alisha6
28.09.06, 16:19
Ja bardzo chciala bym widziec swoja jako jakas zakurzona ksiege, ktora
mozna z latwoscia wcisnac miedzy inne i zapomniec, ze w ogole istniala...
Jestem rozdwojona, a nawet rozczworzona czasem... Nie wiem, jak mam sie
uporac, co zrobic, zeby wytlumaczyc sobie i w koncu zrozumiec, ze nie ma
sensu sie zadreczac...
Naleze do osob, ktore sa bardzo towarzyskie, maja na okolo mnostwo
przyjaciol, i wrogow za razem... Bardzo latwo sie ze mna rozmawia i ludzie
mowia, ze dlatego jestem tak bardzo lubiana. Lecz ja nie czuje sie na tyle z
nimi zwiazana, zeby sie otworzyc i wyzalic... Jak wiadomo, ludzie sa rozni i
nie raz moga wykorzystac twoje sekrety przeciwko tobie... A tak anonimowo to
latwiej...
Jedyna osoba, ktora zna prawie cala moja przeszlosc jest moj byly chlopak...
Zaczelo sie w podstawowce, kiedy zaczelam sie spotykac z pewnym chlopakiem.
A, ze mnie zawsze ciagnelo do facetow, ktorzy nie zawsze byli ok z prawem to
i on tez taki nie byl. Ogolnie na osiedlu mowiono o nim, ze jest
niebezpieczny itd.. My szybko sie zaprzyjaznilismy i ta przyjazn jeszcze
szybciej przerodzila sie w cos wiekszego... Bylam nim zafascynowana tak
strasznie!!!Kiedy sie klocilismy, wiedzialo o tym cale osiedle, nie ze ploty
otd, ale ze mozna bylo nas w koncy spotkac osobno... Ale nasze drogi sie
rozeszly, jedno nie moglo sie zdecydowac na drugie i odwrotnie. Poznalam
napstepnego chlopaka w liceum, z ktorym bylam 6 lat. Oczywiscie mialam caly
czas przeboje z tym ode mnie z osiedla bo wzajemna fascynacja nie minela Tak
szybko jakbysmy oboje tego chcieli. Dodam moze, ze oni sie znali, bo grail
kiedys razem w jednej druzynie I chodzili razen do podstawowki. No I szybko
sie znienawidzili, z wiadomych wzgledow… Wiec moj owczesny chlopak,
sportowiec..hmm..czy ja wiem, jasne ze go kochalam, przezylismy razem ze soba
1wszy raz, juz bylismy pewni, ze zostaniemy ze soba na zawsze. Klotnie
bylyokropne. Raz mnie uderzyl. Wyzywal mnie przy kolegach, ale ja w sumie
nadal go kochalam… Zareczylismy sie, w 2 rocznice bycia razem zerwal ze mna
zareczyny, a nastepnego dnia ze mna zerwal.. pozniej sie zeszlismy, ale I tak
spotykal sie z laskami od nas z lo, a ja nie chcialam sie odzywac, bo nie
chcialam, zeby odszedl(wiem jakie to idiotyczne)!!
W miedzy czasie moi rodzice byli bardzo bogaci, wiec kupili dom za miastem z
wieeeeelkim ogrodem, w ktorym wybudowali stadnine koni dla mnie(gdzie uczylam
ludzi jezdzic konno), lasem I rzeka.
Sloneczny poranek, wycieczka konna, moj strachliwy kon i ja przejezadzamy
przez autostrade i widze 2 jadac szybko tiry, i dalej nic nie pamietam..
spadla pomiedzy dwa tiy, kilka dni w szpitalu, wstrzasnienie mozgu.. zaraz
powyjsciu oczywiscie chcialam jezdzic, a tu tragedia. moj kon nawet nie
pozwala mi sie do niego dotknac... i miesiace minely zanim moglam na niego
wsiacs, ile lez przez to wylalam nie pytajcie..
Ja konczylam lo I mieszkalam z moja ukochana babunia, bo na mieszkala obok
mojego lo. Wiec mialam niby wolna reke, rodzicow widzialam raz na tydzien.
Zaczelam sie z babcia klocic strasznie wiec pewnego dni, spakowala moje
walizki I wyrzucila z domu.zamieszkalam z rodzicami.
Zamordowali szefa mojego taty, tata dostal wyrok w zawieszeniu, tylko
dlatego, ze moj dziadek byl dyrektorem strzelnicy… I zaczely sie klopoty z
kasa… Wiec tata pozyczyl kase od “ludzi z miasta”- najgorsze co mogl zrobic…
I juz w ogole sie problemy rozmozyly… Musielismy sprzedac dom, ja swoje
konie, kupilismy dom w miescie, ktore znajowalo sie w poblizy miasta z
ktorego pochodze.. Ale “ludzie z miata” nadal istnieli…
Poanalam chlopaka przez internet, z mojego rodzinnego miasta. Kolejny “z
miasta”na bakier z calym kodeksem karnym I kuratorem na glowie. Wysoki, lysy,
niebiansko przystojny I silnie zbudowany… Strasznie sobie przypadlismy do
gustu.. Izaczela sie konspiracja przed moim chlopakiem. Trwala ona okolo 10
miesiecy. W miedzy czasie zaszlam w ciaze. powiedzialam o tym mojemu
chlopakowi(sportowcowi). we mnie odezwaly sie wszystkie macierzynskie
instynkty na raz a on mi wreczyl koperte z pieniedzmi i powiedzial, ze nie
jest gotowy, bo za mlody, bo ma kolegow, bo chce sie bawic(dodam, ze mial
wlasne mieszkanie, ale byl typem raczej mami synka, mieszkal z rodzicami,
kase zarabial niezla, zreszta jak ja), wiec dalibysmy sobie rade napewno.
Do czasu kiedy nie wiedzialam, ze jestem w ciazy, zastanawialam sie czy z nim
nie zrewac, ale za bardzo go kochalam, mimo jego minusow, by zrezygnowac z
nigo nawet dla mojego , jak wtedy myslalam, idealu "faceta z miasta". Wec
umowil mnie nawet do najlepszego lekarza w miescie i usunelam. Nigdy wiecej
nie poruszyl tego tematu, nie chcial nawet o tym rozmawiac, a we mnie
siedzial taki bol, taki zal... A to nie bylo jego dziecko i nawet nie mialam
okazji mu tego powiedzie, albo najwyrazniej sie balam...
Skonczylam moja znajomosc z idealnym wtedy dla mnie "facetem z miasta".
Dowiedzialam sie, ze chlopak, z ktorym bylam , o ktorym pisalam na samym
poczatku, nazwijmy go X, wyladowal w wiezieniu. Ja sie zalamalam, bo jednak
caly czas miialam w glowe to fascynacje, te wieczory, kiesy rozmawialismy,
kiedy nieraz przychodzil i wyzala sie na rodzine lub kolego, lub nieraz
przychodzil, zeby tylko z kims pobyc, tak poprostu....
Zadzwonila do mnie jego mama, powiedziala, ze X chce sie koniecznie ze mna
zobaczyc i ze blaga mnie, ebym przyszla na widzenie. Nie moglam, balam sie,
ze wroci mi wszystko i nie bede w stanie sie otrzasnac z tego i ze ta
fascynacja mnie pochlonie doszczetnbie. Podala mi list od niego, ze zrozumial
swoj blad, ze przeprasza, ze blaga mnie o ostatnia szanse... Nie umialam, nie
wiedzialam dlaczego, czy moze to przyzwyczajenie do sportowca, czy moze to
byla milosc(ktora moim zdaniem totalnie wygasla w dniu, kiedy poszlam na
aborcje)? W nastepnym liscie nappisal, ze kocha, ze kocha tak jak nikt na
swiecie nigdy nie kochal i ze kocha od tylu lay i nie wiedzial jak powiedziec
mi o tym, ze nie wiedzial co to bylo za uczucie.. Odpisalam, ze ja chyba tez,
ze nie wiem co to jest, ze potrzebuje czasu.Moj czas trwal 5 miesiecy.. nie
odpisywalam przez 5 dlugich miesiecy komus, kto byl w wiezieniu, komus, kto
potrzebowal tej pomocnej reki, chociaz cienia nadziei, swiatwlka w tunelu.
Pisa do mnie co 2 tygodnie, ze kocha, ze bedzie czakal, a ja sie balam..
Caly czas bedac ze sportowcem ludzilam sie, ze on sie zmieni, ze sportowiec
bedzie lepszy... Pewnego wieczora, kiedy wracalam on naszego wspolnego kolegi
przez osiedle, spotkalam kolege X, syna znanego policji mafioznika, ktorego
ksywy nie moge wymienic, ktory siedzial z X w wiezieniu. Zaczelismy rozmawiac
normalnie, mial kolegow w samochodzie. po chwili zaczelos sie robic ostro, ze
ja nie odpisuje, ze widzial mnie ze sportowcem, a ja niewyparzona geba
zaczelam sie klocic, a n=oni zaczeli mi grozic...
Minely kolejne miesiace, w sumie 18 miesiecy... Idac przez osiedle zamarlam,
serce wskoczylo mi do gardla i juz tam pozostalam, rece zaczely sie trzasc, a
lzy zaczely mi plynac po policzkach strumieniami... X stal pod moim lo... Nie
wiedzialam co mialam powiedziec, jak sie zachowac... Wzial mnie za reke i
powiedzial "o nic sie nie martyw, wiem o wszystkim, wszystko sie ulozy" I
juz z tymi slowami wiedzialam, ze naprawde sie zmienil... Znowu oszalalam...
Bylam umowiona ze sportowcem tego popludnia, ale wrocilam do babci,
powiedzialam, ze jak on przyjdzie to mnie nie ma, nie wiadomo kiedy wroce i
gdzie jestem. postawilam wszystko na jedna karte! siedzielismy nic nie mowiac
ze 2h na lawce, kiedy zaczelismy rozmawiac powiedzial mi tyle pieknych i
cudownych rzeczy, ze chyba w zyciu juz takich nie uslysze...a ja nadal mialam
watpliwosci. oczywiscie poklocilam sie ze spotrowcem, ale doszlam kolejny raz
do wniosku, ze chyba