babcia_kasi
07.06.06, 17:51
Mąż mnie nigdy nie uderzył
ZOBACZ TAKŻE
• Nie mów na mnie idiotka (06-06-06, 01:00)
Magdalena Grzebałkowska 06-06-2006 , ostatnia aktualizacja 02-06-2006 19:56
Załatwiałam się przy otwartych drzwiach do łazienki. "Masz jakieś tajemnice
przede mną?" - pytał, gdy chciałam się zamknąć
Skontaktowały nas kobiety z forum internetowego Przemoc w Rodzinie. Mąż
Marioli głodził ją i synka. Na ich oczach jadł obfite obiady. Im nie wolno
było nic tknąć z lodówki. Żądał, żeby się sami utrzymywali, ale nie pozwalał
Marioli iść do pracy.
Kontrolował jej życie. Dzwonił z pracy co dwie godziny, żeby sprawdzić, czy
nie wyszła z domu.
- Dlaczego nie podkradała pani mężowi jedzenia dla syna? Nie zgłosiła sprawy
na policję? Nikomu nic nie powiedziała? Co na to wasze rodziny? - nie
rozumiałam.
Wciskała głowę między chude ramiona. Tłumaczyła się cicho, jękliwie. Że mąż
ma znajomości na policji. Że nie umie kraść z jego lodówki, zresztą już
podbiera mu cukier do herbaty dla dziecka. Że jej matka jest chora, a
teściowa jej nie lubi.
Wkurzała mnie swoją dziecinną bezradnością. Raz chciała odejść od męża, a
potem przy nim zostać, bo w końcu jej nie bije. Szukała taniego mieszkania, a
jak znalazła, odrzuciła ofertę, bo miało brudne ściany. Szła do sądu podać
męża o alimenty, ale zawracała spod drzwi. W każdej ofercie pomocy szukała
dziury. Była jak pies z przetrąconą łapą, który skamle o pomoc i jednocześnie
ucieka.
- Klasyczna ofiara przemocy psychicznej - powiedział Krzysztof Sarzała, szef
Centrum Interwencji Kryzysowej w Gdańsku. - Jej historia jest nudna i
męcząca. Ludzie uważają, że nie powinna narzekać, skoro mąż jej nie bije,
albo natychmiast odejść od niego.
Zaczęłam szukać innych ofiar molestowania psychicznego. Nie było to łatwe,
kampanie społeczne nauczyły już nas, że złem jest bicie. Ale przemoc
psychiczna? Wymysły!
Usuwałam mu z drogi przeszkody
Karolina, lat 36. Mężatka od 11 lat, syn. Mieszka na wsi, na granicy z dużym
miastem, w południowej Polsce. Studiuje marketing i zarządzanie. Zaocznie.
Wcześniej skończyła kurs księgowych. Jeszcze wcześniej wieczorowe liceum. Na
początku była krawcową po zawodówce. Mąż jest tylko po samochodowej
zawodówce. Potrafi samodzielnie złożyć i rozłożyć każde auto.
- Widziałam kiedyś żółwia na wystawie zwierząt morskich w Gdyni. Był wielki i
tkwił w małym szklanym domku. Nawet nie mógł się obrócić. Tylko walił łebkiem
o ściankę. Ze mną było tak samo. Po każdej awanturze miotałam się jak ten
żółw w akwarium.
A wie pani, że myślałam o sobie, że jestem wariatką? Nawet poszłam do
psychologa. Dwa lata temu. No bo miałam niby normalny dom, pracującego męża,
grzeczne dziecko, a czułam wściekłość i bezsilność. Psycholog nie chciał mnie
jako pacjentki. Powiedział, że nie zajmuje się sprawami z zazdrosnymi mężami
w tle.
Ale rok później te awantury się nasiliły. Mąż zaczął na mnie pluć, popychać,
niszczył moje rzeczy. Śmiesznie brzmi, prawda?
A jak śmiesznie wygląda, gdy dorosły facet zbiera ślinę i spluwa na swoją
żonę, która próbuje się przed nim zamknąć w łazience. A można było boki
zrywać ze sceny, jak starałam się nie słuchać jego gadania. Wzięłam ołówki,
siadłam w kącie i zaczęłam rysować. Udawałam, że go nie ma. Że jest malutki i
zaraz zniknie. Wyrwał mi pudełko z ołówkami i, wrzeszcząc, próbował złamać.
Ale tylko pogiął, bo było z metalu.
- I pani jeszcze z nim jest? - dziwię się.
- Odeszłabym - mówi. - Ale rok temu wykupiliśmy mieszkanie. Teraz jest też
moje. Zrobiliśmy remont łazienki. Na ścianach namalowałam szlaczki w
muszelki. Nie umiem tego zostawić, iść na poniewierkę. Cały czas wierzę, że
mąż się zmieni. Może inaczej by było, gdyby podniósł na mnie rękę.
Poznaliśmy się 16 lat temu. Ja miałam 19 lat, on 23. Był męski, dobrze
zbudowany, milczący, miał białego "malucha", kręcone włosy i cel w życiu -
lepsze auto. Zakochałam się. On też. Kiedy przyszła teściowa dowiedziała się,
że choruję na cukrzycę, kazała mu zerwać ze mną: "Co, kalekę se na łeb
bierzesz? A kto cię obsłuży?". I zerwał. Ale potem błagał, żebym wróciła,
kwiaty nosił.
Moje koleżanki przedrzeźniał, że są "Ach! Och!". Nie polubił mojego szwagra,
o kolegów był zazdrosny. Ucięłam z nimi kontakty. Planowałam z nim życie,
więc usuwałam z drogi to, co się mojemu przyszłemu mężowi nie podobało. On
miał tylko jednego kolegę, ale nigdy mi go nie przedstawił.
Wpadliśmy po pięciu latach. Wesele huczne, wymarzony diadem na głowie, jego
beżowy garnitur wciąż wisi w szafie. Zamieszkaliśmy w mieszkaniu po jego
wujku, w naszej wsi. Chciałam być jak jego matka. Idealna kura domowa, która
pierze, sprząta gotuje, szykuje rano skarpetki mężowi, a wieczorem mu je
ściąga. Pełna obsługa, jakby miała manekin obok siebie.
- Pozwoli mi pani spotkać się z mężem? - pytam.
- Oj, nie. Przykro mi, ale nie. Gdyby on wiedział, że rozmawiam z panią,
wściekłby się, może by mnie pobił nawet? Nie chcę ryzykować. Ja panią bardzo
proszę, żeby pani nawet nie pisała, co to za większe miasto, koło którego
mieszkaliśmy. Obiecuje pani?
ŹRÓDŁO:
1 | 2 | 3 | 4 | następna strona »
Wydrukuj Wyślij znajomym Podyskutuj na forum
Wasze opinie (194) + DODAJ swoją opinię
------------------------------------------------------------------------------
--
• Mąż mnie nigdy nie uderzył magdacan, 06.06.06, 09:15
Denerwuje mnie naiwne pytanie redaktorki: dlaczego ofiary przemocy nie
uciekaja od przesladowcy? A gdzie maja uciec? N (...)
wszystkie opinie na forum »
Wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za wypowiedzi
użytkowników Forum. Więcej informacji.
(Może ktoś wklei prawidłowo, mnie się nie udaje)
Całość jest też na forum psychologia.