mike2005
11.08.05, 22:24
Nie będę na wstępie stawiał pytania w stylu "Czy wyszłabyś za faceta
robiącego w budżetówce?" - byłoby ono zbyt trywialne. Wiadomo, że jest
budżetówka i "Budżetówka". Można mieć pracę 8 h/dz. w jakimś sekretariacie
czy urzędzie za marne grosze, polegającą głównie na spławianiu natrętnych
interesantów/odbieraniu wielce ciekawych telefonów/parzeniu kawy itp., ale są
też konkretne "stołki", obsadzane zazwyczaj przez "kolesiów". Oczywiście jest
też trochę możliwości pośrodku, zazwyczaj jednak robota "na państowym wikcie"
kojarzy się z tą pierwszą sytuacją, czyli średnio ambitną pracką od-do za
wynagrodzenie często uwłaczające ludzkiej godności. Nie chcę sugerować, że
(potencjalni) mężowie w budżetówce to mężowie "drugiej kategorii", ale same
wiecie...
Ciekawi mnie, czy mobilizujecie w jakiś sposób Waszych
mężów/narzeczonych/chłopaków, żeby rozejrzeli się za jakimś bardziej
intratnym zajęciem, czy też biernie aprobujecie obecną sytuację?
P.S. Wiadomo, że czasem facet podłapuje jakąś pracę w budżetówce,
niekoniecznie na 8 godzin dziennie, w celu "zahaczenia" się, by dorabiać
(się) na czym innym, jednak zakładając niniejszy wątek, miałem na myśli
przypadek, gdy gościu odwaliwszy robotkę za dajmy na to 1500 zł/mc spoczywa
na laurach, bo "dla niego liczą się inne wartości*".
* W tym miejscu wpisz dowolną wymówkę.