Dodaj do ulubionych

Pożegnane miłości

01.01.07, 12:40
Wczoraj przeżyłam chyba najtrudniejszy dzień w moim życiu, I muszę sobie
poradzić z tymi emocjami trzymającymi mnie za gardło, zatruwającymi mi duszę.
Nie mam komu o tym opowiedzieć. Wczoraj wszyscy się bawili i cieszyli się
bliskością, mnie został tylko komputer i bezimienny Internet o czach miliona
ludzi. Może więc kiedy pokaże tym oczom moja obolałą duszę będzie mi lżej,
może poczuje się tak jakby te miliony wyciągnęły do mnie rękę żeby mnie
pocieszyć i ukoić. Muszę ten ból wyrzucić z mojej duszy bo zabije on resztki
nadziei, których tak kurczowo się teraz trzymam.

Jestem bezimienną trzydziestolatką, zabieganą, zaabsorbowaną troskami dnia
codziennego. Są nas tysiące w tym kraju. Mamy swoje małe banalne marzenia
dzięki którym życie czasem nabiera barw. Więc kiedy w końcu któreś z nich
zaczyna się spełniać zaczynamy wierzyć że nareszcie i dla nas zaświeciło
słońce.
Dlaczego utrata tego marzeni tak bardzo mnie unieszczęśliwiła? Żeby to
wytłumaczyć muszę się cofnąć 15 lat wstecz.
Był wielka szkolna miłość, pewność, ufność, wiara we własną wartość, swoje
możliwości. Wszystko się układało, była świetna praca, własna firma,
mieszkanie, stabilizacja i pewna przyszłość. Tak przynajmniej mi się
wydawało. Zdecydowaliśmy się na dziecko, wydawało mi się, ze jesteśmy
szczęśliwi. Gdy byłam w trzecim miesiącu ciąży pewnego dnia mój mężczyzna
oświadczył, że właśnie poznał cudowną blondynkę i nie wyobraża już sobie
życia ze mną. W ciągu dwóch dni się wyprowadził … i przepadł. Więcej już go
nie zobaczyłam, po tygodniu natomiast zaczęli zgłaszać się jego wierzyciele,
po miesiącu odezwał się bank, żeby wyegzekwować zwrot pożyczki, której byłam
poręczycielem. To był koszmar, ale trzymałam się dzięki mojemu synowi, który
we mnie rósł. Minęły kolejne dwa miesiące pełne walki, sprzedawania całego
majątku, zapożyczania się u rodziny i lęku o dziecko. Po dwóch miesiącach
któryś z dłużników stracił cierpliwość, postanowił mnie trochę „umotywować”
do zwrotu pieniędzy. Straciłam dziecko i już nie miałam powodu żeby walczyć.
Poddałam się. Mam za sobą dwie próby samobójcze. Moja rodzina przeżyła
piekło. Po drugiej zobaczyłam w szpitalu siedzącego przy moim łóżku ojca …
płakał, tak strasznie płakał. Obiecałam sobie wtedy, że już nigdy nie
przeżyje z mojego powodu tego samego. Powoli się pozbierałam. Ogromnym
wysiłkiem udało mi się wyjść z długów. Przeprowadziłam się do innego miasta,
kupiłam małe mieszkanko i zaczęłam żyć od nowa. Nie pytałam już Boga dlaczego
mnie tak doświadczył, prosiłam go tylko żeby pozwolił mojej duszy wyjść z
tego odrętwienia. Na początku tego roku poznałam mężczyznę. Z początku
znajomość wydawała się niepozorna, ale w pewnym momencie przerodziła się w
intensywne piękne uczucie. Znowu czułam się szczęśliwa, naprawdę szczęśliwa.
We wrześniu okazało się, że jestem w ciąży. Poczułam się wtedy tak, jakby
anioł dotkną mnie swoimi skrzydłami. Uzgodniliśmy wspólnie, że najważniejsze
jest teraz dziecko. Zamieszkaliśmy wspólnie, zaczęliśmy robić plany,
oświadczył mi się. Wszystko układało się pomyślnie … do 27 października.
Wieczorem zaczęłam krwawić, szybko pojechaliśmy do szpitala. Nic niestety nie
dało się już zrobić. Kiedy po trzech dniach wróciliśmy do domu okazało się że
kiedy mnie nie było trwała tam nieustająca impreza. 1 listopada zostałam
sama, on musiał pojechać na kolejne imieniny czy urodziny. Sama poszłam na
cmentarz zapalić dwie świeczki dla moich dzieci. Powoli próbowaliśmy wrócić
do codziennego życia. Ale z moim mężczyzną zaczęło dziać się coś złego. W
połowie listopada zmusiłam go niemal siłą do pójścia do lekarza. Diagnoza
zwaliła nas z nóg. Zakrzepowe zapalenie żył głębokich. Nie mogłam zrozumieć
dlaczego nie pozwolił położyć się szpitala. Po dwóch dniach przyznał się, że
od dwóch lat nie płaci ubezpieczenia. Jakoś musiałam się z tym uporać. Po
trzech tygodniach przyszła kolejna zła diagnoza, ciężka cukrzyca. Z tym nie
umiał już sobie poradzić. Znikną z domu na tydzień, wrócił na dwa dni. W
ogóle się do mnie nie odzywał, a jeśli ju, to tylko po to, żeby robić
awanturę. Starałam się go zrozumieć, jakoś usprawiedliwić. Płakałam po kątach
i uśmiechałam się do niego udając że wszystko będzie dobrze. Znowu znikną,
tym razem na 9 dni. Nie odbierał telefonu, nie odpowiadał na sms-y. Kiedy
wrócił oznajmił, że nie będzie ze mną rozmawiać bo jest na mnie obrażony.
Zbliżały się święta. W końcu zmusiłam go do rozmowy. Jedyne co miał mi do
powiedzenia, to że chce być sam. Nie docierały do niego żadne argumenty.
Mężczyzna, który jeszcze dwa tygodnie wcześnie twierdził, że nie wyobraża
sobie beze mnie życia, który zasypiając i budząc się wyznawał mi miłość,
który nie raz powiedział mi, że nigdy nie da mi odejść, powiedział mi nie
patrząc mi o oczy że już mnie nie chce w swoim życiu. ….. odwrócił się na
drugi bok. Nie mogłam już nic zrobić, mogłam się już tylko spakować. Czasem
próbuję jeszcze do niego zadzwonić. Nie odbiera telefonu, nie odpowiada na
sms-y. Złożyłam mu życzenia. Na żadne nie odpowiedział. Miałam nadzieję, że
chociaż wczoraj się przełamie i odpowie na życzenia noworoczne. Nadzieja już
umarła. Najgorsze jest poczucie bezradności i bezsilności, że nie można pomóc
osobie którą Se kocha, że na nic nie ma się już wpływu. Siedzę sama, u
sąsiadów na górze ciągle słychać tupot dziecięcych stópek. Myślę o moich
dzieciach i wracam w myślach do tego wrześniowego dnia gdy poczułam dotyk
skrzydeł anioła na mej duszy …. I proszę w myślach Boga by i dzisiaj dotkną
mnie anielskim błogosławieństwem. On jeden wie jak bardzo dziś tego
potrzebuję.

Wszystkiego dobrego w Nowym Roku kochani …. Życzę wam, żeby te emocje, które
mną teraz zawładnęły nigdy nie stały się waszymi. Macie wiele, bardzo wiele,
tylko czasem nie potraficie tego docenić.
Obserwuj wątek
    • meg303 Re: Pożegnane miłości 01.01.07, 12:42

    • meg303 Jutro będzie nowy dzień.... 01.01.07, 12:46
      Nowa nadzieja na poprawę losu.Wiele przeszlaś....Nawet nie wiesz jak dobrze
      rozumiem, to co czujesz.Ale człowiek to bardzo odporna istota,upada,po to aby za
      chwilę się podnieść i iśc dalej.
      Nigdy nie jest za póżno,aby zmienić swoje życie.Zyczę ci tego z całego serca.
    • askastar Re: Pożegnane miłości 01.01.07, 12:46
      w duzej czesci rozumiem Cie i Twoje emocje...mamy troszke inne
      doswiadczenia,ale podobny wiek i odczucia wlasnie.
      Pozdrawiam wirtualnie i wcale nie bezimiennie
      Trzymaj sie i wyszukaj w sobie tę odrobinke nadziei (tak jak jak to robie),ze
      moze ten rok okaze sie jednak lepszy:)
      Take care:D
    • e.kobietka Tylko dlaczego piszesz to ponownie,a nie kontynuuj 01.01.07, 13:06
      esz we wczorajszym?
      Kto nie umie docenić tego co ma w życiu?
      Przeszłaś kilka tragedii.
      Ważne jest pozytywne nastawienie, bo ono przyniesie Ci szczęście. Czarne myśli
      zawsze przyciągają nieszczęście.
      Jeśli on nie umie być z bliskimi w swojej chorobie, to jest jego wybór.
      Nic nie zrobisz na siłę. Może był nauczony, że mężczyzna nie powinien okazywać
      słabości?
      Idiotyczny stereotyp wciąż pokutujący w naszym społeczeństwie.
      Znałam kogoś młodego, kto popełnił z tego powodu samobójstwo.
      Ojciec w dzieciństwie wyśmiewał go za to, że ciągle chorował.
      A, nie był wg. niego jak prawdziwy mężczyzna.


