IP: 212.244.170.* 16.09.02, 10:41
po trzech latach małżeństwa, latach dobrych, ale i burzliwych, pełnych
kompromisów, ale i szczęscia.
moj mąż się wyprowadza z domu.
To nasza wspólna wina - moja rodzina uważa, że ja jestem "święta" a on jest
tym złym, który jest przeciwko nim, i ze to jego tylko i wyłącznie wina.
Ja wychodząc za niego byłam pełna nadzeii miłości, optymizmu, oboje tacy
byliśmy.
Ja wyszłam za niego - on za całą moją rodzinę.
Wszyscy dookoła próbowali wstawic nas w jakis shemat powielany w mojej
rodzinie.
Jesli próbowaliśmy robic coś inaczej to wszystko było jego winą, i to moja
decyzja w oczach mojej rodziny nie była moją, naszą tylko jego.
ja szamotałam sie pomiędzy moją matką, a nim - dobrze wiedząc, że tak nie
można. Efekt?! teraz obwiniam moją matke o to co sie stało. Jej siła haryzma,
wpływ na mnie, a przez to i na niego jest dla naszego uczucia zabójczy...
krcilismy sie miedzy obiadkami, świętami, przyjęciami w typie "zastaw sie a
postaw się", których zadne z nas nie cierpiało, tylko, że ja nie miałam sił
sie przeciwstawic, a on ze względu na mnie uczestniczył w tym.
czuję się fatalnie, czuję, że to moja wina...(to nei jest jedyny powód, ale
jeden z dwóch głównych)
moja matka wydzwania do mnie, dopytuje się, ja mówię, że jest ok. ale boję
się, że zaczełam stawiac tak silny opór zbyt pózno.
nie chcę go stracić, kocham go, jest wspaniałym człowiekiem.
to, że sie wyprowadza jest dla nas obojga katastrofą.
Chcę wierzyc, że wrócimy do siebie, na innej płaszczyznie, ale wrócimy.
Wiem, ze to nie film, że to nie Happy end w amerykańskim stylu, ale czy ktoś
zna taki, lub podobny przypadek?, czy ktoś czytając te moje wypociny daje nam
szansę? czy my oszukujemy sie i tak naprawdę to tylko początek końca???
potrzebuję pomocy.


Obserwuj wątek
    • Gość: ina Witaj w rodzinie IP: 194.29.130.* 16.09.02, 10:49
      Nie pocieszę Cię, bo nie potrafię, ale wiedz, że tu jest więcej osób w podobnej
      do Ciebie sytuacji.
      • pamela_anderson Re: Witaj w rodzinie 16.09.02, 11:31
        Wiesz to wszystko, a jednak nic nie zrobiłaś. Matka Cię ubezwłasnowolniła, znam
        ten stan. Ale Ty już dawno nie jesteś dzieckiem i od dawna masz własne życie.
        Twoje życie jest konsekwencją chowania dziecka dla siebie, nie dla świata.
        Twoją, waszą odrębność powinnaś wreszcie zrozumieć Ty i Twoja matka. Ale Twój
        mąż też nie powienien zdecydowanie Cię odcinać od najbliższych. Przecież nie
        można się wyrzec rodziców, rodzeństwa, bo mąż tak chce. Musicie znaleźć
        rozwiązanie na rozplątanie niteczek.
        A najważniejsze to - jakie łączy Was uczucie? Bo jeśli miłości to nie rozumiem
        odejścia męża. Jeśli to coś słabszego to może nie warto budować dalej tego, co
        ma słaby fundament.
        Powodzenia
        • Gość: bp Re: Witaj w rodzinie IP: 212.244.170.* 16.09.02, 11:53
          Wiesz, moja rodzina jest bardzo tradycyjna, obiadek wspólny prawie co
          niedzielę, najlepiej ze wszystkim babciami...
          moja mama jest bardzo zaborcza i despotyczna, mój brat jest ukochanym
          syneczkiem, mój tato , przywykl i przyzwyczaił się, ja sie stawiałam.
          nie było wesela, ślubu z pompą, próbowałam sama o sobie stanowic, szkołę
          średnią wybrałam sam, ale już wyższą, na geografie sie nie dostałam,
          zasugerowano mi z góry... jest mgr inz, ale nie czuje się... robie to co robie,
          ale szukam ciagle cos innego, maluje, czytam, projektuję...
          błędem , naszym wspólnym było zamieszkanie u moich rodziców, co prawda krótko,
          ale wystarczyło, potem płacz, że sie wyprowadzamy...
          wychodziło tak, że 4/5 czasu spedzanego za domem spędzaliśmy z moją rodziną.
          Ograniczylismy to, ale na niewiele się to zdało, moja matka była wszedzie...
          nie dzwoniłam, "płacz dlaczego" nie przyjezdzałam płacz, nie wpadałam do pracy
          płacz.
          czuję się jakbym była jej niewolnikiem.
          jestem nim.
          nie chodzi o ty, by oderwac sie od nich w ogóle, ale takie kontakty sa chore.
          załuje, ze dopiero po fakcie oczy mi się otwierają, chciałam byc dobra dla
          wszystkich a tak się nie da...
          przegrałam te bitwe...
          ale moze cała wojna jest jescze do wygrania, muszę miec nadzieję
          • pamela_anderson Re: Do bp 16.09.02, 13:37
            Gość portalu: bp napisał(a):

            > Wiesz, moja rodzina jest bardzo tradycyjna, obiadek wspólny prawie co
            > niedzielę, najlepiej ze wszystkim babciami...
            > moja mama jest bardzo zaborcza i despotyczna, mój brat jest ukochanym
            > syneczkiem, mój tato , przywykl i przyzwyczaił się, ja sie stawiałam.
            > nie było wesela, ślubu z pompą, próbowałam sama o sobie stanowic, szkołę
            > średnią wybrałam sam, ale już wyższą, na geografie sie nie dostałam,
            > zasugerowano mi z góry... jest mgr inz, ale nie czuje się... robie to co
            robie,
            >
            > ale szukam ciagle cos innego, maluje, czytam, projektuję...
            > błędem , naszym wspólnym było zamieszkanie u moich rodziców, co prawda
            krótko,
            > ale wystarczyło, potem płacz, że sie wyprowadzamy...
            > wychodziło tak, że 4/5 czasu spedzanego za domem spędzaliśmy z moją rodziną.
            > Ograniczylismy to, ale na niewiele się to zdało, moja matka była wszedzie...
            > nie dzwoniłam, "płacz dlaczego" nie przyjezdzałam płacz, nie wpadałam do
            pracy
            > płacz.
            > czuję się jakbym była jej niewolnikiem.
            > jestem nim.
            > nie chodzi o ty, by oderwac sie od nich w ogóle, ale takie kontakty sa chore.
            > załuje, ze dopiero po fakcie oczy mi się otwierają, chciałam byc dobra dla
            > wszystkich a tak się nie da...
            > przegrałam te bitwe...
            > ale moze cała wojna jest jescze do wygrania, muszę miec nadzieję

            Jaką bitwę dziewczyno przegrałaś? 3 lata po ślubie to zdecydowanie za krótko,
            żeby się "dotrzeć". Ale dość długo, by wiedzieć czego się chce od życia. Chcę
            być z tym człowiekiem za wszelką cenę, czy raczej niech odejdzie, bo nie
            potrafi zaakceptować mnie z całą moją rodziną. Dziwię się Twojej matce. Wiesz,
            moja matka jest prostą kobietą (mój mąż w złości nazywa ją nawet prostaczką,
            wtedy boli mnie serce), ale na tyle mądrą, że rozumie, iż co innego łączy mnie
            i męza, a co innego ją i mnie. Czasami jestem w sytuacji przysłowiowego młota i
            kowadła (a szczególnie teraz), ale staramy się tej sytuacji nie pogłębiać.
            Łatwo jest obwiniać za swoje niepowodzenia osobę trzecią (w Twojej sytuacji tą
            osobą trzecią wg Twojego męża, jest Twoja matka). Prawda jest taka, że to my
            kształtujemy własny los.Mój mąż obwinia moją matkę za brak drugiego dziecka.
            Śmieszne, prawda? ALe zupełnie nie bierze pod uwagę faktu, że nie mam przy nim
            od lat poczucia bezpieczeństwa. Co tu dopiero mówić o drugim dziecku. Ale
            zdecydowaliśmy się na bycie razem, mimo wszystko, mimo tego, że nie jest już
            jak dawniej (zerwałam praktycznie stosunki z jego rodziną, on utrzymuje tylko z
            moim bratem). Ale żyjemy, dla dziecka. Jak chcesz możesz do mnie napisać na
            skrzynkę. Pisz na "poison1@gazeta.pl".
