Dodaj do ulubionych

wracanie do siebie

04.03.07, 17:55
rozstaliśmy sie prawie dwa miesiace temu, dopiero od jakiś dwoch tygodni nie
drzemy sie na siebie i rozmawiamy jak normalni ludzie, nie widzielismy sie
prawie miesiac.
czesto gadamy, przez telefon, gg, smsy... znamy swoje plany, wiemy co sie u
nas dzieje.
on podjal decyzje o zerwaniu dawno temu i powiedzial mi o niej dopiero wtedy
gdy postanowil wcielic ja w zycie.
teraz mowi ze nie wie co dalej, nie skresla mnie ale i nic nie obecuje.
ja go kocham dopiero trzeci dzien nie placze (bo to byl meksyk co ja robilam
z zalu...)
chce z nim byc mimo tego co bylo

co mam zrobic - mowic mu o tym czy czekac i byc moze juz nigdy nie doczekac
sie az on do mnie wroci? pokazywac mu ze robie wszystko zeby bylo jak kiedys?

nie umiem ulozyc sobie zycia, czas mi sie dluzy, jest mi zle i przykro.
nie wiem czy to wazne - poprawe w zachowaniu zauwazylam w momecie gdy
powiedzialam mu ze male kroczki tez sa wazne, ze po nitce do klebka.
tylko ze on mowi ze teraz jest mu wygodnie ale nie wie co bedzie i czego chce
mowi ze znudzila mu sie sytuacja - dlugo bylismy razem, nagle bum milion
problemow jego i moich i koniec nas

nie wazne ile bym sobie nie wmawiala nadal mam nadziej

pomozcie
Obserwuj wątek
    • ygra Wracasz dluzsza droga. 04.03.07, 18:08
      Daj sobie czas do wiosny. Bol sie stepi i minie.
      Powodzenia.
    • madziuuunia Re: wracanie do siebie 04.03.07, 18:20
      jestem w identycznej sytuacji jak Ty... MOj facet zerwal ze mna jakeis 1,5
      miesiaca temu. Powodem byly czeste klotnie, az wkoncu stwierdzil ze nie wie co
      czuje, ze ma metlik w gloiwe, nie wie czego chce itd. Ostatnio tez zaczelismy
      soe odzywac normalnie do siebie. On pisze bardzo duzo smswo, rozmowy na gg tez
      sa abrdzo sympatyczne. gdy rozmiwamy o nas to mowi ze jeszcze o mnie nie
      zpaomnial i mnie nie skresla ( tak jak twoj) ze ma przeblyski wspomnien i uczuc.
      Czuje to samo co Ty, starsznie hcce worcic do niego i kompletnie nie wiem co
      robic. Roznica miedzy mna a Toba polega chyba na tym ze ja nie mam juz innego
      wyjscia jak czekac bo wspominalam o powrocie a on pwoeidzial ze potrzebuje czasu
      zeby zastanowic sie czego chce i co czuje. Tobie proponuje to samo...Mam
      nadzieje ze worcicie do siebie i bedziesz szczesliwa;) Wiem co pzrezywasz i co
      juz pzrezylas.....na szczescie mozemy sie pocieszac ze kiedys bedzie dorbze;):)
      pzodrowionka dla Ciebie;) czekaj na niego, zobaczymy moze sie cos rozwinie... ja
      tez bede czekac... do bolu:) taka juz jestem:)
    • annna84 Re: wracanie do siebie 04.03.07, 18:22
      Rozumiem Cię, bo mam podobną sytuację. Z doświadczenia Ci powiem, że
      najważniejsze to NIE NARZUCAĆ SIĘ bo to przynosi odwrotny skutek. Przez długi
      czas ciągle do niego pisałam, poniżałam się;/ Wiedziałam, że źle robię, ale nie
      umiałam przestać;/ Jeśli więc chcesz żeby coś jeszcze było to nie pokazuj mu
      ciągle, że chcesz jego powrotu. Daj mu do zrozumienia, że masz swoje życie i
      Twój świat nie kończy się na nim, postaraj się wzbudzić w nim zazdrość. Jeśli
      coś do Ciebie czuje to może go to ruszy.
      • konfliktowa Klotliwe kobiety. 04.03.07, 18:24
        Po cholere sie ciagle klocicie a pozniej placzecie?
        • mamab26 Re: Klotliwe kobiety. 04.03.07, 19:04
          Najlepsze wyjście z tej sytuacji ,to odpuścić.
          Narzucanie się ,sms-y i rozmowy NIC nie dadzą...
          On będzie się czuł osaczony i tylko go do siebie zniechęcisz.
          Musisz poprostu pokazać mu ,że Twój świat nie kręci się wokół niego.Umawiaj się
          ze znajomymi ,wychodź na imprezki ,poznawaj nowych ludzi. Będziesz miała mniej
          czasu na rozmyślania.
          Jeśli już będziecie rozmawiać ,to choćbyś czuła się najpodlej na świecie ,nie
          daj mu tego po sobie poznać.Szeroki uśmiech na twarz ,mów ,że wszystko u Ciebie
          ok a nawet super.
          Jednocześnie trzymaj go na dystans i żadnego spoufalania.
          Wiem ,że może to być dla Ciebie trudne ,ale uwierz ,że naprawdę najgorsze co
          możesz robić w tej sytuacji ,to dać mu do zrozumienia ,że niczego bardziej nie
          pragniesz ,niż tego ,żebyście znowu byli razem.
          Niech zobaczy ,że masz swoje życie i nie bedziesz płakać za nim latami.
          Ogranicz kontakty do minimum.Nie dzwoń ,nie pisz ,nie namawiaj do spotkania.
          Nie wiem czy macie dużo wspólnych znajomych.Jeśli tak to na pewno doniosą mu co
          u Ciebie.I tylko od Ciebie zależy ,jakie wieści do niego dotrą.Więc postaraj
          się może wzbudzić w nim zazdrość.Na przykład zacznij się z kimś innym
          spotykać...
          Jeśli coś do Ciebie czuje ,to nie będziesz musiała długo czekać na jego reakcję.
          I przybiegnie do Ciebie szybciej ,niż myślisz...

          Nie piszę tego tak czysto teoretycznie ,bo kilka lat temu byłam w podobnej
          sytuacji...
          Im bardziej naciskałam ,to on dalej się ode mnie odsuwał.Naprawdę myslałam
          wtedy ,że to już koniec.Że niemożliwe jest ,abyśmy znowu byli razem.
          Bardzo dużo mnie kosztowało ,by zmienić swoje podejście do niego.
          Az przyszedł dzień ,że coś we mnie pękło.Postanowiłam robić dokładnie tak ,jak
          napisałam powyżej.
          Traktowałam go jak dalekiego znajomego.Gdy spotkaliśmy się przypadkiem na
          mieście i zaproponował kawkę ,odmówiłam.
          Gdy dzwonił ,mówiłam ,że nie mogę rozmawiać ,bo jestem umówiona i właśnie
          wychodzę.
          Byłam uprzejma ,ale nic poza tym.
          Choć w głębi duszy najbardziej pragnęłam ,aby mnie przytulił i powiedział ,że
          już będzie dobrze.

          Na efekty nie trzeba było długo czekać.
          Oświadczył mi się , a potem ....
          ....ale to już inny temat :)))

          Dziś jesteśmy 6 lat po ślubie i jedyne ,czego żałuję w swoim życiu ,to tego ,że
          wcześniej mogłam zacząć go "olewać"...
          • mamab26 Re: Klotliwe kobiety. 04.03.07, 19:08
            Aha-jeszcze jedno.
            Pisałaś ,że często rozmawiacie.
            Najlepiej nie rozmawiaj z nim wcale ,niech nie wie co u Ciebie ,bo tak jak jest
            na bierząco ,to nawet nie ma czasu do Ciebie zatęsknić...
            Ja tak zrobiłam.Fason trzymałam nawet przy znajomych ,żeby nie dowiedział
            sie ,że nadal go kocham.
            Do niego docierało tylko to ,co chciałam.Czyli ,że wszystko ok :P
          • annna84 Re: Klotliwe kobiety. 04.03.07, 19:28
            mamab26 poprawiłaś mi humor:) co prawda u mnie pewnie nie skończy się happy
            endem, ale przynajmniej mogę mieć nadzieję ;) Postanowiłam sobie, że odezwę się
            do niego dopiero w Święta żeby złożyć życzenia, a wcześniej choćbym umierała z
            tesknoty to się nie odezwę. Tylko ze wzbudzeniem zazdrości itp. może być
            problem bo on mieszka w innym mieście więc się raczej nie dowie;/ Chyba, że z
            opisu na gg;)
            • mamab26 Re: Klotliwe kobiety. 04.03.07, 19:33
              Wiesz ,nawet jak nie wyjdzie nic z tego ,to dla Ciebie takie ochłodzenie
              kontaktów i tak będzie lepsze ,niż ciągłe zastanawianie się ,co on miał na
              myśli mówić to ,czy owo...
              Pozdrawiam
              • hangingout Re: Klotliwe kobiety. 17.03.07, 12:09
                Do Mamby
                Wiesz, ja mialam pare takich sytuacji - nigdy zaden nie wrocil.
                Teraz (o zgrozo) znow to samo. I chyba niestety tez nie wroci.
                A ja mam juz 28 lat... Przezywanie kolejnego rozejscia jest na prawde
                extremalnie ciezkie.
                • akkknes Re: Klotliwe kobiety. 17.03.07, 13:59
                  prosze cie, nie mow tak - bo strace ta iskierke nadziei na lepsze jutro...
                  • hangingout Re: Klotliwe kobiety. 18.03.07, 13:23
                    Hejka akkness - wiem, ze to jest ostatnia rzecz, jaka chcialabys uslyszec pewnie
                    ale jest jakies przyslowie - ze jesli cos kochasz - pozwol mu odejsc - jesli
                    wroci, na zawsze juz bedzie twoje, jak nie - nigdy do ciebie nie nalezalo.

                    Ja z paskudnie wrednym bolem pozwolilam odejsc pare razy - nie wrocilo:(.
                    Teraz zwyczajnie nie umiem sie przemoc (bo znowu nie wroci??).

                    Nie mam nic lepszego Ci do powiedzenia (no poza tym, ze jakos nie znam zadnej
                    osoby, ktora chciala zwiazku i jej nie wszyslo - wychodzilo, tylko, ze niektorym
                    pechowcom to duuuzo czasu zajelo)

                    glowa do gory - na pewno bedzie dobrze ;-))
                    • akkknes Re: Klotliwe kobiety. 18.03.07, 13:57
                      wiesz co, ja marze naprawde marze tylko o jednym - zeby ten koszmar sie juz
                      skonczyl. obojetnie jak, ale niech sie skonczy - bedzie to sto razy latwiejsze
                      niz to co jest teraz :(((
          • mariuszbednarczyk Re: Klotliwe kobiety. 13.03.07, 11:02
            ile czasu czekałaś na efekty? Tzn. ile czasu minęło od momentu jak coś w Tobie
            pękło do momentu jak się zreflektował, że zaczyna Cię tracić?
      • mariuszbednarczyk Re: wracanie do siebie 05.03.07, 13:37
        Czy dotyczy to również zachowania wobec kobiet? też nie mam pokazywać, że mi
        zależy? Wzbudzać w niej zazdrość? Nie odzywać się? Wywołać aby tęskniła? Chodzi
        mi o to czy to może na nią zadziałać tak jak piszecie o nie narzucaniu się
        i "olewaniu" facetów.
        • annna84 Re: wracanie do siebie 05.03.07, 13:41
          Oczywiście, że tak, pod warunkiem, że kobieta coś do Ciebie czuje.
          • mariuszbednarczyk Re: wracanie do siebie 05.03.07, 15:36
            zbliża się dzień kobiet. I mam kłopot. Wydaje mi się, że nie powinienem odzywać
            się w tym dniu z życzeniami w jakiejkolwiek formie. Piszecie żeby "olewać".
            Więc jak "olewać" to do końca chyba. Jak sądzicie?
            • annna84 Re: wracanie do siebie 05.03.07, 18:22
              "Więc jak "olewać" to do końca chyba."

              Nie. Mówimy o tym żeby się nie narzucać. Składanie życzeń z różnych okazji jest
              jak najbardziej wskazane. Przynajmniej ja tak uważam.
              • mamab26 Re: wracanie do siebie 05.03.07, 23:08
                Ja zaś myślę ,że "olewać" do końca ,na całej linii.
                Tylko wtedy przynosi efekt :P
                Przynajmniej w moim przypadku :)
      • papierowa.szklanka Re: wracanie do siebie 13.05.08, 18:53

    • helikopter2 Re: wracanie do siebie 04.03.07, 19:08
      Zwiazek to nie tylko milosc. Chlopak byl nie uczciwy w stosunku do Ciebie,
      rozwazal zerwanie, ale nigdy o tym nie wspominal. Prawda jest taka, ze gdyby mu
      zalezalo od razu by sygnalizowal problem. A nie jedno boom koniec i basta.
      Troche dziwne. nigdy nie rozwazalabym zerwania, a dopiero po podjeciu decyzji
      zerwala tak z dnia na dzien. To po prostu nie byloby uczciwe wobec partnera
      • at0mic Re: wracanie do siebie 04.03.07, 19:20
        Dzizas, naprawde nie wiem jak mozecie sie tak publicznie ponizac ... Naprawde
        nie widzicie, ze jestescie zabawkami w rekach tych facetow ? "Dwoma zdaniami w
        ich ksiedze zycia" ( Jak mozna powiedziec bliskiej osobie, ze sie jej JESZCZE
        nie skresla ??? ).Ech, wiecej szacunku dla siebie ludzie. Swiat bez tej jedynej
        , wydawaloby sie, osoby, nie jest taki straszny...
        • ten.typ.tak.ma Re: wracanie do siebie 04.03.07, 19:24
          używaś świeczki, ręki czy wibratora?
          • at0mic Re: wracanie do siebie 04.03.07, 19:31
            Nie uzywas swieczki, reki ani wibratora ;]
            • ten.typ.tak.ma Re: wracanie do siebie 04.03.07, 19:53
              dzisius, a co używaś?
              • at0mic Re: wracanie do siebie 04.03.07, 20:27
                Nie do konca mnie zrozumiales pewnie. Napisz o co Ci chodzi bo jam prosty czlek
                jest ;]
                • ten.typ.tak.ma Re: wracanie do siebie 04.03.07, 20:39
                  Myślałem że jesteś kobietą i zastanawiałem się jak sobie radę dajesz bez tej
                  drugiej płci by zaspokoić potrzeby seksualne..
                  • at0mic Re: wracanie do siebie 04.03.07, 21:32
                    Nijak sie to ma do tresci posta, ale jesli to zaspokoi Twoja ciekawosc to....
                    reka !!! (sic!)
        • akkknes Re: wracanie do siebie 05.03.07, 10:51
          ja sie ponizalam przez 1,5miesiaca!! prosilam blagalam plakalam a on jak
          skala... nagle nowe kolezanki - i tego sie boje ze on ma oko na ta nowa
          kolezanke a mnie nie skresla gdyby z nia mu nie wyszlo...
          ja do niego staram sie nie dzwonic, on sam dzwoni... dopiero teraz rozmawiamy
          jak sto lat temu! smiejemy sie, nie klocimy.
          wiem ze mozecie pomyslec ze to byl chory czy toksyczny zwiazek, ze on postapil
          nieuczciwie - ale do cholery ja mimo wszystko chce z nim byc! ja poza nim
          swiata nie widze!!
          w tamtym tygodniu przestalam prosic i powrot i jakos sie zmienilo na lepsze
          nie wiem co o tym myslec?
          jakos na dnich mamy sie spotkac, on musi zabrac swoje rzeczy ode mnie - a jest
          tego tyle, poza tym nie wyobrazam sobie momentu jak wyciaga gacie z szafki i je
          zabiera ;(
          i tak sie zastanawiam jak zrobic - wiem ze musze byc twarda ale czy powiedziec
          mu ze ciagle czekam? ze sie ludze? ze nie ma godziny w ciagu dnia jak o nim nie
          mysle? ze mam tyle wspomnien, a mialam tyle planow?
          on jak tez czasami cos wspomni to tak ze az zal tylek i serce sciska...
          boze ja wiem ze nie jestem jedyna ktora takie cos przechodzi ale ja czuje ze to
          moje jest najgorsze najbrzydsze najbrutalniejsze i w ogole... help
          • mamab26 Re: wracanie do siebie 05.03.07, 11:19
            Oczywiście możesz tak zrobić:

            > i tak sie zastanawiam jak zrobic - wiem ze musze byc twarda ale czy
            powiedziec
            > mu ze ciagle czekam? ze sie ludze? ze nie ma godziny w ciagu dnia jak o nim
            nie
            >
            > mysle? ze mam tyle wspomnien, a mialam tyle planow?
            ale daję głowę ,że może mu to pomóc tylko definitywnie zakończyć wasz
            związek...

            Ja już dawno przekonałam się ,że facetów najbardziej kręci to ,co
            niedostępne ,a nie to ,co mają podane jak na tacy...
            Ale to już taki gatunek

            A tak w ogóle to ile jeszcze chcesz się przed nim płaszczyć?Pół roku?Rok?A może
            całe życie...
            Tylko zastanów się co będziesz miała z takiego związku za pożytek?
            Czy on naprawdę jest tego wart?
            • akkknes Re: wracanie do siebie 05.03.07, 11:34
              nie wiem ile bede sie jeszcze plaszczyc i robic szmate z honoru...
              ale ciagle nie moge pozbyc sie tej iskierki nadziei ze moze to ma sens
              wiem, tak naprawde jak bedzie chcial to bedzie walczyl - ale ja sie tak boje ze
              jak przestane i oleje to on stwierdzi ze ja juz nie jestem zainteresowana i
              potem do konca zycie bede pluc sobie w brode
              przez caly czas jak bylismy razem ja bylam na tacy i robilam wszystko zeby o
              tym wiedzial, chcialam zeby wiedzial ze jestem tylko jego i ze zrobie dla niego
              wszystko. dawalam z siebie wszystko, bralam naprawde malo, to nie byl sielski
              anielski zwiazek...
              nie wiem czego on jest wart i czy dobrze robie
              wszyscy mi mowia olej sam wroci ale ja ciagle mysle co bedzie jak nie wroci
              minelo troche czasu a ja nadal mam za duzo czasu, nie moge sobie nic ulozyc, bo
              nawet jak pojde gdzies i chce sie dobrze bawic to nie umiem zaraz mysle jakby
              to bylo jakby on tu ze mna byl...
              • annna84 Re: wracanie do siebie 05.03.07, 11:44
                akkknes napisał:

                przez caly czas jak bylismy razem ja bylam na tacy i robilam wszystko zeby o
                > tym wiedzial, chcialam zeby wiedzial ze jestem tylko jego i ze zrobie dla
                niego
                > wszystko. dawalam z siebie wszystko, bralam naprawde malo, to nie byl
                sielski anielski zwiazek...


                Wiem co czujesz, ale może nie warto się starać? Olej go jak kocha to wróci.
                Skoro piszesz, że dawałaś z siebie wszystko niewiele wzamian otrzymując. Tak
                nie można robić, bo nic dobrego z tego nie wynika.
                • akkknes Re: wracanie do siebie 05.03.07, 11:46
                  nie wiem, moze on duzo mi dawal, a ja po prostu bralam tak naprawde malutko?
                  jak kocha to wroci - boze zawsze to mowilam i w zyciu nie pomyslalabym ze to
                  takie trudne!!
              • mamab26 Re: wracanie do siebie 05.03.07, 11:50
                No tylko problem w tym ,że nawet choćbyś plackiem leżała u jego stóp ,to jeśli
                on nie będzie chciał ,to i tak z tego nic nie będzie...
                Wiesz u mnie było tak ,że jak byliśmy jeszcze razem przed zerwaniem ,to bylo
                naprawdę ekstra.Nie miałam ani jednej rzeczy ,żeby się doczepić.
                Bo gdyby było tak jak ty piszesz :
                >dawalam z siebie wszystko, bralam naprawde malo, to nie byl sielski
                > anielski zwiazek...
                to na pewno nie chciałabym być z nim dalej...

                Co to za związek ,gdzie tylko jedna strona daje ,a druga łaskawie bierze.
                Nie rokuje to dobrze na przyszłość.
                Myślę ,że on Cię poprostu wyczuł ,że cokolwiek zrobi ,Ty będziesz zawsze czekać
                i trwać w swoim uczuciu do niego.
                Moja sytuacja była o tyle inna ,że my oboje byliśmy jednakowo zainteresowani
                sobą i naszym związkiem.Bo gdyby było tak ,jak Ty piszesz ,to uciekałabym od
                takiego gościa gdzie pieprz rośnie...
                Sorry za szczerość
                • akkknes Re: wracanie do siebie 05.03.07, 11:53
                  spoko, wiesz moze takie szczerosci otworza mi oczy?
              • angoisse Re: wracanie do siebie 05.03.07, 11:56
                może powiedz mu coś takiego:
                "Poczekam na twoją decyzję -czy chcesz być ze mną czy nie -jeszcze przez 1
                miesiąc (np.) . Daję Ci ten czas, żebys się zastanowił co do mnie czujesz. Ale
                dłużej na ciebie czekać nie będę. Masz miesiąc, określ się ostatecznie. "

                Ty będziesz wiedziała, ze dałaś mu wyraźną szansę, a on będzie się musiał
                samodzielnie określić. Bo dopoki Ty za nim biegasz to on moze nie widziec powodu
                do wysilania się... Daj mu szansę żeby zawalczył jeśli mu zależy.
                Ale jeśli po takiej przemowie facet nic nie zrobi, to zerwij z nim kontakty i
                szukaj następnego bo nie ma co dłużej tracić na niego czasu.
                • akkknes Re: wracanie do siebie 05.03.07, 12:00
                  hmmm wiesz co to jest pomysl...
                  ale wiesz co ja debilka od razu pomyslalam? ze moze DLA NIEGO miesiac to za
                  krotko... nie ze DLA MNIE :(
                  chyba mu tak powiem jak przyjedzie po te gacie
                  • mamab26 Re: wracanie do siebie 05.03.07, 12:29
                    Wiesz ,poprzedniczka poddała Ci doskonały pomysł
                    Miesiąc za krótko?To ile on czasu potrzebuje?10 lat? :/
                    Niech się facet zdecyduje ,bo szkoda życia na czekanie...
                  • mamab26 Re: wracanie do siebie 05.03.07, 12:31
                    Daj mu jasno do zrozumienia ,że dłużej czekac nie będziesz.
                    Jeśli on coś do Ciebie czuje ,to tyle czasu w zupełności mu wystarczy.
                    Może gdy dotrze do niego ,że nie będziesz czekała w nieskończoność ,to w końcu
                    podejmie jakąś decyzję
                    • akkknes Re: wracanie do siebie 05.03.07, 12:33
                      miejsmy nadzieje...

                      chociaz teraz gadalam z nim przez chwile na gg i pytam czy jednak mozemy umowic
                      sie po weekendzie a on powiedzial ze dzis dopiero poniedzialek i zebym nie
                      przesadzala...
                      • mamab26 Re: wracanie do siebie 05.03.07, 12:40
                        Znaczy ,że za odległy termin podałaś?
                        Napisz ,że wcześniej niestety nie dasz rady ,bo masz duuuużo zajęć :P
                        I 1:0 dla Ciebie :)
                        pozdrawiam
                        • akkknes Re: wracanie do siebie 05.03.07, 12:42
                          nie nie sadze ze za odlegly - z tego co mi sie wydaje to on chcialby to
                          przesuwac w nieskonczonosc
                          • angoisse Re: wracanie do siebie 05.03.07, 12:51
                            Nie daj się mu wodzić za nos dostosowujac się tylko do Jego potrzeb. Może
                            odsuwać termin ostatecznego pożegnania w nadziei, że w międzyczasie trafi mu się
                            inna dziewczyna, a jak nie to Ty zawsze chętna i czekająca na niego będziesz do
                            dyspozycji. Zadręczy cię facet w ten sposób. Wyznacz mu termin na
                            zdeklarowanie się i BąDź KONSEKWENTNA. Albo jesteście razem albo nie. Nie ma
                            sensu żadne "pomiędzy". Bo życie jest za krótkie, zeby tracić czas na
                            złudzenia.
                            • angoisse Re: wracanie do siebie 05.03.07, 12:54
                              Acha, myslę, że Twoje wyrzucanie go z myśli i tak będzie długo trwało. Ale jeśli
                              będziesz wiedzieć wyrażnie, że facet cię nie chce, to szybciej staniesz na nogi.
                              A jeśli wróci, to z jego woli, nie tylko z Twojej, więc ustal termin i ..nie
                              przesuwaj go.
                              • akkknes Re: wracanie do siebie 05.03.07, 12:56
                                ja to bym chciala byc twarda, konsekwentna i silna...
                                ale z nim sie dogadac to jak ze slepym o kolorach... nie wiem sama co robic
                                juz sie ucieszylam ze rzeczywiscie jak sie spotkamy to mu tak powiem a teraz
                                nie wiem czy sie w ogole spotkamy
                                • mamab26 Re: wracanie do siebie 05.03.07, 12:59
                                  To mu napisz sms-a albo na gg
                                  Ale nie daj się zwodzić
                                  No chyba ,że lubisz dręczyć sama siebie :P
                                  • akkknes Re: wracanie do siebie 05.03.07, 13:01
                                    nie, nie lubie sie dreczyc
                                    pewnie ze chcialabym znowu cieszyc sie kazdym dniem nie podskakiwac do gory jak
                                    dzwoni telefon bo moze to on dzwoni, chcialabym znowu sie usmiechac i nie miec
                                    takich problemow... pewnie ze chcialabym byc znowu z nim wierzyc ze wszystko
                                    mozna cofnac
                                    ale nie mam juz sily wierzyc ze wystarczy ze bede kochac za nas dwoje
                                • akkknes Re: wracanie do siebie 05.03.07, 12:59
                                  jak mu napisalam ze z nim dogadac sie to lepiej nawet nie zaczynac to napisal
                                  'dobra przyjade nie placz tam' jakby mi jeszcze laske robil
                                  uhhh dziewczyny trzymajcie kciuki za to zebym sie postawila i dala mu ten
                                  miesiac ktory bedzie albo czyms diametralnym albo... koncem mojej agonii!!
                                  (tak wiem teraz latwo mi mowic bo juz sobie scenariusz w glowie napisalam i
                                  ludze sie ze tak bedzie a wystarczy jedno jego slowo albo spojrzenie i zlamie
                                  mnie jak patyczek...)
                                  • mamab26 Re: wracanie do siebie 05.03.07, 14:13
                                    > 'dobra przyjade nie placz tam' jakby mi jeszcze laske robil
                                    no co za koleś!
                                    Trzeba mu było powiedzieć,żeby szybko przychodził ,bo jego rzeczy już leżą pod
                                    Twoim oknem i bezdomni się zlatują :P
                                    Mam tylko pytanie :
                                    czy Ty nie jesteś zła na niego za to traktowanie?
                                    Bo mnie tak po 2-3 tyg.jego niezdecydowania ,to taka furia ogarnęła ,że aż sama
                                    się przestraszyłam ....hehe!
                                    Byłam wściekła ,wykrzyczałam mu ,że jak on śmie tak mnie zwodzić i że niech
                                    sobie nie myśli ,że latami będę po nim płakała...
                                    Że jak nie chce być ze mną to ma do mnie nie przychodzić ,nie dzwonić i zniknąć
                                    raz na zawsze z mojego życia.Wcześniej zaproponował jeszcze ,żebyśmy zostali
                                    przyjaciółmi.No to mu kazałam w dupę sobie wsadzić tą swoją przyjaźń ,bo ja nie
                                    mam zamaiaru przyjaźnić się z kimś kogo nienawidzę!I zadawać się z jakimś
                                    palantem ,który sam nie wie o co mu w życiu chodzi...
                                    Powiem Ci ,że facet osłupiał...Normalnie zwiał ,bo jeszcze chwila ,a
                                    skoczyłabym mu do gardła.
                                    Po tej akcji nareszcie poczułam ulgę.Ja ,bo on chyba dopiero wtedy
                                    zrozumiał ,że ja nie żartuję i że równie dobrze mogę żyć bez niego .
                                    I tak ,jak już pisała ,długo na zmianę jego zachowania nie trzeba było czekać
                                    • akkknes Re: wracanie do siebie 05.03.07, 14:31
                                      nie mam anki kropelki zlosci zalu nienawisci...
                                      jestem az tak glupia?
                                      • mamab26 Re: wracanie do siebie 05.03.07, 16:59
                                        akkknes napisał:

                                        > nie mam anki kropelki zlosci zalu nienawisci...

                                        nic a nic?
                                        No to ja już nie wiem co Ci poradzić...
                                        • akkknes Re: wracanie do siebie 05.03.07, 17:14
                                          nie, bo on mnie jeszcze karmi przysmakami, ze bylam za dobra, ze mial wszystko
                                          jak byl ze mna
                                          wiec co? to moja wina!!
                                          • tojatojatoja Re: wracanie do siebie 02.07.07, 13:14
                                            > nie, bo on mnie jeszcze karmi przysmakami, ze bylam za dobra, ze mial
                                            > wszystko jak byl ze mna. wiec co? to moja wina!!

                                            O matko! Jakbym słyszała mojego "pokopanego" ;-) byłego. Skąd oni biorą
                                            takie "głodne kawałki"? Za dobra dla niego? To znaczy mniej więcej tyle: spadaj
                                            dziewczyno, mam Cię dosyć, tylko nie umiem Ci tego powiedzieć, bo jestem
                                            tchórzem, który nie chce sobie psuć samooceny, że jest niedobry dla kobiet.
                                            Zero szacunku dla byłej dziewczyny, a w tym czasie pewnie rwie na potęgę inne
                                            panienki, które nie są broń boże "za dobre", są za to bardzo niegrzeczne - tak,
                                            jak chłopcy lubią najbardziej! ;-)
        • tojatojatoja Re: wracanie do siebie 02.07.07, 13:03
          at0mic! Genialna wypowiedź. W 100 % popieram Twoją wypowiedź. Trzeba się
          szanować i nie dać sobą manipulować. Co to do cholery znaczy: "nie skreślac
          kogoś"? A co - ja jestem jakimś błędnym zapisem w czyimś życiu? Chyba bym się
          wściekła, gdybym coś takiego usłyszała od faceta. Dziewczyny, ja wiem, że
          rozstanie boli, ale naprawdę te wszystkie uczucia miną, myślę, że rok
          wystarczy... Wiem, co mówię, bo to przeżyłam. Odizolowanie się jest świetnym
          lekarstwem, choćby nie wiem jak bolesnym. Dystans, a potem nowy związek z
          osobą, która nas szanuje i jest uczciwa. Moje życie pokazało, że jest możliwe!
          Życzę Wam wiary w siebie i w INNY dobry związek!
    • jbasko Re: wracanie do siebie 05.03.07, 14:19
      ...NIE narzucac się! To przynosi odwrotny skutek, wrecz być chłodnym, lekko
      niedostępnym, byłam w takiej sytuacji jak Ty i to, ze ja pozwalałam na spotkania
      czas od czasu niby po koleżeńsku to był duży błąd, bo on mnie widział, wiec już
      tak nie tęsknił, albo sie spotykać jako para albo nie i naprawdę troche
      ochłodzic emocje, choć wiem, ze nie jest to łatwe. u mnie facet podjął taką
      decyzję po 7 latach bycia razem, odchorowywałam to chyba ze 2, wiec współczuję,
      ale pamiętaj będzie lepiej.
      • akkknes Re: wracanie do siebie 05.03.07, 14:33
        tylko ze moje zycie od dwoch miesiecy stoi na glowie
        nie potrafie zaplanowac nic dalej niz na godzine, nie wiem co bedzie jak bede
        szla spac, nie wiem co bedzie jak wstane - tego nauczyl mnie zostawiajac mnie,
        ze nie znasz dnia ani godziny i podswiadomie wzielam to sobie do serca
    • mandolinka_b Re: wracanie do siebie 07.03.07, 01:02
      to ja Ci powiem jak to wyglądało od mojej strony, kiedy to on bardziej nalegał
      na spotkanie po 1 miesiącu przerwy - jak pisał albo dzwonił, że chce się spotkać
      to odmawiałam, zwodziłam go np. tym, że nie mam czasu, jestem zajęta, nie dziś
      itp. - choć wcale nie było to prawdą, po prostu wiedziałam, że tęskni, cierpi i
      chce wrócić, mysli tylko o mnie, a ja miałam go w garści, byłam panią sytuacji,
      sprawiało mi to dziwnie podłą satysfakcję, że to ja decyduję o tym, czy spotkamy
      się czy nie, bo mogłam go mieć w każdej chwili, ale chciałam, żeby jeszcze
      trochę poodczuwał mój brak i zapamiętał to na dłużej, bo mimo wszystko nadal
      chciałam z nim być
      tak więc im bardziej będziesz się zachowywać jak mój facet to podejrzewam, że
      tym bardziej on będzie się z tego cieszył, że jest centrum Twojego świata, mówię
      Ci - mało co tak podnosi własne ego ;) widocznie sprawia mu przyjemność Twoje
      obecne podejście i będzie próbował to przeciągać dosyc długo, więc najlpiej
      skorzystaj z podanej wyżej propozycji, żeby się zastanowił, a w tym czasie
      ogranicz kontakty z nim, na mnie zawsze to działało, kiedy mówił, że juz mi
      głowy nie będzie zawracał i żebym sie sama odezwała, jak mi przejdzie - sama
      potem proponowałam spotkanie :)
      • crunch4 wez sie w garsc 07.03.07, 08:14
        musisz zmienic swoje zachowanie ,dziewczyny maja racje wszyscy chcemy tego co
        niedostepne i przychodzi z trudem. ja tez bylam w takiej sytuacji i dopiero jak
        olałam to przylecial tylko,ze bylo juz za pozno bo na szczescie zrozumialam i
        ledwo sie pozbylam łajdaka.
    • madziuuunia Re: wracanie do siebie 07.03.07, 13:38
      akknes ja mialam identyczna sytuacje do ciebie....wszystko tak samo. Zwodzil
      mnie jak jakas kretynke, robil nadzieje. Na poczatku blagalam zeby worcil,
      zorbilam z siebie naprawde idiotke..ale opamietalam sie. Postanowilam olac go.
      pare dni sie nie odzywalam, on tez az wkoncu sie odezwal...trele morele co u
      mnie itd. Po paru dniach rozmawiania na gg i pisania powiedzial ze chcialby
      przyjechac i mysli nad powortem, bylamw niebo wzieta ale nie dlugo bo po dwoch
      dniach sie rozmyslil twierdzac ze sie torche rozpedzil i potrzebuje troche czasu
      zeby zorzumiec swoje uczucia i nie oszukiwac ani mnie ani siebie. Wtedy bylam
      juz wsciekla na maxa... nie odzywalam sie nic.. Po prau dniach jak mnie zagadal
      na gg bylam szorstka nieprzyjemna i i bardzo ostra... Zrobil z siebie sierote
      ale to szczegol. Olalam jego skruche. Pozniej juz zaczelismy gadac normalnie po
      kolezensku, byl bardzo mily i smieszny . Dziwilo mnie to bo pzreciez nie chcial
      byc ze mna i nie rozumialam skad jego zmiana. BO paru dniach prosil mnie o
      pzrebaczenie...ze chce worcic, zaczac wszyskto od nowa. Powiedzial ze czas
      rozlaki uswiadomil mi jaka cudowna dziewczyna jestem, ze nigdzie nie nzajdzie
      nikogo tak wyjatkowwego.... spatkamy sie w sobote, przyjedzie 500 km do mnie;)
      Jestem dobrej mysli i szalenie szczaesliwa. Ni eokazuje mu swojej radosci ani
      szczesci aktore mnie pzreplenia bo wiadomo ze nie mozna facetowi za wiele mowic
      od razu:) Musisz mu pokazac ze masz go gdzies....postaraj sie... to naprawde
      dziala!!!! Jelsi on co sczuje do Ciebie jeszcze to napewno zlamie go takei
      zachowanie. Szybciej zlamie sie pod presja twojej obojetnosci a nie milosci:)
      POWODZENIA!!!! jeszcze niedawno tez stekalam i wylam do ksiezyca a teraz ciesze
      sie jak glupia;) z calego serca zycze ci tego samego.
      • akasha78 Re: wracanie do siebie 07.03.07, 20:05
        Najważniejsze jest zebyś zrozumiała że nie da sie nikogo zmusic do miłości więc
        jak radzą tu dziweczyny zajmujesz się swoim życiem, zero kontaktu z byłym.
        Jeśli rzeczywiście Cie kocha tylko się wystraszył, potrzebował czasu na
        przemyślenia itp to sie odezwie i być może wrócicie do siebie. Może jednak sie
        okazać że niestety to nie była miłość z jego strony i nie odezwie sie, nie
        wróci itd. ale Ty bedziesz miała już swoje nowe życie.pzdr
      • akkknes Re: wracanie do siebie 08.03.07, 17:38
        boze ja dzien bez kontaktu z nim i umieram a mam go olac? :)
        nie no nie wiem co o tym myslec, nie pisalam tu wam juz ale byl jeden wielki
        zgrzyt ktory jakos dziwnie sie rozwiazal choc myslalam ze juz nie bedzie czego
        rozwiazywac... Dalej codziennie sie kontaktujemy, on nawet pamietal ze dzis
        dzien kobiet. Napisal (m.in.) ze zyczy pospelniania wszystkiego czego sobie
        zamarze - odpisalam ze zobaczymy na ile szczerze mi zyczy. Przeciez on wie
        doskonale o czym marze... ;(
        Mamy sie spotkac w przyszlym tygodniu i to u mnie w domu - boze zupelnie nie
        wiem jak mam sie zachowywac!! Im blizej spotkania nie wyobrazam sobie ze mu
        mowie 'sluchaj masz miesiac' bo juz wiem ze stanie mi to w gardle i zaleje sie
        lzami... Jak mam mu pokazac ze ja wiem ze to powroty nie sa latwe i ze to
        ciezka droga i ze nie da sie w ciagu godziny zalatwic tego co robilo sie przez
        3miesiace i ze nie bedzie od razu dobrze, ale ze ja o niczym innym nie marze
        nie snie i nie mysle jak o tym, zebym mogla znowu sie do niego przytulic? Do
        niego jak do mojego chlopaka oczywiscie bo inne przytulanie nie wchodzi w gre!
        Jak z nim rozmawiam to ciagle sie zastanawiam po co ja to robie, po co on to
        robi - to powiedzial ze sie stesknil przez ten miesiac. No ok, ale tesknic a
        tesknic to roznica. Mowie mu ze dla mnie juz nie ma szarosci - wszystko jest
        biale albo czarne i niech on mi powie ze robi to po to zeby byc razem, ze chce
        sie spotkac bo chce byc ze mna...
        Co pewnie to brzmi jak ponizajace blagalny apel, nie??
        Dziewczyny ja nie wiem nigdy nie bylam w takiej sytuacji i nie wiem co robic
        zeby bylo dobrze - wiem ze jestem w stanie zrobic wszystko... Kocham Go!
        • mamab26 akkknes... 08.03.07, 22:47
          Szczerze?
          Współczuję Ci bardzo.Bo wiem ,co czujesz.
          Ale jeszcze bardziej ,że nie masz dość siły ,by powiedzieć dosyć...

          Mnie rozstanie i cała ta sytuacja nauczyła i dała bardzo wiele.
          Wcześniej też myślałam ,że bez niego mój świat się zawali.Ze umrę bez niego i
          inne takie tam...
          Ale świat się nie zawalił.A ja żyję i mam się całkiem nieźle :)
          I wiem jedno .Jeśli kiedykolwiek coś by nas rodzieliło ,to mimo tego ,że kocham
          męża bardzo ,będę żyć dalej.Nie strzelę sobie w łeb ,nie będę rozpaczać i
          błagać ,żeby wrócił.Bo jestem silniejsza ,bogatsza o doświadczenie.
          No i teraz mam Bartusia :P

          A faceci są jak autobus.
          Uciekł?Poczekaj ,przyjedzie następny :)))
    • simona1974 Re: wracanie do siebie 08.03.07, 23:03
      połatany worek długo nie posłuzy - tak tez bedzie ze zwiazkiem który sie kiedys
      rozpadł. Rozpadł sie raz rozpadnie i drugi. To co było przyczyna rozpadu
      predzej czy pózniej bedzie przyczyna ponownego kryzysu. Wierz mi - przerobiłam
      to na własnej skórze i .....zmarnowałam sobie zycie -najpiekniejsze lata.
      Naprawde i za pierwszym i zadrugim razem( za drugim po kilku latach0 powód był
      ten sam.
      • mamab26 Re: wracanie do siebie 08.03.07, 23:17
        No niekoniecznie.
        >To co było przyczyna rozpadu
        > predzej czy pózniej bedzie przyczyna ponownego kryzysu

        U nas nie było żadnej konkretnej przyczyny.
        Poprostu pogubilśmy się ,z tym ,że on bardziej niż ja...
        Byliśmy bardzo młodzi ,ja byłam jego pierwszą dziewczyną ,on moim pierwszym
        chłopakiem.I w pewnym momencie nas to wszystko przerosło.

        Niemniej na pewno nie zdecydowałabym się na ponowny związek z
        człowiekiem ,który by mnie zdradził ,czy nie szanował .
        Co innego ,jak jest konkretny powód rozstania ,a co innego ,jeśli rozstanie
        jest spowodowane chwilowym brakiem pewności swoich uczuć.
        Ale mogę się mylić ,bo tylko jedno jest pewne :
        -nigdy nie mów "nigdy" :)
        • akkknes Re: wracanie do siebie 09.03.07, 15:54
          wiecie co? dopoki zajme sie czyms tak bardzo ze nie mysle o niczym innym to
          jestem twarda... a wystarczy ze przestane, ze pomysle ze za oknem jest taka
          piekna wiosna i zeszla wiosne to przechodzilismy nad wisla to mi serce peka!!
          wiem ze to spotkanie co teraz bedzie nic nie rozstrzygnie bo tak to sie nie da
          ale ja bym tak bardzo tego chciala...
          z jednej strony wiem ze dwa razy nie wchodzi sie do tej samej rzeki, z drugiej
          strony wierze ze sie wchodzi i dopiero wtedy sie plywa!
          i tak mowiac w tajemnicy to bardzo boje sie tego spotkania - nauczyl mnie, ze
          nie znasz dnia i godziny i wiem ze wszystko sie moze zdarzyc. i wiem ze
          wydarzyc sie wcale nie musi to czego chce ;( chlip chlip
          • annna84 Re: wracanie do siebie 09.03.07, 16:08
            akkknes napisał:
            - nauczyl mnie, ze nie znasz dnia i godziny i wiem ze wszystko sie moze
            zdarzyc. i wiem ze wydarzyc sie wcale nie musi to czego chce ;( chlip chlip

            U mnie jest dokładnie tak samo. Wszystkiego mogę się po nim spodziewać. Wczoraj
            złożył mi życzenia mimo, że od dawna się do mnie nie odzywa, a w tamtym roku mi
            nie składał chociaż wtedy było jeszcze ok.
            Nie martw się, jeśli Cię kocha to wróci.
            --
            "Lepiej coś zrobić i żałować, niż żalować, że się czegoś nie zrobiło"
            • akkknes Re: wracanie do siebie 09.03.07, 16:13
              kurna jak kocha to wroci no ja mam metlik bo ostatnio jest do rany przyloz
              dzwoni slucha rozmawia nie no nie wiem co jest
              • annna84 Re: wracanie do siebie 09.03.07, 16:21
                akkknes napisał:

                > kurna jak kocha to wroci no ja mam metlik bo ostatnio jest do rany przyloz
                > dzwoni slucha rozmawia nie no nie wiem co jest
                To nie jest jeszcze tak źle. Facet najwyraźniej tęskni i trudno mu się z Tobą
                tak do końca rozstać. Może przydałoby mu się trochę zazdrości? Może nie
                odbieraj przez kilka dni telefonów od niego, a potem powiesz, że byłaś bardzo
                zajęta, czy coś takiego....
                • akkknes Re: wracanie do siebie 09.03.07, 16:35
                  e tam jak poszlam z kolegami na piwko to potem po paru dniach oczywiscie cos
                  wspomnial ze specjalnie robie wszystko zeby on byl zazdrosny ale go to nie
                  bierze - bo on taki troche sprytny i przebiegly jest...
                  nie ma opcji nie odbierac przez pare dni jego telefonow bo jak juz pisalam
                  umarlabym ;)
                  nie wiem czy nie jest tak zle jeszcze - na pewno takie slowa sa jak miod na
                  moje serducho :) tez sobie tlumacze ze jakby nie chcial to by sie raz na zawsze
                  odcial a nie tak, nie...? :)
                  • annna84 Re: wracanie do siebie 09.03.07, 16:49
                    "tez sobie tlumacze ze jakby nie chcial to by sie raz na zawsze
                    >
                    > odcial a nie tak, nie...? :)"

                    Jakakolwiek jest prawda takie tłumaczenie pomaga w przetrwaniu trudnych chwil:)
                    Mój np. olał mnie totalnie, a ja czasem myślę, że to dlatego, że boi się, że
                    gdybyśmy znowu zaczęli ze sobą rozmawiać, to uczucie by powróciło;), a on
                    uważał, że nie udaloby nam się. To śmieszne, że ja tak myślę, wiem, ale znając
                    jego i po naszych kłótniach wiem, że taka opcja jest możliwa. Być może nie jest
                    prawdziwa, ale pomarzyć można;)
                    • akkknes Re: wracanie do siebie 09.03.07, 16:51
                      zeby jeszcze tylko marzenia sie spelnialy... albo chociaz to jedno jednyne mi
                      sie spelnilo!
                      • annna84 Re: wracanie do siebie 09.03.07, 16:56
                        Podobno gdy czegoś bardzo pragniemy, to w końcu nam się to przydarza:)
                        • akkknes Re: wracanie do siebie 09.03.07, 16:59
                          slyszalam :)
                          ale ja juz 2miesiace albo i dluzej czegos bardzo pragne... zobaczymy czy mi sie
                          przydarzy - oczywiscie nie omieszkam o efektach nie wspomniec na forum
                          • akkknes Re: wracanie do siebie 10.03.07, 16:08
                            no i chcialam i chcialam tak bardzo bardzo bardzo chcialam!!
                            a on teraz pojechal po koszule z nia a nie ze mna... nie wiem co o tym myslec,
                            bo jeszcze w poludnie dzwonil ze oh i ah bla bla to nie mogl od razu powiedziec
                            sluchaj pojedz ze mna??
                            • annna84 Re: wracanie do siebie 10.03.07, 16:18
                              Myślę, że najlepsze wyjście dla Ciebie to olać go totalnie! To jest jedyna
                              szansa żebyś się przestała dręczyć i żeby On sprawdził czy mu na Tobie zależy.
                              Bo jak na razie facet ma świetnie, lata za jakąś laską, ale wie, że w razie
                              czego Ty zawsze będziesz. Jeśli nadal będziecie się kontaktować to nie widzę
                              szans żeby on coś zrozumiał. Napisz mu, że lepiej będzie jeśli przestaniecie
                              się ze sobą kontaktować.
                              • akkknes Re: wracanie do siebie 10.03.07, 16:23
                                ale ja sie jutro mialam z nim spotkac ;(((
                                boze porycze sie ;(((
                                i jak rozmawialismy to bralismy pod uwage spotkanie w celu naprawienia bledow z
                                przeszlosci... a teraz co?
                                • timbunia Re: wracanie do siebie 10.03.07, 16:45
                                  Oj dziewczyny wiem co przezywacie. Ja własnie przechodzę ten etap. Przez siedem
                                  lat wydawało mi się że było super, fakt czasem sie sprzeczaliśmy, ale nigdy
                                  jakoś poważnie. Niestety mieszkamy osobno i moze to był błąd. Mój mężczyzna
                                  marzył o rodzinie, mnie sie jeszcze nie spieszyło - 2 lata temu zaczęłam
                                  pracować i tak naprawdę funckjonować w dorosłym życiu. Marzyłam o wspólnym
                                  mieszkanku, ale na dojrzenie do dzieci chciałam dać sobie czas. No i stało się,
                                  nie wiem co jemu tak naprawdę się odmieniło, czy tak naprawde zaczęły nasze
                                  różnice poglądów dopiero teraz przeszkadzać, czy przestraszył się swiadomości
                                  kredytu (bo mieliśmy zadatkowane juz mieszkanko), czy może to że tak szybko
                                  jego wizja żonki w domu i małych berbeci sie nie spełni - nie wiem sama -
                                  rozmowy nic nie dają, a zawsze w poglądach byłam szczera i starałam sie
                                  konflikty wyjaśniać. Jest dla mnie chłodny, na spotkaniach nieczuły -
                                  powiedział, ze potrzebuje czasu by zorientować się co do mnie czuje. Dałam mu
                                  czas do końca marca. Ale serce mam zbolałe - kocham go bardzo mocno, nie
                                  wyobrażam sobie bez niego życia, każda chwila bez niego mi się dłuży. Przeszłam
                                  etap już płaczy, błagania i wiem że to nic nie daje. Ale twardą byći nie
                                  dzwonić do niego jest jest potwornie trudno. Nie wiem czy moja "obojętność"
                                  przez te 3 tygodnie coś da. Nie chcę życ nadzieją, za bardzo boli. Podobnie nie
                                  wiem jak zaarguję, gdy jednak się zdecyduje ciągnąć to dalej. On marzy o
                                  idealnym zwiazku tak powiedział - ale nie wiem czy jestem w stanie taki związek
                                  stworzyć, wiem że bedzie musiało sie dużo zmienić. Tylko nie wiem jak mu to
                                  uświadomić no i jak wytrzymać te trzy tygodnie....
                                  • akkknes Re: wracanie do siebie 10.03.07, 16:58
                                    hmmm ale widzisz ja nie przeczuwalam zadnego rozstania!! ot czasami kazdy ma
                                    gorszy dzien i jest caly na nie, wiec bylam przygotowana na jego gorszy humor.
                                    no i nagle bum! u mnie to bylo naprawde nagle
                                    ja czuje ze jak mu powiem skarbie masz czas do konca miesiaca to on to osra bo
                                    znamy sie tak dobrze... a ja znam tez i siebie i wiem ze do konca marca jakby
                                    cos to sie nie odkocham. posrane jest to zycie
                                    • qw994 Re: wracanie do siebie 10.03.07, 17:04
                                      Z kim on pojechał po koszulę?
                                      • akkknes Re: wracanie do siebie 10.03.07, 17:18
                                        no z ta kolezanka co to czuje ze to jest cos wiecej niz nagla przyjazn i jej
                                        psiapsiola - to te dwie panienki co mi sen z oczu spedzaja bo pojawily sie w
                                        jego i MOIM zyciu kiedy on mi powiedzial ze ma juz podjeta swoja decyzje o nas.
                                        ostatnio wszedzie sie paletaja ;(
                                        • qw994 Re: wracanie do siebie 10.03.07, 17:31
                                          Dziewczyno, daj sobie na spokój z tym facetem. Skończ te pogaduchy z nim, bo
                                          jak dla mnie ewidentnie on cię trzyma w odwodzie, podczas gdy ma na oku już
                                          kogo innego. Nie upokarzaj się więcej.
                                          • akkknes Re: wracanie do siebie 10.03.07, 17:36
                                            gw994 nawet nie wiesz co ja czuje od parunastu ladnych dni...
                                            mi sie tak marzy jeden dzien stabilnosci, bezpieczenstwa, spokojnych mysli,
                                            kiedy z jednej strony juz zrozumiem co jest grane zaraz to sobie jakos
                                            tlumacze - bo zaraz mam pytanie w glowie kim byl przez te dwa lata czlowiek
                                            ktorego kochalam z ktorym spalam z ktorym dzielilam sie radosciami i smutkami z
                                            ktorymi tyle rzeczy... no jak tak?
                                            • qw994 Re: wracanie do siebie 10.03.07, 17:44
                                              Ano tak to. Myślę, że tysiące dziewczyn i kobiet zadaje sobie co najmniej raz w
                                              życiu takie pytania, jak ty w tej chwili. Ja też ten temat przerabiałam.

                                              A włączyłam się w ten wątek, bo zdarzyła mi się podobna historia. Usłyszałam,
                                              jak powiedział innej przez telefon "A wiesz, nie kupiłem w końcu tego krawata".
                                              Niby głupota, drobiazg, ale od razu WIEDZIAŁAM. Są ze sobą do dzisiaj, dawno po
                                              ślubie, mają dziecko. Nie piszę tego po to, żeby cię dobić, tylko żeby ci
                                              pokazać, że piszę o tym bez żadnych emocji. Takie rzeczy da się przeżyć. Powiem
                                              ci więcej - jak ich widziałam ostatnim razem parę lat temu, to ze zdziwieniem
                                              zauważyłam, że ona nadal jest o mnie zazdrosna, a co do niego - nie czuję
                                              absolutnie nic. Nawet sentymentu. Wręcz wydawało mi się to abstrakcyjne, że
                                              kiedyś z nim byłam, i to kilka lat.

                                              Dlatego im szybciej się odetniesz od byłego chłopaka, tym lepiej dla ciebie.
                                              Nie zamieniaj swojego życia w czekanie na niego. Jeśli będzie chciał wrócić -
                                              znajdzie drogę. Ale wtedy może się okazać, że ty już wcale nie chcesz :) Bo
                                              będziesz szczęśliwa z innym, czego szczerze ci życzę.
                                              • akkknes Re: wracanie do siebie 10.03.07, 17:49
                                                qw994 wiesz ja na razie mimo ze minelo tyle czasu nie potrafie sobie wyobrazic
                                                kogos innego obok mnie niz jego... ja nie jestem obecna, niech ona ma sobie
                                                kolezanki, ja mam swoich kolegow - ale boze niech da mi to poczucie jak kiedys
                                                ze ja jestem najwazniejsza
                                                • qw994 Re: wracanie do siebie 10.03.07, 17:55
                                                  To normalne, że nie potrafisz sobie wyobrazić kogoś na swoim miejscu, bo to
                                                  strasznie boli. I nie można w to uwierzyć. Ale tak się zdarza. Mówię ci, im
                                                  szybciej sobie wytłumaczysz, że między wami wszystko skończone, tym lepiej dla
                                                  ciebie. Bo teraz nie dajesz sobie szansy, żeby przeżyć rozpacz, a potem zacząć
                                                  nowe życie. Teraz siedzisz w tym jak w bagnie.
                                                  • akkknes Re: wracanie do siebie 10.03.07, 17:55
                                                    szanse to ja ciagle daje jemu i mnie
                                                  • qw994 Re: wracanie do siebie 10.03.07, 17:59
                                                    I możesz to robić w nieskończoność, tylko - po co. Życia szkoda na coś takiego.
                            • qw994 Re: wracanie do siebie 10.03.07, 17:50
                              > jeszcze w poludnie dzwonil ze oh i ah bla bla to nie mogl od razu powiedziec
                              > sluchaj pojedz ze mna??

                              Nie mógł powiedzieć, bo NIE CHCIAŁ, żebyś z nim jechała. Po prostu. Bo wolał z
                              kim innym.
                              • akkknes Re: wracanie do siebie 10.03.07, 17:55
                                mi powiedzial ze to byl spontan a jak mu powiedzialam ze to bez sensu i dla
                                mnie to jest za grubymi nicmi szyte to teraz co 5min dzwoni
                                ja czuje ze usycham czasami mam wrazenie ze jakbym mogla sie zdublowac to jedna
                                ja przytulilaby go i wybaczyla wszystko a druga ja zabilaby go tez za to
                                wszystko... gubie sie juz w tym wszystkim chyba dlatego ze mam juz ta
                                swiadomosc jak to jest naprawde a chce na sile zrobic cos na niby... jeszcze
                                troche i bede zachowywac sie jak desperat, paranoik czy jeszcze jakos
                                inaczej...
                                najlepiej to niech juz bedzie inny odlegly termin, i niech wszystko wroci na
                                swoje miejsce albo niech mnie to juz nie dotyczy.
                                boze a mowili mi przetnij ta pepowine od razu a ja glupia nie...
                                • qw994 Re: wracanie do siebie 10.03.07, 17:57
                                  Jak dzwoni, to nie odbieraj. Zbywaj go. Jeśli nawet z nim będziesz rozmawiać,
                                  to, broń boże, nie o was. Nie dawaj sobą manipulować.
                                  • akkknes Re: wracanie do siebie 10.03.07, 18:03
                                    czemu wszyscy sa madrzy a tylko ja jedna glupia??
                                    ja nie umiem z nim nie rozmawiac, ja kocham jego glos, jego oczy bo ciagle
                                    pamietam jak na mnie patrzyly, kocham jego dlonie - bo jeszcze czuje jak mnie
                                    przytulaly i moge taka litanie pisac...
                                    poza tym ze nigdy nie bylam w takiej sytuacji chociaz duza dziewczyna jestem to
                                    ja ciagle boje sie zeby nie byc egoistka, ze moze to wszystko co przezywam to
                                    jest tylko moje zdanie ktore cos pomija - cos istotnego z jego punktu
                                    widzenia... nie wiem czy bronie siebie czy jego
                                    chcialabym moc za pare dni pokazac wszystkim ktorzy sa wlasnie madrzejsi ode
                                    mnie jezyk i powiedziec ze o nie teraz to ja mialam racje - ale wiem ze to ze
                                    pokaze komus jezyk moze sie szybko obrocic przeciwko mnie bo bede znowu to samo
                                    przechodzic... ja nie mam ani ochoty ani zamiaru uzalac sie nad soba, opowiadac
                                    przyjaciolkom jak mi zle i ryczec, ja nie chce udawac przed rodzicami ze
                                    wybilam go sobie juz z glowy, a przed calym swiatem udawac ze chudne bo tak
                                    wyszlo... nawet glupio mi jest ze tu na forum o tym pisze przeciez to takie
                                    delikatne - ale ja mam taka potrzebe wygadac sie wyryczec sie bo wtedy jest
                                    choc troche lzej
                                    • qw994 Re: wracanie do siebie 10.03.07, 18:09
                                      A jakie masz plany na dzisiaj?
                                      • akkknes Re: wracanie do siebie 10.03.07, 18:10
                                        zadne?
                                        • qw994 Re: wracanie do siebie 10.03.07, 18:19
                                          Dlaczego z nikim sie nie umówiłaś, tylko siedzisz w domu?
                                          • akkknes Re: wracanie do siebie 10.03.07, 18:26
                                            bo jak sie z kims umowie to zaraz jak sie wyszykuje to odechciewa mi sie
                                            wychodzic a jak juz wyjde to mam podly nastroj bo zaraz mysle co ktos robi
                                            inaczej od niego...
                                            • qw994 Re: wracanie do siebie 10.03.07, 18:29
                                              Ale koniecznie musisz wychodzić! Łap za telefon i umów się z jakąś
                                              przyjaciółką :) Jeśli masz prawdziwych przyjaciół, to gwarantuję ci, że po
                                              pierwsze zniosą bez szemrania twój podły nastrój, a po drugie zrobią wszystko,
                                              żeby ci ten nastrój poprawić.
                                              • akkknes Re: wracanie do siebie 10.03.07, 18:30
                                                mi jest glupio trzeci misiac ryczec nawet tym najlepszym przyjacolom w rekaw...
                                                • qw994 Re: wracanie do siebie 10.03.07, 18:33
                                                  Niech ci nie będzie głupio. Od tego ma się przyjaciół.
                                                  • akkknes Re: wracanie do siebie 10.03.07, 18:37
                                                    to dlaczego moj przyjaciel zostawil mnie?
                                                  • qw994 Re: wracanie do siebie 10.03.07, 18:40
                                                    Bo tak się w życiu zdarza. Praktycznie każdemu.
                                                  • akkknes Re: wracanie do siebie 10.03.07, 18:57
                                                    ;(
                                                  • mamba80 Re: wracanie do siebie 27.07.07, 12:17
                                                    Z doswadczenia, nie tylko wlasnego, wynika, ze jak sie facetowi pokaze, ze
                                                    jest zamknietym rozdizalem, to wtedy mu sie "cos wlącza". Prosic sie nie ma
                                                    sensu, to naprawde daje odwrotny skutek. Ja sie unioslam duma i powiedzialam
                                                    sobie "jego strata" az sam to zrozumial, tylko za pozno...A jak rozmawialam z
                                                    kolezanka, ktora znalazla sie w roli porzucajacej akurat i facet ciagle za nia
                                                    wydzwanial (nie twierdze, ze Ty tak robisz, ale po prostu wiedziala, ze mu
                                                    zalezy), to obie stwierdzilysmy, ze tylko pogarsza swoja sytuacje, to zanczy on
                                                    juz w ogole zaczal w akcie rozpaczy glupoty robic, ale to juz inna historia.
                                                    Wiec dla mnie jedynym sposobem (jeslli jakikolwiek istnieje w tej sytuacji) na
                                                    uratownie czegokolwiek jest po prostu udawanie, ze nam nie zalezy. Ale wiem, ze
                                                    to moze byc trudne...To zalezy od twojego zaciecia, tak naprawde...
                                                  • ququlkka Re: wracanie do siebie 14.01.08, 10:36
                                                    Jeśli facet odszedł i nie widać, żeby mu zależało, to znaczy, że nie zależy!
                                                    Trzeba się z tym pogodzić i przestać snuć nierealne marzenia. Żyć chwilą! Zająć
                                                    się sobą, rozwijać zainteresowania, zadbać o siebie, poczytać babskie blogi jak
                                                    lovetrap.pl i przestać się zadręczać, wyluzować! Wtedy szybko się znajdzie taki,
                                                    który doceni taką naturalność :)
                                        • annna84 Re: wracanie do siebie 10.03.07, 18:30
                                          Akkknes wiem, że to boli i w tej chwili nie wyobrażasz sobie życia z kimś
                                          innym. Ale to minie i jeszcze będzie tak jak pisze qw. Spotkasz go za parę lat
                                          i będziesz się dziwiła, że kiedyś go kochałaś. Ja ostatnio czytałam swój
                                          pamiętnik sprzed kilku lat i płakałam ze śmiechu jak czytałam o swojej
                                          ówczesnej nieszczęśliwej miłości.
        • niesforna_ja Re: wracanie do siebie 02.04.07, 10:45
          jestem w identycznej sytuacji... rozpaczam strasznie on jest moim pierwszym
          chłopakiem ,a ja jego pierwszą dziewczyną ale zrozumiałam że muszę wstać na
          równe nogi...
          nie będę mu pokazywać żę cierpię i mażę o jego ciepłych dłoniach.... to boli
          ale nie mogę się załamać ... muszę mieć dobre nastawienie zacząć żyć uśmiechać
          się ... nawet teraz gdy to piszę jest mi trudno ale muszę dać radę!!! :) a
          czytając to widzę że faceci to strasznie dziwne wytwory tego świata.. ;)

          POZDRAWIAM WSZYSTKIE DZIEWCZYNY PAMIĘTAJCIE JESTEŚMY PIĘKNE, MĄDRE I SILNE!!!
          NIECH ONI O NAS WALCZĄ!! BUZIAKI :*:*:*
          • butterflymk Re: wracanie do siebie 01.05.07, 18:17
            Z jednej strony chciałabyś z nim być z drugiej że nie okażesz mu tego...
            Czy nie tracisz czegoś?
            Jakiejś możliwości, jak mu nie powiesz to nigdy się nie dowiesz?
    • ewagerman Re: wracanie do siebie 13.03.07, 11:04
      E tam, może poprostu kup jej jakies fajne nowe majtki:) a tamte po cichutku
      stopniowo wywalaj do śmieci!!
      • akkknes Re: wracanie do siebie 13.03.07, 13:39
        coo??
    • le.ia nie ma sensu wracanie tak jak odwracanie 13.03.07, 15:17
      Jak już wracać to należy kochac, zarliwie i namietnie, albo wcale tego nie
      wspominać.
      Wtedy powinno być fajnie ;)
      • vversa Re: nie ma sensu wracanie tak jak odwracanie 13.03.07, 15:22
        Byle-jak to mozna się kolegować.
        Jak kocham to nie pytam sie czy on chce wrocic tylko rzucam mu sie na szyje i
        przechodze do rzeczy...
        Jeśli nie wyzna mi milosci odrazu to i tak sie zakocha, jesli akurat nie ma
        nikogo na "widoku" innego kogos.
        A jesli nawet ,to jezeli to nic poważnego pozwoli sie piescic.
        Bedzie wtedy moj;)
        • le.ia Re: nie ma sensu wracanie tak jak odwracanie 13.03.07, 15:28
          A jak nie Twoj , to latwiej zapomniec w ramionach kogos innego ;)
          Marzenia o nim przestają trafić nasza podswiadomosc,
          a i moze milosci tej kontaktowej kiedyś nauczymy sie, nawet jak nie kochamy
          prawdziwie bezkontaktowo :(
          • vversa Re: ...chyba ze pełnią i odrazu to powracać zechce 13.03.07, 15:33
            Tak jak napisałaś to mozna za młodu...
            Z wiekiem umysł staje się wybujały, a ciało mniej jędrne...
            lepiej uważać, bo można sie przejechać jeśli byliśmy znim przedtem krótko.
            No chyba , że on jest głuchy, ślepy i uroczo przystojny to warto zaryzykować.
            Głupota nie jest zaraźliwa jeśli nie jest związana na zawsze.

            • akkknes Re: ...chyba ze pełnią i odrazu to powracać zechc 13.03.07, 15:54
              oj kochane jestescie...
              spotkanie coraz blizej wiem ze ta chwila nadchodzi szybki bilans zyskow i strat
              albo totalnie zimny bilans... staram sie trzymac jak moge, nie wspominac i nie
              myslec no i co najwazniejsze nic nie zakladac - ale hmmm ciezko tak, wolalabym
              wiedziec jaki jest sceriusz tego spotkania!! moc sie przygotowac, zeby potem
              nie cierpiec podwojnie...
              mimo wszystko ciagle sobie tlumacze na 'po swojemu' i chyba przez to tak bardzo
              sie boje tego spotkania. chcialabym zeby to spotkanie mnie rozmaczarowalo.
              pozytywnie!! boze tak mi go brakuje...
              • giebe-ls Re: ...chyba ze pełnią i odrazu to powracać zechc 14.03.07, 14:19

                Ach zeby mnie ktos tak wspominau -calego , a nie tylko swoje orgazmy

                Grzegorz Brzeczyszczykiewicz
    • madeinussa Popieram kilka przedmówczyń. 13.03.07, 16:08
      Okaż mu, że masz SWOJE WŁASNE życie, które jest super i bez niego.
      Jak zobaczy, że chodzisz na imprezy, nie płaczesz za nim, masz dużo nowych
      "kolegów" - zmięknie :)

      Sprawdzone :D
      • akkknes Re: Popieram kilka przedmówczyń. 13.03.07, 16:12
        cholera, nawet probowalam tak robic!! i gucio, bo nie umiem oszukiwac kogos
        kogo mimo wszystko kocham... po prostu chyba ciagle sobie robie nadzieje i
        wychodze z zalozenia ze po co mam go oszukiwac... wiem nie zachowuje sie jak
        osoba rozsadna...
        • akkknes Re: Popieram kilka przedmówczyń. 14.03.07, 20:15
          tak wam tylko napisze ze u mnie bez zmian... ;(
    • tamara33 Re: wracanie do siebie 16.03.07, 08:07
      Nadal głucho?
      • akkknes Re: wracanie do siebie 16.03.07, 22:33
        tak, niestety - na zachodzie bez zmian :))

        a tak na powaznie to jutro sie mamy widziec. pisze mamy bo za dobrze go znam
        zeby moc cokolwiek zaplanowac... nie wiem jak to bedzie, modle sie tylko zebym
        na dzien dobry nie rzucila mu sie na szyje i powiedziala jak bardzo go
        kocham... trzymajcie kciuki zeby to spotkanie dalo jakis efekt - obojetnie
        jaki, byle nie ciag dalszy mojej agonii...
    • madziuuunia Re: wracanie do siebie 17.03.07, 18:16
      akknes i jak po spotkaniu??? napisz szybko jak przebieglo i wkoncu czy cos z
      niego wynilko. Caly dzien trzymam za Ciebie kciuki!!!!!
      • akkknes Re: wracanie do siebie 17.03.07, 20:01
        dupa nie spotkanie!!
        jedyne co jasne: nie jestesmy ze soba a wystarcza 3 sekundy zeby znowu razem
        byc, i to, ze dalej tak jak jest byc nie moze... ciag dalszy agonii chyba w
        poniedzialek...
        nie wiem na koniec zapytal czy go kocham. no niestety tak moj drogi kocham cie
        i mimo wszystko chce z toba byc czy tego nie widzisz??
        mowie mu ze sluchaj mnie to meczy psychicznie bo ja i tak mimo ze jestem twarda
        z zewnatrz to od wewnatrz ciagle robie sobie nadzieje. a odciac sie totalnie
        powinnam dwa miesiace temu od razu jak bylo na rzeczy. a on mi mowi ze nie
        zebym nie czekala i nie robila sobie nadzieji ze jak on sie ogarnie to powalczy.
        no ale dziewczyny jak ja mam sobie po takich slowach nie robic dalej nadziei??
        prosze, nie mowcie mi znowu olej go bo sobie toba tylek podciera... ja to juz
        znam na pamiec.jesli ktoras umie czarowac niech zaczaruje moj swiat...!!

        • angoisse nie bądź tak denna kretynką 17.03.07, 20:15
          on nie chce z Tobą być!!
          mowił ci to juz pewno setki razy, i to wyraźnie , tylko TY NIE CHCESZ TEGO
          PRZYJĄĆ DO WIADOMOŚCI.
          więc dawaj mu tyłka gratis. Jako ta druga czy trzecia z kolei po jego nowych
          interesujacych koleżankach....

          Jak sobie nie radzisz z emocjami to idź do psychologa. Bo problem w twojej
          głowie!! A facet beznadzieja jest i tyle, ale Ty -cholercia- nie lepsza...

          Stracisz parę lat, szacunek do siebie a obudzisz sie z ręką w nocniku stara i
          sfrustrowana na męskim bezrybiu... i to przez jednego palanta??!! litości...
          • akkknes Re: nie bądź tak denna kretynką 18.03.07, 12:09
            angoisse
            na twoje nieszczescie nie daje nikomu tylka gratis - ja z tych o poziom
            wyzszych jestem niz utrzymywanie faceta dla takich powodow...
            a no i denna kretynka nie jestem skoro mam jakies tam uczucia
            • kaktusik0 Re: nie bądź tak denna kretynką 18.03.07, 13:47
              będę kolejną osobą udzielającą mniej czy bardziej mądrych rad, których i tak nie posłuchasz. Szkoda mi Ciebie więc coś jednak skrobnę.

              Olej go. KONIECZNIE usuń go z gg (nie ma nic bardziej wykańczającego niż sprawdzanie co 5 min czy jest na gg i jaki ma opis). Oddaj mu jego rzeczy i powiedz żeby nie dzwonił. Powiedz mu że nadal go kochasz i musisz sobie z tym poradzić bo to Cię wykańcza, a im mniej będziecie się kontaktować tym będzie Ci łatwiej. Dla niego będzie to sygnał że coś do niego czujesz, i że jeszcze ma szansę, ale że musi się szybko zdecydować.
              Gdyby Cię kochał i chciał to ratować to by Ci to powiedział, albo poprosił o trochę czasu. Dlaczego Ty masz za niego myśleć i dawać mu siebie na talerzu? Gdyby jemu było trudno, gdyby potrzebował czasu żeby coś przemyśleć to by siedział w domu i myślał i miałby takiego samego doła jak Ty i bałby się że Cię straci, a nie umawiał się z koleżankami na zakupy.
              Powiedz znajomym że mają Cię choćby siłą wyciągać z domu i zacznij o nim zapominać.
              Wierz mi że jeśli kontakt się urwie, jeśli nie będzie go na Twojej liście kontaktów gg to po 3 dniach będziesz już mniej o nim myślała. Nie mówię że wcale, ale mniej. I poczujesz się pierwszy raz od dawna bardziej wypoczęta.

              A on, jeśli mu naprawdę zacznie zależeć (bo teraz mu nie zależy, nie oszukujmy się) to nie będzie siły która go powstrzyma. Bo jeśli miałyby go powstrzymać przypuszczenia że już nie chcesz z nim być, to znaczyłoby że bardzo słabo mu na Tobie zależy.

              P.S. Nie dawaj mu miesiąca, jak niektórzy Ci radzą. Wykończysz się psychicznie przez ten miesiąc.
              • akkknes Re: nie bądź tak denna kretynką 18.03.07, 14:01
                nie no na szczescie nie sprawdzam co chwile czy jest na gg bo jak juz tu
                pisalam za dobrze sie znamy i swoje plany tez wiec generalnie pomijajac jakies
                niespodzianki wiem co u niego. Kurna, on mi ciagle mowi ze potrzebuje troche
                czasu zeby ogarnac sie z praca bo zaczal nowa i ze nie ma czasu itd i ja to
                odbieram za ten czas wlasnie...
                miesiac to rzeczywiscie fajny pomysl ale nie dla kogos z tak slaba psychika jak
                moja :(
                • kaktusik0 Re: nie bądź tak denna kretynką 18.03.07, 14:55
                  z pracą ma się ogarnąć? :/
                  a jak znowu zmieni pracę to znowu powie Ci że to koniec dopóki się nie wdroży?
                  a z koleżankami to ma czas się spotykać?
                  żenujące.
                  może jestem dziwna, ale gdyby mi zależało i potrzebowałabym czasu to powiedziałabym to wprost, a nie wykręcała się pracą. Po pierwsze bo tak by było fair, po drugie bo zwiększałoby to moje szanse że ta druga osoba będzie czekać. Gdyby mi facet powiedział że nie wie czy chce być ze mną bo ma dużo pracy to bym mu powiedziała że nie musi się już zastanawiać.
                  • qw994 Re: nie bądź tak denna kretynką 18.03.07, 14:57
                    Podpisuję się pod tym czterema kończynami :)
                  • akkknes Re: nie bądź tak denna kretynką 18.03.07, 14:58
                    a jesli ja go kocham
                    bo mi sie tak wydaje

                    ja chyba mam jakas misje w zyciu - ze mimo i pomimo wszystko poswiecam sie
                    czekam cierpie i... i nie wiem co dalej jest bo nigdy nie bylam w takiej
                    sytuacji
                    zawsze wiedzialam jakiego faceta chce i jak cos mi nie pasowalo to tez tam
                    troche roznie bywalo ale bylam honorowa jak nie wiem co dumna nawet
                    a teraz mam to wszystko gleboko byle z nim
        • qw994 Re: wracanie do siebie 18.03.07, 12:18
          > prosze, nie mowcie mi znowu olej go bo sobie toba tylek podciera...

          A co innego napisać, skoro dokładnie tak jest?
          • akkknes Re: wracanie do siebie 18.03.07, 14:02
            nie wiem ;(
            • qw994 Re: wracanie do siebie 18.03.07, 14:18
              Skończ to wreszcie i tyle.
              • akkknes Re: wracanie do siebie 18.03.07, 14:23
                hm... wczoraj doszlam do wniosku ze nawet moglabym to zrobic.
                ale ja nie chce.
                co z tego ze wczoraj tak dziwnie sie czulam gdy patrzylam mu w oczy, gdy on byl
                obok, ze naprawde dawno sie tak nie denerwowalam, nie pamietam kiedy nogi mi
                tak drzaly... co z tego ze nic tak naprawde nie dalo mi to spotkanie
                ale wczoraj tak dobrze mi bylo
                • qw994 Re: wracanie do siebie 18.03.07, 14:38
                  A dzisiaj? Dobrze ci? Fajnie się żyje, kiedy człowiek się sam tak upokarza?
                  • akkknes Re: wracanie do siebie 18.03.07, 14:48
                    na razie jakos sie trzymam w dobrej formie wiec nie placze slucham jandy 'na
                    zakrecie' patrze na deszcz i modle sie zeby miec skads sily...
                    chyba ciagle zyje tym ze wczoraj bylo mi tak fajnie, wiesz idealizuje sobie
                    wczorajszy wieczor, za tydzien jak te kwiatki od niego zwiedna pewnie bede
                    wiedziala juz ze to nie bylo takie fajne

                    nie chce byc sama boje sie tego
                    • qw994 Re: wracanie do siebie 18.03.07, 14:56
                      JUŻ jesteś sama. Nie masz faceta.

                      I nie ma się czego bać. Będąc samemu wiele rzeczy się odkrywa. Nieumiejętność
                      bycia samemu to dla mnie rodzaj kalectwa.
                      • akkknes Re: wracanie do siebie 18.03.07, 15:01
                        wiecie co, dzis sie cos stanie
                        bo ja jestem jakas dziwna optymistka od rana
                        od dwoch miesiecy tak nie bylo wiec na bank bedzie cos nie tak...

                        a czuje ze jutro znowu bede wam tu plakac
                        • qw994 Re: wracanie do siebie 18.03.07, 15:08
                          Tylko od ciebie zależy, czy będziesz płakać czy nie.
                          Jeśli chcesz mu pozwolić narobić sobie na głowę - twój wybór.
                          • akkknes Re: wracanie do siebie 19.03.07, 10:47
                            boze tak wiele rzeczy zalezey NIE ode mnie...!
                            • mariuszbednarczyk Re: wracanie do siebie 19.03.07, 11:13
                              nie jesteś sama. Ode mnie też już nic nie zależy. Ja postanowiłem 3 tyg. temu
                              zerwać kontakt z kobietą, po wielomiesięcznej walce o nią. Jest ciężko. Do tego
                              doszłedł fakt, że okłamywała mnie. W głowie kotłuje mi się codziennie.
                              Widocznie jej na mnie już kompletnie nie zależy ponieważ nie próbuje
                              skontaktować się ze mną. Postanowiłem ratować resztki szacunku do siebie i
                              przestać żebrać aby była ze mną. Postanowiłem, że nie będę się z nią
                              kontaktować, dzwonić, pisać itp. Może się uda. Może uda mi się przez to przejść
                              i wyleczyć się z tego. Chyba jeszcze nigdy w życiu nie byłem tak bezradny jak
                              teraz.
                              • akkknes Re: wracanie do siebie 19.03.07, 14:50
                                widzisz wiec chyba mnie rozumiesz i nie powiesz ze jestem denna kretynka...

                                nie wiem kiedy u mnie nastapi taki moment ze podejme taka decyzje jak ty.
                                ja tez walcze, tez jest mi ciezko, staram sie juz nie myslec czy on mnie
                                oszukuje czy mowi prawde. nie wiem czy mu zalezy czy nie - ale on sam trzyma ze
                                mna kontakt...
                                moj szacunek jest juz dawno w strzepach - zebralam, zebrze i pewnie jeszcze
                                bede zebrac o niego, parwie 3miesiace temu schowalam swoj honor gleboko w
                                kieszen.
                                serce mi juz nie peka bo peklo dawno temu
                                bezradna, bezsilna boze czasami to czuje ze nic juz nie jestem w stanie zrobic,
                                a mimo to dalej probuje. tylko nie wiem czy mam jeszcze po co probowac - ja juz
                                stalam i na rzesach i na uszach. ssie mnie od srodka taka pustka ze czasami mam
                                wrazenie ze jestem juz na dnie. w sumie to dna psychicznego juz tez siegnelam.

                                najgorsze sa chwile 'normalnosci' - wiem pewnie nie powinno ich byc wcale,
                                powinnam sie odciac jak mi tutaj wszyscy radza - ale te chwile normalnosci sa
                                takie mile, przyjemne, nagle wracaja wspomnienia i zapominam o wszystkim
                                nienajlepszym. wtedy przestaje myslec przyszlosciowo jest tylko tu i teraz.
                                a po tym tu i teraz jest nagle placz zal zlosc na sama siebie
                                zal i zlosc rozdraznienie ze tej znajomosci nie ucielam od razu tylko liczylam
                                na cud
                                a przeciez to tylko zycie nie film tu nie ma szczesliwych koncow

                                siedze sama i probuje myslec o pracy bo latem bede sie bronic i prawie godzine
                                siedze i gapie sie w worda i nic... nie mam juz ani sily ani ochoty gadac o tym
                                z bliskimi, mowic jak mi zle - bo teraz pzyznam im racje a za pol godziny bede
                                z nim gadac przez telefon i stwarzac pozory.

                                czadami mam ochote jakos zawiesic cale zycie, niech ja juz wyplacze do konca
                                wszystkie zale i pretensje, niech wyrzygam to co musze, niech mi juz przejdzie
                                i niech dopiero wtedy swiat znowu zacznie sie krecic - ale tak zeby nikt nawet
                                ja nie pamietal o tym piekle ktore mam teraz!!!
                                • akkknes co ja robie? 19.03.07, 15:26
                                  czasami mam wrazenie ze nie tylko 'schizuje' ale ze naprawde wariuje ze mi
                                  psycha siada i ze sobie nie radze
                                • mariuszbednarczyk Re: wracanie do siebie 19.03.07, 15:32
                                  widzisz, ale on przynajmniej chce do Ciebie zadzwonić. U mnie jest inaczej.
                                  Złapałem ją na ohydnym kłamstwie. Nie zrobiło to na niej żadnego wrażenia,
                                  żadnego. Powiedziała jak zawsze, że możemy się nie kontaktować i tak jest.
                                  Zacisnąłem zęby i postanowiłem, że tym razem zachowam się jak facet i nie
                                  odezwę się. Postanowiłem stanąć na nogi, choć jestem w podobnym stanie jak Ty.
                                  Poza tym wiem, że zrobiłem wszystko by ją odzyskać. Nie udało mi się, po prostu
                                  przestała mnie kochać. Oczywiście nie jesteś denną kredtynką, choć ja zaczynam
                                  siebie uważać za dennego kretyna, że wcześniej tego nie przerwałem. Kiedyś się
                                  starała jak próbowałem odejść, teraz już ma to gdzieś.
                                  • akkknes Re: wracanie do siebie 19.03.07, 15:50
                                    ciekawe tylko po co do mnei dzwoni, po co chce sie spotkac?
                                    mi naprawde nie jest z tym latwiej.
                                    teraz z perspektywy czasu wiem juz, ze duzo latwiej by mi bylo gdybysmy zerwali
                                    kontakt od razu a nie tak.
                                    on nie wiem przed kim chyba przed samym soba chce zagrac dobrego - bo ciagle
                                    mowi ze co ma zerwac kontakt jak jakis cham? ja nie mam w sobie tyle odwagi
                                    zeby mu powiedziec ze to i tak niewiele by zmienilo, ja go nawet jako takiego
                                    chama kocham i ciagle chce z nim byc.
                                    ja nie chce tu prac brudow, nie mowie ze jestem idealna. ale on mi ciagle mowi
                                    ze ja bylam za dobra ze on mial wszystko na tacy ze ja za bardzo wszystko dla
                                    niego ale do cholery dla kogo to mialam robic? dla sasiada?? proste chyba jest
                                    ze jak cos robie to robie to cala soba!!!! nie chcesz wiedziec CO on mi za
                                    akcje porobil w ciagu tego tylko roku. ja sama staram sie o tym nie myslec.
                                    wiesz on mi jeszcze ciagle mowi ze jemu tez nie jest latwo, ze to ze tamto...
                                    wiec ja nie wiem ile mam mu mowic ze skoro ostatnio normalnie rozmawiamy no i
                                    jeszcze ten wniosek jego z soboty ze wystarcza 3sekundy zeby byc znowu razem...
                                    boze ja nie wiem juz jak sie zachowac
                                    wiem ze z jednej strony najlatwiej by bylo gdyby jedno z nas calkowicie zerwalo
                                    kontakt - on tego nie zrobi bo nie chce wyjsc na chama przed znajomymi czy
                                    rodzina... ja tego nie zrobie bo nie chce. wiem ze moja madrosc polega na tym
                                    zeby to zrobic.
                                    czy ty widzisz jak ja pisze? ciagle 'wiem' i 'nie wiem'... moje zycie ostatnio
                                    tak wyglada... czuje ze bladze gdzies miedzy jakimis sprawami i nic z tego nie
                                    mam. ja sie czuje taka zagubiona
                                    i za nic w swiecie nie chce posluchac i wcielic w zycie tego co mi madrzy
                                    ludzie radza...!
                                    • mariuszbednarczyk Re: wracanie do siebie 19.03.07, 17:42
                                      odpowiem Ci jako facet ponieważ do tej pory odpowiadały na Twoje pytania
                                      kobiety. Chłopak bawi się tzn. próbuje do czego i jak daleko może się posunąć.
                                      Ja kiedyś też tak robiłem i jak mnie kobieta kopnęła w tyłek to dopiero wtedy
                                      zrozumiałem co narobiłem. Mówię całkiem serio. Bądź pewna, że jeśli facet
                                      dzwoni do Ciebie tzn. że nie chce stracić z Tobą kontaktu jednocześnie sonduje
                                      Twoje samopoczucie. Dziewczyny doradzały Ci wcześniej abyś go olała. Jeśli nie
                                      chcesz go olewać to bądź konkretna. Na facetów naprawdę to działa. Zresztą na
                                      kobiety też. Jestem pewny, że dopóki będziesz się przed nim płaszczyć nic nie
                                      zyskasz. Pomyśl! Nie może być już gorzej, więc jak spróbujesz i nie zadziała to
                                      zawsze możesz do niego zadzwonić jeśli nie będziesz mogła wytrzymać. Jeśli
                                      zmieni zachowanie względem Ciebie to będziesz na plusie. Jak mnie kobieta
                                      kopnęła to dokłądnie tak zrobiła, olała mnie i przed 2 miesiące jak piesek
                                      siedziałem pod drzwiami. A do momentu jak mnie rzuciła to chojrak byłem taki,
                                      że sam wojnę w iraku mógłym wygrać. Byłem pewny, że nic mi nie grozi i, że
                                      laska będzie mi jadła ręki.
                                      • akkknes Re: wracanie do siebie 19.03.07, 18:00
                                        ja gdzies tu juz chyba napisalam, ze dopiero w momencie jak przestalam plakac w
                                        sluchawke i prosic zeby wrocil sprobowac jeszcze raz to dopiero wtedy
                                        zaczelismy normalnie rozmawiac, nie klocic sie...
                                        dzieki ze mowisz ze skoro dzwoni to znaczy ze nie chce stracic kontaktu... no w
                                        sumie to juz zmienil zachowanie wzgledem mnie od tamtego momentu.
                                        pewnie ze nie chce go olac bo nie chce tez go oklamywac...
                                        wiesz ja po prostu boje sie zwyczajnie sie boje ze za jakis czas mimo ze ja
                                        nadal bede miala jakies nadzieje i wszystko bedzie dla mnie wygladalo ze jest
                                        ok, to on nie bedzie chcial wrocic bo wiem jaki on jest. i wiem ze jak bedzie
                                        mial cos nowego na oku to bedzie umial ladnie pograc - tak zebym ja o niczym
                                        nie wiedziala. i ze ja znowu narobie sobie nadziei i nic z tego nie bedzie.
                                        chociaz rzeczywiscie gorzej juz byc nie moze. nie wiem jak mam zrobic bo z
                                        jednej strony jak sobie juz tak pomysle ze zapre sie na jakis czas to po prostu
                                        ja strace ten czas - bo wtedy sie odkocham czy cos.
                                        nie wiem...

                                        jutro sie z nim spotykam. jutro mu powiem wszystko spokojnie. powiem mu ze tak
                                        ze go kocham, ze to nie jest moja fanaberia, ze jego zachowanie odbieram tak a
                                        nie inaczej, ze tak jak sam mi powiedzial wystarczy chwila zeby znowu byc
                                        razem, ze dalej tak jak jest nie moze byc. powiem mu jeszcze pare innych rzeczy.
                                        mam nadzieje ze uda mi sie zapanowac nad emocjami i sie nie porycze.

                                        jedyne co ci powiem tak w sekrecie to to ze tak bardzo bym chciala zeby on
                                        powiedzial ze tak rzeczywiscie ostatnio tyle sie zmienilo jest normalnie daj
                                        buzi przytul sie juz dobrze jestesmy razem.

                                        za duzo chce, co?
                                        • e1982 Re: wracanie do siebie 19.03.07, 19:35
                                          a czego mi zazdrościsz?:)
                                          • akkknes Re: wracanie do siebie 19.03.07, 19:37
                                            ze cie pocalowal
                                            ze po 2och miesiacach od rozstania spotykasz sie z nim
                                            ze on nie ma nikogo
                                            ze masz inaczej niz ja
                                            • e1982 Re: wracanie do siebie 19.03.07, 20:00
                                              Eh..już nie masz mi czego zazdrościc...bo:
                                              1.zrobil to pod wplywem chwili...choc mowilam,ze mam nadzieje,ze tak nie jest...
                                              2.przeprosil..napisal,ze sam nie wie czego chce
                                              3.raczej prędko się nie spotkamy..jeśli wogóle...
                                              4,nic nie wyszło...
                                              pozdrawiam i życzę zeby Tobie wyszlo..
                                              • akkknes Re: wracanie do siebie 19.03.07, 20:25
                                                moze to zludne i kierowane emocjami ale wiele bym oddala zeby choc przez troche
                                                poczuc takie cos
                                                • akkknes Re: wracanie do siebie 19.03.07, 20:26
                                                  aha i nie dziekuje - zobaczymy co jutro bedzie i wtedy podziekuje albo zarycze
                                                  sie na smierc
                                        • blanca28 Re: wracanie do siebie 20.03.07, 16:13
                                          Piszę, bo kiedyś byłam w podobnej sytuacji. Narzucałam sie facetowi, prosiłam,
                                          dawałam mu do zrozumienia, że dla mnie jest całym światem... Nie zadziałało.
                                          Znalazł sobie inną i wtedy postanowiłam( w końcu !!!!) zapomnieć. Coraz
                                          rzadziej do niego pisałam( on za to zawsze dzwonił), jak raz spotkałam go na
                                          ulicy udałam, że tak straaaasznie się spieszę. Powiedziałam, że spotykam się z
                                          kimś. Pózniej wyjechałam. Odezwałam sie po 2 miesiącach. Był totalnie
                                          zdziwiony. Sądzę, że moja oschłość, nie narzucanie się pomogło. W końcu
                                          zrozumiał, że popełnił kiedyś błąd. Teraz jesteśmy razem i naprawdę jesteśmy
                                          szczęśliwi. Ale do tej pory nie mogę sobie wybaczyć mojej głupoty, że czekałam
                                          na niego tyle czasu i tyle łez wypłakałam. Więc nie popełniaj tego samego błędu
                                          co ja. Im wcześniej dasz mu do zrozumienia, że Twój świat nie kręci się wokół
                                          niego, tym szybciej on odczuje, że nie jesteś na każde jego skinienie. Może
                                          wtedy odczuje pewną pustkę i zrozumie co tak naprawdę czuje. Bo jak na razie to
                                          on się swietnie bawi twoim kosztem, a Ty marnujesz swoje życie dla kogoś
                                          takiego. Zyczę Ci jak najlepiej ..... więc OLEJ GO!!!!!
                                          • akkknes do blanca28 20.03.07, 17:26
                                            dzieki kochana,
                                            kazda taka wiadomosc daje mi jakby jakas sile...
                                          • mariuszbednarczyk Re: wracanie do siebie 20.03.07, 18:02
                                            KURDE !!!! Dlaczego ja tak nie zrobiłem 8 miesięcy temu !!!! Jaki człowiek
                                            głupi jest no! Wtedy by się udało a teraz dupa. Wszyscy o tym wiedzą oprócz
                                            mnie, ale ci.. ze mnie.
                                            • akkknes 8mcy 20.03.07, 18:24
                                              odezwe sie do ciebie za 8miesiecy i powiem ci czy byles glupi...

                                              boze czekam na niego i tak mnie wkurza ze jestem tak dziwnie spokojna, ze czuje
                                              jakbym znala scenariusz tej imprezy, ze wiem jak to bedzie...
                                              trzymaj kciuki
                                      • akkknes Re: wracanie do siebie 19.03.07, 22:34
                                        wiesz co,
                                        jak mozesz mi TO jakos podsumowac i powiedziec jak facet czy jestem glupia to
                                        bede ci wdzieczna...
                                        • akkknes Re: wracanie do siebie 19.03.07, 22:34
                                          akkknes napisał:

                                          > wiesz co,
                                          > jak mozesz mi TO jakos podsumowac i powiedziec jak facet czy jestem glupia to
                                          > bede ci wdzieczna...


                                          to do mariuszabednarczyka :)
                                          • mariuszbednarczyk Re: wracanie do siebie 20.03.07, 08:37
                                            nie, nie jesteś głupia. Absolutnie. Nie można określić człowieka głupim, który
                                            kogoś bardzo kocha i robi wszystko aby uratować związek. Po prostu targają Tobą
                                            w tym momencie tak wielkie emocje, że możesz mieć wrażenie, że zachowujesz się
                                            jak osoba mało rozsądna. Prawdopodobnie znajdujesz się w depresji. Może spróbuj
                                            antydepresantów? Mi chyba pomogły ponieważ mam wrażenie, że zacząłem
                                            racjonalnie myśleć i kalkulować swoje zachowanie. Wracając do pytania - nie
                                            masz innego wyjścia jak zacisnąć zęby i ochłodzić stosunki z chłopakiem. Ja
                                            potrafiłem uciąć kontakty z byłą, nie widzimy się, nie dzwonimy, nie piszemy.
                                            Na początku jest ciężko, ale teraz już jest łatwiej. Przestawiłem się
                                            na "samodzielne" życie. Nie rzuciłem się w mega wir nowych znajomości i
                                            imprezowania. Bawię się i imprezuję tak jak kiedyś i to mi wystarcza. Nie robię
                                            nic na siłę. Chcę posiedzieć w domu - siedzę w domu, mam ochotę pójść do
                                            kumpla, robię to. Nic na siłę.

                                            Oczywiście jesteś kobietą i inaczej reagujesz na stany emocjonalne. Mi się
                                            udało zacisnąć zęby i spróbować się wyrwać z tego koszmaru pomimo, że kocham
                                            kobietę bardzo mocno (mam nadzieję, że już niedługo). Tak jak Ci napisałem
                                            wcześniej - gorzej już być nie może! Więc spróbuj tego co wszyscy Ci tu radzą.
                                            Jeśli Ci się nie uda to będziesz dalej walczyć. Jeśli Ci się uda to on będzie
                                            się starał lub dojdzie do Ciebie, że ma Cię gdzieś.

                                            I jeszcze jedna sprawa! Bardzo żałuję, że rok temu nie wszedłem na to forum.
                                            Nie wiedziałem, że takowe jest po prostu. Gdybym wtedy przeczytał posty mamab26
                                            to od razu wprowadziłbym je w życie i jestem pewny, że by poskutkowały. Teraz
                                            już nie skutkują ponieważ tak się upodliłem przed kobietą, że straciła do mnie
                                            szacunek i zdążyła zakochać się w innym.

                                            Konkludując - nie masz innego wyjścia jak ochłodzić stosunki. Spróbuj w myślach
                                            zamienić role na przykład. Jakbyś traktowała człowieka, który wiecznie kaja się
                                            przed Tobą i błaga? Przez pierwsze dni litowałabyś się, ale potem pewnie by Cię
                                            zaczeło to denerwować. Pomyśl sobie co widzi Twój chłopak patrząc na Ciebie.
                                            widzi kogoś kto jest od niego w 100% uzależniony. Chciałabyś znaleźć się w
                                            sytuacji w której ktoś jest od Ciebie w 100% uzależniony? Jest jak małe
                                            dziecko, którym trzeba się opiekować 24h/24h ? Jest na każde skinienie?
                                            Możliwe, że facet w tym momencie odgrywa się na Tobie za wszystkie "krzywdy",
                                            których od Ciebie doznał. Może mieć teraz satysfakcję, że może się na Tobie
                                            odegrać za to, że kiedyś coś mu powiedziałaś, źle go potraktowałaś itp. Faceci
                                            są pamiętliwi, bardzo pamiętliwi, możesz być tego pewna.
                                            • akkknes do mariuszbednarczyk 20.03.07, 17:35
                                              wiesz on mi wypomina ze np przy jego koledze nie chcialam stanac na drabinie
                                              (mam lek wysokosci i to naprawde duzy)i ze ten kolega niby juz dawno pytal
                                              czemu on ze mna jest jak ja takie akcje robie... albo ze spotykalismy sie raz
                                              na tydzien. no ale bo on tak chcial!! pewnie ze czasami widzielismy sie i
                                              codziennie ale o tym juz chyba zapomnial. ja mu nigdy nie robilam jakis
                                              zazdrosci, zabraniania, nie wiem jakis akcji. pare razy zdarzylo mi sie zapytac
                                              czemu jechal do mnie sto godzin jak da sie w godzine, on zawsze krzyczal ale
                                              tak u niego w domu wszyscy robia wiec tego nie przeskocze. albo ze ostatnio
                                              ciagle plakalam. plakalam bo ja siedzial pol nocy przed kompem na gg albo smogu
                                              to mi zal dupe sciskal i z zalu ryczalam. ale bez przesady, ja nie chodze z
                                              kolegami kupowac majtek i nie znikam tez na pare nocy z rzedu z kolega...
                                              nie, nie chce prac brudow ani szukac na sile zlosci.
                                              czekam teraz na niego, zobaczymy co z tego wyjdzie - ma dzis szkolenie w tej
                                              nowej pracy i ciekawe czy zdazy znalezc czas dla mnie... a ja tu prawie latam
                                              nad ziemia z tego wszystkiego.
                                              co do forum to tez nie uderzam tu z kazdym problemem, ale wiem ze tutaj raczej
                                              mi pomoga. latwiej zreszta pogadac z kims obcym kto nie ocenia.
                                              tez nie szukam na sile zajecia, fakt ze nagle mam duzo czasu i czasami naprawde
                                              mi sie nudzi... no ale jakby cos to mam do kogo uderzyc.
                                              a co do emocji - podobno kieruje sie ciagle emocjami a nie rozumem.
                                              ciekawe co bedzie... bardzo ciekawe.
    • sephora0505 Re: wracanie do siebie 20.03.07, 10:05
      daj sobie czas.CZAS jest najlepszy na wszystko.jeżeli będziecie mieli być razem
      to będziecie prędzej czy później.
      • akkknes sephora0505 20.03.07, 17:37
        wiem ze czas wszystko ulozy ale do cholery tyle czasu juz minelo ze ciezko mi w
        to wierzyc.
        chcialabym zeby to predzej czy pozniej znaczylo teraz...
    • e1982 Re: wracanie do siebie 20.03.07, 10:47
      Uwierz - krótka chwila czegoś miłego, kiedy facet mówi, że nie będziesz znów
      cierpieć..A potem dowiadujesz się, że nic z tego - bo sam nie wie, czego chce -
      to nic miłego.. I gdybym mogła cofnąć czas - nie dopuściłabym do
      tego..Rozdrapał na nowo t, co zastygało..
      Pozdrawiam i 3mam kciuki :)
      • akkknes Re: wracanie do siebie 20.03.07, 17:39
        nie wiem na razie jest ok jeszcze sie trzymam :)
        ciekawe co bedzie wieczorem jak sie z nim spotkam i powiem to co chce
        ciekawe co bedzie jutro jak spotkam sie z przyjaciolkami i zaczne ryczec
    • e1982 Re: wracanie do siebie 20.03.07, 19:09
      daj znać, jak było!
      i pamiętaj - cokolwiek bedzie - to choć będziesz wiedziec, co i jak (oby..)
      będzie dobrze :)
      tu też możesz "popłakać":) to pomaga:)
      • akkknes Re: wracanie do siebie 20.03.07, 19:17
        pewnie ze dam znac,
        przeciez gdyby nie Wy to ja bym sobie oczy wyplakala!
        Naprawde latwiej mi pogadac tutaj niz nawet z najblizszymi
        nie wiem czemu tak jest ale tu jakos tak inaczej jest
        Ktos napisal ze rady musi dawac ta osoba ktora przeszla to samo i to chyba
        przez to tez :))
        dam znac chociaz nie powiem zebym byla dobrej mysli
        • akkknes news 20.03.07, 19:43
          dzis nie bedzie spotkania

          boze wiem o tym od paru minut i jeszcze sie nie poryczalam
          nie to ze jak po kaczce bo cos tam zal scisnal ale jakos bez histerii to
          przyjelam

          jutro mam sie z nim widziec
          • akkknes Re: news 20.03.07, 20:31
            kurde, nawet nie zawiodlam sie na nim!!
            zawiodlam to sie na nim w styczniu i teraz dzien po dniu to tylko sie chyba
            nasila.
            nie jestem nawet rozczarowana, chyba jakas czesc mnie od srodka musiala czuc ze
            tak to dzis bedzie, bo nawet nie szykowalam sie na to spotkanie - a niestety
            moja glupota polega na tym, ze dla niego chce wygladac jak najlepiej.

            mam dziwne wrazenie, ze on to specjalnie robi. nie wiem asekuruje sie? odwleka
            ten moment jak tylko sie da, z sobota robil to samo. wychodzi na to ze nie
            tylko ja jestem glupia - on tez bo mimo wszystko robi tak zeby np nie zabrac
            rzeczy ode mnie - tak jakby sie chcial zabezpieczyc na jakas ewentualnosc. albo
            ja i moja glupota tak to odbieramy :(

            ide do wanny zebym dola nie zlapala...

            • mariuszbednarczyk Re: news 20.03.07, 20:36
              no to czekamy do jutra!
              • akkknes Re: news 20.03.07, 20:37
                oby tylko bylo na co czekac...
                • mariuszbednarczyk Re: news 20.03.07, 20:51
                  jak masz w domu coś mocniejszego to napij się. Zaraz na polsacie jest dobra
                  głupawa komedyjka. Na lekkiej bańce czas milej upływa.
                  • akkknes Re: news 20.03.07, 21:27
                    nieee juz przechodzilam zabawy z liskaczem i wcale nie bylo latwiej :(
                    • mamab26 Re: news 21.03.07, 00:31
                      > nieee juz przechodzilam zabawy z liskaczem i wcale nie bylo latwiej :(

                      Może byłoby łatwiej ,gdyby łiskacz był pity w miłym towarzystwie ,koniecznie
                      płci przeciwnej :)))
                      Może pora rozejrzeć się za zastępcą :P
                      • monia0074 Re: news 21.03.07, 01:51
                        Fascynujące jest to, jak wiele jest różnych mężczyzn i różnych kobiet a przy tym
                        tak wiele podobnych historii...Sytuacja u mnie bardzo podobna. Tyle, ze on
                        bardzo mnie kocha (!) i jestesmy teraz na etapie "zejścia się po raz 100". Ale
                        nie o mnie tutaj. z wyzej wymienionego powodu czytałam wątek z zapartym tchem,
                        do rad zastosuje sie przy nastepnym rozstaniu (zapewnie niedługo), a autorce
                        wątku...cóż..życzę z całego serca tego, czego sobie bym zyczyła.. tylko czego?
                        Bo czy- jesli on wroci, jak sie juz nim nacieszysz- wyobrażasz sobie ze
                        zapominasz o tych wszystkich okrucieństwach i jestescie przykładna parka? z
                        doswiadczenia wiem, ze tak nie bedzie. nie bedziesz go pewna. i dalej bedziesz
                        nieszczesliwa. Wiec..zycze nam obu :), aby pojawił sie na naszej drodze ktos,
                        dzieki ktoremu zapomnimy o naszych M jak najszybciej, i dojdziemy do wniosku ze
                        naprawde nie sa nas warci. A wtedy niech płacza i drapia w drzwi...Sciskam
                        ciepło i czekam na newsy
                        • akkknes Re: news 21.03.07, 08:28
                          caly czas wierze ze jakby cos to potrafie zapomniec
                          ale nie wiem....

                          a z newsow - wczoraj dzwonil jak bylam w wannie, chcialam oddzwonic i nie
                          odbieral. mapisalam mu smsa ze czekam tu i tu dzis na niego bo mamy przyjechac
                          do mnie. no i ciiiiisza. teraz oddzwonilam to powiedzial ze nie wie czy sie
                          wyrobi czy zdazy i sie nie umawiamy tu i tu tylko ze on zadzwoni

                          czuje ze czas posluchac znajomego od liskacza - pojsc na poczte z kartonem z
                          jego rzeczami i wyslac. bo on nie jest podobno tym na bialym koniu. a takiej
                          bajki jaka ja bym chciala nie ma.

                          lece na uczelnie w pierwszy dzien wiosny a czuje sie jakby byla jesien :(((
                          • qw994 Re: news 21.03.07, 21:40
                            > a z newsow - wczoraj dzwonil jak bylam w wannie, chcialam oddzwonic i nie
                            > odbieral. mapisalam mu smsa ze czekam tu i tu dzis na niego bo mamy
                            przyjechac
                            > do mnie. no i ciiiiisza. teraz oddzwonilam to powiedzial ze nie wie czy sie
                            > wyrobi czy zdazy i sie nie umawiamy tu i tu tylko ze on zadzwoni

                            Jezus Maria, dziewczyno, on ma cię W DUPIE, W DUPIE, W DUPIE!!! Wystarczy, czy
                            powtórzyć jeszcze raz???
                            Ile można dawać się tak taplać w błocie? Żebrać?
                            Jezu, naprawdę potrafię kochać, ale nie wyobrażam sobie tak się dawać poniżać!
                            Gdzie ty masz dumę i honor? Zapomniałaś, że coś takiego istnieje?
                            • akkknes Re: news 21.03.07, 21:45
                              dume i honor to ja zgubilam jakos na poczatku roku.

                              dzis jeszcze do domu nie zdazyl dojechac a juz dzwonil
                              nie wiem qw994 pewnie widzisz to wszystko obiektywnie, mna jeszcze kieruja
                              uczucia i emocje wiec sorry ze nie widze pewnych spraw ktore dla ciebie sa
                              oczywiste :(
                              • qw994 Re: news 21.03.07, 22:24
                                Żal mi cię, ale obudź się wreszcie.
                                Jak czasami to czytam, to myślę, że to podpucha, bo nie wierzę, że można
                                postępować, tak, jak ty!
                                • akkknes Re: news 21.03.07, 22:27
                                  tez nie wierze ze jestem bohaterka tak kiepskiego komediodramatu
                                  niestety nie jest to zadna podpucha to moje zycie

                                  pewnie jeszcze kiedys bede ci wdzieczna za te slowa...
                      • akkknes Re: news 21.03.07, 08:24
                        pewnie ze nie sama!!
                        z chlopakami jezdzilam ale ja sie boje nastepcy
    • e1982 Re: wracanie do siebie 21.03.07, 10:50
      Heh..Przypomniało mi to mojego wcześniejszego eks..
      Też miał u mnie rzeczy i prosiłam, żeby je zabrał (z tym, że ja już go miałam
      serdecznie dość, po tym jak zerwał..w jaki sposób etc.).
      Do tej pory nie przylazł..A minęło..hmh..8miesiecy!
      Stwierdziłam..że co mi szkodzi - skorzystam z jego namiotu, śpiworu etc. :-P
      • mariuszbednarczyk Re: wracanie do siebie 21.03.07, 19:21
        co tu tak cicho?
    • e1982 Re: wracanie do siebie 21.03.07, 19:44
      bo czekamy w napięciu na news'y ;-)
    • jowita-25 Re: wracanie do siebie 21.03.07, 20:27
      cześć wszystkim, gorące pozdrowionka dla osób sledzących ten post, trafiłam na
      niego dopiero wczoraj i stwoerdziła, że to jakis znak dla mnie. Z tym, że ja
      nie tak jak autorka rozstała się z facetem 2 miesiące temu tylko kilka dni, ale
      to juz któryś raz z rzędu w ciągu ostatniego czasu. Zasze strasznie mnie
      korciło, żeby zadzwonić, troche poryczec w słuchawkę i takie tam różne teksty,
      że jest cały moim świtem, po prostu (wiem to, ale co z tego, że wiem ...)
      poniżanie się... Nie wiem, czy za każdym razem wracała z litości czy... W
      każdym bądź razie teraz postanowiłam się zastosowac do waszych rad:) Gdybym
      wczoraj nie natrafiła na tego posta juz pewnie bym do niego zadzwoniła, ale na
      razie się trzymam (co prawda nie minął nawet tydzień, ale dla mnie to i tak już
      długo). Chciałam tylko napisać, że nie wytrzymuję:((( Srasznie mi go brakuje, i
      tak ja autorka tęsknię za tym, żeby sie przytulić... Już nie wiem sama co jest
      gorsze, czy to czekanie w niepewności czy świadomośc, że on wraca z litości...
      Rany, ale to życie jest popieprzone... Sama nie wiem czego chcę...
      • akkknes Re: wracanie do siebie 21.03.07, 21:43
        cisza bo najpierw caly dzien siedzialam na uczelni a potem z nim sie spotkalam!

        ok w koncu jakos udalo mu sie ze mna spotkac...
        oczywiscie dopoki gadalismy o zupie slupie bylo super, w momencie jak trzeba
        bylo pogadac o nas zrobilo sie nudno i smutno...
        no tak on sie zapytal mnie wtedy w sobote czy ja go kocham bo tak po prostu
        chcial wiedziec i ze dopiero teraz dotarlo do niego ze tak, ze go kocham, ze
        skoro czekam to rzeczywiscie... no ale ja musze zrozumiec ze nie da sie tak
        latwo stwierdzic czy biale czy czarne (wracamy czy nie) i ze on daje mi szare i
        ze tylko ode mnie zalezy co z tym zrobie. ze on nie umie sie okreslic bo nie
        wie co bedzie za tydzien wiec on mnie o nic nie prosi, nie kaze czekac itd.
        powiedzialam mu ze jak dla mnie to albo robi ze mnie debilke i sie mna bawi
        albo stara sie i robi to celowo.
        no wiec mnie juz nie biora jego przytulanki pewnie ze fajnie sie przytulic ale
        ja nie moge tak czekac do usranej smierci.
        a z szarego moze byc oczywiscie i biale i czarne. ale on nie wie co bedzie
        no wiec ok, pozegnalismy sie nie powiem ze w radosci - chyba stanelo na tym, ze
        on mi powiedzial ze rozumie ze ja go kocham a ja musze zrozumiec ze jest szare.
        nie wiem jestem calkiem na trzezwo a jakos tak malo mnie to obchodzi - albo
        1szy dzien wiosny na mnie podzialal, albo podswiadomie przyjelam nowa taktyke
        (patrz wiekszosc komentarzy) albo nie wiem...

        wiem ze andersen nie napisal takiej bajki w ktorej uczestnicze wiec to chyba
        nie jest bajka, a on to nie ten od bialego konia...

        na razie mam plany towarzyskie na najblizsze dni wiec zobaczymy co bedzie tak
        naprawde jak znowu bede miala dzien smuta.

        aaa, i jeszcze powiedzial ze to nie jest czarne, tylko szare i ze przeciez mi
        to pokazuje. dla mnie zycie jest jak plastelina i mozna go sobie uformowac jak
        sie chce - wazne czy oboje ulepimy to samo, nie wiem czy skumal aluzje?

        ciesze sie, ze komus pomogl ten temat, mam nadzieje ze bede miala co wam tu
        opisywac na biezaco, a ze na wielkanoc to sobie dobrze pozyczymy i sie
        pospelnia. dziekuje wszystkim za pamiec, za kciuki, za rady, za pomoc -
        naprawde z wami jest mi latwiej.

        jak tylko cos sie wydarzy to dam wam znac, obiecuje :)))
        wiosennie pozdrawiam

        • michalinna2 Re: wracanie do siebie 21.03.07, 21:55
          Mi się wydaje, że ty sama nie wiesz czy z nim być. A jeśli nie jesteś pewna to
          poprostu nie rób tego. J wiem,to przykre, ale być można z kimś w tedy kiedy się
          jest tego absolutnie pewną
          • akkknes Re: wracanie do siebie 21.03.07, 22:21
            na chwile obecna moge powiedziec ze moja determinacja spada
    • michalinna2 Re: wracanie do siebie 21.03.07, 21:49
      Tak na prawdę sprawa jest prosta jak go kochasz to powiedz mu o tym. Może wam
      sie uda. Jak nie to go olej nie jest jedynym mężczyzną na tym świecie
      • akkknes Re: wracanie do siebie 21.03.07, 21:51
        nie raz mu o tym mowilam, to nie jest takie proste...
        dopiero ze dwa tygodnie temu przestalam o tym mowic. nie mowilam jak kocham,
        jak tesknie, jak mi go brak... jak to sie skonczylo mozesz przeczytac
        • michalinna2 Re: wracanie do siebie 21.03.07, 21:59
          Z tego co piszesz moja droga to ty poprostu nie jesteś go pewna. W życiu musimy
          dokonywać pewnych wyborów, przed taki właśnie stoisz. To brutalne co powiem,
          ale weź się w garść i go olej. Ja bym tak zrobiła, ale to jest tylko moje
          zdzanie
          • akkknes Re: wracanie do siebie 21.03.07, 22:21
            tak, tu ci moge przyznac calkowita racje - nie jestem go pewna...
            nie wiem co mu chodzi po glowie :(
            • qw994 Re: wracanie do siebie 21.03.07, 22:26
              Na pewno nie ty, więc odpuść sobie.
              • akkknes Re: wracanie do siebie 21.03.07, 22:34
                hmmm...
                • jedenzielonygroszek Re: wracanie do siebie 21.03.07, 23:34
                  od samego poczatku sledze ten watek, moze dlatego ze jest mi troche latwiej, bo
                  wiem ze sa ludzie w podobnej sytuacji. Ja tez sie rozstalam po kilkuletnim
                  zwiazku z czlowiekiem, ktorego bardzo kocham...bo mielismy inne spojrzenie na
                  przyszlosc. Przez pierwsze tygodnie nie moglam sie przyzwyczaic do zaistnialej
                  sytuacj, do faktu, ze wracam do domu, w ktorym jego juz nie ma, czakalam na
                  telefon, e-maila...chcialam miec z min kiontakt chocby przez chwile.. ALE PO
                  CO, wlasnie... dopiero w zeszlym tygodniu uswiadomilam sobie, ze kontakt z Nim
                  to jedynie chwilowa pryjemnosc, a pozniej kac psychiczny, az do nastepnego e-
                  maila, telefonu, spotkania. Mimo ze bardzo chcialabym z nim byc i wciaz go
                  kocham, to nie chce sie z nim kontaktowac, bo to do niczego konstruktywnego nie
                  prowadzi... wiem , ze On rowniez tego chce, tylko ten cholerny brak kompromisu
                  w sprawie przyszlosci. Akkknes, a Ty powinnas sie zdystansowac, ijuz po ponad
                  dwoch miesiacach spojrzec na swoja sytuacje z DYSTANSU, ja dozmalam olsnienia i
                  zdystansowalam sie dopiero w zeszlym tygodniu, bo wczesniej jak samo jak Ty
                  cierpialam straszne męki.
                • mariuszbednarczyk Re: wracanie do siebie 21.03.07, 23:39
                  a ja właśnie wróciłem z kina. Byłem na 300 spartanach. Super. Dziewczyny
                  polecam! W filmie aż roi się od dobrze zbudowanych półnagich mężczyzn. Przez 2
                  godziny będziecie mogły się nagapić do syta. Film brutalny, ale dobrze
                  zrobiony, mroczny. Akkknes widzę, że Twój ukochany znowu kręci. On naprawdę
                  jest sprytny z tą szarością. Trzyma Cię na smyczy idealnie. Niby chce, niby nie
                  chce, ale cały czas jest obok Ciebie. To dokładnie tak samo jak było u mnie pół
                  roku temu. Też nie byliśmy razem, ale zawsze była obok. Jak się stawiałem to
                  kuliła ogon, jak byłem idealny to stawiała mur. Kurde jakie to wszystko z
                  perspektywy czas i trochę trzeźwiejszego mózgu jest proste.
                  • odrzucona3 Re: wracanie do siebie 31.07.18, 11:04
                    Mariusz nie wiem czy jeszcze sledzisz ten watek ale ja miałam jeszcze lepsza sytuacje... facet odszedł, potem chciał wrócić żeby po tygodniu znów wrócić! Za kolejnym razem gdy chciał wrócić powiedziałam mu ze ma mi udowodnić... latał jak piesek z kwiatami w zębach przez ponad 2 miesiące a jak już mu powiedziałam ze może wrócić to stwierdził ze nie chce. On chce być sam, nie chce żadnej dziewczyny ani nic... wszystko po 4 latach związku, mieszkaliśmy razem prawie od samego początku, dwoje małych dzieci(bliźniaki) i zdążył zrobić kolejne. Teraz jestem sama, w ciąży a okazało się ze poszedł sobie do hotelu z młodsza o 7 lat, która jest w stałym związku. Już nie wspomnę ze od stycznia chodziły plotki o nich ze coś jest na rzeczy ale oczywiście ja mu nie ufam, jak mogłabym pomyśleć ze on może coś takiego zrobić i wg... teraz mam go w dupie (no może nie dokonca) ale jak ich chwyciłam w hotelu stwierdziłam ze nie dam mu się bawić ani kosztem moim ani dzieci! Bardzo mi na nim zależy, a może zależało bo pod hotelem może tak bardzo mnie nie ruszyło tylko wściekła byłam ze nie zapisało mi się nagranie video i nie mam jak udowodnić jej facetowi ze mu rogi przyprawia!!!
    • e1982 Re: wracanie do siebie 21.03.07, 23:39
      Eh...z facetami..
      jakbym mojego eks słyszała....
      zupelnie podobnie...
      nie przekreslam..ale nie wiem, ...nie wiem, czego chcę..
      Super :-P
      • anaka78 Re: wracanie do siebie 22.03.07, 09:26
        akkknes, współczuję ci ale uwierz że na tym jednym facecie świat nie kończy, a
        jak on teraz robi takie numery to nie jest ciebie wart. Zostaw go i zajmij się
        swoim życiem
        • michalinna2 Re: wracanie do siebie 22.03.07, 11:22
          Nie mów o determinacji bo tak naprawdę nic nie robisz. Powiedz mu kocham cię i
          chce być z tobą, jeśli ty czujesz to samo to bądżmy ze sobą, jeśli nie lub nie
          jesteś pewien to wyp....
          • michalinna2 Re: wracanie do siebie 22.03.07, 11:24
            Rozumiem rozdarte serce ale musisz się szanować nie zakładaj sobie sznura na
            szyję...
          • akkknes Re: wracanie do siebie 22.03.07, 17:34
            No dobra nie bede mowila o determinacji bo nie jestem zdeterminowana...
            dzis pol dnia mialam gigantyczna ochote napisac mu co czuje
            a jak mowilam przestalam jakies dwa tygodnie temu mowic mu ze tesknie ze zle ze
            wrocmy no i ze kocham, dopiero woczraj jak rozmawialismy to tak jakos.
            Znam go na tyle, ze wiem ze jak mu teraz powiem - kocham cie i albo jestesmy ze
            soba albo narazie to nie sadze zeby mi powiedzial ok tez cie kocham...
            nie wiem ile ta nadzieja bedzie we mnie jeszcze siedziala, ile bede sie ludzic
            i tracic czas... nie wiem to wlasnie chyba kwestia czasu - on wszystko
            zweryfikuje... jak nic z tego ma nie byc to samo ktoregos dnia mi przejdzie,
            jak cos ma byc to przynajmniej na darmo tego tu nie pisze.
            mowic mu ze go kocham tak w ogole? ze tesknie?
            aaa, a jak mam wielka ochote obejrzec z nim dvd to powiedziec mu czy wpadnie?
            • jedenzielonygroszek Re: wracanie do siebie 22.03.07, 21:43
              a co czujesz, czy chcesz sie z nim spotkac?... Odp. oczywiscie, tak, choc
              chwile byc razem z nim,ale niestety jest ALE po co sie spotkacie, zeby po raz
              setny on uslyszal , ze tesknisz, ze go kochasz i zeby przedluzac to
              zawieszenie, w ktorym sie znajdujesz i ktore do niczego nie prowadzi. Wydaje mi
              sie, ze juz mu powiedziales jaki masz do niego stosunek i czego chcesz, moze
              daj mu szanse, zeby to wlasnie on sie wreszcie zastanowil nad sobą i nad wasza
              przyszloscia ,zeby jak dorosly facet podjal KONKRETNA decyzje. sama wiesz, ze
              ze nikogo nie uszczesliwisz na sile moze jedynie na chwile.
              • akkknes Re: wracanie do siebie 22.03.07, 22:03
                no wiem ze nikogo nie uszczesliwe na sile...
                ok i daje mu ta szanse na zastanowienie sie
                • jedenzielonygroszek Re: wracanie do siebie 22.03.07, 22:22
                  ale musisz byc konsekwentna, wiem, ze to trudne, bo ja tez muszę.
                  A mam straszna ochote do niego zadzwonic, ale wiem, ze nie moge..... wlasnie
                  dla MOJEGO dobra :(((((((((((((((((((((
                  • akkknes Re: wracanie do siebie 22.03.07, 22:34
                    bede
                    postaram sie :)
                    • akkknes zyje 24.03.07, 11:37
                      wczoraj spotkalam sie z przyjacielem, ktory radzi mi coalkiem odwrotnie od tego
                      co przyjaciolka przedwczoraj.... on mowi ze to na pewno nie ten i zebym
                      zapominala i ze czas wszystko zaleczy.
                      widzialam sie z tym moim obiektem uczuc wczoraj, ale jakos nie pogadalismy
                      dlugo, zapytal tylko czemu taka smutna jestem i o czym mysle.
                      no ale staram sie staram sie naprawde wiec nie mowcie ze jestem glupia... :(
                      • qw994 Re: zyje 24.03.07, 12:09
                        Po ch... ty się z byłym w ogóle spotykasz???
                        Twoje starania jak na razie dają zerowe rezultaty, co po 2 czy 3 miesiącach
                        powinno ci dać do myślenia. Zresztą jaką on ma motywację, żeby z tobą być?
                        Jesteś na każde pstryknięcie. A takich osób się nie szanuje i nie docenia.
                        • akkknes Re: zyje 24.03.07, 12:53
                          nie spotykam sie z nim bo mi sie tak ot chce, tylko w pracy
                          • michalinna2 Re: zyje 25.03.07, 16:59
                            Witaj akknes, Jak się czujesz?
                            • akkknes michalinna2 26.03.07, 14:40
                              czesc, dzieki ze pamietasz o mnie :)
                              nie jest az tak zle jak sie nastawialam, dobrze ze swieci slonce. wolalabym
                              oczywiscie zeby to slonce bylo miedzy mna i moim bylym :(
                              w weekend mamy ogladac filmy na dvd.
                              oprocz tego powiedzialam mu, ze go kocham nadal, i ze mimo ze on ciagle mowi ze
                              ja na niego nie musze czekac (bo on tego ode mnie nie wymaga, jakby cos to umie
                              sobie powalczyc) to jeszcze troche poczekam.
                              wkurza mnie ta moja bezsilnosc tak naprawde...
                              • kaktusica6 Re: 26.03.07, 19:33
                                Ech... no weź się dziewczyno... aż mi się ciepło zrobiło, jak to przeczytałam.
                                Dowołaj to spotkanie.Koniecznie! Odwołaj, niech wie, ze nie jest na pierwszym
                                miejscu, że nie jest dla Ciebie najwazniejszy. I nie mów mu takich rzeczy
                                więcej. Nie widzisz, że on się tak Tobą bawi? Bawi się do czasu, aż znajdzie
                                sobie nową, wiadomo, nikt nie lubi być sam.... Przepraszam, że to piszę, ale tak
                                jest... On Cię już nie kocha... Facet, który kocha, w ten sposób nie postępuje!
                                Odwołaj to spotkanie i się więcej na takie nie umawiaj, dopóki on się nie
                                określi (czy jesteście razem, czy nie). Bądź dzielna!
                                • akkknes Re: 26.03.07, 20:16
                                  znam go na tyle ze nie mam zadnej gwarancji ze sie spotkamy...
                                  • akkknes Re: 26.03.07, 20:26
                                    kurna poza tym... ja wiem ze to glupie... ale czemu zycie jest tak
                                    beznadziejne, zeby pokazywac komus ze on jest gownowazny skoro tak nie jest? :(
                                    czemu w zyciu nie jest tak latwo, prosto, jasno? ze jak idzie cos przez dluzszy
                                    czas z gorki to potem przychodzi taki moment 'pod gorke' ktory jest taki
                                    ciezki? i ze bezsilnosc jest tak trudna do zmiesienia??
                                    • qw994 Re: 26.03.07, 20:31
                                      To, co się dzieje teraz, masz na swoje życzenie.
                                      • akkknes Re: 26.03.07, 20:35
                                        kurna qw994, juz ci kiedys napisalam, ze nie wiem co bedzie wiec moze jeszcze
                                        kiedys ci podziekuje :) na razie to jestem w wielkim szoku - albo ty sie
                                        urodzilas taka silna psychicznie albo ktos cie tak zranil ze juz umiesz byc
                                        taka twarda.
                                        ja jestem miekka i nie wiem ile sie jeszcze wydarzy...
                                        • qw994 Re: 26.03.07, 20:39
                                          Jeśli nie chcesz, żebym tutaj pisała, to powiedz :)
                                          Posłuchaj - minęły 3 miesiące od waszego rozstania. Gdybyś się z nim nie
                                          kontaktowała, to w tej chwili już zaczynałabyś pewnie powoli dochodzić do
                                          siebie. A przez to, że robisz to, co robisz, ciągle cierpisz.
                                          • akkknes Re: 26.03.07, 20:47
                                            nie, nie chodzi o to, ze nie chce zebys pisala, bo w pewnym sensie sciagasz
                                            mnie na ziemie jak zaczynam latac pod sufitem.
                                            to co przeszlam przez te trzy miesiace, a to co tu troche opisalam, to co
                                            przechodze teraz itd - nie wiem jakim sposobem, ale i tak powoli (POWOLI)
                                            wracam do zywych. troche nawet sie usmiecham, jutro fryzjer, w sobote byly nowe
                                            buty :)
                                            nie no pewnie ze sa chwile zwatpienia, ale i sa takie chwile ze chce mi sie zyc.
                                            a to, ze wszystko na plus z jego strony odbieram za dobra monete to na pewno
                                            moj blad, ale JESZCZE inaczej nie umiem.
                                            wazne jest to, ze potrafie juz mowic o nas w czasie przeszlym bez ryczenia.
                                        • angoisse to jakas telenowela ? 26.03.07, 20:43
                                          bo to juz przestaje byc strawne...

                                          na pierwszej stronie wątku ci juz chyba radziłam żebyś poszła do psychologa, bo
                                          zaczynasz się zachowywać jakbys była emocjonalnym sępem-bluszczem albo chciała
                                          sobie zafundować depresję, zeby facet został z litości.
                                          • akkknes Re: to jakas telenowela ? 26.03.07, 20:49
                                            zapewniam cie, ze gdyby byla taka potrzeba to juz dawno lykalabym jakis prozak.
                                            strawne to nie bylo od 3miesiecy i tylko ja wiem ile musialam przejsc zeby dzis
                                            tu odpisywac bez histerii.
                                            jestem zadnym sepem ani bluszczem ze chce byc z kims kogo kocham? ze czuje ze
                                            nie jest jeszcze wszystko stracone?
                                            depresji co prawda nie mialam, ale jakies tam dolki psychiczne tak, powoli z
                                            nich wychodze.
                                            • kaktusica6 Re: to jakas telenowela ? 26.03.07, 23:21
                                              Kochana... a chcesz być z kimś, kto Cie nie kocha? Potrafisz kochać za dwoje?
                                              Potrafisz wytrzymać zdrady (jesli nie kocha, to do tego dojdzie, nawet jak
                                              wróci)? Potrafisz znieść dokuczanie, olewanie, nieodzywanie się przez długie
                                              godziny? Odpowiedz sobie na pytanie, czy chcesz przez całe życie trwać tak, jak
                                              teraz trwasz, w czymś takim?
                                              Nie pozwól JEMU odwołać tego spotkania. Zrób to pierwsza. Trzymam za Ciebie
                                              kciuki!:)
                                            • kaktusica6 Re: to jakas telenowela ? 26.03.07, 23:23
                                              Posłuchaj... jesli chcesz, żeby wrócił, to musisz go olać. Pokazać, że masz
                                              swoje życie. Nie spotykaj się z nim przez jakiś czas, nie dzwoń, nie umawiaj
                                              się, nie mój, że kochasz itp. bo to tylko oddala Cię od niego, rozumiesz?
                                              Zachowujesz się tak, jakbyś bardzo chciała, żeby on nigdy już Ciebie nie
                                              szanował, a co za tym idzie nigdy z Tobą nie był. Tylko bawił się Tobą....
                                              • akkknes Re: to jakas telenowela ? 26.03.07, 23:37
                                                nie, kochac za dwoje nie umiem i dlatego jakis czas temu przyszlo z mojej
                                                strony 'ochlodzenie'... gdybym umiala kochac za dwoje przemilczalabym pewne
                                                kwestie i pewnie to wszystko by sie nie wydarzylo.
                                                nie wiem co bedzie, ale to on sam dzwoni - albo dzwonimy do siebie w tym samym
                                                czasie :) dokuczac dokuczamy sobie ale bez chamstwa.
                                                pokazuje mu ze mam swoje zycie - przeciez nie siedze ciagle pod telefonem i nie
                                                czekam az zadzwoni, nie czekam tez na gg.
                                                nie wiem czy on odwola spotkanie, dzis sam mi o nim przypominal.
                                                A i nie rozumiem tego, ze nawet jesli - to co robie oddala mnie od niego,
                                                przeciez gdybym rozumiala nie byloby tu tego watku.
                                                to nie jest tak ze siedze i placze i czekam i co godzine dzwonie i mowie
                                                sluchaj bo ja cie kocham czy cos. nieee, nie jest tak!
                                                oczywistym jest, ze chce zeby mnie szanowal i zeby ze mna byl i zeby sie nie
                                                bawil - zeby bylo jasne.
                                                po prostu pierwszy raz w zyciu zdarzylo mi sie takie cos, ze czuje ze kocham,
                                                ze tak bardzo mi zalezy, ze chce byc, ze chce rozwiazac klopoty. nie wiem czy
                                                to jest milosc ale nigdy nie mialam tak jak teraz, nigdy nie walczylam z losem
                                                o tak wiele.
                                                • akkknes Re: to jakas telenowela ? 27.03.07, 20:59
                                                  ok przyznam sie wam
                                                  mam wielka chwila zwatpienia
                                                  strasznie mnie ssie od srodka z tej niepewnosci
                                                  strasznie!!
                                                  nie mialam z nim zadnego kontaktu od obiadu wiem wiem zaraz mnie tu
                                                  zlinczujecie ale moze jak komus o tym powiem bedzie mi lzej
                                                  bo to forum traktuje troche jak mala terapie... :(
                                                  • kizii Re: to jakas telenowela ? 27.03.07, 21:06
                                                    Dlaczego sobie to robisz? :(
                                                    Czy tak strasznie kochasz tego faceta, że zapomniałaś o sobie?
                                                    Przykro się czyta, jak się tak ktoś miota sam ze sobą, jak daje sobie wejść na
                                                    głowę, naprawdę przykro. Ale może pomyśl jak Ty byś reagowała, jakbyś chciała
                                                    odejść a ktoś by Cię na siłę zatrzymywał? Straciłabyś cały szacunek dla tej
                                                    osoby... Szanujesz siebie jeszcze?
                                                    Jak już go nie ma (bo nie ma, prawda?), to nie musisz się bać, że go stracisz.
                                                    Jedyne co możesz stracić teraz, to Ty.

                                                    Pozdrawiam
                                                  • akkknes Re: to jakas telenowela ? 27.03.07, 21:18
                                                    kizii zapomnialam o sobie tylko dlatego ze mam jakies wewnetrzne poczucie ze
                                                    jak tego co jest nie wezme sila nie wyzebram nie zawalcze do ostatniej kropli
                                                    krwi to strace cos tak cennego ;(
                                                • stokrotka000 Re: to jakas telenowela ? 27.03.07, 21:03
                                                  Ja tez kiedys zakochalam sie bardzo mocno...czulam ze to milsc mojego zycia, ze
                                                  kocham tak bardzo bardzo mocno...ze on to moje szczescie, walczylam z loscem
                                                  sama rok, potem razem walczylismy cztery lata a teraz wiem, ze nawet jesli wali
                                                  sie caly moj swiat on jest przy mnie, na zawsze...kocha bardziej niz
                                                  ja ...polece Ci wiersz Stachury pt.czy warto...:)
                                                  • akkknes Re: to jakas telenowela ? 27.03.07, 21:19
                                                    stokrotka to co mam walczyc dalej?
                                                  • stokrotka000 Re: to jakas telenowela ? 27.03.07, 21:21
                                                    Nie to nie telenowela...wszyscy wokol mowili mi ze mam go zostawic..ale ja
                                                    gdzies w glebi serca czulam inaczej, nie wiem skad u mnie znalazlo sie tak
                                                    wiele milosci, cierpliowsci i zrozumienia dla niego...czasami warto, mimo
                                                    wszystko, bo tak czujemy, wbrew sceptycyzmowi i racjonalizowaniu
                                                    , warto bo szkoda byloby nas...
                                                  • akkknes Re: to jakas telenowela ? 27.03.07, 21:23
                                                    dzieki... ide do wanny sobie poplakac, moze mi przejdzie, moze moze moze tylko
                                                    moze w mojej glowie...
                                                  • kizii Re: to jakas telenowela ? 27.03.07, 21:26
                                                    Napisałam Ci coś na priv :)
                                                  • akkknes Re: to jakas telenowela ? 27.03.07, 21:48
                                                    oki dzieki kizii idpisuje tez na priva
                                                  • stokrotka000 Re: to jakas telenowela ? 27.03.07, 22:25
                                                    Tez palkalam w wannie wiele razy, upijalam sie i modlilam abym przestala
                                                    kochac...ale milosc byla silniejsza niz wszystko...spelnila sie
                                                  • kizii Re: to jakas telenowela ? 27.03.07, 22:30
                                                    Znam taki przypadek :) Wielka miłość, ludzie pod 30 oboje. Od pierwszego
                                                    wejrzenia, że tak powiem. Stało się, ona oszukała, on nie potrafił wybaczyć, ale
                                                    cały czas kochał, wszystkim mówił, jak bardzo kocha. Ona błagała, przyjeżdżała,
                                                    dzwoniła etc. I on w końcu wrócił, jest dalej cudownie, miłość kwitnie. Ale
                                                    jedno jest w tej historii ważne: on cały czas kochał, cierpiał tak samo jak ona.
                                                    Nigdy nie powiedział "mam wątpliwości co do moich uczuć". Takie historie
                                                    zdarzają się równie rzadko jak wielkie, prawdziwe uczucie :)
                                                  • akkknes Re: to jakas telenowela ? 27.03.07, 22:36
                                                    hmmmmm.... ciekawe co bedzie ze mna?
                                                  • akkknes Re: to jakas telenowela ? 27.03.07, 22:34
                                                    wanne to ja przerabiam kilka razy w tygodniu, pic tez pilam ale na szczescie
                                                    nie do lusterka wiec jeszcze pod kontrola, modle sie o cud, schudlam 10kg w dwa
                                                    miesiace i nie mam w czym chodzic - jade na zakupy kupuje milion ciuchow a jak
                                                    wracam do domu to mam dola bo juz po drodze uswiadamiam sobie ze w sumie to nie
                                                    wiem czy na nim zrobia wrazenie te ciuchy, ten fryzjer czy kosmetyczka...
                                            • tamara33 Re: to jakas telenowela ? 30.03.07, 09:47
                                              A ja serio polecam jakis antydepresant; serio, pomoze ci stanac na nogi...teraz
                                              masz objawy glodu "heroinowego"- to sie zdaza po silnym uczuciu i jego starcie.
    • mirabella10 Re: wracanie do siebie 27.03.07, 22:41
      A ja sie zupelnie zgadzam z Atomic...rozumiem ze to trudne, ale niektore
      dziewczyny sa tak uczepione facetow, ze nawet jak ci ich zle traktuja to dalej
      pragna byc z nimi....a ta odpowiedz czym to robisz raczka, czy czyms innym to
      juz wogole idiotyczne....czyli to jest takie proste - potrzebuja faceta zeby mi
      wlozyl raz na jakis czas.... jak sobie radzisz bez tej bliskiej osoby....sorry
      ale myslalam ze mowimy tu o milosci, a nie zeby cos wlozyc od czasu do
      czasu....az szczena mi opadla jak czytam niektore komentarze...
      • michalinna2 Re: wracanie do siebie 28.03.07, 12:33
        mirabella10 napisała:

        > A ja sie zupelnie zgadzam z Atomic...rozumiem ze to trudne, ale niektore
        > dziewczyny sa tak uczepione facetow, ze nawet jak ci ich zle traktuja to
        dalej
        > pragna byc z nimi....a ta odpowiedz czym to robisz raczka, czy czyms innym to
        > juz wogole idiotyczne....czyli to jest takie proste - potrzebuja faceta zeby
        mi
        >
        > wlozyl raz na jakis czas.... jak sobie radzisz bez tej bliskiej
        osoby....sorry
        > ale myslalam ze mowimy tu o milosci, a nie zeby cos wlozyc od czasu do
        > czasu....az szczena mi opadla jak czytam niektore komentarze...
        dokładnie bo miłość i bzykanie to dwie różne sprawy. Można sie bzykać z
        miłości oczywiście, bez miłości dla samego seksu też. Jasne, ze najprzyjemniej
        jest gdzy sex i miłośc idą w parze,ale nie muszą. Być z facetem dla bycia, bo
        ktoś cię obgada to idiotyczne.
    • mirabella10 Re: wracanie do siebie 27.03.07, 22:49
      Wiem moze za daleko napisalam swoj komentarz, ale cos sie we mnie skreca jak
      widze takie podejscie u dziewczyn miec faceta, zeby nie wyjsc na dziwaka
      przed znajomymi, zeby zaspokoic swoje potrzeby, "bo tak wypada" , bo jest z
      kijms isc do kina....nie odnosi sie do autorki wątku byc moze, po prostu
      chcialam wyrazic swoja opinie, bo bylam dosc dlugo sama i czasem to bylo
      przyjmowane ze zdziwieniem, raz zostalam nazwana "samotnica" a te panienki
      podawaly takie wlasnie plytkie plusy posiadania faceta i byly swiecie
      przekonane ze jak sie jest samemu to na zasadzie jak najszybciej porwac pare
      portek itp Teraz jestem w zwiaku, ale mysle ze nie jestem zaslepiona, ale
      moze ja po prostu jestem takim typem...pozdrawiam
      • akkknes Re: wracanie do siebie 27.03.07, 22:52
        nie, tu nie chodzi o to, ze nie mam sie z kim pobzykac... bo jakby cos to
        poradzilabym sobie. do kina tez nadal chodze. ze znajomymi wychodze i nikt nie
        mowi o mnie samotnica.
        to chodzi o czysto psychiczne aspekty raczej, bo fizycznie nie mam wielkiej
        potrzeby 'podrzec pare portek' bo gdyby tylko o to chodzilo to nie sadze ze
        tyle czasu zawracalabym sobie glowe jedna para portek a poszukalabym sobie
        innej pary portek...
    • e1982 Re: wracanie do siebie 28.03.07, 11:23
      akkknes - chyba trzeba o tych draniach zapomnieć...
      mój eks od od przedostatniego poniedziałku cisza...wogóle go nigdzie nie widac
      (oprócz na gg)
      Nie piszę do niego - chyba zmądrzałam..
      Jeśli po nim spłynęło to jak po kaczce...
      może kiedys pójdzie po rozum do głowy..tego nie wiem
      ja staram się czymś innym zajmować - czego i Tobie życzę ;)
      • michalinna2 Re: wracanie do siebie 28.03.07, 12:28
        Dzisiaj jest piekny wiosenny dzień. Idealny żeby zapomnieć.....
        • stokrotka000 Re: wracanie do siebie 28.03.07, 13:00
          Ty bylas nazywana samotnica, bo nie mialas chlopaka...a ja jako jedyna wsrod
          swoich przyjaciolek mam chlopaka i jestem nieustannie prowokowana tym ze
          napewno pragne innego, napewno go zdradze lub juz zdradzam i on to
          samo...wciskaja mi teksty ze jestem zniewolona i takie tam inne, ze on mnie
          unieszczesliwia...denerwuja mnie bardzo i smuca, bo wiem ze nie moge im
          ufac...a wzcesniej probowaly go poderwac...ehhh, wciaz cos nie tak z tym zyciem.
          • kaktusica6 Re: wracanie do siebie 28.03.07, 16:15
            Ale ja Ci współczuję, akknes... Ciężka sprawa z tym Twoim exfacetem. Słuchaj,
            spróbuj się od niego odsunąć, nie kontaktować itp. Tu chodzi o to, zeby poczuł,
            że Cię traci, żeby się przestraszył, że rzeczywiście nie będziesz na niego
            czekać i wreszcie zawalczył o Ciebie! Dlatego uważam, że oddalasz Was od siebie,
            bo godząc się na takie spotkania, telefony itp. on nie może nawet za Tobą
            zatęsknić, wciąż Cię ma, a jednoczeście ma wolną rękę (np. może bzykać kogo chce
            i szukać sobie innej). Dla niego jest to układ idealny i nie wierz w to, że sam
            z siebie będzie chciał to zmienić. Przepraszam za te słowa, ale niestety tacy są
            mężczyźni...
            Naprawdę, możesz mu powiedzieć, że wciąż go kochasz, ale masz dość tego
            zawieszenia i że już dłużej czekać nie będziesz. I być zawsze zajęta, nie możesz
            rozmawiać, bo wychodzisz itp. itd.
            Radzę Ci z własnego doświadczenia... facet nie był pewien swoich uczuć, zostawił
            mnie, płakałam, prosiłam, żebyśmy spróbowali jeszcze, następnego dnia trochę
            ochłonęłam, uspokoiłam się, nie pisałam, on trochę tak, dzwonił, lecz nie
            odpowiadałam i po tygodniu facet wracał na kolanach... a ja kazałam mu czekać na
            moją decyzję kolejne 3 dni i od tamtego czasu jesteśmy razem, nierozłączni
            (wkrótce 4 latka nam stukną).

            Stokrotko, tacy właśnie są ludzie... koleżanki Ci zwyczajnie zazdroszczą faceta,
            poszukaj sobie szczerych...
            • akkknes Re: wracanie do siebie 28.03.07, 18:57
              wczoraj pogadalismy, bla bla bla, fiolkowo kolorowo bo tak na mur beton mamy
              sie w niedziele spotkac... no ja nie powiem ze sie nastawiam na sto procent,
              wiem ze pojde i ogole nogi i nawet uloze wlosy w niedziele nie wiem tylko czy
              bedzie to wszystko dla mnie czy i dla niego. jak przyjedzie to zobacze...
              no dzis tez z nim chwile gadalam - ma oddzwonic wieczorem i chociaz mnie juz
              teraz swedzi zeby zadzwonic i go uslyszec chyba zapre sie w sobie i nie
              zadzwonie sama wieczorem zeby sie przypomniec. wiem ze juz teraz jest mi ciezko
              i to z kazda chwila bedzie coraz trudniejsze... ahhh mam nadzieje ze dam rade?
              zaraz wychodze to moze przez te dwie godziny uda mi sie jakos to przetrzymac,
              potem znowu musze poplanowac wszystko co do minuty i moze uda mi sie wytrwac?
              • hholy Re: wracanie do siebie 28.03.07, 19:11
                zal mi Cie...ale z drugiej strony-jestes zalosna
                zycze Ci,zebys spotkala jakies cudownego MEZCZYZNE,utonela w jego spojrzeniu i
                zapomniala w 3 sekundy o swoim bylym
                *
                wiem,ze to boli i ciezko sie zapomina,ja tez cierpialam po rozstaniu chociaz to
                ja zostawilam swojego chlopaka,bo byl sku..synem
                tez do mnie dlugo nie docieralo,ze daje z siebie robic szmate,ale na szczescie
                do mnie w koncu dotarlo
                a wczoraj stojac na balkonie tak po prostu poczulam uderzenia mojego
                nowoodrosnietego serca,rozowiutkiego i bez blizn
                Tobie zycze tego samego,ale Ty jestes w innej sytuacji,tylko ze Twoja jest
                chyba latwiejsza,bo to Ciebie porzucono i jedno co masz do zrobienia to odejsc
                z honorem
              • akkknes Re: wracanie do siebie 28.03.07, 20:34
                wytrzymam wytrzymam wytrzymam
                (moja dziejsza mantra - wiec nie smiejcie sie i nie piszcie ze jestem
                kretynka...)
                • akkknes a moze jednak zadzwonic?? 28.03.07, 20:58
                  • angoisse przestań szantażować emocjonalnie forum 28.03.07, 21:02
                    i tak sama musisz problem rozwiązać. nikt za ciebie tego nie zrobi. chcesz to
                    dzwoń nie chcesz to nie dzwoń. twoje życie - twoje wybory. oczekujesz , że cię
                    bedziemy błagać żebyś nie dzwoniła?;) daj spokój...
                    • akkknes Re: przestań szantażować emocjonalnie forum 28.03.07, 21:04
                      nie, blagac to nie, ale jakbys uwazniej czytala - to traktuje forum troche
                      terapeutycznie... wiesz jakies wsparcie pomoc i rady bo sa tu i tacy ktorzy
                      dobrze mysla...
                      • angoisse Re: przestań szantażować emocjonalnie forum 28.03.07, 21:08
                        Akknes, terapeutycznie ci mówię- póki nie zaczniesz sama o swoim zyciu
                        decydować,póki nie nauczysz się podejmować trudnych i bolesnych wyborów,
                        ze świadomością skutków swoich decyzji,
                        póty będziesz zycie rozmemływać między "księciów nie z tej bajki która ci się
                        wydaje" .
                        Ty masz podjąć decyzję. Sama.
                        • akkknes Re: przestań szantażować emocjonalnie forum 28.03.07, 21:23
                          ale ta decyzja sie ciagle nie zmienila: kocham, wiem ze jestem w stanie
                          zapomniec o tym co zle i chce z nim byc
                          • angoisse Re: przestań szantażować emocjonalnie forum 28.03.07, 21:27
                            a ja chcę wyjść za szejka Ajatollaha.
                            • akkknes Re: przestań szantażować emocjonalnie forum 28.03.07, 21:27
                              dzieki rozumiem zlosliwosc
                              • angoisse Re: przestań szantażować emocjonalnie forum 28.03.07, 21:33
                                to nie jest złośliwe.
                                cokolwiek ktokolwiek powie, ty i tak w kółko to samo. a zycie sobie obok.

                                wiesz kiedy kobieta jest gotowa do związku z facetem? jak przestaje opowiadać o
                                wszystkich szczególach kolezankom.
                                • akkknes Re: przestań szantażować emocjonalnie forum 28.03.07, 21:37
                                  dlatego nie placze przyjaciolkom w rekaw, staram sie prowadzic w miare normalne
                                  zycie... to ze mam chwile zwatpienia chyba dobrze ze odreagowuje je tutaj niz
                                  jakos inaczej? nie uwazasz? sluchaj ja tez mam dosyc tej sytuacji pewnie ze
                                  chcialabym zeby to JAKOS sie skonczylo, mialo rece nogi i glowe... ale mi jest
                                  naprawde latwiej jak moge sobie tu napisac ze jest mi cholernie zle ze mam
                                  fatalny nastroj ze rycze ze tesknie i w ogole i bogu dziekuje ze ktos mi tu
                                  odpisuje i chce pomoc.
                                  • angoisse Re: przestań szantażować emocjonalnie forum 28.03.07, 21:44
                                    sama to ciągniesz i nakręcasz, by trwało tak a nie inaczej. W pojedynkę związku
                                    nie zbudujesz. Rady większości z tego wątku są psu na buty bo Ty sobie chcesz w
                                    tym tkwić, wolisz bylejakość niż nie mieć złudzenia posiadania tego faceta.
                                    • akkknes Re: przestań szantażować emocjonalnie forum 28.03.07, 21:49
                                      no bo ty od razu bys zapomniala dwa lata swojego zycia, prawda?
                                      • angoisse Re: przestań szantażować emocjonalnie forum 28.03.07, 21:52
                                        alez pamiętaj sobie. ale zacznij tez ukladać realnie następne 52... bo możesz
                                        nie zdążyć.
                                        • akkknes Re: przestań szantażować emocjonalnie forum 28.03.07, 21:55
                                          ja nie chce nastepnych
                                          • angoisse Re: przestań szantażować emocjonalnie forum 28.03.07, 21:59
                                            no jasne, jasne
                                            teraz strzel depresyjnego focha, zagroź samobójstwem z rozpaczy, albo zakonem
                                            itd.

                                            sa o wiele większe problemy na świecie, niz jeden nieudany facet. Pomyśl o
                                            tym. I przyłóz do tego wreszcie właściwą miarę.

                                            • angoisse na dobranoc 28.03.07, 22:25
                                              odpłacz ile potrzebujesz ale zbieraj się powoli do nowego zycia. z nim czy bez
                                              niego, nieważne, ale niech to zycie będzie, a nie czekanie na niewiadomo co na
                                              skutek niepodjecia żadnych decyzji. szkoda tracić czas na wegetację i
                                              cierpienie. szukaj radosci i tych co ci ja dadzą, nie łzy.
                                              • akkknes Re: na dobranoc 28.03.07, 22:30
                                                nie, nikogo ani samobojstwem ani zakonem czy w ogole czyms takim nie
                                                straszylam... fakt, na poczatku tego wszystkiego pomyslalam ze jakbym miala
                                                nascie lat i byla o niebo glupsza to pewnie wtedy bym sie ciela :)
                                                ja radosci szukam w tym co jest, naprawde staram sie jak moge. dlatego staram
                                                sie wychodzic ile sie da, robic to co robilam, zajmuje sobie ten czas jak sie
                                                da... czasami naprawde ciezko mi to idzie ale z dwojga zlego wole popisac co mi
                                                lezy na sercu tutaj gdzie prawdopodbnie nikt mnie nie zna niz komus bliskiemu.

                                                ps staram sie juz nie plakac - a jak juz placze to naprawde pare lezek albo
                                                tylko ze smiechu
                                                • angoisse Re: na dobranoc 28.03.07, 22:35
                                                  wypłakać się trzeba.. tyle ile trzeba.
                                                  ale jeśli nie bedziesz wiedziec na czym stoisz ( w te czy we wte z tym facetem,
                                                  decyzja twoja lub jego, ale ostateczna) to faktyczny proces "odżałowania
                                                  związku" i stawania na nogi się nie zacznie.
                                                  ale czas leczy. kiedyś.
                                                  ide spac. trzym się.
                                                  • akkknes Re: na dobranoc 28.03.07, 22:37
                                                    kurde ale zrozum - on mi caly czas mowi ze dzis nie potrafi mi powiedziec co
                                                    bedzie jutro. a ze przy nim wlasnie nauczylam sie tego ze 'nie znasz dnia i
                                                    godziny' tez nie wiem i licze na cud
                                                    dzieki dobranoc
                                                  • kaktusica6 Re: na dobranoc 28.03.07, 22:47
                                                    Ech... ile razy mam Ci powtarzać? Jeszcze raz przepisać to samo? Zacznij się
                                                    szanować, jeśli chcesz, żeby kiedykolwiek on szanował Ciebie... On albo
                                                    jakikolwiek iny mężczyzna. Facet kręci, kręci, kręci! Mowi tak, bo chce się z
                                                    Toba pobawić, pospędzać czas, aż znajdzie sobie inną. Dotrze to do Ciebie
                                                    wreszcie, czy nie?
                                                  • akkknes Re: na dobranoc 28.03.07, 22:51
                                                    dotrze
                                                  • akkknes Re: na dobranoc 28.03.07, 22:55
                                                    mam taka nadzieje
                                                  • aniek666 Re: na dobranoc 29.03.07, 15:18

                                                    www.nastolatek.pl/pokaz.php?a=art&ida=2616
                                                    wejdź sobie tam i... przeczytaj. przeczytaj całe, proszę. wiem, wiem, wydaję
                                                    się głupie, stronka dla nastolatków itp;) ale naprawdę mądry artykuł, o
                                                    problemie rozstawania się.

                                                    mi pomogło, czytałam dziesiątki takich tekstów psychologów - pomogła mi
                                                    świadomość, że nie jestem sama, że to co mi się wydawało preraźliwą tragedią, w
                                                    rzeczywistości wygląda identycznie u wszystkich porzuconych dziewczyn! te same
                                                    uczucia, że tak go strasznie kochasz (phi, nie można kochać kogoś kto cię nie
                                                    szanuje i do kogo masz o to żal, to tylko zaślepienie a nie miłość:/), to
                                                    wrażenie, że nigdy nie uda ci się zapomnieć, robienie z siebie szmaty, żeby
                                                    tylko wrócił, itp...

                                                    to wszystko przeszłam. minęło 11 miesięcy odkąd mnie rzucił, jestem po
                                                    "terapii", sama sobie pomogłam. czytałam teksty takie jak tu i zrozumiałam, że
                                                    tak się nie da. co bym zrobiła, gdybym znów z nim była? przecież ja go nie
                                                    cierpię! a on byłby ze mną tylko dla świętego spokoju!!! to nienormalne, już
                                                    wolę być sama! jest trudno, ale kiedyś znajdzie się inny, a ja już będę
                                                    wiedziała, na co zwracać uwagę i że nie wolno robić z siebie szmaty, dla kofgoś,
                                                    kto nic do ciebie nie czuje...dla kogo się już nie liczysz!

                                                    nadal o nim myślę. codziennie. ale już nie "och, jak chciałabym poczuć jego
                                                    bliskość", to po prostu jak codzienne myślenie o jedzeniu, przyzwyczaiłam się,
                                                    ale nie przywiązuję do tego wagi. już mnie nie obchodzi. usunęłam jego nr z gg
                                                    (zrób to!!!), nie piszę do niego, a on też mnie już nie zagaduje. nie ma nas,
                                                    nie ma jego...

                                                    jestem tylko ja. ja, szanująca się dziewczyna po przejściach, która dzięki niemu
                                                    nauczyła się, że najważniejsze to mieć szacunek do siebie i nie pchać się tam,
                                                    gdzie cię nie chą, tylko odwrócić się dumnie i odejść.
                                                  • aniek666 Re: na dobranoc 29.03.07, 15:21
                                                    żałuję tylko, że nie zorbiłam tak od razu po tym, jak mnie rzucił, że tak sobie
                                                    ciągle coś wmawiałam! niby go rzucałam ale tak naorawdę ZAWSZE miało to na celu
                                                    tak naprawdę zwabienie go do siebie! zawsze było "skasuję go z gg..." a w głębi
                                                    duszy "...żeby odezwał się i zapytał co się stało". takie myślenie jest zgubne!

                                                    tylko dopiero po pół roku zaczęłam podchodzić do tego jak do rzucania nałogu. bo
                                                    do tego trzeba tak podejść - MUSISZ to zrobić, musisz się tego pozbyć, nie można
                                                    ciągle czegoś oczekiwać, po prostu musisz wziąć się w garść i to zrobić! nie po
                                                    to, żeby "wrócił sam",tylko po to, żeby nigdy nie wrócił!

                                                    musisz wymazać go ze swojego życia i żadne usprawiedliwienia ci nie pomogą! zrób
                                                    to dla samej siebie, a jak już ci się uda, to poczujesz się naprawdę silna,
                                                    wolna i dumna z siebie;)i w końcu szczęśliwa.
                                                  • aniek666 Re: na dobranoc 29.03.07, 15:26
                                                    "Kobieta jest najsłabsza, gdy kocha, a najsilniejsza, gdy jest kochana."

                                                    Erich Osterfield

                                                    ----

                                                    ;)
                                                  • aniek666 Re: na dobranoc 29.03.07, 15:27
                                                    i...


                                                    "Kobiety wolą być naiwne niż samotne."

                                                    Gilbert Cesbron

                                                    ---

                                                    rozumiesz już? ;)
                                                  • kaktusica6 Re: na dobranoc 29.03.07, 16:58
                                                    akknes, przyczytaj ten artykuł, aniek666 ma rację... on się Tobą tylko bawi i
                                                    czeka, żeby znaleźć sobie inną, wtedy zniknie z Twojego życia na dobre, a Ty
                                                    zostaniesz sama i rozgoryczona, że straciłaś tyle czasu dla kogoś, kto nie był
                                                    tego wart... nie życzę Ci tego, ale to jest najbardziej prawdopodobny
                                                    scenariusz. Twoje zachowanie teraz nie odniesie żadnego, ŻADNEGO dobrego skutku.
                                                    Jesli on widzi, że się zachowujesz w ten sposób, że czakasz itp. to nigdy nie
                                                    wróci, bo mu jest tak wygodnie. Trochę z kimś jest, ale jest wolny, ma wolną
                                                    rękę, a jak go któraś kopnie, to będzie miał do kogo wrócić, wyżalić się i
                                                    polecieć na kolejne łowy... ten człowiek nie jest Ciebie wart! Jestes mądrą
                                                    dziewczyną, na pewno masz w sobie wiele miłości, nie zmarnuj jej na kogoś, komu
                                                    nie zależy... odsuń się od niego, nie dzwoń, nie rozmawiaj, unikaj, bądź ZAWSZE
                                                    niedostępna, ZAWSZE w biegu. Jeśli poczuje, że mu uciekasz i będzie Cię chciał
                                                    jeszcze zatrzymać to bądź dalej niedostępna, niech on wreszcie zrozumie, że cię
                                                    straci, jak porządnie nie zawalczy... Ale daj mu możliwość tej walki. Faceci to
                                                    lubią, lubia gonić za króliczkiem, to ich bardziej pociąga. Kobieta niedostępna
                                                    jest więcej warta! A jesli nie będzie chciał walczyć o Ciebie, to i tak byście
                                                    nie byli razem, nie miałoby to sensu, rozumiesz? Twoim zachowaniem nikogo nie
                                                    uszcześliwisz, a na pewno siebie. Tyle czasu już minęło, już byś zapomniała,
                                                    wiesz? już byś była zadowolona, nie czekała z utęsknieniem na niego... wiesz?
                                                    Odwołaj to wasze spotkanie. Dla swojego dobra... I nie spotykaj się z nim przez
                                                    dłuższy czas. Niech się przestraszy, a nie czuje, że i tak ma wszystko na tacy!
                                                    Jesli się nie przestraszy i nie zacznie walczyć, to i tak by nie był Twój...
                                                    zacznij układac sobie zycie na nowo.
                                                    Znajdź w sobie tą siłę:*
                                                  • aniek666 Re: na dobranoc 29.03.07, 17:41
                                                    ------------

                                                    hmm, tylko że pomyślmy - wszyscy dają tutaj porady w stylu "ignoruj go, sam
                                                    wróci, to zawsze działa." nie ma w tym nic złego, to podstawowa taktyka, wszyscy
                                                    tu starają się pomóc, ale... dlaczego właściwie wszyscy chcemy pomóc jej go
                                                    odzyskać?


                                                    akknes, czy ty naprawdę chcesz, żeby wrócił? pomyśl, cóż to za człowiek, który
                                                    pozwala ci przechodzić przez takie cierpienia! czy naprawdę chcesz z nim być?
                                                    nie dziwię się, że "chcesz", wszyscy na początku chcemy, żeby był z nami nie
                                                    patrząc na to jak nas krzywdzi..."to nie jest ważne, wybaczam mu, najważniejsza
                                                    jest miłość!"

                                                    ale czy tak naprawdę nadal kochamy tą osobę? "jasne że tak! przecież tak bardzo
                                                    chcę, żeby wrócił!" - to chyba zła odpowiedź:/ myślę, że stan, kiedy byłaś z
                                                    nim, kiedy miałaś poczucie, że jest osoba na tym świecie, dla której jesteś
                                                    najważniejsza - to było tak fenomenalnie cudowne, że nie potrafisz tego oddać
                                                    bez walki, pogodzić się z tym, że to straciłaś. tu nie chodzi o to, żeby ZNOWU
                                                    być z nim, raczej o to, żeby cofnąc czas i żeby wszystko było tak jak PRZEDTEM,
                                                    zgadza się?

                                                    ale tak nie będzie. nawet jakby jakimś cudem do ciebie wrócił, to już nigdy nie
                                                    będzie tak cudownie jak kiedyś - bo on cię już nie kocha (jeśli wogóle kochał
                                                    kiedykolwliek...) nawet jeśli (jakimś cudem) znowu byście się w sobie
                                                    zakochali, to nigdy nie znikną wspomnienia tego, co sobie robiliście. i nie da
                                                    się naprawić tego, co się dzieje teraz. przykro mi, ale tylko w bajakch tekst "i
                                                    wszystko było dokładnie tak jak kiedyś, o wszystkim zapomnieliśmy" jest realny:/
                                                    jeśli facet teraz traktuje cię w ten sposób, to pokazuje ci swoją - wcześniej
                                                    nieznaną ci - złą stroną, a ty także, robiąc teraz to, co robisz, próbując "na
                                                    chama" go zdobyć, poniżając się, pokazujesz mu kogoś, kogo z pewnością przedtem
                                                    nie widział i nie chciałby widzieć w swojej dziewczynie nigdy.

                                                    "Czy jesteśmy kochani takimi, jakimi jesteśmy, czy takimi, jakimi wyobrażają nas
                                                    sobie ci, co nas kochają? Gdzie jest granica między byciem sobą, a byciem osobą,
                                                    której oczekują od nas inni?"

                                                    macie już o sobie z pewnością zupełnie inne zdanie niż kiedyś - to dobrze, nie
                                                    jesteś ślepa na to co robi, już wiesz, do czego jest w stanie się posunąć
                                                    (traktowanie cię jak deskę ratunkową, podczas szukania innej dziewczyny, dawanie
                                                    złudnych nadzieji, dzwonienie, nie dawanie jasnych odpowiedzi - to naprawdę
                                                    podłe i przykre! nie ignoruj tego, nie usprawiedliwiaj!! ) wiesz już, jakich
                                                    cech faceta musisz się w przyszłośći wystrzagać. i nie broń go. po prostu
                                                    zacznij to zakańczać.

                                                    w jeden dzień zmuś się do czegoś, czego tak bardzo nie chcesz zrobić - wyrzuć
                                                    wszystko, co ci się z nim kojarzy, usuń jego numer, gg, listy, zdjęcia, rzeczy.
                                                    powiedz mu, żeby już nie pisał. i nie po to "żeby to on się odezwał i żebyś
                                                    mogła wrócić". nie! nie licz już na to, zamęczysz się! teraz myśl tylko o tym,
                                                    żeby się wyleczyć z tego wariackiego zakochania i wrócić do normalnego życia...

                                                    a jeśli widzisz, że nie otrafisz się przełamać, zrobić tego, jeśli za parę
                                                    miesięcy nadal nie będziesz w stanie przyjąć do wiadomości tego, że nie ma już o
                                                    co walczyć, potrzebujesz wsparcia i pomocy, jeśli moje listy cię nie przekonały
                                                    - to myslę że powinnaś zgłosić się do psychoterapeuty, on na pewno ci pomoże. ja
                                                    tylko staram się służyć własną radą i i skromnym doświadczeniem, ale jeśli
                                                    potrzebujesz fachowej pomocy, to forum nie wystarczy...

                                                    z całego serca życzę ci żeby ci się udało;)
                                                  • akkknes do aniek666 29.03.07, 19:08
                                                    sluchaj to nie tak... ja naprawde jakbym chciala to zdobylabym sie na to zeby
                                                    powywalac czy pokasowac rozne rzeczy. sek w tym, ze ja tego nie chce. pochowlam
                                                    juz dawno prawie wszystkie zdjecia i inne takie, ale to nie jest tak ze jak go
                                                    skasuje z 'widoku' to i z glowy czy serducha...
                                                    ja nie potrzebuje zadnej pomocy, jak trzeba bedzie wiem ze zniose jeszcze pare
                                                    kopow od zycia i przezyje.
                                                    widzisz ja mysle ze kocham go dalej, mimo tego wszystkiego, ze jestem w stanie
                                                    wybaczyc, wiem ze nawet jesli to juz nie bedzie nigdy tak samo. ale ja mimo i
                                                    pomimo wszystko tak bardzo chcialabym sie przekonac czy to rzeczywiscie jest
                                                    tak, ze drugi raz sie nie da. nie z opowiesci kogos a na wlasnej skorze!
                                                    sama siebie wkrecam w jakies ukrywanie sie przed rodzicami ze juz jest ok
                                                    (chociaz oni wiedza ze tak nie jest, przyjaciele tez)
                                                    nie wiem czy chcialabym zeby bylo tak jak kiedys bo teraz juz wiem ze moze byc
                                                    i inaczej, nie wiem jak wyglada takie cos po raz drugi wiec ciezko mi mowic...
                                                    najgorsze jest to ze ja naprawde nigdy z nikim tak bardzo nie chcialam byc. to
                                                    jest jakies dziwne tak silne uczucie jakas podswiadomosc... nie wiem kiedy do
                                                    mnie dojdzie ze jesli dalej tak bedzie to nigdzie nie zajde. nie wiem, naprawde
                                                    nie wiem... dlatego tu wchodze i pisze bo mam jakas odskocznie... moge wam
                                                    napisac jak bylo co jest itd i jest mi po prostu lzej...
                                                    reke bym sobie dala uciac zeby znowu moc mowic o nim MOJ

                                                    ;( zle mi sie zrobilo prawda naprawde kuje w oczy :(
                                                  • ilums Re: na dobranoc 29.03.07, 18:08
                                                    Witam-przeczytalem wszystkie posty i postanowilem Ci po krotce opisac moja
                                                    sytuacje-moze wyciagniesz jakies konstruktywne wnioski???
                                                    Miesiac temu rzucila mnie dziewczyna-moja trzecia wielka milosc... czyz nie
                                                    dziwne, wydawac by sie moglo ze ta pierwsza milosc jest tylko raz-a ja jak do
                                                    tej pory zakochalem sie juz trzy razy i za kazdym razem bez pamieci. Po
                                                    pierwszej dziewczynie walczylem jakies trzy miesiace, a ona jak w Twoim
                                                    przypadku trzymala mnie na dystans-ale moje serce peklo i sie rozsypalo do
                                                    konca kiedy sobie kogos znalazla-wtedy zerwalem caly kontakt bo wiecej moja
                                                    psychika zniesc juz nie mogla. Odchorowywalem jakies 1,5 roku-a po nastepnym
                                                    pol roku zakochalem sie znow jak maly dzieciok-bez pamieci:) i bylo cudownie-
                                                    spedzilismy razem niesamowity rok-az pewnego dnia dostaelm sms-odchodze... w
                                                    tej sytacji walczylem o nia jeszcze dluzej bo pol roku-i zgadnij co???? nic a
                                                    nic to nie dalo. W sumie to tak jak i w pierwszym przypadku odchorowywalem 1,5
                                                    roku az w koncu obudzilem sie pewnego dnia kompletnie zdrowy:)
                                                    No i stalo sie po raz kolejny-przeniosla sie z innego miasta-i jak ja
                                                    zobaczylem wchodzaca na zajecia to od razu wiedzialem ze bedziemy razem-i tak
                                                    sie stalo juz po mieiacu-wszystcy widzieli jak bardzo nas ciagnie do siebie-a
                                                    moze tylko mi sie tak tylko wydawalo... pewnego feralnego dnia przestala sie
                                                    odzywac-tym razem walczylem rowno jeden dzien-i sie poddalem bo z moich
                                                    doswiadczen wiem ze to do niczego nie prowadzi-poprostu znow musze odcierpiec
                                                    1,5roku i mam nadzieje, ze bedzie latwiej...najgosze to jest to ze jestesmy w
                                                    tej samej grupie i widujemy sie 2 razy w tygodniu-wyobraz sobie ze z osob ktore
                                                    byly zawsze 30 minut przed zajeiami zeby pogadac-teraz oboje sie spozniamy zeby
                                                    na siebie nie trafic...i tak samo jest na koniec-zawsze ktores pod jakims
                                                    pretekstem wychodzi szybciej-takie to moje zycie. Na szczescie macie teraz
                                                    wiosne i bedzie latwiej sie zaczac zbierac do kupy. Aha! A co do tych dziewczy
                                                    po ktorych odchorowywalem-to wyobraz sobie ze teraz jestesmy dobrymi kumplami-
                                                    ale zeby nimi byc musi minac bardzo dlugo bo okolo 2 lata-i cala milosc musi
                                                    sie gdzies ulotnic bo inaczej to ta druga osoba wyczuje ze ja nadal kochasz i
                                                    nadal bedzie skrepowana kontaktem z Toba... Uciekam na kolejne zajecia i jak
                                                    zwykle bedzie nie milo bo moja ex tam bedzie-patrzy teraz na mnie z taka
                                                    nienawiscia, ze jeszcze takiej nie spotkalem-no coz???
                                                    My na szczescie mamy sliczne lato juz od miesiaca i mam nadzieje ze moze ta
                                                    pora roku pomoze mi sie jakos otrzasnac-oby!!!
                                                    Pozdrawiam i przemysl wszystko dokladnie!!!
                                                    Aha! Sorry-w zamysle mialem krotka wiadomosc ale jakos sie rozpisalem
                                                  • mariuszbednarczyk Ignorowanie 29.03.07, 18:37
                                                    Nie wiem czy pamiętacie z moich wcześniejszych postów, ale 1.5 miesiąca temu
                                                    postanowiłem za namową mamab26 i annny84 zacząć olewać moją byłą. Walczyłem o
                                                    nią długo bo aż 8 miesięcy, nic to nie dało. 1.5 miesiąca temu w pewnym
                                                    momencie postanowiłem zawalczyć, zacisnąć zęby i zawalczyć o resztkę szacunku
                                                    do samego siebie. Przestałem pisać, dzwonić, prosić itp. To wszystko stało się
                                                    po tym jak złapałem ją na ohydnym kłamstwie. Oczywiście podczas naszej
                                                    ostatniej rozmowy w połowie lutego na mojej byłej jakiekolwiek moje argumenty
                                                    nie zrobiły żadnego wrażenia. Widziałem w jej oczach pogardę. I co? W dniu
                                                    wczorajszym po 1.5 miesięcznej ciszy dostałem smsa w którym prosi, powtarzam
                                                    PROSI !!! mnie o spotkanie bo chce mi coś powiedzieć. Wiecie co? mam w dupie to
                                                    co chce mi powiedzieć. To wszystko co mam do powiedzenia w tej sprawie.
                                                  • akkknes Re: Ignorowanie 29.03.07, 19:13
                                                    mariuszbednarczyk nie wierze pamietam twoje posty i nie wierze...

                                                    czytam ten artykul i widze siebie
                                                    rycze sama do monitora bo to tak ciezko przyznac sie przed sama soba do takiej
                                                    porazki...

                                                    nie wiem tylko kiedy wyciagne konstruktywne wnioski z tego wszystkiego
                                                    bo na razie serducho ciagle peka a glowka mowi ze go kocham :(
                                                  • aniek666 Re: Ignorowanie 29.03.07, 20:03

                                                    dobrze zrobiłeś, przynajmniej zachowałeś resztki honoru, no i pokazałeś sam
                                                    sobie, że potrafisz działać, a nie tylko mówić;) facetom chyba łatwiej to
                                                    przychodzi, bo oni ogólnie są bardziej 'techniczni', raczej mniej się rozczulają
                                                    i zastanawiają, tylko od razu biorą się skutecznie do roboty...

                                                    bo odnawianie czegoś, co jest już w strzępach, czego tak naprawdę już nie ma -
                                                    nie ma najmniejszego sensu.
                                                  • akkknes Re: Ignorowanie 29.03.07, 20:07
                                                    ja to mam w sobie jeszcze taka glupia chec udowodnienia wszystkim dookola ze
                                                    myla sie ze maja racje i ze wszystko da sie jeszcze posklejac naprawic bl bla
                                                    bla wiecie te moje zludznia...
                                                  • akkknes Re: na dobranoc 29.03.07, 18:59
                                                    zaraz przeczytam ten artykul, juz go sobie otworzylam...
                                                    boze dziewczyny ja sobie wlasnie uswiadomilam ze za duzo sobie obiecuje po tym
                                                    spotkaniu... przeciez nie mam pewnosci ze on tylko ze mna oglada filmy na dvd,
                                                    nie?? przeciez ja w weekend od razu poczuje jak jest... i mam nadzieje ze wtedy
                                                    cos we mnie peknie... wcale tego nie chce, ale czytam te wasze wpisy i wiem ze
                                                    tak bedzie :( boze jakie to zycie jest bezsensu
                                                  • aniek666 Re: na dobranoc 29.03.07, 19:07
                                                    jak to?

                                                    chcesz się z nim spotkać?

                                                    dlaczego..? po co..?

                                                    czy naprawdę nie chcesz już tego normalnie zakończyć i wrócić do normalnego życia?
                                                    co ci da kolejne spotkanie z tym draniem! nie rozumiem... naprawdę, nie rozumiem:/
                                                  • akkknes Re: na dobranoc 29.03.07, 19:16
                                                    sama sie nie rozumiem
                                                    ale mam ciagle wiare ze nawet jedno spotkanie moze wszystko zmienic
                                                  • kizii Re: na dobranoc 29.03.07, 19:26
                                                    g.. prawda, że sobie pozwolę na przekleństwo ;)
                                                    Zobacz akkknes, co Ci piszą ludzie, którzy to przeszli :) Zobacz ile jest takich
                                                    osób. Każdemu było ciężko, ale każdy dał radę!
                                                    Swoją drogą co to za facet, który pozwala, żebyś się tak męczyła. Nie do wiary,
                                                    że ludzie aż tak nie szanują uczuć drugiej osoby. Niestety w tym przypadku sama
                                                    trochę to prowokujesz. Wszyscy Ci piszą bądź silna, odejdź, żyj; a Ty z uporem
                                                    maniaka piszesz o jednym spotkaniu. Ile można? Nie szkoda Ci czasu? Kurcze,
                                                    jedno życie mamy, nie marnuj go! Weź się w garść naprawdę, bo Cię życie
                                                    przygniecie i wylądujesz u psychiatry wcinając xanax albo inne piguły i się
                                                    będziesz unosić w "mydlanej bańce" a życie Ci ucieknie.
                                                  • akkknes Re: na dobranoc 29.03.07, 19:38
                                                    ja wiem ze ktos na bank juz przez to przeszedl a na pewno jest i ktos kto mial
                                                    jeszcze gorzej niz ja...
                                                    ja to wiem, naprawde wiem :)
                                                    jak dla mnie ten facet o ktorym tu mowimy moze rzeczywiscie nie jest juz taki
                                                    krysztalowy ale dalej go chce... ja wiem ze mam jedno zycie, ze ani xanax ani
                                                    prozac mi tu nie pomoga i w ogole... ale ja wiem tez ze chce tego spotkania -
                                                    moze to glupie ale z drugiej storny (po jedna juz znacie...) chcialabym zeby
                                                    dal mi osobiscie wrecz namacalnie taki powod zeby wszystko sie zmienilo - to
                                                    specjalnie brzmi dwuznacznie :(
                                                  • aniek666 Re: na dobranoc 29.03.07, 19:42
                                                    tak naprawdę wcale się nie dziwię. większość dziewczyn właśnie tak robi, bez
                                                    rosądku, nadal swoje, "ja go kocham, uratuję to" itp. "gdybym chciała,
                                                    natychmiast bym przstała, ale nie chcę". czy to nie przypomina do złudzenia
                                                    tekstów alkocholika?

                                                    wydaje mi się, że wyleczenie się z czegoś takiego jak 'szaleńcza miłość', jest
                                                    równoznaczne z rzuceniem nałogu. a ile osób bez problemu rzuca palenie?
                                                    narkotyki? to jest niewyobrażalne, jaką trzeba mieć silną wolę, żeby zdobyć się
                                                    na coś takiego, żeby rzucić coś, bez czego "nie da się żyć", choć tak naprawdę,
                                                    to właśnie Z TYM nie da się żyć! według mnie takie coś to doskonały sprawdzian
                                                    siły naszej psychiki, choć niestety często ta psychika jest zbyt słaba na taką
                                                    próbę, co - jak u niektórych anstolatek np - może się kończyć takim właśnie
                                                    męczeniem, lub nawet samobójstwem:/

                                                    mówię tylko to, co myślę. smutno mi tylko, że mimo że opisałam w tych kilku
                                                    postach całe moje doświadczenie, wszystkie moje przemyślenia na ten temat, tyle
                                                    porad, że tyle osób wysila się, żeby ci pomóc, ty, akknes, nadal nie widzisz, że
                                                    chyba jednek mam rację:/ to smutne... ale trudno, rób jak uważasz... ja nie
                                                    jestem w stanie wymyślić niczego innego, w żaden inny sposób pomóc i myślę, że
                                                    nikomu tutaj już się to nie uda.
                                                  • kaktusica6 Re: na dobranoc 29.03.07, 19:45
                                                    aniek, trzeba jej powtarzać do upadłego, może wkrótce zrozumie:)
                                                  • akkknes Re: na dobranoc 29.03.07, 19:46
                                                    aniek, tu nie chodzi o to ze to co napisalas nie robi na mnie wrazenia -
                                                    pewnie ze robi i to naprawde duze...
                                                    ja tez tu nie pisze w sumie juz po rade tylko zeby 'pogadac' i nie musiec nic
                                                    udawac... nikt mi nic nie pomoze - wiem ze musze sobie sama pomoc i ze jak ja
                                                    tego nie zrobie to nikt mi nie pomoze i nie zrobi tego za mnie.

                                                    ps. nie umiem rzucic palenia od tylu juz lat...
                                                  • kizii Re: na dobranoc 29.03.07, 19:48
                                                    aniek666, dużo osób czyta to forum i się nie wypowiada. Założę się, że jest
                                                    wiele osób, którym pomogło to wszystko co napisałaś. Np ja :)
                                                    Dzięki
                                                  • aniek666 Re: na dobranoc 29.03.07, 20:16
                                                    bardzo się cieszę, że tak mówisz:) chciałabym, żeby moje, jeszcze świeże
                                                    doświadczenie, przdało się komuś i żeby mniej dziewczyn męczyło się w taki
                                                    sposób jak ja to robiłam:/

                                                    ale nikogo nie będę przekonywać na siłę, jeśli akknes nie chce zrobić sobie
                                                    takiej "autoterapii" jaką ja polecam, to niestety nie będę się tutaj wysilać i,
                                                    jak to mówi kaktusica6 "powtarzać do upadłego";);) nie da się nikogo przymusić
                                                    do rozsądku;P

                                                    pozdrowienia dla wszystkich dziewczyn - i tych, które jeszcze to czeka, i tych
                                                    przechodzących ów okres pierwszego rozstawania, któty przydarzy się w końcu
                                                    każdej w życiu;) ja już raczje nie mam nic do powiedzenia...

                                                  • akkknes Re: na dobranoc 29.03.07, 20:30
                                                    doswiadczenie doswiadczeniem, czlowiek uczy sie na wlasnych bledach, a to co
                                                    mnie nie zabije to mnie podobno wzmocni...
                                                    swoja droga nie zycze nikomu takich przejsc.
                                                  • kaktusica6 Re: na dobranoc 29.03.07, 19:42
                                                    Dobra, jak już musisz mieć to swoje spotkanie, to postaraj się, żeby to było
                                                    spotkanie decydujące. Albo w jedną, albo w drugą stronę. Powiedz mu, że teraz
                                                    musi podjąć decyzję i nie daj się wykręcić jakimiś "nie wiem". Niech Ci da
                                                    ostateczną odpowiedź. Tylko mój to na chłodno, wypij sobie nervosolku, żebyś się
                                                    nie rozpłakała i była na luzie.
                                                  • kizii Re: na dobranoc 29.03.07, 19:45
                                                    TY nie chcesz go, tęsknisz za komfortem bycia :) a nie za nim - konkretną osobą.
                                                    Stąd jest "nie wyobrażam sobie życia bez niego". A to bez niego i tak Cię czeka,
                                                    o czym wiesz, ale nie chcesz dopuścić do siebie tej myśli. Wolisz żyć złudzeniem
                                                    "wrócimy do siebie i będzie pięknie jak na początku" bzdura, nie będzie,
                                                    gwarantuję Ci to :) Jakiego powodu oczekujesz? żeby Ci powiedział odp.. się? Po
                                                    co? Musisz się zebrać w sobie i powiedzieć "koniec" to dla Ciebie jedyna szansa
                                                    na odzyskanie siebie (nie jego). Dopuść do siebie myśl, że to koniec, w końcu.
                                                  • kaktusica6 Re: na dobranoc 29.03.07, 19:33
                                                    Kochana, odpuść sobie... uwiesz w to, co ten mężczyzna napisał, to jest możliwe,
                                                    to się da zrobić, można zapomnieć, można przestać kochać. Może i zmieni, ale czy
                                                    na dobre? A nawet jesli wróci, to co? Ty wybaczysz, będziesz szczęsliwa, a on za
                                                    miesiąc zrobi to samo... wejdź na forum na luzie i znajdź wątek "kiedy kolejny
                                                    raz z oczy płyną łzy", przeczytaj sobie wszystkie wypowiedzi, zwłaszcza kitty.
                                                    życzę Ci, zeby już wkrótce pojawił się w Twoim życiu ktoś, kto jest Ciebie wart
                                                    i Cię doceni.
                                                    I obiecaj nam, z ręką na sercu, że nie pójdziesz z nim do łóżka w ten wieczór
                                                    (skoro on już musi być...).
                                                  • akkknes Re: na dobranoc 29.03.07, 19:40
                                                    kaktusica, to moge ci naprawde obiecac
                                                    (co ty ja naprawde mysle glowa sercem a nie tylkiem - wiem ze w perspektywie
                                                    tego jak sie przedstawiam wiem ze jak debilka ale troche troche troche naprawde
                                                    tak tyci tyci to madra jestem...)
                                                  • kaktusica6 Re: na dobranoc 29.03.07, 19:44
                                                    jesteś mądra, ale jak widać z miłości to wiele potrafisz zrobić... albo i
                                                    niewiele. Mam wrażenie, że Ty go nie kochasz, tylko myslisz, że kochasz. bo
                                                    jakbyś kochała, to byś zmusiła siebie to olewania jego, bo to jedyna droga...
                                                  • kaktusica6 Re: na dobranoc 29.03.07, 19:51
                                                    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=520&w=28241733
                                                    przeczytaj sobie, wyciągnij wnioski sama...
                                                  • akkknes Re: na dobranoc 29.03.07, 19:56
                                                    kaktusica6 napisała:

                                                    > forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=520&w=28241733
                                                    > przeczytaj sobie, wyciągnij wnioski sama...

                                                    czytalam zanim sama zlozylam swoj temat :(((((
                                                  • akkknes bezsilnosc 29.03.07, 19:55
                                                    pewnie ze chcialabym mu powiedziec sluchaj skarbie w prawo albo w lewo ale znam
                                                    go na tyle ze wiem ze on znowu mi powie to samo to samo to samo to samo co
                                                    zawsze mowil - ze ja nie chce przyjac tego co on mi daje (czyt.: tej
                                                    slynnej 'szarosci') i ze on nie umie teraz tak w ciagu minuty zadecydowac czy
                                                    czarne czy biale :( wiem ze mi tak powie bo on taki juz jest i nie chce go
                                                    teraz usprawiedliwiac. naprawde wiem jaki on jest i byc moze zrobi to dla
                                                    wlasnego bezpieczenstwa - powie ze nie moze tak teraz zdecydowac. no i badz tu
                                                    madra, co?? a mnie ta bezsilnosc przeraza bo do cholery nie jestem az tak
                                                    glupia zeby czekac bog wie ile czasu - po obronie mam zamiar isc do pracy, wiem
                                                    ze wtedy nie bede miala juz czasu na takie sprawy, wiem ze mi sie zaraz zycie
                                                    pozmienia byle tylko do tej obrony i potem to juz poleci. ta bezsilnosc jest
                                                    najgorsza, wiem tez ze on jest z tych co nawet jak bedzie to przeciwko niemu to
                                                    z zalozenia zrobi cos po zlosci. takiego go poznalam i takiego pokochalam i to
                                                    jest prawda a nie bronienie go.... naprawde chcialabym miec w sobie tyle sily
                                                    zeby powiedziec albo albo - ale nie umiem. zawsze bylam pewna siebie, nigdy nie
                                                    dawalam sobie pluc w twarz, boze nawet jak potrzeba to jestem specem od spraw
                                                    sercowych a sobie sama cholera jasna nie umiem pomoc. widzialyscie kiedys taka
                                                    ironie losu??
                                                  • kaktusica6 Re: bezsilnosc 29.03.07, 20:44
                                                    widziałyśmy, jest w każdej z nas:) i możliwe, że i mnie to czeka wkrótce... ale
                                                    co tam, zycie jest jedno, trzeba korzystać, póki się może:)
                                                    To mu odpowiedz, że nie ma decydować w minute, tylko miał na to kilka mcy. I
                                                    teraz czekasz na jego odpowiedź. I że szare nie wchodzi w gre, szare to dla
                                                    Ciebie tak, jak czarne. jesteś daltonistką, jest noc. Albo białe, albo czarne,
                                                    przy czym szare=czarne. Musisz dostać odpowiedź. Jak jej nie dostaniesz, to
                                                    uznasz to za czarne i do widzenia panu. ROZUMIESZ?
                                                  • mariuszbednarczyk Re: bezsilnosc 29.03.07, 20:55
                                                    wracając do mojego ostatniego postu w którym napisałem, że dostałem smsa po 1.5
                                                    miesięcznej ciszy to powiem Wam, że faceci naprawdę nie są dzielni
                                                    czy "techniczni". Ja do tej pory myślałem, że jestem mega "techniczny",
                                                    wszystko było dla mnie zerojedynkowe. Jestem umysłem ścisłym i zawsze myślałem,
                                                    że sytuacja w której będę przez 8 miesięcy walczył o kobietę mi się nie zdarzy.
                                                    Jednak się zdarzyła. I całe moje ścisłe i techniczne chojrakowanie schowałem
                                                    sobie w kieszeń. Piszę to po to abyście zwróciły uwagę, że akkknes walczy 3
                                                    miesiące. Ja walczyłem 8 miesięcy. Dopiero po 8 miesiącach, po kłamstwach,
                                                    pogardzie itp. sprawach powiedziałem dość. Moja była jest kobietą bardzo dumną,
                                                    bardzo mnie zdziwił sms, który otrzymałem wczoraj. Po prostu nie mogę w to
                                                    uwierzyć, że taka dumna kobieta, która uważa się za panią świata wysłała mi
                                                    smsa i PROSI o spotkanie z facetem, którego jechała przez tyle czasu. Nie wiem
                                                    czego ode mnie chce i nie zamierzam się tego dowiadywać. Ten post jest po to
                                                    aby Akkknes nie traciła kolejnych miesięcy na poniżanie się. Podpisuję się 4
                                                    kończynami za tym aby jak najszybciej olać kolesia. To jest jedyna szansa na to
                                                    żeby otworzył oczy. Też w to nie wierzyłem a jednak wczorajszy sms w którym
                                                    PROSI mnie o spotkanie jest nagrodą za wszystkie męki.
                                                  • kaktusica6 Re: bezsilnosc 29.03.07, 21:34
                                                    A ja się podpisuję moimi kolejnymi czterema i jeszcze piątą:)
                                                    Akknes, nie warto!
                                                    Tyle ludzi Ci to mówi...
                                                    Otwórz oczy!
                                                    A ja sobie jeszcze 3 lata temu przysięgałam, że nie będę płakać przez faceta. I
                                                    co? Życie płata figle naszym planom...
                                                  • akkknes Re: bezsilnosc 29.03.07, 21:50
                                                    no wlasnie te zyciowe figle - eh raz sie je odbiera na plus a raz na minus :(
                                                    hmmm jedyne co moge powiedziec - dzis prawie o dziesiatej mam w sobie i chec i
                                                    sile zatanczyc na wlasna a nie jego melodie... ale co bedzie w niedziele nikt
                                                    tego nie wie :( chcialabym zeby mi te checi zostaly i zeby rzeczywiscie to sie
                                                    juz jakos ustabilizowalo i bylo naprawde proste, nawet dla mnie...
                                                  • mariuszbednarczyk Re: bezsilnosc 29.03.07, 21:59
                                                    Panie i Panowie, informuję, że zbliżamy się dużymi krokami do czwartej setki
                                                    postów w histori Akkknes, którą z zapartym tchem śledzimy od blisko miesiąca. W
                                                    rolach głównych występuje wspomniana Akkknes i Ex. W pozostałych rolach - cała
                                                    reszta. Myślę, że to będzie oskarowy scenariusz.
                                                  • akkknes Re: bezsilnosc 29.03.07, 22:00
                                                    ciekawe tylko czy z happy endem...

                                                  • kaktusica6 Re: bezsilnosc 29.03.07, 22:27
                                                    Będzie happy end, jak go olejesz.
                                                    Prawda, Mariusz?
                                                    Przed spotkaniem z nim przeczytaj sobie wszystkie nasze wypowiedzi i jeszcze raz
                                                    ten artykuł:) nastroisz się odpowiednio. I koniecznie nervosol! Nie będziesz płakać.
                                                  • ilums Re: bezsilnosc 30.03.07, 02:23
                                                    Witam ponownie
                                                    Zauwazylem ze z kaktusica czytamy te same watki-tak to juz chyba jest ze po
                                                    zlamaniu serca szukamy kogos kto by nam jakos pomogl-ale zrozum Akknes, ze
                                                    pomoc to nie zawsze podanie zlotego srodka czy machniecie czarodziejska rozdzka
                                                    i wszystko bedzie jak w bajce-bedziecie zyli dugo i szczesliwie-ja przez moje
                                                    prywatne pieklo przchodze juz trzeci raz-i za kazdym razem jest gorzej bo czuje
                                                    ze bardziej kocham kazda swoja nastepna kobiete, wiec skorzustaj z moich
                                                    doswiadczen i tego co Ci radzi Mariusz i poprostu przestan sie odzywac. A na
                                                    dowod tego przedstawie Ci to co mi sie dzis przydazylo i jest to analogiczne do
                                                    sytuacji Mariusza-bylem na zajeciach-na poczatku byl kwas jak zawsze i nie
                                                    skrywana jej nienwaisc...ale potem od slowa do slowa zaczela sie rozmowa o
                                                    naszych roznych kulturach(oboje jestesmy z innych krajow i mam jeszcze kilka
                                                    osob w grupie-nie amerykancow) Zaczely sie zarty o naszych przywarach i masa
                                                    smiechu-po raz pierwszy od miesiaca mi nie docinala-a wrecz byla w moim obozie
                                                    i jak ktos cos pytal-to ona nawet odpowiadala-a w Polsce to a tamto-potem
                                                    zauwazylem, ze niby czytajc cos w ksiazkach ukratkiem na mnie spoglada i znow
                                                    patrzy na mnie nie z niewawiscia a z ta taka miloscia i slodycza jak przedtem-
                                                    schemat jak u Mariusz-przestan walczyc a bedzie tendencja zwyzkowa... Szczerze
                                                    to mialem ochote przy calej grupie pasc na kolana i blagac-wroc, wroc, wroc...
                                                    Jeszcze nigdy w sobie nie czulem takiego bolu-ale na zewnatrz bylem twardy i
                                                    gralem wesolka, a w srodku-to brak slow opisac co czulem... Myslalem zeby
                                                    pojechac i zostawic jej roze na progu domu dzis wieczorem i
                                                    napisac "wspominalas ze lubisz roze" ale tak jak sie zacialem i po zajeciach
                                                    poprostu sie rozeszlismy tak samo odrzucilem pomysl z rozami-jeszcze jest na to
                                                    za wczesnie!!!!!!!! Aha! i jesli chcesz sie kotaktowac z bylym-to nie pisz mu:
                                                    kocham, tesknie, mylse-przemysl cos neutralnego-cos jak ja chcialem napisac na
                                                    bileciku od rozy-wiem ze kocha te kwiaty, bo pamietam jak reagowala na kazde
                                                    poprzednie:) Mile wspomnienie!!!! I na spotkaniu z nim badz oschla i nie mila-i
                                                    zatnij sie w sobie na jakies 2 miesiace i poczekaj na konsekwencje!!!!
                                                    Jak tez Mariusz wspominal-to nie prawda, z faceci to robokopy i nic nie
                                                    odczuwaja-boli nas tak samo mocno jak i Was!!!!! Ale staramy sie wyciagac
                                                    wnioski-co tez nie zawsze sie udaje:(

                                                    A serial "wracanie do siebie" zaczyna mnie wciagac i codziennie sledze losy
                                                    bohaterow:)
                                                  • ilums Re: bezsilnosc 30.03.07, 05:44
                                                    tak jeszcze na swiezo cos postanowilem skreslic-dzis w ramach dyskusji
                                                    kulturowych rozmowa tez weszla na to kto ile moze wypic i takie tam pierdoly
                                                    zwiazane z balangowaniem-padla tez nazwa Jack Daniels(mam dziwne wrazenie ze to
                                                    sie jakos inaczej literuje)-w zyciu tego nie pilem i raczej mialem negatywne
                                                    skojarzenia z Jonnym Walkerem-co jest czyms totalnie innym-ale do rzeczy-pewnie
                                                    uciekne od tematu jeszcze ze 3 razy bo jestem lekko wstawiony za co
                                                    przepraszam!!!!!!!! Wiec kumpel zadzwonil ze ma problemy z zona i mysli o
                                                    rozwodzie-jak widzisz taki okres, ze kazdemu sie sypie-wiec pzesiedzielismy pol
                                                    nocy gadajac i popijajac Jacka... ale na nastepnych zajeciach jesli wejdzie na
                                                    temat balngowania-zamierzam mojej ex przemycic widomosc ze balowalem nie tylko
                                                    zkumplem ale z masa ludzi i ze bylo fajno-chce zeby gul jej skoczyl, ze sobie
                                                    poradzilem i to bardzo szybko.... I moja rada tez jest-JAK JUZ UDA W KONCU CI
                                                    SIE OD NIEGO UWOLNIC TO POTEM PRZEMYCAJ MU TAKIE WIADOMOSCI SZPILKI!!!!! Zeby
                                                    go bralo cos w stylu-jak to mozliwe"Poradzila sobie beze mnie i do tego ma ubaw
                                                    po pachy!!!!"
                                                    Aha!!! Uwilebiam to co napisalas w pierwszym watku jak zalozylas watek, a
                                                    mianowicie, ze meksyk przechodzilas!!!! bo moja ex jest z Meksyku-sliczne
                                                    miejsce!!!!!! A widoki to takie ze dech w piersiach zapiera!!!! I pewnie
                                                    dlatego wlaczylem sie do rozmow w Twoim watku bo w czuly moj punkt trafilas-a
                                                    skoro potrafilas trafic w czuly punkt faceta ktorego nie znasz to tak samo
                                                    mozesz trafic w czuly punkt swojego ukochanego i wez mu pojedz po psychice....
                                                    Zerwij, udawaj, ze bawisz sie dobrze... i niech mu znajomi donosza ze
                                                    zapomnialas o nim i masz sie OK!!!
                                                    Dobra-koniec bajdu bajdu-ide spac
                                                  • akkknes Re: bezsilnosc 30.03.07, 07:32
                                                    wy sledzicie serial a ja to na codzien sama przechodze :(
                                                    eh dobrze ze dzis piatek
                                                    od rana mi zle
                                                  • mariuszbednarczyk Re: bezsilnosc 30.03.07, 08:03
                                                    do ilumsa: jack daniels to bourbon - amerykańska whiskey, a johhny walker to
                                                    klasyczna szkocka whisky. Generalnie różnią się smakiem, dla mnie bourbon jest
                                                    za słodki. Najlepsza dla mnie jest irlandzka whisky. Sporo już tego w swoim
                                                    życiu wypiłem, głównie z moim dobrym kumplem. Jedną z głównych zalet whisky
                                                    jest to, że mając woltaż 40% nie zwala tak błyskawicznie z nóg jak 40% wódka.
                                                    To takie moje poranne dywagacje.
                                                  • aniek666 Re: bezsilnosc 30.03.07, 13:16
                                                    ... może dodam jeszcze krótkie podsumowanie, na podstawiue artykułu anny
                                                    lissieckiej :


                                                    1. Problem z rozstaniem masz zarówno wtedy, gdy nie możesz znieść opuszczenia,
                                                    jak i wtedy, gdy sam nie potrafisz odejść. Niektórzy tak bardzo boją się
                                                    opuszczenia,

                                                    że "wrabiają" osoby, z którymi są, w rolę tego, któremu bardziej zależy i/lub w
                                                    rolę

                                                    opuszczonego. Czyli zrzucają swój problem na partnera, by się nie kontaktować ze
                                                    swoimi uczuciami, tymi, które on wówczas przeżywa - a...

                                                    2. Igranie z czyimiś uczuciami, nieliczenie się z tym, co będzie czuł, gdy
                                                    nierozważnie rozkochasz go w sobie a potem opuścisz, jest wyrazem wyjątkowego
                                                    braku dojrzałości. Wchodząc w związek, stajesz się w jakimś stopniu
                                                    odpowiedzialny za partnera. Nie oznacza to jednak uwiązania na wieki. Będąc z
                                                    kimś, nie stajesz się jego własnością, ani on Twoją. Gdyż...

                                                    3. Należysz i zawsze należałeś/aś do siebie, tak samo jak ukochana osoba nigdy
                                                    nie była twoją własnością, więc ma prawo decydować o sobie. Choćby nie wiadomo
                                                    ile was łączyło, nigdy nie byliście jednością, lecz dwiema odrębnymi osobami,
                                                    które mają prawo wybierać, z kim są...

                                                    4. Rozstanie nie świadczy o twojej wartości. Świat się nie kręci wokół ciebie.
                                                    To, że ktoś odszedł, nie jest wymierzone przeciwko tobie... A jeśli jest, to nie
                                                    twój problem, tylko tego, kto odchodzi w ten sposób, bo znaczy że odchodzi,
                                                    będąc wciąż emocjonalnie z tobą związany... to on jest nieojrzały.

                                                    5. Niektórzy stosują inny, bardzo niedojrzały mechanizm - umniejszają to, od
                                                    czego odchodzą, by nie przeżywać rozterek, poczucia winy i głębokiego smutku -
                                                    najgorzej oceniają byłego partnera, odchodzą w przeświadczeniu, że nic dobrego w
                                                    tym związku nie było, potępiają go w czambuł i widzą w nim samo zło. Bo pogarda
                                                    i triumf to typowe metody obrony przed "nie do przeżycia" przegraną, stosowane
                                                    szczególnie wtedy, gdy partner zdradził, odszedł do innej/innego. Tymczasem
                                                    bycie opuszczonym, niekoniecznie oznacza - odrzuconym, odtrąconym. Choć
                                                    oczywiście czujecie się pokrzywdzeni, decyzja o odejściu nie musi być skierowana
                                                    przeciwko wam. A rzecz w tym, żeby odejść w dojrzały sposób. Podczas gdy...

                                                    6. Dobre pożegnanie służy temu, by każde w z was mogło zachować w sobie to, co
                                                    było dobre w tym związku, dobry obraz ukochanej niegdyś osoby. Bo mimo że się
                                                    rozstajecie, jakąś częścią siebie już zawsze będziecie razem - macie wspólne
                                                    wspomnienia, przeżycia... To nie musi być przyczyną cierpienia, wręcz przeciwnie
                                                    - pomaga być już na zawsze oddzielnie.

                                                    wiadomo, że... :

                                                    7. Czasem jeszcze zatęsknicie, nawet po wielu latach może wam się przyśnić, ale
                                                    jeśli możecie

                                                    spokojnie o tej osobie myśleć, uśmiechnąć się do dawnych z nią czasów, znaczy,
                                                    że to było

                                                    prawdziwe rozstanie.


                                                    ...a jeśli chodzi o kolejny związek... :

                                                    8. Nowa osoba nie może służyć zapomnieniu, wyleczeniu ran, podreperowaniu
                                                    nadwerężonego poczucia wartości. To żywy człowiek, mający uczucia, a nie
                                                    przedmiot, który można wykorzystać dla poczucia się lepiej.






                                                    życzę wszystkim przyjemnego i rozsądneego(!!!!) 'związkowania' - i braku
                                                    problemów z ich kończenia;) akknes, tobie przede wszystkim!
                                                  • mariuszbednarczyk Re: bezsilnosc 30.03.07, 08:34
                                                    pewnie, że będzie happy end. Zastanawia mnie czasami jak ludzie czasami
                                                    potrafią być dumni. Moja była jak ją złapałem na kłamstwie to zachowała się
                                                    tak, że z perspektywy czasu jest to po prostu żałosne. Ale jest dumna, mega
                                                    dumna, nie zadzwoni i nie przeprosi. Tylko tego bym chciał, żeby przeprosiła.
                                                    Potrafi natomiast wysłać po 1.5 miesięcznej przerwie bezsensownego smsa, że
                                                    prosi o spotkanie, ani jednego słowa przeprosin. Ja oczywiście olałem tego smsa
                                                    i oczywiście ona się nie odzywa. Zastanawia mnie jak można być tak silnym żeby
                                                    tak się zachowywać. Przecież są jakieś elementarne zasady dobrego wychowania.
                                                    Kurde, nie mogę tego skumać.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka