Dodaj do ulubionych

Jestem sama

IP: *.koof.com.pl 22.03.03, 08:40
Wiem, że to co napisze bedzie może tak oczywiste ...ale szukaj
Boga , on jest bliżej niz ci sie zdaje i tylko czeka , aż go
zawołasz:)Nie bój sie ,przeciez i tak nie masz nic do stracenia,
a tu możesz tylko zyskać !
Obserwuj wątek
    • Gość: warum Jestem sama IP: *.internetdsl.tpnet.pl 22.03.03, 09:31
      Moze to jest depresja? Wiem,ze ciezko ja zaleczyc, ale....
      warto.Pomysl,ze.... jeszcze nie wie wiesz co Cie czeka? Wiesz co
      bylo, ale.... badz ciekawa przyszlosci. Pozdrawiam. Ja tez to
      mam.. ale kazdy promien slonca, pobudza mnie do zycia, i zyje.
      Falami-zrywam sie i opadam. Ale zyje. Bo moje zbuntowane dzieci-
      jednak mnie potrzebuja jako stalego elementu rodziny, a maz,
      ktory nie spelnil moich mlodzienczych oczekiwan... tez sie do
      mnie przyzwyczail. Mozna to zostawic, ale.... szczesciarze maja
      dokad pojsc - a ja nie wiem czy trafie do nieba, wiec na razie
      nie zegnam sie.
    • doroszka Re: Każdy jest sam... 22.03.03, 10:21
      ...tak naprawdę, a żeby to zobaczyć i zaakceptować, trzeba
      jednocześnie poznać siebie.
      Jeśli przez lata żyje się i wszystko robi dla kogoś (tak
      wnioskuję z tego, że autorka listu oczekuje tego samego od
      otoczenia), teraz pora na własną osobę. Mówi, że ma depresję -
      to może być początek czegoś ważnego, to może (nie musi, sugeruję
      tylko, bo u mnie tak było:)) być moment, w którym musi przeżyć
      wewnętrznie i świadomie wszystkie złe sprawy spotykające Cię w
      życiu, a które nie pozwalają przyznać, że Ty jesteś ważna,
      warościowa, kochana przez Boga, Absolut, Buddę (w zal. w co
      wierzy). W takim momencie widzi się swoją samotność jak nigdy
      dotąd i ból związany z depresją to ból zderzenia się ze swoim
      nagim wnętrzem otoczonym bolesnymi często sprawami, które
      potrafią się wlec za człowiekiem do końca życia i nie pozwalać
      mu żyć w pełni świadomie. Wielu ludzi cały wysiłek życiowy
      wkłada w to, żeby wyprzeć ze świadomości rzeczy, których
      istnienie teraz lub kiedyś jest dla nich zbyt raniące, żeby
      ogarnąć to myślą i pozwolić na ujawnienie tych uczuć.

      Powiem teraz coś, co może być szokiem dla ludzi, którzy
      doświadczają depresji: depresja była pozytywną rzeczą w moim
      życiu.
      To dziwne, zważywszy, że trudno nawet opisać ból wewnętrzny
      towarzyszący depresji, trudno pojąć myśli samobójcze (miałam,
      niemal zrealizowane) i łzy cieknące po nieruchomej twarzy, choć
      dookoła wszystko układa się świetnie.
      Teraz widzę, że było to dla mnie pozytywne. Przemyślałam
      świadomie swoje dotychczasowe życie szukając przyczyn depresji
      (jedna wielka autopsychoterapia), uświadomiłam sobie rzeczy,
      które bolały jak cholera.
      Teraz żyję świadomie, asertywnie, wspaniale - choć problemów
      niestety brakuje.
      Najwspanialsze jest po takiej depresji to, że swoją samotność
      postrzegam jako coś wartościowego, jako przebywanie z samą sobą,
      a nie samotnie :)
      Ale fakt - musiałam przejść ten niemal rok ostrej depresji, a
      prawie dwa lata "budowania siebie od nowa".
      Rozwiewam wątpliwości - nie wyłączyło mnie to z życia, niektórzy
      z dalszego otoczenia nawet nie zauważyli, że mam depresję.

