violetta30
19.11.06, 21:15
wyszlam za maz majac 18 lat 1,5 roku pozniej urodzilam synka ktory zyl tylko
3 dni poniewaz urodzil sie z wada serduszka.Dodam ze bedac w ciazy maz zaczal
popijac i po raz pierwszy bic mnie.Po smierci synka zamiast pomocy
otrzymywalam ataki szczegolnie od tesciowej ktora obwiniala mnie o smierc
dziecka,2 tyg po smierci malego maz znowu uderzyl ale juz na trzezwo.zaczelam
sie bac ludzi bo moja tesciowa zadbala o wyrobienie mi opini.Popadlam w
bardzo silna depresje.Prawie 3 lata spedzilam w lozku bralam leki ale lęki
wracaly.Po 5 latach urodzilam kochanego zdrowego synka nabralam sil do walki
i przez rok udawalo mi sie ale atmosfera wokol doprowadzila do tego ze znow
wrocila choroba znowu leczenie,lęki.Maz nazywal mnie wariatka i bil od czasu
do czasu.czesto slyszalam ze jestem nikim i tak tez sie czulam.Dzis synek ma
8 lat i dzieki niemu zyje i funkcjonuje ale ciagle musze sie leczyc poniewaz
moja psychika jest mocno skrzywiona po tych przejsciach.Maz nadal jest
klotliwy,potrafi uderzyc a ja czuje sie jak zero.chcialam odejsc zabrac synka
ale zaczal nazywac mnie wariatka i straszyc policja:(((synek to moja jedyna
radosc.ja chce zyc normalnie nie chce sie bac.Dodam ze maz odkad zachorowalam
nie znaczy dla mnie nic od 9 lat nie spimy ze soba.Nie potrafie wybaczyc mu
tego bolu i ran ktore zadawal i zadaje.Nie wiem po co ja to pisze....