      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16&w=54723140
    • jakub_234 Re: Pożegnane miłości 01.01.07, 13:18
      no nie powiem...chyba jest malo ludzi takich jak ty, z takim bagazem
      doswiadczen. Czytajac to cos mnie scisnelo. Wielu z nas traci cos na czym mu
      tak cholernie zalezy i najgorsze jest to, ze mamy swiadomosc tego, ze robilismy
      wszystko dla "tego" dobra. Wielu z nas nie docenia tego co mamy i powstaja
      wlasnie takie sytuacje. Czasami smutne, a niekiedy tragiczne w skutkach.
      Pocieszac cie nie mam zamiaru, bo wiem, ze na nic sie to zda. Pewnie jestes z
      osob co maja naprawde dobre serce...przygotuj sie jednak na najgorsze bo takie
      osoby musza miec twarda dupe. Dlatego ja juz przestalem sie cackac. Wiele osob
      uwaza mnie za chama, dupka, bezczelnego frajera, ktory nie oddzwania. Jednak
      miec takiego przyjaciela ja ja to skarb (i nie mowie tu bo sie chwale)...jednak
      zycie takze dalo mi pewnego kopa w dupe, wiec przestalem sie cackac z takimi
      ludzmi jak: pewne siebie osoby, cwaniaczki, osoby, ktore z gory uwazaja mnie za
      gorszego. Wobec takich ludzi jestem...hmm...ich najgorszym wrogiem.
    • miauka Re: Pożegnane miłości 01.01.07, 13:51
      Pożegnanie miłości? Nie rozumiem, co nazywasz miłością? Tych psychopatów,
      których miałaś za fajnych kolesi?

      Psychopaci nie kręcą się wokół kobiet o wysokim poczuciu własnej wartości. Z
      Twojego postu wynika, że szczęście to facet i dziecko - otóż pozwól siebie
      przekonać, że jesteś w błędzie!!! I pomimo, że straciłaś dzieci, co jest smutne
      i godne współczucia, pomyśl, że może one po prostu nie chciały przyjść na świat
      do takich ojców!

      I może przestań prosić boga, tylko zacznij żyć! Albo poproś Boginię :)
    • blue_carpet Re: Pożegnane miłości 01.01.07, 14:27
      Spójrz na to wszystko z innej strony. Życie Cię doświadcza, stajesz się coraz
      silniejsza, coraz bardziej dojrzała... Boli dlatego, bo troszczysz się o innych,
      nie o siebie. Żal Ci dzieci, żal Ci facetów, ale oni nie cierpią. Im jest
      dobrze. Więc nie myśl o przeszłości. Nikomu krzywdy nie wyrządziłaś, zostaw
      przeszłość w spokoju i tak jej nie zmienisz. Pomyśl teraz o sobie. Jestem pewna,
      że wiele wspaniałości czeka Cię jeszcze w życiu. Tego Ci z całego serca życzę:)
      Pozdrowionka
      • m_buziaczek Re: Pożegnane miłości 01.01.07, 15:50
        Witaj,
        chyba musiałam przeczytać Twój post.
        Może wiele innych osób też.
        Nie wiem dlaczego los tak okrutnie
        doświadcza dobre osoby o większej
        inteligencji emocjonalnej.
        Nie udało się, ale do Ciebie los
        też się uśmiechnie. Musi być jakaś
        równowaga w przyrodzie.
        Mężczyzna, którego kochasz, najprawdopodobniej
        sam nie może zaakceptować siebie i swojej
        choroby. Moze uważa, że życie jest do bani.
        Przypuszczam, że traktuje tak większość osób.
        Wszelkie frustracje najczęściej wyładowywuje
        się na najbliższych osobach.
        Nadejdzie taki dzień, że spotkasz na swojej
        drodze kogoś odpowiedniego.


        >>Wszystkiego dobrego w Nowym Roku kochani …. Życzę wam, żeby te emocje, które
        mną teraz zawładnęły nigdy nie stały się waszymi. Macie wiele, bardzo wiele,
        tylko czasem nie potraficie tego docenić.>>

        Podpisuje się pod Twoimi słowami.
        Życzę Tobie wszystkiego dobrego w Nowym Roku.
        Pozdrawiam Ciepło

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka