Dodaj do ulubionych

wracanie do siebie

04.03.07, 17:55
rozstaliśmy sie prawie dwa miesiace temu, dopiero od jakiś dwoch tygodni nie
drzemy sie na siebie i rozmawiamy jak normalni ludzie, nie widzielismy sie
prawie miesiac.
czesto gadamy, przez telefon, gg, smsy... znamy swoje plany, wiemy co sie u
nas dzieje.
on podjal decyzje o zerwaniu dawno temu i powiedzial mi o niej dopiero wtedy
gdy postanowil wcielic ja w zycie.
teraz mowi ze nie wie co dalej, nie skresla mnie ale i nic nie obecuje.
ja go kocham dopiero trzeci dzien nie placze (bo to byl meksyk co ja robilam
z zalu...)
chce z nim byc mimo tego co bylo

co mam zrobic - mowic mu o tym czy czekac i byc moze juz nigdy nie doczekac
sie az on do mnie wroci? pokazywac mu ze robie wszystko zeby bylo jak kiedys?

nie umiem ulozyc sobie zycia, czas mi sie dluzy, jest mi zle i przykro.
nie wiem czy to wazne - poprawe w zachowaniu zauwazylam w momecie gdy
powiedzialam mu ze male kroczki tez sa wazne, ze po nitce do klebka.
tylko ze on mowi ze teraz jest mu wygodnie ale nie wie co bedzie i czego chce
mowi ze znudzila mu sie sytuacja - dlugo bylismy razem, nagle bum milion
problemow jego i moich i koniec nas

nie wazne ile bym sobie nie wmawiala nadal mam nadziej

pomozcie
Obserwuj wątek
    • ygra Wracasz dluzsza droga. 04.03.07, 18:08
      Daj sobie czas do wiosny. Bol sie stepi i minie.
      Powodzenia.
    • madziuuunia Re: wracanie do siebie 04.03.07, 18:20
      jestem w identycznej sytuacji jak Ty... MOj facet zerwal ze mna jakeis 1,5
      miesiaca temu. Powodem byly czeste klotnie, az wkoncu stwierdzil ze nie wie co
      czuje, ze ma metlik w gloiwe, nie wie czego chce itd. Ostatnio tez zaczelismy
      soe odzywac normalnie do siebie. On pisze bardzo duzo smswo, rozmowy na gg tez
      sa abrdzo sympatyczne. gdy rozmiwamy o nas to mowi ze jeszcze o mnie nie
      zpaomnial i mnie nie skresla ( tak jak twoj) ze ma przeblyski wspomnien i uczuc.
      Czuje to samo co Ty, starsznie hcce worcic do niego i kompletnie nie wiem co
      robic. Roznica miedzy mna a Toba polega chyba na tym ze ja nie mam juz innego
      wyjscia jak czekac bo wspominalam o powrocie a on pwoeidzial ze potrzebuje czasu
      zeby zastanowic sie czego chce i co czuje. Tobie proponuje to samo...Mam
      nadzieje ze worcicie do siebie i bedziesz szczesliwa;) Wiem co pzrezywasz i co
      juz pzrezylas.....na szczescie mozemy sie pocieszac ze kiedys bedzie dorbze;):)
      pzodrowionka dla Ciebie;) czekaj na niego, zobaczymy moze sie cos rozwinie... ja
      tez bede czekac... do bolu:) taka juz jestem:)
    • annna84 Re: wracanie do siebie 04.03.07, 18:22
      Rozumiem Cię, bo mam podobną sytuację. Z doświadczenia Ci powiem, że
      najważniejsze to NIE NARZUCAĆ SIĘ bo to przynosi odwrotny skutek. Przez długi
      czas ciągle do niego pisałam, poniżałam się;/ Wiedziałam, że źle robię, ale nie
      umiałam przestać;/ Jeśli więc chcesz żeby coś jeszcze było to nie pokazuj mu
      ciągle, że chcesz jego powrotu. Daj mu do zrozumienia, że masz swoje życie i
      Twój świat nie kończy się na nim, postaraj się wzbudzić w nim zazdrość. Jeśli
      coś do Ciebie czuje to może go to ruszy.
      • konfliktowa Klotliwe kobiety. 04.03.07, 18:24
        Po cholere sie ciagle klocicie a pozniej placzecie?
        • mamab26 Re: Klotliwe kobiety. 04.03.07, 19:04
          Najlepsze wyjście z tej sytuacji ,to odpuścić.
          Narzucanie się ,sms-y i rozmowy NIC nie dadzą...
          On będzie się czuł osaczony i tylko go do siebie zniechęcisz.
          Musisz poprostu pokazać mu ,że Twój świat nie kręci się wokół niego.Umawiaj się
          ze znajomymi ,wychodź na imprezki ,poznawaj nowych ludzi. Będziesz miała mniej
          czasu na rozmyślania.
          Jeśli już będziecie rozmawiać ,to choćbyś czuła się najpodlej na świecie ,nie
          daj mu tego po sobie poznać.Szeroki uśmiech na twarz ,mów ,że wszystko u Ciebie
          ok a nawet super.
          Jednocześnie trzymaj go na dystans i żadnego spoufalania.
          Wiem ,że może to być dla Ciebie trudne ,ale uwierz ,że naprawdę najgorsze co
          możesz robić w tej sytuacji ,to dać mu do zrozumienia ,że niczego bardziej nie
          pragniesz ,niż tego ,żebyście znowu byli razem.
          Niech zobaczy ,że masz swoje życie i nie bedziesz płakać za nim latami.
          Ogranicz kontakty do minimum.Nie dzwoń ,nie pisz ,nie namawiaj do spotkania.
          Nie wiem czy macie dużo wspólnych znajomych.Jeśli tak to na pewno doniosą mu co
          u Ciebie.I tylko od Ciebie zależy ,jakie wieści do niego dotrą.Więc postaraj
          się może wzbudzić w nim zazdrość.Na przykład zacznij się z kimś innym
          spotykać...
          Jeśli coś do Ciebie czuje ,to nie będziesz musiała długo czekać na jego reakcję.
          I przybiegnie do Ciebie szybciej ,niż myślisz...

          Nie piszę tego tak czysto teoretycznie ,bo kilka lat temu byłam w podobnej
          sytuacji...
          Im bardziej naciskałam ,to on dalej się ode mnie odsuwał.Naprawdę myslałam
          wtedy ,że to już koniec.Że niemożliwe jest ,abyśmy znowu byli razem.
          Bardzo dużo mnie kosztowało ,by zmienić swoje podejście do niego.
          Az przyszedł dzień ,że coś we mnie pękło.Postanowiłam robić dokładnie tak ,jak
          napisałam powyżej.
          Traktowałam go jak dalekiego znajomego.Gdy spotkaliśmy się przypadkiem na
          mieście i zaproponował kawkę ,odmówiłam.
          Gdy dzwonił ,mówiłam ,że nie mogę rozmawiać ,bo jestem umówiona i właśnie
          wychodzę.
          Byłam uprzejma ,ale nic poza tym.
          Choć w głębi duszy najbardziej pragnęłam ,aby mnie przytulił i powiedział ,że
          już będzie dobrze.

          Na efekty nie trzeba było długo czekać.
          Oświadczył mi się , a potem ....
          ....ale to już inny temat :)))

          Dziś jesteśmy 6 lat po ślubie i jedyne ,czego żałuję w swoim życiu ,to tego ,że
          wcześniej mogłam zacząć go "olewać"...
          • mamab26 Re: Klotliwe kobiety. 04.03.07, 19:08
            Aha-jeszcze jedno.
            Pisałaś ,że często rozmawiacie.
            Najlepiej nie rozmawiaj z nim wcale ,niech nie wie co u Ciebie ,bo tak jak jest
            na bierząco ,to nawet nie ma czasu do Ciebie zatęsknić...
            Ja tak zrobiłam.Fason trzymałam nawet przy znajomych ,żeby nie dowiedział
            sie ,że nadal go kocham.
            Do niego docierało tylko to ,co chciałam.Czyli ,że wszystko ok :P
          • annna84 Re: Klotliwe kobiety. 04.03.07, 19:28
            mamab26 poprawiłaś mi humor:) co prawda u mnie pewnie nie skończy się happy
            endem, ale przynajmniej mogę mieć nadzieję ;) Postanowiłam sobie, że odezwę się
            do niego dopiero w Święta żeby złożyć życzenia, a wcześniej choćbym umierała z
            tesknoty to się nie odezwę. Tylko ze wzbudzeniem zazdrości itp. może być
            problem bo on mieszka w innym mieście więc się raczej nie dowie;/ Chyba, że z
            opisu na gg;)
            • mamab26 Re: Klotliwe kobiety. 04.03.07, 19:33
              Wiesz ,nawet jak nie wyjdzie nic z tego ,to dla Ciebie takie ochłodzenie
              kontaktów i tak będzie lepsze ,niż ciągłe zastanawianie się ,co on miał na
              myśli mówić to ,czy owo...
              Pozdrawiam
              • hangingout Re: Klotliwe kobiety. 17.03.07, 12:09
                Do Mamby
                Wiesz, ja mialam pare takich sytuacji - nigdy zaden nie wrocil.
                Teraz (o zgrozo) znow to samo. I chyba niestety tez nie wroci.
                A ja mam juz 28 lat... Przezywanie kolejnego rozejscia jest na prawde
                extremalnie ciezkie.
                • akkknes Re: Klotliwe kobiety. 17.03.07, 13:59
                  prosze cie, nie mow tak - bo strace ta iskierke nadziei na lepsze jutro...
                  • hangingout Re: Klotliwe kobiety. 18.03.07, 13:23
                    Hejka akkness - wiem, ze to jest ostatnia rzecz, jaka chcialabys uslyszec pewnie
                    ale jest jakies przyslowie - ze jesli cos kochasz - pozwol mu odejsc - jesli
                    wroci, na zawsze juz bedzie twoje, jak nie - nigdy do ciebie nie nalezalo.

                    Ja z paskudnie wrednym bolem pozwolilam odejsc pare razy - nie wrocilo:(.
                    Teraz zwyczajnie nie umiem sie przemoc (bo znowu nie wroci??).

                    Nie mam nic lepszego Ci do powiedzenia (no poza tym, ze jakos nie znam zadnej
                    osoby, ktora chciala zwiazku i jej nie wszyslo - wychodzilo, tylko, ze niektorym
                    pechowcom to duuuzo czasu zajelo)

                    glowa do gory - na pewno bedzie dobrze ;-))
                    • akkknes Re: Klotliwe kobiety. 18.03.07, 13:57
                      wiesz co, ja marze naprawde marze tylko o jednym - zeby ten koszmar sie juz
                      skonczyl. obojetnie jak, ale niech sie skonczy - bedzie to sto razy latwiejsze
                      niz to co jest teraz :(((
          • mariuszbednarczyk Re: Klotliwe kobiety. 13.03.07, 11:02
            ile czasu czekałaś na efekty? Tzn. ile czasu minęło od momentu jak coś w Tobie
            pękło do momentu jak się zreflektował, że zaczyna Cię tracić?
      • mariuszbednarczyk Re: wracanie do siebie 05.03.07, 13:37
        Czy dotyczy to również zachowania wobec kobiet? też nie mam pokazywać, że mi
        zależy? Wzbudzać w niej zazdrość? Nie odzywać się? Wywołać aby tęskniła? Chodzi
        mi o to czy to może na nią zadziałać tak jak piszecie o nie narzucaniu się
        i "olewaniu" facetów.
        • annna84 Re: wracanie do siebie 05.03.07, 13:41
          Oczywiście, że tak, pod warunkiem, że kobieta coś do Ciebie czuje.
          • mariuszbednarczyk Re: wracanie do siebie 05.03.07, 15:36
            zbliża się dzień kobiet. I mam kłopot. Wydaje mi się, że nie powinienem odzywać
            się w tym dniu z życzeniami w jakiejkolwiek formie. Piszecie żeby "olewać".
            Więc jak "olewać" to do końca chyba. Jak sądzicie?
            • annna84 Re: wracanie do siebie 05.03.07, 18:22
              "Więc jak "olewać" to do końca chyba."

              Nie. Mówimy o tym żeby się nie narzucać. Składanie życzeń z różnych okazji jest
              jak najbardziej wskazane. Przynajmniej ja tak uważam.
              • mamab26 Re: wracanie do siebie 05.03.07, 23:08
                Ja zaś myślę ,że "olewać" do końca ,na całej linii.
                Tylko wtedy przynosi efekt :P
                Przynajmniej w moim przypadku :)
      • papierowa.szklanka Re: wracanie do siebie 13.05.08, 18:53

    • helikopter2 Re: wracanie do siebie 04.03.07, 19:08
      Zwiazek to nie tylko milosc. Chlopak byl nie uczciwy w stosunku do Ciebie,
      rozwazal zerwanie, ale nigdy o tym nie wspominal. Prawda jest taka, ze gdyby mu
      zalezalo od razu by sygnalizowal problem. A nie jedno boom koniec i basta.
      Troche dziwne. nigdy nie rozwazalabym zerwania, a dopiero po podjeciu decyzji
      zerwala tak z dnia na dzien. To po prostu nie byloby uczciwe wobec partnera
      • at0mic Re: wracanie do siebie 04.03.07, 19:20
        Dzizas, naprawde nie wiem jak mozecie sie tak publicznie ponizac ... Naprawde
        nie widzicie, ze jestescie zabawkami w rekach tych facetow ? "Dwoma zdaniami w
        ich ksiedze zycia" ( Jak mozna powiedziec bliskiej osobie, ze sie jej JESZCZE
        nie skresla ??? ).Ech, wiecej szacunku dla siebie ludzie. Swiat bez tej jedynej
        , wydawaloby sie, osoby, nie jest taki straszny...
        • ten.typ.tak.ma Re: wracanie do siebie 04.03.07, 19:24
          używaś świeczki, ręki czy wibratora?
          • at0mic Re: wracanie do siebie 04.03.07, 19:31
            Nie uzywas swieczki, reki ani wibratora ;]
            • ten.typ.tak.ma Re: wracanie do siebie 04.03.07, 19:53
              dzisius, a co używaś?
              • at0mic Re: wracanie do siebie 04.03.07, 20:27
                Nie do konca mnie zrozumiales pewnie. Napisz o co Ci chodzi bo jam prosty czlek
                jest ;]
                • ten.typ.tak.ma Re: wracanie do siebie 04.03.07, 20:39
                  Myślałem że jesteś kobietą i zastanawiałem się jak sobie radę dajesz bez tej
                  drugiej płci by zaspokoić potrzeby seksualne..
                  • at0mic Re: wracanie do siebie 04.03.07, 21:32
                    Nijak sie to ma do tresci posta, ale jesli to zaspokoi Twoja ciekawosc to....
                    reka !!! (sic!)
        • akkknes Re: wracanie do siebie 05.03.07, 10:51
          ja sie ponizalam przez 1,5miesiaca!! prosilam blagalam plakalam a on jak
          skala... nagle nowe kolezanki - i tego sie boje ze on ma oko na ta nowa
          kolezanke a mnie nie skresla gdyby z nia mu nie wyszlo...
          ja do niego staram sie nie dzwonic, on sam dzwoni... dopiero teraz rozmawiamy
          jak sto lat temu! smiejemy sie, nie klocimy.
          wiem ze mozecie pomyslec ze to byl chory czy toksyczny zwiazek, ze on postapil
          nieuczciwie - ale do cholery ja mimo wszystko chce z nim byc! ja poza nim
          swiata nie widze!!
          w tamtym tygodniu przestalam prosic i powrot i jakos sie zmienilo na lepsze
          nie wiem co o tym myslec?
          jakos na dnich mamy sie spotkac, on musi zabrac swoje rzeczy ode mnie - a jest
          tego tyle, poza tym nie wyobrazam sobie momentu jak wyciaga gacie z szafki i je
          zabiera ;(
          i tak sie zastanawiam jak zrobic - wiem ze musze byc twarda ale czy powiedziec
          mu ze ciagle czekam? ze sie ludze? ze nie ma godziny w ciagu dnia jak o nim nie
          mysle? ze mam tyle wspomnien, a mialam tyle planow?
          on jak tez czasami cos wspomni to tak ze az zal tylek i serce sciska...
          boze ja wiem ze nie jestem jedyna ktora takie cos przechodzi ale ja czuje ze to
          moje jest najgorsze najbrzydsze najbrutalniejsze i w ogole... help
          • mamab26 Re: wracanie do siebie 05.03.07, 11:19
            Oczywiście możesz tak zrobić:

            > i tak sie zastanawiam jak zrobic - wiem ze musze byc twarda ale czy
            powiedziec
            > mu ze ciagle czekam? ze sie ludze? ze nie ma godziny w ciagu dnia jak o nim
            nie
            >
            > mysle? ze mam tyle wspomnien, a mialam tyle planow?
            ale daję głowę ,że może mu to pomóc tylko definitywnie zakończyć wasz
            związek...

            Ja już dawno przekonałam się ,że facetów najbardziej kręci to ,co
            niedostępne ,a nie to ,co mają podane jak na tacy...
            Ale to już taki gatunek

            A tak w ogóle to ile jeszcze chcesz się przed nim płaszczyć?Pół roku?Rok?A może
            całe życie...
            Tylko zastanów się co będziesz miała z takiego związku za pożytek?
            Czy on naprawdę jest tego wart?
            • akkknes Re: wracanie do siebie 05.03.07, 11:34
              nie wiem ile bede sie jeszcze plaszczyc i robic szmate z honoru...
              ale ciagle nie moge pozbyc sie tej iskierki nadziei ze moze to ma sens
              wiem, tak naprawde jak bedzie chcial to bedzie walczyl - ale ja sie tak boje ze
              jak przestane i oleje to on stwierdzi ze ja juz nie jestem zainteresowana i
              potem do konca zycie bede pluc sobie w brode
              przez caly czas jak bylismy razem ja bylam na tacy i robilam wszystko zeby o
              tym wiedzial, chcialam zeby wiedzial ze jestem tylko jego i ze zrobie dla niego
              wszystko. dawalam z siebie wszystko, bralam naprawde malo, to nie byl sielski
              anielski zwiazek...
              nie wiem czego on jest wart i czy dobrze robie
              wszyscy mi mowia olej sam wroci ale ja ciagle mysle co bedzie jak nie wroci
              minelo troche czasu a ja nadal mam za duzo czasu, nie moge sobie nic ulozyc, bo
              nawet jak pojde gdzies i chce sie dobrze bawic to nie umiem zaraz mysle jakby
              to bylo jakby on tu ze mna byl...
              • annna84 Re: wracanie do siebie 05.03.07, 11:44
                akkknes napisał:

                przez caly czas jak bylismy razem ja bylam na tacy i robilam wszystko zeby o
                > tym wiedzial, chcialam zeby wiedzial ze jestem tylko jego i ze zrobie dla
                niego
                > wszystko. dawalam z siebie wszystko, bralam naprawde malo, to nie byl
                sielski anielski zwiazek...


                Wiem co czujesz, ale może nie warto się starać? Olej go jak kocha to wróci.
                Skoro piszesz, że dawałaś z siebie wszystko niewiele wzamian otrzymując. Tak
                nie można robić, bo nic dobrego z tego nie wynika.
                • akkknes Re: wracanie do siebie 05.03.07, 11:46
                  nie wiem, moze on duzo mi dawal, a ja po prostu bralam tak naprawde malutko?
                  jak kocha to wroci - boze zawsze to mowilam i w zyciu nie pomyslalabym ze to
                  takie trudne!!
              • mamab26 Re: wracanie do siebie 05.03.07, 11:50
                No tylko problem w tym ,że nawet choćbyś plackiem leżała u jego stóp ,to jeśli
                on nie będzie chciał ,to i tak z tego nic nie będzie...
                Wiesz u mnie było tak ,że jak byliśmy jeszcze razem przed zerwaniem ,to bylo
                naprawdę ekstra.Nie miałam ani jednej rzeczy ,żeby się doczepić.
                Bo gdyby było tak jak ty piszesz :
                >dawalam z siebie wszystko, bralam naprawde malo, to nie byl sielski
                > anielski zwiazek...
                to na pewno nie chciałabym być z nim dalej...

                Co to za związek ,gdzie tylko jedna strona daje ,a druga łaskawie bierze.
                Nie rokuje to dobrze na przyszłość.
                Myślę ,że on Cię poprostu wyczuł ,że cokolwiek zrobi ,Ty będziesz zawsze czekać
                i trwać w swoim uczuciu do niego.
                Moja sytuacja była o tyle inna ,że my oboje byliśmy jednakowo zainteresowani
                sobą i naszym związkiem.Bo gdyby było tak ,jak Ty piszesz ,to uciekałabym od
                takiego gościa gdzie pieprz rośnie...
                Sorry za szczerość
                • akkknes Re: wracanie do siebie 05.03.07, 11:53
                  spoko, wiesz moze takie szczerosci otworza mi oczy?
              • angoisse Re: wracanie do siebie 05.03.07, 11:56
                może powiedz mu coś takiego:
                "Poczekam na twoją decyzję -czy chcesz być ze mną czy nie -jeszcze przez 1
                miesiąc (np.) . Daję Ci ten czas, żebys się zastanowił co do mnie czujesz. Ale
                dłużej na ciebie czekać nie będę. Masz miesiąc, określ się ostatecznie. "

                Ty będziesz wiedziała, ze dałaś mu wyraźną szansę, a on będzie się musiał
                samodzielnie określić. Bo dopoki Ty za nim biegasz to on moze nie widziec powodu
                do wysilania się... Daj mu szansę żeby zawalczył jeśli mu zależy.
                Ale jeśli po takiej przemowie facet nic nie zrobi, to zerwij z nim kontakty i
                szukaj następnego bo nie ma co dłużej tracić na niego czasu.
                • akkknes Re: wracanie do siebie 05.03.07, 12:00
                  hmmm wiesz co to jest pomysl...
                  ale wiesz co ja debilka od razu pomyslalam? ze moze DLA NIEGO miesiac to za
                  krotko... nie ze DLA MNIE :(
                  chyba mu tak powiem jak przyjedzie po te gacie
                  • mamab26 Re: wracanie do siebie 05.03.07, 12:29
                    Wiesz ,poprzedniczka poddała Ci doskonały pomysł
                    Miesiąc za krótko?To ile on czasu potrzebuje?10 lat? :/
                    Niech się facet zdecyduje ,bo szkoda życia na czekanie...
                  • mamab26 Re: wracanie do siebie 05.03.07, 12:31
                    Daj mu jasno do zrozumienia ,że dłużej czekac nie będziesz.
                    Jeśli on coś do Ciebie czuje ,to tyle czasu w zupełności mu wystarczy.
                    Może gdy dotrze do niego ,że nie będziesz czekała w nieskończoność ,to w końcu
                    podejmie jakąś decyzję
                    • akkknes Re: wracanie do siebie 05.03.07, 12:33
                      miejsmy nadzieje...

                      chociaz teraz gadalam z nim przez chwile na gg i pytam czy jednak mozemy umowic
                      sie po weekendzie a on powiedzial ze dzis dopiero poniedzialek i zebym nie
                      przesadzala...
                      • mamab26 Re: wracanie do siebie 05.03.07, 12:40
                        Znaczy ,że za odległy termin podałaś?
                        Napisz ,że wcześniej niestety nie dasz rady ,bo masz duuuużo zajęć :P
                        I 1:0 dla Ciebie :)
                        pozdrawiam
                        • akkknes Re: wracanie do siebie 05.03.07, 12:42
                          nie nie sadze ze za odlegly - z tego co mi sie wydaje to on chcialby to
                          przesuwac w nieskonczonosc
                          • angoisse Re: wracanie do siebie 05.03.07, 12:51
                            Nie daj się mu wodzić za nos dostosowujac się tylko do Jego potrzeb. Może
                            odsuwać termin ostatecznego pożegnania w nadziei, że w międzyczasie trafi mu się
                            inna dziewczyna, a jak nie to Ty zawsze chętna i czekająca na niego będziesz do
                            dyspozycji. Zadręczy cię facet w ten sposób. Wyznacz mu termin na
                            zdeklarowanie się i BąDź KONSEKWENTNA. Albo jesteście razem albo nie. Nie ma
                            sensu żadne "pomiędzy". Bo życie jest za krótkie, zeby tracić czas na
                            złudzenia.
                            • angoisse Re: wracanie do siebie 05.03.07, 12:54
                              Acha, myslę, że Twoje wyrzucanie go z myśli i tak będzie długo trwało. Ale jeśli
                              będziesz wiedzieć wyrażnie, że facet cię nie chce, to szybciej staniesz na nogi.
                              A jeśli wróci, to z jego woli, nie tylko z Twojej, więc ustal termin i ..nie
                              przesuwaj go.
                              • akkknes Re: wracanie do siebie 05.03.07, 12:56
                                ja to bym chciala byc twarda, konsekwentna i silna...
                                ale z nim sie dogadac to jak ze slepym o kolorach... nie wiem sama co robic
                                juz sie ucieszylam ze rzeczywiscie jak sie spotkamy to mu tak powiem a teraz
                                nie wiem czy sie w ogole spotkamy
                                • mamab26 Re: wracanie do siebie 05.03.07, 12:59
                                  To mu napisz sms-a albo na gg
                                  Ale nie daj się zwodzić
                                  No chyba ,że lubisz dręczyć sama siebie :P
                                  • akkknes Re: wracanie do siebie 05.03.07, 13:01
                                    nie, nie lubie sie dreczyc
                                    pewnie ze chcialabym znowu cieszyc sie kazdym dniem nie podskakiwac do gory jak
                                    dzwoni telefon bo moze to on dzwoni, chcialabym znowu sie usmiechac i nie miec
                                    takich problemow... pewnie ze chcialabym byc znowu z nim wierzyc ze wszystko
                                    mozna cofnac
                                    ale nie mam juz sily wierzyc ze wystarczy ze bede kochac za nas dwoje
                                • akkknes Re: wracanie do siebie 05.03.07, 12:59
                                  jak mu napisalam ze z nim dogadac sie to lepiej nawet nie zaczynac to napisal
                                  'dobra przyjade nie placz tam' jakby mi jeszcze laske robil
                                  uhhh dziewczyny trzymajcie kciuki za to zebym sie postawila i dala mu ten
                                  miesiac ktory bedzie albo czyms diametralnym albo... koncem mojej agonii!!
                                  (tak wiem teraz latwo mi mowic bo juz sobie scenariusz w glowie napisalam i
                                  ludze sie ze tak bedzie a wystarczy jedno jego slowo albo spojrzenie i zlamie
                                  mnie jak patyczek...)
                                  • mamab26 Re: wracanie do siebie 05.03.07, 14:13
                                    > 'dobra przyjade nie placz tam' jakby mi jeszcze laske robil
                                    no co za koleś!
                                    Trzeba mu było powiedzieć,żeby szybko przychodził ,bo jego rzeczy już leżą pod
                                    Twoim oknem i bezdomni się zlatują :P
                                    Mam tylko pytanie :
                                    czy Ty nie jesteś zła na niego za to traktowanie?
                                    Bo mnie tak po 2-3 tyg.jego niezdecydowania ,to taka furia ogarnęła ,że aż sama
                                    się przestraszyłam ....hehe!
                                    Byłam wściekła ,wykrzyczałam mu ,że jak on śmie tak mnie zwodzić i że niech
                                    sobie nie myśli ,że latami będę po nim płakała...
                                    Że jak nie chce być ze mną to ma do mnie nie przychodzić ,nie dzwonić i zniknąć
                                    raz na zawsze z mojego życia.Wcześniej zaproponował jeszcze ,żebyśmy zostali
                                    przyjaciółmi.No to mu kazałam w dupę sobie wsadzić tą swoją przyjaźń ,bo ja nie
                                    mam zamaiaru przyjaźnić się z kimś kogo nienawidzę!I zadawać się z jakimś
                                    palantem ,który sam nie wie o co mu w życiu chodzi...
                                    Powiem Ci ,że facet osłupiał...Normalnie zwiał ,bo jeszcze chwila ,a
                                    skoczyłabym mu do gardła.
                                    Po tej akcji nareszcie poczułam ulgę.Ja ,bo on chyba dopiero wtedy
                                    zrozumiał ,że ja nie żartuję i że równie dobrze mogę żyć bez niego .
                                    I tak ,jak już pisała ,długo na zmianę jego zachowania nie trzeba było czekać
                                    • akkknes Re: wracanie do siebie 05.03.07, 14:31
                                      nie mam anki kropelki zlosci zalu nienawisci...
                                      jestem az tak glupia?
                                      • mamab26 Re: wracanie do siebie 05.03.07, 16:59
                                        akkknes napisał:

                                        > nie mam anki kropelki zlosci zalu nienawisci...

                                        nic a nic?
                                        No to ja już nie wiem co Ci poradzić...
                                        • akkknes Re: wracanie do siebie 05.03.07, 17:14
                                          nie, bo on mnie jeszcze karmi przysmakami, ze bylam za dobra, ze mial wszystko
                                          jak byl ze mna
                                          wiec co? to moja wina!!
                                          • tojatojatoja Re: wracanie do siebie 02.07.07, 13:14
                                            > nie, bo on mnie jeszcze karmi przysmakami, ze bylam za dobra, ze mial
                                            > wszystko jak byl ze mna. wiec co? to moja wina!!

                                            O matko! Jakbym słyszała mojego "pokopanego" ;-) byłego. Skąd oni biorą
                                            takie "głodne kawałki"? Za dobra dla niego? To znaczy mniej więcej tyle: spadaj
                                            dziewczyno, mam Cię dosyć, tylko nie umiem Ci tego powiedzieć, bo jestem
                                            tchórzem, który nie chce sobie psuć samooceny, że jest niedobry dla kobiet.
                                            Zero szacunku dla byłej dziewczyny, a w tym czasie pewnie rwie na potęgę inne
                                            panienki, które nie są broń boże "za dobre", są za to bardzo niegrzeczne - tak,
                                            jak chłopcy lubią najbardziej! ;-)
        • tojatojatoja Re: wracanie do siebie 02.07.07, 13:03
          at0mic! Genialna wypowiedź. W 100 % popieram Twoją wypowiedź. Trzeba się
          szanować i nie dać sobą manipulować. Co to do cholery znaczy: "nie skreślac
          kogoś"? A co - ja jestem jakimś błędnym zapisem w czyimś życiu? Chyba bym się
          wściekła, gdybym coś takiego usłyszała od faceta. Dziewczyny, ja wiem, że
          rozstanie boli, ale naprawdę te wszystkie uczucia miną, myślę, że rok
          wystarczy... Wiem, co mówię, bo to przeżyłam. Odizolowanie się jest świetnym
          lekarstwem, choćby nie wiem jak bolesnym. Dystans, a potem nowy związek z
          osobą, która nas szanuje i jest uczciwa. Moje życie pokazało, że jest możliwe!
          Życzę Wam wiary w siebie i w INNY dobry związek!
    • jbasko Re: wracanie do siebie 05.03.07, 14:19
      ...NIE narzucac się! To przynosi odwrotny skutek, wrecz być chłodnym, lekko
      niedostępnym, byłam w takiej sytuacji jak Ty i to, ze ja pozwalałam na spotkania
      czas od czasu niby po koleżeńsku to był duży błąd, bo on mnie widział, wiec już
      tak nie tęsknił, albo sie spotykać jako para albo nie i naprawdę troche
      ochłodzic emocje, choć wiem, ze nie jest to łatwe. u mnie facet podjął taką
      decyzję po 7 latach bycia razem, odchorowywałam to chyba ze 2, wiec współczuję,
      ale pamiętaj będzie lepiej.
      • akkknes Re: wracanie do siebie 05.03.07, 14:33
        tylko ze moje zycie od dwoch miesiecy stoi na glowie
        nie potrafie zaplanowac nic dalej niz na godzine, nie wiem co bedzie jak bede
        szla spac, nie wiem co bedzie jak wstane - tego nauczyl mnie zostawiajac mnie,
        ze nie znasz dnia ani godziny i podswiadomie wzielam to sobie do serca
    • mandolinka_b Re: wracanie do siebie 07.03.07, 01:02
      to ja Ci powiem jak to wyglądało od mojej strony, kiedy to on bardziej nalegał
      na spotkanie po 1 miesiącu przerwy - jak pisał albo dzwonił, że chce się spotkać
      to odmawiałam, zwodziłam go np. tym, że nie mam czasu, jestem zajęta, nie dziś
      itp. - choć wcale nie było to prawdą, po prostu wiedziałam, że tęskni, cierpi i
      chce wrócić, mysli tylko o mnie, a ja miałam go w garści, byłam panią sytuacji,
      sprawiało mi to dziwnie podłą satysfakcję, że to ja decyduję o tym, czy spotkamy
      się czy nie, bo mogłam go mieć w każdej chwili, ale chciałam, żeby jeszcze
      trochę poodczuwał mój brak i zapamiętał to na dłużej, bo mimo wszystko nadal
      chciałam z nim być
      tak więc im bardziej będziesz się zachowywać jak mój facet to podejrzewam, że
      tym bardziej on będzie się z tego cieszył, że jest centrum Twojego świata, mówię
      Ci - mało co tak podnosi własne ego ;) widocznie sprawia mu przyjemność Twoje
      obecne podejście i będzie próbował to przeciągać dosyc długo, więc najlpiej
      skorzystaj z podanej wyżej propozycji, żeby się zastanowił, a w tym czasie
      ogranicz kontakty z nim, na mnie zawsze to działało, kiedy mówił, że juz mi
      głowy nie będzie zawracał i żebym sie sama odezwała, jak mi przejdzie - sama
      potem proponowałam spotkanie :)
      • crunch4 wez sie w garsc 07.03.07, 08:14
        musisz zmienic swoje zachowanie ,dziewczyny maja racje wszyscy chcemy tego co
        niedostepne i przychodzi z trudem. ja tez bylam w takiej sytuacji i dopiero jak
        olałam to przylecial tylko,ze bylo juz za pozno bo na szczescie zrozumialam i
        ledwo sie pozbylam łajdaka.
    • madziuuunia Re: wracanie do siebie 07.03.07, 13:38
      akknes ja mialam identyczna sytuacje do ciebie....wszystko tak samo. Zwodzil
      mnie jak jakas kretynke, robil nadzieje. Na poczatku blagalam zeby worcil,
      zorbilam z siebie naprawde idiotke..ale opamietalam sie. Postanowilam olac go.
      pare dni sie nie odzywalam, on tez az wkoncu sie odezwal...trele morele co u
      mnie itd. Po paru dniach rozmawiania na gg i pisania powiedzial ze chcialby
      przyjechac i mysli nad powortem, bylamw niebo wzieta ale nie dlugo bo po dwoch
      dniach sie rozmyslil twierdzac ze sie torche rozpedzil i potrzebuje troche czasu
      zeby zorzumiec swoje uczucia i nie oszukiwac ani mnie ani siebie. Wtedy bylam
      juz wsciekla na maxa... nie odzywalam sie nic.. Po prau dniach jak mnie zagadal
      na gg bylam szorstka nieprzyjemna i i bardzo ostra... Zrobil z siebie sierote
      ale to szczegol. Olalam jego skruche. Pozniej juz zaczelismy gadac normalnie po
      kolezensku, byl bardzo mily i smieszny . Dziwilo mnie to bo pzreciez nie chcial
      byc ze mna i nie rozumialam skad jego zmiana. BO paru dniach prosil mnie o
      pzrebaczenie...ze chce worcic, zaczac wszyskto od nowa. Powiedzial ze czas
      rozlaki uswiadomil mi jaka cudowna dziewczyna jestem, ze nigdzie nie nzajdzie
      nikogo tak wyjatkowwego.... spatkamy sie w sobote, przyjedzie 500 km do mnie;)
      Jestem dobrej mysli i szalenie szczaesliwa. Ni eokazuje mu swojej radosci ani
      szczesci aktore mnie pzreplenia bo wiadomo ze nie mozna facetowi za wiele mowic
      od razu:) Musisz mu pokazac ze masz go gdzies....postaraj sie... to naprawde
      dziala!!!! Jelsi on co sczuje do Ciebie jeszcze to napewno zlamie go takei
      zachowanie. Szybciej zlamie sie pod presja twojej obojetnosci a nie milosci:)
      POWODZENIA!!!! jeszcze niedawno tez stekalam i wylam do ksiezyca a teraz ciesze
      sie jak glupia;) z calego serca zycze ci tego samego.
      • akasha78 Re: wracanie do siebie 07.03.07, 20:05
        Najważniejsze jest zebyś zrozumiała że nie da sie nikogo zmusic do miłości więc
        jak radzą tu dziweczyny zajmujesz się swoim życiem, zero kontaktu z byłym.
        Jeśli rzeczywiście Cie kocha tylko się wystraszył, potrzebował czasu na
        przemyślenia itp to sie odezwie i być może wrócicie do siebie. Może jednak sie
        okazać że niestety to nie była miłość z jego strony i nie odezwie sie, nie
        wróci itd. ale Ty bedziesz miała już swoje nowe życie.pzdr
      • akkknes Re: wracanie do siebie 08.03.07, 17:38
        boze ja dzien bez kontaktu z nim i umieram a mam go olac? :)
        nie no nie wiem co o tym myslec, nie pisalam tu wam juz ale byl jeden wielki
        zgrzyt ktory jakos dziwnie sie rozwiazal choc myslalam ze juz nie bedzie czego
        rozwiazywac... Dalej codziennie sie kontaktujemy, on nawet pamietal ze dzis
        dzien kobiet. Napisal (m.in.) ze zyczy pospelniania wszystkiego czego sobie
        zamarze - odpisalam ze zobaczymy na ile szczerze mi zyczy. Przeciez on wie
        doskonale o czym marze... ;(
        Mamy sie spotkac w przyszlym tygodniu i to u mnie w domu - boze zupelnie nie
        wiem jak mam sie zachowywac!! Im blizej spotkania nie wyobrazam sobie ze mu
        mowie 'sluchaj masz miesiac' bo juz wiem ze stanie mi to w gardle i zaleje sie
        lzami... Jak mam mu pokazac ze ja wiem ze to powroty nie sa latwe i ze to
        ciezka droga i ze nie da sie w ciagu godziny zalatwic tego co robilo sie przez
        3miesiace i ze nie bedzie od razu dobrze, ale ze ja o niczym innym nie marze
        nie snie i nie mysle jak o tym, zebym mogla znowu sie do niego przytulic? Do
        niego jak do mojego chlopaka oczywiscie bo inne przytulanie nie wchodzi w gre!
        Jak z nim rozmawiam to ciagle sie zastanawiam po co ja to robie, po co on to
        robi - to powiedzial ze sie stesknil przez ten miesiac. No ok, ale tesknic a
        tesknic to roznica. Mowie mu ze dla mnie juz nie ma szarosci - wszystko jest
        biale albo czarne i niech on mi powie ze robi to po to zeby byc razem, ze chce
        sie spotkac bo chce byc ze mna...
        Co pewnie to brzmi jak ponizajace blagalny apel, nie??
        Dziewczyny ja nie wiem nigdy nie bylam w takiej sytuacji i nie wiem co robic
        zeby bylo dobrze - wiem ze jestem w stanie zrobic wszystko... Kocham Go!
        • mamab26 akkknes... 08.03.07, 22:47
          Szczerze?
          Współczuję Ci bardzo.Bo wiem ,co czujesz.
          Ale jeszcze bardziej ,że nie masz dość siły ,by powiedzieć dosyć...

          Mnie rozstanie i cała ta sytuacja nauczyła i dała bardzo wiele.
          Wcześniej też myślałam ,że bez niego mój świat się zawali.Ze umrę bez niego i
          inne takie tam...
          Ale świat się nie zawalił.A ja żyję i mam się całkiem nieźle :)
          I wiem jedno .Jeśli kiedykolwiek coś by nas rodzieliło ,to mimo tego ,że kocham
          męża bardzo ,będę żyć dalej.Nie strzelę sobie w łeb ,nie będę rozpaczać i
          błagać ,żeby wrócił.Bo jestem silniejsza ,bogatsza o doświadczenie.
          No i teraz mam Bartusia :P

          A faceci są jak autobus.
          Uciekł?Poczekaj ,przyjedzie następny :)))
    • simona1974 Re: wracanie do siebie 08.03.07, 23:03
      połatany worek długo nie posłuzy - tak tez bedzie ze zwiazkiem który sie kiedys
      rozpadł. Rozpadł sie raz rozpadnie i drugi. To co było przyczyna rozpadu
      predzej czy pózniej bedzie przyczyna ponownego kryzysu. Wierz mi - przerobiłam
      to na własnej skórze i .....zmarnowałam sobie zycie -najpiekniejsze lata.
      Naprawde i za pierwszym i zadrugim razem( za drugim po kilku latach0 powód był
      ten sam.
      • mamab26 Re: wracanie do siebie 08.03.07, 23:17
        No niekoniecznie.
        >To co było przyczyna rozpadu
        > predzej czy pózniej bedzie przyczyna ponownego kryzysu

        U nas nie było żadnej konkretnej przyczyny.
        Poprostu pogubilśmy się ,z tym ,że on bardziej niż ja...
        Byliśmy bardzo młodzi ,ja byłam jego pierwszą dziewczyną ,on moim pierwszym
        chłopakiem.I w pewnym momencie nas to wszystko przerosło.

        Niemniej na pewno nie zdecydowałabym się na ponowny związek z
        człowiekiem ,który by mnie zdradził ,czy nie szanował .
        Co innego ,jak jest konkretny powód rozstania ,a co innego ,jeśli rozstanie
        jest spowodowane chwilowym brakiem pewności swoich uczuć.
        Ale mogę się mylić ,bo tylko jedno jest pewne :
        -nigdy nie mów "nigdy" :)
        • akkknes Re: wracanie do siebie 09.03.07, 15:54
          wiecie co? dopoki zajme sie czyms tak bardzo ze nie mysle o niczym innym to
          jestem twarda... a wystarczy ze przestane, ze pomysle ze za oknem jest taka
          piekna wiosna i zeszla wiosne to przechodzilismy nad wisla to mi serce peka!!
          wiem ze to spotkanie co teraz bedzie nic nie rozstrzygnie bo tak to sie nie da
          ale ja bym tak bardzo tego chciala...
          z jednej strony wiem ze dwa razy nie wchodzi sie do tej samej rzeki, z drugiej
          strony wierze ze sie wchodzi i dopiero wtedy sie plywa!
          i tak mowiac w tajemnicy to bardzo boje sie tego spotkania - nauczyl mnie, ze
          nie znasz dnia i godziny i wiem ze wszystko sie moze zdarzyc. i wiem ze
          wydarzyc sie wcale nie musi to czego chce ;( chlip chlip
          • annna84 Re: wracanie do siebie 09.03.07, 16:08
            akkknes napisał:
            - nauczyl mnie, ze nie znasz dnia i godziny i wiem ze wszystko sie moze
            zdarzyc. i wiem ze wydarzyc sie wcale nie musi to czego chce ;( chlip chlip

            U mnie jest dokładnie tak samo. Wszystkiego mogę się po nim spodziewać. Wczoraj
            złożył mi życzenia mimo, że od dawna się do mnie nie odzywa, a w tamtym roku mi
            nie składał chociaż wtedy było jeszcze ok.
            Nie martw się, jeśli Cię kocha to wróci.
            --
            "Lepiej coś zrobić i żałować, niż żalować, że się czegoś nie zrobiło"
            • akkknes Re: wracanie do siebie 09.03.07, 16:13
              kurna jak kocha to wroci no ja mam metlik bo ostatnio jest do rany przyloz
              dzwoni slucha rozmawia nie no nie wiem co jest
              • annna84 Re: wracanie do siebie 09.03.07, 16:21
                akkknes napisał:

                > kurna jak kocha to wroci no ja mam metlik bo ostatnio jest do rany przyloz
                > dzwoni slucha rozmawia nie no nie wiem co jest
                To nie jest jeszcze tak źle. Facet najwyraźniej tęskni i trudno mu się z Tobą
                tak do końca rozstać. Może przydałoby mu się trochę zazdrości? Może nie
                odbieraj przez kilka dni telefonów od niego, a potem powiesz, że byłaś bardzo
                zajęta, czy coś takiego....
                • akkknes Re: wracanie do siebie 09.03.07, 16:35
                  e tam jak poszlam z kolegami na piwko to potem po paru dniach oczywiscie cos
                  wspomnial ze specjalnie robie wszystko zeby on byl zazdrosny ale go to nie
                  bierze - bo on taki troche sprytny i przebiegly jest...
                  nie ma opcji nie odbierac przez pare dni jego telefonow bo jak juz pisalam
                  umarlabym ;)
                  nie wiem czy nie jest tak zle jeszcze - na pewno takie slowa sa jak miod na
                  moje serducho :) tez sobie tlumacze ze jakby nie chcial to by sie raz na zawsze
                  odcial a nie tak, nie...? :)
                  • annna84 Re: wracanie do siebie 09.03.07, 16:49
                    "tez sobie tlumacze ze jakby nie chcial to by sie raz na zawsze
                    >
                    > odcial a nie tak, nie...? :)"

                    Jakakolwiek jest prawda takie tłumaczenie pomaga w przetrwaniu trudnych chwil:)
                    Mój np. olał mnie totalnie, a ja czasem myślę, że to dlatego, że boi się, że
                    gdybyśmy znowu zaczęli ze sobą rozmawiać, to uczucie by powróciło;), a on
                    uważał, że nie udaloby nam się. To śmieszne, że ja tak myślę, wiem, ale znając
                    jego i po naszych kłótniach wiem, że taka opcja jest możliwa. Być może nie jest
                    prawdziwa, ale pomarzyć można;)
                    • akkknes Re: wracanie do siebie 09.03.07, 16:51
                      zeby jeszcze tylko marzenia sie spelnialy... albo chociaz to jedno jednyne mi
                      sie spelnilo!
                      • annna84 Re: wracanie do siebie 09.03.07, 16:56
                        Podobno gdy czegoś bardzo pragniemy, to w końcu nam się to przydarza:)
                        • akkknes Re: wracanie do siebie 09.03.07, 16:59
                          slyszalam :)
                          ale ja juz 2miesiace albo i dluzej czegos bardzo pragne... zobaczymy czy mi sie
                          przydarzy - oczywiscie nie omieszkam o efektach nie wspomniec na forum
                          • akkknes Re: wracanie do siebie 10.03.07, 16:08
                            no i chcialam i chcialam tak bardzo bardzo bardzo chcialam!!
                            a on teraz pojechal po koszule z nia a nie ze mna... nie wiem co o tym myslec,
                            bo jeszcze w poludnie dzwonil ze oh i ah bla bla to nie mogl od razu powiedziec
                            sluchaj pojedz ze mna??
                            • annna84 Re: wracanie do siebie 10.03.07, 16:18
                              Myślę, że najlepsze wyjście dla Ciebie to olać go totalnie! To jest jedyna
                              szansa żebyś się przestała dręczyć i żeby On sprawdził czy mu na Tobie zależy.
                              Bo jak na razie facet ma świetnie, lata za jakąś laską, ale wie, że w razie
                              czego Ty zawsze będziesz. Jeśli nadal będziecie się kontaktować to nie widzę
                              szans żeby on coś zrozumiał. Napisz mu, że lepiej będzie jeśli przestaniecie
                              się ze sobą kontaktować.
                              • akkknes Re: wracanie do siebie 10.03.07, 16:23
                                ale ja sie jutro mialam z nim spotkac ;(((
                                boze porycze sie ;(((
                                i jak rozmawialismy to bralismy pod uwage spotkanie w celu naprawienia bledow z
                                przeszlosci... a teraz co?
                                • timbunia Re: wracanie do siebie 10.03.07, 16:45
                                  Oj dziewczyny wiem co przezywacie. Ja własnie przechodzę ten etap. Przez siedem
                                  lat wydawało mi się że było super, fakt czasem sie sprzeczaliśmy, ale nigdy
                                  jakoś poważnie. Niestety mieszkamy osobno i moze to był błąd. Mój mężczyzna
                                  marzył o rodzinie, mnie sie jeszcze nie spieszyło - 2 lata temu zaczęłam
                                  pracować i tak naprawdę funckjonować w dorosłym życiu. Marzyłam o wspólnym
                                  mieszkanku, ale na dojrzenie do dzieci chciałam dać sobie czas. No i stało się,
                                  nie wiem co jemu tak naprawdę się odmieniło, czy tak naprawde zaczęły nasze
                                  różnice poglądów dopiero teraz przeszkadzać, czy przestraszył się swiadomości
                                  kredytu (bo mieliśmy zadatkowane juz mieszkanko), czy może to że tak szybko
                                  jego wizja żonki w domu i małych berbeci sie nie spełni - nie wiem sama -
                                  rozmowy nic nie dają, a zawsze w poglądach byłam szczera i starałam sie
                                  konflikty wyjaśniać. Jest dla mnie chłodny, na spotkaniach nieczuły -
                                  powiedział, ze potrzebuje czasu by zorientować się co do mnie czuje. Dałam mu
                                  czas do końca marca. Ale serce mam zbolałe - kocham go bardzo mocno, nie
                                  wyobrażam sobie bez niego życia, każda chwila bez niego mi się dłuży. Przeszłam
                                  etap już płaczy, błagania i wiem że to nic nie daje. Ale twardą byći nie
                                  dzwonić do niego jest jest potwornie trudno. Nie wiem czy moja "obojętność"
                                  przez te 3 tygodnie coś da. Nie chcę życ nadzieją, za bardzo boli. Podobnie nie
                                  wiem jak zaarguję, gdy jednak się zdecyduje ciągnąć to dalej. On marzy o
                                  idealnym zwiazku tak powiedział - ale nie wiem czy jestem w stanie taki związek
                                  stworzyć, wiem że bedzie musiało sie dużo zmienić. Tylko nie wiem jak mu to
                                  uświadomić no i jak wytrzymać te trzy tygodnie....
                                  • akkknes Re: wracanie do siebie 10.03.07, 16:58
                                    hmmm ale widzisz ja nie przeczuwalam zadnego rozstania!! ot czasami kazdy ma
                                    gorszy dzien i jest caly na nie, wiec bylam przygotowana na jego gorszy humor.
                                    no i nagle bum! u mnie to bylo naprawde nagle
                                    ja czuje ze jak mu powiem skarbie masz czas do konca miesiaca to on to osra bo
                                    znamy sie tak dobrze... a ja znam tez i siebie i wiem ze do konca marca jakby
                                    cos to sie nie odkocham. posrane jest to zycie
                                    • qw994 Re: wracanie do siebie 10.03.07, 17:04
                                      Z kim on pojechał po koszulę?
                                      • akkknes Re: wracanie do siebie 10.03.07, 17:18
                                        no z ta kolezanka co to czuje ze to jest cos wiecej niz nagla przyjazn i jej
                                        psiapsiola - to te dwie panienki co mi sen z oczu spedzaja bo pojawily sie w
                                        jego i MOIM zyciu kiedy on mi powiedzial ze ma juz podjeta swoja decyzje o nas.
                                        ostatnio wszedzie sie paletaja ;(
                                        • qw994 Re: wracanie do siebie 10.03.07, 17:31
                                          Dziewczyno, daj sobie na spokój z tym facetem. Skończ te pogaduchy z nim, bo
                                          jak dla mnie ewidentnie on cię trzyma w odwodzie, podczas gdy ma na oku już
                                          kogo innego. Nie upokarzaj się więcej.
                                          • akkknes Re: wracanie do siebie 10.03.07, 17:36
                                            gw994 nawet nie wiesz co ja czuje od parunastu ladnych dni...
                                            mi sie tak marzy jeden dzien stabilnosci, bezpieczenstwa, spokojnych mysli,
                                            kiedy z jednej strony juz zrozumiem co jest grane zaraz to sobie jakos
                                            tlumacze - bo zaraz mam pytanie w glowie kim byl przez te dwa lata czlowiek
                                            ktorego kochalam z ktorym spalam z ktorym dzielilam sie radosciami i smutkami z
                                            ktorymi tyle rzeczy... no jak tak?
                                            • qw994 Re: wracanie do siebie 10.03.07, 17:44
                                              Ano tak to. Myślę, że tysiące dziewczyn i kobiet zadaje sobie co najmniej raz w
                                              życiu takie pytania, jak ty w tej chwili. Ja też ten temat przerabiałam.

                                              A włączyłam się w ten wątek, bo zdarzyła mi się podobna historia. Usłyszałam,
                                              jak powiedział innej przez telefon "A wiesz, nie kupiłem w końcu tego krawata".
                                              Niby głupota, drobiazg, ale od razu WIEDZIAŁAM. Są ze sobą do dzisiaj, dawno po
                                              ślubie, mają dziecko. Nie piszę tego po to, żeby cię dobić, tylko żeby ci
                                              pokazać, że piszę o tym bez żadnych emocji. Takie rzeczy da się przeżyć. Powiem
                                              ci więcej - jak ich widziałam ostatnim razem parę lat temu, to ze zdziwieniem
                                              zauważyłam, że ona nadal jest o mnie zazdrosna, a co do niego - nie czuję
                                              absolutnie nic. Nawet sentymentu. Wręcz wydawało mi się to abstrakcyjne, że
                                              kiedyś z nim byłam, i to kilka lat.

                                              Dlatego im szybciej się odetniesz od byłego chłopaka, tym lepiej dla ciebie.
                                              Nie zamieniaj swojego życia w czekanie na niego. Jeśli będzie chciał wrócić -
                                              znajdzie drogę. Ale wtedy może się okazać, że ty już wcale nie chcesz :) Bo
                                              będziesz szczęśliwa z innym, czego szczerze ci życzę.
                                              • akkknes Re: wracanie do siebie 10.03.07, 17:49
                                                qw994 wiesz ja na razie mimo ze minelo tyle czasu nie potrafie sobie wyobrazic
                                                kogos innego obok mnie niz jego... ja nie jestem obecna, niech ona ma sobie
                                                kolezanki, ja mam swoich kolegow - ale boze niech da mi to poczucie jak kiedys
                                                ze ja jestem najwazniejsza
                                                • qw994 Re: wracanie do siebie 10.03.07, 17:55
                                                  To normalne, że nie potrafisz sobie wyobrazić kogoś na swoim miejscu, bo to
                                                  strasznie boli. I nie można w to uwierzyć. Ale tak się zdarza. Mówię ci, im
                                                  szybciej sobie wytłumaczysz, że między wami wszystko skończone, tym lepiej dla
                                                  ciebie. Bo teraz nie dajesz sobie szansy, żeby przeżyć rozpacz, a potem zacząć
                                                  nowe życie. Teraz siedzisz w tym jak w bagnie.
                                                  • akkknes Re: wracanie do siebie 10.03.07, 17:55
                                                    szanse to ja ciagle daje jemu i mnie
                                                  • qw994 Re: wracanie do siebie 10.03.07, 17:59
                                                    I możesz to robić w nieskończoność, tylko - po co. Życia szkoda na coś takiego.
                            • qw994 Re: wracanie do siebie 10.03.07, 17:50
                              > jeszcze w poludnie dzwonil ze oh i ah bla bla to nie mogl od razu powiedziec
                              > sluchaj pojedz ze mna??

                              Nie mógł powiedzieć, bo NIE CHCIAŁ, żebyś z nim jechała. Po prostu. Bo wolał z
                              kim innym.
                              • akkknes Re: wracanie do siebie 10.03.07, 17:55
                                mi powiedzial ze to byl spontan a jak mu powiedzialam ze to bez sensu i dla
                                mnie to jest za grubymi nicmi szyte to teraz co 5min dzwoni
                                ja czuje ze usycham czasami mam wrazenie ze jakbym mogla sie zdublowac to jedna
                                ja przytulilaby go i wybaczyla wszystko a druga ja zabilaby go tez za to
                                wszystko... gubie sie juz w tym wszystkim chyba dlatego ze mam juz ta
                                swiadomosc jak to jest naprawde a chce na sile zrobic cos na niby... jeszcze
                                troche i bede zachowywac sie jak desperat, paranoik czy jeszcze jakos
                                inaczej...
                                najlepiej to niech juz bedzie inny odlegly termin, i niech wszystko wroci na
                                swoje miejsce albo niech mnie to juz nie dotyczy.
                                boze a mowili mi przetnij ta pepowine od razu a ja glupia nie...
                                • qw994 Re: wracanie do siebie 10.03.07, 17:57
                                  Jak dzwoni, to nie odbieraj. Zbywaj go. Jeśli nawet z nim będziesz rozmawiać,
                                  to, broń boże, nie o was. Nie dawaj sobą manipulować.
                                  • akkknes Re: wracanie do siebie 10.03.07, 18:03
                                    czemu wszyscy sa madrzy a tylko ja jedna glupia??
                                    ja nie umiem z nim nie rozmawiac, ja kocham jego glos, jego oczy bo ciagle
                                    pamietam jak na mnie patrzyly, kocham jego dlonie - bo jeszcze czuje jak mnie
                                    przytulaly i moge taka litanie pisac...
                                    poza tym ze nigdy nie bylam w takiej sytuacji chociaz duza dziewczyna jestem to
                                    ja ciagle boje sie zeby nie byc egoistka, ze moze to wszystko co przezywam to
                                    jest tylko moje zdanie ktore cos pomija - cos istotnego z jego punktu
                                    widzenia... nie wiem czy bronie siebie czy jego
                                    chcialabym moc za pare dni pokazac wszystkim ktorzy sa wlasnie madrzejsi ode
                                    mnie jezyk i powiedziec ze o nie teraz to ja mialam racje - ale wiem ze to ze
                                    pokaze komus jezyk moze sie szybko obrocic przeciwko mnie bo bede znowu to samo
                                    przechodzic... ja nie mam ani ochoty ani zamiaru uzalac sie nad soba, opowiadac
                                    przyjaciolkom jak mi zle i ryczec, ja nie chce udawac przed rodzicami ze
                                    wybilam go sobie juz z glowy, a przed calym swiatem udawac ze chudne bo tak
                                    wyszlo... nawet glupio mi jest ze tu na forum o tym pisze przeciez to takie
                                    delikatne - ale ja mam taka potrzebe wygadac sie wyryczec sie bo wtedy jest
                                    choc troche lzej
                                    • qw994 Re: wracanie do siebie 10.03.07, 18:09
                                      A jakie masz plany na dzisiaj?
                                      • akkknes Re: wracanie do siebie 10.03.07, 18:10
                                        zadne?
                                        • qw994 Re: wracanie do siebie 10.03.07, 18:19
                                          Dlaczego z nikim sie nie umówiłaś, tylko siedzisz w domu?
                                          • akkknes Re: wracanie do siebie 10.03.07, 18:26
                                            bo jak sie z kims umowie to zaraz jak sie wyszykuje to odechciewa mi sie
                                            wychodzic a jak juz wyjde to mam podly nastroj bo zaraz mysle co ktos robi
                                            inaczej od niego...
                                            • qw994 Re: wracanie do siebie 10.03.07, 18:29
                                              Ale koniecznie musisz wychodzić! Łap za telefon i umów się z jakąś
                                              przyjaciółką :) Jeśli masz prawdziwych przyjaciół, to gwarantuję ci, że po
                                              pierwsze zniosą bez szemrania twój podły nastrój, a po drugie zrobią wszystko,
                                              żeby ci ten nastrój poprawić.
                                              • akkknes Re: wracanie do siebie 10.03.07, 18:30
                                                mi jest glupio trzeci misiac ryczec nawet tym najlepszym przyjacolom w rekaw...
                                                • qw994 Re: wracanie do siebie 10.03.07, 18:33
                                                  Niech ci nie będzie głupio. Od tego ma się przyjaciół.
                                                  • akkknes Re: wracanie do siebie 10.03.07, 18:37
                                                    to dlaczego moj przyjaciel zostawil mnie?
                                                  • qw994 Re: wracanie do siebie 10.03.07, 18:40
                                                    Bo tak się w życiu zdarza. Praktycznie każdemu.
                                                  • akkknes Re: wracanie do siebie 10.03.07, 18:57
                                                    ;(
                                                  • mamba80 Re: wracanie do siebie 27.07.07, 12:17
                                                    Z doswadczenia, nie tylko wlasnego, wynika, ze jak sie facetowi pokaze, ze
                                                    jest zamknietym rozdizalem, to wtedy mu sie "cos wlącza". Prosic sie nie ma
                                                    sensu, to naprawde daje odwrotny skutek. Ja sie unioslam duma i powiedzialam
                                                    sobie "jego strata" az sam to zrozumial, tylko za pozno...A jak rozmawialam z
                                                    kolezanka, ktora znalazla sie w roli porzucajacej akurat i facet ciagle za nia
                                                    wydzwanial (nie twierdze, ze Ty tak robisz, ale po prostu wiedziala, ze mu
                                                    zalezy), to obie stwierdzilysmy, ze tylko pogarsza swoja sytuacje, to zanczy on
                                                    juz w ogole zaczal w akcie rozpaczy glupoty robic, ale to juz inna historia.
                                                    Wiec dla mnie jedynym sposobem (jeslli jakikolwiek istnieje w tej sytuacji) na
                                                    uratownie czegokolwiek jest po prostu udawanie, ze nam nie zalezy. Ale wiem, ze
                                                    to moze byc trudne...To zalezy od twojego zaciecia, tak naprawde...
                                                  • ququlkka Re: wracanie do siebie 14.01.08, 10:36
                                                    Jeśli facet odszedł i nie widać, żeby mu zależało, to znaczy, że nie zależy!
                                                    Trzeba się z tym pogodzić i przestać snuć nierealne marzenia. Żyć chwilą! Zająć
                                                    się sobą, rozwijać zainteresowania, zadbać o siebie, poczytać babskie blogi jak
                                                    lovetrap.pl i przestać się zadręczać, wyluzować! Wtedy szybko się znajdzie taki,
                                                    który doceni taką naturalność :)
                                        • annna84 Re: wracanie do siebie 10.03.07, 18:30
                                          Akkknes wiem, że to boli i w tej chwili nie wyobrażasz sobie życia z kimś
                                          innym. Ale to minie i jeszcze będzie tak jak pisze qw. Spotkasz go za parę lat
                                          i będziesz się dziwiła, że kiedyś go kochałaś. Ja ostatnio czytałam swój
                                          pamiętnik sprzed kilku lat i płakałam ze śmiechu jak czytałam o swojej
                                          ówczesnej nieszczęśliwej miłości.
        • niesforna_ja Re: wracanie do siebie 02.04.07, 10:45
          jestem w identycznej sytuacji... rozpaczam strasznie on jest moim pierwszym
          chłopakiem ,a ja jego pierwszą dziewczyną ale zrozumiałam że muszę wstać na
          równe nogi...
          nie będę mu pokazywać żę cierpię i mażę o jego ciepłych dłoniach.... to boli
          ale nie mogę się załamać ... muszę mieć dobre nastawienie zacząć żyć uśmiechać
          się ... nawet teraz gdy to piszę jest mi trudno ale muszę dać radę!!! :) a
          czytając to widzę że faceci to strasznie dziwne wytwory tego świata.. ;)

          POZDRAWIAM WSZYSTKIE DZIEWCZYNY PAMIĘTAJCIE JESTEŚMY PIĘKNE, MĄDRE I SILNE!!!
          NIECH ONI O NAS WALCZĄ!! BUZIAKI :*:*:*
          • butterflymk Re: wracanie do siebie 01.05.07, 18:17
            Z jednej strony chciałabyś z nim być z drugiej że nie okażesz mu tego...
            Czy nie tracisz czegoś?
            Jakiejś możliwości, jak mu nie powiesz to nigdy się nie dowiesz?
    • ewagerman Re: wracanie do siebie 13.03.07, 11:04
      E tam, może poprostu kup jej jakies fajne nowe majtki:) a tamte po cichutku
      stopniowo wywalaj do śmieci!!
      • akkknes Re: wracanie do siebie 13.03.07, 13:39
        coo??
    • le.ia nie ma sensu wracanie tak jak odwracanie 13.03.07, 15:17
      Jak już wracać to należy kochac, zarliwie i namietnie, albo wcale tego nie
      wspominać.
      Wtedy powinno być fajnie ;)
      • vversa Re: nie ma sensu wracanie tak jak odwracanie 13.03.07, 15:22
        Byle-jak to mozna się kolegować.
        Jak kocham to nie pytam sie czy on chce wrocic tylko rzucam mu sie na szyje i
        przechodze do rzeczy...
        Jeśli nie wyzna mi milosci odrazu to i tak sie zakocha, jesli akurat nie ma
        nikogo na "widoku" innego kogos.
        A jesli nawet ,to jezeli to nic poważnego pozwoli sie piescic.
        Bedzie wtedy moj;)
        • le.ia Re: nie ma sensu wracanie tak jak odwracanie 13.03.07, 15:28
          A jak nie Twoj , to latwiej zapomniec w ramionach kogos innego ;)
          Marzenia o nim przestają trafić nasza podswiadomosc,
          a i moze milosci tej kontaktowej kiedyś nauczymy sie, nawet jak nie kochamy
          prawdziwie bezkontaktowo :(
          • vversa Re: ...chyba ze pełnią i odrazu to powracać zechce 13.03.07, 15:33
            Tak jak napisałaś to mozna za młodu...
            Z wiekiem umysł staje się wybujały, a ciało mniej jędrne...
            lepiej uważać, bo można sie przejechać jeśli byliśmy znim przedtem krótko.
            No chyba , że on jest głuchy, ślepy i uroczo przystojny to warto zaryzykować.
            Głupota nie jest zaraźliwa jeśli nie jest związana na zawsze.

            • akkknes Re: ...chyba ze pełnią i odrazu to powracać zechc 13.03.07, 15:54
              oj kochane jestescie...
              spotkanie coraz blizej wiem ze ta chwila nadchodzi szybki bilans zyskow i strat
              albo totalnie zimny bilans... staram sie trzymac jak moge, nie wspominac i nie
              myslec no i co najwazniejsze nic nie zakladac - ale hmmm ciezko tak, wolalabym
              wiedziec jaki jest sceriusz tego spotkania!! moc sie przygotowac, zeby potem
              nie cierpiec podwojnie...
              mimo wszystko ciagle sobie tlumacze na 'po swojemu' i chyba przez to tak bardzo
              sie boje tego spotkania. chcialabym zeby to spotkanie mnie rozmaczarowalo.
              pozytywnie!! boze tak mi go brakuje...
              • giebe-ls Re: ...chyba ze pełnią i odrazu to powracać zechc 14.03.07, 14:19

                Ach zeby mnie ktos tak wspominau -calego , a nie tylko swoje orgazmy

                Grzegorz Brzeczyszczykiewicz
    • madeinussa Popieram kilka przedmówczyń. 13.03.07, 16:08
      Okaż mu, że masz SWOJE WŁASNE życie, które jest super i bez niego.
      Jak zobaczy, że chodzisz na imprezy, nie płaczesz za nim, masz dużo nowych
      "kolegów" - zmięknie :)

      Sprawdzone :D
      • akkknes Re: Popieram kilka przedmówczyń. 13.03.07, 16:12
        cholera, nawet probowalam tak robic!! i gucio, bo nie umiem oszukiwac kogos
        kogo mimo wszystko kocham... po prostu chyba ciagle sobie robie nadzieje i
        wychodze z zalozenia ze po co mam go oszukiwac... wiem nie zachowuje sie jak
        osoba rozsadna...
        • akkknes Re: Popieram kilka przedmówczyń. 14.03.07, 20:15
          tak wam tylko napisze ze u mnie bez zmian... ;(
    • tamara33 Re: wracanie do siebie 16.03.07, 08:07
      Nadal głucho?
      • akkknes Re: wracanie do siebie 16.03.07, 22:33
        tak, niestety - na zachodzie bez zmian :))

        a tak na powaznie to jutro sie mamy widziec. pisze mamy bo za dobrze go znam
        zeby moc cokolwiek zaplanowac... nie wiem jak to bedzie, modle sie tylko zebym
        na dzien dobry nie rzucila mu sie na szyje i powiedziala jak bardzo go
        kocham... trzymajcie kciuki zeby to spotkanie dalo jakis efekt - obojetnie
        jaki, byle nie ciag dalszy mojej agonii...
    • madziuuunia Re: wracanie do siebie 17.03.07, 18:16
      akknes i jak po spotkaniu??? napisz szybko jak przebieglo i wkoncu czy cos z
      niego wynilko. Caly dzien trzymam za Ciebie kciuki!!!!!
      • akkknes Re: wracanie do siebie 17.03.07, 20:01
        dupa nie spotkanie!!
        jedyne co jasne: nie jestesmy ze soba a wystarcza 3 sekundy zeby znowu razem
        byc, i to, ze dalej tak jak jest byc nie moze... ciag dalszy agonii chyba w
        poniedzialek...
        nie wiem na koniec zapytal czy go kocham. no niestety tak moj drogi kocham cie
        i mimo wszystko chce z toba byc czy tego nie widzisz??
        mowie mu ze sluchaj mnie to meczy psychicznie bo ja i tak mimo ze jestem twarda
        z zewnatrz to od wewnatrz ciagle robie sobie nadzieje. a odciac sie totalnie
        powinnam dwa miesiace temu od razu jak bylo na rzeczy. a on mi mowi ze nie
        zebym nie czekala i nie robila sobie nadzieji ze jak on sie ogarnie to powalczy.
        no ale dziewczyny jak ja mam sobie po takich slowach nie robic dalej nadziei??
        prosze, nie mowcie mi znowu olej go bo sobie toba tylek podciera... ja to juz
        znam na pamiec.jesli ktoras umie czarowac niech zaczaruje moj swiat...!!

        • angoisse nie bądź tak denna kretynką 17.03.07, 20:15
          on nie chce z Tobą być!!
          mowił ci to juz pewno setki razy, i to wyraźnie , tylko TY NIE CHCESZ TEGO
          PRZYJĄĆ DO WIADOMOŚCI.
          więc dawaj mu tyłka gratis. Jako ta druga czy trzecia z kolei po jego nowych
          interesujacych koleżankach....

          Jak sobie nie radzisz z emocjami to idź do psychologa. Bo problem w twojej
          głowie!! A facet beznadzieja jest i tyle, ale Ty -cholercia- nie lepsza...

          Stracisz parę lat, szacunek do siebie a obudzisz sie z ręką w nocniku stara i
          sfrustrowana na męskim bezrybiu... i to przez jednego palanta??!! litości...
          • akkknes Re: nie bądź tak denna kretynką 18.03.07, 12:09
            angoisse
            na twoje nieszczescie nie daje nikomu tylka gratis - ja z tych o poziom
            wyzszych jestem niz utrzymywanie faceta dla takich powodow...
            a no i denna kretynka nie jestem skoro mam jakies tam uczucia
            • kaktusik0 Re: nie bądź tak denna kretynką 18.03.07, 13:47
              będę kolejną osobą udzielającą mniej czy bardziej mądrych rad, których i tak nie posłuchasz. Szkoda mi Ciebie więc coś jednak skrobnę.

              Olej go. KONIECZNIE usuń go z gg (nie ma nic bardziej wykańczającego niż sprawdzanie co 5 min czy jest na gg i jaki ma opis). Oddaj mu jego rzeczy i powiedz żeby nie dzwonił. Powiedz mu że nadal go kochasz i musisz sobie z tym poradzić bo to Cię wykańcza, a im mniej będziecie się kontaktować tym będzie Ci łatwiej. Dla niego będzie to sygnał że coś do niego czujesz, i że jeszcze ma szansę, ale że musi się szybko zdecydować.
              Gdyby Cię kochał i chciał to ratować to by Ci to powiedział, albo poprosił o trochę czasu. Dlaczego Ty masz za niego myśleć i dawać mu siebie na talerzu? Gdyby jemu było trudno, gdyby potrzebował czasu żeby coś przemyśleć to by siedział w domu i myślał i miałby takiego samego doła jak Ty i bałby się że Cię straci, a nie umawiał się z koleżankami na zakupy.
              Powiedz znajomym że mają Cię choćby siłą wyciągać z domu i zacznij o nim zapominać.
              Wierz mi że jeśli kontakt się urwie, jeśli nie będzie go na Twojej liście kontaktów gg to po 3 dniach będziesz już mniej o nim myślała. Nie mówię że wcale, ale mniej. I poczujesz się pierwszy raz od dawna bardziej wypoczęta.

              A on, jeśli mu naprawdę zacznie zależeć (bo teraz mu nie zależy, nie oszukujmy się) to nie będzie siły która go powstrzyma. Bo jeśli miałyby go powstrzymać przypuszczenia że już nie chcesz z nim być, to znaczyłoby że bardzo słabo mu na Tobie zależy.

              P.S. Nie dawaj mu miesiąca, jak niektórzy Ci radzą. Wykończysz się psychicznie przez ten miesiąc.
              • akkknes Re: nie bądź tak denna kretynką 18.03.07, 14:01
                nie no na szczescie nie sprawdzam co chwile czy jest na gg bo jak juz tu
                pisalam za dobrze sie znamy i swoje plany tez wiec generalnie pomijajac jakies
                niespodzianki wiem co u niego. Kurna, on mi ciagle mowi ze potrzebuje troche
                czasu zeby ogarnac sie z praca bo zaczal nowa i ze nie ma czasu itd i ja to
                odbieram za ten czas wlasnie...
                miesiac to rzeczywiscie fajny pomysl ale nie dla kogos z tak slaba psychika jak
                moja :(
                • kaktusik0 Re: nie bądź tak denna kretynką 18.03.07, 14:55
                  z pracą ma się ogarnąć? :/
                  a jak znowu zmieni pracę to znowu powie Ci że to koniec dopóki się nie wdroży?
                  a z koleżankami to ma czas się spotykać?
                  żenujące.
                  może jestem dziwna, ale gdyby mi zależało i potrzebowałabym czasu to powiedziałabym to wprost, a nie wykręcała się pracą. Po pierwsze bo tak by było fair, po drugie bo zwiększałoby to moje szanse że ta druga osoba będzie czekać. Gdyby mi facet powiedział że nie wie czy chce być ze mną bo ma dużo pracy to bym mu powiedziała że nie musi się już zastanawiać.
                  • qw994 Re: nie bądź tak denna kretynką 18.03.07, 14:57
                    Podpisuję się pod tym czterema kończynami :)
                  • akkknes Re: nie bądź tak denna kretynką 18.03.07, 14:58
                    a jesli ja go kocham
                    bo mi sie tak wydaje

                    ja chyba mam jakas misje w zyciu - ze mimo i pomimo wszystko poswiecam sie
                    czekam cierpie i... i nie wiem co dalej jest bo nigdy nie bylam w takiej
                    sytuacji
                    zawsze wiedzialam jakiego faceta chce i jak cos mi nie pasowalo to tez tam
                    troche roznie bywalo ale bylam honorowa jak nie wiem co dumna nawet
                    a teraz mam to wszystko gleboko byle z nim
        • qw994 Re: wracanie do siebie 18.03.07, 12:18
          > prosze, nie mowcie mi znowu olej go bo sobie toba tylek podciera...

          A co innego napisać, skoro dokładnie tak jest?
          • akkknes Re: wracanie do siebie 18.03.07, 14:02
            nie wiem ;(
            • qw994 Re: wracanie do siebie 18.03.07, 14:18
              Skończ to wreszcie i tyle.
              • akkknes Re: wracanie do siebie 18.03.07, 14:23
                hm... wczoraj doszlam do wniosku ze nawet moglabym to zrobic.
                ale ja nie chce.
                co z tego ze wczoraj tak dziwnie sie czulam gdy patrzylam mu w oczy, gdy on byl
                obok, ze naprawde dawno sie tak nie denerwowalam, nie pamietam kiedy nogi mi
                tak drzaly... co z tego ze nic tak naprawde nie dalo mi to spotkanie
                ale wczoraj tak dobrze mi bylo
                • qw994 Re: wracanie do siebie 18.03.07, 14:38
                  A dzisiaj? Dobrze ci? Fajnie się żyje, kiedy człowiek się sam tak upokarza?
                  • akkknes Re: wracanie do siebie 18.03.07, 14:48
                    na razie jakos sie trzymam w dobrej formie wiec nie placze slucham jandy 'na
                    zakrecie' patrze na deszcz i modle sie zeby miec skads sily...
                    chyba ciagle zyje tym ze wczoraj bylo mi tak fajnie, wiesz idealizuje sobie
                    wczorajszy wieczor, za tydzien jak te kwiatki od niego zwiedna pewnie bede
                    wiedziala juz ze to nie bylo takie fajne

                    nie chce byc sama boje sie tego
                    • qw994 Re: wracanie do siebie 18.03.07, 14:56
                      JUŻ jesteś sama. Nie masz faceta.

                      I nie ma się czego bać. Będąc samemu wiele rzeczy się odkrywa. Nieumiejętność
                      bycia samemu to dla mnie rodzaj kalectwa.
                      • akkknes Re: wracanie do siebie 18.03.07, 15:01
                        wiecie co, dzis sie cos stanie
                        bo ja jestem jakas dziwna optymistka od rana
                        od dwoch miesiecy tak nie bylo wiec na bank bedzie cos nie tak...

                        a czuje ze jutro znowu bede wam tu plakac
                        • qw994 Re: wracanie do siebie 18.03.07, 15:08
                          Tylko od ciebie zależy, czy będziesz płakać czy nie.
                          Jeśli chcesz mu pozwolić narobić sobie na głowę - twój wybór.
                          • akkknes Re: wracanie do siebie 19.03.07, 10:47
                            boze tak wiele rzeczy zalezey NIE ode mnie...!
                            • mariuszbednarczyk Re: wracanie do siebie 19.03.07, 11:13
                              nie jesteś sama. Ode mnie też już nic nie zależy. Ja postanowiłem 3 tyg. temu
                              zerwać kontakt z kobietą, po wielomiesięcznej walce o nią. Jest ciężko. Do tego
                              doszłedł fakt, że okłamywała mnie. W głowie kotłuje mi się codziennie.
                              Widocznie jej na mnie już kompletnie nie zależy ponieważ nie próbuje
                              skontaktować się ze mną. Postanowiłem ratować resztki szacunku do siebie i
                              przestać żebrać aby była ze mną. Postanowiłem, że nie będę się z nią
                              kontaktować, dzwonić, pisać itp. Może się uda. Może uda mi się przez to przejść
                              i wyleczyć się z tego. Chyba jeszcze nigdy w życiu nie byłem tak bezradny jak
                              teraz.