lyche1
09.04.03, 21:09
Wychodzę z podziemia
Przyszli znajomi z dziećmi. W MOJEJ porze obiadowej. Na moje pytanie – czy
będą coś jedli – odpowiedzieli ze nie - bo są po obiedzie. Wytrzymałam do 8-
smej. O 8-smej podgrzałam zupę, wszyscy zjedli ze smakiem, synek mojej
koleżanki nawet z mojego talerza, córeczka wtrząchnęła ostatnią porcję
bigosu a na deser MOJE płatki śniadaniowe. Po ogołoceniu mojej lodówki
powiedzieli grzecznie dobranoc i poszli sobie. A ja sobie teraz siedzę i
gryzę paluszki (swoje) ze złości ( i głodu) I jak tu człowiek ma nie trzymać
linii ? Dobrzy znajomi zawsze Ci pomogą