apollonia_corleone
30.10.06, 16:21
Czesc, powiem Wam historie, jakbyscie sie zachowały na msc głównej bohaterki?
W latach dziecinstwa i szkolnych dwie wielkie przyjaciolki, na smierc i
zycie. Rozumieja sie bez slow, potrafia sie dzielic wszytskim, jedna za druga
wskoczy w ogien. IDEAŁ, nie? Mowia sobie o wszytskim, wygarniaja co zle,
pamietaja o sobie. Wspolni znajomi, zycie itd.
Nagle cos pęka, wszytsko sie pieprzy, nic nie robia zeby to naprawic.
Znajomosc umiera nawet nie wiadomo kiedy. Zapominaja o sobie na swieta,
urodziny, imieniny. Boli, gdy przychodza wspomnienia, jakas ulubiona
piosenka, czy z ksiazki wypadnie stara pocztowka z wakacji.Obie sie nie
odzywaja, od przypadku mina na miescie (mieszkajac rzut beretem od siebie).
Nagle jedna odzywa sie po latach, mowi szczerze i konkretnie. Druga nie
wierzy juz w przyjaznie, jest wyrachowana, idzie po trupach do celu-jednak
gdzies gleboko ma żal i teskni, jednak uwaza ze juz nic nie warto robic w tym
kierunku. Sa obcymi dla siebie osobami, dzis kobiety żyjące swoim światem.
Czy ta 2 dobrze robi i ma do tego prawo?