diabel_wcielony
02.02.07, 15:12
Pomóżcie, nie wiem jak jej to wyperswadować!
Oboje mamy po 29 lat, znamy się od 11, a od 7 jesteśmy razem. Ona teraz robi
wielką karierę zawodową. Trzy razy już awansowała (w ciągu 5 lat). Jest na
kierowniczym stanowisku, spełnia się. Cieszę się z tego bardzo, w końcu jest
szczęśliwa. W naszym związku nigdy nie było większych awantur, zadrad (tfu!)
ani nic w tym stylu. No może kilka razy do roku się kłócimy o "skarpetki na
podłodze". Jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi, a jednocześnie kochankami.
Wszyscy wiedzą, że jesteśmy parą idealną. No prawie...
Ale nie o tym. Kilka dni temu moja narzeczona dowiedziała się, że jest w ciąży
(6 tydzień). Zawsze się zabezpieczaliśmy (ona nie brała hormonów, bo źle
wpływało to na jej zdrowie). Używaliśmy prezerwatyw, globulek i środków
plemnikobójczych. Te metody nas nie zawiodły przez prawie 7 lat. Dopiero
teraz. To typowa wpadka.
Niestety moja narzeczona jak się o tym dowiedziała, zaczęła płakać, krzyczeć,
wściekać się i w ogóle dostała furii. Byłem przerażony. Myślałem, że chce mieć
ze mną dzieci. Ja tego bardzo pragnę, choć też pracuję, zawsze marzyłem o
rodzinie. Jesteśmy narzeczeństwem od 2 lat. Nie mamy ślubu - odkąd jesteśmy
narzeczeństwem w sumie nic się nie zmieniło. Ja nie muszę stawać przed ślubnym
kobiercem, jej też tego nie trzeba. I tak wszyscy mówią, że jesteśmy jak stare
dobre małżeństwo. Mieliśmy wziąć ślub za 2-3 lata, a potem postarać się o
dziecko. Ona mówi: "Niestety", a ja mówię: "To cudownie."
Dziś mi powiedziała, że rozmawiała już z lekarzem, który podejmie się zabiegu.
Od kilku godzin rozmawialiśmy, próbowałem ją przkonać. Jest w tak dobrej
sytuacji w pracy, że na pewno po porodzie do niej wróci. Jednak ona ma swoje
inne argumenty. Że tego "nie czuje", że za wcześnie, że dzieci są super, ale
nie teraz, że bardzo mnie kocha i chce założyć ze mną rodzinę, ale na razie
spełnia się w pracy i nie chce z tego rezygnować. No i milion innych. Nie mogę
jej przegadać.
Jak usłyszałem, że będę tatą, wszystko zmieniło się o 180%, jestem szczęśliwy
i już nie mogę się doczekać. Jednak nie sądziłem, że moja żona jest aż tak
temu przeciwna. Bardzo mnie to zabolało, rozmawialiśmy o tym długo, niestety
ja już nie mam argumentów, żeby ją przekonywać.
Pomóżcie! Chcę, aby moja anrzeczona urodziła i żebyśmy zostali rodziną, chcę
dla nich jak najlepiej, nie mamy problemów finansowych, mieszkamy razem w
świetnej dzielnicy w centrum miasta, ona ma blisko do pracy, mogłaby nawet
zostawiać maluszka z opiekunką i przyjeżdżać je nakarmić, jest kierowniczką
pewnego działu, nikt nie miałby jej tego za złe, a na dodatek jej szefowa od
niedawna się z nami zaprzyjaźniła, żadnych problemów.
Jak jej wytłumaczyć, że decyzja o aborcji jest zła? Proszę o pomoc.