Dodaj do ulubionych

Dlaczego dziewczyny udaja,ze nie chca wyjsc za maz

10.12.05, 17:57
Boja sie przestraszyc faceta?
Obserwuj wątek
    • iberia29 Re: Dlaczego dziewczyny udaja,ze nie chca wyjsc z 10.12.05, 18:03
      nie dla kazdej kobiety biala sukienka to cel zyciowy.
      • tina122 Re: Dlaczego dziewczyny udaja,ze nie chca wyjsc z 10.12.05, 18:04
        Skąd pewność,ze udają?Piszesz na podstawie własnego przykładu?
        • iberia29 Re: Dlaczego dziewczyny udaja,ze nie chca wyjsc z 10.12.05, 18:13
          ale nie pisz do mnie tylko do autorki watku.
          • tina122 Re: Dlaczego dziewczyny udaja,ze nie chca wyjsc z 10.12.05, 18:14
            Tak się "wpisło"ale treść wskazuje ewidentnie,ze post skierowany był do
            aurorki:-)
            Sorry
        • jolantas1955 Re: Dlaczego dziewczyny udaja,ze nie chca wyjsc z 10.12.05, 18:15
          Pewnie dla wielu to po prosu wybór i OK.Ale wiele jest też takich, że wolą być
          traktowane jako niezależne feministki, aby ukryć to, że po prostu nie mają na to
          szans. Niestety jeszcze w bardzo licznych środowiskach dziewczyna 25 letnia to
          już stara panna. Możemy się z tego śmiać, ale tak jest!
          • monisia53 Re: Dlaczego dziewczyny udaja,ze nie chca wyjsc z 10.12.05, 18:40
            Biala sukienka, nie jest celem.Celem jest stabilizacja, rodzina,
            macierzynstwo.Kobieta predzej czy pozniej chce miec malenstwo. Bardzo mloda to
            przeraza, troche starsza jest ciekawa, jeszcze troche starsza pragnie.Malzenstwo
            to stabilizacja,bezpieczenstwo.
            • iberia29 Re: Dlaczego dziewczyny udaja,ze nie chca wyjsc z 10.12.05, 18:41
              papier nie jest potrzebny do stabilizacji.
            • pinup Re: Dlaczego dziewczyny udaja,ze nie chca wyjsc z 10.12.05, 18:50
              monisia53 napisała:

              > Kobieta predzej czy pozniej chce miec malenstwo. Bardzo mloda to
              > przeraza, troche starsza jest ciekawa, jeszcze troche starsza pragnie.

              ja nie pragne. czy to mnie w twoich oczach wyklucza z grona kobiet?

              Malzenstw
              > o
              > to stabilizacja,bezpieczenstwo.

              malo wiesz o zyciu. na stabilizacje i bezpieczenstwo trzeba sobie ciezko
              zapracowac. malzenstwo tego nie gwarantuje.
              • monisia53 Re: Dlaczego dziewczyny udaja,ze nie chca wyjsc z 10.12.05, 18:57
                Fakt, stosunkowo malo wiem o zyciu,jednak mysle, ze malzenstwo to jakas tam
                gwarancja.Malzenstwo, to wziecie odpowiedzialnosci za druga osobe, to
                zobowiazanie.Jolantas ma racje, wolicie udawac.
                • pinup Re: Dlaczego dziewczyny udaja,ze nie chca wyjsc z 10.12.05, 19:00
                  tak powinno byc ale niestety czesto nie jest. wiesz chyba ze jest cos takiego
                  jak zdrady, porzucenia, rozwody?
                  nie wszystkie udaja. sa takie ktore tego nie chca bo nie wierza w malzenstwo.
                  • monisia53 Re: Dlaczego dziewczyny udaja,ze nie chca wyjsc z 10.12.05, 19:05
                    Zwiazek na "kocia lape" widzisz jako idealny; malzenstwo zas to dla ciebie-
                    zdrady,porzucenia, rozwody. Ja mysle, ze na jeden rozwod jest 500 porzucen i
                    rozstan stadlach kocio-lapowych.
                    • pinup Re: Dlaczego dziewczyny udaja,ze nie chca wyjsc z 10.12.05, 19:11
                      czy ja cos takiego napisalam??? nie ma idealnych zwiazkow. a na pewno
                      malzenstwo nie gwarantuje szczescia. czy w to wierzysz czy nie dla mezczyzny
                      malzenstwo to zupelnie co innego niz dla kobiety. dla nich czesto to co czuja
                      jest tez zupelnie czyms innym niz to co wyrazaja slowami. szczescie nie zalezy
                      od formy zwiazku. co wiecej szczescie nie zalezy od bycia w zwiazku albo nie. a
                      bezpieczenstwo trzeba sobie przede wszystkim zapewnic samemu bo poleganie na
                      kims innym moze sie okrutnie obrocic przeciwko tobie.
                    • iberia29 do monisi53 10.12.05, 19:18
                      dziecko drogie papier, malzenstwo NICZEGO nie gwarantuje,apmietaj, ze istnieje
                      cos takiego jak ROZWÓD.Malo tego, czesto gesto ludzie pozostaja w zwiazku
                      malzenskim zyjac obok siebie,beda dla siebie obcymi ludzmi-najgorszy z
                      mozliwych wariantow.
                • emae powiem Ci, jak to jest u mnie 12.12.05, 10:30
                  Ja bym moze i chciała. Ale on mi się jakoś nie oświadcza, w ogóle nie wydaje mi
                  się, żeby jakoś pragnął tego małzeństwa, a wręcz mam wrażenie, że on nie chce
                  się żenić. To co mam, biadolić, narzekać, wyrzucać mu, że mu na mnie nie
                  zależy? Po prostu daję sobie spokój. Nie planuję tego, czekam co przyniesie
                  los. Może kiedyś facet przejrzy na oczy ;) Jak nie, to za dwa lata sama mu się
                  oświadczę :)))
                  • pantarejka Re: powiem Ci, jak to jest u mnie 15.12.05, 22:04
                    emae napisała:

                    > Ja bym moze i chciała. Ale on mi się jakoś nie oświadcza, wręcz mam wrażenie,
                    że on nie chce
                    > się żenić. Jak nie, to za dwa lata sama mu się
                    > oświadczę :)))

                    Ja to swojemu lubemu od razu powiedziałam, że związek kocio-łapowy nie wchodzi
                    w grę w moim przypadku(a już zaczynał snuć wielkie plany inwestycyjne ).
                    Jesteśmy ze sobą 1,5 roku. Nastolatkami już nie jesteśmy (25 i 29 lat)
                    Powiedziałam mu, że ma mi jasno określić, do czego on właściwie dąży, bo być
                    może nasze plany życiowe zasadniczo się różnią :) Byłam wtedy zła i całkowicie
                    pogodzona z możliwością rozpadu naszego związku. To poskutkowało zadziwiająco
                    dobrze. Od razu zaczęliśmy rozmawiać o małżeństwie.

                    Z perspektywy mogę powiedzieć, że świadomość małżeństwa nadała naszemu
                    związkowi większej głębi (na pewno zwiększyło się porozumienie duchowe). Dużo
                    rozmawialiśmy - poruszaliśmy wiele bardzo bolesnych i trudnych kwestii -
                    takich, o które pewnie nie mielibyśmy śmiałości zapytać w związku kocio-
                    łapowym. To nas bardzo zbliżyło. I... nie uwierzysz, ale teraz mój narzeczony
                    chodzi dumny jak paw i twierdzi, że jest bardzo szczęśliwy. Niedługo idziemy po
                    pierścionek.

                    Myślę, że mężczyźni boją się małżeństwa i związanej z tym odpowiedzialności. Co
                    więcej większość z nich nie wie, na czym polega rola męża, ojca i są lekko
                    zdezorientowani.

                    Jeśli jesteście dojrzali, znacie się i kochacie - to po co czekać? Jeśli
                    chcecie być razem do śmierci, to dlaczego nie zwiększyć szans spełnienia
                    takiego marzenia? Ktoś morze mi zarzucić idealizm, ale ideały są potrzebne! Bez
                    nich życie ludzkie traci smak i zaczyna przypominać wegetację. Jeśli teraz nie
                    potraficie podjąć decyzji, to czy nadejdzie kiedykolwiek taka chwila, że
                    będziecie mogli sobie powiedzieć - tak, to jest ten/ta? A jeśli teraz już
                    wiesz, że to nie ten, to dlaczego nie zrobić miejsca dla nowego, bardziej
                    satysfakcjonującego związku?

                    Poza tym, mamy do przeżycia jedno życie! Nikt nie wie, jak długo będzie żył
                    (jeszcze 10, 20, 60 lat?). Chcę dokonywać wyborów i brać za nie
                    odpowiedzialność. Chcę dać komuś to co mam najlepsze - siebie. A jeśli ktoś nie
                    potrafi sobie poradzić z wielkością podarunku (Coś na zasadzie: nie chcę
                    Twojego tortu, wystarczy mi jedna wisienka.), to jest to już problem tej osoby,
                    a dla mnie znak, że należy szukać kogoś innego.

                    Pozdrawiam serdecznie i życzę mądrych, przemyślanych i odpowiedzialnych
                    wyborów. Prawdziwa miłość nie może być ciągłą uległością i słodyczą. Przeciwna,
                    by była całkowita, musi być radykalna i odpowiedzialna.
                    • evita_duarte Re: powiem Ci, jak to jest u mnie 16.12.05, 05:04

                      Bardzo piekny i rozmarzony tekst. Sama jestem mloda mezatka i wiem co czujesz.
                      Chce jednak powiedziec cos innego. piszesz o realizacji idealow. Coz, kazdy ma
                      inne idealy i wkurza mnie jak sie mowi, ze dziewczyna nie chcaca wyjsc za maz
                      albo nie pragnaca dziecka udaje.

                      Duga rzecz, ktora chce ci powiedziec jest odnosnie pierscionka po piersze-
                      brylant najlepszy przyjaciel kobiety :) po drugie pozwol mu samemu wybrac
                      pierscionek. Niech tylko wie jakie ci sie podobaja no i oczywiscie zeby kamien
                      byl odpowiedni :)
                      • pantarejka Re: powiem Ci, jak to jest u mnie 16.12.05, 10:54
                        Hmm... Ja jestem zdania, że kiedy spotka się już odpowiedniego mężczyznę, to
                        chęć zawarcia małżeństwa zdecydowanie wzrasta :) Samą pracą i karierą żyć nie
                        można. Ale zgadzam się z poglądem, że jeśli na horyzoncie nie widać nikogo, kto
                        byłby zdolny sprostać naszym oczekiwaniom, to do małżeństwa nie należy się
                        spieszyć: lepsza samotność w pojedynkę niż we dwoje.

                        Co do pierścionka, to dzięki za radę :) Pewnie tak zrobię,... żeby było
                        romantyczniej :)

                    • emae Re: powiem Ci, jak to jest u mnie 19.12.05, 10:02
                      Od razu uściślę, że u mnie też taki związek nie wchodzi w rachubę. Nie
                      mieszkamy razem. Po prostu jesteśmy parą. Wiem, że dla wielu z Was to pewnie
                      dziwne - ale jestem bardzo młoda. On jest starszy. I pewnie nie moge
                      powiedzieć, że jestem wystarczajaco dojrzała, by myśleć o ślubie. Może też
                      dlatego wolę się przed nim nie ujawniac z tymi myślami. Ale fakt jest taki, że
                      chciałabym być jego żoną :)

                      Wiem, że to jest ten. Jedyny. Nawet jeśli mi z nim nie wyjdzie, nie chcę już
                      nikogo innego. Nie miałabym szacunku do samej siebie, poza tym cały czas
                      wyobrażałabym sobie, że jestem z nim. Jak to usłyszałam od osoby starszej i
                      mądrzejszej ode mnie, nie ma właściwego wieku na odnalezienie tego jedynego,
                      nie piszcie mi więc, że jestem na to za młoda.
            • madzia_20 Re: Dlaczego dziewczyny udaja,ze nie chca wyjsc z 10.12.05, 19:17
              > macierzynstwo.Kobieta predzej czy pozniej chce miec malenstwo.

              skąd masz tę pewność, że kobieta musi chcieć mieć dziecko?
            • brrr2 do maleństwa nie musi być małżeństwa 10.12.05, 19:54
              a ja jestem mężatką bo chciałam nią być natomiast nie zgadzam się, że każda
              kobieta pragnie mieć maleństwo. Ja mężatka maleństwa mieć właśnie nie chcę i
              nie zamierzam, natomiast znam osoby, które zapragnęłymieć maleństwo i
              małżeństwo nie było im do tego potrzebne.
    • madzia_20 Re: Dlaczego dziewczyny udaja,ze nie chca wyjsc z 10.12.05, 19:05
      bo np. w ich rodzinie małżeństwa były nieudane, bo wolą niezależność, bo
      małżeństwo wyobrażają sobie jako stanie przy garach, pranie, sprzątanie,...
      • monisia53 Re: Dlaczego dziewczyny udaja,ze nie chca wyjsc z 10.12.05, 19:07
        Nikt nie kaze ci stac przy garach, chyba, ze nic innego nie umiesz.
        • madzia_20 Re: Dlaczego dziewczyny udaja,ze nie chca wyjsc z 10.12.05, 19:16
          przecież nie napisałam, że ktoś mi każe. miałam na myśli, że część kobiet być
          może wynosi z domu takie wyobrażenie na temat małżeństwa
          • monisia53 Re: Dlaczego dziewczyny udaja,ze nie chca wyjsc z 10.12.05, 19:24
            No, ale te kobiety przeciez chyba inne zycie tez widza. Ksiazki czytaja, filmy
            ogladaja.Szare komorki maja , marza, no nie wiem.
            • madzia_20 Re: Dlaczego dziewczyny udaja,ze nie chca wyjsc z 10.12.05, 19:27
              heh, marzenia to jedno a rzeczywistość to drugie. życie to nie książka czy
              film. bardziej prawdopodobne dla kogoś jest powtórka z tego co doświadczył w
              życiu, a nie co widział w kinie czy przeczytał w powieści
              • monisia53 Re: Dlaczego dziewczyny udaja,ze nie chca wyjsc z 10.12.05, 19:34
                Czyli lepiej stac przy garach jako>przyjaciolka, kochanka<, niz zona? ksiazki
                czytsz, rowniez po to , zeby zobaczyc, ze jest inny swiat(nawiazuje tu do zlych
                wzorcow w domu rodzinnym) i miec wizje, marzenia swego zycia, nie patologicznego.
                • madzia_20 Re: Dlaczego dziewczyny udaja,ze nie chca wyjsc z 10.12.05, 19:44
                  widzisz - niektórym właśnie małżeństwo kojarzy się z tym, że kończy się
                  szaleństwo, a zaczyna stabilne życie

                  a właściwie dlaczego by nie żyć razem nie będąc małżeństwem, hmmmm? może to
                  jest powód dlaczego część kobiet nie chce wychodzić za mąż; bo to i tak nic nie
                  zmieni
                  • monisia53 Re: Dlaczego dziewczyny udaja,ze nie chca wyjsc z 10.12.05, 19:48
                    Madziu, nie mow za innych, mow za siebie.Nie wazne co "czesc kobiet" chce. Czy
                    Ty chcesz miec rodzine?
                    • madzia_20 Re: Dlaczego dziewczyny udaja,ze nie chca wyjsc z 10.12.05, 19:51
                      pytałaś ogólnie: dlaczego dziewczyny nie chcą wyjść za mąż.

                      na razie nie myślę o rodzinie, nie wyobrażam sobie małżeństwa, dziecka mieć nie
                      chcę. ale oczywiście zdaję sobie sprawę, że być może się to kiedyś zmieni, ale
                      możliwe też że się nie zmieni
        • evita_duarte Do monisi 16.12.05, 05:05
          monisia53 napisała:

          > Nikt nie kaze ci stac przy garach, chyba, ze nic innego nie umiesz.


          Dziewczyno dlaczego jestes taka chamska?
    • oldbay Na czym polega róznica? 10.12.05, 19:53
      Po czym można odróżnić kobietę, która udaje od tej która nie chce na prawdę?
      -
      oldbay
      • pinup trzeba sie oswiadczyc:)))) 10.12.05, 19:53
        i przyjac konsekwencje na klate:)
        • oldbay jestem kobietą :) nt 10.12.05, 19:55

          • pinup :)) 10.12.05, 19:59
            czyli zastanawiasz sie jak poznac czy nie chcesz czy tylko udajesz ze nie
            chcesz?
            • oldbay Re: :)) 10.12.05, 20:13
              Zastanawiam się skąd autorka wątku to wie, jak ona to odróżnia. Bo przyjęcie
              założenia, że wszystkie chcą tylko niektóre udają jest doprawdy śmieszne :))
              • pinup Re: :)) 10.12.05, 20:18
                ona nie odroznia:) wszystkie ktore nie chca - udaja:) uknula teorie i chce ja
                potwierdzic. bo przeciez wie lepiej ode mnie czego ja chce:)
                • oldbay Re: :)) 10.12.05, 20:21
                  Takie myślenie budzi mój zdecydowany sprzeciw. To tak, jakby powiedzieć, że
                  kiedy kobieta mówi nie, ma na myśli tak. Nie no ludzie, o czym my mówimy haha
                  -
                  oldbay
          • monisia53 Re: jestem kobietą :) nt 10.12.05, 20:00
            oldbay, mysle, ze wszystkie kobiety w glebi serca chca byc zonami.
            • pinup Re: jestem kobietą :) nt 10.12.05, 20:03
              jak maja 20lat to owszem. a pozniej przestaje miec to dla nich znaczenie:)
              • brrr2 Re: jestem kobietą :) nt 10.12.05, 20:20
                a zakonnice, lesbijki, rozwódki które się ,,sparzyły", dziewczyny, które
                napatrzyły się na koszmarne związki rodziców czy przyjaciółek, niezależne
                majętne bussineswoman, dla których małżeństwo to żaden biznes, wręcz przeszkoda
                w karierze? Ja naprawdę nie byłabym taka pewna czy wszystkie kobiety
                pragną ,,tego miodu". Jedno czego jestem pewna, każdy chce być kochany, ale do
                tego małżeństwa nie trzeba...
                • potvorna Re: jestem kobietą :) nt 10.12.05, 20:28
                  myślę, że chęć zamążpójścia często wynika z presji społecznej, więc dlaczego
                  kobiety, które mówią, że nie chcą wyjść za mąż miałyby być nie szczere?
              • monisia53 Re: jestem kobietą :) nt 10.12.05, 20:22
                wyglada, ze masz soja polowke.
                • oldbay Re: jestem kobietą :) nt 10.12.05, 20:23
                  A kto to ta połówka?
                  -
                  oldbay
              • pantarejka Re: jestem kobietą :) nt 15.12.05, 22:12
                Młodość żyje ideałami, dopóki ich ktoś nie zgniecie i nie podepcze. Potem jest
                już tylko smutny realizm.
                • oldbay Re: jestem kobietą :) nt 16.12.05, 11:04
                  Te ideały gniecie najczęściej życie, czas. Potem jest tylko dojrzały realizm
                  ale niekoniecznie smutny.

                  -
                  oldbay
            • oldbay Re: jestem kobietą :) nt 10.12.05, 20:15
              A skąd to wiesz? Rozumiem, że takie pragnienie jest w twoim sercu ale skąd
              wiesz co jest w sercach milionów innych kobiet? Ja wiem, że każda jest inna.
              -
              oldbay
              • monisia53 Re: Kobiety klamia, 10.12.05, 20:26
                Mowicie miliony kobiet wybieraja wolny zwiazek,a co wy myslicie. Ja mysle, ze
                wolny zwiazek wybiera kobieta, ktora nie ma wyboru.
                • potvorna Re: Kobiety klamia, 10.12.05, 20:29
                  dlaczego nie mają wyboru? wybór jest zawsze, mamy XXI wiek i jesli coś nam nie
                  odpowiada nie musimy się na to godzić.
                • oldbay Re: Kobiety klamia, 10.12.05, 20:31
                  Nie odpowiedziałaś na moje pytanie.
                  A twoja wypowiedź rodzi następne: Skąd wiesz że nie mają wyboru? Może po prostu
                  nie chcą.
                  -
                  oldbay
                • pinup Re: Kobiety klamia, 10.12.05, 20:32
                  dlaczego tak uparcie trzymasz sie swojego zdania? kilka kobiet ci tu napisalo
                  ze nie pragna malzenstwa. nie potrafisz tego po prostu przyjac? dlaczego
                  zakladasz ze wiesz lepiej co siedzi w glowie i sercu innych od nich samych? nie
                  pojmuje tego.
      • pantarejka Re: Na czym polega róznica? 15.12.05, 22:10
        oldbay napisała:

        > Po czym można odróżnić kobietę, która udaje od tej która nie chce na prawdę?
        > -
        > oldbay

        Jak kobieta trafi na właściwego mężczyznę, takiego, przy którym jest
        szczęśliwa, który jest dobry, inteligentny, odpowiedzialny i miły, to zaczyna
        chcieć! :)))

        Jeśli na takiego nie trafia, nie przyznaje się do chęci bycia mężatką nawet
        przed sobą :) A może właśnie najbardziej przed sobą.
    • gres81 Re: Dlaczego dziewczyny udaja,ze nie chca wyjsc z 10.12.05, 20:27
      a może trzeba było zapytac czemu faceci sie nie chca żenic?
      • potvorna dlaczego faceci nie chcą się żenić 10.12.05, 20:33
        Faceci nie chcą się, żenić, bo to dla nich żaden biznes, to zobowiązanie,
        natomiast kobiety (choć to też dla nich żaden interes) usilnie do tego dążą, bo
        w wielu kręgach społecznych nadal bycie starą panną to ,,obciach". Mężczyzna
        wolny to mężczyzna niezależny, natomiast singielka to nieudacznica, której nikt
        nie chciał.
        • pinup a dowodem na to monisia:) 10.12.05, 20:34

        • gres81 Re: dlaczego faceci nie chcą się żenić 10.12.05, 20:36
          moze i masz racje:)
        • oldbay Re: dlaczego faceci nie chcą się żenić 10.12.05, 20:36
          Ja bym nawet zaryzykowała stwierdzenie, że niektóre kobiety udają, że chcą
          wyjść za mąż i wychodzą, mimo, że wcale tego tak na prawdę nie chcą :)
          Społeczeństwo w jakim żyją je do tego zmusza.
          -
          oldbay
      • pinup Re: Dlaczego dziewczyny udaja,ze nie chca wyjsc z 10.12.05, 20:33
        no jacys chyba chca? :)
        • potvorna Re: Dlaczego dziewczyny udaja,ze nie chca wyjsc z 10.12.05, 20:35
          nie mówię o 100% mężczyzn w naszym społeczeństwie, bo większość jednak pragnie
          mić rodziny, niemniej jednak duży odsetek panów raczej się nie spieszy
        • gres81 Re: Dlaczego dziewczyny udaja,ze nie chca wyjsc z 10.12.05, 20:38
          nie słyszałem o taki chciejach w moim otoczeniu:)

          ps. ładna wypowiedz na górze:)
          • pinup Re: Dlaczego dziewczyny udaja,ze nie chca wyjsc z 10.12.05, 20:45
            uslyszysz jak dziewczyny zaczna kolegow do muru przyciskac:)) okaze sie ze po
            prostu nie wiedzieli ze chcieja:)))
            ps.
            merci:) chociaz nie wiem ktora :D
            • mlynek_kawowy Re: Dlaczego dziewczyny udaja,ze nie chca wyjsc z 13.12.05, 04:03
              pinup napisała:
              > uslyszysz jak dziewczyny zaczna kolegow do muru przyciskac:)) okaze sie ze po
              > prostu nie wiedzieli ze chcieja:)))

              czy Ty aby nie przeczysz tym zdaniem sama sobie? Najpierw piszesz, że kobiety nie chcą brać ślubu, teraz się okazuje, że jednak będą przyciskać swoich facetów bo pragną małżeństwa... :P
              • pinup Re: Dlaczego dziewczyny udaja,ze nie chca wyjsc z 13.12.05, 19:49
                oczywiscie ze nie:) bo wiekszosc jednak udaje ze nie chce:))) rzecz w tym ze
                NIE WSZYSTKIE jak twierdzi autorka watku :P
                • mlynek_kawowy Re: Dlaczego dziewczyny udaja,ze nie chca wyjsc z 13.12.05, 20:10
                  ale skąd wiesz, że większość udaje?
                  .
                  .
                  .
                  OK, upierdliwy jestem ;D
                  • pinup Re: Dlaczego dziewczyny udaja,ze nie chca wyjsc z 13.12.05, 20:14
                    z obserwacji :D

                    ze swojego przykladu moge wysnuc tylko teorie ze sa takie ktore na pewno NIE
                    udaja :)))
      • monisia53 Re: Dlaczego dziewczyny udaja,ze nie chca wyjsc z 10.12.05, 20:35
        Mezczyzni nie chca sie zenic bo kobiety, zeby ich zatrzymac daja im wszystko.Po
        co kupowac browar, jak piwa mozna sie napic bez tego.
        • potvorna Re: Dlaczego dziewczyny udaja,ze nie chca wyjsc z 10.12.05, 20:38
          co fakt to fakt, tu Monisiu muszę Cię poprzeć. Kobieta która daje serce na tacy
          zazwyczaj kończy sfrustrowana i niedoceniona a kobiety, które dbają przede
          wszystkim o siebie i wymagają mają szacunek!
          • gres81 Re: Dlaczego dziewczyny udaja,ze nie chca wyjsc z 10.12.05, 20:40
            które dbają przede
            > wszystkim o siebie i wymagają mają szacunek!


            albo zostaja same:)
          • oldbay Re: Dlaczego dziewczyny udaja,ze nie chca wyjsc z 10.12.05, 20:50
            Mam podobną opinię do twojej. Nie należy dawać niczego na tacy. Zastanawiam
            się, czym kierują się te które dają to serce na tacy? Może liczą na szybkie
            zamążpójście?
            -
            oldbay
        • pinup znowu generalizujesz 10.12.05, 20:41
          trudno uwierzyc ze ludzie moga ze soba byc szczesliwi w ukladzie partnerskim
          bez kajdanow malzenskich? myslisz ze zawsze oznacza to jakies szatanskie
          zabiegi ze strony kobiety, ktora robi wszystko zeby zatrzymac? poza tym - nikt
          nie kupi browaru nie probujac jakie piwo daje:)
        • oldbay Re: Dlaczego dziewczyny udaja,ze nie chca wyjsc z 10.12.05, 20:45
          Rozumiem, że mówisz o seksie lecz nie rozumiem dlaczego nie nazwiesz tego po
          imieniu.
          A mężczyźni nie zenią się z róznych powodów. Takich wątków w których kobiety
          nad tym się zastanawiały było już ze 100.
          _
          oldbay
    • mynia_pynia Re: Dlaczego dziewczyny udaja,ze nie chca wyjsc z 10.12.05, 20:47
      Czyli wszystkie które mówia nie chcę mieć męża, nie chce mieć dziecka to kłamią
      bo tak faktycznie to tego chcą ???
      • potvorna Re: Dlaczego dziewczyny udaja,ze nie chca wyjsc z 10.12.05, 20:53
        no tak, z tego wynika, że każdy człowiek jest taki sam...:)
      • oldbay Dlaczego niekóre kobiety udają że nie lubią fasoli 10.12.05, 21:00
        Dlaczego niekóre kobiety udają że nie lubią fasoli? Przecież w głębi serca
        każda kobieta pragnie jeść fasolę. To niezastąpione źródło białka, wapnia,
        witamin z grupy B. A niektóre udają że im nie smakuje. A przecież taka pyszna
        ta fasola.

        hehe
        -
        oldbay
        • pinup <rotfl> :)))) 10.12.05, 21:04

        • mlynek_kawowy Re: Dlaczego niekóre kobiety udają że nie lubią f 13.12.05, 04:14
          to je dobre! :D
    • bitch.with.a.brain Re: Dlaczego dziewczyny udaja,ze nie chca wyjsc z 11.12.05, 11:19
      nie udaja tlyko niektore nei chca
    • rapsodiagitana Re: Dlaczego dziewczyny udaja,ze nie chca wyjsc z 11.12.05, 15:01
      a co poczniesz z takimi związkami, w których facet wciąż mówi o małżeństwie, a
      kobieta, choć kocha tego faceta, na małżeństwo nie ma ochoty?
      Ja mam 21 lat i do małżeństwa mi się nie spieszy. Co więcej - nie uważam, żeby
      miało jakieś specjalne znaczenie, poza pewną symboliką i prawnymi
      udogodnieniami. Trwałości związku nie gwarantuje bynajmniej, że o wierności nie
      wspomnę ;)
      Dlaczego czujesz taką misję, żeby uświadamiać te biedne feminizujące na siłę
      białogłowy? Masz żal, że faceci nie chcą się z Tobą żenić, bo wola zyć w wolnym
      związku?
    • chicarica Re: Dlaczego dziewczyny udaja,ze nie chca wyjsc z 11.12.05, 15:28
      Bo może nie udają, tylko faktycznie nie chcą, dzieci też można nie chcieć mieć,
      czego ty uparcie zdajesz się nie zauważać. Szczawiara z ciebie, a wydaje ci się
      że wiesz czego pragną wszystkie kobiety. Dla mnie prezentujesz postawę, którą
      opisałam tu:
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=12264&w=25413450&a=26273210
      "Każdy człowiek myśli stereotypami, w sensie takim że każdy sobie jakoś tam
      grupuje zjawiska po to, żeby je zrozumieć. To się nazywa "cognitive frames", nie
      wiem jak po polsku, "ramy poznawcze"? Inaczej niemożliwe jest stworzenie sobie
      jakiegokolwiek wewnętrznego obrazu świata, po prostu tak funkcjonuje ludzki
      mózg. Gdybyśmy nie potrafili grupować zjawisk, to chyba byśmy ześwirowali z
      nadmiaru wrażeń.
      Różnica między ludźmi inteligentnymi a jełopami zaczyna się gdzie indziej.
      Powiedzmy, że człowiek napotyka zjawisko, które nie pasuje mu do stworzonych
      przez niego ram - pojawia się tzw. dysonans poznawczy. I teraz: człowiek
      inteligentny reorganizuje swój ogląd świata w taki sposób, żeby to nowe zjawisko
      weń wpasować, bowiem inteligencja polega przede wszystkim na zdolności
      dostosowania się do zmieniających się bodźców z zewnątrz. Jełop natomiast,
      ponieważ zrewidowanie swoich ram poznawczych wymaga myślenia, a to sprawia mu
      wręcz fizyczny ból, stara się natychmiast dopasować rzeczywistość do swoich
      własnych przekonań, bowiem dysonans poznawczy powoduje u niego wewnętrzny
      niepokój.
      Tu mamy do czynienia z tą drugą sytuacją: ktoś wmawia Ci, że Ty na pewno chcesz
      ślubu, tylko jeszcze o tym nie wiesz, bowiem nie pasujesz do obrazu
      rzeczywistości stworzonego sobie przez tą osobę. Opcja druga: zostaniesz uznana
      za anomalię, a anomalie nie wymagają przeprowadzania rewolucji w
      światopoglądzie.
      Człowiek inteligentny powiedziałby: większość kobiet chce ślubu, ale są pewne
      kobiety, które go nie chcą. Jełop powie: wszystkie kobiety chcą ślubu, a jeśli
      jakaś twierdzi że nie chce, to albo jest nienormalna, albo tak naprawdę chce
      tylko się nie przyznaje."

      To by było na tyle.
      • potvorna brawo chicarica!!!!! 11.12.05, 16:23
        n.t.
    • arnold9 Re: Dlaczego dziewczyny udaja,ze nie chca wyjsc z 11.12.05, 16:27
      Hmm cos chyba musi byc na rzeczy. Sam byłem w takiej sytuacji, że moja
      dziewczyna po jakims roku znajomości zaczęła coś mówić o małżeństwie,
      dzieciach, wspólnym mieszkaniu. Niby brzmiało to niewinnie, nie do końca
      powaznie ale kiedy powtórzyło sie to jeszcze kilka razy zrozumiałem, że
      sytuacja staje sie powazna i wziąłęm nogi za pas. Najbardziej obawiałem sie
      sytuacji, że "złapie mnie na dziecko". W tej sytuacji był mój kuzyn i niestety
      został zaoobrączkowany ale to małżeństwo rozpadło się po kilku latach. Szkoda
      tylko dzieci. Generalnie zgadzam sie tez że w dzisiejszych czasach dla faceta
      małżeństwo to żadnen biznes.
    • his_girl Re: Dlaczego dziewczyny udaja,ze nie chca wyjsc z 11.12.05, 17:24
      Ja nie udawałam, że nie chcę. :)
      Jeżeli kobiety faktycznie tak robią-nie rozumiem, dlaczego. :)
    • nosek123 Re: Dlaczego dziewczyny udaja,ze nie chca wyjsc z 11.12.05, 22:31
      A ja wlasnie coraz zesciej spotykam sie z oburzeniem facetow, jesli slysza ze
      dziewczyny nie chca zostac poslubione. A juz nie daj boze kiedy nie chca miec
      dzieci!! Ja wlasnie przed takim jednym tez udaje, ze bardzo bardzo pragne.
      Tylko oczywiscie jeszcze nie hihi teraz.
      • chicarica Re: Dlaczego dziewczyny udaja,ze nie chca wyjsc z 12.12.05, 09:35
        Mnie niedawno jeden taki przekonał i w przyszłym roku wychodzę za niego za mąż.
        Ale wcześniej serio nie chciałam - może dlatego, że nie widziałam wokół siebie
        kogoś kto spełniałby moje wymagania, a wolałabym być singielką do końca życia
        niż wyjść za byle kogo byle mieć obrączkę na palcu.
        • zwykla_nieznajoma Re: Dlaczego dziewczyny udaja,ze nie chca wyjsc z 12.12.05, 10:37
          A u mnie odwrotnie jest odwrotnie ,ja nie chce wyjsc za maz (nie teraz),a jak
          moj facet zaczyna o tym gadac to mam odrazu odruch ucieczki:)
          • chicarica Re: Dlaczego dziewczyny udaja,ze nie chca wyjsc z 12.12.05, 22:06
            No, ja do niedawna właśnie też nie chciałam. Nic na siłę.
        • pantarejka A TO DOBRE!!! 15.12.05, 22:25
          Najpierw naukowa tyrada o "cognitive frames", a teraz - proszę, proszę -
          wyjątek potwierdzający regułę :))) Strzał do własnej bramki ;)

          Z teorią poznawczą się jednak zgodzę, a także z faktem, że wychodzić za mąż nie
          należy dlatego, że wszyscy naokoło tak robią.

          Mimo to, na podstwie powyższych postów mogę wysnuć następujący wniosek: kobieta
          nie chce wyjść za mąż, jeśli wokół siebie nie widzi mężczyzny, który mógłby
          sprostać roli jej męża, a także w przyszłości ojca jej dzieci. Jeśli jednak na
          takiego natrafi, pragnienie to natychmiast się w niej aktywuje i nie ma nic
          przeciwko instytucji małżeństwa, któraż to instutucja ma dla kobiety ma wiele
          plusów.

          Przy okazji gratuluję rozsądku. Też w przyszłym roku wychodzę za mąż.
          • chicarica Re: A TO DOBRE!!! 16.12.05, 12:30
            A ja myślę, pantarejko, że nadal się mylisz. Ja wcale nie chcę wyjść za mąż, ja
            chcę wyjść ZA NIEGO, a to kolosalna różnica. I żaden strzał do własnej bramki.
            I nie zależy mi aż tak bardzo na małżeństwie, w sumie nasze małżeństwo jest
            bardziej potrzebne jemu (ze względów religijnych głównie) niż mnie. Ja równie
            dobrze mogłabym żyć w nieformalnym związku, a zgodziłam się, bo wiem że jemu na
            tym zależy. Pewnie że cieszy mnie, że mój mężczyzna wybrał sobie mnie na życiową
            partnerkę, ale dla mnie to partnerstwo nie musiałoby być potwierdzone certyfikatem.
            • pantarejka Re: A TO DOBRE!!! 16.12.05, 13:14
              Całkowicie się z Tobą zgadzam. Małżeństwo zawierane dlatego, że inni tak robią,
              albo dla papierka jest bez sensu. Chcę je zawrzeć tylko z mężczyzną, którego
              kocham i któremu całkowicie ufam. Jeśli ktoś natomiast chce mieć jakiś
              certyfikat, to niech lepiej idzie na jakiś kurs językowy...

              Hmm... ja chyba mam poglądy podobne do Twojego narzeczonego. Jestem religijna i
              wierzę, że małżeństwo jest sakramentem. W momencie udzielania sobie tego
              sakramentu (Bo to małżonkowie udzielają sobie tego sakramentu-nie ksiądz.)prosi
              się Stwórcę o pomoc w przekraczaniu samego siebie, własnych ograniczeń i wad. W
              ten sposób człowiek przyznaje się, że nie umie kochać doskonale i prosi Boga,
              który jest doskonałą Miłością o siłę i łaskę, by choć trochę ludzka miłość
              mogła być podobna do tej Boskiej.

              Pozdrawiam Ciebie i Twojego narzeczonego.
              • chicarica Re: A TO DOBRE!!! 16.12.05, 14:07
                Pozdrowienia również :)
    • kohol Re: Dlaczego dziewczyny udaja,ze nie chca wyjsc z 12.12.05, 10:39
      Nie chciałam, bo nie umiałam. Nie byłam gotowa. Nigdy wcześniej nie wychodziłam
      za mąż :)))))
    • saphaya Re POCZYTAJ SOBIE NAIWNA DZIEWCZYNKO 12.12.05, 19:47
      Nie mam w zwyczaju dyskutowania z kimś tak mało elastycznym umysłowo jak
      autorka niniejszego wątku. Już mnie niby nie dziwią takie "wszystkowiedzące"
      tudzież "wiedzące za miliony" przypadki...a jednak. To idiotyczne stwierdzenie
      dotyczy poniekąd i mnie, gdyż jestem kobietą więc sprowokowało mnie aby
      zaoponować. Gdyby autorka wątku czerpała swoją wiedzę z innych źródeł niż
      romanse (bo zapewne o tym typie lektury mowa) i filmów to zapewne wiedziałaby
      że MAŁŻEŃSTWO jak dowodzi wiele dyscyplin humanistycznych nie stanowi
      immanentnej potrzeby człowieka i w zwyczajach wielu kultur instytucja
      małżeństwa znacznie różni się od tej znanej autorce tego bzdurnego wątku vide:
      chociażby małżeństwa poligamiczne, a co z usankcjonowanymi małżeństwami
      homoseksualnymi itd. Ale do rzeczy. Poniżej wklejam link do najbardziej znanych
      teorii
      potrzeb. Każdy z nas ma takie potrzeby fakt, ale zaspokajamy je w różny
      sposób...co już pojawiło się w tej dyskusji, mozna np. potzreby bezpieczeństwa
      zaspakajać małżeństwem, ale równie dobrze można zaspokajać je podczas
      sadomasochstycznych praktyk seksualnych. Tak więc życzę głebszych przemyśleń,
      szerszych horyzontow i miłej lektury.

      pl.wikipedia.org/wiki/Potrzeba#Hierarchia_potrzeb_Maslowa
      • monisia53 Re: Re POCZYTAJ SOBIE NAIWNA DZIEWCZYNKO 13.12.05, 01:32
        Niektore z was zgadzaja sie ze mna(chocby czesciowo), inne nazywaja mnie malo
        elastyczna umyslowo, ok.Ja w dalszym ciagu uwazam, ze kobiety pragna byc zonami,
        te ktore mowia nie- klamia. Nikt, nigdy nie zaproponowal im malzenstwa i to jest
        takie robienie dobrej miny do zlej gry.A swoja droga to ciekawe, ze
        homosesualisci walcza o prawo do zawarcia malzenstwa. Kobiety, ktore moga
        zostac matkami udaja, ze je to nie interesuje. A przeciez dziecko potrzebuje
        mamy i taty, stabilizacji i bezpieczenstwa.
        • zwykla_nieznajoma Re: Re POCZYTAJ SOBIE NAIWNA DZIEWCZYNKO 13.12.05, 08:59
          monisia53 napisała:

          Ja w dalszym ciagu uwazam, ze kobiety pragna byc zonami
          >
          > te ktore mowia nie- klamia.

          Naprawdę bardzo ciekawe teoria tylko ,że nieprawdziwa. Właśnie niedawno mój
          chłopak(którego kocham) spytał mnie czy nie chciałabym wyjść za niego za mąż. I
          wiesz co powiedziałam :"nie!".Bo nie potrzebuje małżeństwa do szczescia ,bo nie
          jestem gotowa na nie i wiesz co ja wcale NIE KŁAMIĘ!!!
        • oldbay Re: Re POCZYTAJ SOBIE NAIWNA DZIEWCZYNKO 13.12.05, 18:31
          Monisiu, wydaje mi się że jesteś prowokatorką. Jeśli nie to brak ci argumentów
          na to, co tu przeczytałaś i dlatego powtarzasz te frazesy w kółko i zaczynasz
          kolejny temat - macierzynstwo.
          Eh, szkoda gadać...
          -
          oldbay
        • pantarejka Re: Re POCZYTAJ SOBIE NAIWNA DZIEWCZYNKO 15.12.05, 22:40
          monisia53 napisała:

          A przeciez dziecko potrzebuje
          > mamy i taty, stabilizacji i bezpieczenstwa.

          Może mama Mai (krwiożercza charcica;) sama potrafi to wszystko dać swojej
          córce...
          Ale to chyba przejaw pychy z jej strony.

          Co do teorii wszelakich to Kant stwierdził, że należy postępować tak, by Twoje
          postępowanie mogło stać się powszechną regułą. Jeśli Twoje postępowanie można
          polecić wszystkim ludziom, a poziom szczęścia w wyniku takiego zachowania
          wzrośnie, to znaczy, że jest to DOBRE.
          Zastanawiam się co przysporzyło ludzkości jako gatunkowi więcej dobra:
          - instytucja małżeństwa,
          - związki na kocią łąpę,
          - czy też może związki homoseksualne.

          Nie rozumiem też, dlaczego określa Cię protekcjonalnie mianem "naiwnej
          dziewczynki". To musi być przejaw niewłaściwej pracy tych "cognitive frames"
          (ram poznawczych). Głosisz poglądy prawdziwe, a ludzie często uciekają przed
          prawdą. Zdja eię, że jednego takiego nawet za to ukrzyżowali. Nie mieścił się
          po prostu w ich "cognitive frames", co nie znaczy, że nie głosił prawdy.

          Pozdrawiam
          • pantarejka Sprostowanko 15.12.05, 22:45
            pantarejka napisała:

            > Może mama Mai (krwiożercza charcica;) sama potrafi to wszystko dać swojej
            > córce...

            Przepraszam charcicę, chodziło mi oczywiście o "krwiożerczą saphaję". Zdaje
            się, że dwie postaci zlały mi się w jedną, za co bardzo przepraszam.

            Teraz dopiero mi się dostanie za swoje ;)))
          • oldbay Re: Re POCZYTAJ SOBIE NAIWNA DZIEWCZYNKO 16.12.05, 11:12
            > Co do teorii wszelakich to Kant stwierdził, że należy postępować tak, by
            Twoje
            > postępowanie mogło stać się powszechną regułą. Jeśli Twoje postępowanie można
            > polecić wszystkim ludziom, a poziom szczęścia w wyniku takiego zachowania
            > wzrośnie, to znaczy, że jest to DOBRE.

            Może spróbujmy tak: żyj i pozwól żyć innym (po swojemu) a szczęście na pewno
            wzrośnie.

            >Głosisz poglądy prawdziwe, a ludzie często uciekają przed
            > prawdą. Zdja eię, że jednego takiego nawet za to ukrzyżowali. Nie mieścił się
            > po prostu w ich "cognitive frames", co nie znaczy, że nie głosił prawdy.


            Ja bym raczej napisała: głosisz poglądy swoje. A już ta wzmianka o Jezusie
            którego ukrzyżowano za głoszenie swoich poglądów jest conajmniej nie na
            miejscu.
            -
            oldbay
      • emae Wikipedia 13.12.05, 12:31
        Podajesz link do Wikipedii. Wiesz, jakie są zasady jej funkcjonowania?

        Wikipedia to projekt woluntarystyczny. Uzytkownicy internetu zamieszczają tam
        definicje sami, często "z głowy". Jakość haseł jest kontrolowana w bardzo
        niewielkim zakresie, właściwie można tam napisać, co się chce.

        Czy to mądre i odpowiedzialne źródło do powoływania się, uzasadniania swoich
        racji? zwłaszcza, że pouczasz "naiwną dziewczynkę". Nie chcę Cię urazić, ale
        sama wykazujesz się dużą naiwnością. Informacje z Wikipedii nie są rzetelne ani
        wiarygodne. Co innego, gdybyś znalazła prawdziwie naukowe dzieło.

        PS. Nie jestem zwolenniczką tezy postawionej przez autorkę wątku. Wystarczy
        poczytać odpowiedzi, aby zrozumieć, iż jest ona błędna. Ale powoływanie się na
        Wikipedię jako na źródło naukowe... To jak uczenie się na sprawdzian z biologii
        z "Glamoura" :)
        • kohol Re: Wikipedia 13.12.05, 13:09
          Informacje z Wikipedii są często wiarygodniejsze i rzetelniejsze niż wpisy na
          forum.
          Gdybyś się bardziej orientowała w psychologii, wiedziałabyś, że hierarchia
          potrzeb Maslowa jest "prawdziwym naukowym dziełem". Tak sie składa, że link do
          Wikipedii wyskakuje jako pierwszy w Googlach i jest to najprostsze wyjaśnienie
          tego terminu. Jesli chciałabyś się dalej wgłębić i uzupełnić wpis w Wikipedii
          (do czego serdecznie zachęcam), polecam "prawdziwe naukowe dzieło": Abraham
          Maslow "Motivation and personality"/"Motywacja i osobowość" lub skrypt ze
          strony tinyurl.com/dxux2 .
          • emae Re: Wikipedia 13.12.05, 16:12
            Masz słuszność twierdząc, iż nie orientuję się w psychologii - co mnie bardzo
            irytuje, chciałabym się w niej orientować, głównie po to, by móc lepiej pomagać
            moim przyjaciołom.
            Nie kwestionuję jakości i znaczenia dzieła Maslowa. Jedyne co kwestionuję, to
            jakość Wikipedii. Ten tekst może być źle przepisany, źle przetłumaczony, w
            ogóle poprzekręcany... Nie twierdzę, że tak jest, i masz rację, że informacje z
            Wikipedii są często bardzo rzetelne. Ale często też nie są. Dlatego uważam, iż
            powoływanie się na Wikipedię jak na "skarbnicę mądrości" (a takie odniosłam
            wrażenie po przeczytaniu tamtego postu" wydaje mi się naiwne.
            Bardzo dziękuję za link. Chętnie się wgłębię, dla własnej przyjemności.
            Interesuje mnie psychologia. Uzupełniać wpisu nie będę :)
            • kohol Re: Wikipedia 14.12.05, 10:00
              W porządku. Tylko ktoś po prostu mógł się powołać na wpis w Wikipedii wiedząc,
              że jest on rzetelny :)
              Bo jest :)
              Skrótowy, ale rzetelny.
      • emae I jeszcze jedno 13.12.05, 12:37
        Piszesz, że nie masz w zwyczaju dyskutować itd. Jednak cała twoja dalsza
        wypowiedź wskazuje na to, ze jednak dyskusję podejmujesz. "Oponujesz", zwracasz
        się do niej (choć nie wprost), wyrażasz swoje zdanie, obalasz jej tezę. Czy to
        nie dyskusja? Gdzie tu logika?
        • saphaya Re:Droga Emae! 14.12.05, 13:49
          Pewnie, ze mogłam zamieścić tu szereg linków przedstawiających to o czym
          pisałam w kategoriach naukowych. Jednak wątek mój skierowany był do autorki
          postu i jak zauważyła jedna z dziewczyn zależało mi na najprostszym aczkolwiek
          rzetelnym opisie - na tyle na ile znana jest mi teoria potrzeb Maslowa (jestem
          socjologiem)opis z Wikipedii spełnia te wymogi. Poza tym droga Emae czy
          stwierdzenie "Poniżej wklejam link do najbardziej znanych
          teorii potrzeb." świadczy o tym, że traktuję Wikipedię jako skarbinicę
          mądrości??? Ponadto, nastajesz moja droga na moją logikę, ale według schematów
          retorycznych które proponujesz zdaje się, że i Tobie jej brakuje;)
          Stwierdzenie "nie mam w zyczaju" nie jest tożsame z "nigdy nie dyskutuję", więc
          zakres logiczny tego stwierdzenia jak najbardziej dopuszcza dyskusję aczkolwiek
          nie często. Moje wnioski: albo masz problemy z czytaniem ze zrozumieniem, albo
          najzwyczajniej w świecie chciałaś się (kolokwialnie mówiąc) przyczepić...a
          prawda jest taka, że jak ktoś chce się przyczepić to zawsze znajdzie punkt
          zaczepienia;) Pozdrawiam Cię serdecznie, poniżej wklejam linki, które mogą Cię
          zainteresować:
          www.eneteia.pl/encyklopedia/enc_zywioly.htm (całe menu po prawej stronie)
          www.skrypt.pl/index.php?d=kierunki&k=20
          psychotekst.com/
          www.psychologia.edu.pl/
          www.psychlab.pl/
          www.synapsis.pl/
          Co do tego postu - zgadzam się z Oldbay to zwyczajnie prowokacja, do tego słaba
          bo nie poparta niczym poza wydumanymi poglądami autorki.
          • emae Droga Saphayo! 15.12.05, 16:54
            Chylę czoła przed Panią Socjolog, ja głupia studentka powinnam w tym momencie
            zaprzestać jakiejkolwiek dyskusji... Wbrew logice jednak się wypowiem.
            Nie dziwię Ci się wcale, że na mnie naskoczyłaś, w końcu to ja zaczęłam... Masz
            rację, w sumie się czepiam. Rozbawiła mnie ta Wikipedia, sama ta nazwa kojarzy
            mi się z czymś niepowaznym i nierzetelnym. Gdybyś jeszcze napisała, że jesteś
            socjologiem... Chyba uznałam Cię za osobę, która lubi sobie pokrzyczeć (nieźle
            podsumowałaś autorkę wątku), a nie prezentuje sobą wiele więcej. No i w efekcie
            sama na taką wyszłam ;)

            Piszesz, że ten post to prowokacja. Nie jestem pewna. Oczywiście, większość
            postów na Gazecie ma w sobie coś z prowokacji, każdy chce wzbudzić
            zainteresowanie itd, a rozwiązania problemów raczej na serio na forum nie szuka
            (widzę po sobie i wnioskuję na podstawie obserwacji wątków innych osób). Ale
            wydaje mi się, że autorka faktycznie tak uważa. Zresztą to nie jest bardzo
            wydumany pogląd, wiele kobiet myśli tak jak Monisia. przyznam że ja sama tak
            myślałam, wypowiedzi na forum mnie przekonały. Wcześniej nie stykałam się z
            kobietami, które tak na serio nie chciały wychodzić za mąż.

            Wielkie dzięki za linki. Chętnie skorzystam.
            Pozdrawiam
            Emae

            PS. Nie mam problemu z czytaniem ze zrozumieniem. Stwierdzam na podstawie
            licznych testów :)
    • bitch.with.a.brain Re:dlaczeo Monisia jest taka? 13.12.05, 13:23
      Tak trudno uwierzyć,że ludzie sa różni?Masz mentalnosc rodem z średniowiecza.
      Nie chce małżeństwa,nie potrzebuje go, choć jestem ze wspanialym facetem i jest
      nam razem dobrze.Predzej juz zdecyduje sie na dziecko i jesli bedzie ono z tmy
      facetem, to bedzie mialo mame i tate.I po co tu małżeństwo?
      • michalina1974 Re:dlaczeo Monisia jest taka? 16.12.05, 15:05
        dolaczam sie :-)
        uwazam ponadto, ze malzenstwo jednak troche zmienia uklady miedzy partnerami,
        przynajmniej w moim przypadku tak bylo.
        i tak wlasciwie to po co nam ten papier? od znajomej uslyszalam kiedys opinie
        (wyszla za maz po 4 miesiecznej znajomosci), ze po to zeby miec pewnosc.
        pewnosc czego pytam sie?
        niczego nie mozna byc pewnym.
        pozdrawiam :-)
    • 18_lipcowa bo naprawde nie chcą 13.12.05, 13:57
      monisia53 napisała:

      > Boja sie przestraszyc faceta?
    • sagis Udają te,którym zależy tylko na białej sukni. 14.12.05, 10:14
      Znam takie, które z zazdrością patrzyły na młodą parę przed kościołem.
      Są to kobiety, które uległy innym i ich głupim stereotypom.
      Czy ślub jest gwarancją ich szczęścia?
      Głupoty nikt nie sieje, ale sama się rodzi.

      Te, które nie boją się samotności, bo wiedzą, że na świecie jest tyle innych
      wspaniałych rzeczy, a zawsze można spotkać kogoś, z kim można podzielić się
      swoimi radościami i smutkami, to nie udają.
      Zresztą, jeśli ktoś oszukuje kogoś, że jest inny, to tylko sobie szkodzi.
      Na pewno w ten sposób nie zatrzyma przy sobie kogoś. A, można właśnie przez
      nieszczerość stracić tą osobę.
      • de_monique Re: Udają te,którym zależy tylko na białej sukni. 14.12.05, 11:21
        He he, a ja mam takie dziwne przeczucie, że autorka wątku wyrosła w środowisku,
        hmmm...oazowo-swiętobliwym, gdzie jak powszechnie wiadomo wciąż uważa się,że
        jedynym przeznaczeniem i zarazem formą realizacji dla kobiety jest
        zaobrączkowanie chłopa, a nastepnie radosne rodzenie kolejnych bobasków :) i
        siłą rzeczy nie mieści się jej w głowce,że każdy człowiek to autonomiczna
        jednostka, która ma własną, indywidualną hierarchię potrzeb i wartości.
        Ponieważ autorka, jak sama przyznaje, nie ma możliwości spełnienia swojego
        życiowego powołania :))), okropnie się miota i usiłuje poprawic sobie humor,
        czepiając się innych kobiet i wmawiając im swoje jedynie słuszne teorie.
        Dyskusja z nią nie ma sensu z prostej przyczyny - fanatyk nie dyskutuje,
        fanatyk INFORMUJE. Nieważne, ile dacie kontrprzykładów - ona i tak wie
        swoje :). W tym też to, czego Wy tak naprawdę pragniecie i co jest dla Was
        dobre...Macki opadają...

        A wracając do tematu - kobiety tak naprawdę dążą do ślubu z przyczyn czysto
        kulturowo - społecznych. Bo wciąż jest wiele takich, jak monisia, którym od
        małego przeprano mózgi w zakresie celów zyciowych, i tego, co wypada, a co jest
        grzeszne i w ogóle be. Pragnąć kobiety mogą natomiast bliskości, stałego
        związku, większość również dzieci (ale nie wszystkie i jest to zresztą kolejny
        mit - wszyscy muszą mieć dzieci, a co najmniej tego chcieć. A tak naprawdę nie
        wszyscy muszą, a niektórzy wręcz nie powinni). Jakość związku zalezy tylko od
        osób,które go tworzą, nie od papierka - bo ile małżeństw się rozpada...I bardzo
        niebezpieczne jest myślenie - mam już ślub, znaczy jest gwarancja do końca
        życia, już się nie muszę o nic starać. A związek wymaga nieustannej pracy.
        Każdy.

        Monisiu, wmawiaj sobie dalej, że kobiety żyjące w wolnych związkach to
        nieszczęśliwe frustratki, które nie potrafią zaciągnąć faceta przed ołtarz / do
        usc, i na pewno wkrótce zostaną, biedne, sromotnie porzucone :)))Jeśli masz
        dzieki temu lepszy humor, myśl sobie w ten sposób. A żony oczywiście wszystkie
        mają sielankę i życie usłane różami. Szkoda mi Ciebie, bo masz strasznie
        ograniczony światopogląd i w dodatku wszystkich mierzysz własną miarką. Ja i
        mnóstwo innych kobiet jesteśmy wolnymi i szczęśliwymi ludźmi i żyjemy tak, tak
        tego chcemy, zgodnie z sobą. Nasi mężczyźni są z nami, bo tego chcą i nas
        kochają, a nie dlatego,że "muszą". Jeśli mój facet uzna, że ma mnie dość :),
        jasne, zaboli mnie to bardzo, ale pozwolę mu odejść, bo nie uznaję związków na
        siłę. Jeśli kiedyś zechcemy ślubu, to go weźmiemy i tyle. A i tak związek trwa
        w sercu a nie na papierku.

        Ufff,ale się rozpisałam :))) Autorce tematu życzę więcej otwartości w
        poglądach, naprawdę ułatwia życie. Trzeba szanować wybory innych,jakie by nie
        były, ale nigdy nie można narzucać im własnych poglądów i wartości. I to by
        było na tyle :)
        • monisia53 Re: Udają te,którym zależy tylko na białej sukni. 15.12.05, 02:35
          Nie mam argumentow? A jakie sa wasze ? >Nasi mezczyzni sa z nami, bo tego chca i
          nas kochaja, a nie dlatego, ze musza<, ja powiedzialabym, ze jest im tak
          wygodnie, nie chca sie deklarowac, zostawiaja otwarte drzwi do latwego odwrotu.>
          Czy slub jest gwarancja szczescia?<, nie, nie jest, ale jest powaznym
          zobowiazaniem. Z waszych wypowiedzi wnioskuje, ze nie macie dzieci. Czy zdajecie
          sobie sprawe, ze dziecko zmienia zycie rodziny o 180 stopni? Tej proby panowie
          zwani:partnerami,facetami, wspolnikami, polowkami,chlopami, przyjaciolmi,
          wspollokatorami itp. czesto nie przejda. Nie mowcie mi, ze macierzynstwo nie
          lezy w naturze kobiet. Mysle, w przetrwaniu zwiazku, ktory "trwa w sercu"
          papierek bardzo pomaga.Wasze argumeny sa bardzo slabiutkie, prawda jest, ze
          boicie sie przeploszyc kandydata i udajecie nawet przed soba.
          • wielo-kropek Re: Udają te,którym zależy tylko na białej sukni. 15.12.05, 02:40
            Ja mysle ze dziewczyny wcale nie udaja tylko madrze postepuja. Jesli wie
            ze facet nie ten, lub widzi ze jakis glupek jej sie oswiadcza, to
            lepiej udawac niz takiemu powiedziec prawde w oczy o nim. Kto wie, jak
            jakis wiekszy wariat to i mocno z zemsty skrzywdzic dziewczyne
            potrafi. Ho, powiedz glupiemu ze jest glupi, to sie sama przekonasz ze
            mam tu racje.
            • pantarejka Re: Udają te,którym zależy tylko na białej sukni. 15.12.05, 23:26
              wielo-kropek napisał:

              > Ja mysle ze dziewczyny wcale nie udaja tylko madrze postepuja. Jesli
              wie
              > ze facet nie ten, lub widzi ze jakis glupek jej sie oswiadcza, to
              > lepiej udawac niz takiemu powiedziec prawde w oczy o nim.

              Lepiej udawać chęć zawarcia małżeństwa? Coś tu się komuś pokręciło. Z
              chłopakiem, który jest "głupkiem", nie chodzi się tak długo, by mogło dojść do
              oświadczyn. Chodzi się tylko z ewentualnymi kandydatami na męża. Po co być z
              mężczyzną, z którym nie chcesz się zbliżyć fizycznie i duchowo? A nawet jeśli
              takie oświadczyny się zdarzą (może bywają tacy narwańcy), to przecież nikt nie
              mówi, że obowiązkiem kobiety jest je przyjąć! Nie rozumiem - po co być z
              bęcwałem?! Dlatego, żeby jakiś w ogóle BYŁ? Albo dla seksu? Ja tam nie
              chciałabym się kochać z mężczyzną, który mnie nie pociąga duchowo,
              intelektualnie, i fizycznie (i właśnie w takiej kolejności:)


              >Kto wie, jak
              > jakis wiekszy wariat to i mocno z zemsty skrzywdzic dziewczyne
              > potrafi.

              Hihihi! To ostatnie zdanie to prawdziwy "kwiatuszek" :))
          • bitch.with.a.brain Re: Udają te,którym zależy tylko na białej sukni. 15.12.05, 16:57
            Ależ ja nei chce dziecka.Natomiast jesli zajde w ciaze to wiem,że mój facet te
            probe przejdzie.Po prostu nie marnowalabym swojego czasu na dupka.A dlaczego
            uważasz,że to on zostawia sobie furtke do latwego odwrotu? Może ja tez?
            Mnie także jest tak wygodniej.
            • pantarejka Re: Udają te,którym zależy tylko na białej sukni. 15.12.05, 23:46
              No nie wiem... Ja tam zawsze byłam wdzięczna swoim rodzicom za to, że byłam
              poczęta w małżeństwie, że miałam mamę i tatę, że nosiliśmy jedno nazwisko, że
              czułam miłość moich rodziców w stosunku do siebie , a także dla mnie. Kiedy
              byłam dziewczynką tłumaczono mi, że >> wzięłam się z miłości. Miłością jest Bóg
              i Bóg widząc wielką miłość mamy i taty dał im mnie.<< Zawsze bardzo to do mnie
              trafiało. Może dzięki poczuciu bezpieczeństwa, które od nich otrzymywałam,
              chciałabym dać swojemu dziecku to, co uważam za najlepsze. Myślę, że w życiu
              warto jednak żyć ideałami - inaczej pozostaje pustynia. O ideały trzeba jednak
              dbać i nie pozwalać, by zniszczył nam je ktoś niepowołany. Ideały wymagają
              pewnych ram bezpieczeństwa. Idealizm jest piękny, ale ważny jest także
              racjonalizm (stąd potrzeba tych ram). Idealizm pozbawiony racjonalizmu
              powoduje, że łatwo nas skrzywdzić. Zadana rana tworzy bliznę, a blizna rodzi
              gorycz i cyznizm.

              Uważam, że argumenty w stylu: "małżeństwo nie jest gwarancją tego, że się nie
              rozstaniecie" jest zwykłym podcinaniem ludziom skrzydeł i jest wyrazem
              przekonania: "ja nie potrafię, więc jest to po prostu niemożliwe i inni też nie
              potrafią".

              Ci, którym z jakichś powodów podcięto skrzydła, niech dadzą innym spróbować...
              Moi rodzice spróbowali i nigdy nie żałowali. Podobnie rodzice mojego
              narzeczonego - już 30 lat razem, a wciąż są o siebie zazdrośni :) To budujące.
              Chcę stworzyć z wybranym przeze mnie mężczyzną podobnie głęboką relację i
              wychować zdrowe emocjonalnie dziecko. Dzieci nie traktuję jako dopustu Bożego,
              albo lalek do zabawy. Myślę sobie po prostu, że skoro mnie obdarowano tak
              bardzo (życie, możliwość rozwoju i wykształcenia), to może powinnam to
              przekazać dalej... Ups... zdaje się, że znowu odezwał się we mnie ten
              niepoprawny idealizm :)

              • oldbay Re: Udają te,którym zależy tylko na białej sukni. 16.12.05, 10:59
                > Uważam, że argumenty w stylu: "małżeństwo nie jest gwarancją tego, że się nie
                > rozstaniecie" jest zwykłym podcinaniem ludziom skrzydeł i jest wyrazem
                > przekonania: "ja nie potrafię, więc jest to po prostu niemożliwe i inni też
                nie
                > potrafią".
                >

                Cóż, nie chcę nikomu podcinać skrzydeł, stwierdzam jedynie fakt że zawarcie
                małżeństwa nie musi dożywotnie. Być może nie podoba się to idealistom
                pozbawionym racjonalizmu i dlatego czują się oni bardzo skrzywdzeni kiedy
                uświadamiają sobie że to jednak prawda.

                I nie chodzi o to że utrzymanie małżeństwa jest niemożliwe. Nie jestem rozwódką
                lecz młodą kobietą, któej rodzice 30 lat po ślubie nadal bardzo się kochają.
                Przykład udanego związku obserwuję każdego dnia. Ale mimo to nie będę się
                oszukiwać że życie jest takie idealne w każdym przypadku.
                Nie musze być życiowym nieudacznikiem żeby widzieć, że małżeństwo niczego nie
                gwarantuje. Może własnie dlatego tym nieudacznikiem nie jestem.
                • pantarejka Re: Udają te,którym zależy tylko na białej sukni. 16.12.05, 11:22
                  oldbay napisała:

                  > Cóż, nie chcę nikomu podcinać skrzydeł, stwierdzam jedynie fakt że zawarcie
                  > małżeństwa nie musi dożywotnie. Być może nie podoba się to idealistom
                  > pozbawionym racjonalizmu i dlatego czują się oni bardzo skrzywdzeni kiedy
                  > uświadamiają sobie że to jednak prawda.

                  Ja doskonale zdaję sobie sprawę z faktu, że małżeństwo nie zawsze bywa
                  dożywotnie. Dlaczego jednak nie spróbować i zrobić wszystko, co w naszej mocy,
                  by takie jednak było?

                  >nie będę się
                  > oszukiwać że życie jest takie idealne w każdym przypadku.
                  > Nie musze być życiowym nieudacznikiem żeby widzieć, że małżeństwo niczego nie
                  > gwarantuje. Może własnie dlatego tym nieudacznikiem nie jestem.

                  Powtórzę to, co napisałam wcześniej: swoje ideały trzeba umieć chronić. To tak
                  jak w micie o Dedalu i Ikarze: oboje wzbili się w powietrze na zbudowanych
                  skrzydłach. Ikar jednak za bardzo dał się ponieść młodzieńczemu idealizmowi i
                  spadł do morza. Na miejsce doleciał racjonalny Dedal. W życiu potrzebny jest
                  więc idealizm, by móc latać, a także racjonalizm, by coś/ktoś nie podcięło nam
                  skrzydeł. Ja też nie jestem nieudacznikiem :)
                  • oldbay Re: Udają te,którym zależy tylko na białej sukni. 16.12.05, 12:10
                    no to sobie pogadamy jak nienieudacznik z nienieudacznikiem.

                    Widzisz, zastanawiałam się długo co mnie tak w twoich postach irytuje. Wydajesz
                    się być miłą, dobrą i ciepłą osobą, żyjącą według swoich zasad, szanującą
                    siebie i innych. Jesteś szczęśliwa, zakochana, masz piękne plany na przyszłość,
                    szczęśliwą rodzinę, szczęśliwych teściów, pewnie jeszcze szczęśliwego pieska
                    czy kotka, w ogóle wszytsko jest szczęśliwe. Myślisz że gdyby wszyscy kierowali
                    się twoimi zasadami byliby równie szczęśliwi. Gdyby myśleli tak jak ty, byliby
                    tacy zadowoleni jak ty. Byliby w stanie cudownego oczekiwania na cudowną
                    przyszłość - tak jak ty. Zdajesz się być nie do końca świadoma faktu, że każdy
                    jest inny.

                    Każdy jest inny pantarejko. Jesteśmy podobni lecz nie tacy sami. To że musimy
                    jeść nie znaczy, że smakują nam te same potrawy, że potrzebujemy takiej samej
                    diety. To, że wszyscy pragniemy kochać i być kochanymi nie znaczy że wszyscy
                    chcemy to robić w taki sam sposób. To, że wszyscy w coś się ubieramy nie znaczy
                    że dobrze nam w tym samym fasonie i kolorze.

                    Każdy jest inny i ma inne potrzeby. A ty podajesz swój szczęśliwy przykład jako
                    wzór do naśladowania, jak przykazał Kant. Myślisz, że gdyby wszyscy cię
                    naśladowali byliby równie zadowoleni i stałoby się ogólne i wielkie Dobro.

                    Bzdura. Gdyby jakimś cudem wepchnięto mnie w twoją skórę i w twoją sytuację
                    jestem pewna, że czułabym się inaczej niż ty. Nie byłabym sobą. Nagle twoja
                    wspaniała rodzina dla mnie byłaby obca, a twój wspaniały narzeczony mógłby
                    wydać mi się nudziarzem. I nie zapewniaj mnie że on jst wspaniałym i ciekawym
                    człowiekiem, bo ja w to absolutnie wierzę! Że dla CIEBIE on jest atrakcją lecz
                    dla mnie byłby przeciętnym facetem, za którego na pewno nie chciałabym wyjść za
                    mąż. Twój styl zycia mógłby być dla mnie nudny, gniłabym z tęsknoty za czynś
                    innym. Ja wierzę, że jesteś szczęśliwa bo znalazłaś swoją indywidualną,
                    odpowiednią dla CIEBIE ścieżkę. Ja muszę znaleźć swoją, zupełnie różną od
                    twojej, różną tak jak my dwie różnimy się od siebie, mimo, że jesteśmy tej
                    samej rasy, płci i gatunku.

                    Ja jestem młodą niezamężną i nawet niezaręczoną osobą i dobrze mi z tym.
                    Choćbyś nie wiem co mówiła, dobrze mi z tym. Choćbyś nie wiem co pisała o swoim
                    życiu, mi się moje i tak 100 razy bardziej podoba. Wierzę, że jesteś
                    szczęśliwa, choć widać na pierwszy rzut oka, że żyjesz inaczej niż ja. I to
                    jest dobre. Nie będę tu opisywać szczegółowo swojego życia, swojego szczęścia i
                    sposobu w jaki je osiągnęłam bo wiem, że to nie jest recepta. To moja osobista
                    historia. Nie odmawiam innym prawa do innego życia, bo wiem, że co innego daje
                    nam szczęście. Niechże każdy żyje po swojemu.

                    Nie wolno uogólniać pantarejko. Ludzie są różni, ile ludzi tyle potrzeb,
                    poglądów, pragnień, ideałów. Żyjmy i pozwólmy zyć innym, tak, jak chcą. Bądźmy
                    tolerancyjni, nawet jeśli z czymś się nie zgadzamy, nawet jeśli nam smakuje coś
                    innego. Tak długo, jak ktoś nie krzywdzi innej żyjącej istoty pozwólmy mu zyć
                    na jego własny sposób. I nie mówmy że JA TO ROBIĘ NAJLEPIEJ.

                    -
                    oldbay
                    • pantarejka Re: Udają te,którym zależy tylko na białej sukni. 16.12.05, 14:21
                      oldbay napisała:

                      > Widzisz, zastanawiałam się długo co mnie tak w twoich postach irytuje.

                      Hmm... a mnie nic w Twoich postach nie irytuje. Trzeba być tolerancyjnym :) Ja
                      tylko sobie wyrażam swoje zdanie. Leżę sobie w łóżeczku, bo jestem zaziębiona i
                      cieszę się, że mogę sobie poprowadzić taką miłą konwersację :)

                      >Wydajesz
                      >
                      > się być miłą, dobrą i ciepłą osobą, żyjącą według swoich zasad, szanującą
                      > siebie i innych. Jesteś szczęśliwa, zakochana, masz piękne plany na
                      przyszłość,
                      >
                      > szczęśliwą rodzinę, szczęśliwych teściów, pewnie jeszcze szczęśliwego pieska
                      > czy kotka,

                      Hihi... Mam dwa koty :)


                      >w ogóle wszytsko jest szczęśliwe. Myślisz że gdyby wszyscy kierowali
                      >
                      > się twoimi zasadami byliby równie szczęśliwi.

                      Zależy, co nazywasz szczęściem. Dla wielu ludzi szczęście to przyjemność i brak
                      cierpienia. Dla mnie niekoniecznie. Wielu rzeczy nauczyłam się dzięki
                      doświadczeniom, które bynajmniej nie były przyjemne... ale niczego nie żałuję.
                      Dla mnie szczęście to ciągłe stawanie się, ciągłe dojrzewanie i rozwiązywanie
                      pasjonującej zagadki, jaką jest życie... no i jeszcze wewnętrzny spokój.


                      >Gdyby myśleli tak jak ty, byliby
                      > tacy zadowoleni jak ty. Byliby w stanie cudownego oczekiwania na cudowną
                      > przyszłość - tak jak ty. Zdajesz się być nie do końca świadoma faktu, że
                      każdy
                      > jest inny.

                      Ale... chwilkę? Czy jednak każdy z nas w głębi duszy nie oczekuje tej "cudownej
                      przyszłości"? Czy wszyscy nie jesteśmy w stanie ciągłego oczekiwania? Co dałoby
                      nam siłę do przeżywania kolejnych dni, jeśli nie nadzieja, że jutrzejszy dzień
                      będzie lepszy?

                      > Każdy jest inny pantarejko. Jesteśmy podobni lecz nie tacy sami. To że musimy
                      > jeść nie znaczy, że smakują nam te same potrawy, że potrzebujemy takiej samej
                      > diety. To, że wszyscy pragniemy kochać i być kochanymi nie znaczy że wszyscy
                      > chcemy to robić w taki sam sposób.

                      Faktycznie jesteśmy różni, mamy inne doświadczenia życiowe, wyrastamy w innym
                      otoczeniu, spotykamy innych ludzi... Gdybym miała innych rodziców moje życie
                      byłoby zupełnie inne. Jedno rzeczywiście nas łączy: pragniemy być kochani. A
                      czy podstawą miłości nie jest prawda i szacunek? Zawarcie małżeństwa jest, moim
                      zdaniem, przekazaniem drugiej stronie komunikatu, że moja miłość jest
                      prawdziwa, wieczna i że nie boję się brać odpowiedzialności...

                      > Każdy jest inny i ma inne potrzeby. A ty podajesz swój szczęśliwy przykład
                      jako
                      >
                      > wzór do naśladowania, jak przykazał Kant.

                      Daj spokój... wcale nie podaję siebie za przykład. To co mi się przydarzyło
                      wcale nie jest moją zasługą... Po prostu przyszłam na świat w takiej rodzinie,
                      a nie innej, spotykałam takich, a nie innych ludzi, miałam określone
                      doświadczenia ...

                      > Myślisz, że gdyby wszyscy cię
                      > naśladowali byliby równie zadowoleni i stałoby się ogólne i wielkie Dobro.
                      > Bzdura. Gdyby jakimś cudem wepchnięto mnie w twoją skórę i w twoją sytuację
                      > jestem pewna, że czułabym się inaczej niż ty.

                      :) Całkowicie się z tym zgadzam. Każdy jest odpowiedzialny za swoje życie i
                      musi kroczyć swoją ścieżką. Wszyscy jednak mamy to samo zadanie: dawać ludziom
                      miłość, a nie cierpienie. Aby nie ranić innych, często trzeba mocno popracować
                      nad sobą... Tak jak powiedziałaś: każdy jest inny i każdy musi popracować nad
                      czymś innym, dlatego też ma różne doświadczenia życiowe.

                      >Nie byłabym sobą. Nagle twoja
                      > wspaniała rodzina dla mnie byłaby obca, a twój wspaniały narzeczony mógłby
                      > wydać mi się nudziarzem.

                      He, he... Całkowicie wierzę :) Nagle wyobraziłam sobie Ciebie jak musisz sobie
                      radzić z moim tatą :) Jest trudnym człowiekiem, ale jakoś nauczyłam się z nim
                      postępować. Zajęło mi to jednak dużo czasu. Uff.
                      Co do narzeczonego, to pewne jest, że musisz znaleźć kogoś, kto będzie pasował
                      do Ciebie (a nie, broń Boże, do mnie), bo to Ty będziesz z nim żyła, nie ja :)

                      > Ja wierzę, że jesteś szczęśliwa bo znalazłaś swoją indywidualną,
                      > odpowiednią dla CIEBIE ścieżkę. Ja muszę znaleźć swoją, zupełnie różną od
                      > twojej, różną tak jak my dwie różnimy się od siebie, mimo, że jesteśmy tej
                      > samej rasy, płci i gatunku.

                      Zgadzam się całkowicie, życzę powodzenia w poszukiwaniu właściwej ścieżki i
                      wielu szczęśliwych splotów okoliczności :)

                      >I to
                      > jest dobre. Nie będę tu opisywać szczegółowo swojego życia, swojego szczęścia
                      i
                      > sposobu w jaki je osiągnęłam bo wiem, że to nie jest recepta. To moja
                      osobista
                      > historia.

                      A dlaczego nie? Może bym nauczyła się od Ciebie czegoś, co pozwoliłoby mi
                      uniknąć w przyszłości jakichś fatalnych błędów?

                      >Bądźmy
                      >
                      > tolerancyjni, nawet jeśli z czymś się nie zgadzamy, nawet jeśli nam smakuje
                      coś
                      >
                      > innego.

                      Ja myślę, że wielu ludzi w dzisiejszych czasach nadużywa słowa "tolerancja", a
                      czasami nawet nie rozumie znaczenia tego terminu. Dla mnie tolerancja to
                      szacunek, cierpliwość i wyrozumiałość dla ludzi wyznających inne poglądy. Nie
                      oznacza to jednak, że w imię tolerancji mam zmieniać swoje wartości, albo
                      twierdzić, że każdy powinien robić, to co się jemu podoba. Myślę, że człowiek
                      powinien być zdolny stwierdzić jakie postępowanie jest dobre, a jakie złe (tak,
                      tak, wiem, że są też odcienie szarości:) Tylko wtedy tolerancja nie jest
                      kompletnym znieczuleniem i zobojętnieniem na drugiego człowieka. Nie można
                      akceptować absolutnie wszystkiego: np. ktoś Ci napluje w twarz, a Ty pomyślisz:
                      muszę być tolerancyjna.

                      Ja myślę, że odmienność jest ubogacająca i warto dzielić się z innymi własnymi
                      przemyśleniami. A przede wszystkim, tak jak napisałaś, nie można krzywdzić
                      innych. Nie krzywdźmy więc innych, ale także nie krzywdźmy samych siebie ze
                      strachu przed życiem w prawdzie.
                      • oldbay Re: Udają te,którym zależy tylko na białej sukni. 16.12.05, 14:59
                        > Nagle wyobraziłam sobie Ciebie jak musisz sobie
                        > radzić z moim tatą :) Jest trudnym człowiekiem, ale jakoś nauczyłam się z nim
                        > postępować. Zajęło mi to jednak dużo czasu. Uff.

                        Oj zebyś wiedziała jak trudno radzić sobie z moimi rodzicami... :-)

                        > Zawarcie małżeństwa jest, moim
                        > zdaniem, przekazaniem drugiej stronie komunikatu, że moja miłość jest
                        > prawdziwa, wieczna i że nie boję się brać odpowiedzialności...

                        Coś w tym jest... Małżeństwo to wielka przysięga. Jednak nie wszyscy chcą
                        składać z przeróżnych powodów.

                        > A dlaczego nie? Może bym nauczyła się od Ciebie czegoś, co pozwoliłoby mi
                        > uniknąć w przyszłości jakichś fatalnych błędów?

                        Ja myślę, że człowiek się uczy na własnych błędach a nie na cudzych. Dopóki się
                        nie sparzysz nie uwierzysz że coś jest na prawdę gorące.
                        Z resztą do tej pory nie popełniałam fatalnych błędów więc nie ma o czym
                        mówić :-)

                        > szacunek, cierpliwość i wyrozumiałość dla ludzi wyznających inne poglądy. Nie
                        > oznacza to jednak, że w imię tolerancji mam zmieniać swoje wartości


                        W imię tolerancji nie należy za wszelką cenę próbować zmieniać cudzych wartości.


                        > powinien być zdolny stwierdzić jakie postępowanie jest dobre, a jakie złe
                        (tak,
                        > tak, wiem, że są też odcienie szarości:) Tylko wtedy tolerancja nie jest
                        > kompletnym znieczuleniem i zobojętnieniem na drugiego człowieka. Nie można
                        > akceptować absolutnie wszystkiego: np. ktoś Ci napluje w twarz, a Ty
                        pomyślisz:
                        > muszę być tolerancyjna.

                        Być tolerancyjnym znaczy nie twierdzić, że ktoś postępuje źle jeśli postępuje
                        inaczej niż ja (nie krzywdząc nikogo oczywiście). Zgadzam się że nie można
                        akceptować absolutnie wszystkiego. Nie wolno akceptować przemocy, znieważania
                        ludzi (plucie w twarz np), łamania prawa i tego typu rzeczy. Wolność człowieka
                        kończy się w tym miejscu, gdzie zaczyna się wolność innego człowieka.

                        Ja myślę: "muszę być tolerancyjna", kiedy rozmawiam z kobietą, która pragnie
                        poświęcić się karierze a nie rodzinie, kiedy widzę dwóch chłopaków trzymających
                        się za ręce, kiedy słucham kogoś o innych poglądach politycznych itp. Sztuką
                        jest tolerować coś, co jest od nas różne i nie walczyć z tym, nie tępić
                        inności.

                        -
                        oldbay
                        • pantarejka Re: Udają te,którym zależy tylko na białej sukni. 16.12.05, 21:54
                          oldbay napisała:


                          > Oj zebyś wiedziała jak trudno radzić sobie z moimi rodzicami... :-)

                          :-D

                          > Małżeństwo to wielka przysięga. Jednak nie wszyscy chcą
                          > składać z przeróżnych powodów.

                          Ja myślę, że jest kilka głównych powodów:
                          1)brak właściwego partnera,
                          2)brak odpowiedzialności i odwagi,
                          3)przeświadczenie o własnej nieśmiertelności,
                          4)konsumpcjonizm - tzn. wybieram z życia to na co mam ochotę w danym momencie-
                          TERAZ, choćby potem miałoby mi się odbijać latami..., a także wybieram tylko
                          to, co jest przyjemne,
                          5)brak szczerości w stosunku do samego siebie oraz zdolności wsłuchania się w
                          samego siebie.

                          Najważniejszy jest chyba ten pierwszy powód. Ja tam uważam, że jeśli nikt się
                          nie zjawia, to trzeba szczęściu trochę dopomóc. Swojego przyszłego męża
                          poznałam w...sieci, przez portal randkowy (znak czasów:). Popisaliśmy maile do
                          siebie i po 1,5 tygodnia spotkaliśmy się w realu. Może brakowało w tym troszkę
                          romantyzmu, bo nie było etapu "szuka kogoś, czy nie szuka?". Wiadomym było, że
                          oboje kogoś szukamy i jeśli się zgramy, to dobrze, a jak nie, to pójdziemy
                          dalej swoją drogą. No cóż... zgraliśmy się jednak :))). Później się okazało, że
                          będę pracować w tym samym miejscu, co on. No i jest też śmieszne zdarzenie...
                          nasi ojcowie chodzili razem do technikum (ale nie do końca wierzę w
                          przeznaczenie, jest przecież wolna wola :)

                          >
                          > Ja myślę, że człowiek się uczy na własnych błędach a nie na cudzych.

                          Błędy błędami, ale wiesz... dobre rady zawsze w cenie :) - choćby się miało ich
                          nie posłuchać. Zawsze jednak jakoś zwiększają spektrum możliwości wyboru.


                          > Wolność człowieka
                          > kończy się w tym miejscu, gdzie zaczyna się wolność innego człowieka.

                          W tym właśnie sęk ("Sęk? Jaki sęk?!" przypomniał mi się Kabaret Starszych
                          Panów.)!

                          Ten pogląd akurat absolutnie popieram. Problem polega na wyznaczeniu
                          tego "miejsca" - granicy. Z drugiej jednak strony, jeśli widzę, że ktoś się,
                          stacza w jakąś niebezpieczną przepaść, to nie mogę po prostu stać z założonymi
                          rękami i myśleć, że przecież jest wolnym człowiekiem i może robić, co chce.
                          Nawet prawo stwierdza, że istnieje przestępstwo zaniechania. Takiego człowieka
                          należy wówczas w przyjacielski sposób uświadomić, a czasami prawda bywa bolesna.

                          >
                          > Ja myślę: "muszę być tolerancyjna", kiedy rozmawiam z kobietą, która pragnie
                          > poświęcić się karierze a nie rodzinie,

                          Również staram się zrozumieć stanowisko takiej kobiety, ale zawsze staram się
                          przedstawić plusy i minusy takiego postępowania i zastanowić się wspólnie, czy
                          czasami minusów nie jest więcej. Jej sprawa, co wybierze - to jej życie i ona
                          będzie ponosiła wszelkie konsekwencje - wszystko jest w porządku, jeśli jest na
                          to gotowa i w pełni to akceptuje.

                          Kariera generalnie nie jest niczym złym, należy się rozwijać, ale nie wolno,
                          moim zdaniem, zaniedbywać innych dziedzin naszego życia.

                          > kiedy widzę dwóch chłopaków trzymających
                          >
                          > się za ręce,

                          Mam koleżankę lesbijkę. Jedno, co zauważyłam to to, że jej związki są
                          nietrwałe, że często jest w nich wiele manipulacji i cierpienia. Ona szuka
                          miłości, ale wydaje się być nieco zagubiona...

                          Co do związków homoseksualnych, to wszystko jest w porządku, dopóki ja ze swoim
                          heteroseksualizmem nie czuję się stroną uciskaną i dopóki nie ma adopcji dzieci
                          przez takie pary.

                          > kiedy słucham kogoś o innych poglądach politycznych itp.

                          O tym to całą epopeję można by napisać :).

                          • oldbay Re: Udają te,którym zależy tylko na białej sukni. 16.12.05, 22:47
                            > Mam koleżankę lesbijkę. Jedno, co zauważyłam to to, że jej związki są
                            > nietrwałe, że często jest w nich wiele manipulacji i cierpienia. Ona szuka
                            > miłości, ale wydaje się być nieco zagubiona...

                            Ja również znam dziewczynę o odmiennej orientacji seksualnej i muszę stwierdzić
                            że jest w dość szczęśliwym i stałym związku, który gdyby mógł, na pewno byłby
                            sformalizowany (ale to już inna historia). Jak widać i na to nie ma reguły a z
                            homoseksualistami tak samo jak z hetero- bywa różnie.

                            > Co do związków homoseksualnych, to wszystko jest w porządku, dopóki ja ze
                            swoim
                            > heteroseksualizmem nie czuję się stroną uciskaną

                            Heteroseksualni ludzie nigdy nie będą uciskani pantarejko. Nie wiem czy warto o
                            tym zaczynac dyskusję w tym wątku bo to temat rzeka. Myślę że Kościół Katolicki
                            prędzej by rozpętał 3 wojnę światową niż pozwolił na uciskanie w jakikolwiek
                            sposób heteroseksualistów :-) Możemy spać spokojnie bo wielka, potężna
                            instytucja jest po naszej stronie (czego niestety nie mogą powiedzieć o sobie
                            Bogu ducha winni homoseksualiści którzy traktowani są przez KK jak śmiertelny
                            wróg)
                            -
                            oldbay
                        • pantarejka Re: Udają te,którym zależy tylko na białej sukni. 16.12.05, 22:00
                          No proszę, ile optymizmu udało mi się w Was wzbudzić :) To miłe!
                          P.S. Pozdr. dla Monisi.
          • oldbay Re: Udają te,którym zależy tylko na białej sukni. 15.12.05, 18:44
            > ja powiedzialabym, ze jest im tak
            > wygodnie, nie chca sie deklarowac, zostawiaja otwarte drzwi do latwego odwrotu
            W dzisiejszych czasach rozwieść się jest równie łatwo co pobrać. Małżeństwo
            wcale tej furtki nie zamyka monisiu.

            > Tej proby panowie
            > zwani:partnerami,facetami, wspolnikami, polowkami,chlopami, przyjaciolmi,
            > wspollokatorami itp. czesto nie przejda.
            Fakt zawarcia małżeństwa nie gwarantuje że facet sobie poradzi z tą "próbą"
            Popatrz na polską bitwę o alimenty.

            > Mysle, w przetrwaniu zwiazku, ktory "trwa w sercu"
            > papierek bardzo pomaga
            Ale ten związek trwa w sercu. W czym więc pomaga ten papier, nadal nie
            powiedziałaś.

            > prawda jest, ze
            > boicie sie przeploszyc kandydata i udajecie nawet przed soba
            Ale czym przepłoszyć, Monika?

            Twoje argumenty są poszarpane i nie wiem o co ci chodzi.

            A poza tym nadal nie odpowiedziałaś na moje wczesniejsze pytanie: Jak to
            odróżniasz czy ktoś udaje czy nie?

            oldbay
      • pantarejka Re: Udają te,którym zależy tylko na białej sukni. 15.12.05, 23:16
        sagis napisała:

        > Znam takie, które z zazdrością patrzyły na młodą parę przed kościołem.
        > Są to kobiety, które uległy innym i ich głupim stereotypom.
        > Czy ślub jest gwarancją ich szczęścia?
        > Głupoty nikt nie sieje, ale sama się rodzi.

        Ja też byłam niedawno na ślubie. Małżeństwo mieszane: ona Polka, on Niemiec.
        Patrząc na nich widziałam tylko ich szczęście związane z tym, że nareszcie
        całkowicie należą do siebie. Przepełniała ich cicha radość. JA również na
        twarzach gości dostrzegłam zazdrość... Moim zdaniem była ona jednak wywołana
        czymś innym: na twarzy Niemki, będącej w 9 letnim związku na kocią łapę
        malowało się niedowierzanie, że są na świecie ludzie, którzy mają odwagę
        przysiąc sobie miłość na dobre i na złe (nie tylko na dobre); koledzy Pana
        młodego próbowali dowcipkować, ale są na szczęście takie prawdy i takie
        szczęście, którego nie da się spłycić. Generalnie każdy miał świadomość
        doniosłości tego zdarzenia. Wszyscy goście: polscy i niemieccy uznali ten ślub
        wcale nie jako "uleganie stereotypom", lecz jako akt odwagi, dojrzałości i
        odpowiedzialności. Wszystko zależy od punktu widzenia: w Niemczech np. luźny
        związek jest standardem.

        >
        > Te, które nie boją się samotności, bo wiedzą, że na świecie jest tyle innych
        > wspaniałych rzeczy, a zawsze można spotkać kogoś, z kim można podzielić się
        > swoimi radościami i smutkami, to nie udają.

        Tak naprawdę, to szczęścia należy szukać w sobie. Przekonanie, że udzielony
        sakrament małżeństwa przenosi nas do raju jest utopią - ale ten raj można
        wypracować (wiem to po małżeństwie moich rodziców - chociaż - co dziwne,
        jednoczyły ich raczej cierpienia niż radości. Małżeństwo jest gotowością
        przekraczania siebie i własnych słabości. Gdzieś głęboko w każdym człowieku
        tkwi głębokie przekonanie i chęć oddania siebie drugiemu człowiekowi - a
        szczególnie w kobiecie. Problem w tym, że często nie ma komu tego wszystkiego
        dać. Owszem są imprezy, życie towarzyskie, podróże, ale wcześniej czy później
        dopadnie Cię jakiś brak i pustka. Owszem znajdziesz kogoś, przed kim możesz się
        otworzyć, porozmawiać, ale wkrótce, jak mawiał Mały Książę, zacznie Ci zależeć
        na 1 róży, którą się pielęgnuje. Co z tego, że wiele jest róż na świecie, skoro
        one nie są Twoje, to nie ich doglądasz, nie je chronisz przed gąsienicami, one
        po prostu nie są oswojone :)


        > Zresztą, jeśli ktoś oszukuje kogoś, że jest inny, to tylko sobie szkodzi.
        > Na pewno w ten sposób nie zatrzyma przy sobie kogoś. A, można właśnie przez
        > nieszczerość stracić tą osobę.
        >

        Ja także uważam, że szczerość jest podstawą każdego związku. Dlatego nie boję
        się zadawać trudnych pytań mojemu narzeczonemu: np. czy zostanie ze mną, gdy
        będę chora, stara, brzydka?, co, jeśli będziemy mieli niepełnnosprawne dziecko,
        co jeśli będziemy cierpieli biedę? To właśnie przez taką szczerość tworzy się
        głębię związku i to może dać prawdziwe szczęście.

        Nieszczerością jest, moim zdaniem, życie na kocią łapę i udawanie, że się
        kochamy. To egoizm we dwoje. Rzeczywista miłość to wysiłek woli, a nie uczucia,
        motylki w brzuchu i emocje.
    • wiolathered Re: Dlaczego dziewczyny udaja,ze nie chca wyjsc z 15.12.05, 09:14
      pewnie ze pewnie wiekszosc dziewczyn chcialaby miec tego ksiecia z bajki, zeby
      oswiadczal sie z bukietem, na kolanach i niepewnosci czekal kilka dni, a potem
      slub, maly domek pod miastem, dziecko... pieknie, tyle tylko ze bajik rzadko sie
      zdarzaja, mloda jestem, nie udal mi sie zwiazek, przez co cierpialam, przy
      okazji malzenstwo moich rodzicow to meczarnia-bycie ze soba, bo maja papier i
      ciezko sie tego pozbyc, sa dla siebie powoli obcymi ludzmi... to wszystko
      powoduje, ze nie chce miec meza, wcale nie udaje, moze kiedys sie przekonam, ale
      teraz za bardzo sie boje.
      • de_monique Re: Dlaczego dziewczyny udaja,ze nie chca wyjsc z 15.12.05, 10:44
        No tak, widzę,że monisia nie tylko wie lepiej ode mnie, czego chcę, ale też
        przejrzała już niecne plany mojego mężczyzny :))) No i muszę zepsuć Ci humor -
        gdybym chciała, to bym już miała ten tak upragniony przez Ciebie papier...Mój
        facet nie ma bowiem nic przeciwko (a i poprzedni chłopak proponował mi
        małżeństwo) i zresztą być może kiedyś się zdecydujemy. Na razie nie jestem
        gotowa na tak poważny krok, tak samo zresztą jak nie mam ochoty mieć dzieci
        (zaraz pewnie się dowiem,że jestem nienormalna...).Może to się zmieni, a może
        nie, czas pokaże. W każdym razie póki nie chcę się rozmnażać :) ślub na pewno
        nie wchodzi w rachubę.

        A nie przyszło Ci do głowy, że to JA mogę chcieć mieć "otwartą furtkę" czy jak
        to nazwałaś?:)))Że kobieta też może mieć większą potrzebę wolności niż
        stabilizacji?

        A Ty uświadom sobie wreszcie,ze jeśli facet będzie chciał odejść, to NIC go nie
        powstrzyma - znam takiego, co zostawił ŻONĘ w zaawansowanej ciąży, bo akurat
        stracił głowę dla innej, znam też sporo rozwodzących się małżeństw z małymi
        dziećmi.

        Rozumiem,że jesteś cholernie sfrustrowana,że nikt się z Tobą nie ma ochoty
        żenić :), ale nie dziwię się,że faceci zwiewają od dziewczyn, które wywierają
        na nich presję, i to np po 3 miesiącach znajomości. Tylko nie rozumiem,czemu
        jesteś przekonana,że świat skłąda się z podobnych Tobie desperatek, których
        głównym celem życiowym jest jak najszybsze "złapanie chłopa", wszystko jedno
        jakiego, byle mieć wreszcie tego męża?:)A potem to już na pewno się samo
        ułoży :)

        Generalnie widac,że czegoś Ci w życiu bardzo brakuje :))))
      • pantarejka Re: Dlaczego dziewczyny udaja,ze nie chca wyjsc z 16.12.05, 00:16
        wiolathered napisała:

        > pewnie ze pewnie wiekszosc dziewczyn chcialaby miec tego ksiecia z bajki, zeby
        > oswiadczal sie z bukietem, na kolanach i niepewnosci czekal kilka dni, a potem
        > slub, maly domek pod miastem, dziecko... pieknie, tyle tylko ze bajik rzadko
        si
        > e
        > zdarzaja, mloda jestem, nie udal mi sie zwiazek, przez co cierpialam, przy
        > okazji malzenstwo moich rodzicow to meczarnia-bycie ze soba, bo maja papier i
        > ciezko sie tego pozbyc, sa dla siebie powoli obcymi ludzmi... to wszystko
        > powoduje, ze nie chce miec meza, wcale nie udaje, moze kiedys sie przekonam,
        al
        > e
        > teraz za bardzo sie boje.

        Przeczytaj mój wcześniejszy post.

        Ja miałam więcej szczęścia. Moi rodzice byli ze sobą szczęśliwi rzeczywiście do
        końca (mama nie żyje). Byłam wychowywana w domu pełnym miłości. Nie pozwoliłam
        się skrzywdzić żadnemu mężczyźnie do tego stopnia, bym bała się wchodzić w nowy
        związek (Co nie oznacza, że nie było rozczarowań :). Taki instynkt
        samozachowawczy.

        W przyszłym roku wychodzę za mąż za mężczyznę, który jest moim "księciem z
        bajki" :) Jestem bardzo szczęśliwa. Dużo ze sobą dyskutujemy i jesteśmy wobec
        siebie szczerzy do bólu. Myślę, że to pomaga. Poza tym osiąganie coraz większej
        bliskości duchowej jest fascynujące :)

        Co do strachu, to jest on w obecnych czasach powszechny. Zwłaszcza, jeśli
        chodzi o lęk przed bliskością z drugim człowiekiem (nie mówię o bliskości
        fizycznej - ta jest wtórna). Bez bliskości jednak nie ma miłości, a człowiek
        bez miłości usycha. Mimo wszystko, trzeba więc pokonywać ten lęk, wybierając
        ciągle od nowa miłość - w zgodzie ze swoim sumieniem i przekonaniami.
        Wybierając miłość, trzeba też być gotowym na utratę, ale nie należy się tego
        bać.- Jesteśmy tylko ludźmi. Miłość jest człowiekowi potrzebna do życia, ale
        nie można jej widzieć tylko w mężczyźnie, którego się wybrało. To w końcu też
        tylko człowiek. Trzeba szanować samą siebie i żyć tak, żeby każdego dnia,
        przeglądając się w lustrze, móc sobie spojrzeć w oczy.

        Piszesz, że ktoś Cię zranił... Nie martw się! Potraktuj to jako lekcję, której
        musiałaś się nauczyć, by być lepszym cżłowiekiem - po prostu już nigdy więcej
        nie dasz się nikomu tak skrzywdzić! Będziesz także lepiej rozumiała cierpienie
        innych, a budując nowy związek unikniesz pewnych błędów i stworzysz coś nowego
        i pięknego :))

        Pozdrawiam serdecznie i trzymam kciuki za Twoje uczestnictwo w przygodzie
        zwanej życiem :)
        • monisia53 Re: pantarejka 16.12.05, 01:21
          Jak to dobrze, ze mozna spotkac dziewczyne jak Ty. Swiat jest piekny.
          • bitch.with.a.brain Re: pantarejka 16.12.05, 08:27
            Mój świat tez jest piekny:D
            • oldbay Re: pantarejka 16.12.05, 11:01
              A mój jaki cudowny :D

              -
              oldbay
    • ziemia3 Re: Dlaczego dziewczyny udaja,ze nie chca wyjsc z 16.12.05, 23:50
      dlaczego myślisz że udają?
    • dziewczynazbagien Re: Dlaczego dziewczyny udaja,ze nie chca wyjsc z 17.12.05, 16:25
      bo nie chca zapeszac!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka