czarne.oficerki
27.09.05, 16:37
Dzisiaj poprosiłam pana R. o złożenie prania...
Prawie ze łzami w oczach i miną wykorzystywanego niewolnika zaczął mi
opowiadać że to nie sprawiedliwe bo on przecież "pierze" i dla
sprawiedliwości ( w końcu powinniśmy się dzielić obowiązkami hehe ) składanie
powinno przypaść mi.
Na pytania co takiego trudnego jest w uruchomieniu pralki... miałam wykład
umęczonego, psychicznie wyczerpanego, biednego Żuczka o tym jak trudno jest: -
- zadecydować o tym które kolory prać jednocznie
- umieścić to w pralce ( ach schylać się trzeba i czasem jakaś wstrętna
skarpetka wyskoczy złośliwie i znowu się trzeba schylać...)
- dobrać proporcje proszku do prania i płynu do płukania
- o właściwym programie już nie wspominając...
leżałam na ziemi i płakałam ze śmiechu...
... ale gdyby tak posłuchał ktoś kto pralki nie widział na oczy - to jeszcze
by pomyślał... że już lżej jest doły kopać lub ciężary nosić...
Czy u Was jest podobnie ?
Pozdrawiam - szczęśliwa że pranie zostało wstawione (przez pana R. :-)))i na
mojej głowie tylko lekkie obowiązki : kurze, podłogi, składanie, gotowanie.