            Pozdrawiam Cię
    • Gość: Kasia Re: separacja IP: *.internetia.opole.pl 16.09.02, 11:56
      Najważniejsze jest to co Was łączy. Jeżeli nie ma juz miłosci tylko zwykłe
      przyzwyczajenie to każdy inny powód, nawet nie Twoja matka mógłby doprowadzić
      do podobnej sytuacji. W takim wypadku zostawiłabym sprawę swojemu biegowi,
      ewentualnie poważnie porozmawiała z mężem i upewniła się dlaczego odszedł, czy
      problem jaki przedstawiłaś nie jest tylko pretekstem i wygodną wymówką. Jeżeli
      natomiast łączy Was prawdziwe uczucie miłości to nawet takie rozstanie nie jest
      w stanie tak naprawdę Was rozdzielić. Wiem to z własnego doświadczenia. Mój
      mężczyzna odszedł ode mnie nie mogąc sobie poradzić z moim zachowaniem.
      Niejednokrotnie prosił, upominał, ale gdy to nie przyniosło skutku poprostu
      mnie zostawił. Nie byłam do końca pewna dlaczego, nie byłam przekonana, że
      rzeczywiście jestem taka zła ale stało się. Nie pomogło tłumaczenie, ani moje
      przekonywania. Jakiś czas sie nie widywaliśmy (ponad miesiąc), ja jednak dalej
      go kochałam. On mnie też i gdy ochłonął wrócił. Pomogło to nam obdwojgu.
      Stalismy się dojrzalsi, a On jest teraz jeszcze lepszym partnerem. Ja sie
      troszkę zmieniłam, On jest szczęśliwszy. Tak chyba musi być jak się dwoje ludzi
      naprawdę kocha. I jeszcze jedno. Rozmawiajcie, to podstawa każdego związku.
      Życzę powodzenia i głowa do góry.
      Pozdrowienia.
      • Gość: bp Re: separacja IP: 212.244.170.* 16.09.02, 12:08
        dzięki za otuchę, właśnie to robimy, od kiedy bomba wybuchła (zdarzenie, które
        przelało czare)tzn. wczesniej tez rozmawialiśmy, ale nigdy nie zdecydowaliśmy
        się na taki krok) rozmawiamy prawie cały czas, próbujemy znaleźc rozwiązania,
        pytamy sie nawzajem, jak to bedzi ewygladac, co czujemy, dlaczego tak wyszło,
        co zrobimy...
        staramy sie opanowywac, dyskutujemy, przedstawiamy swoje argumenty.
        chcemy się spotykac, nawet jeśli nie bedziemy razem już mieszkac, chcemy mamy
        nadzeję, ze spojrzymy na siebie inaczej, że znajedziemy dla siebie więcej
        czasu, nie tyle fizycznie, ile ze cos z tym czasem zrobimy.
        Oboje nie chemy rozpadu, bo nie mówimy o rozwodzie, o rozstaniu, ale czasie
        który musimy miec by wszystko przemysleć...
        bo oboje jestesmy winni i oboje musimy spotkac się na innej płaszczyznie. i
        oboje przyznajemy, że było wiele dobrego w naszym zwiazku, ale i fakt, że
        potrzebujemy zbudowac nowa jakosć... moze o to chodzi??
        • Gość: mikawi Re: separacja IP: 217.153.44.* 16.09.02, 12:54
          Musisz przewatrościować kilka spraw. Rodzina, zwlaszcza ta najbliższa, czyli
          rodzice i rodzeństwo, jest ważna, nawet bardzo, ale przychodzi w życiu taki
          etap, że te więzy się nieco rozluźniają. Wyszłaś za maż, ZAŁOŻYŁAŚ SWOJĄ
          RODZINĘ, mama musi zaakceptować fakt, że macie z mężem swoje życie, że zamiast
          wspólnego z nią obiadku dzień w dzień, czasem wolicie taki tylko we dwoje, że
          święta tez fajnie jest spędzić tylko we dwoje np. w górach, słowem - że nie
          możesz poświęcaj jej tyle czasu ile ona by chciała, bo masz swoje życie,
          małżeństwo. Oczywiście nie można od rodziny sie odciąć, z tego co piszesz nie
          wynika aby mąż od Ciebie tego wymagał, raczej godził sie na wspolne celebracje
          właśnie ze względu na ciebie. Musicie porozmawiać o tym co oboje musicie w
          sobie zmienić, Ty swoje bezkrytyczne przywiązanie do matki, on...
          Musisz tez na spokojnie porozmawiac z matką, bez żalu i złości, bez oskarżeń i
          obwiniania, na spokojnie powiedzieć że tak nie można, że to że nie
          przyjedziecie na obiad czy święta nie znaczy że jej nie kochasz, po prostu
          potrezbujecie pobyć z mężem razem, tylko wy. I najbliższe święta, jeśli sie
          wszystko pouklada, zaplanujcie w formie jakiegos fajnego wyjazdu w góry z
          przedłużeniem do Sylwestra. Trzymam kciuki.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka