meduza7
02.08.05, 21:19
Co za szczęście, że nie mieszkam z teściami...
Teściowa jest w zasadzie nieszkodliwa, może nieco irytująca, ale bez złej
woli, ot, taki sposób bycia. Za to teść ostatnio wszedł w fazę upierdlistwa do
kwadratu. Siedzie na kanapie i ma za złe, jak to się kiedyś mówiło o starych
pannach. Wszystkich się czepia, teściowej, swojej córki i wnuków... W dodatku
bez przerwy sępi od mojego męża, a to dychę, a to dwie, a to kup mu piwo. Nie
płacił cale lata czynszu za mieszkanie, naroslo mu ileś tam tysięcy długu i
już adm miała ich wykwaterować do jakiejś nory z piecem kaflowym i bez kibla,
na szczęście dowiedziała się o tym jego córka, spłaciła część długu, resztę im
rozlożyli na raty. A ten się nie przejmuje, bo "on napisze do prezydenta
miasta, że jak to może być, żeby mu mieszkanie zabierali, jak tyle lat
pracował...". Tak jakby prezydenta to cokolwiek obchodziło. Ostatnio podobna
sytuacja była z ich działką, trzeba było płacić jakieś składki, teść
oczywiście olewał to sobie, tymczasem zapowiedzieli, że wymieniają zamki przy
furtkach i ci, co nie płacili, nie dostaną nowych kluczy. No i dopiero wtedy
zrobiło się wielkie aj waj i szukanie jelenia, który pożyczy. Oczywiście
zapłacił mój mąż. nawiasem mówiąc, oboje teściowie są na emeryturze i o ile
ona dostaje raczej niską, to on dość wysoką... i co z tego? Rachunki musi
płacić teściowa ze swojej. Do niedawna mój mąż płacił też za ich kablówkę i
telefon, choć nie mieszkamy z nimi. Teraz siostra męża wprowadziła się do
rodziców i ona przejęła te opłaty.
Po co to wszystko piszę? bo gdy protestuję przeciwko pchaniu pieniędzy w
teścia, czuję się jak wredna, skąpa świnia...