Dodaj do ulubionych

Nasze babcie:)

22.01.07, 15:03
Czyli staruchy rodzinne;)
Jakie są, jakie były? Jakie miały zycie, jak je pamiętamy? Ile o nich wiemy?

Tak się składa, że 60 lat temu, właśnie 4 grudnia umarła na gruźlicę moja
babcia Bronisława. Miała 38 lat, a mój tata i jego siostry do tej pory jej nie
odżałowali.

Miała jasne oczy, faliste ciemnoblond włosy i była drobną, ale ponoć bardzo
wygadana osobą:)

Nie mam pojęcia, jakie lubiła kolory, co ją zajmowało, czy była religijna, czy
nie, czy wolała koty, czy psy itd.

Mama mojej babci, prababcia Antonina pochodziła ze szlachty i popełniła
mezalians w stylu "Nad Niemnem", wychodzac za mąż za chłopa, wprawdzie
najbogatszego we wsi, ale chłopa;) Antonina umarła przy porodzie mojej babci
Bronki i moja babcia była wychowywana przez macochę, której imienia nie znam,
a którą bardzo kochała. W opowieściach rodzinnych macocha mojej babci
występuje jako bardzo dobra postać, która zawsze pomagała, jak tylko mogła.

Babcia Bronka, podobnie jak jej mama, popełnia mezalians i wbrew woli swojego
ojca wyszła za maż za szewca, syna leśnika, a mojego dziadka:)

Mój tata jest ich najmłodszym dzieckiem, poza tym mieli jeszcze 3 starsze
córeczki, z których pierwsza, Honoria, umarła wkrótce po narodzeniu.

Babcia Bronka w trakcie wojny zajmowała się dziećmi i domem praktycznie sama,
ponieważ mojego dziadka najpierw wzięto do wojska, a potem ukrywał się przed
Niemcami, zeby nie wywieziono go na roboty, więc nie mógł pracować. Babcia
wiec sama musiała zapewnić byt nie tylko trójce małych dzieci, ale i mężowi. Z
tego, co wiem, sporej pomocy udzielała jej właśnie macocha.
Pod sam koniec wojny, babcia wracajac z aprowizacją dla rodziny natknęła sie
na żandarma, który zabrał jej nie tylko całą żywność, ale i ciężko pobił:(((
Była zima surowa zima i babcia się zaziebiła, a potem zachorowała na gruźlicę.
Po wyzwoleniu, jak sie domyślacie, był w Polce jeden wielki burdel i nie tylko
brakowało leków na gruźlicę, ale wszystkiego. Efekt był taki, że po roku
babcia umarła, niestety.

[*]

Mam po niej kilka zeskanowanych zdjęć, trochę opowieści i rubinową paterę z
kryształu, rżniętą w kwieciste wzory. I nieco genów:)
Obserwuj wątek
    • beata2802 Re: Nasze babcie:) 22.01.07, 19:14
      Zgaduję, że piszesz o linii po kądzieli?
      • iokepine Re: Nasze babcie:) 22.01.07, 21:36
        beata2802 napisała:

        > Zgaduję, że piszesz o linii po kądzieli?
        >


        Nie, obie babcie. Na razie opisałam babcię od strony taty:)
        • zyta-85 Re: Nasze babcie:) 22.01.07, 22:15
          Babcia Jasia była zawsze uśmiechniętą, wesołą, pogodną osobą. Dużo się śmiała.
          Za każdym razem gdy u niej byłam pytała się mnie:” Którą babcię bardziej kochasz?”
          A ja zawsze odpowiadałam „Babciu kocham was obie tak samo”
          Nigdy nie podnosiła na mnie głosu. Gdy coś przeskrobałam zawsze odpowiadała
          moim rodzicom że byłam bardzo grzeczna. Nie pozwoliła podnosić na mnie głosu,
          przytulała mnie wtedy mocno i osłaniała własnym ciałem. Chodziła ze mną na
          spacery, uczyła jeździć na rowerze. Opowiadała niesamowite barwne historie o
          naszej rodzinie.
          Pamiętam, że jak usłyszała jakiś kawałek rockowy w telewizji to mnie porwała do
          tańca.
          Zawsze wygrywałam albo dawała mi wygrać w warcaby. Bawiła się ze mną w berka.
          Babcia miała czasem dziwne pomysły. Bardzo chciała mieć córkę i ubierała mojego
          małego tatę w sukienki.. Pamiętam że kiedy bawiłam się z psem na dworzu to
          wylała na mnie i psa ot tak sobie kubeł zimnej wody.
          Jej dom był zjawiskowy. Kwadratowy, różowy ze szkiełkami odbijającymi promienie
          słoneczne. Obok domu też stał różowy wagon z rupieciami. Uprawiała ogródek w
          którym było wszystko. Naokoło ogrodzenia rosły drzewa śliwkowe, czereśnie lub
          poziomki. Lubiłam z nią siedzieć na powalonym drzewie w ogrodzie, na którym
          odpoczywała po pracy.
          Babcia i prababcia były dobre. W czasie wojny chowały rodzinę żydowską w domu.
    • dori7 Re: Nasze babcie:) 22.01.07, 22:24
      Mam jedna babcie po tej i jedna po tamtej stronie.

      Po tamtej stronie mam babcie ze strony ojca. Byla dzielna kobieta, niezbyt
      szczesliwa w malzenstwie z powodu charakteru, postepowania, a potem choroby
      mojego dziadka. Szybko zostala wdowa z jednym ukochanym synem - moim ojcem. Byla
      w tym synu zakochana do nieprzytomnosci i jak latwo mozna zgadnac, mojej mamie
      trudno bylo zdobyc jej akceptacje, zwlaszcza ze obie sa pod wieloma wzgledami
      modelowymi przykladami Lwic :)) Udalo sie dopiero przy dwojce wnukow - najpierw
      wymarzona wnuczka (ja), a potem wnuczek, ktory wygladal kubek w kubek jak swoj
      ojciec. Moja mama zostala nalezycie doceniona jako wspoltworczyni takich idealow
      :)) Babcia-Lwica zmarla w okresie naszego dziecinstwa, byl to bardzo smutny
      okres w zyciu rodziny, do dzis pamietam rozpacz ojca, byli niesamowicie mocno
      zwiazani... Mam po niej magiczne fioletowe korale, czarodziejski egipski
      pierscien z koralem i turkusami i dwa ukochane wspomnienia: o tym, jak godzinami
      mogla czesac mi dzieciece kosmyki i zapinac swoimi wielkimi, metalowymi klamrami
      do wlosow - obie to uwielbialysmy. I o tym, ze wolno nam bylo z bratem biegac po
      jej pokoiku z kuchnia, szalec i robic wszystko, co nam sie zywnie podobalo, a
      Babcia-Lwica patrzyla na nas z bezgraniczynm zachwytem i miloscia. Szczerze
      mowiac nie sadze, zeby ktos jeszcze potrafil mnie tak bezwarunkowo kochac i z
      radoscia i przyjmowac cala mnie, jak ona :)) Mam jej dlonie i oczywiscie tez
      jestem Lwica. Urodzilysmy sie prawie tego samego dnia.

      Po tej stronie mam wciaz (i oby jak najdluzej) Babcie-Wodnice. Dzis jest
      siwiutenka staruszka pod osiemdziesiatke, troche zmoherowiona i troche
      wystraszona. Ale wciaz ma chwile, kiedy staje sie dawna zwariowana Wodnica,
      ktora w wieku 17 lat uciekla z domu i z ciasnej rodzinnej wsi wyjechala do
      obcego miasta, tam poradzila sobie, nauczyla sie zawodu (krawcowa) i znalazla
      prace. Tez nie miala latwego zycia, chory maz, trzy corki, w domu bieda
      piszczala, a ona starala sie, jak mogla. Takze o to, zeby z jakichs skrawkow
      poszyc trzem corkom ladne ubrania - sama byla bardzo elegancka i piekna kobieta,
      z ciemnymi oczami i wlosami, o urodzie wloskiej gwiazdy filmowej. Najcenniejsze,
      co mam od Babci-Wodnicy, to opowiesci - Babcia-Wodnica czasami bowiem, uproszona
      przez dwie starsze wnuczki, czyli moja siostre cioteczna i mnie, zamieniala sie
      w Staruche :)) Zamykalysmy sie razem w pokoju i prosilysmy: babciu, opowiedz
      cos! I Babcia-Wodnica opowiadala najrozniejsze herstorie z zycia rodziny.
      Niektore byly naprawde straszne lub obrzydliwe, niejeden by sie zgorszyl, ze
      takimi karmi sie dwunastolatki, ale nieslusznie - nawet to bylo piekne i
      wyjatkowe, bo mialysmy poczucie, ze dostajemy kawalek czegos naprawde waznego i
      dostepujemy zaszczytu zaufania i wtajemniczenia :))

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka