deczarcik
29.12.06, 01:33
Jestem od wrzesnia na urlopie wychowaczym, mam 9 miesięczną córkę. Decyzja o
tym, że po urlopie macierzyńskim zostanę w domu była podjęta wspólnie przeze
mnie i przez mojego męża. Niestety, radość bycia w domu z dzieckiem odbiera
mi fakt bycia finansowo zależną od łaski mojego męża. Wiem, że to brzmi
absurdalnie, bo podobno - wg mojego męża - mamy wspólną kasę, ale w praktyce
funkcjonuje to tak, że mąż wydziela mi - zależnie od humoru - po 200, 300
złotych, ostatnio zaszalał i zostawił mi 600 zł ale tylko dlatego ze był
chory i nie planował wychodzenia z domu do bankomatu przez kilka najbliższych
dni...Wiem, że dla niektórych kobiet takie kwoty są i tak dużę, ale akurat
moj mąż zarabia bardzo dobrze. Z resztą nie w tym rzecz - upokarza mnie to
wydzielanie pieniędzy, jak kieszonkowe. "Przecież jak mnie poprosisz, to Ci
daję".... Prosiłam go kilka razy, że skoro mi nie ufa i nie chce, żebym miała
dostep do jego konta to trudno, nie nalegam, ale niech raz w miesiącu położy
mi jakąś sensowną kwotę, która wg niego jest "na dom", żebym mogła nią
gospodarować. Nie po to, żeby sobie zrobić tipsy i wykupić pół sklepu, ale
żeby normalnie funkcjonować, zaplanować jakiś zakup (np. sweterek dla
dziecka, może coś dla niego czy dla siebie), wiedzieć w obrębie jakiej kwoty
mogę się poruszać w danym miesiącu, żeby mieć jakieś minimalne finansowe
bezpieczeństwo. Tłumaczyłam, że teraz, kiedy nie pracuję, jestem od niego
kompletnie zależna, a w razie gdyby coś mu się przydarzyło (w marcu miał
wypadek w drodze do pracy, cudem przezył) to pozostaję z tymi 200 złotymi,
które mi łaskawie dał... Nie skutkuje, niestety. Za to już dziś pytał mnie o
mojego PITa, bo w tym roku możemy rozliczać się razem, a dla niego jest to
bardzo korzystne z racji wysokich zarobkow. Czyli zeby rozliczać sie razem to
mamy wspólną kasę, ale żebym miała jakikolwiek dostęp do jej części to już
nie....
KIlka dni temu była Gwiazdka. Kupiłam mojej niepracującej siostrze
symboliczny prezent, książkę za 30 złotych. I co?! Mój mąż miał pretensję, że
nie SKONSULTOWAŁAM Z NIM TEGO ZAKUPU, bo on mojej siostry nie lubi i nie
zyczy sobie, zebym jej coś kupiła za jego pieniądze!!!!! Z bardzo pobieżnego
rachunku wynika,ze na prezenty dla rodziców i swojego brata wydał ok. 550
złotych.
Czy z moim mężem jest coś nie tak? A może inni mężowie też się tak zachowują?
Wobec takiego traktowania naprawde chce jak najszybciej wrocic do pracy. Mam
dość upokorzen... Czy któraś z Was też miała podobne doświadczenia i może
znalazła jakieś wyjście?