Gość: Tanatos
IP: *.acn.pl
08.04.03, 00:15
Żar lał się z bezchmurnego nieba. Ewa moczyła nogi w wartkim potoku. Nie
czuła tak bardzo gorącego słońca. Zimna woda wspaniale ochładzała jej nagie
ciało. Patrzyła na ryby pływające pod taflą wody. Wydawało się, że wystarczy
wyciągnąć rękę by je złapać. Pływały koło jej stóp. Niekiedy je obcierając i
łaskocząc. Wtedy Ewa śmiała się.
Cieszyła się życiem w tym raju stworzonym przez Boga. Cieszyła się wszystkim
co istniało, a najbardziej cieszyła się swoim mężem; Adamem. Kochała go tak
mocno jak Boga i wszystko co On stworzył. Adam kochał ją z równą siłą.
Wydawało się, że przed sobą nie mają tajemnic. Nie odczuwają wstydu. Pragną
tego samego.
Zerwał się lekki wiatr. Delikatnie pogładził nagie plecy Ewy niczym jej mąż
gładził je gdy spała. Odwróciła się by zobaczyć czy nie stoi on za nią. Lecz
za nią nie stał jej mąż tylko uskrzydlona kobieta o pięknych, jasnych
włosach opadających na jej pełną pierś.
- Jesteś aniołem- spytała Ewa bez krztyny strachu.
Kobieta uśmiechnęła się promiennie.
- Jestem Lilith- odparła podchodząc do strumyka i Ewy.
Ewie imię to nic nie mówiło. Nie wiedziała o jednej tajemnicy jakiej nie
wyjawił jej Adam. Coś ukrył przed nią. Dawno temu Lilith była jego żoną.
Pierwszą żoną. Adam nigdy nie powiedział o tym Ewie. Sam nie wiedział
dlaczego. Przecież nie chciał mieć przed nią tajemnic. Wydawało mu się, że
ją zrani opowiadając jej o Lilith. Postanowił nic nie mówić o tym wydawałoby
się zamkniętym rozdziale swojego życia.
Związek Adama i Lilith to była ciągła walka. Wiecznie się kłócili, ale i
namiętnie kochali. Chwile ciszy były piękne, ale chwile walki były bardzo
bolesne. Mimo, że ona była boską córką to jednak kochała go w ludzki sposób.
Nie przestała go kochac. Czasem patrzyła na Adama i Ewę. Jak całowali się,
obejmowali, kochali. Czuła nieopisaną zazdrość i wściekłość. Nienawidziła go
i kochała. Ją tylko nienawidziła.
Gdy Bóg zobaczył jak Adam męczy się z tą boską istotą stworzył inną boską
istotę, lecz bardziej ludzką; Ewę, a w sercu Adama od razu zakiełkowała
miłość do niej. Prawdziwa miłość od pierwszego wejrzenia. Z Ewą było
inaczej. Wieczny spokój. Prawdziwy święty spokój, którego tak potrzebował.
Ona zapewniała mu pewność miłości.
Lilith widząc doskonałe dzieło Boga uniosła się w powietrze i odleciała na
pustynię, gdzie stała się demonem. Przez całe dnie robiła wyrzuty Bogu i
wyklinała Go w swej czystej nienawiści.
- Ewo, czy chciałbyś znać przyszłość- spytała dotykając czule jej nagiego
ramienia.
Kobieta zdziwiła się tym pytaniem. Nie wiedziała o co chodzi tej skrzydlatej
postaci.
- Dlaczego mnie o to pytasz- rzekła.
- Chcesz znać przyszłość ludzkości.
Ewa zastanawiała się chwilę, a z każdą sekundą jej ciekawość wzrastała.
Coraz bardziej i bardziej.
- Dobrze- powiedziała do Lilith.
Wnet po tych słowach Ewa zapadła w ciemność. Zobaczyła wszystko co czekało
ludzkość. Lilith pokazała jej zabójstwa, wojny, głód, choroby, wściekłość,
gniew ludzką, podporządkowanie. W jednej chwili wszystkie te obrazy
przepłynęły przez głowę Ewy niczym powódź niszcząca wszystko co napotka.
Zniszczyła jej niewinność i wiarę w świetlaną przyszłość.
- To jest ludzkie życie-powiedziała Lilith śmiejąc się w duszy.- Nie warte
niczego. Będą się mnożyć i cierpieć. Mnożyć i zabijać.
Ewa nie potrafiła temu zaprzeczyć. Nie wiedziała co myśleć. Wiedziała tylko
tyle, że to co zobaczyła było złem. Strasznym złem, które miało ogarnąć
świat wraz z człowiekiem. W jej oczach po raz pierwszy w życiu zaczaił się
strach. Tak bardzo piekły ją jej myśli. Przez chwilę poczuła jakby w jej
głowie coś się spalało.
- Zastanów się nad tym- powiedziała Lilith odchodząc.
Ewa kiedy wróciła do swojego domu wiedziała już co robić. Kiedy Adam chciał
się z nią kochać ona odmawiała. Mimo swojej całej miłości do niego
odmawiała. Tak było każdej nocy. Mąż nie poznawał jej. Widział w niej
zmianę. Widział coś czego nie rozumiał; cierpienie.
Teraz kiedy zasypiał śnił o Lilith. Coraz częściej ją wspominał. Nadal
kochał swoją żonę, lecz śnił o namiętności Lilith. Wiedział, że jej
ewentualne przybycie nie uczyniłoby go szczęśliwym. Pamiętał dobrze co mu
obiecała odchodząc. Powiedziała zapalczywie „twój ród wyginie”.
Adam i Ewa nie kochali się już od dawna. Fizyczność ich związku przestała
istnieć. Adam już nawet nie pytał jej dlaczego. Lecz nastał dzień kiedy w
mężu zaczęła wzrastać złość.
- Dlaczego nie chcesz się ze mną kochać- spytał po dniach milczenia.
Gdy Ewa nic nie odpowiedziała złapał ją za przegub ręki i spytał wściekle, a
ona pierwszy raz w życiu zobaczyła go w takim stanie.
- Dlaczego nie chcesz- powtórzył.
- Bo nie chcę dać ci dzieci- odparła spokojnie.- Chcę, żeby człowiek
przestał istnieć. Nie chcę narażać moich dzieci na cierpienie.
Wtedy w Adama wstąpił gniew. Ewa wiedziała jak jej mąż pragnął mieć dzieci.
Jak bardzo tego pragnął. Chciał mieć synów. Już nawet nadał im imiona;
Kain, Abel i Set. Już ich podświadomie kochał. Myśląc o ty rzucił się na nią
i chciał wziąć gwałtem, lecz nagle coś go poraziło i padł na ziemię. Czuł
się jak sparaliżowany. Jego mięśnie zwiotczały. Nie czuł swojego ciała. Ewa
przypadła do niego. Schyliła się i spojrzała w jego półprzytomne oczy. Wtedy
usłyszeli głos Boga.
- Nie jesteś godny, ani mojej miłości, ani jej miłości. Twoja gwałtowna
natura nie ma prawa istnieć. Świat bez ciebie będzie lepszy.
- On nie chciał- powiedziała Ewa ze łzami w oczach.
- Zawsze będą tak mówić- odparł Bóg.- Zawsze będą się tłumaczyć. Już
podjąłem decyzję.
Wtedy z ciała Adama odpłynął jego nieśmiertelny duch. Bóg postanowił, że
pieczę nad światem będą miały same kobiety. Kobiety rodziły dziewczynki.
Przychodził na każdą taki czas. Nawet współcześni naukowcy nie wiedzą jak to
się dzieje. To jest jak cud. Te narodziny.
Ewa patrzyła jak z Adama odeszło życie i została sama. Potem urodziła córkę
i nie była już sama. Gdy jej córeczka dorosła powiedział do matki „Mamo
czuję jakąś pustkę”. Ewa jednak nic nie powiedziała o mężczyźnie. Zabrała
swoją tajemnicę do grobu. Od tej pory każda kobieta czuła dziwną pustkę.
Brak było pożądania, brak było zwykłej miłości. Lecz Bogu świat ten wydawał
się lepszy, czystszy. Taki jaki prawie powinien być.