajmniej dyskusyjne. No i zaczyna się
              wymiana zdań. Problem polega na tym, że jak dla kogoś coś jest oczywiste, to się rzakdo nad tym
              zastanawia i nie szuka w normlanych okolicznościach żadnych argumentów dla swojej postawy czy
              uzasadnienia. W związku z tym zamiast prezentować argumenty i kontrargumenty to ty się czepiasz
              konstrucji naszych zdań, próbujesz przeinaczaći i ośmieszać nasze poglądy (bo z takimi łatwiej jest się
              "rozprawić") i dyskredytujesz nas jako partnerów do rozmowy.
              Do pewnego stopnia mogę zrozumieć twój tok rozumowania - jak dla ciebie oczywistym etapem życia jest
              małżeństwo, a ktoś się na nie nie zdecydował (a ty TAK) no to jest gówniarz, dzieciuch i niedorozwnięty
              emocjonalnie małolat. A z tobą wszytsko jest OK i masz racje! Zgadza się???
              Argumenty Roba i moje, na które nie znajdujesz odpowiedzi - pomijasz - bo tak ci jest wygodnie albo
              komentujesz "nie ma o czym mówić".

              Powyższe nie znaczy, że dyskusja z tobą nie ma sensu, ale wymiana poglądów jest mocono
              jednostronna. My przedstawiamy argumenty i nasze opinie. Ty tego nie robisz tylko pastwisz się na
              naszymi albo poprostu nad nami.

              Moje prośby o pozytywną argumentację i przede wszytskim tolerancję byłeś uprzejmy zignorować

              Spróbuj zrozumieć: Każdy ma prawo do swojej wyboru swojej drogi życiowej i żaden wybór nie jest
              gorszy!!!
              • Gość: Liver Leo - też podsumowanie IP: 157.25.84.* 09.08.02, 12:52
                Już gdzieś napisałem, że ludzie żyjący w wolnym związku czy konkubinacie
                nie przeszkadzają mi, nie mam nic do nich, ale jeżeli rozpoczyna się dyskusję
                na temat wyższości czy zalet związków partnerskich to ja jestem za małżeństwem.
                W innych postach czy innych wątkach na różne tematy dałem do zrozumienia, że
                jestem raczej ( ale nie zawsze ) konserwatystą czy tradycjonalistą.
                Zawsze trudno prowadzić dyskusje osoby o przekonaniach liberalnych z osobą o
                przekonaniach konserwatywnych.
                Nie oznacza to, broń Boże, że nie jestem za postępem, rozwojem itp.
                Nie mniej poglądy na niektóre rzeczy, stany, mam tradycyjne ( na pewno powiesz,
                że staroświeckie, Twoje prawo ).
                • Gość: van der Rob Re: Leo - też podsumowanie IP: 62.233.167.* 09.08.02, 15:25
                  Zrozum mnie- jak najbardziej szanuję Twoje poglądy i nie próbuję ich zmieniać -
                  rozdrażnił mnie jednak Twój mentorski ton i to "dzieciaku" - stąd w rewanżu
                  pojawiło się "staruszku" :-)

                  Myślę że właśnie w konserwatywnym podejściu zawarty jest niejako brak
                  zrozumienia na inne podejście - w liberalnym (który prezentuje z Loe) jest zaś
                  większe zrozumienie dla "nowych trendów".

                  Poza tym (tu mówię za siebie - nie wiem jak inni zwolennicy konkubinatów) - ale
                  sądzę że zwolennicy wolnych związków to właśnie grupa o poglądach liberalnych
                  która obserwując swoje otoczenie (znajomi, rodzina itp.) - wychodzi z założenia
                  że lepiej uczyć się na cudzych błędach niż na własnych.

                  Pozdrawiam

                  van der Rob
                  • b.u.zz Re: Leo - też podsumowanie 09.08.02, 15:38
                    nie zdzierzylem! czego wyscie sie nauczyli na cudzych bledach?! ze papierek
                    przeszkadza w szczesciu?? czy moze tego, ze kazdy zwiazek sie rozpada? czy moze
                    wreszcie, ze bycie razem wymaga odpowiedzialnosci i pracy nad zwiazkiem? bo jak
                    na razie to wydaje sie, ze niczego.
                    pozdrowienia
                    b.
                    • Gość: van der Rob Buzz - stary druhu IP: 62.233.167.* 09.08.02, 16:12
                      Buzz stary druhu – sam sobie odpowiedziałeś na to pytanie.

                      Dowiedzieliśmy się właśnie (min. na błędach par które były małżeństwami),
                      że ".....ze bycie razem wymaga odpowiedzialnosci i pracy nad zwiazkiem"

                      (teraz prezentuje czysto osobiste argumenty – w przeciwieństwie do wcześniej
                      podawanych doświadczeń i danych): Nie wiem jak inni ale ja uważam że tego
                      właśnie bardzo często brakuje w związkach już zalegalizowanych – poczucie
                      stabilności i bezpieczeństwa jest niestety wrogiem kreatywności. Od razu
                      wyjaśnię że nie chodzi mi tu o związki 3-4 letnie lecz o takie 15 lat po
                      ślubie – gdy dwoje ludzi zna się jak łyse konie i najzwyczajniej w świecie nie
                      chce im się wysilać.

                      Nie uważam że każdy związek się rozpada – uważam jedynie że w dzisiejszych
                      czasach gdy są znacznie większe wymagania co do jakości związków, rozpadają się
                      związki w których właśnie brakuje wspomnianej odpowiedzialności i pracy nad
                      związkiem – a sądząc po statystykach jest to bardzo duża (rzekłbym
                      zastraszająca) grupa!

                      Przyznacie chyba że "papierek" jak to buzz sam nazwałeś ma tą nęcącą woń
                      stabilizacji i pewności co do przyszłości – widać to szczególnie w postach
                      kobiet tu publikujących że dał on im upragnione poczucie bezpieczeństwa.

                      Niestety jest to dość zgubna rzecz – osłabia czujność i przenosi zazwyczaj
                      uwagę z dbania o związek na dbanie o sprawy codzienne (dom, dzieci itp.). Jest
                      to naturalna – tamte sprawy wymagają opieki – zaś związek mamy już
                      niejako "zabezpieczony".

                      Nie twierdzę jednak że tak jest zawsze – chylę czoła przed wszystkimi
                      małżonkami którzy potrafili cały czas dbać o siebie i unikać nudy i rutyny!!!
                      Uważam jedynie że w wolnym związku brakuje poczucia stabilizacji i
                      bezpieczeństwa ale za to łatwiej jest dbać o sam związek.


                      Pozdrawiam

                      van der Rob
                      • b.u.zz Re: Buzz - stary druhu 10.08.02, 18:58
                        ciesze sie, ze wyciagnales taki, a nie inny wniosek. do udowodnienia pozostaje
                        jednak kwestia wplywu formalizacji zwiazku na jego trwalosc. o ile bylbym sie w
                        stanie zgodzic, ze taka mala stabilizacja moze miec wplyw na psychike
                        niektorych osob, to jednak bym tego wplywu nie wyolbrzymial. jesli piszesz, ze
                        po pietnastu latach komus sie moze przestac chciec, bo ma papier, to ten
                        argument do mnie nie dociera. naturalnie, jako osoba, ktora 15 lat temu
                        chodzila do podstawowki, moge miec falszywe mniemanie o zwiazku z takim stazem.
                        ale z tego co ja widze, nic tego nie potwierdza. wydaje mi sie nawet, ze temu
                        przeczy.
                        pozdrawiam
                        b.
            • Gość: Gośka Re: Do silly boy czyli Roba IP: *.energomar / 192.9.200.* 14.08.02, 11:12
              > To już typowy bełkot młodego.
              > Składając taką przysięgę bierzesz odpowiedzialność za swoje słowa i drugą
              osobę
              > czego w wolnym związku nie ma. W wolnym związku jest za to miejsce na brak
              > odwagi życiowej.
              >
              takiego bezsensownego stwierdzenia dawno już nie widziałam. Z Twoich słów
              wynika, że tylko złożenie przysięgi gwarantuje wzięcie na siebie
              odpowiedzialności za innego człowieka. Nie bierzesz pod uwage, że niektórzy
              nie potrzebują nakazów? Że zostali tak wychowani, że poczucie
              odpowiedzialności za bliskich jest dla nich naturalne? Czyżbyś uznawał tylko
              system nakazowy w kontaktach międzyludzkich?
    • Gość: Ruminka Re: Brać ślub czy nie - fragmenty debaty IP: *.erathia.szczecin.pl 05.08.02, 18:18
      Przeczytalam ten watek z wielka uwaga i chcialabym dodac kilka slow o nas.
      Jestesmy razem 10 lat, 3 lata mieszkalismy "w konkubinacie", a potem
      zalegalizowalismy zwiazek (na razie w urzedzie, slub koscielny przed nami). Nie
      wiem czy moje doswiadczenia moga byc reprezentatywne, ale powiem, ze slub nie
      zmienil niczego na gorsze. Nie cierpimy na omawiany tutaj syndrom nudy czy
      lenistwa malzenskiego, nasza milosc jest taka sama (tyle, ze stabilniajsza, z
      mocniejszym oparciem), uwielbiamy ze soba przebywac, czujemy sie pożądani i
      atrakcyjni dla siebie itd. Naprawde ten straszny "papier" w dobrym zwiazku nie
      jest w stanie siac takiego zamętu, jak niektorzy opisuja. Nam ulatwil wiele
      formalnosci urzedowych, pozwolil na stanowcze i konkretne opowiedzenie sie
      wzgledem siebie i bliskich (a nie bylo juz naciskow, rodzinka przyzwyczaila sie
      ze zyjemy bez slubu) - daje duza stabilnosc, szczegolnie zwiazkanych z
      dlugoterminowymi planami ;) Co nie znaczy, ze w udanym zwiazku nieformalnym to
      wszystko nie jest mozliwe. Jest tylko trudniejsze, np podczas wszelkich
      formalnosci urzedowych etc. Jesli zwiazek jest stabilny i chce tworzyc rodzine
      to moze to robic i z papierkiem i bez - choc zalegalizowanym latwiej.

      Pozdrawiam
      Rumiankowa
      • Gość: van der Rob Typy osobowości a wybór wolny związek vs małżeństw IP: 62.233.167.* 06.08.02, 10:44
        Pozwolisz że zacytuje Ci fragment wspominanego już przeze mnie artykułu z
        Wysokich obcasów - uważam że bardzo dobrze charakteryzuje on "zwolenników"
        wolnych związków jak i tych którzy wybierają małżeństwo:

        "...W nieformalne związki wpisana jest nietrwałość. Małżeństwa, które przedtem
        żyły ze sobą na próbę, często rozpadają się w ciągu pięciu lat. Dzieje się tak,
        bo model wolnego związku przyciąga ludzi o pewnym typie osobowości - mają
        liberalne poglądy, dążą do samorealizacji, lubią życie towarzyskie, nie wierzą
        w instytucję małżeństwa. Są mniej kompromisowi, oczekują od związku równości we
        wszystkim - także w wykonywaniu prac domowych.

        Wolne związki rozpadają się zwykle, gdy partnerzy zaczynają realizować
        tradycyjny podział ról, trwają, jeśli są nastawione na zrównoważoną "wymianę
        świadczeń", równy podział władzy i równe dochody. Wszelka nierówność w wolnych
        związkach prowadzi do niszczącej rywalizacji"


        Napisz proszę co w Waszym przypadku skłoniło Was do legalizacji Waszego
        związku. Jak rozumiem zrobiliście to dość niedawno skoro czekacie jeszcze na
        ślub kościelny. Powiedz szczerze czy to nie Ty byłaś tą stroną która bardziej
        naciskała w związku z planami powiększenia rodziny?

        Pozdrawiam
        van der Rob
        • Gość: Ruminka Re: Typy osobowości a wybór wolny związek vs małż IP: *.erathia.szczecin.pl 08.08.02, 16:08
          Czesc Rob :)

          Od razu odpowiem na Twoje pytania. Jestesmy razem od 10 lat. Po 3 latach
          wspolnego mieszkania wzielismy slub, czyli nie tak niedawno, bo 7 lat temu.
          Nie naciskalam w zwiazku z planami powiekszenia rodziny, bo wtedy takich
          szybkich planow nie mialam. Nadal nie mamy dzieci (choc planujemy). Wiec nie
          bylo naciskow ze wzgledu na dzieci czy tez nasze rodziny.

          A dlaczego wzielismy slub? Mielismy jasnosc i pewnosc, ze chcemy byc razem i
          tworzyc powazny zwiazek z wszelkimi konsekwencjami. A pierwszy impuls, pomysl
          do legalizacji wpadl nam b. prozaicznie - podczas rozliczania podatkowego ;)
          Wczesniej po prostu "bylismy razem" i nie rozmyslalismy specjalnie nad tematem
          slubu. Po tym zaistnieniu tematu tez nie zastanawialismy sie dlugo, dosc szybko
          kazde z nas stwierdzilo, ze nie widzi przeciwskazan, ze ma pewnosc, iz chce z
          ta druga osoba spedzic zycie, a slub bedzie naturalnym etapem w zwiazku. JAkos
          u nas to wszystko osbywalo sie z duza pewnoscia decyzji i jasnoscia co do
          wspolnego zycia. Nie mialam zadnych watpliwosci.

          Dziekuje za cytat artykulu z "Obcasow", wczesniej go nie czytalam. Pozwolisz,
          ze dopowiem jak to bylo u nas, jak ja to widze. Zaznaczam, ze to tylko nasze
          osobiste doswiadczenia, a nie jakas ostateczna prawda zyciowa :)

          > (..) Dzieje się tak,
          > bo model wolnego związku przyciąga ludzi o pewnym typie osobowości - mają
          > liberalne poglądy, dążą do samorealizacji, lubią życie towarzyskie, nie
          wierzą
          > w instytucję małżeństwa. Są mniej kompromisowi, oczekują od związku równości
          we wszystkim - także w wykonywaniu prac domowych.

          Nie bylo zadnego zalozenia ze zyjemy w "wolnym zwiazku". Tak spontanicznie nam
          to wyszlo, bez ustalen, deklaracji itd. Nawet nie bylo jakiejs specjalnej
          przeprowadzki - wyobraz sobie, ze po prostu moj (wtedy jeszcze) chlopak tak
          czesto u mnie przesiadywal i coraz czesciej zostawal na noc, ze po paru
          miesiacach zamiast odwiedzac mnie to odwiedzal swoj dom ;) Do wlasnego domu
          przychodzil coraz rzadziej, a z kazda wizyta przynosil kilka swoich rzeczy. Tak
          nam to "plynnie" i naturalnie wyszlo, ze nawet ciezko ustalic date wspolnego
          zamieszkania.
          Tak wiec nie bylo deklaracji, ze wolny zwiazek, ze partnerski podzial
          obowiazkow etc. Podzial pracy rozlozyl sie w zaleznosci od czasu,
          predyspozycji itd. I nic sie nie zmienilo pod tym wzgledem po legalizacji
          zwiazku. Nie zmienilismy stylu zycia, podzialu obowiazkow, podejscia
          partnerskiego czy osobowosci ;)

          Jeszcze raz dzieki za cytat artykulu.

          Pozdrawiam i mam nadzieje, ze odpowiedzialam wyczerpujaco :) Jakby cos to
          chetnie porozmawiam.

          Rumiankowa
          • Gość: van der Rob Re: Typy osobowości a wybór wolny związek vs małż IP: 62.233.167.* 08.08.02, 17:56
            Hej - pozdrawiam,

            W przeciwieństwie do wielu tu piszących potrafię przyznać rację osobie z którą
            dyskutuje.

            .... muszę więc przyznać iż uważam że świetnie postąpiłaś i życzę Tobie i Twemu
            mężowi wspaniałego związku.

            Pozdrawiam

            Van der Rob
            • Gość: Ruminka Re: Typy osobowości a wybór wolny związek vs małż IP: *.icm.edu.pl / *.erathia.szczecin.pl 09.08.02, 16:17
              Gość portalu: van der Rob napisał(a):

              > W przeciwieństwie do wielu tu piszących potrafię przyznać rację osobie z
              którą
              > dyskutuje.

              Dziekuje :) Choc to racja zupelnie subiektywna, dobra dla nas. Wcale nie
              twierdze, ze zawsze i dla kazdej pary malzenstwo jest lepsze niz wolny zwiazek.
              Ani odwrotnie. Wszystko jest plynne, dla roznych ludzi, na rozne etapy i
              zawilosci zycia.

              Dziekuje za mile zyczenia :) Pozdrawiam

              Rumiankowa
    • Gość: siciliana Re: Brać ślub czy nie - fragmenty debaty IP: 212.106.6.* 09.08.02, 10:28
      Mnie zastanawia jedna wazna rzecz. Duzo pisze sie jak to malzenstwa sa
      nietrwale, statystyki itd...Szkoda ze nie ma statystyk dot. konkubinatów. Ja
      mysle ze bylyby jeszcze gorsze niz te "małzenskie". Niedawno sama wstapilam w
      grono męzatek, ale przed slubem mieszkalismy razem 3 lata (jechalam mercedesem
      i volvo :))I tak naprawde niby nic sie nie zmienilo ani na lepsze ani na
      gorsze, a jednak...Slub byl dla mnie ogromnym przezyciem. Wiem ze duza czesc
      zwiazkow rozpada sie bo jedna strona juz sie znudzila i szuka rozrywki poza
      zwiazkiem (patrzcie ile jest wątków na ten temat na forum!!) Byc moze w
      przyszlosci ja równiez bede miec jakies pokusy - bo tłumaczenie ze to nie
      zauroczenie ale milosc chyba nie jest szczere (nie wierze ze ludzie doznają
      ogromnej miłosci i znajdują swoją drugą połówke po kilku rozmowach i
      spotkaniach)- urozmaicenia sobie moze juz troche nudnawego zycia. Ale wiem na
      pewno, że wówczas ta uroczystość która tak silnie zapisala się gdzies w srodku
      mnie, bedzie takim glosem, obiektywnym spojrzeniem "z boku" na to co robie. I
      mam nadzieje ze wtedy bede miala na tyle honoru w sobie zeby zamiast brnąc
      dalej, postarac sie o naprawe swojego związku z męzem. Nie mając swiadomości ze
      łączy mnie nas cos wyjątkowego, latwiej bylo by mi po prostu odciąc się i
      zacząć "nowe lepsze życie". Nigdy nie bede miec pewnosci ze wytrzymamy razem do
      konca zycia, moge miec tylko nadzieje ze mój mąz tez bedzie szanowal to co nas
      łączy.
      Nie potępiam konkubinatów, nie uwazam ze są gorsze. Nie podoba mi się tylko,
      gdy zyjąc z kims, kochając go, z góry zakladamy ze tak naprawde to niewiadomo
      czy to jest miłość "do grobowej deski". Tego nigdy nie wiadomo!!!. Ale można w
      to wierzyc i starac sie aby tak bylo. I bardzo bolaloby mnie, gdyby moj
      męzczyzna mówiąc że mnie kocha, nie chcial zalegalizowac związku, bo on sie boi
      ze koniec konców to związek sie rozpadnie. A juz największym dziwactwem to
      tlumaczenie ze po slubie sa wieksze szanse na rozpad zwiazku bo ludzie
      przestają sie starac. To wszystko zalezy od samych ludzi, tak samo po kilku
      latach w konkubinacie ludzie tez przestają sie starac. I wydaje mi sie ze tak
      naprawde to trudno dokonac tu obiektywnych porównan, bo większosc konkubinatów
      rozpada sie dosc szybko, wlasnie wtedy kiedy któras strona przestaje sie
      starac.
      pozdrówka
      • Gość: monika Re: Brać ślub czy nie - fragmenty debaty IP: *.pkobp.pl 09.08.02, 12:17
        zgadzam sie z przedmowczynia. dla mnie te cale dyskusje sa bezsensowne bo
        odpowiedz na problem jest prosta.

        jestem baaardzo szczesliwa mezatka, przed slubem mieszkalismy razem 2 lata i od
        poczatku czulam, ze to jest to. wczesniej bylam w kilkuletnich zwiazkach (tak
        samo moj maz), gdzie bylo niezle, ale zadne z nas nie palilo sie do slubu bo to
        do konca nie bylo to i przypuszczam, ze kazde z nas podswiadomie czekalo ze cos
        jeszcze sie wydarzy.

        no i tak sytuacja wyglada - dla mnie za konkubinatem sa te osoby, ktore nie
        trafily jeszcze na swoja polowke, jest im dobrze ale nie zajebiscie dobrze! i
        czekaja ze moze cos sie ciekawszego przytrafi to po co sie wiazac. kobiety
        ktore bronia konkubinatu maja chyba problem ze ta druga strona nie pali sie do
        malzenstwa, wiec staraja sie swiatu udowodnic ze konkubinat jest taki fajny.
        jezeli ludziom jest tak cudownie w konkubinacie to czemu do cholery nie wezma
        slubu (u mnie po slubie jest jeszcze lepiej!!!! maz twierdzi to samo)

        prawda jest taka, ze konkubinat jest dla tych, ktorzy z gory zakladaja
        rozstanie, wiec nie chca sie wiazac, a chwilowo zyja w wygodnym ukladzie.

        chcialabym zaznaczyc ze oczywiscie cale rozwazanie dotyczy inteligentnych ludzi
        podejmujacych swiadome decyzje o malzenstwie (rozumiem, ze tekst nie dotyczy
        tych co biora slub z chorych powodow - dziecko, obawa przed samotnoscia itp.)

        dla normalnych, inteligentnych ludzi, ktorzy sa szczesliwi ze soba (nie od
        tygodnia oczywiscie)malzenstwo jest naturalna konsekwencja. a jezli nie jest to
        znaczy to (jak napisalam powyzej) ze przynajmniej jedna strona nie jest do
        konca szczesliwa i liczy sie z rozstaniem.
        • Gość: pam Re: Brać ślub czy nie - fragmenty debaty IP: *.tdmedia.pl 10.08.02, 20:57
          Gość portalu: monika napisał(a):



          dla mnie za konkubinatem sa te osoby, ktore nie
          > trafily jeszcze na swoja polowke, jest im dobrze ale nie zajebiscie dobrze! i
          > czekaja ze moze cos sie ciekawszego przytrafi to po co sie wiazac. kobiety
          > ktore bronia konkubinatu maja chyba problem ze ta druga strona nie pali sie
          do
          > malzenstwa, wiec staraja sie swiatu udowodnic ze konkubinat jest taki fajny.
          > jezeli ludziom jest tak cudownie w konkubinacie to czemu do cholery nie wezma
          > slubu (u mnie po slubie jest jeszcze lepiej!!!! maz twierdzi to samo)
          >
          > prawda jest taka, ze konkubinat jest dla tych, ktorzy z gory zakladaja
          > rozstanie, wiec nie chca sie wiazac, a chwilowo zyja w wygodnym ukladzie.
          > dla normalnych, inteligentnych ludzi, ktorzy sa szczesliwi ze soba (nie od
          > tygodnia oczywiscie)malzenstwo jest naturalna konsekwencja.
          O RANY!!! Dzieki- teraz wiem co to normalnosc i inteligencja!
          My jestesmy para nienormalnych glupoli, ktora jest ze soba od 12 lat, nie mamy
          zamiaru brac slubu bo tak jest nam wygodniej od strony prawnej(nie mamy dzieci
          ani powaznego wspolnego majatku) .W przysiegi typu "ze cie nie opuszcze..." nie
          wierzymy i bedziemy ze soba tak dlugo jak bedzie nam dobrze razem i ani minuty
          dluzej(chcialabym byc z Nim na zawsze ale nie wyobrazam sobie zeby byl ze mna
          tylko dlatego ze mi to obiecal)
          Ciekawe dlaczego sadzisz ze to tylko facet moze sie nie palic do malzenstwa -
          to chyba oznacza ze mozna Ci pogratulowac udanego "polowania".
    • Gość: Gość Ruminka i siciliana IP: 62.93.65.* 09.08.02, 12:18
      Brawo Ruminka!!! Brawo siciliana!!!

      Wreszcie jakieś mądre i rzeczowe wypowiedzi. W pełni popieram. Ja wprawdzie
      dopiero mam zamiar "popełnić" ten krok. Ale już życzyłbym sobie, aby nasze
      małżeństwo rozwijało się tak jak Wasze.

      Pozdrowaśki
      • default Re: Ruminka i siciliana 09.08.02, 12:36
        A ja nie rozumiem, dlaczego twierdzicie, że jak para nie bierze ślubu, to
        znaczy, że :
        - nie kochają się dostatecznie
        - nie są pewni, czy chcą ze sobą być
        - któreś z nich czeka na coś lepszego
        itd. Oczywiście życie bez ślubu może z w/w przyczyn wynikać, ale wcale nie
        musi.
        Monika napisała :"kobiety
        ktore bronia konkubinatu maja chyba problem ze ta druga strona nie pali sie do
        malzenstwa, wiec staraja sie swiatu udowodnic ze konkubinat jest taki fajny"

        Moim zdaniem z tego stwierdzenia wyłazi typowo babskie dążenie do "złapania
        faceta", żeby nie zostać starą panną i w ogóle bez męża to wstyd i hańba dla
        kobiety.
        My wiemy na pewno, że jesteśmy sobie przeznaczeni, że chcemy być zawsze razem,
        a mimo to żyjemy bez ślubu już 14 lat. Co prawda ostatnio on zaczął mnie ostro
        namawiać na ślub,nawet coś tam załatwiał, ale ja się jeszcze zastanawiam....
        I to z bardzo przyziemnego powodu - straciłabym możliwość rozliczania się z
        podatku z dzieckiem....:)
        • Gość: van der Rob Re: Ruminka i siciliana IP: 62.233.167.* 09.08.02, 13:55
          Dla mnie list Default jest zaprzeczeniem wszystkich tych teorii które tu padły
          że w konkubinaty wpisana jest nietrwałość. Ze względu na jej doświadczenie 14
          letnie - którym niewiele osób (dyskutujących na tym forum) może się tu
          pochwalić warto zwrócić uwagę na jej wypowiedź.

          BTW: Czy zauważyliście że do tej pory za małżeństwem opowiadają się głównie
          świeżo upieczeni małżonkowie (kilka lat stażu) – gdy jeszcze wszystko jest
          cudowne i różowe – potwierdza niejako powzięta decyzję.


          Sorry za małą osobistą wycieczkę, ale czy tym razem Liver także użyjesz swojego
          standardowego tekstu że Ci „od konkubinatu” to dzieciaki?


          P.S. Weźcie pod uwagę jeszcze jeden wątek sprawy – w naszych czasach (w ciągu
          ostatnich 100-150 lat) ponad dwukrotnie zwiększyła średnia długość życia
          „nie opuszczę Cię aż do śmierci” w dzisiejszych czasach oznacza jakieś 40-50 a
          nawet więcej lat związku. (przy obecnej średniej wieku). Jeszcze nasi
          pradziadkowie (koniec XIX wieku) gdy przyrzekali „aż do śmierci” – mogli liczyć
          na co najwyżej 20-25 lat związku gdy brali ślub w wieku lat 20!!!

          Tak więc 3-4 letni staż przy oczekiwanych 30-40 latach to jeszcze dość mało i
          wiele się może zdarzyć - weźcie poprawkę na to przy prezentowaniu swoich
          stanowisk.

          Pozdrowienia dla Wszystkich
          van der Rob
          • Gość: Liver Rob IP: 157.25.84.* 09.08.02, 14:46
            Mój staż małżeński 9,5 roku a właściwie już niedługo 10 lat.
            Że tak powiem : mówi Ci to coś ?

            Po za tym, gdybyś czytał uważnie moje posty, byś wiedział, że ( tu
            wytłumaczyłem to default i zgodziła się ze mną ) czepiam się tylko tych młodych
            ludzi, którzy nie mają za sobą żadnego doświadczenia ( kawalerowie i panienki ),
            a którzy od razu opowiadają się za wolnym związkiem.
            Czy dotarło ?
            • Gość: Liver Rob i jeszcze jedno. IP: 157.25.84.* 09.08.02, 15:01
              „P.S. Weźcie pod uwagę jeszcze jeden wątek sprawy – w naszych czasach (w ciągu
              ostatnich 100-150 lat) ponad dwukrotnie zwiększyła średnia długość życia
              „nie opuszczę Cię aż do śmierci” w dzisiejszych czasach oznacza jakieś 40-50 a
              nawet więcej lat związku. (przy obecnej średniej wieku). Jeszcze nasi
              pradziadkowie (koniec XIX wieku) gdy przyrzekali „aż do śmierci” – mogli liczyć
              na co najwyżej 20-25 lat związku gdy brali ślub w wieku lat 20!!! „

              Czy możesz mi wytłumaczyć dlaczego „w naszych czasach (w ciągu
              ostatnich 100-150 lat) ponad dwukrotnie zwiększyła średnia długość życia” ?
              Po pierwsze, nie mam żadnych danych ( nie znam ), że to akurat od 100-150 lat,
              więc tutaj nie będę się wypowiadał ale może mnie oświeć.
              Po drugie, długość lat się zwiększyła w ostatnim okresie bo, moim zdaniem,
              nastąpił szalony rozwój technologiczny w różnych dziedzinach, ludzie
              uświadomili sobie, że powinni dbać o siebie oraz brak jest długotrwałych i
              światowych wojen, no ale to od jakiś pięćdziesięciu kilku lat. Po za tym,
              wpływa na to też opanowanie i wyeliminowanie różnego rodzaju choróbsk.
              No tak, ale o niektórych usłyszeliśmy dopiero w drugiej połowie XX wieku i na
              razie nie ma na nie lekarstw.
              • Gość: van der Rob Re: Rob i jeszcze jedno. IP: 62.233.167.* 09.08.02, 16:18
                Twej odpowiedzi muszę przyznać, nie rozumiem :-(

                Te 100-150 lat było czysto umownie - po prostu do końca XIX wieku długość życia
                mężczyzny wynosiła ok 40 lat.
                Chodziło mi raczej o zwrócenie uwagi że obecnie związki które są zawierane "aż
                do śmierci" - są automatycznie dłuższe dwukrotne!!!


                Pozdrawiam
                van der Rob
            • Gość: van der Rob "Wszyscy przyjaciele królika" IP: 62.233.167.* 09.08.02, 16:25
              Liver – to co piszesz:
              "... czepiam się tylko tych młodych ludzi, którzy nie mają za sobą żadnego
              doświadczenia ( kawalerowie i panienki )"
              automatycznie zawęża grono twoich adwersarzy jedynie do ...... małżonków lub
              rozwodników!!!!
              Nie wiem czy to zauważyłeś!!!

              Może się mylę ale dyskusja nie podlega chyba jedynie na poklepywaniu się po
              plecach we własnym gronie ale również na wysłuchaniu argumentów innych ludzi
              często mających inne podejście do życia. ?

              Pozdrowiam
              van der Rob
              • Gość: Ruminka Spokojnie :-) IP: *.icm.edu.pl / *.erathia.szczecin.pl 09.08.02, 16:41
                Przyznam, ze nie wiem po co te wszystkie emocje, zawile argumentacje,
                jednoznaczne opowiadanie sie "za" czy "przeciwko", jakby bylo tylko czarne albo
                biale. Nie wiem po co tez takie strasznie generalizacje, pisanie ze ci co
                preferuja wolne zwiazki sa tacy i tacy, a ci co malzenstwa siacy. Zaden
                psycholog nie osmielilby sie oceniac osobowosci TYLKO na podstawie popierania
                lub nie wolnych zwiazkow (czy tez malzenstw). Zaskakujecie mnie wyglaszajac tak
                jednoznaczne, kategoryczne generalizacje. A argumenty wydaja mi sie najczesicej
                tak naciagane, byle cos, cokolwiek wymyslic na poparcie swoich pogladow czy
                wyoborow. A nie wystarczy napisac, ze zyje tak (albo popieram takie zycie\) bo
                mam wewnetrzne przeswiadczenie, ze tak jest slusznie? ;)

                Ja tam nie przychylam sie do zadnego stanowiska. Uwazam, ze najwazniejsza jest
                jakosc zwiazku i satysfakcja, poczucie spelnienia, a nie skupianie na formie.
                Sa ludzie szczesliwi i w takich i takich zwiazkach. Tak samo nieszczesliwi. A
                to, ze np wiecej nieszczesliwych malzenstw niz konkubinatow wynika raczej z
                tego, ze bioracy slub czesciej sa wiekszymi tradycjonalistami niz zyjacy w
                konkubinacie. A co za tym idzie - jednoznacznie oceniaja mozliwosc rozwodu.
                Czesciej tez w takich zwiazkach sa dzieci. Wcale nie wynika to z tego,
                ze "malzenstwo unieszczesliwia" :) Jedyne co bym winila to czas, brak
                zaangazowania w podsycanie uczuć - a to jest niezalezne od legalizacji.

                Co do tego ze teraz wspolne zycie po slubie jest "dwuktornie dluzsze" niz w
                zamierzchlych czasach to ja sie tylko z tego ciesze! To znaczy dwa raz wiecej
                dni z kochanym facetem! Coz tu jest do zmartwienia? ;)

                Pozdrawiam cieplo
                • Gość: van der Rob Re: Spokojnie :-) IP: 62.233.167.* 09.08.02, 17:14
                  Do Ruminki i Default

                  Muszę przyznać że zgadzam się w pełni z waszymi opiniami (mimo że tak różnymi).
                  Także uważam (jak to napisała Ruminka) że najważniejsze to :

                  „... Uważam, ze najwazniejsza jest jakosc zwiazku i satysfakcja, poczucie
                  spelnienia, a nie skupianie na formie”

                  Nie staram się nikogo na siłę przekonać do swego zdania – zwróćcie uwagę że
                  jako zwolennicy wolnych związków – do których zaliczę tu Leo i siebie
                  prezentujemy jedynie nasze poglądy i ukazujemy ew. czynniki które mogą wpłynąć
                  na decyzję lub jakość związku.
                  Drażni nas jednak „protekcjonalne” traktowanie przez zwolenników małżeństw –
                  do których zaliczę Livera i Buzza (pozdrawiam!)

                  Pozdrawiam

                  van der Rob
            • Gość: leo Re: Rob IP: *.datastar.pl 09.08.02, 16:31
              Gość portalu: Liver napisał(a):

              > Mój staż małżeński 9,5 roku a właściwie już niedługo 10 lat.
              > Że tak powiem : mówi Ci to coś ?

              No! Mi mówi że wcześnie zawarłeś małżeństwo. Oznacza to m.in. że miałeś umiarkowane szanse zapoznać się z
              zaletami/wadami życia w wolnym związku (no i wtedy to nie było takie "popularne")

              >
              > Po za tym, gdybyś czytał uważnie moje posty, byś wiedział, że ( tu
              > wytłumaczyłem to default i zgodziła się ze mną ) czepiam się tylko tych młodych
              >
              > ludzi, którzy nie mają za sobą żadnego doświadczenia ( kawalerowie i panienki )
              > ,
              > a którzy od razu opowiadają się za wolnym związkiem.
              > Czy dotarło ?

              Czyli prawo do wypowiedzi mają tylko ci, którzy zawarli małżeństwa i mają odpowiedni wiek. To ja odpadam i to
              podwójnie. Mażeństwo - wiadomo no i tylko 25 lat.

              Ogólnie to bardzo wygodne bo raczej nie ma zbyt wielu osób które są zwolennikami wolnych związków ale zawarły
              małżeństwa! Powiem więcej - to dwie sytuację najczęściej się wykluczają! Eliminujesz dyskutantów z odmiennymi
              poglądami w "przedbiegach".
        • Gość: siciliana Re: Ruminka i siciliana IP: 217.8.162.* 09.08.02, 16:37
          default napisała:

          > A ja nie rozumiem, dlaczego twierdzicie, że jak para nie bierze ślubu, to
          > znaczy, że :
          > - nie kochają się dostatecznie
          > - nie są pewni, czy chcą ze sobą być
          > - któreś z nich czeka na coś lepszego
          > itd. Oczywiście życie bez ślubu może z w/w przyczyn wynikać, ale wcale nie
          > musi.
          Default ja nie twierdze ze konkubinat jest zly i ludzie nie kochają sie
          dostatecznie. To jest ich decyzja. Wiem ze sa konkubinaty lepsze niz wiele
          malzenstw i sa malzenstwa lepsze niz wiele konkubinatow. Dla mnie to wszystko
          zalezy tylko i wylacznie od dwojga ludzi, to oni tworza zwiazek. Mnie tylko nie
          podoba sie podejscie niektorych ludzi, z gory zakladajace potencjalny rozpad
          zwiazku, to jest dla mnie co najmniej dziwne, zwlaszcza jezeli ktos twierdzi ze
          bardzo kocha ta osobe. Byc moze idealizuję, przed slubem nie traktowalam tego
          jako wielką zmianę w zwiazku. Dla mnie samej bylo zaskoczeniem, jak duzy wplyw
          na mnie miala ta uroczystosc. Ale to jest tylko i wylacznie moje subiektywne
          odczucie. I jeszcze jedno, chyba mnie zle zrozumialas, do lapania meza bylo mi
          baaaaaaaaaaaaardzo daleko :)))))))))))I jeszcze jedno, musze przyznac ze sama
          oprawa uroczystosci, tzn biala suknia (no u mnie ecru) itd.. tez ma swoje
          plusy ;)
          pozdrowka i najlepsze zyczenia z okazji waszego slubu ;))))))))))))))))
    • Gość: van der Rob Do Livera i Buzza 2 IP: 62.233.167.* 14.08.02, 19:23
      Drodzy adwersarze – przeczytajcie poniższy urywek artykułu i powiedzcie czy
      ktoś już nie wypowiadał się podobnie na tym forum?
      Czyż przypadkiem ostatnie zdanie nie brzmi wam znajomo?

      "· Nie muszę już ci się podobać
      Inna strategia - związek został zalegalizowany, usankcjonowany prawem. Pojawia
      się wówczas myślenie, że nie trzeba się już wysilać i można pozwolić sobie na
      wszystko, czyli też na nie dbanie o siebie. Przykład: Po domu mogę chodzić jak
      flejtuch, bez makijażu, w najgorszych ubraniach. Kobieta zaczyna uważać, że
      powinna dobrze wyglądać tylko wychodząc z domu. Mąż może zacząć uważać, że nie
      ma ochoty być dla niego atrakcyjna, że woli podobać się innym mężczyznom. Może
      przestać też, mimo miłości do żony, czuć do niej pociąg fizyczny. A w efekcie
      może zacząć szukać przygód. Usankcjonowaliśmy związek, nie musimy już nic
      więcej robić, nie musimy się wysilać."


      Cytowany fragment pochodzi z artykułu pt. "Nieświadome prowokatorki" a autorem
      tych słów jest Andrzej Samson –psycholog i terapeuta. (dość znany!)
      www.sekretykobiet.pl/ps_onaion/?T[page]=1&strTop=onaion&strMenu=2840&strArticle=18197

      Jak widzicie opisywane przeze mnie podejście występuje jednak "w przyrodzie" –
      teraz należy tylko wskazać skalę tego zjawiska.


      P.S. Do Leo – Szukałem danych o które pytałeś – wszystkie statystyki dotyczące
      małżeństw i rozwodów można znaleźć na stronie GUS-u.

      I tak statystyki dot. rozwodów:
      www.stat.gov.pl/serwis/ludnosc1/tablice/tabl4.xls
      (warto jednak przeliczyć samodzielnie współczynniki – te publikowane są
      jakieś "dziwne" – wychodzi dokładnie tyle ile podawałem za publikacją w
      Wysokich obcasach – 281 na 1000 małżeństw w miastach (wzór: liczba rozwodów w
      danym roku / liczbę małżeństw *1000 i mamy poszukiwany wynik)

      Najciekawsze moim zdaniem są statystyki dotyczące dzieci pozamałżeńskich-
      osobiście uważam że mogą one w przybliżeniu informować o skali związków
      nieformalnych –co prawda są zafałszowane przez dzieci samotnych matek ale i
      tak pokazują ew. górną granicę i trend (rosnący).

      Oto link: www.stat.gov.pl/serwis/ludnosc1/tablice/tabl6.xls

      Pozdrawiam

      van der Rob
    • Gość: van der Rob Do Livera i Buzza 2 IP: 62.233.167.* 14.08.02, 19:23
      Drodzy adwersarze – przeczytajcie poniższy urywek artykułu i powiedzcie czy
      ktoś już nie wypowiadał się podobnie na tym forum?
      Czyż przypadkiem ostatnie zdanie nie brzmi wam znajomo?

      "· Nie muszę już ci się podobać
      Inna strategia - związek został zalegalizowany, usankcjonowany prawem. Pojawia
      się wówczas myślenie, że nie trzeba się już wysilać i można pozwolić sobie na
      wszystko, czyli też na nie dbanie o siebie. Przykład: Po domu mogę chodzić jak
      flejtuch, bez makijażu, w najgorszych ubraniach. Kobieta zaczyna uważać, że
      powinna dobrze wyglądać tylko wychodząc z domu. Mąż może zacząć uważać, że nie
      ma ochoty być dla niego atrakcyjna, że woli podobać się innym mężczyznom. Może
      przestać też, mimo miłości do żony, czuć do niej pociąg fizyczny. A w efekcie
      może zacząć szukać przygód. Usankcjonowaliśmy związek, nie musimy już nic
      więcej robić, nie musimy się wysilać."


      Cytowany fragment pochodzi z artykułu pt. "Nieświadome prowokatorki" a autorem
      tych słów jest Andrzej Samson –psycholog i terapeuta. (dość znany!)
      www.sekretykobiet.pl/ps_onaion/?T[page]=1&strTop=onaion&strMenu=2840&strArticle=18197

      Jak widzicie opisywane przeze mnie podejście występuje jednak "w przyrodzie" –
      teraz należy tylko wskazać skalę tego zjawiska.


      P.S. Do Leo – Szukałem danych o które pytałeś – wszystkie statystyki dotyczące
      małżeństw i rozwodów można znaleźć na stronie GUS-u.

      I tak statystyki dot. rozwodów:
      www.stat.gov.pl/serwis/ludnosc1/tablice/tabl4.xls
      (warto jednak przeliczyć samodzielnie współczynniki – te publikowane są
      jakieś "dziwne" – wychodzi dokładnie tyle ile podawałem za publikacją w
      Wysokich obcasach – 281 na 1000 małżeństw w miastach (wzór: liczba rozwodów w
      danym roku / liczbę małżeństw *1000 i mamy poszukiwany wynik)

      Najciekawsze moim zdaniem są statystyki dotyczące dzieci pozamałżeńskich-
      osobiście uważam że mogą one w przybliżeniu informować o skali związków
      nieformalnych –co prawda są zafałszowane przez dzieci samotnych matek ale i
      tak pokazują ew. górną granicę i trend (rosnący).

      Oto link: www.stat.gov.pl/serwis/ludnosc1/tablice/tabl6.xls

      Pozdrawiam

      van der Rob
      • Gość: van der Rob Liver Buzz Leo - gdzie jesteście? IP: 62.233.167.* 26.08.02, 18:11
    • persona1 Re: Brać ślub czy nie - fragmenty debaty 14.08.02, 23:10
      lejdifakof.blog.pl
    • Gość: van der Rob Ważny artykuł 07/10/02 IP: 62.233.167.* 07.10.02, 12:56
      tygodnikforum.onet.pl/1098000,0,3906,,artykul.html
    • Gość: kasiapro1 Re: Brać ślub czy nie - fragmenty debaty IP: *.dsl.siol.net 07.10.02, 21:48
      Mysle,ze mozan byc w zwiazku malzenskim i nic sobie nie kolidowac i
      utrudniac.Dlaczego niektorzy z Was myslicie ze to "kloda pod nogi"?ZYlam na
      kocia lape a teraz w szczesliwym malzenstwie-kazdemu polecam i zycze takiego
      szczescia
    • Gość: moboj Re: Brać ślub czy nie - fragmenty debaty IP: *.magma-net.pl 13.10.02, 01:28
      Żyję w wolnym związku od lat 7, od 5 lat mieszkamy razem i bardzo to sobie
      chwalę. w mojej rodzinie wszystkie małżeństwa bądź to zakończyły się rozwodem,
      bądź są skłócone - z różnych powodów: proza życia, ktoś trzeci, uczucie wygasło.
      nie znam zadnego szczęśliwego małżeństwa, więc sama nie chcę wychodzić za mąż.
      nie chcę być w takiej sytuacji jak moja mama: chce rozwieść się z ojcem, ale
      jej nie stać na pójście do sądu, na adwokata - nie ma na to kasy. w dodatku
      ojciec był ławnikiem w sądzie, więc ma tam znajomości i na pewno zdołałby ją
      nieźle załatwić.
      ja nie chcę miec kiedys takich problemów. teraz oboje jestesmy bardzo
      szczęśliwi, ale nie jest wykluczone,że kiedyś to się zmieni, a ja nie mam
      ochoty prac brudów na sali sądowej, nie chcę, żeby "wysoki sąd" właził w moje
      życie z butami.
      jestem niewierząca, więc ślub kościelny nie wchodzi w rachubę. jest to wielki
      szok dla rodziców mojego chłopaka, bo do tej pory nikt w ich rodzinie nie miał
      takiego podejścia do sprawy. oni nie mogą pojąć tego, że nie będzie wesela na
      200 osób, tak żeby wszyscy o tym słyszeli... bo chodzi im oczywiście nie o
      nasze szczęście, ale o to, co ludzie powiedzą...jak się teściowie wtrącają do
      życia młodych to naprawdę może wyjść kaszana...
      zresztą takie weselisko przerazałoby mnie - robienie z siebie idiotki na
      oczepinach, ta biała kiecka przypominająca wielką bezę albo tort ze smietaną
      itp - to nie dla mnie.
      jakis Liver wypisuje tu, ze co mozna wiedziec o odpowiedzialnym zyciu jak się
      ma 25 lat (napisał tak jakiemuś gościowi, który nie chce brac ślubu) - wierz
      mi, ja mam 25 lat i widziałam juz niejedno, napatrzyłam się na małżeńskie
      kłótnie, rękoczyny, brak forsy na jedzenie itp. ja nie chce tego doswiadczyć i
      dlatego nie chcę wyjść za mąż. jeśli ktoś mnie tak potraktuje po prostu odejdę
      i nie będę musiała czekać latami na rozwód, bo jakaś katolicka sędzina uprze
      się,że mam się poświęcić dla rodzinnego życia.poza tym mój ojciec ma 50 lat,a
      jest mniej odpowiedzialny ode mnie... wiek nie ma tu nic do rzeczy.
      jestem za życiem w wolnym związku i wiek nie ma tu nic do rzeczy. ludzie tak
      żyjacy nie są w niczym gorsi od ludzi zyjących w katolickich małżeństwach.
      tez sie kochają, maja problemy, mają dzieci i te dzieci maja mame i tate. mnie
      małżeństwo moich rodziców nie dawało poczucia bezpieczeństwa, wręcz przeciwnie.
      marzyłam o tym, aby się wreszcie rozeszli.
      wydaje mi sie, że ślub jakby przypisuje do siebie dwie osoby w związku z czym
      one jakoś sobie z czasem obojętnieją, nie starają się o siebie.
      dzieki pewnej monice dowiedziałam sie, ze byc za małżeństwem = byc
      inteligentnym. dobre sobie...
      ja jestem inteligentna i wykształcona i zyję w wolnym związku, bo tak mi się
      podoba. chcę byc z moim facetem bo go kocham a nie dlatego ze mu to obiecałam w
      jakiejs przysiędze przed facetem w kiecce. i w naszym zwiazku to ja nie palę
      sie do małżeństwa, a nie mój facet...dziwne sa te sądy, że to zawsze facet nie
      chce slubu, u mnie jest odwrotnie.
      nie rozumiem tez takiego gadania, że skoro zyje się w konkubinacie to znaczy ze
      nie darzy się siebie wzajemnie dostatecznie wielkim uczuciem. to bzdura jakaś.
      my się bardzo kochamy.
      Po za tym, gdybyś czytał uważnie moje posty, byś wiedział, że ( tu
      wytłumaczyłem to default i zgodziła się ze mną ) czepiam się
      tylko tych młodych
      ludzi, którzy nie mają za sobą żadnego doświadczenia (
      kawalerowie i panienki ),
      a którzy od razu opowiadają się za wolnym związkiem.
      Czy dotarło ?
      to wyzej napisał liver.
      jestem "młodą panienką", ale wystarczy mi doswiadczenie moich rodziców -
      wystarczy za 100 lat życia kilku osób.
      pozdrawiam.


      • Gość: .............. Re: Brać ślub czy nie - fragmenty debaty IP: *.sympatico.ca 14.10.02, 01:16
        Kazdy zwiazek powinien byc wolny w pewnym sensie. Musisz jednak
        rozumiec niektore sprawy lub obowiazki czy zobowiazania wiazania
        sie z inna osoba. Ten fakt juz uniewalnia poniekad nasza pojedyncza
        wolnosc gdyz trzeba ja przyjmowac od kogos bliskiego, kochanego i
        z nim /nia sie tez ta wolnoscia dzielic. Dzielic sie lub
        przyjmowac tak, by te wolnosc cenic we wzajemnym pomaganiu
        sobie. Nie wazny jest papier, ale zycie jest wazne, bowiem nie z
        papierkiem zyjesz lecz z czlowiekiem. Osobiscie uwazam ze ludzie
        ktorzy podchodza z rezerwa co do "papierka" slubu sa bojazliwi
        i poprostu boja sie ryzyka. Kazde malzenstwo jest zobowiazaniem
        niestety, i to z obu stron. Samo uzywanie slowa "wolny" zwiazek
        brzmi przynajmniej dla mnie smiesznie. Jezeli wolny- to juz nie
        zwiazek, a raczej tylko jego fikcja. Niestety, ale tylko tych
        zainteresowanych swoim wygodnictwem i to w roznych formach (bo
        taki stad wyciagam wniosek) takie wolne zwiazki interesuja. Byc
        moze w wolnych zwiazkach brak jest milosci na tyle by
        powiedziec o niej zdecydowanie wszystkim w tym "niewolnym"
        zwiazku, chcac przysiac o niej przed goscmi i Bogiem w kosciele.
        • Gość: Aka Re: Brać ślub czy nie - fragmenty debaty IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 14.10.02, 11:38
          a ja zauważyłam jeszcze jedną rozbieżność, między uczestnikami dyskusji: jeśli
          na temat ślubu kościelnego rozmawia osoba wierzącai ktoś dla kogo jest to sprwa
          formatu papierka to jakim cudem mogą się one dogadać?
          dla mnie nie ma watplwosci wierze i slub to nie papierek, formalnosc tylko
          sakrament więc nie wiem, czy te rozważania wogóle mnie dotyczą. Mój mąż też
          chciał ślubu jest ateistą co nie przeszkadza nam się kochać- śłubów pseudo
          kościelnych (bo tak wypada,albo cytat" trzeba pójść jakoś wcześniej do
          spowiedzi, żeby przed ślubem nie było głupio powiedzieć, że od 5 lat w kościele
          się niebyło")nie uznajemy poszliśmy na kompromis- był ślub kościelny ale za
          dyspensą i mąż nie przysięgał przed Bogiem w którego nie wierzy przysięgał mi.
          na razie jest super iwszystkim czy w małżeństwie, czy w wolnych związkach życzę
          takiego szczęścia jak nasze.
          pzdr A

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka