baatumi
26.12.05, 22:55
jakies 2 miesiace temu dostalam od niego emailem wiadomosc ze chcialby
zebysmy byli tylko przyjaciolmi. ok, i tak nam nie wychodzilo, sztywniak,
konserwatysta, i do tego tchorz- widzialam ze cos mu nie pasuje, ale bylam
brutalna- sam powie, nie bede mu ulatwiac. pomylilam sie- stac go bylo tylko
na emaila. No ale w zasadzie czemu zrywac kontakt-pomyslalam- w zasadzie byl
spoko, poza tym po powrocie ze studiow nie znam zbyt wielu osob w moim
miescie, rozjechali sie i w ogole..swietnie-widujemy się czasami na piwku,
rozmawiamy, smiejemy się- luz. Ale potem wracam do domu i sie zastanawiam-
kurde, moze wcale nie byl taki zly? Ale zachowal sie szczeniacko.. no ale.. i
tak w kolko..Caly dzien praca, potem nie mam sily ani checi zeby zrobic cos
konstruktywnego ani tym bardziej wyjsc i poznac kogos nowego, obracam sie
tylko w starym towarzystwie. Wydaje mi sie czy z braku laku idealizuje mojego
bylego? I to moje zmeczenie/lenistwo lapie sie najprostszej rzeczy- zatesknic
za tym co bylo ? Dziewczyny- czy mozecie skutecznie wybic mi to z glowy? :)