Dodaj do ulubionych

Rozmowy o problemach w związkach

13.11.02, 16:09
Często na tym forum, padają rady typu - rozmawiajcie ze sobą. Jakby rozmowa,
wyjaśnienie sobie tego czy owego, miałoby być lekiem na te problemy. Coś w
tym bez wątpienia jest. Ale... no właśnie. Mam wrażenie - na podstawie swoich
własnych i nie tylko - doświadczeń, że to tylko teoria.

Tak naprawdę bowiem, jest tak, że aby taka rozmowa coś dała, obie strony
muszą przystąpić do niej z dobrą wolą, chcą skwatyfikować problem i usunąć
go, czyli chcą rzeczywiście go rozwiązać przez identyfikację i likwidację
jego źródeł.

W innym przypadku, cała rozmowa będzie przypominać rozmowę głuchego z niemym,
na zasadzie: to nie ja, to Ty; pieprzyrz głupoty; wymyśliłaś (-eś) sobie coś;
nie chcę o tym rozmawiać; nie wracajmy już do tego; dobrze - ja to, ale Ty to
(amerykanie do Urbana za ustroju wiecznej szczęśliwości społecznej: u Was nie
ma demokracji ! Urban: A u Was biją murzynów) itd.
Taka rozmwoa jest bez sensu - polega na powtarzaniu w koło macieju tego
samego i do niczego nie prowadzi. Na pewno zaś nie jest konstruktywna.

Czy może być konstruktywna ? Być może, chociaż biorąc pod uwagę ładunek
emocji jaki istnieje między dwojgiem ludzi, mająch problemy ze sobą nawzajem,
szczerze w to wątpię. Myślę, że w takim przypadku jedynym ratunkiem dla
związku jest chwila urlopu od siebie, samodzielne przemyślenie wszystkiego i
dopiero wówczas przystąpienie do stołu obrad.
No tak, tylko że to znowu jedynie tweoria, bo gdy ktoś "nie chce", to
żaden "urlop" nie pomoże.

Wniosek z tego taki - wszelkie rady typu "rozmawiajcie ze sobą" są niewiele
warte.
Obserwuj wątek
    • agniecha27 Re: Rozmowy o problemach w związkach 13.11.02, 16:27
      Ja nie wyobrażam sobie innego sposobu na kłopoty w związku jak właśnie szczera
      rozmowa.
      To prawda, że czasem trzeba od swojej ukochanej osoby wyciągnąć coś, wręcz
      zmusić do mówienia o tym, co się dzieje naprawdę, a nie o pretekście kłótni (bo
      często się tak zdarza). Ale nic tak nie leczy związku jak rozmowa.
      Inna sprawa, że trzeba rozmawiać nie tylko wtedy, gdy się coś wydarzy, kiedy
      dojdzie do spięcia, ale tak wogóle. Jeżeli będzie nawyk rozmawiania (nawet o
      banałach codziennych), to być może nie dojdzie do żadnego starcia.
      Pozdrowionka i więcej wiary w tę drugą osobę :)))
      • matrek Re: Rozmowy o problemach w związkach 13.11.02, 16:35
        Aga, ja nie piszę w tym wypadku o jakiejś konkretnej sprawie. Nie napisałem
        tego wyżej, pod wpływem jakiegoś konkretnego zdarzenia, lecz to raczej takie
        przmyślenia natury ogólnej, pod wpływem tego co czytam na forum, gdzie z
        rozmowy robi się niemal zaklęcie.

        Żeby było jasne, jestem podobnego zdania jak Ty, również uważam szczere rozmowy
        za wartość samą w sobie, usiłuję jednak powiedzieć, że nie zawsze da się
        rozmawiać, przez duże R.
        Nie mam póki co takich problemów, abym potrzebował jakichś BARDZO poważnych
        rozmów. Ten etap mam już na szczęscie za sobą.
        • agniecha27 Re: Rozmowy o problemach w związkach 13.11.02, 16:44
          Oki :)))
          Źle zinterpretowałam Twój wątek. To prawdą, że nie należy demonizować rozmowy,
          ani jej gloryfikować, bo ma to być coś normalnego, naturalnego i wynikającego z
          potrzeby obojga w związku.
          Ale czy tak naprawdę my potrafimy ze sobą rozmawiać tak od razu... trzeba się
          chyba tego uczyć i pielęgnować potem taką umiejętność - jak nie w tym to w
          kolejnych związkach, bo to cenne i nieodzowne.
          • matrek Re: Rozmowy o problemach w związkach 13.11.02, 17:14
            agniecha27 napisała:

            > Oki :)))
            > Źle zinterpretowałam Twój wątek. To prawdą, że nie należy demonizować
            rozmowy,
            > ani jej gloryfikować, bo ma to być coś normalnego, naturalnego i wynikającego
            z
            >
            > potrzeby obojga w związku.
            > Ale czy tak naprawdę my potrafimy ze sobą rozmawiać tak od razu... trzeba się
            > chyba tego uczyć i pielęgnować potem taką umiejętność - jak nie w tym to w
            > kolejnych związkach, bo to cenne i nieodzowne.
            >

            A często też bardzo przyjemne :)
        • Gość: VISA Re: Rozmowy o problemach w związkach IP: 213.17.227.* 13.11.02, 17:36
          matrek napisał:

          > Aga, ja nie piszę w tym wypadku o jakiejś konkretnej sprawie. Nie napisałem
          > tego wyżej, pod wpływem jakiegoś konkretnego zdarzenia, lecz to raczej takie
          > przmyślenia natury ogólnej, pod wpływem tego co czytam na forum, gdzie z
          > rozmowy robi się niemal zaklęcie.
          >
          > Żeby było jasne, jestem podobnego zdania jak Ty, również uważam szczere
          rozmowy
          >
          > za wartość samą w sobie, usiłuję jednak powiedzieć, że nie zawsze da się
          > rozmawiać, przez duże R.
          > Nie mam póki co takich problemów, abym potrzebował jakichś BARDZO poważnych
          > rozmów. Ten etap mam już na szczęscie za sobą.
          >
          NIE WIEM CZY DOBRZE ROZUMIEM, ALE CZY CHCESZ NAM ZASUGEROWAĆ, ŻE NIE ZAWSZE DA
          SIĘ ROZMAWIAĆ PRZEZ DUŻE R - CZYLI NIE ZAWSZE SZCZERZE.....
          TO PO CO WOGÓLE ROZMAWIAĆ, NIE DOŚĆ ŻE NERWOWA ATMOSFERA TO JESZCZE STEK
          KŁAMSTW, KTÓRE PRĘDZEJ CZY PÓŹNIEJ I TAK WYJDĄ NA JAW.....
          NO I KOLEJNY POWÓD DO NASTĘPNEJ, NIE MNIEJ NERWOWEJ ROZMOWY GOTOWY -
          TO "KARUZELA", KTÓRA NIGDY NIE PRZESTAJE SIĘ KRĘCIĆ............ITD
          • vika411 Rozmowa to sztuka kompromisu... 13.11.02, 18:34
            ...jesli tylko jedna strona ta zasade uznaje to znaczy,ze nawet nie ma szacunku
            rozmowcy.I to dotyczy rozmow w kazdej dziedzinie.Nie tylko w zwazkach.Jesli
            mnie taki brak szacunku dotyczy poprostu rezygnuje z przekonywania o swoich
            racjach.Czesto unikam w ten sposob grozniejszych spiec ale place za to brakiem
            zaufania do rozmowcy.I tak mnie nie zrozumie skoro mu tak wygodnie.Zreszta
            kiedy juz nie ma checi na jakiekolwiek rozmowy to trzeba sie rozstac i lepiej w
            zgodzie lub obojetnosci niz we wzajemnej agresji.
    • kini Re: Rozmowy o problemach w związkach 13.11.02, 16:33
      To nawet nie chodzi o chwilę urlopu, tylko o przystąpienie do rozmowy wtedy,
      kiedy nie jest się rozcietrzewionym.
      A to, o czym piszesz, to znaczy o rozmowie dwóch głuchych, czyli np.
      rozmowy "wet za wet" - "bo ty jesteś taki, a ty jesteś taka", to przecież nie
      jest to rozmowa, a dwa monologi.
      • Gość: Sol Re: Rozmowy o problemach w związkach IP: *.acn.pl / *.acn.waw.pl 13.11.02, 19:46
        w moim rozumieniu rozmowa to komunikacja. A komunikacja w zaleznosci od
        osoby/zwiazku moze byc latwiejsza w formie rozmowy /klotni / listow / zachowan
        mozliwych do odczytania (jednoznacznie) przez partnera.
        Wazne zeby sie porozumiec i wazne by chciec naprawiac/ budowac / komunikowac
        sie.

        Strasznie mętnie to napisałam ; )

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka