farsa
15.04.03, 15:04
zbieram wszystkie wątki twórcze i zapraszam do zabawy:
Niewinne
- Posuń się, krowo - szepnęła dość głośno Pandora, na tyle głośno, że
koleś ze skrzydłami przytroczonymi do pęcin obejrzał się ostentacyjnie.
Kelner również spojrzał zaniepokojony. Właśnie podał damom dwie szkockie z
lodem i bez.
- O co ci chodzi? Przecież to ty zajmujesz większą część tego siedziska! -
oburzyła się Ewa Rajska. - Cholera jasna, idź na siłownie albo na basen,
tyłek ci zeszczupleje. Przestaniesz się na mnie wydzierać. Od dwustu lat
wciąż to samo "Posuń się, krowo! Posuń się krowo!". Co ja mam współnego z
krową? - odszeptała Pandorze Ewa.
- Wiesz, że znowu masz pryszcze? - wysyczała Pandora spoglądając na swoją
aksamitną twarz w lusterko puderniczki. Kątem oka obserwowała kolesia ze
skrzydełkami przytroczonymi do pęcin. Kogoś jej przypominał, ale nie
wiedziała, kogo.
Ostatnio piła za dużo kawy. Mocnej kawy. Ziarnistej. Brazylisjskiej. Piła
ją rano i wieczorem. Czasem po drzemce w południe.
Od kawy traciła pamięć, choć odzyskiwała niewątpliwy wigor.
Prometeusz, biedak ze świńską wątrobą, nie mógł jej towarzyszyć w
kawowych celebracjach. Kiedy Zeus uwolnił go od kary wysyłąjąc sępy w inne
rejony wewnętznych organów ludzkości, Prometeuszowi transpalntowano
wątrobę w
kilnice nowojorskiej. Doktor Benton spisał się doskonale. Wszył
Prometeuszowi
wątrobę świni. Wymienił przy okazji nadszarpniętą dziobem sępa śledzionę.
Przy wypisie mrocznym, jazzowym głosem człowieka, który nigdy nie kończy
ostrego dyżuru, wysapał:
- Dieta. Żadnych słodyczy. Żadnych trunków. Żadnych kaw i mocnych herbat.
Chyba rozumiesz.
- Rozumiem - odpowiedział Prometeusz i podrapał się po gojącach się
szwach.
Dlatego Pandora sama piła kawę.
Piła ją sama również dlatego, że Prometeusz po wyjściu ze szpitala,
zamordował jej męża - Epimeteusza. Normalnie. Siekierką w głowę. Tak
załatwiano podobne sprawy w wyższych sferach, w okolicach Olimpu. A
ponieważ
tępak Epimeteusz nie płacił trzeciego filaru, nie dostał pozwolenia na
przedłużenie życia o kolejnych osiemdziesiąt dziewięć lat, więc szczezł,
umarł, poszedł na bezpowrotną wycieczkę do Hadesu pocieszać Eurydykę,
która
też zwinęła się tam dość prędko.
Epimeteusza męża nie miała, a z Prometeuszem szwagrem nie utrzymywała
kontaktów. Podły facecik po opreacji. Na pewno nie postawiłaby mu kawy. A
gdyby miała mu ją postawić, wybrałaby jego łysą czaszkę.
- A teraz pobawimy się w balansa. Kawa na głowie, a ty w lewo i w prawo.
Balanskowanko między "utrzymam" a "wyleję" i "przepraszam, ale to
oparzenie
trzeciego stopnia" - śmiałaby się Pandora patrząc na ekwilibrystykę
Prometeusza.
Ale Promteuszek głupi nie był. Od dawna siedział w Klubie Związków
Twórczych w Delfach i pisał swoją nową powieść. "Wątroba kobietą mojego
życia".
Pandora nie zamierzała kupować tego dzieła.
- O co mi chodzi? Chodzi mi o to, że nowu masz pryszcze? Dlaczego nie
dbasz o siebie? Wyglądasz coraz gorzej... Na Zeusa, jak krowa ze stajni
Augiasza...- odpowiedziała Pandora Ewie Rajskiej.
- Okrutna jesteś - oczy Ewy zaszkliły się. - Przecież wiesz, że wdowy nie
muszą dbać o siebie. Ja już nie szukam męża. Tylko dla ciebie złożyłam
ofertę
w biurze matrymonialnym. Same kłopoty... - zaszlochała Ewa Rajska.
- Nie przejmuj się, sama sobie jesteś winna. Pryszcze na nosie, pryszcze
na czole... śmierć Adasia Rajskiego... Kiedy analizuję twoją historię,
wiem,
że zostałaś skazana na pryszcze. Wiesz... nie powinnać była wyrzucać
jabłka
po skosztowaniu. Należało wysmarować twarz skórką jabłkową. Świetnie
działa
na cerę, nie wiedziałaś?
- A żabia skórka na lepszą pamięć? Dlaczego nie złapałaś tych paskudztw,
które wypuściłaś na świat i nie ugotowałaś gulaszu z wężowych oczu, z
jaszczurzych ogonów, z żabich języków i pchlich wątróbek...
- Wątróbek... - wzdreszczyła się Pandora. - Ohyda... Wątróbki gotowałam
zbyt długo. Miałam układ z sępem Prometeusza. Głupi Epimeteusz nie
wiedział,
co je na obiad... Ale tylko dzięki temu układowi przeżyliśmy, a ja
zachowałam
dobrą pamięć... Nie znasz tego kolesia? - zapytała Pandora zerkając na
skrzydlatopęcinowego.
- A skąd? To przecież z twojej firmy. Skrzydła u nóg... Ja znam facetów
ze skrzydłami u ramion. Był w raju taki jeden... - rozmarzyła się Ewa
przygryzając wargi, spoglądając w lusterko puderniczkowe Pandory i
wyciskając
sobie okazałego pryszcza z południowo-wschodniej części brody. Obrodziły w
tamtych rejonach.
- ... taki jeden, o najbardziej aksamitnych piórach i najzgrabnieszym w
raju tyłku... Zapomnij kobieto. Wyglądasz tak, że nawet śmierć o tobie
zapomniała - zaśmiała się Pandora.
- Jeśli ona ma słabą pamięć, musisz być jej wcieleniem - odparowała Ewa
Rajska.
Tymczasem skrzydlatopęcionowy podniósł się ociężale, otrzepał kurz z
kurzych skrzydełek przytroczonych do zgrabnych nóg, świetnie umięśnionych,
mocnych jak greckie posągi.
Dopił do końca anyżówkę, chunął trzy razy i podszedł do stolika kobiet.
- Pani Pandora? Pani Ewa Rajska? - Ewa uniosła wzrok znad puderniczki.
Pandora uważnie przyglądała się gościowi. Pamiętała ten błysk oczu i
zapach,
wstrętny zapach mocnego potu.
- Tak.
- Bóg i Zeus mają nowy pakt o nieagresji. Jestem Mściecielem. Wy
sprowadziłyście na świat zło i choroby.
Kobiety spojrzały na siebie. Już dawno ustaliły, że obie były winne w
połowie. Każda z nich odpowiadała za zło w innej części świata. A ponieważ
zło było nierozerwalną, integralna częścią świata, nie wyobrażały sobie
życia
bez niego. Bez pryszczy również.
- Aha - przytaknęła Ewa . - Ale dlaczego tak śmierdzisz?
Skrzydlatopęcinowy powąchał się pod pachami.
- Żartujesz. To Hugo Boss - powiedział wciągając głeboko swoją woń.
- Ach, Hugo Boss. Jak miło. Ta z pryszczami to Ewa. Ja jestem Pandora -
uśmiechnęła się promiennie.
Hugo Boss spojrzał na kobiety. Miał je załatwić. Siekierką w głowę. Bóg i
Zeus uradzili, że zło należy zniszczyć u źródła. A źródła były dwa: Ewa i
Pandora. / farsa
Przy stoliku zapanowala chwila milczenia. Obie mierzyly Hugo Bossa pozadliwym
spojrzeniem. Ewa Rajska przetluszczona grzywka z odrostami przykrywala
sobie
pryszcze na czole a Pandora prezyla swoje smukle cialo w ostatnich
promieniach
zachodzacego Slonca. Hugo tymczasem rozmyslal nad realizacja zlecenia.
Niby w
umowie nie bylo napisane jak ma to wykonac, jednak byla sugestia zeby
siekierka. Ale powtarzac scenariusze napisane przez jakiegos
Raskolnikowa? To
nie dla profesjonalisty. A Hugo byl profesjonalista.
- Ta Pandora - myslal sobie - pojdzie szybko. Kwiatki, czekoladki,
zabeltam jej
blekit w glowie i zabiore na romantyczny weekend na Krete. W koncu
Labirynt po
Minotaurze jeszcze istnieje. Ale gorzej bedzie z ta druga. Niby taka
zwyczajna,
naiwna ale cos mi z nia nie gra. Kazda inna by sie na jej miejscu dawno
stoczyla a ta twardo trwa. Na nia trzeba jakiegos innego sposobu.
Milczenie przerwal szczebiocik Ewy Rajskiej.
- Panie Hugo - ja jakbym pana skads znala - czy juz sie kiedys nie
spotkalismy?
- Niewykluczone droga pani - czy to nie o pania chodzilo w Wojnie
Trojanskiej?
- Hihihihihi - zaterkotala zlosliwie Pandora. - Cos sie panu pomylilo,
mogl pan
ja skojarzyc z Wojna bo ona byla sasiadka tej Kasandry, no wie pan
ktorej, tej
co ja potem zabrali, no wie pan gdzie.
Ewa Rajska skulila sie w sobie ale spod przetluszczonej grzywki rzucila
Pandorze ostre spojrzenie: - Kochanie, ja tam bylam tylko w
o