Dodaj do ulubionych

Kiedy potwór znika

16.06.09, 17:39
Milosc i nienawisc.
Uczucia które blisko kolo siebie leza.
Obserwuj wątek
    • xanaxy Kiedy potwór znika 16.06.09, 18:31
      Literatury o toksycznych matkach/ojcach/obojgu szukaja ci, ktorzy
      czuja ze byli skrzywdzeni.Tylko ci lub tzw pomagacze.Wg P.Dodziuk
      nalezy przebaczac, by samemu lepiej sie poczuc. Mysle, ze nie ma
      powodu przebaczac tym, ktorzy krzywdzili za sprawa wlasnej
      niedojrzalosci, nieodpowiedzialnosci a nade wszystko psychopatii.Do
      tego powolywanie sie na Melibrude...kto to jest? Ile osob On
      skrzywdzil? Farsa...Szkoda.
      • echtom Re: Kiedy potwór znika 16.06.09, 23:12
        Wg P.Dodziuk
        > nalezy przebaczac, by samemu lepiej sie poczuc. Mysle, ze nie ma
        > powodu przebaczac tym, ktorzy krzywdzili za sprawa wlasnej
        > niedojrzalosci, nieodpowiedzialnosci a nade wszystko psychopatii.

        P. Dodziuk ma rację - "bezinteresowne" przebaczenie przywraca wewnętrzny spokój. Sprawdziłam, choć w innej relacji niż z rodzicami. Uwolniłam się wtedy od najgorszej udręki, jaką było czekanie, że ten człowiek zrozumie, co złego zrobił, i sam przyjdzie prosić o przebaczenie. Warto przebaczyć, bo wtedy przestajesz być zależna od czyjegoś ruchu i odzyskujesz kontrolę nad sytuacją, a to przywraca energię i chęć do życia.
      • 1marys Kiedy potwór znika 17.06.09, 15:36
        hmmm to jest wlasnie moje marzenie, podejsc i przytulic moja mame. Ciekawa
        jestem jaka bylaby reakcja : ) Co do wybaczania, wyznaje zasade, ze musi byc
        skrucha z drugiej strony i nie mowie tu tylko o matkach ...
      • sparxx Re: Kiedy potwór znika 17.06.09, 16:34
        P. Dodziuk ma rację. Cała rzecz polega na tym, żeby uwolnić siebie, nie kogoś -
        od negatywnych, niszczących emocji, które powstały i ugruntowały się w wyniku
        odczucia krzywdy.
        A czy nie ma powodu przebaczać? To już każdy sobie sam musi odpowiedzieć - czy
        chce żyć w tym poczuciu krzywdy całe życie, jątrząc rany, które nigdy się nie
        zagoją - czy woli się od tego uwolnić i żyć jako wolny człowiek. I do tego
        szczęśliwy. Osoba, która odgrywa tu rolę krzywdziciela nie ma nic do rzeczy,
        wybaczenie jej nie dotyczy. Dotyczy jedynie uczuć i emocji osoby skrzywdzonej.
        Inna sprawa, że wychowani przez kościół katolicki - bardziej lub mniej świadomie
        - wymuszamy na innych i co gorsze, na sobie takie "wybaczanie" które koło
        rzeczywistego sensu wybaczania nawet nie leżało. Mówię "wybaczam ci" ("bo tak
        wypada" - co to w ogóle znaczy?!), w środku gotując się ze złości i mam jeszcze
        większe poczucie krzywdy niż przed chwilą, tym bardziej, że właśnie mój
        krzywdziciel dostał ode mnie rozgrzeszenie! Nie tędy droga, to nie jest
        wybaczanie - to jest ZAKŁAMANIE.
        Długo będę pamiętać, jedną osobę, której udało mi się wybaczyć. Oprócz
        oczywistej krzywdy sprowadziła na mnie realne zagrożenie życia, z pomocą lekarzy
        i wielu osób udało mi się z tego wyjść. Usłyszałam tylko "naprawdę mi
        wybaczyłaś? myślałam że tego co zrobiłam nigdy mi nie wybaczysz, nikt by tego
        nie wybaczył, super" - i do tego dzika radość i żadnego zrozumienia sytuacji.
        Ot, głupia beztroska.
        Wybaczenie nie stawia znaku równości z rozgrzeszeniem! Jeżeli robimy coś
        karygodnego, to żadne wybaczenie tego nie zmieni, dopóki nie wynagrodzimy
        wyrządzonej krzywdy. Ale osoba skrzywdzona nie musi żyć z tym ciężarem i męczyć
        się, bo krzywdziciel ma to w d****.
        Może już czas, aby brać odpowiedzialność tylko za siebie i swoje zachowanie,
        przecież nie jesteś w stanie zmusić nikogo żeby robił to co chcesz. Jeżeli
        liczysz na to, że ktoś jest "ach, jaki dobry" a potem się okazuje że miałeś
        błędne wyobrażenie na ten temat - to bierz odpowiedzialność za swoje złudzenia.
        Wybaczenie wyzwala z niewoli złudzeń.
    • hahanna Kiedy potwór znika 16.06.09, 20:42
      Są pewne metody, dzięki którym można łatwiej uporać się z bólem, który jest związany z przeszłymi zdarzeniami. Nie są one łatwe, ale można potrenować.
      Kilka z nich można znaleźc w dobrych książkach na temat NLP, na przykład u Bandlera: "Chciałbym, abyście spróbowali wykonać kilka ćwiczeń, które nauczą was nieco lepiej kierować waszym umysłem. Doświadczenia, które w ten sposób zdobędziecie, będą nieocenioną pomocą w zrozumieniu dalszego ciągu niniejszej książki, dlatego ważne jest, abyście naprawdę wykonali te ćwiczenia, a nie tylko o nich przeczytali.

      PRZYKŁAD
      Pomyśl o jakimś bardzo przyjemnym wydarzeniu, które miało miejsce w przeszłości — niech to będzie coś, do czego już dawno nie wracałeś. Zatrzymaj się na chwilę, odszukaj obraz w pamięci i upewnij się, że masz przed oczami dokładnie to, co widziałaś w tamtym miłym momencie.
      Możesz zamknąć oczy, jeżeli wolisz... Patrząc na miłe wspomnienie, chciałbym, abyś regulowała jasność obrazu, zwracając jednocześnie uwagę na zmiany zachodzące w twoich odczuciach. Najpierw rozjaśnij obraz najbardziej jak tylko możesz... Niech stanie się jasny i promienny.
      .. Teraz przyciemniaj go do momentu, aż stanie się prawie niewidoczny... A teraz z powrotem go rozjaśnij. W jaki sposób zmieniały się twoje odczucia? Oczywiście zawsze mogą zdarzyć się wyjątki, ale u większości osób rozjaśnianie obrazu powoduje wzmocnienie intensywności
      uczuć z nim związanych. Przyciemniając obraz, zmniejszacie jednocześnie intensywność odczuwania. Kto wcześniej wpadł na pomysł, że można zmienić swój sposób postrzegania jakiejś sytuacji tylko poprzez celowe
      rozjaśnianie lub przyciemnianie wewnętrznego obrazu?"

      Ćwiczenie czyni mistrza. Powodzenia
        • hahanna Re: Kiedy potwór znika 17.06.09, 11:56
          ja nic nie zakładam... tylko piszę, że JEŚLI ktoś odczuwa w związku z tą
          sytuacją ból, to może go sobie złagodzić używając tych procedur - nie piszę, że
          każdy tak ma, bo są ludzie, którzy dają sobie radę z takimi problemami sami,
          intuicyjnie - często też stosują właśnie takie metody, które podpatrzyli twórcy NLP
    • iamhier Kiedy potwór znika 17.06.09, 00:22
      Psychoterapia? Co takiego? Absolutnie pogarsza sprawę.Jest koszmarem dla dziecka
      jak się puści taką osobnicę z chomonta.Takie osoby nie zasługują na żadną
      terapię.Jedyną szansą na jakiekolwiek zaintresowanie jest nakaz 12 godz.pracy na
      dzieci,nawet samodzielne.
      Wtedy nagle miłość się pojawia......
      Patologii sie nie pomaga,patologie sie zwalcza.
      Szkoda tylko,ze te wszystkie "pomoce" niszcza wylacznie DZIECI....
      • hahanna Re: Kiedy potwór znika 17.06.09, 11:54
        Twoje słowa pokazują jak wiele masz w sobie negatywnych odczuć. Ja zaś mówię,
        żeby je sobie odpuścić, tak jak zrzuca się niepotrzebny plecak na końcu podróży.
        Wyobraź sobie, że mając tę negatywną energię w sobie nosisz przez całe życie
        plecak z kamieniami - po co ci one? kaleczą one TYLKO ciebie i NIKOMU nie dają
        nic dobrego, prawda?
    • minna Kiedy potwór znika 17.06.09, 08:15
      Ten wywiad przeczytałam z wypiekami na twarzy. Znacie to uczucie, że
      ktoś mówi właśnie o Waszej sytuacji? Ja nadal nie uporałam się z
      moim potworem. Moja siostra także. Obie jesteśmy w okolicach
      czterdziestki i obie kompletnie rozwalone psychicznie - dorosłe
      kobiety, ale przestraszone jak małe dziewczynki.
      Byliśmy tzw. normalną, porządną rodziną, a wszyscy gratulowali mojej
      matce takich grzecznych dzieci. Byłyśmy grzeczne, bo wiedziałyśmy,
      co czeka nas w czterech ścianach. Moim największym marzeniem w
      dzieciństwie było, żeby moja mama sobie poszła i już nigdy nie
      wróciła. Co ta kobieta musiała wyczyniać, żeby dziecko tak
      pomyślało? Mam teraz swoje i nie wiem, jakie straszne rzeczy
      musiałabym mu wykonać, żeby ono marzyło o moim nieistnieniu.
        • minna Re: Kiedy potwór znika 17.06.09, 08:47
          ale ja nie mam szacunku dla mojej matki, a posłuszeństwo oparte na
          strachu rzeczywiście łatwo osiągnąć (zacznij bić i poniżać), tylko
          po co Ci to? i czy nie szkoda Ci dzieci?
          • echtom Re: Kiedy potwór znika 17.06.09, 12:29
            Nie zacznę - już za późno. Po prostu smutne jest dla mnie, że
            dzieci, które mają bezwarunkową miłość i poczucie bezpieczeństwa,
            pozwalają sobie na "niegrzeczność", a dzieci, które boją się
            rodziców i muszą zabiegać o ich uczucie, nie sprawiają im kłopotów.
                • dzikus999 Re: Kiedy potwór znika 17.06.09, 17:40
                  to co lepiej zbić?
                  ja zawsze miałem świetne oceny, chlopak z dobrego domu, zawsze posłuszny,
                  pamietam jak od ojca dostałem pasem łomot, za to, że miałem dobry na świadectwie
                  maturalnym... Miałem 19 lat, on niższy ode mnie, a tak się go bałem, że dałem
                  się mu zbić, pasem do krwi...
                  To jest koszmar, nienawidzę go... teraz mam 30 lat i dwójkę swoich dzieci i nie
                  uderzyłbym ich. Właśnie dlatego, że wiem co to znaczy ból kiedy szacunek i
                  posłuszeństwo wymuszane są biciem i poniżeniem. I właśnie nie uderze ich, a
                  przytule, bo wiem ile ja sam byłem gotowy oddać (nawet jako licealista, student)
                  za to, aby mój ojciec mnie pochwalił czy przytulił. To straszne uczucie, kiedy
                  Twój ojciec czy matka nie chcą za całe Twoje życie Ciebie po prostu przytulić...

                  Człowiek wtedy czuje się taki mały, beznadziejny i niepotrzebny. Moja żona
                  dopiero mi pomogła przez ten koszmar przejść, za to dziękuje jej. Choć
                  przyznaję, przeszłość boli.
                  • echtom Re: Kiedy potwór znika 17.06.09, 17:49
                    Tuliłam, chwaliłam, mówiłam, jaką są dla mnie radością i mam to, co mam. Może gdybym biła, miałabym przynajmniej doraźny efekt - "grzeczne" i dobrze się uczące dzieci, za które nie musiałabym się wstydzić.
                    • dzikus999 Re: Kiedy potwór znika 17.06.09, 18:02
                      Byłaś po prostu nieskuteczna. Ja byłem bity jak pies, za każdą złą ocenę, ale
                      proszę powiedz mi po co? Dlaczego, kiedy biologia nie była moją pasją, musiałem
                      ryć, aby miec bardzo dobry, skoro wystarczyłby mi dostateczny, a mógłbym się
                      skupić na ukochanej fizyce? Mój ojciec ma wykształcenie zawodowe, ja wyższe
                      3-ego stopnia. Nie dzięki niemu, dzięki sobie. Ja sam wiedziałem, że jak się nie
                      będę uczył to będę nikim.

                      Mój ojciec nazywał mnie darmozjadem, trutniem, był okrutny, śmiał się ze mnie,
                      poniżał, mówił że do niczego nie zajdę w życiu. Moją matkę terroryzował. Na
                      zewnątrz byliśmy dobrą rodziną, kochającą się. W domu był koszmar, strach i
                      płacz. Kiedy moja Mama była chora i leżała w szpitalu to ja jeździłem do niej
                      zaraz po zajęciach w liceum, a potem musiałem jechać do domu, zdać relację i
                      ugotować "księciuniowi" obiad, bo on uważał, że jest zbyt inteligentny, by
                      samemu sobie coś zrobić do jedzenia.

                      Nie pyskowałem, chodziłem jak w wojsku - równiutko, wystarczyło, że raz dostałem
                      kablem za to, że nie szedłem jak żołnierz, równo. Ojciec uważa mnie, za nie
                      pełnoprawnego mężczyznę, bo nie byłem w wojsku z racji zdrowia. Ma mnie za nic.
                      Nie umie rozmawiać, nie potrafi. Od 5 roku życia byłem dla niego tylko trutniem.
                      Na koniec liceum, dostał list gratulacyjny za moje wyniki w nauce, nie
                      przeczytał go.

                      Obecnie nie utrzymuję z nim kontaktów, nie chcę. Przecież i tak będę tylko
                      beznadziejnym trutniem.

                      Bicie, poniżanie, budowanie autorytetu na zasadzie strachu nic nie daje. We mnie
                      to budziło tylko ból, cierpienie i to jedno pragnienie - bycia chociaż jeden,
                      jedyny raz pochwalonym przez ojca. Mówienie, ciągle że jest źle, nie motywuje.
                      Ono zabija.

                      A Twój doraźny efekt jest śmieszny. Z dziećmi się rozmawia, a nie bije. I
                      załuje, że mu chociaż raz nie oddałem. Teraz bym go pewnie okaleczył, ale
                      zrobiłbym to z dziką satysfakcją i patrzyłbym ze szczęściem, że wreszcie
                      fe-tniak cierpi.
                      • echtom Re: Kiedy potwór znika 17.06.09, 18:13
                        > Byłaś po prostu nieskuteczna.

                        To podaj mi przepis na skuteczność, skoro ani bicie, ani przykład, ani bezwarunkowa miłość nic nie daje.

                        > A Twój doraźny efekt jest śmieszny. Z dziećmi się rozmawia, a nie bije.

                        Rozmawiałam przez te wszystkie lata. A teraz od tygodnia płaczę z bólu i upokorzenia.
                      • boykotka Nie "postawiłeś" się ojcu !! 17.06.09, 18:21
                        Ja mam kochanych rodziców ale zanim do tego doszłam musiałam beczkę
                        soli zjeść. Mój ojciec mnie nie bił, nie krzyczał ale mniej więcej
                        od wieku 12-tu lat wiecznie był ze mnie niezadowolony. Gdy miałam 20
                        lat i usłyszałam od niego kolejne kazanie dosłownie uderzyłam
                        pieścią w stół i oświadczyłam mu, że nie jestem psim g..nem a
                        następnie wyliczyłam mu wszystkie argumenty za tym, że jestem
                        porządnym człowiekiem a przede wszystkim nie piję, nie palę i nie
                        łajdaczę się za co należy mi się szacunek.
                        Mój ojciec nadal potrafi powrócić do swojej dawnej "nuty"
                        przynudzania - zawsze mu wtedy tłumacze, że jesteśmy szczęśliwą
                        rodziną i chyba potrzebne mu jakieś wielkie nieszczęście by wreszcie
                        zrozumieć jakie ma wspaniałe dzieci. Jedno muszę ojcu przyznać, choć
                        jest prostym i niewykształconym człowiekiem potrafi rozmawiać a
                        przede wszystkim jak to sobie wszystko przemyśli to przychodzi i
                        mnie przeprasza. Albo mówi : "dziecko nie masz racji" i ustalamy
                        kompromis.
                • lumita Re: Kiedy potwór znika 17.06.09, 18:36
                  echtom napisała:

                  > > Na
                  > > przykład można dawać dobry przykład.
                  >
                  > To nie zawsze się sprawdza.
                  >

                  I przez takich jak ty Polska to Azja i barbarzynstwo - dajesz nowa
                  definicje glupoty!
                • echtom Re: Kiedy potwór znika 17.06.09, 17:36
                  Dałam dzieciom przykład umiłowania nauki i pracy, a moje starsze córki lekceważą szkołę i od 3 lat ledwo prześlizgują się z poprawkami z klasy do klasy. I twierdzą, że to moja wina, choć nie potrafią racjonalnie wytłumaczyć, na czym miałaby polegać. Nie zdziwiłabym się, gdyby wypisywały na młodzieżowych forach i portalach, jaką mają złą matkę. Te wszystkie skargi na strasznych rodziców trzeba podzielić przez dwa, bo dzieci niezależnie od wieku mają dużą skłonność do przesady w ocenie rodziców, albo po prostu z automatu powielają kliszę, że starzy są źli. Nie życzę nikomu, by za wieloletni trud włożony w wychowanie dziecka dostał w podziękowaniu czarną niewdzięczność.
                    • echtom Re: Kiedy potwór znika 17.06.09, 18:30
                      Nie. Doceniam to, co dla mnie zrobiła, ale przez całe życie za bardzo mnie
                      ograniczała i próbowała urobić na swoje podobieństwo. I teraz ma pretensje, że
                      jestem osobą aktywną, żyjącą z pasją i podejmującą nowe wyzwania, zamiast po
                      odbębnieniu minimum obowiązków usiąść z nią w fotelu i ponarzekać na ciężkie
                      życie. Ja przeciwnie - nie ograniczałam moich dzieci, pozwalałam im na
                      samodzielność i zdobywanie doświadczeń i to oczywiście też jest źle.
                  • ilquad Re: Kiedy potwór znika 17.06.09, 19:11
                    Z tego, co piszesz, to bardziej intersuje cię zaspokajanie potrzeb
                    społecznych i popisywanie się przed ludźmi, niż potrzeby twoich
                    dzieci. Dlatego cierpisz, bo próbujesz dostosować dzieci do wymagań
                    obcych ludzi, a one się nie dają.
                    • echtom Re: Kiedy potwór znika 17.06.09, 19:34
                      Jakie popisywanie się? Jakich obcych ludzi? Oczekiwanie minimum, powtarzam: m i
                      n i m u m odpowiedzialności i poczucia obowiązku, zamiast totalnego olewajstwa?
                      Mam akceptować "potrzebę" posiedzenia w nocy na gg i odsypiania tego rano,
                      zamiast normalnie wstać i pójść do szkoły? Za parę lat powiedzą w pracy, że
                      miały potrzebę pospać do 10 i dlatego się spóźniły? O czym Ty w ogóle mówisz?
                      • ilquad Re: Kiedy potwór znika 17.06.09, 22:25
                        > Jakie popisywanie się? Jakich obcych ludzi? Oczekiwanie minimum,
                        powtarzam: m i
                        > n i m u m odpowiedzialności i poczucia obowiązku, zamiast
                        totalnego olewajstwa
                        > ?

                        Tak, to jest właśnie próba pokazania innym ludziom, że jesteś dobrą
                        matką, że dobrze wychowałaś dzieci, że są obowiązkowe, sumienne,
                        chodzą do szkoły. Nie musisz się za nie wstydzić. Stawiasz im
                        wymagania, a one słuchają. No normalnie masz pałer i ludzie kiwają
                        głowami i potakują: co za wspaniała matka! Znakomita, też chciałbym
                        mieć taką, te dzieci, jak ona to zrobiła... - czy tego oczekujesz?

                        Mam akceptować "potrzebę" posiedzenia w nocy na gg i odsypiania tego
                        rano,
                        > zamiast normalnie wstać i pójść do szkoły? Za parę lat powiedzą w
                        pracy, że
                        > miały potrzebę pospać do 10 i dlatego się spóźniły?

                        Tak. I poniosą tego konsekwencje. Do pracy będą chodzić, bo chcą, a
                        nie dlatego, że im matka truje o obowiązkach.

                        Masz akceptować. Jesteś matką, a nie dozorczynią internatu.

                        Weź na luz i przestań się tymi obowiązkami przejmować. Nie musisz
                        sprostać czyimkolwiek wymaganiom. Ty też jesteś dzieckiem i możesz
                        posiedzieć na gg do późna w nocy. Świat się nie zawali.
                            • echtom Re: Kiedy potwór znika 18.06.09, 10:51
                              Czyli potwierdzasz - albo bicie, albo szlaban. To znaczy, że nie
                              można wychować człowieka, który postępuje dobrze z wewnętrznego
                              moralnego poczucia, a nie ze strachu przed karą. To znaczy, że
                              poniosłam klęskę, łudząc się, że wychowanie to proces kształtowania
                              rozumnego i wrażliwego człowieka, a nie tresura pieska.
                          • karasuma Re: Kiedy potwór znika 18.06.09, 14:38
                            Hej!
                            Wiesz co, moi rodzice tez mnie tak wychowali, jak Ty swoje dzieci -
                            zadnego bicia, swoboda, pozwalali mi robic co tylko chce, mowiac, ze
                            "jak popelnie blad, to wyciagne z niego nauke", znajomi zawsze mi
                            zazdroscili, ze mam takich spoko rodzicow. Moja mama ma zlote serce,
                            jest cudowna, z ojcem zawsze sie klocilam, praktycznie nie
                            rozmawialismy - taki typowy mruk, nie okazuje uczuc nigdy, pan i
                            wladca i wie wszystko jalepiej. Teraz mam 25 lat i potrafie juz siez
                            nim dogadac i mam swietne kontakty z rodzicami.

                            Ale kiedy bylam w liceum, zachowywalam sie jak twoje corki.
                            Zapewniam, bicie nic nie da. Sama swoboda nie daje poczucia, ze jest
                            sie kochanym... liceum id to dla niektorych nadal bardzo ciezki okres
                            - moze usiadz i z nimi porozmawiaj? Moze maja jakies stresy o ktorych
                            nie wiesz? Moze to z powodu presji, ktora odczuwaja z twojej strony?
                            (Napisalas "wstydze sie moich dzieci", taka opinia z ust matki
                            paralizuje.. chcesz sie starac, ale boisz sie porazki i zawiedzenia
                            rodzicow i sie pograzasz...)

                            Porozmawiaj z nimi, co Cie martwi, ale zrozum tez, ze one moze maja
                            jakies prolemy, albo nie czuja sie wystarczajaco kochane takie jakie
                            sa - nawet jesli beda mialy zle oceny, to przeciez bedziesz je
                            kochac, nie?

                            Zycze powodzenia
                            • echtom Re: Kiedy potwór znika 18.06.09, 14:54
                              > - moze usiadz i z nimi porozmawiaj? Moze maja jakies stresy o ktorych
                              > nie wiesz?

                              Sęk w tym, że mnóstwo z nimi rozmawiałam, traktowałam poważnie ich uczucia,
                              przyjaźnie, pierwsze miłości itp. i oburzałam się na matki, które to
                              lekceważyły. A teraz myślę, że może trzeba było huknąć, tak jak tamte, żeby się
                              wzięły do nauki, zamiast myśleć o głupstwach.
                              Problemy? Tak, mają masę problemów, jak większość współczesnych nastolatków,
                              które się zupełnie pogubiły w epoce dobrobytu i "praw dziecka".
                              • gondra Re: Kiedy potwór znika 18.06.09, 17:15
                                Zdaniem "które się zupełnie pogubiły w epoce dobrobytu i "praw dziecka" i
                                kilkoma innymi pokazujesz, że jesteś właśnie taką osoba jak z poprzedniej epoki,
                                formalistką dla której ważniejsze jest to żeby dziecko dobrze wypadło w szkole
                                niż jego nastoletni problem - który z Twojej perspektywy jest błahostką, ale dla
                                nastolatka to może byc koniec świata i to jest normalne w tym wieku. Co nie
                                znaczy, że trzeba stawiać świat na głowie, po prostu wypadałoby zrozumieć. Wiem,
                                że 'piękne' czasy były gdy dzieciaki mówiły do rodziców "pan, pani" i nie śmiały
                                mieć życia emocjonalnego, ale sie skończyły. Moja mama chyba była podobna do
                                Ciebie, na szczęście po latach umiemy ze sobą rozmawiać, teraz nawet jesteśmy
                                przyjaciółkami. Tobie tez życze dogadania z córkami, a nie sytuacji w której
                                będą Cię nienawidzić, a Ty będziesz myślała, ze to dlatego, że kazałaś im sie
                                uczuć, a te lenie nie chciały i nie widząc, że w Tobie też jest problem.
                                • echtom Re: Kiedy potwór znika 18.06.09, 17:32
                                  Pisałam wcześniej, że zawsze poważnie traktowałam życie emocjonalne swoich
                                  dzieci - może nawet zbyt poważnie. A co do "innej epoki" - zauważ, że 30 lat
                                  temu nastolatki przechodziły dokładnie taką samą burzę hormonów i takie same
                                  problemy wieku dorastania, a ŻADNA z moich licealnych koleżanek nie wagarowała.
                                  Sporadycznie zdarzały się zbiorowe ucieczki z zajęć.
                                  • gondra Re: Kiedy potwór znika 18.06.09, 18:13
                                    Tylko przez te 30 lat zmieniły sie też problemy wieku dorastania, tak jak i cały
                                    świat. W bardzo szybkim tempie to idzie - ja mam 25 lat 18 latka jest juz
                                    wychowana w innej rzeczywistosci niz ja.
                          • kicia-076 Re: Kiedy potwór znika 27.06.09, 23:11
                            Posluchaj echtom. Jako dziecko bylam wychowywana nakazami i
                            zakazami, czesto bylam bita. A gadki typu "dzieci i ryby glosu nie
                            maja" czy "zamknij sie smarkulo" byly na porzadku dziennym.
                            Urodzilam dwie corki / i dla twojej wiadomosci wychpwywalam je sama -
                            jedna miala 6 a druga roczek/ . Powiem Ci jedno - od samego
                            urodzenia szanowalam moje dzieci, dawalam im poczucie wolnosci ,
                            nigdy nie przeszukiwalam ich rzeczy , ufalam - jezeli powiedzialy
                            gdzie ida i kiedy wroca - wierzylam. A przy tym nigdy nie zylam
                            zyciem dzieci - mialam swoje, rozwijalam sie i ksztalcilam.
                            Spotykalam sie z przyjaciolmi, staralam sie jednoczesnie o to zeby
                            mowily mi o swoich problemach. Wiem nie ma recepty na "dobra matke"
                            ale mnie sie udalo. Chodzilo mi o jedno - to zeby robily w zyciu to
                            co kochaja / co mnie nie bylo dane/ , zeby wyrazaly swoje uczucia i
                            emocje / tlumienie ich daje straszne choroby/ i dawalam im pelna
                            akceptacje. Cokolwiek robily czy postanowily zawsze alceptowalam i
                            popieralam . Mam chyba bardzo duzo szczescia - acha i wiesz co om
                            kiedys powiedzialam / / pewnie sie zdziwisz/ "pamietajcie laski -
                            wasza mama jest przykladem jak nie nalezy zyc" hahahah oczywiscie
                            sie usmialy. Zycze Ci duzo szczescia noi troche luzu przy okazji. Co
                            mam byc naprawde bedzie i TY tego nie zmienisz.Pozdrawiam
                            • echtom Re: Kiedy potwór znika 27.06.09, 23:46
                              > "pamietajcie laski - wasza mama jest przykladem jak nie nalezy zyc"

                              Moje same doszły do tego wniosku, tylko trochę przegięły, bo jednak w paru kwestiach mogłyby się na mnie wzorować ;) Pozdrawiam.
                      • doskan19 Re: Kiedy potwór znika 18.06.09, 10:03
                        i tu jest pies pogrzebany... echtom, twoje corki sa juz
                        nastolatkami, wiec na tyle duze, ze maja prawo decydowac w duzym
                        stopniu o sobie. wiem, ze siedzenie w nocy na gg to tylko jeden z
                        wielu przykladow ktore moglabys zacytowac, zeby udowodnic jak zle i
                        niewdzieczne sa twoje corki. ale dlaczego odmawiasz im prawa do
                        sprawdzenia na wlasnej skorze czym grozi nieprzespana noc? teraz
                        jestescie po dwoch stronach barykady. ty im kazesz isc spac a one ci
                        robia na zlosc. i masz racje, na pewno narzekaja jaka okropna maja
                        matke. a sprobuj nie wtracac sie w te ich nocne posiedzenia. nie
                        przespia jednej, drugiej nocy i same sie przekonaja jak ciezko im
                        bedzie funkcjonowac za dnia. daj im prawo do popelniania bledow i
                        placenia za nie. nie bedziesz mogla im cale zycie mowic co moga, co
                        powinny, jak jest dobrze a jak zle. nie przezyjesz za nie ich zycia.
                        one sa samodzielnymi jednostkami i tylko one moga stanowic o sobie.
                        ty mozesz je wspierac, mozesz z nimi rozmawiac, przedstawiac swoj
                        punkt widzenia, ale decyzja powinna byc ich. jesli bledna to bedzie
                        lekcja, nauka do wyciagniecia wnioskow na przyszlosc. jestem pewna,
                        ze twoje corki doskonale wiedza co jest dobre a co zle, zaloze sie
                        ze maja poczucie winy, ze traktuja cie tak jak traktuja, ale na
                        pewno sie do tego n ie przyznaja, bo sa, po pierwsze w glupim wieku,
                        po drugie, takie glupie robienie ci na zlosc to jedyny sposb na
                        podkreslenie wlasnej niezaleznosci. a ty probujesz i to im odebrac.
                        domyslam sie, ze jesli przeczytasz to co napisalam, dasz mi sto
                        innych przykladow na niewdziecznopsc swoich corek, i bedziesz
                        oburzona tym, ze nikt cie nie rozumie, i ze ty jestes dobra a one
                        zle. ale droga echtom, nic nie jest czarno biale. dalas swoim corkom
                        milosc, cieplo, poczucie wartosi i zrozumienie kiedy byly male i to
                        wszystko w nich jest. gdybys troche wyluzowala, odpuscila im troche
                        zamiast zadac teraz bezdyskusyjnego podporzadkowania twoim zadaniom
                        to dostalabys to czego oczekujesz. ale wbrew temu co myslisz - to ty
                        powinnas pierwsza wykonac krok w ich strone.
                        cieplo pozdrawiam
                        • echtom Re: Kiedy potwór znika 18.06.09, 10:44
                          ale dlaczego odmawiasz im prawa do
                          > sprawdzenia na wlasnej skorze czym grozi nieprzespana noc?

                          Sprawdzają to od kilku lat z opisanym wcześniej skutkiem i nie
                          wyciągnęły żadnych konstruktywnych wniosków.

                          > daj im prawo do popelniania bledow i placenia za nie

                          Jest to b. trudne, jeśli ma się świadomość, że skutki niektórych
                          błędów są nieodwracalne. Moja średnia córka nie dostanie więcej
                          szansy na skończenie dobrej szkoły średniej. Ostatnią zaprzepaściła
                          w tym roku - gdyby dobrze się uczyła, mogła próbować przenieść się
                          do lepszej szkoły, a teraz jest po ptokach.

                          > gdybys troche wyluzowala, odpuscila im troche
                          > zamiast zadac teraz bezdyskusyjnego podporzadkowania twoim
                          zadaniom to dostalabys to czego oczekujesz

                          Próbowałam, odpuszczałam - bez żadnych efektów.

                          > i bedziesz oburzona tym, ze nikt cie nie rozumie

                          Nie będę. Sama bym nie rozumiała, gdyby mnie nie spotkało coś
                          takiego. Niewielu rodziców miało okazję doświadczyć rozpaczy i
                          bezsilności, jaką czuje matka, która od kilku lat prawie codziennie
                          widzi, jak jej córki w godzinie wyjścia do szkoły przewracają się na
                          drugi bok albo zaczynają myć włosy (to przecież ważniejsze),
                          demonstrując całkowitą obojętność i pogardę wobec obowiązku i wobec
                          niej samej. A kiedy w końcu nie wytrzyma i wybuchnie, wychodzi
                          oczywiście na toksycznego "potwora", który dołuje swoje dzieci.
                          • doskan19 Re: Kiedy potwór znika 18.06.09, 12:20
                            skutki swoich bledow odczuja wczesniej czy pozniej, jesli im na to
                            pozwolisz. teraz pewnie ta szkola sredniej jest czesto walkowanym
                            tematem w domu i jako argument przeciwko niej wyciagana przy kazdej
                            klotni. ale to sie juz stalo i nie zmienisz tego. temat zamkniety.
                            srednia pewnie zda sobie sprawe z tego, ze cos zepsula kiedy trzeba
                            bedzie zastanowic sie co dalej. i wtedy moze okaze sie, ze dwa razy
                            wiecej wysilku wlozy w studia. a jesli nie studia? jesli jak pisalas
                            nie ma ambicji zeby zdobyc wyzsze wyksztalcenie... coz, wiem, ze to
                            moze byc przez ciebie oceniane jako porazka wychowawcza, ale
                            wiecznymi bojami i wypominaniem jej glupoty oraz
                            wskazywaniem "jedynie slusznej" drogi ani rozumu jej nie dodasz, ani
                            nie zaszczepisz ambicji a na pewno sprawisz, ze wasze relacje beda
                            coraz gorsze. moze jej ambicje sprowadzaja sie do tego zeby byc, no
                            nie wiem... fryzjerka (nie obrazajac fryzjerek). czy to zle? niech
                            bedzie fryzjerka czy kimkolwiek innym. niech ona wybierze. a jak
                            poczuje ze zrobila sobie sama kuku bo jej sie nie chialo uczyc, to
                            zdobedzie sie i na szkole zaoczna i na nauke po nocach i na
                            rezygnacje z przyjemnosci po to zeby odrobic te bledy. akurat to
                            JEST odwracalne.
                            domyslam sie jak paskudnie sie czujesz kiedy twoje corki cie
                            olewaja. ale jestem pewna ze one czuja sie rownie paskudnie, tylko
                            nie pozwalaja sobie na slabosc i zmiane tego stosunku. ty mimo
                            wszystko jestes gora, ty rzadzisz, wydajesz polecenia, nakazy i
                            zakazy. a one moga swoj sprzeciw okazac tylko tym olewajstwem i
                            biernym oporem. no to okazuja.
                            ja wiem, latwo mi sie madrzyc nie znajac sytuacji, mozesz mi
                            zarzucic ze nie wiem o czym mowie, ale cos mi sie wydaje, ze twoje
                            corki sa na tyle zle na ile nie pasuja to twojego wyobrazenia o
                            nich. na ile nie spelniaja twoich ambicji i planow na ich zycie. a
                            tu juz wiem o czym mowie, bo ja bylam wlasnie takim dzieckiem, ktore
                            zawsze bylo wielkim rozczarowaniem matki. zawsze wygladalam zle,
                            uczylam sie zle, postepowalam zle. zawsze bylam najgorsza. efekt
                            taki, ze moje relacje z nia sa zle i to jest naprawde nieodwracalne,
                            a mimo tej jej oceny wyroslam na ludzi, nie stoczylam sie,
                            skonczylam szkoly, ulozylam sobie zycie, tyle ze cale zycie walcze i
                            mozolnie probuje sobie wytlumaczyc, ze wbrew prorokowaniu matki
                            jestem wartosciowym czlowiekiem. mimo wszystkich zalow jakie masz do
                            corek, sprobuj przeanalizowac swoje zachowanie, moze z pomoca
                            fachowca, moze z pomoca ksiazek.. ale nie nakrecaj tej spirali zalow
                            i pretensji. szkoda was wszytskich
                            • echtom Re: Kiedy potwór znika 18.06.09, 14:00
                              moze jej ambicje sprowadzaja sie do tego zeby byc, no
                              > nie wiem... fryzjerka (nie obrazajac fryzjerek). czy to zle?

                              Nie, to bardzo dobrze. Gdyby rok temu stwierdziła stanowczo, że chce
                              być fryzjerką, kosmetyczką, kucharką itp., ucieszyłabym się i na
                              pewno nie pchała jej do liceum. Ale ona roiła o wielkiej karierze
                              muzycznej i uznała, że szkoła nie będzie jej do tego potrzebna (a
                              wręcz przeciwnie :D)
                              • doskan19 Re: Kiedy potwór znika 18.06.09, 14:32
                                no wiesz... zdarza sie. popatrz na chylinska. mozna ja lubic albo
                                nie, ale nie mozna zaprzeczyc, ze jest wielka. kariere zrobila mimo
                                braku szkol. nie popieram porzucania nauki, tylko chce powiedziec,
                                ze drogi uwazane przez nas za sluszne, nie sa jedynymi prowadzacymi
                                do celu.
                              • trzy-koty Re: Kiedy potwór znika 18.06.09, 14:54
                                echtom,
                                mam wrażenie, że z dużym zaangażowaniem zabiegasz o to, by ktoś napisał, że
                                dobrze robisz i dobrze traktujesz córki. myślę, że nie uzyskasz tego z dwóch
                                powodów: jak ktoś wcześniej zauważył, tematyką artykułu i forum zainteresowane
                                są głownie osoby, które tytułowego potwora miały w życiorysie, przez co mają
                                problemy z uwierzeniem w bezbłędność matek (włączając ciebie), co mnie zresztą
                                kompletnie nie dziwi. Sama mam spore wątpliwości w zakresie nieomylności nadanej
                                odgórnie przez fakt urodzenia dziecka. Po drugie trudno ocenić obiektywnie
                                sytuację znając wersję jednej strony. Nie jest dziwne, ze ty swoje zachowania
                                uważasz za słuszne i właściwe (z jednej strony zakładam, że tak jest, bo ich
                                bronisz, z drugiej bardzo chcesz potwierdzenia, że robisz dobrze, więc może
                                jednak masz jakieś wątpliwości?). Dziwi mnie trochę, że skoro twoje działania od
                                tak dawna są nieskuteczne, to nie podjęłaś próby pomyślenia, że może warto
                                zmienić taktykę (albo o tym nie piszesz). Nie pytaj mnie w tym miejscu, o jaką
                                taktykę mi chodzi, bo nie widząc jak reaguje i co myśli druga strona i co do
                                kogo przemawia, nie da się na takie pytanie sensownie odpowiedzieć, można
                                zaledwie gdybać. Niemniej na pewno warto poeksperymentować, zamiast powtarzać
                                zachowania nieskuteczne licząc, że nagle one odniosą skutek. Jakby miały
                                odnieść, to efekty miałabyś dawno i pewnie nie byłoby całej tej rozmowy.
                                • echtom Re: Kiedy potwór znika 18.06.09, 15:01
                                  Nie, nie oczekuję pocieszenia ani pochwał. Po prostu nie mogę skupić się na pracy i przelewam na forum swoją frustrację. Taktyki nie zmienię, bo po prostu inaczej nie potrafię - nie potrafię karać, zabraniać, egzekwować szlabanów. Jeżeli bez tego nie można wychować człowieka, to sprawa jest przegrana.
                                  • trzy-koty Re: Kiedy potwór znika 18.06.09, 15:08
                                    a co dla ciebie znaczy "wychować człowieka"? jakie by musiały być, by sprostać
                                    twoim oczekiwaniom? Nie musisz odpowiadać na forum, ale pomyśl nad tym. Spisz
                                    pożądane cechy i spróbuj ocenić, w jakim stopniu jest to osiągalne i czy jest
                                    jakieś akceptowalne minimum.
                                    Zauważ też pewien dość częsty błąd w rozumowaniu, który każdy z nas popełnia -
                                    rozumiemy swoje ograniczenia, swoje "nie potrafię" i nie zawsze chcemy się z tym
                                    nawet spróbować zmierzyć, ale od innych oczekujemy sprostania bez względu na ich
                                    predyspozycje, możliwości, chęci czy zainteresowania.

                                    Żeby było jasne, ja nie bronię twoich córek bo uważam, ze nie mam żadnych
                                    danych. Żadnych. Jedynie wskazuję na pułapki, jakie - w moim rozumieniu
                                    sytuacji - sama na siebie i na nie zastawiasz.
                                    • echtom Re: Kiedy potwór znika 18.06.09, 15:35
                                      "Akceptowalne minimum" to człowiek, który daje coś z siebie tzw. społeczeństwu, to znaczy uczciwie pracuje i stara się być w porządku wobec innych ludzi. Co do punktu 1, jest mnóstwo życiowych dróg do wyboru, zależnie od predyspozycji i zainteresowań, ale wszystkie mają wspólny mianownik - właśnie uczciwe, rzetelne wypełnianie podstawowych obowiązków. W wypadku zdrowego, sprawnego umysłowo nastolatka jest to systematyczne uczęszczanie do szkoły i zdobywanie pozytywnych ocen (tzn. minimum dostatecznych) oraz udział w pracach domowych przynajmniej na poziomie sprzątania po sobie. Cała reszta, tzn. poglądy, zainteresowania, znajomi, styl ubierania, spędzanie wolnego czasu itp. jest sprawą indywidualną, dopóki nie wchodzi w konflikt z prawem i moralnością. To tak w największym uproszczeniu, nie wdając się w filozoficzne rozważania.
                    • boykotka Re: Kiedy potwór znika 17.06.09, 19:44
                      ilquad napisał:

                      > Z tego, co piszesz, to bardziej intersuje cię zaspokajanie potrzeb
                      > społecznych i popisywanie się przed ludźmi, niż potrzeby twoich
                      > dzieci
                      .

                      Masz świętą rację :))
                      Może bedziesz miał "dziką satysfakcję" że masz tą świętą rację,
                      kiedy dzieci echtom "wyrażą swoje porzeby" np. okradając Cię
                      zaspakajając w ten sposób "swoje społeczne potrzeby" :))
                      Oczywiście nie życzę Ci tego ale logicznie myśląc chyba jakieś ramy
                      ludzkich zachowań istnieją a uczęszczanie do szkoły chyba się w tych
                      ramach mieści ???
                      • ilquad Re: Kiedy potwór znika 17.06.09, 22:30
                        Jeśli echtom w ferworze pilnowania by dzieci wypełniały nałożony na
                        nie zestaw obowiązków zapomni o przekazaniu im, że kradzież jest zła
                        i dlaczego warto nie kraść, to tak może się stać.

                        Dlaczego trzeba do szkoły uczęszczać? Wytłumacz to dziecku tak, by
                        poszło z ochotą, a problem zniknie. Porozmawiaj, a nie monologiuj.
                        Jesteśmy ludźmi.
                        • echtom Re: Kiedy potwór znika 17.06.09, 22:39
                          > Jeśli echtom w ferworze pilnowania by dzieci wypełniały nałożony na
                          > nie zestaw obowiązków zapomni o przekazaniu im, że kradzież jest zła
                          > i dlaczego warto nie kraść, to tak może się stać.

                          Niesmaczne przegięcie. Nie zapomniałam o przekazaniu dzieciom tzw. wartości i
                          muszę Cię rozczarować - nie kradną i nie mordują. Chociaż tyle :D
                          • princess_yoyo Re: Kiedy potwór znika 18.06.09, 00:28
                            nie to zebym sie pastwila nad toba, ale gderaniem za uszami niewiele
                            ugrasz.
                            moja matka tak robila cale zycie i nawet totalny olew nie nauczyl
                            jej ze jej gderanie ma dokladnie odwrotny efekt - z czasem nauczylam
                            sie ja totalnie ignorowac i teraz musi wypalic naprawde z grubej
                            rury zeby mnie zmusic do reakcji (grubsze wyzwiska itd).
                            z ojcem natomiast zawsze bylam w stanie racjonalnie dyskutowac i
                            przyjac niektore racje (ku wielkiemu rozdraznieniu mojej matki,
                            haha) - dzieki temu zdawalam sobie sprawe ze ucze sie dla siebie a
                            chodzenie do szkoly gwarantuje mi jaka taka przyszlosc. chyba
                            takiego podejscia do zycia brakuje twoim dzieciom? jak sie nie
                            naucza bycia obowiazkowym to bedzie im w zyciu ciezko - nie wierze
                            ze wychowalas na tyle nieodpowiedzialne dzieci ze nie trafiaja do
                            nich racjonalne argumenty.
                            • boykotka Re: Kiedy potwór znika 18.06.09, 06:38
                              ilquad napisał:

                              > Taką miałem nadzieję. To jednak boykotka uważa, że brak rygoru
                              > robi z dzieci złodziei. Współczuję jej.
                              Nie przypominam sobie nic co bym napisała o rygorze no może
                              napisałam o "rygorze" szkolnym, z tego co wiem nakładanym na
                              społeczeństwo przez państwo polskie.
                              Dziękuję za współczucie. Chodziłam do liceum z takimi właśnie
                              pannicami, które wagarowały i nie uczyły się. Cierpiała cała klasa,
                              bo to w końcu nauczyciele nas olali. Tylko 7 z nas dostało się na
                              studia, ja niestety nie mogłam zdawać na kierunek, który sobie
                              wymarzyłam, bo nie miałam dostatecznej wiedzy. To oczywiście były
                              inne czasy ale schemat zawsze powstaje ten sam. Zwłaszcza w
                              dzisiejszych czasach należy mieć solidną wiedzę jeżeli chce się kimś
                              w zyciu być. Nawet jeżeli ambicją córek e chtom jest wyjść za mąż
                              muszą mieć wpojone pewne elementarne zasady jak systematyczność lub
                              wypełnianie codziennych obowiązków jakim np. w dorosłym zyciu jest
                              codzienna praca zarobkowa. Nawet a zwłaszcza gdy się zostanie
                              sprzątaczką w supermarkecie.
                              • echtom Re: Kiedy potwór znika 18.06.09, 06:43
                                > Nawet jeżeli ambicją córek e chtom jest wyjść za mąż

                                Nie jest ich ambicją - nie wybierają chłopaków według zamożności ich rodziców. Ich ambicją jest błyskotliwa kariera zawodowa i dobre zarobki, tylko wydaje im się, że to ot tak, pstryk, samo przyjdzie.
                              • ilquad Re: Kiedy potwór znika 19.06.09, 00:07
                                Widzę, że masz w sobie żal, że nie dostałaś się na te studia i z
                                jednej strony chcesz obarczyć nią "pannice", a z drugiej strony
                                prawisz rodzicielskie banały o systematyczności itd... czyż sama nie
                                nasłuchałaś się ich od swoich rodziców i nie uważasz, że mają rację,
                                dlatego próbujesz przerzucić ten ciężar na koleżanki i nauczycieli?
                  • gondra Re: Kiedy potwór znika 18.06.09, 14:03
                    Te wszystkie skargi na strasznych rodziców trzeba
                    > podzielić przez dwa, bo dzieci niezależnie od wieku mają dużą
                    skłonność do prz
                    > esady w ocenie rodziców, albo po prostu z automatu powielają
                    kliszę, że starzy
                    > są źli. Nie życzę nikomu, by za wieloletni trud włożony w
                    wychowanie dziecka do
                    > stał w podziękowaniu czarną niewdzięczność.

                    Tak samo jak są rodzice, którzy nie dostrzegaja, ze moze nei są
                    takimi wspaniałymi rodzicami jak im sie wdaje. Tak jak
                    prawdopodobnie Ty. To co piszesz - daje wolnosc i wymagam minimum, a
                    one i tak olewaja - to tak samo jak moja mam i nastoletnia ja. Moja
                    mama uważała, że jest za dobra i nie popełnia błędów. dopiero gdy
                    byłam dorosła i skończyłam studia umiałyśmy o tym normalnie
                    porozmawiać i zaczęła dostzregać swoje błędy - nie wszystkie, ale
                    jednak. Ja mam z tym mniejszy problem - wiem, że byłam trudną
                    nastolatką (chociaż bywaja duzo gorsze przypadki) i nie chciałabym
                    sama mieć takiego dziecka, ale to nie była tylko moja wina, a
                    zachowanie rodziców też często było nie takiej akie byc powinno,
                    czego nie zauważali.
            • lumita Re: Kiedy potwór znika 17.06.09, 18:33
              Po prostu smutne jest dla mnie, że
              dzieci, które mają bezwarunkową miłość i poczucie bezpieczeństwa


              Chcialbym zapytac twoje dzieci co one sadza o tej bezwarunkowej
              milosci i poczuciu bezpieczenstwa. Wygladasz mi na kolejna
              zaslepiona kwoke niezdolna do samokrytyki! Twoja madrosc zniewala!
                  • echtom Re: Kiedy potwór znika 17.06.09, 22:17
                    Rozmawiam, słucham, pozwalam na wyrażanie własnego zdania. Co do reszty zgoda - "wiecznie chcę", żeby rano wstały i wyszły na czas do szkoły, odniosły brudne naczynia do kuchni i poskładały do szafy ciuchy z prania. Przerażające obciążenie dla licealistek :D
                    • dzonkasar Re: Kiedy potwór znika 18.06.09, 01:36
                      Z tym późnym chodzeniem spać, to nie jest wada ich charakteru, tylko
                      cecha mózgu nastolatka. Ostatnio był o tym artykuł w Newsweeku, albo
                      Polityce. Nie przezwyciężysz biologii.

                      Czy Ty czytałaś coś nt. psychologii wieku dojrzewania? Bo z tego, co
                      czytam, to masz normalne nastolatki w domu. Bezczelne, nie słuchają
                      się, pyskują, na jedno Twoje słowo odpowiadają dziesięć, olewają. Zapomniał wół, jak cielęciem był?

                      Dwadzieścia lat temu sam taki byłem. Też pyskowałem, wagarowałem,
                      nawet - o zgrozo - nie odnosiłem naczyń do kuchni. Powiem więcej: nie
                      chciało mi się uczyć, pijałem piwko w bramie, brałem udział w bójkach
                      ze skinami. Moi starzy bywali wzywani do szkoły, z powodu złego
                      zachowania (np. podmieniania klasówek w torbie babki od geografii).
                      Nie paliłem, bo mi szlugi nie smakowały.

                      I co? Żyję. Skończyłem jedne studia (piątka na dyplomie), zacząłem
                      dla przyjemności drugie (nie dokończyłem, bo nie miałem już
                      motywacji). Założyłem rodzinę, mam dwie córki, utrzymuję
                      czteroosobową rodzinę z mojej pensji.

                      Truli mi rodzice, tak samo, jak Ty swoim córkom. Że marnie skończę.
                      Że debil jestem, że nieodpowiedzialny, że do niczego nie dojdę w
                      życiu, że marnuję swoje zdolności, żem patafian, kasztan itp. Gdy
                      przyniosłem jedną tróję na maturze, dostałem w pysk od ojca. Kto
                      dzisiaj pamięta o tej trói i jakie ma ona znaczenie w moim życiu? Kto
                      dzisiaj pamięta o tym, że byłem zagrożony z biologii w 1991 roku?
                      Jestem magistrem inżynierem... biotechnologii.

                      Zacząłem się uczyć nie dlatego, że starzy mi truli, tylko dlatego, że
                      sam odkryłem jaka to radocha zaskoczyć biologicę podczas odpowiedzi
                      (swoją drogą, gnębiła mnie do końca szkoły). Rodzice nie wiedzieli o
                      moich lepszych niż poprzednio stopniach, aż do rozdania świadectw w
                      trzeciej klasie liceum, bo nie zależało mi na ich opinii wcale, a na
                      wywiadówkę akurat wtedy nie mogli pójść.

                      Przez to trucie za uszami moi starzy stracili moje zaufanie. Nie
                      wiedzieli nic o mojej pierwszej dziewczynie. Nie wiedzieli nic o
                      moich problemach, nic o mojej drugiej dziewczynie. O trzeciej
                      wiedzieli, bo mieszkała blok obok. Nie znali mnie wcale, zaskoczeniem
                      dla nich był kierunek moich studiów, który wybrałem itp.

                      Tego chcesz?
                      • echtom Re: Kiedy potwór znika 18.06.09, 06:36
                        Zapomniał wół
                        > , jak cielęciem był?

                        Nie zapomniałam. Ja taka nie byłam. Moje koleżanki też nie. Btw. odnoszenie naczyń do kuchni to najmniejszy problem, bo jak zwrócę uwagę, na ogół odnoszą.

                        > I co? Żyję.
                        Ty żyjesz. Większość "niegrzecznych" nastolatków też. Niektórzy marnie skończyli. Nie jestem jasnowidzem i nie wiem, jaki scenariusz życie przewidziało dla mojej rodziny za 10 lat. Btw. nie widzę wielkiej szansy, że dziewczyna, która nie potrafi sprostać wymaganiom najsłabszego liceum w dużym mieście (konsekwencja zawalonego gimnazjum - 1 września w lepszych wszystkie miejsca były zajęte), skończy dobre studia. Jasne, nie musi - przecież może bogato wyjść za mąż :D :D :D

                        > Tego chcesz?

                        Nie. Akurat o ich życiu prywatnym, koleżankach, chłopakach itp. wiem sporo - same mi o tym mówią. Wszystkiego nie muszę, bo każdy ma prawo do własnej przestrzeni.
            • hahanna Re: Kiedy potwór znika 17.06.09, 19:18
              nie wiesz tak naprawdę jak dzieci ocenią to coś co ty nazywasz "bezwarunkową
              miłością i poczuciem bezpieczeństwa"
              być może mały kamyk w ich ogródku jest dla nich wielkim głazem, który starają
              się zniszczyć, bo im przeszkadza, i wobec tego są niegrzeczni do ciebie?
        • pfrydrych Re: Kiedy potwór znika 17.06.09, 16:01
          Szacunek i posłuszeństwo w takim kontekście jak w artykule do którego nawiązujesz raczej nie idą w parze. Autorytet (a co za tym idzie i szacunek) można uzyskać w bardzo prosty sposób podany przez Exupery'ego: Należy wymagać tego, co można otrzymać. Autorytet opiera się na rozsądku.

          Ja się ojca jedynie bałam. Z szacunkiem miało to mało wspólnego. Nawet teraz, kiedy udało mi się wyzwolić od toksyn moich rodziców widzę go jako malutkiego człowieczka, który nie potrafił przeciwstawić się żonie a interesował go jedynie święty spokój.
          • echtom Re: Kiedy potwór znika 17.06.09, 18:39
            > Należy wymagać tego, co można otrzymać

            Czy wymaganie od zdrowych, sprawnych intelektualnie dzieci, by systematycznie chodziły do szkoły i bez problemów przechodziły z klasy do klasy jest wzięte z księżyca? Przecież nie żądam średniej 6.0 i nie biję za czwórki.
            • katmoso Re: Kiedy potwór znika 17.06.09, 19:48
              echtom, mam nadzieję, że byłaś już w szkole, żeby się zorientować w
              sytuacji. może twoje córki mają jakiś problem? z nauczycielem, grupą
              towarzyską? może wpadły w takie towarzystwo, w którym w dobrym tonie
              jest olewać szkołę. każdy nastolatek przechodzi okres buntu
              przeciwko rodzicom, ale to wcale nie znaczy, że tylko z tego powodu
              ma już zmarnować sobie życie.
              porozmawiaj otwarcie z córkami, zapytaj ich, dlaczego nie chodzą do
              szkoły? jeśli robią to tylko i wyłacznie z lenistwa i nie jesteś w
              stanie wymóc na nich, żeby zmienił tą postawę, możesz zasugerować
              zmniejszenie kieszonkowego, ograniczenie w wakacyjnych wyjazdach,
              zakupach i innych przyjemnościach, dopóki nie zaczną się starać. nie
              trzeba od razu bić ,dla mnie to dowód na bezgraniczną bezsilność
              rodzica. a chyba chcesz im pokazać, że właśnie ty jesteś silniesza w
              tej relacji i możesz od nich czegoś wymagać.
              • echtom Re: Kiedy potwór znika 17.06.09, 20:14
                W sumie niewielka różnica między biciem i szlabanami - mnie przeraża ich brak ambicji i odpowiedzialności. Przeciętny zdolny uczeń zwyczajnie by się wstydził wagarować i zgarniać słabe oceny, a one tego poczucia wstydu nie mają. Przyczyny? Najstarsza jest nocnym markiem i pielęgnuje swój "rytm biologiczny" (czytaj: potrzebę), odpuszczając sobie wysiłek rannego wstawania. Średnia nieustannie ściemnia i wymyśla jakieś powody. W gimnazjum nie chodziła do szkoły, bo miała "beznadziejną klasę" - proponowałam, by przeniosła się do innej, ale nie chciała, bo też coś jej tam nie pasowało. Cudem wyszła z tego gimnazjum, stwierdziła, że ludzie w liceum są spoko i co? - już w październiku miała 50 nieusprawiedliwionych godzin. Słyszę też jakieś górnolotne teksty o jej "nieprzystosowaniu do wymogów społeczeństwa". Pielęgnuje swój indywidualizm moim kosztem, bo to ja miałam na głowie kuratora i ciągali mnie po sądach rodzinnych. Towarzystwo też robi swoje, bo "fajni ludzie" to tacy, którzy szkołę olewają, a "kujony" są nudne i nie mają żadnych zainteresowań. A ci "fajni ludzie" to nie z meliny, tylko też z tzw. dobrych domów.
                • princess_yoyo Re: Kiedy potwór znika 18.06.09, 00:11
                  jak sie nie beda uczyc to przyjdzie im sie w zyciu utrzymywac z
                  zamiatania ulic a z pensji zamiataczy ulic jest sie chyba trudno
                  utrzymac? jak sie nie chodzi do szkoly to sie trudno zaraz po szkole
                  wyprowadzic z domu na studia... rzeczowe argumenty tez nie trafiaja?
                • aniorek Re: Kiedy potwór znika 18.06.09, 08:41
                  > Przeciętny zdolny uczeń zwyczajnie by się wstydził
                  > wagarować i zgarniać słabe oceny

                  LOL, a skad takie informacje? Ja bylam przecietna uczennica (jedynie zdolnosci jezykowe super), a bylo mi zupelnie obojetne, ze wagaruje i mam generalnie srednie oceny. Ja prawie cala pierwsza klase liceum olalam, rodzice mieli juz dosyc wiecznego kursowania do szkoly na rozmowy z wychowawca o moich nieusprawiedliwionych godzinach. A jednak studia skonczylam, a nastepne kontynuowalam za granica - i mam sie dobrze. Akurat studia wspominam najlepiej, do liceum zupelnie mi sie nie chcialo chodzic bo musialam sie uczyc rzeczy, ktore mnie nie interesowaly. I takich ludzi jest mnostwo.
                  • echtom Re: Kiedy potwór znika 18.06.09, 09:02
                    > LOL, a skad takie informacje?

                    Z własnych doświadczeń z innej epoki - 30 lat temu wagarowała tylko
                    patologia albo ja obracałam się w nietypowym środowisku, w co
                    wątpię. Moi znajomi też nie mają takich problemów z dziećmi.
                    Natomiast według relacji moich córek "wszyscy" w ich klasie olewają
                    szkołę, tylko dziwnym trafem nauczyciele czepiają się wyłącznie ich.
                    Nawet wiem, dlaczego - bo jestem wredną matką i inaczej
                    niż "wszyscy" rodzice nie piszę lewych usprawiedliwień.
      • niedzwiedzica_sousie Re: Kiedy potwór znika 17.06.09, 21:02
        eh, mam to samo. i ja i siostra, każda trochę inaczej.
        ja nawet dalej posuwałam się w dzieciństwie - wyobrażałam sobie, że
        jestem już dorosła, a ona jest stara i niedołężna i teraz ja na niej
        mszczę się za wszystko co mi zrobiła. a potem przytłaczające
        poczucie winy. masakra.
        a co do przebaczania - jak można przebaczyć osobie, której to w
        ogóle nie obchodzi. najlepiej zapomnieć.
      • hahanna Re: Kiedy potwór znika 17.06.09, 12:24
        dość łatwo możesz ją przystopować w jej zachowaniu, jeśli w żaden sposób od niej
        nie zależysz, na przykład nie wychowuje ci dzieci czy wnuków... poradzić ci coś?
          • meg303 Potwór nie znika... 17.06.09, 14:37
            Moja matka ma 70 lat i ostatnio doszłam do wniosku, ze jedyny sposób aby
            przestała mi szkodzić to zerwanie kontaktów. Przebaczyć można, ale co zrobić
            jeśli ktoś rani przy każdej okazji?
            Nikt z moich znajomych nie jest w stanie uwierzyć, kiedy opowiadam o tym co mówi
            do mnie moja matka.
            Mam 39 lat i wreszcie chciałabym żyć spokojnie.
            • mrumru81 Re: Potwór nie znika... 17.06.09, 14:51
              Pewnie była tak raniona przez swoją matkę. Trzeba przerwać ten
              pokoleniowy łańcuch nieszczęścia. Ktoś musi być mądrzejszy. Możesz jej
              współczuć. A i tak to Twoja matka. Musi być nieszczęśliwa i nie za
              mądra. Moja też taka jest. Niskoizntegrowana. Pomyśl jakie to w sumie
              śmieszne, nie ma zębów i gryzie...
              • eti.gda Re: Potwór nie znika... 17.06.09, 15:10
                mrumru81 napisała:

                > Pewnie była tak raniona przez swoją matkę. Trzeba przerwać ten
                > pokoleniowy łańcuch nieszczęścia. Ktoś musi być mądrzejszy. Możesz
                jej
                > współczuć. A i tak to Twoja matka. Musi być nieszczęśliwa i nie za
                > mądra. Moja też taka jest. Niskoizntegrowana. Pomyśl jakie to w
                sumie
                > śmieszne, nie ma zębów i gryzie...

                "Mama nauczyła mnie szanować dobrze wykonaną pracę:
                - Jak chcecie się pozabijać, zróbcie to na dworze, bo dopiero co
                wysprzątałam mieszkanie.
                Mama nauczyła mnie religii:
                - Módl się, żeby ta plama zeszła z tego dywanu!
                Mama nauczyła mnie logicznie myśleć:
                - Dlaczego? Bo ja tak powiedziałam!
                Mama nauczyła mnie przewidywać:
                -Sprawdź, czy masz czystą bieliznę. Co by było, gdyby potrącił cię
                samochód i trafiłbyś do szpitala?
                Mama nauczyła mnie ironii:
                - Jak nie przestaniesz ryczeć, to dam ci prawdziwy powód do płaczu!
                Mama poinformowała mnie o zjawisku osmozy:
                - Zamknij papę i żryj tę zupę!
                Mama nauczyła mnie być elastycznym:
                - Zobacz sobie, jakie masz brudne plecy!
                Mama nauczyła mnie wytrwałości:
                - Nie odejdziesz stąd, dopóki nie zjesz tego szpinaku!
                Mama wyjaśniła mi zjawiska meteorologiczne:
                - Twój pokój wygląda, jakby przed chwilą przeszło tornado!
                Mama wyjasniła mi cykl życia i śmierci:
                -Ja cię przywiodłam na ten swiat i mogę cię z niego szybko
                sprowadzić!
                Mama nauczyła mnie być zawistnym:
                -Na świecie są miliony biednych dzieci, które nie mają takich
                dobrych matek, jak ja!"
                • mrumru81 Re: Potwór nie znika... 17.06.09, 15:15
                  Ale jak widać z ostatniego przykładu nie pozbawiła Cię poczucia
                  humoru. Moja nie była gorsza. Uwielbiałam kiedy mówiła do mnie KU...
                  TWOJA MAĆ.
                  Nie bierz tego ataku na siebie, bidulka stara
                  • meg303 Re: Potwór nie znika... 17.06.09, 15:27
                    Moja była bardziej twórcza. Słyszałam, ze jestem 'chamskie nasienie" lub
                    "p...grochowa" ( cokolwiek to oznacza).Nie jest głupia, jest emerytowaną
                    nauczycielką.
                    Ale to było dawno, miałam może 8, 10 lat. Gorsze jest to,że teraz robi coś
                    podobnego. Na szczęscie mogę zrobic coś, czego nie mogłam jako mała dziewczynka.
                    Nie kontaktować się z nią.
                    Dośc mam dowodów na to, ze mnie nienawidzi. Trudno. Trzeba zyc dalej.
                    • dolores12 Re: Potwór nie znika... 17.06.09, 15:43
                      Kiedy odwiedzam moją mamę,czuję to samo, co jedna z bohaterek
                      artykułu - pierwszego dnia jest super, drugiego już nie tak pieknie,
                      a trzeciego zaczynam się pakować, bo mam dość słuchania o tym, jaka
                      jestem do niczego jako córka, matka i ogólnie istota ludzka.Co
                      gorsza, mama próbuje już manipulować moimi dziećmi, tak jak to
                      zrobiła ze mną, swoim mężem i synem.Ograniczam kontakty do minimum,
                      najchętniej nie przyjeżdżałabym wcale, bo kosztuje mnie to wiele
                      nerwów.Tylko co powiedzieć dzieciom, gdy pytają, kiedy pojedziemy do
                      babci?
                  • r.p.mcmurphy Re: Potwór nie znika... 17.06.09, 15:38
                    temat tragiczny, ale muszę przyznać ze obie rozśmieszyłyście mnie do łez! dzięki!:)

                    niestety nic Wam nie mogę poradzić, ja bym po prostu olał taką osobę albo
                    odpłacił jej okiem za oko, ale większość kobiet to emocjonalne narkomanki więc
                    raczej to wyjście nie jest dla Was - powodzenia i życzę dużo szczęścia w życiu!
    • alina66 Re: Kiedy potwór znika 17.06.09, 15:36
      Mam 43 lata, moja matka 74.
      Nie utrzymujemy kontaktu od przeszło pół roku- matka obraziła mnie
      jak sto tysięcy razy przedtem, a ja po raz pierwszy w życiu nie
      przeprosiłam, nie poprosiłam o wybaczenie i nie zabiegałam o jej
      łaskę.
      Myślę o niej oczywiście bardzo często, ale doceniam święty spokój,
      ktory mam.
      Dowiedziałam się, że jest chora i musi iść do szpitala. Zaoferowalam
      swoją pomoc (przez siostrę mojej matki) - także finansową (wiele lat
      ją wspomagałam), ale moja matka chce, żebym ją najpierw NA KOLANACH
      przyszła przeprosić (aczkolwiek naprawdę nie mam za co), a potem
      BĘDĘ MOGŁA EWENTUALNIE jej pomóc.
      Nie pójdę, nie przeproszę - odrzuciła moją pomoc i to jej decyzja. a
      ja tę decyzję akceptuję.
      Mam dorosłego syna i nie wyobrażam sobie, że mogłabym go
      kiedykolwiek traktować tak, jak moja matka traktuje mnie.....
      • bezkres Re: Kiedy potwór znika 17.06.09, 18:26
        Nie mam matki takiej jak Twoja, ale taką właśnie miał mój mąż. Na kolanach
        przepraszał za życie, bycie, za mnie i "wasze" dzieci. Latami go namawiałam, by
        wybaczył i był synem. Kiedy zachorowała to on karmił i zmieniał pampersy i to on
        płakał kiedy umarła. Tydzień później dowiedział się, że został lata przed
        chorobą i śmiercią wydziedziczony. Nie wyobrażasz sobie, jak to przeżywał prawie
        50-letni facet.
        Może warto wybaczać, ale tylko pod warunkiem, że ktoś zauważy starania. I że ma
        sumienie.
        Ja też mam dorosłych synów, którzy są przewspaniali a ich dziewczyny najlepsze:)
        I to podejście to nie udawanie, a prawdziwa radość, że są kochani przez innych,
        nie tylko przeze mnie.
    • veszta Kiedy potwór znika 17.06.09, 15:50
      polecam wszystkim skrzywdzonym corkoam oraz krzywdzacym matkom
      lektury Amy Tam. Ksiazki Amy Tam traktuja wlasnie ta problematyka.
      Wspaniala literatura, pomaga zrozumiec i wybaczyc!
      • corneliss Re: Kiedy potwór znika 17.06.09, 16:11
        Jestem corka swojej matki, ze skrzywiona psychika, ale wiem ze ona tez nie miala
        latwo. Tylko dlaczego przelala to na mnie zamiast mnie chronic? Bylam bita,
        deprecjonowana, wciaz podcinala mi skrzydla. W jakims sensie dalej to robi,
        twierdzi ze wiele rzeczy i tak nie zrobie bo sie nie nadaje.
        Mam normalny dom, rodzine, ale za cene ucieczki od mojej matki, pare tysiecy
        kilometrow od domu. Ja wracam z roznych powodow; dla niej te kilometry sa nie do
        przejechania. Wracam z nadzieja na lepsze, ale wcale tak nie jest , bo ona do
        tej pory niczego nie zrozumiala i nie wyciagnela zadnej refleksji. Nadal uwaza
        ze jestem kims kim mozna manipulowac, wszczac pyskowke o byle co, nie uznawac
        innego zdania niz swoje, przylozyc po glowie i zagladac do kieszeni. Moze kiedys
        sie jeszcze zorientuje, ze mnie skrzywdzila.
        Dobrze ze moj syn nie wie tego wszystkiego o swojej babci.
        • norbertrabarbar Re: Kiedy potwór znika 17.06.09, 16:19
          Czy możesz być dobrą matką kiedy nie radzisz sobie sama ze sobą? Czy masz siłę
          by wspierać swoje dzieci czy to twoje dzieci muszą wspierać Ciebie? Co twoje
          dzieci powiedzą kiedyś o tobie? Czy je krytykujesz, a może twoje często
          bezpodstawne pochwały by ich nie zrażać spowodowały, że niczego się nie nauczyły
          bo wydaje im się, że wszystko ot tak robią świetnie?
        • ilonka45 Re: Kiedy potwór znika 18.06.09, 14:21
          Przezylam to samo z moja matka, mam super relacje z moim synem, byla
          to jednak droga bardzo trudna i zmudna, kiedys wydawalo mi sie, ze
          jej przebaczylam i nawet zaprosilam do siebie, odplacila mi sie
          klotniami, biciem i wyzwiskami w MOIM domu.... Dopiero niedawno
          zaczela dzwonic do mnie i probuje w miare normalnei rozmawiac,
          szkoda mi jej, kiedys jej nienawidzilam, teraz jest mi obojetna.
    • norbertrabarbar to samo przeżyło 6 miliardów ludzi na świecie 17.06.09, 15:59
      Tak wyglądają normalne relacje między rodzicami a dziećmi. Rodzice zawsze
      krytykują, potem dzieci dorastają, wyprowadzają się i robią to samo swoim
      dzieciom. To jest naturalny porządek. Dopóki będziecie się stawiać w roli
      wyjątkowo pokrzywdzonych dopóty tak będziecie się czuć. Przez życie trzeba iść z
      podniesioną głową a nie jęczeć JA JA JA, JA I MOJE EMOCJE - to jest egoizm!!! I
      czy to możliwe, że wina leży tylko po stronie waszych matek?
      • alina66 Re: to samo przeżyło 6 miliardów ludzi na świecie 17.06.09, 16:19
        ja nie piszę o normalnych relacjach...
        Ja piszę o SWOICH relacjach - o relacjach z matką uzależnioną od
        alkoholu, która wiecznie kazala się przepraszać za wszystko....
        Bycie dzieckiem alkoholika jest trudne - jeśli tego nie wiesz, to
        szczęśliwy z Ciebie człowiek....
        A egoizm jest czasem formą ratowania swojego zycia.
      • anouk_2005 Re: to samo przeżyło 6 miliardów ludzi na świecie 17.06.09, 16:29

        Zaręczam ci, że tego samego nie przeżyło 6 miliardów ludzi na ziemi. Ani w
        artykule, ani w komentarzach nie ma mowy o użalających się nad sobą,
        nieszczęsnych kobietach, które z księżyca wzięły sobie swoje żale i teraz chcą
        nimi epatować. Nie wiesz, nie pisz bzdur i nie próbuj mądrować.
      • prawda_boli1 Re: to samo przeżyło 6 miliardów ludzi na świecie 17.06.09, 17:03
        Gdy czytam Twoje posty myślę ze jesteś kolejnym kandydatem na Ojca-Sadystę!!

        Od mojej matki nigdy nie uslyszalam dobrego slowa w wieku 9 lat opiekowalam sie 3 miesieczna siostra i rocznym bratem , sprzatalam w domu itp. a co slyszalam od Dobrej Mamusi "
        chociarz raz cos k**** zrobilas" gdy podrzebowalam pieniadze chocby na podpaski mowila "idz sobie na dupie zarób" od 16 roku zycia bylo jeszcze gorzej chowala nawet jedzenie zabraniala sie kapac
        w wieku 18 lat wyjechalam za granice gdzie ulozylam sobie zycie i pracuje teraz mam 24 lat zaczelam z nia rozmawiac rok temu (tylko ze wzgledu na moje rodzenstwo) i co mi powiedziala "dzieki mnie Ci sie powiodlo inaczej nigdy bys nie wyjechala" nie czuje nienawisci ani zalu nie mam zadnych uczuc do tej kobiety i nigdy sie nad soba nie uzalalam moja rodzina o niczym nie wiedziala
        W********* mnie takie wypowiedzi ze Corki same sobie winne.
        Nie przezyles piekla to nie pisz glupot!!


      • prawda_boli1 Re: to samo przeżyło 6 miliardów ludzi na świecie 17.06.09, 17:07
        norbertrabarbar napisał:

        > Tak wyglądają normalne relacje między rodzicami a dziećmi. Rodzice zawsze
        > krytykują, potem dzieci dorastają, wyprowadzają się i robią to samo swoim
        > dzieciom. To jest naturalny porządek. Dopóki będziecie się stawiać w roli


        Pierwszy moj post mial byc odowiedzia na ten ale cytat gdzies mi uciekl
        > wyjątkowo pokrzywdzonych dopóty tak będziecie się czuć. Przez życie trzeba iść
        > z
        > podniesioną głową a nie jęczeć JA JA JA, JA I MOJE EMOCJE - to jest egoizm!!! I
        > czy to możliwe, że wina leży tylko po stronie waszych matek?
      • sofiabukowianka Re: to samo przeżyło 6 miliardów ludzi na świecie 18.06.09, 22:07
        "czy to możliwe, że wina leży tylko po stronie waszych matek?"

        Owszem lezy wylacznie po stronie matek doputy, dopuki dziecko jest dzieckiem!
        poniewaz DZIECKO : powinno czuc ze jest kochane, a nie molestowane psychicznie
        badz fizycznie, niszczone psychicznie w dobrze sytuowanych domach przez
        nieradzace sobie ze soba nieszczesliwe matki.

        Chyba nie mowisz powaznie....ze "Tak wyglądają normalne relacje między rodzicami
        a dziećmi. Rodzice zawsze
        > krytykują, potem dzieci dorastają, wyprowadzają się i robią to samo swoim
        > dzieciom. To jest naturalny porządek."

        To nie jest naturalny porzadek , tylko jakas chora patologia. Rodzice powinni
        wspierac i pomagac dzieciom,wysowac krytyke ale konstruktywna.
        Nie kazdy mial sielanke w domu, i chodzi z podniesiona glowa. Mnie w domu tak
        matka lala ze pies sie na nia rzucal, w obronie. jak mialam 10 lat wyzywala mnie
        od ku..y. nie moglam nigdzie wychodzic, mialam tylko sie uczyc, i sprzatac. bili
        nas do 18 roku zycia po glowie, mialam mlodszego brata i wyobraz sobie ze jako
        dziecko widzac to tez bilam mlodszego po glowie. niesamowite,ale oni mi dawali
        taki przyklad!!!
        uwiez mi moja terazniejsza inteligencja /doroslego/nigdy bym sie nie odwazyla
        kogokolwiek udezyc!
        Latwo dziecmi manipulowac, latwo dzieci zepsuc, dziecko nie jest gotowcem
        doroslego. Dziecko rosnie i zmienia sie, nie tylko jego wyglad, ale ksztaktuje
        sie jego osobowosc i psychika

        Ten artykul bardzo mi pomogl zrozumiec postepowanie mojej matki i ojca. Nie mam
        zamiaru przebaczac, bo oni byli dorosli a ja dzieckiem. Nie mieli prawa mi
        zdobic tyle zlego! bede powtyrzac mantre"oni juz sie nie zmienia, juz tacy
        sa"Trzeba sie odizolowac...
        pozdrawiam wszystkich
        dziekuje za artykul i posty



    • obywatelpiszczyk Kiedy potwór znika 17.06.09, 16:13
      dokładnie ten sam problem jest w relacji ojców z synami. Albo starali się
      trzymać nas za mordę przez bicie i poniżanie, albo całkowicie olewali. Tak to
      jest, jak cały naród spędzi 50 lat w pierdlu o zaostrzonym rygorze. A co się
      dzieje jak naród spędzi w mamrze około 100 lat, widać na przykładzie relacji
      Rosjan ze swoimi staruszkami i dziećmi...
      • xtc3 Kiedy potwór znika 17.06.09, 16:35
        cieszę się, że pomimo kultu przykazań wiary u nas dominującej (a
        konkretnie to czcij ojca swego i matkę swoją) i z nim związanego
        podejścia do życia są ludzie, którzy o swoich uczuciach i przeżyciach
        piszą na forum. dzięki temu jest szansa, że dzieciaki, które tej czci
        nie czują, same nie będą się czuć jak zbrodniarze. na cześć drodzy
        Rodzice trzeba zasłużyć, a nie gwarantować ją sobie przykazaniami.
        piszę to jako Syn i jako Rodzic.
    • karuska Kiedy potwór znika 17.06.09, 16:53
      Hmm znajoma sytuacja. jeszcze sie z tym nie uporalam i nie wiem,czy kiedyklwiek
      sie uporam. Mam szczescie,ze mam rodzenstwo i bardzo sie wspieramy i duzo
      rozmawiamy na ten temat. Ale kiedy dochodzi miedzy mna a moja mama do
      konfrontacji na ten temat, to potrafi mnie zlamac psychicznie i pozniej przez
      ok. tydzien dochodze do siebie. W mojej sytuacji mama prowadzila dreczenie
      psychiczne, od dziecka ciagle bylysmy najgorsze i kazde inne dziecko bylo lepsze
      od nas-zawsze!. Teraz tylko namlodsza siostra zostala w domu, wszystkie
      wyjechalysmy za granice na studia. W ciagu pol roku jestem raz w domu ale to po
      to aby zobaczyc tate i moja siostre i zawsze w glebi serca licze,ze mama sie
      zmienila:) Jak sie tam spedzi wiecej czasu,to znowu powraca koszmar z dziecinstwa...
    • annoushkapl Kiedy potwór znika 17.06.09, 17:36
      A ja myslalam, ze tylko moja mama byla taka dziwna!! Nikt mi nigdy nie
      wierzyl, ze moja mama mowila / robila okropne rzeczy mojemu bratu i mi, a do
      tego ciagle nam jeszcze wmawiala, ze jestesmy jej skaraniem boskim, jej
      nieszczesciem. Ahh, jak "slodko i cieplo" sie robi na sercu na same wspomnienie...
      • madzienka79 kiedy potwor zostaje 17.06.09, 18:34
        annoushkapl napisała:

        > A ja myslalam, ze tylko moja mama byla taka dziwna!! Nikt mi nigdy
        nie
        > wierzyl.....

        Mialam rodzicow tyranow, straszny okres w moim zyciu. matka i
        ojciec czasami przescigali sie w brutalnosci slownej i fizycznej
        chcac tym pokazac przewage, ktore wiecej moze, i ktorego powinnam
        sie bac bardziej. nie uzyje tutaj w wiekszosci slow i nie przytocze
        cytatow wypowiedziane przez "panstwa rodzicow" bo kto uwierzy, ze
        mozna niepelnoletnie dziecko wyrzucac z domu bo "zada" pieniedzy na
        nowe podreczniki niech samo idzie zarobi albo da dupy, bolesne jak
        dla dorastajacej dziewczynki, czy straszenie, ze cie zabije nie jest
        grozba karalna? czy mysli i proby samobojcze dorastajacego dziecka z
        winy rodzicow nie jest ich (w pewnym sensie) wspoludzialem w
        zabojstwie, jezeli dziecko dokona takiego czynu? bicie po twarzy,
        kopanie, zabieranie zarobionych pieniedzy jest jakas metoda
        wychowacza? "czule" slowka, "zaluje, ze cie urodzilam a nie
        wyrzucilam na smietnik" sa wyrazem milosci? "lepiej by bylo gdybys
        umarla, mogl cie "wtedy" ojciec zabic" ( ojciec bijac mnie
        niejednokrotnie grozil, ze mnie zabije i zatlucze na smierc, mama
        podgrzewala cala atmosfere dopingujac go podobnymi slowami). nie
        bylismy patologiczna rodzina ale dla mnie byla to patologia i to
        skrajna. poprostu moi rodzice za cale swoje niepowodzenia zyciowe
        winili nas dzieci, za klotnie miedzy soba i swoje humory tez my
        winne, cala zlosc i fustracje wyladowywali na dzieciach. U mnie w
        domu zawsze byl i jest bardziej wartosciowy przedmiot martwy niz
        czlowiek. Jestem ciekawa ile, ilu z nas tutaj na forum doznalo
        podobnej przemocy slownej a moze niejednokrotnie dochodzily
        rekoczyny.... dotyczy to nie tylko corek ale i synow.... moj brat
        wyrosl na okropnego czlowieka a moja mam placze po katach jak mogla
        urodzic tak przekleta i niewdzieczna gnide...
      • rzepiszcze Kiedy potwór znika 18.06.09, 12:18
        Moj Boze, dlaczego one sa takie. Ja wiem, ze "moj Potwor" bardzo
        mnie kocha, miloscia zabierajaca oddech, dlatego mieszkam bardzo
        daleko o niej. Przykro mi jest, ze od mojej Mamy slysze tylko jakie
        cudowne dzieci i wnuki maja inni ludzie, a sama slysze tylko
        krytyke. W ciagu ostatnich lat tylko raz powiedziala mi ze ladnie
        jestem ubrana, przez cale lata kupowalam rzeczy pod katem czy
        podobalyby sie mojej Mamie. Zdarzyla sie kiedys zabawna sytuacja,
        opowiadalam w obecnosci mojej Mamy, mojej dawnej nauczycielce gdzie
        pracuje w najwiekszym banku xxxkraju. Moja mama wiedziala gdzie
        pracuje, ale po tej rozmowie spytala mnie zdziwiona: dlaczego nie
        powiedzialas mi ze to najwiekszy bank xxxkraju? No wlasnie dlaczego?
        Chyba dlatego bo piatki w szkole byly zbywane milczeniem, a dwojki
        wywolywaly nagane. Po co sie chwalic skoro moje sukcesy ja
        nieinteresuja? Po latach dowiedzialam sie od sasiadki, ze Mama
        odchorowala moja mature, bo tak sie bala czy ja zdam, a srednia
        mialam tylko 4,25 (wtedy nie bylo jeszdze 6 tek.
      • babcia_kasi Re: Kiedy potwór znika 17.06.09, 23:08
        kasia.mikla napisała:

        > Czy ktoś ma może info gdzie odbywają się terapia na których
        > przepracowuje się problem relacji z matką?
        Przy wszystkich OPS-ach są bezpłatni psychologowie, można się umówić na każdy rodzaj terapii, skierują Cię do odpowiedniego.
        Polecam też ustawienia wg Hellingera.Dośc przypadkowo, w innym celu, trafiłam na "ustawienie" w wieku...61 lat.Dowiedziałam się, dlaczego moja matka była, jaka była.Było nas piątka rodzeństwa, w "ustawieniu" cierpieliśmy, umierali, a symboliczna "matka", patrząc na nasze cierpienie, pytana przez psychologa "matko, co widzisz?", odpowiedziała:"takie kłębowisko ciał!" No i co się okazało?Mojej mamie umarło drugie i trzecie dziecko (ja byłam czwarta) i "zamknęła się" na wszelkie uczucia, żeby nie cierpieć...Zamiast mieć do niej żal (ale i tak mam, ale już nie tak nieutulony), przez kilka dni płakałam rzewnie i niepowstrzymanie nad jej cierpieniem...i to mi bardzo pomogło.



    • madzienka79 a co z potworami? 17.06.09, 18:10
      Jestem ciekawa co zrobic w sytuacji, gdy dziecko bylo gnebione
      psychicznie i fizycznie zarowno przez ojca i matke. Jako dorastajaca
      osoba i obecnie dorosla takze.... Hitler i Stalin nie zyja ale
      pozostawili nastepcow....
    • rakunica Kalectwa emocjonalne 17.06.09, 18:13
      Czytajac wszystkie opinie doszlam do wniosku, ze to jest gorsza epidemia niz
      swinska grypa. Choroba utajniona, podgryzajaca rodzine z pokolenia na
      pokolenie, co najgorsze - wszechobecna - podziemna pandemia braku uczuc.

      Dziwne, ze tak malo pozytywnych relacji matka-corka zostalo zasygnalizowanych.
      Moze zadowolene ze swego ukladu strony uwazaja, ze szkoda czasu na stukanie w
      klawisze dla roztrzasania potworow?

      Dlatego poswiecam swoje kilka minut na protest i obrone matek - zwlaszcza tych
      juz starszych, ktore nie mialy wplywu na przezycia wojenne/powojenne, ktore (te
      traumatyczne czesto przezycia) odbily swoje slady na ich osobowosciach,
      doswiadczeniach, reakcjach, przewrazliwieniach, na sposobach wychowania dzieci.

      Ciekawe, ze skrajna jedze-matke spotkalam tylko jedna jedyna. Reszta to byly
      normalne matki, mamusie kochajace swoje dzieci. Owszem - trzesly sie bardzo nad
      swoimi corkami - jak moja - i chociaz bylo to denerwujace na goraco - jednak
      zrozumiale i zalu nie pozostawialo.

      Nie ja jedna mam wspaniala, pelna dobra i otwartego serca mame. Moje kolezanki
      maja podobnie cudowne matki. Po czym poznaje? Po stosunku majej mamy do moich
      kolezanek - byly dla niej prawie jak wlasne dzieci. Matki moich kolezanek byly
      dla mnie zyczliwe podobnie. To prawie jak "wszystkie dzieci sa nasze". Tak
      samo ja - na wzor mojej mamy - traktuje kolezanki i kolegow moich dzieci. One
      uwazaja, ze moje dzieci maja swietna matke :). Zdarzylo sie, ze dorosly juz
      kolega mojego syna zadzwonil w Dniu Matki zeby mi zlozyc zyczenia - bo "pani
      jest taka dobra mama" - no prosze :). To byl super Dzien Matki - dla mnie -
      matki jako czlowieka.

      Mysle, ze traktowanie po ludzku swojego otoczenia, dawanie przykladu otwartosci
      na dobro i postepowanie nie na pokaz ale dlatego, ze tak trzeba - z wyjasnieniem
      dlaczego - taka komunikacja i wzor pomaga relacjom miedzyludzkim w tym relacjom
      matka - corka.

      Najblizsze osoby nie moga byc sobie wrogami. Trzeba rozmawiac, rozmawiac,
      rozmawiac, robic cos wspolnie, cos razem przezywac. To wzmacnia i lagodzi
      zadraznienia - calkiem normalne bo zycie nikogo nie rozpieszcza i swoje stresy
      wyladowujemy na najblizszych. Jesli nawet nie uda sie naprawic przestarzalych,
      zasklepionych animozji miedzy mocno dojrzalymi juz corkami i matkami to
      pamietajmy od tych mlodszych naszych corkach, wnuczkach itd. Pomozmy im uniknac
      takich sytuacji, ktore wiele z nas frustruja przez dziesieciolecia. Rozmawiac
      jest trudno ale mozna komus okazac dobra wole przez jakis konkretny czyn - na
      przyklad wreczenie matce-jedzy (naszym zdaniem) cieplego szala, ktorym moglaby
      otulic sobie ramiona. Mozna upiec ciasto, ktore lubi, przyniesc kwiaty, zabrac
      na wycieczke lub na spacer po lesie. Wtedy i ona ujrzy moze w nas swoje
      dziecko, moze zacznie analizowac swoje bledy - kto ich nie popelnia? Moze sama
      wyjsc z jakas dobra inicjatywa uzdrawiajaca zadawnione rany lub zadrapania
      duszy. Nie pomozemy sobie drazac jej winy. Moze inaczej nie mogla.
      Matki-jedze sa nieobecne na forum - te starsze czesto nie znaja sie na
      komputerach, wiele nie ma dostepu do nich ze wzgledow materialnych. Pisze wiec
      w ich imieniu. Starajcie sie zobaczyc czlowieka we wlasnej matce. Ona jest
      taka jak wy, tez cierpi, tez nie wszystko jej sie udaje, nie ze wszystkiego co
      dokonala w zyciu jest zadowolona. Ale jej takze potrzebne jest serce i
      zainteresowanie. Nie ma lepszej, oddanej osoby na swiecie jaka jest zwykla,
      przecietna matka. Ze swoimi minusami i plusami (wychowala nas jak umiala, jak
      mogla, kochala jak umiala) jest najblizszym nam czlowiekiem - ona nam a my jej.
      Lepsza nienajlepsza matka niz sieroctwo - zapewniam was.

      Nie jestem teoretykiem, jestem praktykiem. Mam moja mame a ona ma swoja corke,
      dawno dorosla. Czuje cieplo kiedy o niej mysle i wyrzuty sumienia, ze daje jej
      tak niewiele za to dobro i troske przez cale jej trudne zycie. Czuje wyrzuty
      sumienia, kiedy przypominam sobie jak jej zadawalam celowo bol, traktowalam jak
      wroga bo musialam sie na kims wyzyc - ona byla pod reka. Na prawdziwych wrogow
      nie mialam skutecznej broni - dostawala za nich moja matka. Ona to rozumiala,
      ze musi wziac na siebie te razy! Ona wybaczala! Nie tylko mnie wybaczala -
      takze innym. Nie byla jednak bezbronna. Umiala protestowac ostro kiedy bylo
      trzeba. I to wszystko razem czyni ja prawdziwa Matke, Matke Polke - chce sie
      dodac - bo uczyla nas patrzec nieco dalej niz na czubek wlasnego nosa, kazala
      wychodzic do ludzi, rozumiec ich i wspoldzialac dla wspolnego dobra.

      Zrobcie cos dobrego dla swoich matek - one beda wdzieczne a to dobro w jakis
      sposob do was wroci. Moze nawet w relacjach ty - twoja corka albo jeszcze dalej
      w przyszlosc. To sie powiela.

      Wiem, ze artykul dotyczy w jakis sposob patologii, dotkliwego niezrozumienia
      pomiedzy najblizszymi osobami. W czesci kazdej (kazdego) z nas - bo jestesmy
      nafaszerowani zlymi i dobrymi cechami. Tlummy te negatywne bo nasze matki to
      nie zle macochy a my nie skazujmy siebie na sieroctwo. Choroba sieroca jest
      zarazliwa.

      Powodzenia w odzyskiwaniu matek - nawet tych, juz tylko wystepujacych jako
      cienie przeszlosci, zycze wszystkim corkom. To ciezka i trudna praca - nie od
      razu wszystko pojdzie jak po masle. Ale warto popracowac. Bez wielkich slow,
      bez specjalistow trzymajacych reke na pulsie stron - za 100 zl przez godzine
      (nie wiem jakie sa stawki). Mozecie miec swoje matki za darmo - jesli tylko
      bardzo chcecie. Bo chciec to moc. I nie bojcie sie bledow. Tylko ten ich nie
      popelnia kto nic nie robi lub siedzi i lamentuje w klawiature.

      Anna Kozlowska
      corka i matka



      • echtom Re: Kalectwa emocjonalne 17.06.09, 18:20
        Czuje cieplo kiedy o niej mysle i wyrzuty sumienia, ze daje jej
        > tak niewiele za to dobro i troske przez cale jej trudne zycie. Czuje wyrzuty
        sumienia, kiedy przypominam sobie jak jej zadawalam celowo bol, traktowalam jak
        wroga bo musialam sie na kims wyzyc - ona byla pod reka. Na prawdziwych wrogow
        nie mialam skutecznej broni - dostawala za nich moja matka. Ona to rozumiala, ze
        musi wziac na siebie te razy! Ona wybaczala!

        Dziękuję Ci za te słowa. Przywracasz nadzieję - może moje córki za wiele lat
        pomyślą tak samo.
      • lumita Re: Kalectwa emocjonalne 17.06.09, 18:43
        Spoleczenstwo ochrania matki, dzieci sa zawsze wszystkiemu winne,
        nie widze wiec potrzeby raz jeszcze bronienia matek. Artykuly
        podobne do tego sa wciaz rzadkoscia, trzeba je docenic, bo to
        wymaga wiecej odwagi niz ochrona mamusi. Mowisz ze trzeba w
        rodzinie rozmawiac, rozmawiac i raz jeszcze rozmawiac - ten artykul
        pomaga przelamac opory, daje poczucie ze nie jest sie potworem
        tylko dlatego ze oceniamy swoje matki. Tyle energii zuzylas na to
        co spoleczenstwo od wiekow czyni, trzeba miec troche odwagi i
        stawic czola swojemu poczuciu winy.