      Autorka listu pisze "Naiwnie wierzę, że to się zmieni" myśląc o
      tym, że świadomość tej samotności się cofnie.
      Powiedziałabym jej: "Kiedyś - kiedy przejdziesz depresję
      zapewne - będziesz się cieszyć, że się nie cofnęła, bo to jest
      wspaniała rzecz, której doświadczanie w zgodzie ze sobą pozwala
      rozwijać się wewnętrznie, budować siebie i poznawać świat nie
      tylko pobieżnie, jak robisz to dotychczas." Powodzenia!
      • Gość: miregal ja tez tak mysle IP: *.ifa.uni.wroc.pl 22.03.03, 14:07
        ze ta choroba, paradoksalnie, wiecej mi dala niz zabrala

        lepiej znam siebie. wiem, co mnie przeraza, co smuci, co niepokoi. i tak latwo
        sie nie daje. mam dystans do siebie. jestem jednoczescie odporniejsza
        psychicznie i bardziej wrazliwa na cierpienie innych ludzi. jakos bardziej wiem
        czego chce. jestem bardziej swiadoma tego co robie.

        to potworne cierpienie i nie zycze nikomu, ale akurat w moim przypadku, zamiast
        zrujnowac mi zycie, pomoglo mi stac sie silniejsza i madrzejsza.
    • Gość: BB Re: Jestem sama IP: *.chello.pl 22.03.03, 16:48
      Jestem sama...potrzebuje ludzi i jednoczesnie na kazdy ich
      cieply gest reaguje nieufnoscia,podejzliwoscia.Gleboko zraniona
      w dziecinstwie,pozniej bardzo chora,czego konsekwencja stala
      sie niemoznosc posiadania potomstwa-nie zalozylam rodziny,nie
      mam nikogo z obawy ,ze zostane odrzucona,oszukana...jeszcze
      mloda,tesknie do ludzi i jednoczesnie uciekam przed nimi.I to
      nieprawda ze samotnosc pomaga-im dluzej trwa tym bardziej jest
      destrukcyjna,tym bardziej oddala od swiata,od normalnych
      relacji miedzyludzkich.Czasem mysle ze gdyby ktos podal mi
      reke,pomogl mi zaakceptowac to co sie stalo,wytlumaczyl-nie
      odczuwalabym tej dojmujacej pustki wewnetrznej i
      zewnetrznej...A jednoczesnie boje sie otworzyc...bledne
      kolo."Ja"...choc nasza samotnosc ma rozne oblicza,chyba
      doskonale wiem jak sie czujesz i co czujesz.I wspolczuje Ci tak
      samo jak wspolczuje sobie...
      • Gość: Aśka Re: Jestem sama IP: *.siedlce.dialup.inetia.pl 23.03.03, 02:22
        ŁĄczę się z wami w bólu i w odczuciach. Jakoś przez te 39 lat nie doszłam
        jescze do takiego momentu,żebym się dobrze poczuła sama ze sobą a co dopiero z
        innymi ludźmi.I nie widzę wyjścia.
    • Gość: magda.gdansk Re: Jestem sama IP: *.coe.int 24.03.03, 12:01
      Pani list jest naprawde przejmujacy. Pewnie niespecjalnie to
      Pania pocieszy, ze nie jest Pani jedyna w tej sytuacji - ale
      moze choc troche? Miedzy czterdziestka a piecdziesiatka mnostwo
      kobiet jest w tej sytuacji - dzieci sie usamodzielniaja,
      malzenstwo dawno zjelczalo i nie jest zrodlem ani radosci, ani
      przyjazni, mezowie chlodni i obojetni, mlodziencze zludzenia co
      do ludzi, ich zyczliwosci czy dobroci, szlag trafil, zadnych
      nadziei na nowy zwiazek damsko-meski, i smutek i poczucie braku
      sensu zycia wyziera z kazdego kata. Nie bardzo wiem, czy i jak
      mozna sobie z tym radzic, jezeli czlowiek nie jest pelen radosci
      zycia i zywotnosci. Moze po prostu potraktowac to jaka depresje
      i ja leczyc? Pozdrawiam Pania bardzo serdecznie i zycze pogody
      ducha mimo wszystko.
    • Gość: Gosia Ja tez, ale jest na to rada.... IP: *.interpacket.net 25.03.03, 08:23
      Za to ja nie mam ani meza, ani corki....A w dodatku jestem
      krotko po rozstaniu z kims waznym, czyli tylko sobie palnac w
      leb. To byla klasyczna depresja. Teraz, dzieki Prozacowi zyje mi
      sie "neutralnie", bez szalow radosci i dolow rozpaczy. Tak, tak,
      sama poprosilam (zwyklego)lekarza o jego przepisanie. Nie bylo
      klopotow.
      A co z zainteresowaniami, hobby (pies?), praca charytatywna.
      Widac, ze czytujesz prase kobieca i piszesz listy. To tez cos.
      Jeszcze do niedawna myslalam, ze mi sie ulozy z jakims facetem.
      Teraz juz wiem, ze lepiej zajac sie czyms innym. A mam 40+.
      Pracuje, zalatwiam rozne sprawy, troche gotuje (i, kurcze,
      jem...), a wieczorem TV lub filmy i jakos leci.
      Czy ktos chce napisac? kostrzewska@un.org
    • Gość: KARI Re: Jestem sama IP: 212.244.54.* 25.03.03, 20:49
      Jestem przerażona! Ja mam dopiero 25 i czuję sie samotna jak palec, a co będzie
      za 20 lat? Ostatnio nic mnie nie cieszy, chociaż tyle "wspaniałych rzeczy
      wydarzyło sie w moim życiu: obroniłam pracę magisterską, dostałam pracę ,
      niemal bez żadnego wysiłku (w miarę dobrze płatna, ale daleka od wymarzonej),
      półtora miesiąca temu mój chłopak poprosił mnie o rękę , planujemy wesele w
      sierpniu, a we mnie nie ma odrobiny radości, nie czuję się szczęśliwa!!! Całe
      dnie czuję przygnębienie, znudzenie, każdy kolejny dzień to dla mnie męka z
      samą sobą. To trwa od niedawna, ale w żaden sposób nie mogę sobie poradzić ze
      swoimi uczuciami, nie wiem co robić! Czy to depresja?
      • doroszka Re: Jestem sama 25.03.03, 23:53
        Być może to depresja. A może wcale nie. :)
        Mnie dopadła w 23 roku życia, ale to od wieku nie zależy.
        pozdrawiam i życzę wszystkiego najlepszego - cokolwiek by się nie działo,
        zawsze ma swoje pozytywne strony :)
      • Gość: ewelina Re: Jestem sama IP: *.ipt.aol.com 04.04.03, 16:18
        Tak, tak to depresja!!! Nie zostawiaj tego losowi.Nim siegniesz
        po leki sprobuj isc do dobrego psychoterapeuty,a juz tacy sa.
        Czesto dobra psychoterapia wyciaga z czlowieka to co go dusi, a
        wtedy sam mzoe sobie w tym poradzic u juz lekow nie potrzeba
        brac. Moze nie kochasz narzeczonego, moze czujesz ,ze to nie
        ten, a przyjelas oswiadczyny wlasnie dlatego,ze czujesz sie
        jak czujesz i nie masz sily na zadne zmiany. Nie spiez sie ze
        slubem poki nie poczujesz w sobie radosci. Zycze Ci,zebys rano
        budzila sie z radoscia i chciala od rana usmiechac sie.
    • Gość: kidslayer taa... baby to jednak są mądre inaczej IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 26.03.03, 03:53
    • Gość: auroraaaaa Re: Jestem sama IP: *.crowley.pl 26.03.03, 18:14
      i bardzo dobrze!nie chcę nikogo załamywać wręcz przeciwnie...
      to najlepszy moment na refleksje nad swoim życiem,póki
      cierpienie,ból istnienia,weltschmerz nas nie dotknie, nie
      zastanawiamy się nad swoim miejscem w świecie.Dopiero w ciężkich
      chwilach zaczyna się w nas wykluwać chęć zmiany,czasem nawet
      bardzo radykalnej.I to jest świetne!Zacząć życie od nowa,krok po
      kroczku,bez względu na wiek.Zacząć spełniać swoje życzenia,nawet
      te najmniejsze jak np.zmiana fryzury czy kupno ciucha,który
      zawsze nam się podobał i nigdy nie miałyśmy odwagi go nawet
      przymierzyć a co dopiero kupić.To są oczywiście rzeczy
      zewnętrzne,ale również one odzwierciedlają nasz stosunek do
      rzeczywistości.Ja sama ostatnio ścięłam moje długie włosy i
      zafarbowałam na CZERWONO!przestałam się dręczyć czy to wypada
      (nie jestem już nastolatką)i czy będzie mi pasowało -
      zaryzykowałam i czuję się świetnie!!!Druga sprawa to zacząć żyć
      własnym życiem a nie życiem odbitym - męża,córki czy kogokolwiek
      innego.Znaleźć w życiu pasję(nawet najbardziej prozaiczną lub
      najbardziej zwariowaną dla odmiany)i cel,lub wiele małych
      celów.I wszyscy będą zadowoleni - mąż,mając szczęśliwą żonę i
      córka,mając szczęśliwą matkę.A propos syndromu pustego
      gniazda,to w naturze on nie występuje,zwierzęta mają w sobie
      naturalną mądrość i pozwalają potomstwu odchodzić bo takie jest
      właśnie życie.Połowa mniej cierpienia to nietrzymanie się
      kurczowo wszystkiego i wszystkich,pozwalanie rzeczom i ludziom
      odchodzić po to by ich miejsce zajęli inni. Życie,w którym nic
      nie płynie to śmierdzący stawik w którym stoi woda;prawdziwe,
      owocne życie to rzeka,czasem pełna wirów i rwąca,a czasem
      płynąca leniwie i niespiesznie.Po co się zamartwiać i użalać nad
      sobą jeśli życie jest takie krótkie i kruche a jedyną pewną
      rzeczą jest to, że umrzemy? Po co dokarmiać własne złe myśli
      naszą energią, na której się pasą.Czy nie lepiej grać komedię
      niż tragedię w tym teatrze?To nie są banały,to kwestia własnej
      wewnętrznej decyzji. Świetnym lekarstwem na myśli samobójcze
      jest np.wolontariat,jak się okazuje inni cierpią bardziej a my
      możemy im pomóc,póki sił nam starcza.Ostatnia rzecz,którą
      chciałam przekazać : z własnego mojego doświadczenia wiem,że
      takie przykre myśli i nastroje lęgną się b.często z nudy,więc
      radę mam na to tylko jedną: rusz kobieto kochana swoje szanowne
      cztery litery i weź SWOJE ŻYCIE w SWOJE RĘCE.Nikt i nic z
      zewnątrz tego nie zrobi za nas, choćby nie wiem co. Jesteśmy
      cudownymi istotami ludzkimi zaopatrzonymi w tzw.INTELIGENCJĘ a
      ona jest po to, byśmy potrafili sobie radzić i być(bardzo
      ważne!!!)ELASTYCZNYMI.
      Pozdrawiam i wspieram :))))))))))
      • lyche1 Re: Podoba mi się co Pani napisała :) 27.03.03, 08:19
        Trzeba z życiem brać się za bary, bo w przeciwnym razie co nam pozostaje?
        Położyć się w trumnie i czekać na śmierć. Pozdrawiam.
      • doroszka Re: Jestem sama 27.03.03, 09:44
        :))))
        Popieram w 100 proc. - myślę identycznie. Napisałaś to, co u mnie się już nie
        zmieściło, a gdyby się zmieściło, to nikt by tego nie czytał, bo strasznie
        długie byłoby. :))
        Może z jednym wyjątkiem - czasami żaden wolontariat nie pomoże na myśli
        samobójcze. One biora się często nie z nudy, ale z nierozwiązanych spraw,
        konfliktów wewnętrznych, nieujawnionych i nieprzeżytych traumatycznych uczuć.
        Do tego często potrzebna jest psychoterapia, mądry psycholog, który poprowadzi
        przez depresję albo własny psychiczny wysiłek, żeby to wszystko "przerobić" -
        ale do tego trzeba też wiedzieć, na czym polega psychoterapia.

        Wolontariat pomaga, ale nie rozwiązuje problemów. A pomaga naprawdę - ja będąc
        w depresji byłam w grupie wolontariuszy pomagających dzieciakom z domu dziecka -
        w nauce, w rozumieniu świata, w pokazywaniu wzorców (zabieraliśmy ich np. do
        naszych pełnych, funkcjonalnych rodzin - nie tak, że "do nowego domu" ale "do
        studentów"). I to naprawdę jest jakaś rada na to, żeby w tych ciężkich chwilach
        nie tracić czasu naniepotrzebne użalaniesię nad sobą.
        :))))
        Pozdr.
    • Gość: UFO Re: Jestem sama IP: *.elb.vectranet.pl / 10.2.2.* 27.03.03, 08:33
      znajdz se samca....
      • doroszka Re: Jestem sama 27.03.03, 09:46
        sam se znajdź samca, palancie... :)
    • Gość: Just Re: forum psychologiczne IP: 62.233.151.* 27.03.03, 12:27
      proponuję zaglądnąć na forum psychologia edu.pl jest super!!!
    • Gość: jaroslaw Re: Jestem sama IP: 217.153.21.* 27.03.03, 15:47
      ZYJ DNIEM DISIEJSZYM,NIE MYSL O TYM CO BYLO,ANI CO BEDZIE.CIESZ
      SIE Z TEGO CO TWOJA SILA WYZSZA DALA CI DO PRZEZYCIA TU
      ITERAZ,ZOBACZYSZ,ZE OPUSZCZA CIE WSZYSTKIE TROSKI Z PRZESZLOSI
      ANI NIE BEDZEIESZ MARTWIC SIE NA ZAPAS!SPRAWDZ TO DZIALA!!!

      JAR...
    • Gość: Kate Re: Jestem sama IP: 206.20.25.* 27.03.03, 16:17
      Moze jestes za bardzo zajeta tym aby szukac kontaktow z innymi,
      robisz wszystko aby inni cie zaakceptowal, polubili. Zapominasz
      poszukac szczescia i akceptacji w sobie, w tym co lubisz robic,
      w co wierzysz. Ciesz sie zyciem. Ciesz sie samotnoscia. Jesli
      znajdziesz ten spokoj wewnetrzny nie bedziesz musiala szukac
      szczescia na zewnarz. A wtedy moze przekonasz sie ze inni lubia
      przebywac w twoim towarzystwie.
      • daisy7 Re: Jestem sama 27.03.03, 18:49
        wydaje mi sie ze nie zauwazasz zadnych dobrych stron swojego
        zycia a z tego co piszesz to jest ich wiele masz dobrego meza,
        dziecko, chyba mozecie na siebie liczyc jako rodzina? a co maja
        zrobic ludzie którzy nie maja takiego oparcia psychicznego? ja
        niestety nie mam jak na razie szczescia do 'drugiej polowy'
        mimoze mam juz na karku 30-chę. tzn kochalam kogos kto
        okazal sie bardzo niedojrzalym czlowiekiem . w pewnym sensie
        zgadzam sie z Toba ze wsrod ludzi tez mozna odczuwac samotnosc
        bo spoleczenstwo obecnie 'stacza'sie straszliwie - wazna jest
        tylko kasa i egoistyczne podejscie do zycia a to przeciez nie
        wszystko... zycia nie da sie ani zaplanowac ani 'ulozyc' ono
        samo da nam nieraz mocno w kosc. tez obecnie czuje sie sama a
        popatzr jak trudna jest moja sytuacja ;nie radze Ci jednak
        siegac od razu po prozac moze sprobuj na razie yogi albo
        akupunktury - tylko poszukaj sprawdzonych fachowcow. no i nie
        wiem jak z Twoja samorealizacja - skoro masz juz rodzine sprobuj
        przypomniec sobie swoje hobby i je realizowac i pomysl ze
        przeciez jestes zdrowa! powodzenia.
        • doroszka Re: Jestem sama 27.03.03, 21:22
          daisy7 napisała:

          Daisy7, to niestety modelowy przykład tego, czego nie należy mówić osobie w
          depresji:


          > wydaje mi sie ze nie zauwazasz zadnych dobrych stron swojego
          > zycia

          1. wypominanie, że czegoś się nie robi, w tym wypadku nie zauważa dobrych stron
          życia. Hmm... tak to już jest w depresji, że się ich zupełnie nie zauważa. Nic
          odkrywczego, a mówienie tego osobie depresyjnej wpędza ją poprzez wzbudzanie
          poczucia winy w jeszcze gorszy stan.

          a z tego co piszesz to jest ich wiele masz dobrego meza,
          > dziecko, chyba mozecie na siebie liczyc jako rodzina? a co maja
          > zrobic ludzie którzy nie maja takiego oparcia psychicznego?

          2. mówienie: "popatrz, inni mają gorzej, a się tak nie rozczulają nad sobą".
          Efekt ten sam - zamiast pomóc, wpędza się osobę w depresji w poczucie winy.

          ja
          > niestety nie mam jak na razie szczescia do 'drugiej polowy'
          > mimoze mam juz na karku 30-chę. tzn kochalam kogos kto
          > okazal sie bardzo niedojrzalym czlowiekiem .

          3. Stawianie siebie za przykład albo sugerowanie "ja mam gorzej, a się nie
          rozczulam" - efekt jw.
          Najgorsze jest mówienie:

          > popatzr jak trudna jest moja sytuacja

          :((((((((( Grrr.... Gdy byłam w depresji nie miałam ochoty patrzeć, jaka trudna
          jest czyjaś sytuacja, bo sama miałam ochotę się otruć, tak czarno odczuwałam
          własną sytuację.


          ;nie radze Ci jednak
          > siegac od razu po prozac moze sprobuj na razie yogi albo
          > akupunktury - tylko poszukaj sprawdzonych fachowcow.

          Fakt - pomaga, na drobne obniżenie nastrojów. Jeśli jednak mamy do czynienia
          już z deprechą, na nic joga ani akupunktura. Zależy, co napradę dolega
          bohaterce wątku.

          no i nie
          > wiem jak z Twoja samorealizacja - skoro masz juz rodzine sprobuj
          > przypomniec sobie swoje hobby i je realizowac i pomysl ze
          > przeciez jestes zdrowa!

          4. W żadnym wypadku nie należy mówić osobie, u której jest podejrzenie
          depresji, że jest zdrowa. Depresja to POWAŻNA CHOROBA.
          Mówienie jej, że jest zdrowa, to lekceważenie jej stanu wewnętrznego i w ogóle
          uczuć, które u depresyjnej osoby są jedną wielką katastrofą.

          OSOBA W DEPRESJI NIE JEST ZDROWA!
          Kiedyś w "Wysokich Obcasach" nawet był mały poradniczek, jak nie należy się
          zachowywać wobec osoby w depresji. Radzę poszukać w archiwum.
          • Gość: d7 Re: Jestem sama IP: *.bphpbk.pl 28.03.03, 09:25
            byc moze masz racje doroszko - nie jestem lekarzem i nie wiem jak nalezy
            postepować z ludzmi w skrajnej depresji... wydaje mi sie jednak ze chodzenie od
            psychologa do psychologa i wywalanie kasy nie pomoze takiej osobie,zreszta
            wszystko zalezy od czlowieka kazdy reaguje inaczej. wolontariat? wystarczy
            pomyslec wtedy o tym jak bardzo przezywaja 'to' tez moje dzieci czy rodzice i
            ze jest to pewnego rodzaju koncentracja na samym sobie .
            <Jestes sama, chora i musisz sie do tego przyzwyczaic a samotnosc jest super>
            to chyba niezbyt ciekawa rada dla zdolowanej osoby. zreszta czlowiek jak wiesz
            nalezy do zwierzat stadnych.
            • doroszka Re: Jestem sama 28.03.03, 09:47
              Gość portalu: d7 napisał(a):

              > byc moze masz racje doroszko - nie jestem lekarzem i nie wiem jak nalezy
              > postepować z ludzmi w skrajnej depresji... wydaje mi sie jednak ze chodzenie
              od
              >
              > psychologa do psychologa i wywalanie kasy nie pomoze takiej osobie,z


              Jeśli się ma już depresję, to za bardzo nie ma wyjścia. Myślę, że nie doceniasz
              tej choroby, sądząc, że nie warto "wywalać kasy", żeby ją przezwyciężyć, wyjść
              z niej żywo! Znaczna częś przypadków depresji kończy się UDANYMI próbami
              samobójczymi.

              reszta
              > wszystko zalezy od czlowieka kazdy reaguje inaczej. wolontariat? wystarczy
              > pomyslec wtedy o tym jak bardzo przezywaja 'to' tez moje dzieci czy rodzice i
              > ze jest to pewnego rodzaju koncentracja na samym sobie .

              Depresja to jest TOTALNA koncentracja na samym sobie. Na czym masz sie
              koncentrować, gdy czujesz, że wszystko w tobie się zawaliło? Trzeba sobie wtedy
              poświęcić trochę czasu, a wolontariat to chwile wytchnienia od samego siebie.
              Pomaga bardzo, ale jako "drugi tor" wychodznia z depresji. Przez sam
              wolontariat jesscze niekt z depresji nie wyszedł. Potrzeba jest ogromna praca
              wewnętrzna, psychologiczna.

              > <Jestes sama, chora i musisz sie do tego przyzwyczaic a samotnosc jest supe
              > r>
              > to chyba niezbyt ciekawa rada dla zdolowanej osoby. zreszta czlowiek jak
              wiesz
              > nalezy do zwierzat stadnych.
              Hmmm... wydaje mi się, że w ogóle mnie nie zrozumiałaś.
              Mówienie o samotności to tak na przyszłość - sama napisałam, ze trudno jest to
              zrozumieć osobie w depresji - stwierdziłam to zgodnie z prawdą i celowo, bo to
              niejako zdejmuje z takiej osoby ew. poczucie winy związane z tym, że "ja się
              nie czuję dobrze w samotności". Bo to "czucie się dobrze" przychodzi już po
              wyleczonej depresji.

              A to, że skomentowałam Twoje porady - wybacz, nie mogłam zrobić inaczej. Po
              przeczytaniu ich osoba depresyjna mogłaby już tylko - w swej niedoskonałości i
              nieumiejętności radzienia sobie z niemal żadną sytuacją - iść palnąć sobie w
              łeb.
              Może jestem w tej lepszej sytuacji wyjściowej do rozumienia takich osób, bo
              sama przeszłam depresję.
              Pamiętam z tego czasu jako pomocne i "jedyne cenne" dla mnie tylko uwagi ludzi,
              którzy:
              - umieli słuchać,
              - nie stawiali mi siebie za wzór lub nie mówili "ja mam gorzej",
              - nie mówili "weź się w garść" ;)
              - cytowali krótkie fragmenty z Biblii (pomaga, choć religijna za bardzo nigdy
              nie byłam), np.: "Ja jestem drogą, światłem i życiem. Kto we mnie wierzy CHOĆBY
              I UMARŁ, żyć będzie" - depresja to jak totalna śmierć wewnętrzna, obietnica
              życia dzięki wierze w Boga, mimo depresji, to wielka siła.
              - nie bali się mojej depresji, tolerowali moje załamanie i płacz,
              - wierzyli, że z tego wyjdę, choć WIEDZIELI,że to może potrwać.

              NO i przede wszystkim: rozumiem, że cholernie trudno zrozumieć, co przeżywa
              osoba w depresji, ale trzeba próbować. Inaczej faktycznie umyjemy ręce
              twierdząc, że tylko lekarze mogą z taką osobą obchodzić się właściwie i tak,
              żeby jej nie ranić (a to bardzo łatwe).
              • tomciob Re: Jestem sama 01.04.03, 21:35
                Witam.
                Bardzo mnie poruszył Pani list w Wysokich Obcasach. Taka samotność z której nie
                widać wyjścia, żadnej drogi ani celu, jest naprawdę przerażająca i smutna
                zarazem. Mogę Pani pomóc jedynie słowem tego listu więc bardzo proszę szukać
                przede wszystkim kogoś bliskiego. Kogokolwiek komu mogła by Pani powierzyć
                choćby w słowach swoją samotność. Tym kimś powinien być Pani mąż i z nim
                powinna Pani próbować rozmawiać. Jeśli nie chce proszę szukać innych ludzi.
                Musi ktoś się znaleźć, ktoś komu na Pani zależy. Niech Pani spojrzy ilu ludzi
                poruszył Pani list. Nam na Pani zależy.
                Życząc wszystkiego dobrego pozdrawiam. Tomek B.
          • Gość: efka Re: Jestem sama IP: *.ipt.aol.com 04.04.03, 16:27
            Znakomicie to ujelas. Ludzie czesto mowia osobie ,ktora im sie
            zwirzea ze swych uczuc,ze przesadzaja, bo ...masz dobrego mez,
            dziecko,a to jak cudownie napsialas wpedza ich tylko w ogromne
            poczucie winy i pogarsza sprawe. Pozdrawiam Cie doroszko
            serdecznie, jestes bardzo madra!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka