matrek
13.11.02, 16:09
Często na tym forum, padają rady typu - rozmawiajcie ze sobą. Jakby rozmowa,
wyjaśnienie sobie tego czy owego, miałoby być lekiem na te problemy. Coś w
tym bez wątpienia jest. Ale... no właśnie. Mam wrażenie - na podstawie swoich
własnych i nie tylko - doświadczeń, że to tylko teoria.
Tak naprawdę bowiem, jest tak, że aby taka rozmowa coś dała, obie strony
muszą przystąpić do niej z dobrą wolą, chcą skwatyfikować problem i usunąć
go, czyli chcą rzeczywiście go rozwiązać przez identyfikację i likwidację
jego źródeł.
W innym przypadku, cała rozmowa będzie przypominać rozmowę głuchego z niemym,
na zasadzie: to nie ja, to Ty; pieprzyrz głupoty; wymyśliłaś (-eś) sobie coś;
nie chcę o tym rozmawiać; nie wracajmy już do tego; dobrze - ja to, ale Ty to
(amerykanie do Urbana za ustroju wiecznej szczęśliwości społecznej: u Was nie
ma demokracji ! Urban: A u Was biją murzynów) itd.
Taka rozmwoa jest bez sensu - polega na powtarzaniu w koło macieju tego
samego i do niczego nie prowadzi. Na pewno zaś nie jest konstruktywna.
Czy może być konstruktywna ? Być może, chociaż biorąc pod uwagę ładunek
emocji jaki istnieje między dwojgiem ludzi, mająch problemy ze sobą nawzajem,
szczerze w to wątpię. Myślę, że w takim przypadku jedynym ratunkiem dla
związku jest chwila urlopu od siebie, samodzielne przemyślenie wszystkiego i
dopiero wówczas przystąpienie do stołu obrad.
No tak, tylko że to znowu jedynie tweoria, bo gdy ktoś "nie chce", to
żaden "urlop" nie pomoże.
Wniosek z tego taki - wszelkie rady typu "rozmawiajcie ze sobą" są niewiele
warte.