Dodaj do ulubionych

romansujace z zonatymi-dajcie sobie spokoj

23.05.07, 15:07
tak slucham tych zwierzen kolezanek, ktore romansuja z zonatymi i...slabo mi
sie robi. zadzwonil..nie zadzwonil (pewnie z wychodka aby zona nie slyszala ;-
)), obiecal wspolny weekend i...z zona pojechal...(na pewno nie mial wyboru
bo to byl wyjazd sluzbowy ;-)) a ze mna pojedzie za tydzien (moze poscieli
nawet nie zmienia w pokoju hotelowym bo na to samo nazwisko nas zamelduje.
Blagam - mlode, fajne dziewczyny poddajace sie biernie zonatym facetom -
zrozumcie, ze nic z tego nie bedzie, to nie prawdziwa milosc i chyba nie
warto byc z osoba, ktora jest niewierna i dwulicowa i nie szanuje wlasnych
najbliszych. Dajcie sobie spokoj, wygarnijcie im i badzcie wolne!!

ufff... ja przepraszam, ze tak sie unioslam ale mam dosyc skuczenia naprawde
wartosciowych babek, ktore daly sie urobic jakiemus gnomowi i teraz sa jak
dywaniki...
Obserwuj wątek
    • summerlove Re: romansujace z zonatymi-dajcie sobie spokoj 23.05.07, 15:08
      popieram ;)))))
    • nuova Re: romansujace z zonatymi-dajcie sobie spokoj 23.05.07, 15:09
      Chociaz dwie porządne :)))
      • zaskoczyl_mnie Re: romansujace z zonatymi-dajcie sobie spokoj 23.05.07, 15:17
        nuova napisała:

        > Chociaz dwie porządne :)))

        Szokuje mnie naprawde jak kobiety (wyksztalcone, z porzadnych domow,
        samodzielne finansowo, obyte w swiecie, obdarzone uroda, poczuciem humory) daja
        sie owinac wkolo palca zonatym facetom. Kazdy ma prawo do bledu ale do cholery
        ciagnac cos takiego latami i uzalac sie nad soba a nawet i na ta bidna
        zona....bo on taki niedobry. No zesz...kuzwa...jak tu kochac czlowieka, ktory w
        swojej obludzie siega po najbardziej wyrafinowane metody klamania, sciemniania,
        lawirowania, szantazowania emocjonalnego. Jak budowac wlasne uczucie i poczucie
        szacunku do siebie samego - na gruzach czyjegos rozwalonego szczescia??!
        Opamietac sie, zerwac kontakt, przeplakac w poduche 2 miesiace i odzyc. I
        pamietac, ze kiedys i ja moge miec meza i rodzine i to wlasnie moj przyszly maz
        moze miec kochanke...mlodsza...majaca wiecej czasu na zabawe....mniej
        wymagajaca wzgledem jego...i co wtedy? do spowiedzi chyba tylko.
        No lzej mi....lzej...
        • anna_sniegina Re: romansujace z zonatymi-dajcie sobie spokoj 31.05.07, 14:37
          Dzięki za ten list. To dla mnie na prawdę dużo. Właśnie się leczę z
          takiej "miłości". Minął już miesiąc i już teraz wiem, że będzie dobrze. Już nie
          popełnię tego błędu. Żonaty facet to egoista. Mysli tylko o sobie, "ona" sie
          nie liczy. Ma być tylko dostępna, kiedy on ma akurat chwilkę. Ja już nie chcę
          być "oną". Ja zasłguję na prawdziwą miłość a nie na kradzione resztki !!!!!!!!!

          A.
          • pole83 Re: romansujace z zonatymi-dajcie sobie spokoj 15.08.07, 09:08
            anna_sniegina napisała:
            > Żonaty facet to egoista. Mysli tylko o sobie, "ona" sie
            > nie liczy.

            Ty romansując z żonatym też jesteś egoistką a ze strony tego faceta tylko
            zabawką do łóżka.
      • mala_mee Re: romansujace z zonatymi-dajcie sobie spokoj 23.05.07, 15:18
        I jeszcze ja. Mnie żonaci nie interesują. Z czysto egiostycznych pobudek.
        • summerlove Re: romansujace z zonatymi-dajcie sobie spokoj 23.05.07, 15:21
          no właśnie. tak jak ja ;)) albo jestem jedyna, albo spadać ;PP
          • mahadeva Re: romansujace z zonatymi-dajcie sobie spokoj 23.05.07, 15:23
            ja mowie o innych przypadkach: poznaje goscia, zaprzyjazniamy sie, nie chce z
            nim zwiazku, ale jakos dobrze nam sie przyjazni, dobrze jest nam w lozku, to
            nie widze problemu, zeby sie z nim spotykac, nawet jesli on ma dziewczyne
            wyznacznikiem tego, czy on mnie szanuje sa inne rzeczy niz to, ze ma kobiete -
            jesli chce niech ma, i tak ten jego zwiazek marny jest skoro zdradza, ale to
            nie moj problem
            • baba67 Re: romansujace z zonatymi-dajcie sobie spokoj 27.05.07, 22:00
              Mnie interesuje jeden taki zonaty. Ze mna.
              Nigdy nie rozumialam tego fenomenu fascynacji zonatymi. Jedyna odpowiedzia moze
              byc
              A. facet podaje sie za wolnego, a naiwne dziewcze mu wierzy
              B.totalne zapatrzenie w siebie i przekonanie o swojej niezwyklosci(ja jestem ta
              jedyna dla niego stworzona, tylko ze mna bedzie szczesliwy, jestem tak niezwykla
              i wyjatkowa, ze rozbijanie rodziny w moim wykonaniu to nie jest zadne swinstwo
              tylko akt czystej szlachetnosci...)
              Na przypadek B nie ma lekarstwa
              przypadek A mozna wyleczyc, jesli sie ma kregoslup moralny- wymaga sie od
              siebie, wymaga sie od faceta, oczywiste jest ze kretacz NIE ZASLUGUJE NA MNIE
              • ikcaj Re: romansujace z zonatymi-dajcie sobie spokoj 12.08.07, 23:24
                Wersja C) Jestem wyrachowaną s..., która dowartościowuje się przez owijanie
                sobie mężczyzn wokół palca. Takie przypadki są najbardziej...sam nie
                wiem...żenujące. Babka - uroda wątpliwa, ale za to z pozoru życzliwa,
                serdeczna, uśmiechnięta, słowem anioł...dobry, czuły, wrażliwy..a we wnętrzu
                wyrachowana egoistka piernicząca jedyni e dookoła romantyczne farmazony, za
                plecami knująca najzmyślniejsze intrygi;). Faceci lecą na takie od razu
                ogarnięciu potrzebą "objęcia wrażliwej istoty pod swe doświadczone męskie
                skrzydła"..to ich(nas) dowartościowuje...no i pobzykać "małolatę" też fajnie;)
            • green_land Re: romansujace z zonatymi-dajcie sobie spokoj 23.06.07, 18:53
              W pewnym sensie Ty też jesteś tą zdradzaną.
              Poza tym takie relacje charakteryzują chyba raczej osoby młode albo tzw.
              artystów.Bo jakoś trudno mi wyobrazić sobie, że masz dziecko, stałego partnera
              i tolerujesz to, że on ma kilka kochanek; nie umiem sobie wyobrazić, że Twoje
              dziecko zadaje Ci pytanie: mamo, a tatuś gdzie idzie, a Ty mu odpowiadasz, że
              przespać się z jakąś panią. Trochę mało dojrzałości w tym jest, albo absolutny
              hedonizm.
            • ciarna_87 Re: romansujace z zonatymi-dajcie sobie spokoj 23.06.07, 22:38
              zmieniłam o Tobie zdanie. To, że nikt Cię nie chce przelecieć nie znaczy, że
              masz się rzucać na zajętych. Widocznie nie jesteś taka bosssska jak opisujesz,
              że nikt Cie nie chce nawet przelecieć
        • trypel Re: romansujace z zonatymi-dajcie sobie spokoj 24.05.07, 15:55
          mala_mee napisała:

          > I jeszcze ja. Mnie żonaci nie interesują. Z czysto egiostycznych pobudek.

          No to u mnie inaczej. Z egoistycznych pobudek to mężatka byłaby całkiem
          sympatycznym rozwiązaniem ale niestety z powodu zasad moralnych (:D ) odpada..
          nieraz szkoda
        • zebroadama1 Re: romansujace z zonatymi-dajcie sobie spokoj 06.06.07, 21:20
          zycie stanie sie muzyką stanie sie co ma sie stać.....
          • green_land Re: romansujace z zonatymi-dajcie sobie spokoj 23.06.07, 18:54
            To pan Lipnicki śpiewał:)
      • nuova Re: romansujace z zonatymi-dajcie sobie spokoj 23.05.07, 15:25
        nuova napisała:

        > Chociaz dwie porządne :)))

        + Ja :-)

        (o sobie zawsze zapominam :-/ )
    • mahadeva Re: romansujace z zonatymi-dajcie sobie spokoj 23.05.07, 15:15
      wiadomo, ze z tego nic nie bedzie :) ale dlaczego nie miec frajdy z kumplami,
      ktorzy przypadkiem sa zonaci :)
      zycie nie jest proste - ze mna np nikt nie chce sie zwiazac, bylego zostawialam
      sama, a zycie jest jedno :) dlaczego by nie spedzic milych chwil z zonatym
      • mala_mee Re: romansujace z zonatymi-dajcie sobie spokoj 23.05.07, 15:17
        Boże, ale Ty pierdoły wypisujesz!!!
        • mahadeva Re: romansujace z zonatymi-dajcie sobie spokoj 23.05.07, 15:21
          no tak wyglada moje zycie, ja nie lubie samotnosci, wole kilku kochankow
          i wcale nie mowie o uczuciach!
          jesli masz lepszy pomysl, to fajnie :) ja nie zmienie swojego zdania
          • summerlove Re: romansujace z zonatymi-dajcie sobie spokoj 23.05.07, 15:23
            masz rację. i rozwalaj związki, tylko po to żeby tobie było dobrze. straszna z
            ciebie egoistka.
            • mahadeva Re: romansujace z zonatymi-dajcie sobie spokoj 23.05.07, 15:26
              moze tak :)
              ale ja nie chce niczego rozwalac :) to sprawa tych gosci, jakie maja zwiazki,
              to jest ich wybor, ze chca miec zone (glownie na pokaz), ja nie chce sie z nimi
              zenic, ale prawdziwych przyjacielskich uczuc nie bede zabijac w sobie
              • hermenegilda_zenia Re: romansujace z zonatymi-dajcie sobie spokoj 23.05.07, 15:32
                Przyjaciel do pukania? Ciekawa definicja przyjaźni...
                • nuova Re: romansujace z zonatymi-dajcie sobie spokoj 23.05.07, 15:43
                  hermenegilda_zenia napisała:

                  > Przyjaciel do pukania? Ciekawa definicja przyjaźni...

                  Dokładnie - baaardzo ciekawa definicja....

                  Poza tym w życiu nie chciałabym, aby mój przyszły mąż miał takie "przyjaciólki"
                  (celowo napisałam w cydzysłowie), które są tu w tym wątku reprezentowane przez
                  niektóre forumowiczki.
                  Szkoda słów
                  • mahadeva Re: romansujace z zonatymi-dajcie sobie spokoj 23.05.07, 15:46
                    ja tez bym nie chciala takiego meza :)
                    ale to nie moje wina, ze gosc sie wiaze z panna, ktorej nawet za bardzo nie
                    lubi i chce sie bzykac z innymi :) zwiazki sa rozne, niektore dosc nieudane
                    • nuova Re: romansujace z zonatymi-dajcie sobie spokoj 23.05.07, 15:48
                      kręcisz sie z kółko...
                    • ewik_75 Re: romansujace z zonatymi-dajcie sobie spokoj 25.05.07, 09:28
                      ;)))

                      "gosc" w zyciu nie zwiaze sie z panna, ktorej nie lubi ;)

                      wierzysz w to, bo chcesz ;)
                      Oni ci kity wciskaja, a Ty lykasz, bo tak Ci wygodniej i tyle.

                      • baba67 Re: romansujace z zonatymi-dajcie sobie spokoj 27.05.07, 22:06
                        Smieszne, facet jej taki kit wciska,bo to standart, ale ona tego nie
                        potrzebuje, bo rozbijac nie chce. Ciekawe co zrobi jak sie facet dla niej
                        rozwiedzie i bedzie nastawa na wprowadzenie sie hehe, mozna sie w rozna strone
                        oszukac...
                    • green_land Re: romansujace z zonatymi-dajcie sobie spokoj 23.06.07, 18:57
                      Brzydko odpowiem - widocznie tylko jako kochanka się nadajesz - na krótko i bez
                      zobowiązań. Nie przyszło Ci do głowy, że dajesz się wykorzystywać? Wiesz, co
                      faceci sądzą o takich kobietach? Że z ku... żony nie zrobisz. Sorry za
                      dosadność.
                    • kokieteryjna Re: romansujace z zonatymi-dajcie sobie spokoj 19.07.07, 21:08
                      A ja Cie rozumiem.. W koncu to nie TY przysiegalas przed oltarzem/w usc,
                      wiernosc malzenska.
                      Dlaczego WY kobiety, meskie bledy, przerzucacie na inne kobiety?
                      Sam fakt, ze facet nie widzi problemu w zdradzaniu, swiadczy tylko i wylacznie
                      o nim. Bo jak nie ta, to inna.
                      A ona jest wolna. Ma prawo romansowac z facetem, ktory jej sie podoba.
                  • baba67 Re: romansujace z zonatymi-dajcie sobie spokoj 27.05.07, 22:04
                    bo ona pszczolka jest- bez bzykanka ani rusz
                • mahadeva Re: romansujace z zonatymi-dajcie sobie spokoj 23.05.07, 15:45
                  przyjazn swoja droga :)
              • sumire Re: romansujace z zonatymi-dajcie sobie spokoj 23.05.07, 15:32
                dobrze, że moi przyjaciele nie znają takiej definicji prawdziwych
                przyjacielskich uczuć, bo jeszcze musiałabym z nimi zacząć sypiać... ;)
            • zaskoczyl_mnie Re: romansujace z zonatymi-dajcie sobie spokoj 23.05.07, 15:30
              Widze, ze temat nieco poszedl w bok - w kierunku "niezobowiazujacych skokow w
              bok" a ja mialam na mysli bardziej takich co latami podwoje zycie prowadza i
              czuja sie z tym znakomicie.
              Domyslam sie, ze faceci wcale nie wzbraniaja sie zbyt mocno przed romansem jak
              napotkaja atrakcyjana i chetna do tego babke ale gdy ten romans juz jest to
              jestem przekonana, ze koniecznosc zakonczenia tego nalezy do osoby, ktora jest
              wolna - to ona powinna w trosce o siebie, swoja przyszlosc a takze ze wzgledu
              na to, ze skoro jest kobieta to powinna sie solidaryzowac z kobietami a nie
              dzialac na ich niekorzysc - zrzucic z siebie pasozyta i zamknac sprawe. Nie
              rozumiem jak mozna godzic sie na bycie ta druga, zapewnienia o uczuciu gdy nie
              otrzymuje wsparcia w najwazniejszych sprawach, samotnych swiat, rezygnacji z
              dzieci bo "on juz ma i nie chce wiecej", rozmow szeptanych przez komorke i
              konczonych w pol zdania. Jak to widze to mnie zal ale i zlosc bierze - w koncu
              mamy wolny wybor, umiemy stawiac sobie cele i je realizowac. Trzeba byc
              czlowiekiem myslacym a nie biernie poddajacym sie amatorem chwilowych
              przyjemnosci. Zycie jest za krotkie aby zadowalac sie w milosci takimi
              spadami...
              • sumire Re: romansujace z zonatymi-dajcie sobie spokoj 23.05.07, 15:35
                no owszem, ale łatwiej powiedzieć...
                mam koleżankę, która z niezrozumiałych dla mnie przyczyn specjalizuje się w
                żonatych facetach i za każdym razem powtarza się ta sama zabawa - "on na pewno
                odejdzie od żony, bo byliśmy razem na kolacji i w Murzasichlu, i dzwoni do mnie
                z pracy co godzinę". a potem żona się dowiaduje i cześć pieśni.
                tak, dla mnie to jest wsadzanie palca między drzwi i masochizm. ale jej życie,
                jej wybór. tak już ma, no. może jej po prostu bardziej smakuje zakazany owoc.
                • zaskoczyl_mnie Re: romansujace z zonatymi-dajcie sobie spokoj 23.05.07, 15:44

                  A ja mysle, ze kolezanka po prostu na latwizne idzie. Latwizne bo w zwiazku z
                  zonatym ten zwiazek niby jest ale...do konca go nie ma.
                  O reke Cie nie poprosi z przyczyn oczywistych a wiec nie musisz sie godzic z
                  mysla o kompromisach, wspolnym mieszkaniu, dzieleniu pensji i wydatkowaniu na
                  wiecej niz na siebie, dbac o siebie musisz ale ... tylko o ciut wiecej niz
                  zajeta domem i dziecmi jego zona, a ja jestes mlodsza to wogole przy minimalnym
                  wkladzie jestes "taaka piekna i swieza", spijasz sama smietanke bo spotkania
                  maja charakter restauracyjno-wyjazdowy a wiec nie pierzesz mu gaci ani nie
                  podajesz syropu jak ma kaszel (on tez Ci nie poda - od razu dadam) a wiec nie
                  jest to prawdziwe zycie ani zwiazek.
                  Zauwazylam, ze szczegolnie podatne na romansowanie z zonatymi sa dziewczyny z
                  domow wczesniej pozbawionych ojca - polsieroty albo rodzice po rozwodzie.
                  Mysle, ze szukaja mezczyzny ale tak naprawde wybieraja takiego, ktory nie
                  wejdzie w pelni do ich swiata czego sie boja, bo brak im wzorca pelnej relacji
                  damsko-meskiej. Nie jestem ekspertem, mowie na bazie obserwacji.
                  Caly temat zaczelam wlasnie ze wzgledu na moja przyjaciolke, ktora sie juz
                  wiele lat meczy, jestem przy niej, wspieram, wylewam kubly zimnej wody na glowe
                  i poki co nie udalo mi sie jej otworzyc oczu. Ale nie poddam sie bo uwazam, ze
                  ona zasluguje na wiecej.

                  sumire napisała:

                  > no owszem, ale łatwiej powiedzieć...
                  > mam koleżankę, która z niezrozumiałych dla mnie przyczyn specjalizuje się w
                  > żonatych facetach i za każdym razem powtarza się ta sama zabawa - "on na
                  pewno
                  > odejdzie od żony, bo byliśmy razem na kolacji i w Murzasichlu, i dzwoni do
                  mnie
                  >
                  > z pracy co godzinę". a potem żona się dowiaduje i cześć pieśni.
                  > tak, dla mnie to jest wsadzanie palca między drzwi i masochizm. ale jej
                  życie,
                  > jej wybór. tak już ma, no. może jej po prostu bardziej smakuje zakazany owoc.
                  • butterflymk Re: romansujace z zonatymi-dajcie sobie spokoj 23.05.07, 15:48
                    ale swoją drogą dlaczego jedziecie na kobiety?
                    pojedźcie trochę po tych beznadziejnych frajerach
                    któzy mają rodzinę i wykorzystują jeszcze młode atrakcyjne kobiety...
                    Mało im... dupki!
                    • zaskoczyl_mnie Re: romansujace z zonatymi-dajcie sobie spokoj 23.05.07, 15:58
                      butterflymk napisała:

                      > ale swoją drogą dlaczego jedziecie na kobiety?
                      > pojedźcie trochę po tych beznadziejnych frajerach
                      > któzy mają rodzinę i wykorzystują jeszcze młode atrakcyjne kobiety...
                      > Mało im... dupki!

                      Ja nie jade na kobiety - ja do nich apeluje, chce zmusic do refleksji aby
                      zadbaly o siebie same i wykazaly sie wieksza godnoscia. Do facetow nie ma sensu
                      apelowac bo to zbyt oporna materia ale kobiety powinny zrozumiec i staranniej
                      dobierac sobie partnerow.
                      • butterflymk Re: romansujace z zonatymi-dajcie sobie spokoj 23.05.07, 16:00
                        to prawda my kobiety musimy być mądrzejsze od samców...
                        • burykrow Re: romansujace z zonatymi-dajcie sobie spokoj 24.05.07, 12:32
                          butterflymk napisała:

                          > to prawda my kobiety musimy być mądrzejsze od samców...

                          mam nadzieje że to nie trudne, podobnie jak być mądrzejszym od samicy..
                        • green_land Re: romansujace z zonatymi-dajcie sobie spokoj 23.06.07, 19:02
                          Rzadko który facet wchodząc w romans myśli głową, najczęściej "myśli" główką...
                • baba67 Re: romansujace z zonatymi-dajcie sobie spokoj 27.05.07, 22:11
                  To sie nazywa uzaleznienie od stresu i leczy psychiatrycznie.Powaznie.Twoja
                  kolezanka ne zainteresowalaby sie porzadnym, zainteresowanym wolnym facetem, bo
                  nie dawalby jej kopa.
                  Podejrzewam, ze wiele tych trzecich ma to samo.Caly problem, ze malo ktora
                  uzalezniona dostrzega, ze cos z nia nie tak.
              • mahadeva Re: romansujace z zonatymi-dajcie sobie spokoj 23.05.07, 15:51
                wierz mi, ze gdyby te kobiety znalezly fajnych facetow tylko dla siebie i mialy
                szanse na powazny zwiazek to by to zrobily :)
                ja jestem 'singlem', ale cenie kontakty miedzyludzkie, nie mam chyba ochoty na
                powazny zwiazek (jeden ktory mialam byl straszny), a moi kochankowie znalezli
                sobie dziewczyny na stale, to co mam zrobic? chce miec fajne zycie :)
                • zaskoczyl_mnie Re: romansujace z zonatymi-dajcie sobie spokoj 23.05.07, 15:55
                  Cenic kontakty miedzyludzkie i brac sie za zonatych facetow? Chyba nie
                  rozumiemy sie. Cenic kontakty miedzyludzkie to szanowac, wykazywac sie
                  zrozumieniem i czasem mysleniem o kims wiecej niz tylko o sobie samym.
                  Ze ich zwiazki sa nieudane? Na jakiej podstawie tak wnioskujesz, bo chyba nie
                  po tym ze facet kladac sie na Ciebie (sorki ale sama sie przedstawilas w tym
                  swietle) mowi Ci, ze jego zona to nuuuda i ma nieudany zwiazek? A co ma Ci
                  powiedziec - ojej, to nie ty Helenko?? no ale skoro juz jestem to skoncze co
                  zaczalem. Sadze, ze to chodzi o szacunek przede wszystkim dla siebie samej.


                  mahadeva napisała:

                  > wierz mi, ze gdyby te kobiety znalezly fajnych facetow tylko dla siebie i
                  mialy
                  >
                  > szanse na powazny zwiazek to by to zrobily :)
                  > ja jestem 'singlem', ale cenie kontakty miedzyludzkie, nie mam chyba ochoty
                  na
                  > powazny zwiazek (jeden ktory mialam byl straszny), a moi kochankowie znalezli
                  > sobie dziewczyny na stale, to co mam zrobic? chce miec fajne zycie :)
                  • mahadeva Re: romansujace z zonatymi-dajcie sobie spokoj 23.05.07, 16:05
                    z tym szacunkiem to nacigane... wlasnie dlatego wole sie spotkac z fajnym
                    gosciem, miec przyjazn, zeby nie siedziec sama w domu i lapac dola

                    w zyciu ogolnie ludzie sie na codzien sprzedaja i nie dbaja o swoja godnosc

                    ja nie chce sie zenic na sile, stresowac potem i 'uzerac' z wlasnym facetem,
                    ale nie chce sie tez pozbywac bliskosci z facetami
                    • zaskoczyl_mnie Re: romansujace z zonatymi-dajcie sobie spokoj 23.05.07, 16:11
                      mahadeva napisała:

                      > z tym szacunkiem to nacigane... wlasnie dlatego wole sie spotkac z fajnym
                      > gosciem, miec przyjazn, zeby nie siedziec sama w domu i lapac dola
                      >
                      > w zyciu ogolnie ludzie sie na codzien sprzedaja i nie dbaja o swoja godnosc
                      >
                      > ja nie chce sie zenic na sile, stresowac potem i 'uzerac' z wlasnym facetem,
                      > ale nie chce sie tez pozbywac bliskosci z facetami


                      Zapewniam Cie, ze godnosc wyplywa z wnetrza czlowieka i jesli sie nia emanuje
                      to inni to respektuja a wiec od nas to zalezy. Nie trzeba przeciez slubu brac
                      aby sie z kims spotykac, kwestia ustalenia priorytetow. A w domu nie siedz, tak
                      jak mowisz od tego sie ma dola, ale nie musisz przeciez akurat zonatych
                      trafiac. Swiat jest pelen tego kwiatu i mozna wybierac tych wolnych aby nie
                      udowadniac facetom, ze moga robic co chca.
                      • mahadeva Re: romansujace z zonatymi-dajcie sobie spokoj 23.05.07, 16:19
                        oj nie chce, zeby jakos 'wolny' mnie skrzywdzil w 'normalnym' zwiazku tak
                        bardzo jak byly
                        • brunetta2 Re: romansujace z zonatymi-dajcie sobie spokoj 23.05.07, 23:38
                          mahadeva napisała:

                          > oj nie chce, zeby jakos 'wolny' mnie skrzywdzil w 'normalnym' zwiazku tak
                          > bardzo jak byly

                          1)Kochanka staje sie z wyboru ,"bo byly mnie skrzywdzil",wiec ja zrobie to samo

                          2)Strach przed porzuceniem ,uklad bez zobowiazan
                          3)niska samoocena itd
                          Dumna jestes z tego?
                      • baba67 Re: romansujace z zonatymi-dajcie sobie spokoj 27.05.07, 22:16
                        Jak sie lubisz bzykac, to sie bzykaj, ale z prawdziwa bliskoscia nie ma to nic
                        a nic wspolnego.Facet sobie ulzy w milej, niezobowiazujacej atmosterze i juz.
                        Bliskosc to cos innego, ale jesli komus taki erzatz pasuje...
                    • miauka Re: romansujace z zonatymi-dajcie sobie spokoj 23.05.07, 16:20
                      mahadeva napisała:

                      > ale nie chce sie tez pozbywac bliskosci z facetami

                      Mahadeva, z tą bliskością to Ci się chyba pomieszało - bzykanie się z żonatymi
                      facetami, to właśnie ucieczka od bliskości aż się kurzy :)
                    • ewik_75 Re: romansujace z zonatymi-dajcie sobie spokoj 25.05.07, 09:27
                      mahadeva napisała:

                      > z tym szacunkiem to nacigane...


                      Właśnie ;)
                      Mam nadzieję, że nigdy nie usłyszysz, jak mówią o tobie ci faceci miedzy soba.
                      Traktuja Cie jak tania dziwke....
                      jesli chcesz - to nia badz.
                      Zaslugujesz na to.

                      A nie chcialabys dorobic sobie przy okazji?
                      cenic się trzeba !!!


                      wlasnie dlatego wole sie spotkac z fajnym
                      > gosciem, miec przyjazn, zeby nie siedziec sama w domu i lapac dola

                      przyjazn = szacunek.
                      Oni Cie nie szanuja wierz mi - patrz wyzej.
                      No bo jak szanowac mocno zuzyty materac?
                      szanuje sie tego, kto po pierwsze sam siebie szanuje, a nie daje dupy na
                      gwizdek.
                      • panikazia Re: romansujace z zonatymi-dajcie sobie spokoj 25.05.07, 19:19
                        ewik_75 napisała:

                        > No bo jak szanowac mocno zuzyty materac?


                        czasem trudno tez szanowac stary materac ktorego sprezyny wbijaja sie w plecy


                        > szanuje sie tego, kto po pierwsze sam siebie szanuje, a nie daje dupy na
                        > gwizdek.

                        a co z zonami ktore nie daja dupy, albo rzadko - czy mezowie szanuja je
                        bardziej, czy tez mniej

                        napewno wiesz bo widze ze w kwestii szacunku jestes omnipotent
                  • miauka Re: romansujace z zonatymi-dajcie sobie spokoj 23.05.07, 16:17
                    Trudno mi się zgodzić całkowicie z tą teorią. Z jednej strony człowiek, który ma
                    szacunek do siebie pewnie nie włazi do cudzego związku, po prostu szkoda mu
                    tracić energii.

                    Rozumiem też frustarcję seksualną Mahadevy i wybór: nie bzykać się w ogóle, albo
                    bzykać z atrakcyjnym facetem, który akurat jest żonaty.

                    Ale dopuszczam do siebie myśl, że się człowiek zamota i zakocha w
                    żonatym/mężatce, bo ktoś bardzo mu się podoba i ciężko jest się z kimś takim
                    rozstać, choć pewnie tak właśnie należałoby zrobić. Ale gdyby wszyscy robili
                    tylko to, co należy, nie byłoby wojen i nikt nie paliłby papierosów :)

                    Na koniec historia mojego ojca: zdradzał matkę z różnymi babami, ale jedna się
                    uparła i dopięła swego, po 10 latach czekania została jego żoną. Więcej: są ze
                    sobą (oficjalnie) już 17 lat i chyba w miarę szczęśliwie, a mój ojciec przestał
                    bzykać, co na drzewo nie ucieka. I co powiecie?
                    • mahadeva Re: romansujace z zonatymi-dajcie sobie spokoj 23.05.07, 16:23
                      od innych tez mam duzo propozycji
                      nie wiem skad tu tyle chamsta, strasznie mi psujecie humor
                    • zaskoczyl_mnie Re: romansujace z zonatymi-dajcie sobie spokoj 23.05.07, 16:23

                      Nie wiem czy wnikliwie przeczytalas moj pierwszy post ale to zwiazki sa wlasnie
                      nieszczesliwe! Ja nie namawiam do zerwania zwiazkow typu romans podajac jako
                      powod ich naganny charakter. Ja wzywam do uwolnienia sie od nich bo to sa
                      zwiazki nieszczesliwe, niezrealizowane i pelne ponizenia dla kobiety (kochanki
                      jak i zony). Dla tych kobiet co sie zakochaja i nie potrafia rozstac z zonatym
                      sa zrodlem nieustannej zgryzoty, rozczarowan i obnizaja im poczucie wlasnej
                      wartosci. Blokuja je w miejscu bo nie moga sie zrealizowac jako pelnoprawne
                      partnerki - w sensie jedyne, kochane i nie chce udarzec w moralizatorski ton
                      ale czesto skazuja je na nieposiadanie dzieci choc w wielu przypadkach one o
                      tym marza a zwiazek ciagnie sie latami.



                      miauka napisała:

                      > Trudno mi się zgodzić całkowicie z tą teorią. Z jednej strony człowiek, który
                      m
                      > a
                      > szacunek do siebie pewnie nie włazi do cudzego związku, po prostu szkoda mu
                      > tracić energii.
                      >
                      > Rozumiem też frustarcję seksualną Mahadevy i wybór: nie bzykać się w ogóle,
                      alb
                      > o
                      > bzykać z atrakcyjnym facetem, który akurat jest żonaty.
                      >
                      > Ale dopuszczam do siebie myśl, że się człowiek zamota i zakocha w
                      > żonatym/mężatce, bo ktoś bardzo mu się podoba i ciężko jest się z kimś takim
                      > rozstać, choć pewnie tak właśnie należałoby zrobić. Ale gdyby wszyscy robili
                      > tylko to, co należy, nie byłoby wojen i nikt nie paliłby papierosów :)
                      >
                      > Na koniec historia mojego ojca: zdradzał matkę z różnymi babami, ale jedna się
                      > uparła i dopięła swego, po 10 latach czekania została jego żoną. Więcej: są ze
                      > sobą (oficjalnie) już 17 lat i chyba w miarę szczęśliwie, a mój ojciec
                      przestał
                      > bzykać, co na drzewo nie ucieka. I co powiecie?
                      • miauka Re: romansujace z zonatymi-dajcie sobie spokoj 23.05.07, 16:40
                        Przeczytałam Twój post wnikliwie i myślę, że masz rację - w większości jest jak
                        mówisz i bardzo popieram Twój apel. Ale regułą jest także i to, że kobiety w
                        ogóle dają się wykorzystywać, także we własnych związkach.

                        A poczucie własnej wartości jest rzeczą immanentą i nie zalezy od tego, czy się
                        kogoś ma, czy nie. Niektóre kobiety właśnie dlatego wkręcają się w taki hardkor,
                        ponieważ mają niskie poczucie własnej wartości i jednocześnie lęk przed
                        bliskością, a muszą kogoś mieć, bo czują się bezwartościowe. Tak ja to widzę.

                        Ale moja wypowiedź odnosi sie też do innych postów.
                    • ewik_75 Re: romansujace z zonatymi-dajcie sobie spokoj 25.05.07, 09:43
                      > po 10 latach czekania została jego żoną. Więcej: są ze
                      > sobą (oficjalnie) już 17 lat i chyba w miarę szczęśliwie, a mój ojciec
                      przestał
                      > bzykać, co na drzewo nie ucieka. I co powiecie?

                      Ja powiem, ze wyglada na to, ze nowa małżonka nałożyła Twojemu tacie krótką
                      smycz i nie popuszcza.
                      Może tego własnie mu było trzeba...
                    • baba67 Re: romansujace z zonatymi-dajcie sobie spokoj 27.05.07, 22:23
                      Od razu po slubie z ta pania czy wtedy kiedy sie zastarzal i sie mu przestalo
                      chciec?
                      W poprzednim pokoleniu ludzie czesto pobierali sie z pobudek niemilosnych(nie
                      pije, nie bije pieniadz do domu przynosi to znaczy na meza sie nadaje)malzenstwo
                      to bylo bardziej wspolne przedsiewziecie niz pomysl na udane zycie uczuciowe.
                      Jesli Twoj ojciec spotkal sie z ta pania i tylko nia byl zainteresowany przez
                      tyle lat, to moze po prostu trafil na kobiete swego zycia.
              • czarny.kot997 zaskoczyl_mnie 24.05.07, 18:49
                podpisuje sie pod wszystkimi twoimi watkami w tym temacie-tez nie potrafie
                pojac tego fenomenu..
              • sniegotka Re: romansujace z zonatymi-dajcie sobie spokoj 01.06.07, 20:21
                Jestes kochana. Dziekuje Ci za te slowa.
            • figgin1 Re: romansujace z zonatymi-dajcie sobie spokoj 24.05.07, 15:21
              summerlove napisała:

              > masz rację. i rozwalaj związki, tylko po to żeby tobie było dobrze. straszna
              z
              > ciebie egoistka.
              >
              A dlaczego? Ona nie ma wobec nikogo żadnych zobowiązań. Jak facet chce być
              świnią i rozwalić swój zwiazek to jego sprawa i robi to na SWÓJ rachunek


              • ikcaj Re: romansujace z zonatymi-dajcie sobie spokoj 12.08.07, 23:36
                ale forma w jakiej to robi świadczy o niej. Polecam wam forum garsoniera.pl (czy
                jakoś tak). Będziecie mogły rozszerzyć działalność i być może dowiedzieć się
                opinii o temacie z punktu widzenia samca ;)
      • life_ever Re: romansujace z zonatymi-dajcie sobie spokoj 24.05.07, 16:51
        A wiesz, co "kumple" mawiają o takich, co to wiadomo, że bez kłopotu pójdą z
        żonatym? :)
        Powiem brzydko: dziwnym trafem najczęściej jest tak, że nawet facet, który
        zdradza, tak naprawdę szanuje żonę a kochankę traktuje jak zlew na... wiadomo
        co.
    • myszz chyba 23.05.07, 17:13
      chyba podeślę linka do tego tematu pewnej pani...

      tylko i tak powie, ze to nie o niej, bo ten jej kochanek kocha właśnie ją a żona tak się przyssała, ze nie umie się od niej uwolnić.
      bo ona to co innego cudowna jest!
      • sumire Re: chyba 23.05.07, 17:18
        tak, tak. żona się przyssała i z żoną to on już w ogóle nie sypia... jak zdarta
        płyta ;)
        niestety mam wrażenie, że trudno się uczyć na cudzych błędach w przypadku
        takich relacji. czasami na otrzeźwienie trzeba mocno dostać po własnym tyłku.
        • bszalacha Re: chyba 23.05.07, 18:25
          Opowiem madralom jak mój mąż znalazł sobie panienkę:
          "nie miał pojęcia,ze ktos taki/piekny/moze się nim zainteresować.Cóż,miałam
          dwoje dzieci,po operacji,słaba itp.Panienka jedynaczka,córka
          nauczycielki.Zapraszali go i zapraszali,chcieli mnie nawet usunąć z
          mieszkania,gdyz stało na niego/spółdzielcze/.
          Nie miałam juz siły,zgodziłam się na rozwód,ona natychmiast urodziła
          dziecko,potem drugie i....choć jest prawniczką,szybko odeszła z pracy na jakąs
          rentę.Siedzi i tyje,utrzymuje ją mój były mąż i matka.Niedawno miał wylew...

          Nie chcę jego powrotu.Już nie.Nasze dzieci są dorosłe,zdrowe,wykształcone.Nie
          wiem,jak ja to wszystko wytrzymałam.Nie wiem,jak jeszcze długo pożyję ale na
          Boga,co na to wasze matki,wasi rodzice.Jakim jest się człowiekiem,gdy uwodzi
          się zamiast dać w pysk-ojca małych dzieci!
          • myszz Re: chyba 23.05.07, 18:56
            bo on tak pięknie mówił, tak madrze, taki bosski.
    • mistrz_ip Re: romansujace z zonatymi-dajcie sobie spokoj 23.05.07, 17:42
      kobieta.gazeta.pl/kobieta/1,78525,4085790.html
      macie drogie kobietki
    • anahella Re: romansujace z zonatymi-dajcie sobie spokoj 23.05.07, 17:53
      Zadawanie sie z zonatym to nie dosc, ze slepa, to jeszcze boczna uliczka.
      Swieta, sylwester i inne dlugie weekendy - on spedza z zona. Na imieniny do
      kochanki moze wpasc tylko na godzinke. Znajomosc trzeba ukrywac, bo czesc
      znajomych zna jego zonei moze farbe puscic. Do tego wieczne zadawanie sobie
      pytania: "jaka ta zona jest, dlaczego z nia sie ozenil, a ze mna spedza tylko
      wykradzione chwile" itp.

      Laski, ktore kreca z zonatymi same sobie krzywde robia. W sumie to nie dlatego
      ze sa zle i zepsute. Z glupoty.
      • ja.nika Re: romansujace z zonatymi-dajcie sobie spokoj 23.05.07, 19:34
        mahadeva napisała:
        chce miec fajne zycie :)

        Jak chcesz mieć samochód to też go kradniesz, bo chcesz i już, albo włamujesz
        się do mieszkania i wyrzucasz lokatorów, bo chcesz właśnie to mieszkanie?
        Duże dziewczynki powinny wiedzieć, że w życiu nie zawsze się ma to co się chce.
        Jak chcesz się bzykać z tym konkretnym facetem ,to też się dla ciebie nie liczy
        fakt, że on może mieć żonę idzieci.
        TY CHCESZ TO TY MUSISZ MIEĆ! KONIEC I KROPKA!
        Chyba w życiu nie spotkałam większej egoistki.
        • figgin1 Re: romansujace z zonatymi-dajcie sobie spokoj 24.05.07, 15:42
          ja.nika napisała:

          > mahadeva napisała:
          > chce miec fajne zycie :)
          >
          > Jak chcesz mieć samochód to też go kradniesz, bo chcesz i już, albo włamujesz
          > się do mieszkania i wyrzucasz lokatorów, bo chcesz właśnie to mieszkanie?

          Facet to nie samochód i raczej nie da się "ukraść" To z kim się bzyka jest jego
          decyzją. Jak ma ochotę się puścić to się puści tak czy siak.
          Inna sprawa, że facetów bzykolących na boki po prostu nie szanuję a nie sypiam
          z facetami których nie szanuję.
          • anulex Re: romansujace z zonatymi-dajcie sobie spokoj 24.05.07, 17:57
            Hm, to może inne porównanie. To zachowanie jest analogiczne do zachowania
            kobiety, która ma męża złodzieja. On ma swój rozum i sam podejmuje decyzje, ale
            ona nie robi nic, żeby uchronić przed nim innych a wręcz czasem mu pomaga np.
            zapewniając fałszywe alibi. Jeśli ma ochotę na większy wydatek, sugeruje, że
            powinien bardziej przyłożyć się do pracy. Czasem wskazuje mu ludzi, którzy są
            bogaci i nie dbają o swoje bezpieczeństwo - prędzej czy później ktoś by ich
            okradł. Czy można powiedzieć, że jej zachowanie jest ok?

            ---
            Tabula Rasa - forum dla ludzi kochających dyskusje.
            forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=45427
    • smutnemojezycie dziękuję Ci 23.05.07, 21:59
      Jestem kochanką. Dziękuję Ci, że nie potępiasz, nie wyzywasz, tylko życzliwie
      apelujesz. Już różne rzeczy słyszałam. Na tych forach można zostać nawet
      zbluzganą od dziwek i dupodajek...za to, że się kocha.
      Przykre.
      • mahadeva Re: dziękuję Ci 23.05.07, 23:32
        dokladnie :) cale szczescie my wiemy, co ma wartosc, a co jest pozorne :)
        • brunetta2 Re: dziękuję Ci 23.05.07, 23:40
          mahadeva napisała:

          > dokladnie :) cale szczescie my wiemy, co ma wartosc, a co jest pozorne :)
          Wartoscia jest piszczanie sie z zonatymi?
          • baba67 Re: dziękuję Ci 27.05.07, 22:35
            Nie-wartoscia jest zycie na niby.
            Co do tej biednej smutnej- jak mozna kochac kretacza i egoiste ? Tylko wtedy
            jesli sie wierzy ze nie zasluguje na nic lepszego.
            Dziewczyna z dobra samoocena( nie mowie o megalomanii) po prostu nie interesuje
            sie kretaczami.
      • ewik_75 Re: dziękuję Ci 25.05.07, 09:40
        > Na tych forach można zostać nawet
        > zbluzganą od dziwek i dupodajek...za to, że się kocha.

        Coz - ty jestes dupodajka.
        Jestes "bo kochasz" - jak sama zaznaczasz, co nie zmienia faktu, ze jestes
        rezerwowa, tania dupo….dajka.
        Jedno drugiemu nie przeszkadza.
        Niszczysz zycie przede wszystkim sobie samej, bo on sobie poradzi.
    • betti22 do mahaveda !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! 24.05.07, 00:10
      do mahaveda !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

      no nie wytrzymalam i musze Ci to napisac...rece opadaja mahaveda jak czytam te
      twoje wypowiedzi...twoja sprawa ze jestes naiwna jesli wierzysz ze to co laczy
      cie z tymi twoimi "kuplami" to przyjazn...oni maja cie tylko do pukania ..z nich
      tacy twoi przyjaciele jak z tych zonatych zdradzajacych "mezowie"...

      sa dwie opcje :

      1) albo jestes tak naiwna ze wierzysz ze oni darza cie prawdziwa przyjaznia

      2) poprpstu lubisz "dawac" innym bez wzgledu na to czy zonaty czy zajety itp i
      poprpstu nie masz odwagi sie przyznac ze jestes łatwa wiec zaslaniasz sie
      przyjaznia

      musialam to z siebie wyrzucic mimo ze nie mam w zwyczaju "bluzgac" ludzi
      "publicznie" ale w tym wypadku juz nie moglam powstrzymac swoich slow
      • zaskoczyl_mnie Re: lista "kawa na lawe" 24.05.07, 09:17
        Ciesze sie, ze watek wzbudzil takie zywe reakcje. Widac, ze temat jest mocno
        osadzony w realiach. Pewnie czesc kobiet tak ja ja ma mozliwosc
        wspolprzezywania romansu razem z przyjaciolka, ktora ten romans wlasnie ma i
        jest im przykro, ze osoba ktora lubia i dobrze jej zycza tak sie meczy. Reszta
        pewnie sama romansuje lub ma na koncie tego typu zwiazek a znajdzie sie wsrod
        nas pare zdradzonych kobiet przez wlasnego meza.
        Jezeli ten watek ma pomoc odejsc od zonatych facetow choc 0,00000000....01% z
        romansujacych kobiet to uwazam, ze warto podac jasno, w punktach, jakie sa
        podstawowe wady takiej znajomosci (czasem taka "kawa na lawe" pomaga rozstac
        sie ze zludzeniami):

        - w tym zwiazku nie ma mowy o milosci (brak spelnienia warunkow minimum dla
        rozwoju milosci takich jak pelne zaufanie do drugiej strony, wzajemny szacunek,
        mozliwosc wspolnego patrzenia w przyszlosc - budowania zwiazku jednym slowem);
        - totalna samotnosc (samotnie spedzane swieta, sylwestry, majowki, czesto
        weekendy, wazne wydarzenia w zyciu kobiety, samotnosc w chorobie, samotnosc w
        codziennych sprawach, a po kazdej udanej nocy czy wykradzionym weekendzie
        przychodzi ta samotnosc ze zdwojona sila!);
        - strach przed zdemaskowaniem (czesto zonaty jest czlowiekiem z pracy czy z
        grupy znajomych i zona moze sie latwo dowiedziec o romansie a wiec lek przy
        przychodzacymi polaczeniami z nieznanego numeru, lek przed przypadkowym
        spotkaniem...w trojke);
        - zamkniecie sie w sobie z problemem, odsuniecie sie od znajomych, przyjaciol (
        czesto kobieta romansujac jest w obawie, ze jak jej wlasne srodowisko sie o tym
        dowie to zostanie napietnowana, ukrywa to wiec i staje sie coraz bardziej
        zamknieta w sobie, oddala sie i nie ma do kogo sie pozalic ani wyplakac);
        - zamkniecie sie na swiat, nowe wartosciowe znajomosci, potencjalna milosc (w
        romansie jest jak w stanie hiberanacji - niby jestes kobieta w zwiazku a wiec
        nie szukasz nikogo innego ale wiesz, ze ten zwiazek satysfakcji Ci nie daje
        wiec cos jest nie tak, ale tkwi sie w tej szklanej kuli. na imprezach sie nie
        tanczy z "obcymi facetami" bo przeciez sie niby ma "wlasnego", na proby
        zapoznania z kimkolwiek reaguje sie alergicznie bo po co mnie "swataja" jak ja
        przeciez kogos "kocham", etc.);
        - totalne poczucie obnizonej wartosci (co z tego, ze jestem zadbana, zgrabna,
        staram sie pieknie wygladac jak nic z tego nie wynika, no nic...jestem pewnie
        tak beznadziejna, ze nic nie pomoze...);
        - nerwica telefoniczno-smsowa (notoryczy nalog kontrolowania wyswietlacza
        komorki - dzwonil, moze zadzwoni?, jeszcze nie dzwonil??? przyslal sms? nie
        przyslal? boze ja wyslalam i nie odpisuje juz 3 godziny wiec moze zona go
        przeczytala???);
        -utkniecie w martwym punkcie jesli chodzi o rozwoj powiedzmy materialny (np.
        niezle zarabiam w tym momencie i moglabym wziac kredyt i zamienic moja
        kawalerke na wieksze mieszkanie z tarasem o ktorym zawsze marzylam ale.....nie
        zrobie tego jednak bo przeciez juz NIEDLUGO bedzie razem i wtedy zbudujemy
        wspolnie domek...jak to sobie planujemy);
        - rezygnowanie z wlasnych planow, marzen (np. moglabym jechac w super podroz
        dookola swiata ze znajomymi ale on obiecal wspolne wakacje - rezygnuje z moich
        wlasnych marzen a w zamian dostaje....nic, bo zona sie pochorowala i nie
        pojedziemy na wspolne wakacje bo lekarz jej zalecil jod wdychac i oni musza
        jechac nad morze...);
        -narazanie swojego zdrowia na zakazenia chorobami wenerycznymi i innymi
        paskudztwami (wiadomo, ze jak sie sypia z partnerem ktory ma inne partnerki to
        tak jakbysmy sypialy z nimi wszystkimi..);-

        -...
        -...
        i wiele, wiele innych zlych dla kobiety rzeczy wynika z romansu. Jak chcecie to
        poszerzajcie liste. Ja to na pewno wydrukuje i dam mojej przyjaciolce, moze
        slowo pisane ja bardziej przekona!
        • foczka_ma.dwa.oczka brawo! 24.05.07, 09:46
          bardzo pieknie to napisalas. Zupelnie nie jak uczestniczka tego forum.
          Mam tylko jedna uwage. Napisalas, ze to nie ma nic wspolnego z miloscia.
          To nie prawda. Jezeli kobieta zakalapucka sie w cos takiego emocjonalnie, facet
          moze grac na tym i ja wykorzystywac. Nazwalas miloscia szczescie w zwiazku.
          Szkoda, ze niewielu facetow rozumie, ze sa odpowiedzialni za kobiety.
          • zaskoczyl_mnie Re: brawo! 24.05.07, 10:07
            dzieki, ze popierasz moj apel. zgodze sie z Toba, ze zaangazowanie emocjonalne
            kobiety moze byc bardzo, bardzo silne w takim zwiazku - tym bardziej, ze
            zakazany owoc smakuje najbardziej, ale nie jest to milosc w pozytywnym tego
            slowa znaczeniu. to raczej jakas toksyczna wiez, wg mnie oczywiscie, ktora
            bardzo trudno przerwac.
            milosc to na pewno nie tylko sam miod ale przede wszystkim sztuka komprimisow
            ale w romansach zazwyczaj tylko jedna strona idzie na ustepstwa a druga
            korzysta posilajac sie z ukontentowaniem i klapkami na oczach z dwoch zlobow na
            raz :-) i moje przeslanie jest takie aby slodka do tej pory pasza w drugim,
            dodatkowym zlobie, stala sie niestrawna dla zdradzajacego zonatego, niech mu
            oscia w gardle stanie az sie opamieta. no ale zeby tak bylo to kobieta musi
            sama podsypac troche goryczki....oslowi :-)
            • thepoweroflove4 Re: brawo! 24.05.07, 12:43
              Zgadzam sie z twoim dlugim postem na temat minusow romansu z czlowiekiem
              zonatym.

              Nie widze tam jednak jednego waznego podpunktu: czyzby nie bylo wazne to ze
              oszukuje sie i krzywdzi innego czlowieka, kobiete ktora nic nam nie zrobila
              poza tym ze byla pierwsza ktora poznala naszego dzielonego ukochanego?

              Niektore kobiety pisza/mowia: ale on mi nie powiedzial ze jest zonaty, ukrywal
              to... ok, rozumiem, ale jak dla mnie czlowiek w tym momencie ma taka kreche ze
              juz nic do niego nie czuje.
              Wiele razy bylam w stanie prawie-calkowitego-zakochania w kims kto mial
              dziewczyne (zonaci omijaja mnie szerokim lukiem - nie wdaje sie z nimi nawet w
              flirt) i... informacja ze ON z kims jest powoduje ze moje uczucie mija, a
              gdybym odkryla ze ktos ukrywa swoj zwiazek mialby podwojna kreche: za to ze
              chce swiadomie skrzywdzic kogos komu powiedzial ze kocha, komu obiecywal kiedys
              wiernosc (ile jest warte jego slowo, no ile?) i ze mnie oszukiwal, swiadomie
              mna manipulowa dla osiagniecia korzysci.

              Jak sprawy zle sie maja - to niech ten dorosly mezczyzna rozstanie sie z ta
              ktorej juz nie kocha, ktora go zawiodla, rozczarowala, cokolwiek mu zrobila, a
              nie wraca do niej i wraca.
              • foczka_ma.dwa.oczka Re: brawo! 24.05.07, 17:21
                taki facet krzywdzi obie kobiety. Oczywiscie zakladamy, ze kochanka jest
                uczuciowo zaangzowana. To sie nie zdarzy bez inspiracji ze strony faceta.
                • thepoweroflove4 Re: brawo! 24.05.07, 23:21
                  foczka_ma.dwa.oczka napisała:

                  > taki facet krzywdzi obie kobiety. Oczywiscie zakladamy, ze kochanka jest
                  > uczuciowo zaangzowana. To sie nie zdarzy bez inspiracji ze strony faceta.


                  to prawda....
                  Z tym ze jedna ma wybor a za druga decyzja juz zostala podjeta i jej krzywda
                  spada na nia a nie jest wynikiem jej decyzji.
        • nuova Mocne !! 24.05.07, 11:01
          eot
      • faith.no.more Bo ty zwykłą kur.wą jesteś 23.06.07, 19:08
        Jak to powiedzial Linda...
    • foczka_ma.dwa.oczka a co to za roznica 24.05.07, 08:54
      czy kobieta jest dywanikiem dla zonatego mezczyzny czy dla niezonatego?
      Ta, ktora decyduje sie na romans z zonatym musi liczyc sie z tym, ze on przy
      zonie zostanie. I moze siebie unieszczesliwic. Ale nie wtedy, kiedy jest to
      pani dywanowa. Facet o nia zadba. Dywaniki maja sie dobrze. W kazdej
      konfiguracji.
    • wyssana.z.palca Re: romansujace z zonatymi-dajcie sobie spokoj 24.05.07, 10:48
      a co jak on stawia sprawe jasno, nie mowi o milosci, nic nie obiecuje. ona nie
      jest naiwna i wie, ze nikogo dla niej nie zostawi. jest mloda, zycie przed nia,
      laczy ich nieziemski seks, fajne spedzanie czasu, "nic porozumienia", cos
      iskrzy ale oboje wiedza, ze predzej czy pozniej sie rozejda. skoro jej i jemu
      jest dobrze i takie cos odpowiada... dlaczego zawsze z dziewczyn robi sie
      jakies glupie, naiwne bezwolne idiotki, ktore sa na jego skinienie i calkiem mu
      podporzadkowane. nie przyszlo nikomu do glowy, ze one tez czerpia z tego
      przyjemnosc i zgadzaja sie na to, bo jest im dobrze?

      pomijam juz kwestie moralne. chcecie czy nie- sa tacy ktorzy nie maja wyrzutow
      sumienia.
    • zwroclawianka Re: romansujace z zonatymi-dajcie sobie spokoj 24.05.07, 11:41
      Ech, a pomyślałaś, że gdyby to bylo takie proste, to by nie było tylu żonatych
      ch.. i zakochanych w nich panien? Walnij jeszcze parę takich mądrych tekstów,
      mam przykłady:

      1. Kobiety bite przez facetów, zostawcie ich
      2. Złodzieje, przestańcie kraść, bo wylądujecie w więzieniu
      3. Kierowcy, przestańcie jeździć po pijaku
      4. Żołnierze, nie zabijajcie, bo wojny są glupie
      itp.

      Myślę, że parę takich wątków wskazujących na kompletny brak analizy przyczyn i
      zrozumienia sytuacji na bank bardzo pomoże..
      • natalijo Re: romansujace z zonatymi-dajcie sobie spokoj 24.05.07, 11:43
        Podpisuję się pod twoją wypowiedzią obiema rękami:)::
        Każda sytuacja jest inna, nie można generalizować.
        I bardzo cieżko jest doradzać w takich sprawach.
        • obca1 Re: romansujace z zonatymi-dajcie sobie spokoj 24.05.07, 12:07
          sporo tu prawdy
          ale wydaje mi się, że niegodziwy w tym całym układzie jest wyłącznie facet..to przecież on zdradza, on psuje własne małżeństwo, on jest nieuczciwy wobec swojej żony, kombinuje, manipuluje..

          wolna kobieta może się spotykać z kim chce, nie musi brać odpowiedzialności za czyny faceta, z którym się spotyka..
          może i nie powinna spotykać się z kimś bez zasad..ale tak naprawdę to ona nikogo nie oszukuje i nie zdradza..nie ma powodu, żeby obarczać ją winą

          ten apel powinien być skierowany do żonatych facetów a nie do wolnych kobiet :)
          • natalijo Re: romansujace z zonatymi-dajcie sobie spokoj 24.05.07, 12:18
            Racja!!
            A zazwyczaj jest tak (prawie zawsze), ze o romans żonatego faceta obwiniana
            jest "wolna" kochanka.
            • zaskoczyl_mnie Re: romansujace z zonatymi-dajcie sobie spokoj 24.05.07, 12:32
              Nie wiem czy uwaznie czytalyscie wczesniejsze wiadomosci ale dyskuja nie
              zmierza w kierunku obwiniania kobieta ale w kierunku uswiadomienia im, ze
              zgadzaja sie na beznadziejny uklad z zonatym i ze moze warto zadbac o siebie i
              dac sobie spokoj z tymi dnem. o to mi chodzilo.
              • zwroclawianka Re: romansujace z zonatymi-dajcie sobie spokoj 24.05.07, 12:37
                kochana, a byłaś kiedyś w takiej sytuacji? zakochana po uszy w żonatym? albo
                zakochana w nieodpowiednim facecie (pijaku, damskim bokserze, zdradzającym
                bawidamku)? czy zakochując się kierujesz się wyłącznie rozsądkiem i rachunkiem
                zysków i strat?
                Bo jeśli w takiej sytuacji nie byłaś, to rady możesz sobie darować...
                • zaskoczyl_mnie Re: romansujace z zonatymi-dajcie sobie spokoj 24.05.07, 13:49

                  w zonatym facecie nie bylam zakochana. bylam w zwiazku (piecioletnim) z
                  mezczyzna, zmierzalismy do oltarza. pod koniec piatego roku znajomosci zaczelo
                  sie psuc wiec poprosilam go o powazna rozmowe i wspolne zastanowienie sie co
                  dalej z nami. okazalo sie, ze 5 lat wczesniej byl z inna kobieta, ktora zaszla
                  z nim w ciaze ale nie chciala tego dziecka z nim wychowywac ani zakladac
                  rodziny bo uznala, ze byl on wowczas nieodpowiednim kandydatem na meza i ojca
                  (on byl od niej mlodszy o kilka lat). ona wyszla za innego i wyjechala z nim za
                  granice, po 4 latach wrocila z dzieckiem, rozwiedziona z tamtym facetem i
                  ponownie nawiazala kontakt z biologicznym ojcem dziecka - moim juz uwczesnym
                  facetem, my juz zareczeni. ostatni rok naszej znajomosc on juz prowadzil
                  podwojne zycia. ona wiedziala o mnie wszystko ja o niej, dziecku i ich zwiazku
                  nic. po powaznej rozmowie zapytalam go jakie sa jego uczucia - powiedzial, ze
                  do niej ma zal ze go wtedy tak potraktowala ale dziecko obudzilo w nim wiele
                  pozytywnych uczuc i czuje sie z nim zwiazany. odeszlam bo wiedzialam, ze ze mna
                  bylby tylko z odpowiedzialnosci a z nia bylby takze "na pol gwizdka" na czym
                  cierpialoby dziecko. odeszlam tez dlatego, ze ciezko mi bylo pogodzic sie z
                  mysla ze ostatni rok prowadzil podwojne zycie. uznalam, ze ja mam przed soba
                  jeszcze czysta karte a on juz jest uwiklany i powinien sobie to wszystko
                  ulozyc. nie bylo mi lekko bo byl to moj pierwszy mezczyzna w kazdym tego slowa
                  znaczeniu. dzis jestem zadowolona z mojej decyzji.
                  co do zwiazkow z zonatymi bo wszystko co mam do powiedzenia bazuje na
                  przezyciach moich dwoch naprawde bliskich przyjaciolek, z ktorymi jestem bardzo
                  zwiazana i jestesmy ze soba szczere.
                  jedna z nich jest od 19 roku zycia (dzis ma 31 lat) kochanka starszego od
                  siebie faceta, przyjaciela jej wlasnego ojca. dzieli ich dystans 15 lat i
                  prawie 200 km odleglosci. on odkad z nia sypia zdazyl rozwiesc sie z zona i
                  ozenic ponownie z inna, oraz miec dziecko z jeszcze inna. kiedy przyjezdza do
                  naszego miasta ma u mojej przyjaciolki lozko i seks, stolowke, relaks i cieple
                  slowo. a ona ma z tego chorobe psychiczna - anoreksje. jego powod dla ktorego
                  ciagle nie sa razem? bo on jest takim popaprancem a ona taka madra, dobra, nie
                  chce jej po prostu skrzywdzic....
                  druga przyjaciolka ma kochanka z tego samego miasta, pracuja razem, on jest
                  osoba zdecydowanie dominujaca ktora poucza ja jak ma zyc, wygladac, ubierac
                  sie. powod dla ktorego nie sa razem? bo jego zona jest slabego zdrowia i nie
                  przezylaby gdyby ja zostawil...nie umialby z tym zyc dalej...
                  rece mi opadaja :-(

                  > kochana, a byłaś kiedyś w takiej sytuacji? zakochana po uszy w żonatym? albo
                  > zakochana w nieodpowiednim facecie (pijaku, damskim bokserze, zdradzającym
                  > bawidamku)? czy zakochując się kierujesz się wyłącznie rozsądkiem i
                  rachunkiem
                  > zysków i strat?
                  > Bo jeśli w takiej sytuacji nie byłaś, to rady możesz sobie darować...
                  • panikazia Re: romansujace z zonatymi-dajcie sobie spokoj 25.05.07, 20:50
                    > jedna z nich jest od 19 roku zycia (dzis ma 31 lat) kochanka starszego od
                    > siebie faceta, przyjaciela jej wlasnego ojca. dzieli ich dystans 15 lat i
                    > prawie 200 km odleglosci. on odkad z nia sypia zdazyl rozwiesc sie z zona i
                    > ozenic ponownie z inna, oraz miec dziecko z jeszcze inna.

                    tu mnie zaskoczylas!!!!

                    nieprawdopodobne!!!
                    • agata2810 TKWIE W TYM 28.05.07, 15:54
                      zaczelo sie niewinnie jakies 2lata temu.spotkalismy sie z czystej ciekawosci a
                      dodatkowym plusem bylo to,iz fajnie sie dogadywalismy.Oboje wiedzielismy,ze tak
                      naprawde nigdy ze soba nie bedziemy.ja owszem bylam wowczas swiezo po
                      zakonczonym zwiazku a on-maz i ojciec dwojki dzieci.(roznica wiekowa miedzy nami
                      mimo tego nie byla drastyczna,zaledwie4lata)pierwsze spotkanie bylo czyms
                      niezwyklym,zakonczylo sie lozkiem.kolejne spotkanie kilka dni pozniej i tak nie
                      wiedzac kiedy dalam sie wkrecic w to cale smietnisko.i choc przyrzekalam
                      sobie,ze nie zangazuje sie sie,ze tak naprawde ten nasz "zwiazek"jest tylko na
                      chwile,czas zaczal leciec a z kazdym dniem bylo coraz trudniej powiedziec
                      STOP!zarowno jemu jak i mnie.po pewnym czasie doszly nieporozumienia i klotnie
                      wynikajace z calej tej sytuacji.mnie zaczelo denerwowac ze on bez skrepowania
                      opowiada mi o swoim zyciu rodzinnym o imieninach zony,ich rozcznicy spotkaniach
                      i znajomych itp a on zbywal to wszystko jednym prostym"przeciez wiedzialas
                      kochanie jaka jest sytuacja".zaczelam wiekszosc z tych rzeczy o ile moglam
                      tlumic w sobie,staralam sie udowodnic sama sobie,ze mnie to nie wzrusza,ze
                      jestem na tyle silna ze moge sobie poradzic bez niego.ze tak naprawde to on ma
                      problem a nie ja.rozstawalismy sie konczylismy znajomosc kilkanascie razy.za
                      kazdym razem bylam jedynie na tyle twarda,ze jako"pierwsza"nigdy nie zlamalam
                      sie i nie proponowalam powrotu(ale w glebi duszy chcialam i czekalam jak on to
                      zrobi)i robil.czasem nie odzywal sie przez tydzien,czasem miesiac a czasem i pol
                      roku.ostatecznie jednak znow sie schodzilismy ale za kazdym razem na "innych
                      warunkach".ja obiecywalam sobie,ze tym razem to ja rozdaje karty i ze jesli
                      tylko zacznie stwarzac mi jakies problemy to po prostu ktoregos dnia odejde bez
                      slowa wyjasnienia ale tak "na zawsze".on natomiast po kazdym"zejsciu sie na
                      nowo"zmienial sie na niekorzysc.juz nie byl tymkochanym
                      facetem,delikatnym,uroczym i milutkimzaczal stawiac mi warunki i wprost
                      proponowal spotkania jedynie na seks.z czasem nie mielismy juz wspolnych tematow
                      bo tylko w lozku sie dogadywalismy a po wyjsciu z niego czar pryskal.czulam sie
                      podle,chcialam to wszystko skonczyc i pokazac mu gdzie jest jego
                      miejsce.niestety jak do tej pory nie umialam tego zrobic.natomiast on zaczal
                      sobie swietnie owijac mnie wokol swego placa.poczul sie na tyle pewny,ze
                      wiedzial iz predzej czy pozniej spotkam sie.Dziewczyny!!!!czasami jest tak,ze
                      nie potraficie zrozumiec czemu tak sie dzieje.dlaczego cos was przy tym facecie
                      jednak trzyma.bilans dzisiaj jest taki,ze z jego powodu odsunelam faceta,ktory
                      chcial sie do mnie zblizyc,zaprzyjaznic i liczyl na to,iz zostaniemy para,byl
                      wolnym facetem i byl moim znajomym ktorego znalam od paru lat ale nigdy nie
                      pomyslalam o nim w kategoriach"kandydat na faceta",zawalony rok studiow i ogolny
                      brak motywacji do zycia.nagle poczulam,ze utknelam w jakims martwym punkcie,ze
                      moje zycie toczy sie od telefonu do telefonu,od spotkania do spotkania.zaczelam
                      sie czuc zle sama ze soba.tak naprawde mam zdecydowanie wieksze ambicje,chce
                      skonczyc studia prawnicze ktore do latwych nie naleza a rozgrzebalam je
                      maksymalnie,chce sie rozwijac a przez to wszystko jakos nie moge.najgorsze jest
                      to,ze wsrod znajomuch uchodze za "twarda babke"ze potrafie sobie racjonalnie
                      wytlumaczyc wiele rzeczy i co najwazniejsze,ze nie mam w zwyczaju wkladac palca
                      miedzy drzwi.ale w tym przypadku nikt nie potrafi wytlumaczuc czemu nie potrafie
                      byc konsekwentna,ja sama tez nie wiem.czuje,ze ktoregos dnia to wszystko mnie
                      calkiem przerosnie!dlatego czytajac te posty zupelnie rozumiem dziewczyny ktore
                      czasem pakuja sie w cos takiego i dlaczego nie moga sie z tego wymiksowac bo
                      wiem,ze czasami jest ciezko.kazdego dnia marze o tym bym mogla wstac i miec ten
                      etap"wymazany z pamiecii nie wiedziec,ze ktos taki jak on w ogole istnial i
                      istnieje.wiem,ze poznanie nowego faceta na pewno byloby rozwiazaniem problemu
                      ale problem w tym,ze ja podswiadomie szukam kogos kto w jakims stopniu
                      przypominalby mi tamtego!kolo sie zamyka.ale wierze,ze ktoregos dnia zdobede sie
                      na to by to ostatecznie zamknac.
                      • artea4 Re: TKWIE W TYM 29.05.07, 22:04
                        Jezu jak Cię rozumiem!!!! Ze mną jest identycznie. Rozstanie będzie dla mnie
                        tragedią, a teraz też jest tragedia, bo on przecież ode mnie wraca do żony
                        czego już nie mogę znieść.
                        • agata2810 Re: TKWIE W TYM 30.05.07, 09:33
                          To jest cos takiego,ze z jednej strony chcesz to wszystko pieprznac w kat i
                          zaczac nowe zycie,z kim innym ale z drugiej strony chcesz tez sie
                          spotkac,spedzic pare cudownych(w twoim mniemaniu )chwil,nie potrafisz odmowic,a
                          jesli nawet odmawiasz to pozniej zaczynasz sie zastanawiac czy dobrze
                          zrobilas.to jest chore.a najgorsze jest to,ze na takim pieprzonym rozmyslaniu co
                          tu zrobic trace cale dnie,a on tymczasem spokojnie sobie pracuje albo czas
                          spedza z rodzinka-tak jakby dla niego to wszystko bylo takie naturalne i
                          proste.i pewnie jest.
                      • trzydziestoletnia Re: TKWIE W TYM 01.06.07, 13:41
                        Rozwiazanie jest proste - powiadom o wszystkim jego zone ;)
                • bupu Re: romansujace z zonatymi-dajcie sobie spokoj 24.05.07, 23:05
                  Ale to nie znaczy że zakochując się należy mózg wyrzucać za okno. Z
                  doświadczenia własnego mówię, że czasem jednak warto zrobić rachunek zysków i
                  strat zamiast lecieć jak ćma w ogień w beznadziejny związek.
                • baba67 Re: romansujace z zonatymi-dajcie sobie spokoj 28.05.07, 17:08
                  Dla pan-milosniczek damskich bokserow, pijakow i zlodziei mozna miec tylko
                  jedna rade-leczenie psychiatryczne uzaleznienia od stresu.
                  No bo rzeczywiscie nie mozna dawac zadnej domowej dobrej rady alkoholikom,
                  paranoikom, schizofrenikow, anorektykom-tu pomaga tylko leczenie.
                  • wanessa5 Re: romansujace z zonatymi-dajcie sobie spokoj 12.08.07, 21:59
                    popieram je taka byłam ale mam nadzieje ze sie wyleczyłam pozdrawiam
      • zaskoczyl_mnie Re: romansujace z zonatymi-dajcie sobie spokoj 24.05.07, 12:36
        Nikt nie mowi, ze to proste. Dlatego staram sie podniesc jakas dyskuje na ten
        temat. A mowiac "tak ma byc i juz" po prostu godzimy sie z pewnym stanem rzeczy
        i usprawiedliwiamy to "dziejowa koniecznoscia". No gdyby tak kazdy do
        wszystkiego podchodzil to nasza planeta juz dawno by zdziczala do konca...mam
        nadzieje, ze wierzymy jednak w jakies zasady, w wolnosc wyboru i mozliwosc
        sterowania wlasnym losem. Prawda?

        zwroclawianka napisała:

        > Ech, a pomyślałaś, że gdyby to bylo takie proste, to by nie było tylu
        żonatych
        > ch.. i zakochanych w nich panien? Walnij jeszcze parę takich mądrych tekstów,
        > mam przykłady:
        >
        > 1. Kobiety bite przez facetów, zostawcie ich
        > 2. Złodzieje, przestańcie kraść, bo wylądujecie w więzieniu
        > 3. Kierowcy, przestańcie jeździć po pijaku
        > 4. Żołnierze, nie zabijajcie, bo wojny są glupie
        > itp.
        >
        > Myślę, że parę takich wątków wskazujących na kompletny brak analizy przyczyn
        i
        > zrozumienia sytuacji na bank bardzo pomoże..
        • zwroclawianka Re: romansujace z zonatymi-dajcie sobie spokoj 24.05.07, 14:01
          dyskusja tak, ale:

          "Blagam - mlode, fajne dziewczyny poddajace sie biernie zonatym facetom -
          zrozumcie, ze nic z tego nie bedzie, to nie prawdziwa milosc i chyba nie
          warto byc z osoba, ktora jest niewierna i dwulicowa i nie szanuje wlasnych
          najbliszych. Dajcie sobie spokoj, wygarnijcie im i badzcie wolne!!

          ufff... ja przepraszam, ze tak sie unioslam ale mam dosyc skuczenia naprawde
          wartosciowych babek, ktore daly sie urobic jakiemus gnomowi i teraz sa jak
          dywaniki..."

          to jest apel, nie wstęp do dyskusji. A dyskusję na forum odradzam, gdyż każdy
          temat związany z żonatym ( a czemu tylko żonatym, jak ktoś nie uznaje ślubów a
          ma dziewczynę, to w porządku- to tak nawiasem) i "tą trzecią" powoduje
          zmasowany atak kur internetowych drżących o swoje koguty. Mało która kobieta i
          tak zdołowana najczęściej takim związkiem oraz świadomością, że ma to małe
          szanse na przyszłość ma ochotę zostać zbluzgana i wyzwana od zdzir, pań o
          brzydkim charakterze itp... oraz wysłuchiwać życzen typu "oby Twój też Cię z
          kimś zdradzał"

          Ja doradzam raczej rozmowy z przyjaciółmi i ewentualnie wizytę u psychologa...
        • goldstueck a co o zonach? 22.07.07, 08:41
          kompletnie ucieklo wam z tych rozwazan pytanie o zony- dlaczego mezowie je
          zdradzaja. jakze czesto jest tak, ze w malzenstwie jest ot byle jak, nic
          wspolnie nie cieszy, nie ma wspolnych wyjsc, nie ma wspolnych ciekawych rozmow.
          wcale sie nie dziwie, ze ludzie sie zdradzaja- w obie strony. piszecie jakze
          czesto, ze kochanka jest zla- jakiez to uproszczenie. przeciez czesto z zona to
          wspolne dziecko i kredyt do splacenia. za zdrade w malzenstwie odpowiada takze i
          zona!! jak ludzie nie sa naprawde ze soba emocjonalnie zwiazani to wchodzi
          ta/ten 3.
          dodam, ze nie jestem niczyja kochanka. jestem byla zona, nie zdradzana i nie
          zdradzajaca. przestalam go po prostu kochac.
          wylewanie jadu na kochanki jest naprawde glupie.one tylko pokazuja wam jakosc
          waszych malzenstw i dojrzalosc waszych mezow. nic wiecej. same przy tym traca
          przede wszystkim czas.
    • asskela Re: romansujace z zonatymi-dajcie sobie spokoj 24.05.07, 12:25
      nie żebym popierała takie zachowania, jednak ciekawe,że częściej słychać
      pretensje żon do dziewczyn (które jakby nie patrzeć są wolne i nie mają
      zobowiązań) niż do mężów, którzy coś swoim żonom obiecali...
      może to żona powinny wygarnąć mężowi - skoro taki niewierny i dwulicowy- a nie
      udawać, że nic nie zauważa
      • zaskoczyl_mnie Re: romansujace z zonatymi-dajcie sobie spokoj 24.05.07, 12:34
        Pretensje jak najbardziej powinny byc skierowane do tych niewiernych malzonkow
        ale ja z racji tego, ze to forum kobieta zajelam sie kobieca strona - czyli
        skierowlam swoja wypowiedz, do kobiet bedacych w takich zwiazkach.
        • obca1 Re: romansujace z zonatymi-dajcie sobie spokoj 24.05.07, 12:50
          jeśli kobiecie nie przeszkadza, że jest tą trzecią to raczej żaden apel nie ma sensu..
          kobiety często wchodzą w nieciekawe relacje, bez przyszłości, z nieodpowiednim partnerem.. z różnych powodów, widocznie odnajdują tam jakiś kawałek szczęścia..
          • zaskoczyl_mnie Re: romansujace z zonatymi-dajcie sobie spokoj 24.05.07, 13:55
            Uwazam, ze wlasnie apel ma sens. Apel o refleksje, zastanowienie sie nad soba i
            tym co nam kobietom daje szczescie w milosci. Wiem, ze w romansie nie ma
            pelnego szczescia ale jego pozory na poczatku a potem tylko rozczarowanie.
            Kobiety uwiklane w taki zwiazek czesto nie maja o kim z tym porozmawiac albo po
            prostu czuja sie nieszczesliwe ale nie chca sobie uswiadomic jaki jest tego
            powod. Moze niektore z nich to przeczytaja i poczuja sie podbudowane i podejma
            decyzje, ktora je uwolni.
            Ja nie kieruje swoich slow do amatorek niezobowiazujacego jedno-dwu-razowego
            bzykanka z kim popadnie (dzis chlopak poznany na dyskotece, jutro maz sasiadki
            a pojutrze pasazer jadacy tym samym przedzialem w pociagu ;-). Ja zwracam sie
            do tych, ktore romansuja i nie do konca jest im ok i chca to zmienic ale brak
            im sily.

            obca1 napisała:

            > jeśli kobiecie nie przeszkadza, że jest tą trzecią to raczej żaden apel nie
            ma
            > sensu..
            > kobiety często wchodzą w nieciekawe relacje, bez przyszłości, z
            nieodpowiednim
            > partnerem.. z różnych powodów, widocznie odnajdują tam jakiś kawałek
            szczęścia.
            > .
            • sumire Re: romansujace z zonatymi-dajcie sobie spokoj 24.05.07, 14:03
              tylko widzisz - pomijając już dziewczyny, które bawią się w takie układy z
              pełną świadomością i bez szczególnych skrupułów, bo nie o nich mowa w tym
              wątku - istnieje spora grupa kobiet, które wolą tkwić w takim związku, niż być
              same. i przemawianie im do rozsądku niewiele da. nie zauważyłam, żeby moje
              znajome zakochane po uszy w żonatych nagle doznawały olśnienia po przeczytaniu
              cudzej historii ani nieustającym gadaniu przyjaciółek, że istnieją przecież
              inni faceci, też fajni i w dodatku pozbawieni żon.
              • zwroclawianka Re: romansujace z zonatymi-dajcie sobie spokoj 24.05.07, 14:07
                dokładnie! Te kobiety, które znam, doskonale wiedzą, że szanse na udany związek
                są bardzo nierealne. Często wielokrotnie próbują skończyć, ale nie udaje im
                się.. To trochę jak z rzucaniem palenia :-) Tylko papierosy do Ciebie później
                nie wydzwaniają i nie płaczą :-)
              • zaskoczyl_mnie Re: romansujace z zonatymi-dajcie sobie spokoj 24.05.07, 14:12
                w takim razie jedyna metoda zakonczenia romansu jest doznanie finalnego ciosu
                czy tez kuriozalnego swinstwa ze strony zonatego kochasia? dla kazdej to bedzie
                pewnie cos innego, bo kazdy ma inny stopien odpornosci. jedna zakonczy romans
                jak jej kochas po raz 12357000 odwola kolacje bo...cos tam cos tam. inna
                zakonczy bo pojdzie sobie na zakupy do marketu i spacerujac po centrum
                handlowym spotka swojego "misiaczka" czule objetego z atrakcyjna i lepiej
                odziana zona, w otoczeniu pieknych i bystrych dzieciaczkow? kurcze, ja mam
                chyba za duze oczekiwania wobec ludzi. myslalam, ze istnieja jednak jakies
                wewnetrzne normy, zasady ktora maja chronic mnie przed nieszczesciem i
                uniemozliwiaja mi rozwalanie cudzego szczescia. nad moim przyjaciolkami bede
                jednak pracowala dalej bo ciezko zniesc ich zycie na sinusoidzie...od euforii
                do totalnego dola..
                • sumire Re: romansujace z zonatymi-dajcie sobie spokoj 24.05.07, 14:31
                  z tego, co dość regularnie obserwuję - tak.
                  i wewnętrzne normy niewiele tu mają do powiedzenia. ja z zasady odrzucam zaloty
                  cudzych facetów i nie weszłabym w taki układ. co nie zmienia faktu, że zdarzyło
                  mi się kiedyś w jednym po uszy zakochać. i nie było łatwo sobie wybić chłopa z
                  głowy, mimo wszystko. przykład z papierosami jest tu całkiem na miejscu.

                  inna rzecz, że łatwo mówić o kręgosłupie moralnym, o tym, że "ja bym nigdy...",
                  o szczęściu - będąc w szczęśliwym, zwyczajnym związku, mogąc sobie snuć plany
                  na przyszłość związane z tym jednym facetem i ogólnie rzecz biorąc nie
                  doświadczając na własnej skórze takich wrażeń, jakie są udziałem rzeczonych
                  przyjaciółek. dlatego właśnie uważam, że ten 'finalny cios' doznany na własnej
                  skórze to może nie jedyna metoda zakończenia takiego romansu, ale najbardziej
                  skuteczna. bo co z tego, że moi bliscy załamują ręce nad moim ostatnim obiektem
                  westchnień? nie wzdycham przez to do niego ani trochę mniej ;)
                  • zaskoczyl_mnie Re: romansujace z zonatymi-dajcie sobie spokoj 24.05.07, 14:49
                    A tak troche z innej strony, dla siebie pytam, czy mozesz mi jakos wytlumaczyc,
                    ze jedna kobieta ma stosunkowo niski prog tolerowania pewnych nieeleganckich
                    zachowan facetow w stosunku do siebie (mysle, ze ja tak mam) a inna osoba daje
                    soba pomiatac na lewo i prawo i nie umie sie uwolnic. Czy to zalezy od sily
                    uczucia do drugiej osoby? czy moze od sily charakteru? czy moze od czegos
                    jeszcze innego. Bo wiesz ja czasem patrze jak faceci trakuja niektore kobiety
                    (i nie mam na mysli patologii ale zwyczajne chamstwo, brak szacunku, brak
                    delikatnosci) i oczy mi sie rozszerzaja, ze wiele dziewczyn jakby tego nie
                    widzi a jak nawet widzi to obracaja w zart lub pobiadola minutke i na tym
                    koniec.
                    • zwroclawianka Re: romansujace z zonatymi-dajcie sobie spokoj 24.05.07, 15:06
                      moim zdaniem, nie ma tu regul. wiele zależy od aktualnego stanu psychicznego
                      kobiety, od jej wieku, od bagażu doświadczeń, a w dużej mierze od faceta i jego
                      (czasem nieświadomej) perfidii.. Nie ma prostego przełożenia- słaba duchem
                      zakompleksiona kobitka podatna na umizgi żonatego i wolna niezależna odporna. I
                      takie i takie cierpią..

      • panikazia Re: romansujace z zonatymi-dajcie sobie spokoj 25.05.07, 20:57
        > nie żebym popierała takie zachowania, jednak ciekawe,że częściej słychać
        > pretensje żon do dziewczyn (które jakby nie patrzeć są wolne i nie mają
        > zobowiązań) niż do mężów, którzy coś swoim żonom obiecali...

        :)))

        to samo poruszylam gdziestam
        ale w sumie to wiadomo ze to dlatego ze zopny chca zostac z mezami i jakos musza
        utrzymac do nich szacunek, albo zludzenia moze lepiej tak to nazwac
        wiec musza znalezc winnych, bo on to jest ten on o ktorego walka sie toczy

        btw czy faceci nie maja takich forow bo nie maja takich problemow, czy dlatego
        ze nawet jak maja to ich dywagacje odbywaja sie przy piwie czy innych uzywkach i
        sa powierzchowne a co za tym idzie krotkie "ale poruchalem"
      • mrsnice Re: romansujace z zonatymi-dajcie sobie spokoj 23.06.07, 22:29
        Mam wielu znajomych. Różne historie znam. I pary, co się pogubiły. Reasumując:
        żony (pomimo wielu perypetii) są szczęśliwsze niż kochanki. Kochanki siedzą
        na "randkach, singlach" itp. Żony siedzą z mężami w domu. Ja też mam "śpiącego"
        męża obok. I wiecie jak to cieszy!
    • butterflymk Róbta co chceta tylko potem nie płakać... 24.05.07, 15:07
    • figgin1 Re: romansujace z zonatymi-dajcie sobie spokoj 24.05.07, 15:18
      Romans z żonatym to głupota. Oczywiście mówię tu o żonatych w sensie stricte.
      Facet bez rozwodu ale nie mieszkajacy z żoną, nie utrzymujacy z nią kontaktu i
      nie kryjący się z tobą przed światem dla mnie jest wolny.
    • jszhc Re: romansujace z zonatymi-dajcie sobie spokoj 24.05.07, 15:36
      no coz, dla mnie i te babki i ci facecu sa gowno warci...jedna sie puscza, choc
      wie, ze ona ma zone io rodzine, a on ma rodzine,zone i robi skoiki w boki....po
      co...kazal mu ktos sie zenic akurat z ta....kazal ktos sie mu w ogole zenic.....
      • joannabarbara Re: romansujace z zonatymi-dajcie sobie spokoj 24.05.07, 16:21
        Ciekawa dyskusja, ale jeszcze nik nie wspomniał o układach typu mężatka z
        żonatym. Czy mężatki nie powinny dać sobie spokoju również? Myślę, że takie
        romanse częściej maja mimo wszystko miejsce...
        • butterflymk Re: romansujace z zonatymi-dajcie sobie spokoj 24.05.07, 16:28
          ja bym poganała takiego męża..
          by gorzko zapłacił...materialnie...
          nienawidzę zdrajców...:)
          • zaskoczyl_mnie Re: romansujace z zonatymi-dajcie sobie spokoj 24.05.07, 16:38
            u mojej kolezanki w domu rodzinnym miejsce miala taka sytuacja: jej ojciec 11
            lat temu tj. po 22 latach malzenstwa znalazl sobie inna i zdecydowal, ze zrywa
            z rodzina i dotychczasowym zyciem bo on jeszcze jest zbyt mlody i ma zbyt duze
            mozliwosci aby sie tak upupiac. po 11 latach wrocil skruszony, jak zbity
            pies....ze stan zdrowia juz nie ten, ze kochanka (no byl z jedna caly czas ale
            bez legalizacji zwiazku) juz go nie kocha, nie ma sie gdzie podziac i prosi o
            ponowne przyjecie - na szczescie nie klamal, ze jednak tylko zone kocha za to
            roztoczyl konkretna wizje wspolnej starosci i zabezpieczenia materialnego.
            zostal przyjety.
            • butterflymk Re: romansujace z zonatymi-dajcie sobie spokoj 24.05.07, 16:51
              tym różni sie żona od kochanki
              kochanka tylko liczy na dobre
              a żona na dobre i na złe
              dlateo nie dziwmy sie kochankom z tej drugiej strony...
            • panikazia Re: romansujace z zonatymi-dajcie sobie spokoj 25.05.07, 21:01
              > u mojej kolezanki w domu rodzinnym miejsce miala taka sytuacja: jej ojciec 11
              > lat temu tj. po 22 latach malzenstwa znalazl sobie inna i zdecydowal, ze zrywa
              > z rodzina i dotychczasowym zyciem bo on jeszcze jest zbyt mlody i ma zbyt duze
              > mozliwosci aby sie tak upupiac. po 11 latach wrocil skruszony, jak zbity
              > pies....ze stan zdrowia juz nie ten, ze kochanka (no byl z jedna caly czas ale
              > bez legalizacji zwiazku) juz go nie kocha, nie ma sie gdzie podziac i prosi o
              > ponowne przyjecie - na szczescie nie klamal, ze jednak tylko zone kocha za to
              > roztoczyl konkretna wizje wspolnej starosci i zabezpieczenia materialnego.
              > zostal przyjety.


              ojoj slyszalam taka sama historie
              czytalam na innym forum
              ciekawe ciekawe
    • ostatnia2 Re: romansujace z zonatymi-dajcie sobie spokoj 24.05.07, 16:38
      Moze wypowiem sie ze strony tej trzeciej, czyli romansujacej, a raczej ex-
      romansujacej. Latwo mowic o kregoslupie moralnym, o "budowaniu szczescia na
      cudzym nieszczesciu". Wszystkie rady, porady, ataki, sugestie daja do myslenia,
      powoduja ze sie nad tym zastanawiasz, ale decyzja i tak ostatecznie musi wyjsc
      od Twojej przyjaciolki. Jest i bedzie glucha na wszelkie "otwieranie oczu", bo
      uwaza, ze jej sytuacja jest inna. Przezylam to, wierzylam w kazde slowo
      (klamstwo), bo bylo jak miod, nie zwracalam uwagi na ciagly brak czasu, nie
      odbieranie telefonow. Gorzej, sama go tlumaczylam. Czym jest taki zwiazek?
      Niczym innym jak zebraniem o chwile uwagi, a marny gest, nie raz wymuszony.
      Prowadzi do frustracji, zagubienia, braku szcunku do siebie, a co sie dzieje z
      poczuciem wlasnej wartosci mozna sie domyslec, bo zawsze sie jest druga. I
      nawet jak wszystko to sie widzi, kiedy juz wychodza na jaw klamstwa, motanie,
      oszukiwanie to nadal sie kocha. Trudno to przerwac, bardzo. Mi pomoglo
      spotkanie z kims, kto brnal w taki uklad kilka dobrych lat, wystraczylo
      popatrzec na to co sie stalo z ta kobieta, ktora doskonale znala
      wszystkie "piekne" slowa i obietnice (bez pokrycia).Co ma teraz? Nic, pare lat
      w plecy. Zamknelam ten rozdzial, czas zaciera zal. Z doswiadczenia powiem Ci
      tylko tyle, rozmawiaj ze swoja kolezanka, zwracaj uwage na rzeczy,ktorych nie
      chce widziec, raz, drugi, setny, potem sama to zauwazy.
      Rozumiem wszystkich atakujacych te drugie, bo dla wszystkich to nikt inny jak
      kochanka. Ale ta kochanka to czlowiek, ktory ma uczucia, emocje, ktore bardzo
      dlugo biora gore nad rozumem.
      • zaskoczyl_mnie Re: romansujace z zonatymi-dajcie sobie spokoj 24.05.07, 16:48
        Ciesze sie, ze napisalam. Ja dokladnie tak samo odbieram te zwiazki. Co do
        moich nieszczesliwych przyjaciolek (bo az 2 sa w takich zwiazkach) to wlasnie
        staram sie je wspierac ale i od czasu do czasu otwierac im oczy na to, ze nie
        musi tak byc. Czesto uczestnicze w ich radosnych przygotowaniach do wyczekanej
        randki a juz nastepnego dnia slucham zali, ze randka trwala tylko godzine bo on
        musial do domu wracac albo, ze wogle sie nie odbyla. Wtedy nic zlego o tych ich
        facetach nie mowi bo przeciez ich nie znam poza tym wiem, ze to dziala na nie
        jak plachta na byka i tylko stracilabym z nimi porozumienie i ich zaufanie.
        Nawet jak one w zalach miesem na nich rzucaja "co z ch..." to ja mowie - nie
        wiem bo go nie znam ale wiem, ze czlowiek ktory tak postapil nie jest dla
        Ciebie. I w tym stylu. Czasem mam ochote im wypalic w twarz, ze sa
        beznadziejnie pozbawione wlasnej woli i ze ch... przyslonil im swiat (bo tak
        naprawde chyba jedynym udanym elementem w tych znajomosciach ich jest sex o
        ktorym mowia w samych superlatywach) ale powstrzymuje sie.

        ostatnia2 napisała:

        > Moze wypowiem sie ze strony tej trzeciej, czyli romansujacej, a raczej ex-
        > romansujacej. Latwo mowic o kregoslupie moralnym, o "budowaniu szczescia na
        > cudzym nieszczesciu". Wszystkie rady, porady, ataki, sugestie daja do
        myslenia,
        >
        > powoduja ze sie nad tym zastanawiasz, ale decyzja i tak ostatecznie musi
        wyjsc
        > od Twojej przyjaciolki. Jest i bedzie glucha na wszelkie "otwieranie oczu",
        bo
        > uwaza, ze jej sytuacja jest inna. Przezylam to, wierzylam w kazde slowo
        > (klamstwo), bo bylo jak miod, nie zwracalam uwagi na ciagly brak czasu, nie
        > odbieranie telefonow. Gorzej, sama go tlumaczylam. Czym jest taki zwiazek?
        > Niczym innym jak zebraniem o chwile uwagi, a marny gest, nie raz wymuszony.
        > Prowadzi do frustracji, zagubienia, braku szcunku do siebie, a co sie dzieje
        z
        > poczuciem wlasnej wartosci mozna sie domyslec, bo zawsze sie jest druga. I
        > nawet jak wszystko to sie widzi, kiedy juz wychodza na jaw klamstwa, motanie,
        > oszukiwanie to nadal sie kocha. Trudno to przerwac, bardzo. Mi pomoglo
        > spotkanie z kims, kto brnal w taki uklad kilka dobrych lat, wystraczylo
        > popatrzec na to co sie stalo z ta kobieta, ktora doskonale znala
        > wszystkie "piekne" slowa i obietnice (bez pokrycia).Co ma teraz? Nic, pare
        lat
        > w plecy. Zamknelam ten rozdzial, czas zaciera zal. Z doswiadczenia powiem Ci
        > tylko tyle, rozmawiaj ze swoja kolezanka, zwracaj uwage na rzeczy,ktorych nie
        > chce widziec, raz, drugi, setny, potem sama to zauwazy.
        > Rozumiem wszystkich atakujacych te drugie, bo dla wszystkich to nikt inny jak
        > kochanka. Ale ta kochanka to czlowiek, ktory ma uczucia, emocje, ktore bardzo
        > dlugo biora gore nad rozumem.
        • ostatnia2 Re: romansujace z zonatymi-dajcie sobie spokoj 24.05.07, 16:53
          Na takie "wystrzelenie w twarz" przyjdzie pora, ale tak jak mowisz dopiero jak
          same zaczna zauwazac, choc momentami, ze to facet nie dla nich. Nie jest sztuka
          wieszac na kims psy, a takie "rady" niewiele daja jak sama mowisz. Niestety tak
          to juz jest ze wiele rzeczy trzeba odczuc na wlasnej skorze, by byc madrym po
          szkodzie. Ale dobrze ze jestes i wspierasz, choc rozumiem, ze to czasami nie
          latwe.




          zaskoczyl_mnie napisała:

          > Ciesze sie, ze napisalam. Ja dokladnie tak samo odbieram te zwiazki. Co do
          > moich nieszczesliwych przyjaciolek (bo az 2 sa w takich zwiazkach) to wlasnie
          > staram sie je wspierac ale i od czasu do czasu otwierac im oczy na to, ze nie
          > musi tak byc. Czesto uczestnicze w ich radosnych przygotowaniach do
          wyczekanej
          > randki a juz nastepnego dnia slucham zali, ze randka trwala tylko godzine bo
          on
          >
          > musial do domu wracac albo, ze wogle sie nie odbyla. Wtedy nic zlego o tych
          ich
          >
          > facetach nie mowi bo przeciez ich nie znam poza tym wiem, ze to dziala na nie
          > jak plachta na byka i tylko stracilabym z nimi porozumienie i ich zaufanie.
          > Nawet jak one w zalach miesem na nich rzucaja "co z ch..." to ja mowie - nie
          > wiem bo go nie znam ale wiem, ze czlowiek ktory tak postapil nie jest dla
          > Ciebie. I w tym stylu. Czasem mam ochote im wypalic w twarz, ze sa
          > beznadziejnie pozbawione wlasnej woli i ze ch... przyslonil im swiat (bo tak
          > naprawde chyba jedynym udanym elementem w tych znajomosciach ich jest sex o
          > ktorym mowia w samych superlatywach) ale powstrzymuje sie.
          >
        • obca1 Re: romansujace z zonatymi-dajcie sobie spokoj 24.05.07, 16:54
          skoro tyle z nimi rozmawiasz to chyba wiesz jakiego typu sa to układy? czy ci mężczyźni obiecują im złote góry, czy one akceptują, że zawsze będą tą trzecią?

          czego jak czego ale kłamców nie trawię :/
      • marta2xs Re: romansujace z zonatymi-dajcie sobie spokoj 27.05.07, 21:17
        Ja wlasnie staram sie od takiego faceta uwolnic i jest mi teraz strasznie zle. Czuje sie samotna, cos boli w srodku, ale jak to wszystko trwalo to tylko chwile byly piekne, a to wszystko co pomiedzy chwilami to jakas walka. Trudno zapomniec te chwile, ale to chyba najlepsze wyjscie.
    • xtrin Re: romansujace z zonatymi-dajcie sobie spokoj 24.05.07, 18:41
      Ja także nie rozumiem jak kobiety mogą się na taki układ godzić. Powodów przeciw
      jest aż nadto - od wymiaru moralnego zdrady, przez brak szacunku dla
      cudzołożnika i niewygodę takiej sytuacji po zdrowy egoizm, który powinien
      dyktować, że ten facet nie nadaje się do związku.

      A mimo to wiele kobiet w to się pakuje. Dlaczego?

      Powodów jak sądzę jest sporo, każdy przypadek inny. Ale główne, jakie mi
      przychodzą do głowy:
      - Brak zobowiązań. Kobieta, która wie, że nie chce stałego związku, albo taka,
      co sama nie wie czego chce może czuć się dobrze w układzie, w którym wiadomo, że
      nie przekroczy się nigdy pewnej granicy.
      - Poczucie wyższości. To ona, kochanka jest tą "lepszą", tą, która została
      wybrana, to ją stawia się ponad zdradzaną żonę. Oczywiście, to bardzo złudne
      poczucie, ale jednak wiele kobiet na to się łapie.
      - Sprawdzony towar. Kochanki jak i ich cudzołożnicy to zwykle ludzie w pewnym
      już wieku. W wieku, w którym samotnej kobiecie coraz trudniej znaleźc kogoś na
      stałe, bo towar już mocno przerzedzony, wybrano z niego co najlepsze, zostały
      sztuki niedorobione. Zamiast więc przebierać w tych odpadkach lepiej zabrać
      towar już "sprawdzony" przez inną klientkę.
      - Obietnice. Facet, który ma żonę może obiecać kochance wszystko z tą maleńka
      klauzulą "po rozwodzie". On wie, że rozwodu nie będzie, więc obieca i złote
      góry, zupełnie nic go to nie kosztuje. A ona durna wierzy, bo chce wierzyć, że
      spotkała tego wyśnionego, który spełni każdą jej zachciankę, a nie spełnia ich
      teraz nie dlatego, że nie chce, ale że biedaczysko nie może.

      Nigdy nie mów nigdy, ale sama zupełnie nie wyobrażam sobie siebie w takiej
      sytuacji. Choćby dlatego, że jeżeli wiem, że facet jest żonaty to z miejsca
      przestaje być dla mnie obiektem seksualnym.
      • panikazia Re: romansujace z zonatymi-dajcie sobie spokoj 25.05.07, 21:18
        xtrin napisała:

        - Poczucie wyższości. To ona, kochanka jest tą "lepszą", tą, która została
        > wybrana, to ją stawia się ponad zdradzaną żonę. Oczywiście, to bardzo złudne
        > poczucie, ale jednak wiele kobiet na to się łapie.

        to jest bardzo ciekawe i masz racje, to moze byc powod bycia kochanka
    • smutnemojezycie Nie potrafię odejść. 24.05.07, 21:00
      Ja wiem, wszystko wiem...Zgadza się- żebranie o każdą wspólną chwilę,
      upokorzenia, zadawalanie się ochłapami czasu, który ma dla mnie...Czekanie na
      telefon. Lęk, że ktoś nas zobaczył. Wiem. Wyniszczona psychika. Myśli
      samobójcze. Obiecywanie sobie, że to już koniec, trzeba to przerwać.....Wiem...

      A potem. Ten dotyk. Ten zapach. Te rozmowy. Ten wspólny śmiech.Ten głos w
      słuchawce. Te poczucie, że ma się go chociaż na chwilę. I powrót do punktu
      wyjścia...
      Jest starszy, więc wypełnia brak ojca.


      P.S> Proszę darować sobie chamskie komentarze.
      • foczka_ma.dwa.oczka no i masz racje. 24.05.07, 22:14
        jak odejdziesz, to bedzie zly. A jak juz jemu sie znudzisz, to cie wyekwipuje,
        moze koledze podstawi i przynajmniej nie bedziesz stratna.
        • obca1 w sumie.. 25.05.07, 12:26
          jeżeli związek jest męczący to trzeba go przemyśleć.. rozumiem, że są chwile cudowne..piękne i niemal jak z bajki.. w końcu kochanka jest tą rozpieszczaną, adorowaną, bez szarości dnia codzinnego..

          w związku który rani nie ma sensu trwać..prędzej czy później skończy się boleśnie.. i to straszne gdy traci się najlepsze lata życie na fikcję.. gdy zostaje tylko gorycz i samotność
          czasem trzeba podjąć trudną decyzję i przeciąć te delikatne więzy..otworzyć się na świat..na nowych ludzi..spojrzeć na wszystko z innej perspektywy..
          choć to niełatwe.. czasem nawet namiastka szczęścia jest tak pyszna, że trudno sobie wyobrazić życie bez niej
      • tezromantyczka Re: Nie potrafię odejść. 25.05.07, 14:06
        Dziewczyno, marnujesz czas. Uwierz, że możesz znaleźć kogoś wartościowego, kogo
        pokochasz z wzajemnością, kto będzie cały dla Ciebie, a nie tylko wtedy, kiedy
        żona wyjedzie.
    • panikazia miewalam romanse z zonatymi 25.05.07, 19:53
      ale one nie byly nastawione na to ze oni porzuca zony,
      wychodzilam z zalozenia ze to czyjs mezczyzna i w ten sposob mialam milosc
      romantyczna do kwadratu bo z gory nadanym zlym zakonczeniem i masa cierpienia po
      drodze;) naprawde cudne:)
      szczerze powiem ze nie mialam wyrzutow sumienia w stosunku do zon, czy dzieci,
      fakt ze tez specjalnie wiele nie myslalam, szybko sie zakochuje, wiec raczejj
      bylam w amoku emocjonalnym przez te kilka miesiecy czy tygodni - zalezy czy
      romans byl dlugi czy krotki;)

      co do moralnosci, to w wypowiedziach w tym temacie wscieka mnie to zrzucanie
      winy na Te Dziwki,
      nie to zeby mnie ten epitet jakos szczegolnie obrazal, ale w koncu to mezowie
      zonom obiecywali costam, a nie kochanki zonom, i raczej niewiele jest sytuacji w
      ktorych mezczyznie narzuca sie kobieta, wciaz inicjatywa najczesciej wychodzi od
      mezczyzny
      my kusimy, jak nie jak tak:), ale pierwsze slowo raczej mowi on

      a co do twojej przyjaciolki to mysle ze problem jest troche innego wymiaru
      "dlaczego ludzie pozostaja w kiepskich zwiazkach, ktore daja im tylko tone
      toksyn i garb" - to moga byc zarowno trojkaty, jak i malzenstwa, jak i
      kocielapy, jak i przyjaznie
      i to mnie zastanawia i mysle ze musza tego chciec, po prostu jest w nich cos co
      lubi cierpienie, niedostatek - tak sobie gdybam:)

      i jeszcze niezle w tych wypowiedziach jest obrzydzenie tymi (nie pamietam
      rzeczownika) zlewami na sperme, brrrr, szmaty, mezczyzni ich nie szanuja, sa na
      kazde gwizdniecie
      taki klimat troche rydzykiem zalatujacy:)


    • panikazia Re: romansujace z zonatymi-dajcie sobie spokoj 25.05.07, 19:59
      i oczywiscie ze wszystko co napisalas o tych matactwach, pokrywaniu sie
      poscielowoczasowym, wszystko racja, wszystko koszmar
      ale w when harry met sally - moze sie karta odwroci i bedzie dobrze:)
      • brunetta2 Re: Kaziu 25.05.07, 20:32
        a dlaczego zostalas kochanka?

        • panikazia Re: Kaziu 25.05.07, 21:12
          bo mi sie podobal mezczyzna X, a on byl w zwiazku z kims
          dlatego kilka razy zostawalam kochanka
          raz przeszlo to w zwiazek
          a kilka razy pozostalo na poziomie kochankowania
    • agata2810 Tkwie w tym 28.05.07, 16:21
      zaczelo sie niewinnie jakies 2lata temu.spotkalismy sie z czystej ciekawosci a
      dodatkowym plusem bylo to,iz fajnie sie dogadywalismy.Oboje wiedzielismy,ze tak
      naprawde nigdy ze soba nie bedziemy.ja owszem bylam wowczas swiezo po
      zakonczonym zwiazku a on-maz i ojciec dwojki dzieci.(roznica wiekowa miedzy nami
      mimo tego nie byla drastyczna,zaledwie4lata)pierwsze spotkanie bylo czyms
      niezwyklym,zakonczylo sie lozkiem.kolejne spotkanie kilka dni pozniej i tak nie
      wiedzac kiedy dalam sie wkrecic w to cale smietnisko.i choc przyrzekalam
      sobie,ze nie zangazuje sie sie,ze tak naprawde ten nasz "zwiazek"jest tylko na
      chwile,czas zaczal leciec a z kazdym dniem bylo coraz trudniej powiedziec
      STOP!zarowno jemu jak i mnie.po pewnym czasie doszly nieporozumienia i klotnie
      wynikajace z calej tej sytuacji.mnie zaczelo denerwowac ze on bez skrepowania
      opowiada mi o swoim zyciu rodzinnym o imieninach zony,ich rozcznicy spotkaniach
      i znajomych itp a on zbywal to wszystko jednym prostym"przeciez wiedzialas
      kochanie jaka jest sytuacja".zaczelam wiekszosc z tych rzeczy o ile moglam
      tlumic w sobie,staralam sie udowodnic sama sobie,ze mnie to nie wzrusza,ze
      jestem na tyle silna ze moge sobie poradzic bez niego.ze tak naprawde to on ma
      problem a nie ja.rozstawalismy sie konczylismy znajomosc kilkanascie razy.za
      kazdym razem bylam jedynie na tyle twarda,ze jako"pierwsza"nigdy nie zlamalam
      sie i nie proponowalam powrotu(ale w glebi duszy chcialam i czekalam jak on to
      zrobi)i robil.czasem nie odzywal sie przez tydzien,czasem miesiac a czasem i pol
      roku.ostatecznie jednak znow sie schodzilismy ale za kazdym razem na "innych
      warunkach".ja obiecywalam sobie,ze tym razem to ja rozdaje karty i ze jesli
      tylko zacznie stwarzac mi jakies problemy to po prostu ktoregos dnia odejde bez
      slowa wyjasnienia ale tak "na zawsze".on natomiast po kazdym"zejsciu sie na
      nowo"zmienial sie na niekorzysc.juz nie byl tymkochanym
      facetem,delikatnym,uroczym i milutkimzaczal stawiac mi warunki i wprost
      proponowal spotkania jedynie na seks.z czasem nie mielismy juz wspolnych tematow
      bo tylko w lozku sie dogadywalismy a po wyjsciu z niego czar pryskal.czulam sie
      podle,chcialam to wszystko skonczyc i pokazac mu gdzie jest jego
      miejsce.niestety jak do tej pory nie umialam tego zrobic.natomiast on zaczal
      sobie swietnie owijac mnie wokol swego placa.poczul sie na tyle pewny,ze
      wiedzial iz predzej czy pozniej spotkam sie.Dziewczyny!!!!czasami jest tak,ze
      nie potraficie zrozumiec czemu tak sie dzieje.dlaczego cos was przy tym facecie
      jednak trzyma.bilans dzisiaj jest taki,ze z jego powodu odsunelam faceta,ktory
      chcial sie do mnie zblizyc,zaprzyjaznic i liczyl na to,iz zostaniemy para,byl
      wolnym facetem i byl moim znajomym ktorego znalam od paru lat ale nigdy nie
      pomyslalam o nim w kategoriach"kandydat na faceta",zawalony rok studiow i ogolny
      brak motywacji do zycia.nagle poczulam,ze utknelam w jakims martwym punkcie,ze
      moje zycie toczy sie od telefonu do telefonu,od spotkania do spotkania.zaczelam
      sie czuc zle sama ze soba.tak naprawde mam zdecydowanie wieksze ambicje,chce
      skonczyc studia prawnicze ktore do latwych nie naleza a rozgrzebalam je
      maksymalnie,chce sie rozwijac a przez to wszystko jakos nie moge.najgorsze jest
      to,ze wsrod znajomuch uchodze za "twarda babke"ze potrafie sobie racjonalnie
      wytlumaczyc wiele rzeczy i co najwazniejsze,ze nie mam w zwyczaju wkladac palca
      miedzy drzwi.ale w tym przypadku nikt nie potrafi wytlumaczuc czemu nie potrafie
      byc konsekwentna,ja sama tez nie wiem.czuje,ze ktoregos dnia to wszystko mnie
      calkiem przerosnie!dlatego czytajac te posty zupelnie rozumiem dziewczyny ktore
      czasem pakuja sie w cos takiego i dlaczego nie moga sie z tego wymiksowac bo
      wiem,ze czasami jest ciezko.kazdego dnia marze o tym bym mogla wstac i miec ten
      etap"wymazany z pamiecii nie wiedziec,ze ktos taki jak on w ogole istnial i
      istnieje.wiem,ze poznanie nowego faceta na pewno byloby rozwiazaniem problemu
      ale problem w tym,ze ja podswiadomie szukam kogos kto w jakims stopniu
      przypominalby mi tamtego!kolo sie zamyka.ale wierze,ze ktoregos dnia zdobede sie
      na to by to ostatecznie zamknac.

      • zaskoczyl_mnie Re: Tkwie w tym 28.05.07, 16:38

        Strasznie wspolczuje Ci tej calej sytuacji. Uwazam, ze ten zwiazek, ktory sama
        opisalas dosyc szczegolowo jest juz bliski dna. Przyczyny dla ktorej do tej
        pory sie nie rozstaliscie jak sadze musisz szukac sama w sobie - moze boisz sie
        byc sama? a moze masz glebokie przekonania, ze to ten jedyny i mimo
        obiektywnych przeciwnosci to jest milosc Twojego zycia? dopoki bedziesz w to
        wierzyla nie masz szans na odejscie.

        agata2810 napisała:

        > zaczelo sie niewinnie jakies 2lata temu.spotkalismy sie z czystej ciekawosci a
        > dodatkowym plusem bylo to,iz fajnie sie dogadywalismy.Oboje wiedzielismy,ze
        tak
        > naprawde nigdy ze soba nie bedziemy.ja owszem bylam wowczas swiezo po
        > zakonczonym zwiazku a on-maz i ojciec dwojki dzieci.(roznica wiekowa miedzy
        nam
        > i
        > mimo tego nie byla drastyczna,zaledwie4lata)pierwsze spotkanie bylo czyms
        > niezwyklym,zakonczylo sie lozkiem.kolejne spotkanie kilka dni pozniej i tak
        nie
        > wiedzac kiedy dalam sie wkrecic w to cale smietnisko.i choc przyrzekalam
        > sobie,ze nie zangazuje sie sie,ze tak naprawde ten nasz "zwiazek"jest tylko na
        > chwile,czas zaczal leciec a z kazdym dniem bylo coraz trudniej powiedziec
        > STOP!zarowno jemu jak i mnie.po pewnym czasie doszly nieporozumienia i klotnie
        > wynikajace z calej tej sytuacji.mnie zaczelo denerwowac ze on bez skrepowania
        > opowiada mi o swoim zyciu rodzinnym o imieninach zony,ich rozcznicy
        spotkaniach
        > i znajomych itp a on zbywal to wszystko jednym prostym"przeciez wiedzialas
        > kochanie jaka jest sytuacja".zaczelam wiekszosc z tych rzeczy o ile moglam
        > tlumic w sobie,staralam sie udowodnic sama sobie,ze mnie to nie wzrusza,ze
        > jestem na tyle silna ze moge sobie poradzic bez niego.ze tak naprawde to on ma
        > problem a nie ja.rozstawalismy sie konczylismy znajomosc kilkanascie razy.za
        > kazdym razem bylam jedynie na tyle twarda,ze jako"pierwsza"nigdy nie zlamalam
        > sie i nie proponowalam powrotu(ale w glebi duszy chcialam i czekalam jak on to
        > zrobi)i robil.czasem nie odzywal sie przez tydzien,czasem miesiac a czasem i
        po
        > l
        > roku.ostatecznie jednak znow sie schodzilismy ale za kazdym razem na "innych
        > warunkach".ja obiecywalam sobie,ze tym razem to ja rozdaje karty i ze jesli
        > tylko zacznie stwarzac mi jakies problemy to po prostu ktoregos dnia odejde
        bez
        > slowa wyjasnienia ale tak "na zawsze".on natomiast po kazdym"zejsciu sie na
        > nowo"zmienial sie na niekorzysc.juz nie byl tymkochanym
        > facetem,delikatnym,uroczym i milutkimzaczal stawiac mi warunki i wprost
        > proponowal spotkania jedynie na seks.z czasem nie mielismy juz wspolnych
        temato
        > w
        > bo tylko w lozku sie dogadywalismy a po wyjsciu z niego czar pryskal.czulam
        sie
        > podle,chcialam to wszystko skonczyc i pokazac mu gdzie jest jego
        > miejsce.niestety jak do tej pory nie umialam tego zrobic.natomiast on zaczal
        > sobie swietnie owijac mnie wokol swego placa.poczul sie na tyle pewny,ze
        > wiedzial iz predzej czy pozniej spotkam sie.Dziewczyny!!!!czasami jest tak,ze
        > nie potraficie zrozumiec czemu tak sie dzieje.dlaczego cos was przy tym
        facecie
        > jednak trzyma.bilans dzisiaj jest taki,ze z jego powodu odsunelam faceta,ktory
        > chcial sie do mnie zblizyc,zaprzyjaznic i liczyl na to,iz zostaniemy para,byl
        > wolnym facetem i byl moim znajomym ktorego znalam od paru lat ale nigdy nie
        > pomyslalam o nim w kategoriach"kandydat na faceta",zawalony rok studiow i
        ogoln
        > y
        > brak motywacji do zycia.nagle poczulam,ze utknelam w jakims martwym punkcie,ze
        > moje zycie toczy sie od telefonu do telefonu,od spotkania do
        spotkania.zaczelam
        > sie czuc zle sama ze soba.tak naprawde mam zdecydowanie wieksze ambicje,chce
        > skonczyc studia prawnicze ktore do latwych nie naleza a rozgrzebalam je
        > maksymalnie,chce sie rozwijac a przez to wszystko jakos nie moge.najgorsze
        jest
        > to,ze wsrod znajomuch uchodze za "twarda babke"ze potrafie sobie racjonalnie
        > wytlumaczyc wiele rzeczy i co najwazniejsze,ze nie mam w zwyczaju wkladac
        palca
        > miedzy drzwi.ale w tym przypadku nikt nie potrafi wytlumaczuc czemu nie
        potrafi
        > e
        > byc konsekwentna,ja sama tez nie wiem.czuje,ze ktoregos dnia to wszystko mnie
        > calkiem przerosnie!dlatego czytajac te posty zupelnie rozumiem dziewczyny
        ktore
        > czasem pakuja sie w cos takiego i dlaczego nie moga sie z tego wymiksowac bo
        > wiem,ze czasami jest ciezko.kazdego dnia marze o tym bym mogla wstac i miec
        ten
        > etap"wymazany z pamiecii nie wiedziec,ze ktos taki jak on w ogole istnial i
        > istnieje.wiem,ze poznanie nowego faceta na pewno byloby rozwiazaniem problemu
        > ale problem w tym,ze ja podswiadomie szukam kogos kto w jakims stopniu
        > przypominalby mi tamtego!kolo sie zamyka.ale wierze,ze ktoregos dnia zdobede
        si
        > e
        > na to by to ostatecznie zamknac.
        >
      • joteyki13 Re: Tkwie w tym 01.06.07, 01:30
        Rozumiem ze zerwanie moze byc trudne i bolesne, ale jaka jest alternatywa?

        Z innej beczki: nikt w tym watku nie wspomina, ze te trzecie zakoch..a sie
        jakos czesciej w nadzianych i ustawionych facetach, niz w biednych
        dusigroszach bez pozycji w zyciu. Przypadek? Chcecie byc szczere az do bolu -
        piszcie o tym tez.

        "Jak nie wiadomo o co chodzi, chodzi o pieniadze"
        • angoisse Re: Tkwie w tym 01.06.07, 13:50
          hehehe
          a ty z jakiej bajki sie urwałaś?
          sama się może zakochałaś w biednym dusigroszu bez żadnej pozycji w życiu??
          zakochałaś się w takim (wolnym oczywiście) nieudaczniku co do pięciu zliczyć nie
          potrafi i żyje z zasiłku z opieki społecznej? nie zakochałaś się w takim??? a
          dlaczego!!??:)))
          • angoisse ps 01.06.07, 13:53
            acha, i jakoś nie wydaje mi się żeby wśród ubogich, lub wśród alkoholików bez
            grosza przy duszy, nie było żadnych zdrad małżeńskich.
            • martitka18 kobiety 06.06.07, 11:11
              Fajny watek.Szkoda mi kobiet,ktore marnuja sobie zycie na takie romanse,ale
              bardziej szkoda mi zon i dzieci tych facetow.Poprostu nie wiem jak mozna
              ladowac sie w zwiazek z kims,kto ma rodzine,liczyc na to,ze ta rodzina sie
              rozpadnie...Macie racje,ze Ci faceci czesto sami szukaja przygod,ale czesto
              jest tak,ze mlode kobiety zaslepione ich kasa,pozycja i nie wiem czym jeszcze
              uwodza ich,robia wszystko by ich przy sobie zatrzymac odciagnac od zon.I to z
              reguly nie jest tak,ze zona jest glupia tylko na pokaz,ze nie da sie z nia
              porozmawiac,zazwyczaj sa to fajne kobiety,poswiecajace sie dzieciom,dodatkowo
              pracujace,mysle,ze kochajace swoich mezow,ale nie majace juz tyle czasu zeby im
              poswiecic co kiedys.I wlasnie w takim momencie pojawiaja sie mlodsze
              konkurentki,bez zasad,w kretynski sposob usprawiedliwiajace swoje
              zachowanie.Moim zdaniem nic nie jest w stanie wytlumaczyc zwiazania sie z
              zonatym facetem,znam wiele bylych malzenstw,ktore istnialyby do tej pory,gdyby
              w pewnym momencie nie pojawila sie amatorka zameznych panow,a on nie bylby taki
              zaslepiony jej mlodoscia.A i prawie w kazdym przypadku w pewnym momencie on
              chce do niej wrocic,nagle nowa partnerka przestaje sie liczyc.Czy warto ladowac
              sie w takie cos?
          • joteyki13 Re: Tkwie w tym 01.06.07, 21:59
            Oczywiscie ze tak- wyszlam za kolege na studiach biednego jak mysz koscielna, z
            glowa w chmurach i w ksiazkach, niepraktycznego az do bolu. Bylam pewna, ze
            zycie uplynie nam "ponizej progu ubostwa", bo bylam jemu podobna. No i co?
            Przyszedl koniec tysiaclecia, a z nim ".com bubble" - stukajacy w komputer
            okolarnicy nagle okazali sie na wage zlota i nie zmieniajac podejscia do zycia
            wyprzedzilismy finansowo o kilka dlugosci tych wszystkich praktycznych i
            zapobiegliwych. Nie wiem co bedzie dalej, ale wiem jedno: charakter clowieka
            jest staly, finanse bardziej zmienne niz pogoda.
            • ravny Re: Tkwie w tym 02.06.07, 11:07
              Założę się, że gdyby twój obecny mąż nie okazał się na wagę złota i nie zrobił
              kariery, ale został nieudacznikiem chlejącym piwo przed telewizorem, którego
              musisz utrzymywać z własnych zarobków to odkochałabyś się błyskawicznie i
              zapewne też rozwiodła.
              • leeaah Re: Tkwie w tym 06.06.07, 12:47
                Zupełnie poważnie będzie
                Jestem jeszcze żoną mężczyzny któremu zachciało się skoku w bok. Nadarzyła się
                okazja, pojawiła się w pracy młoda dziewczyna - patologia, rozbita rodzina, brak
                męskiego wzorca, itp... Podobno go rozumiała. My akurat mieliśmy trudny okres -
                ja kończyłam studia, nowa praca, kariera, nowe mieszkanie, kredyty, starania o
                dziecko -słowem stres gigant. Podobno na początku był to niezobowiązujący
                związek kumpelski z domieszką seksu na wyjazdach służbowych pod wpływem alkoholu.
                Kiedy zaszłam w ciążę kochanka się uaktywniła - zaczęła wydzwaniać, wypisywać
                maile - biedulka była przekonana, że małżeństwo nasze istnieje li wyłącznie na
                papierze... Miałam dość, odeszłam. Dziewczyna wzięła sobie za punkt honoru
                zostanie Panią X. Wyrzuciła stary telefon jeszcze męża do Wisły,kupiła nowy,
                zmanipulowała przeprowadzkę, zaczęła cisnąć o rozwód, głośniej mówić o ślubie.
                Udawała nawet ciążę. Maniaczka słowem. Po drodze zdążyła wymusić podżyrowanie
                kredytu, ukraść obrączki i część mojej biżuterii. Doprowadziła do tego, że
                straciłam dziecko.
                Efekt - po kilku miesiącach mąż błagał o wybaczenie i możliwość powrotu.
                Zgdziłam się sama nie wiem dlaczego. Opowiadał o niej straszne rzeczy, znam z
                detalami jej historię, historię jej rodziny. Mąż robił wszystko by mnie
                odzyskać, był dla niej okrutny - zwolnił ją z pracy dyscyplinarnie, teraz ona
                nie może znaleźć pracy. Wiem, że próbowała popełnić samobójstwo. Zawaliła
                studia. Została z niczym.
                Przez rok próbowaliśmy naprawić nasze małżeństwo, jednak doszliśmy do wniosku,
                że nic z tego nie będzie - okazało się, że mamy różne dążenia, różne podejście
                do życia, inne wartości. Coś, co mogło funkcjonować w warunkach studenckich nie
                funkcjonuje w dorosłym życiu. 8 miesięcy temu postanowiliśmy się rozwieść.
                Rozprawa za dwa tygodnie. Mąż po drodze 'z kimś już był' - historia skończyła
                się podobnie (dziewczyna w rozsypce), ja zaczęłam układać swoje życie. Ogólnie
                oboje jesteśmy na swój sposób szczęśliwi, choć jszcze mąż od czasu do czasu
                prosi o spotkanie, mówi, że tęskni, widzę, że próbuje odzyskać, to co kiedyś
                bylo między nami. Tak naprawdę najbardziej ucierpiały kochanki mojego męża.

                Dziewczyny - znam kilka historii romansów z żonatymi facetami - za każdym razem
                kochanka cierpiała najbardziej... Mężczyźni albo wracali do żon, albo znajdowali
                kolejne zabawki. Miejcie swoją godność, szanujcie się, to będziecie szanowane.
                ktoś, kto raz zdradził będzie robił to zawsze... a Wam pozostanie cierpienie...
                przeczytajcie 'Pestkę' Anki Kowalskiej.

                pozdrawiam ciepło
                l.
                • martitka18 Re: Tkwie w tym 06.06.07, 18:10
                  Fajny watek.Szkoda mi kobiet,ktore marnuja sobie zycie na takie romanse,ale
                  bardziej szkoda mi zon i dzieci tych facetow.Poprostu nie wiem jak mozna
                  ladowac sie w zwiazek z kims,kto ma rodzine,liczyc na to,ze ta rodzina sie
                  rozpadnie...Macie racje,ze Ci faceci czesto sami szukaja przygod,ale czesto
                  jest tak,ze mlode kobiety zaslepione ich kasa,pozycja i nie wiem czym jeszcze
                  uwodza ich,robia wszystko by ich przy sobie zatrzymac odciagnac od zon.I to z
                  reguly nie jest tak,ze zona jest glupia tylko na pokaz,ze nie da sie z nia
                  porozmawiac,zazwyczaj sa to fajne kobiety,poswiecajace sie dzieciom,dodatkowo
                  pracujace,mysle,ze kochajace swoich mezow,ale nie majace juz tyle czasu zeby im
                  poswiecic co kiedys.I wlasnie w takim momencie pojawiaja sie mlodsze
                  konkurentki,bez zasad,w kretynski sposob usprawiedliwiajace swoje
                  zachowanie.Moim zdaniem nic nie jest w stanie wytlumaczyc zwiazania sie z
                  zonatym facetem,znam wiele bylych malzenstw,ktore istnialyby do tej pory,gdyby
                  w pewnym momencie nie pojawila sie amatorka zameznych panow,a on nie bylby taki
                  zaslepiony jej mlodoscia.A i prawie w kazdym przypadku w pewnym momencie on
                  chce do niej wrocic,nagle nowa partnerka przestaje sie liczyc.Czy warto ladowac
                  sie w takie cos?
                  • obca1 Re: Tkwie w tym 06.06.07, 18:13
                    widocznie czasem warto skoro romanse i kochanki istnieją
    • e_w_u_s_i_a Re: romansujace z zonatymi-dajcie sobie spokoj 14.06.07, 17:45
      Ja wypowiem sie z punktu ex kochanki.
      Mialam wtedy 19lat, on 32.
      Byl moim nauczycielem na kursie.
      W polowie kursu okazalo sie, ze albo go musze przerwac albo ukonczyc znacznie
      szybciej.
      On wyrazil zgode na szybsze ukonczenie.
      Chcial nie chcial spedzalismy ze soba po 2-3h dziennie.
      Kurs ukonczylam i wyjechalam na 4 tygodnie.
      Okazalo sie, ze nie dostalam pewnego dokumentu.
      On przywiozl mi owy dokument do domu (mieszkalam sama).
      Od tego czasu zaczal mnie coraz czesciej odwiedzac.
      Przez okres okolo 4 miesiecy spotykalismy sie u mnie, czasami na miescie.
      W tym czasie ani razu nie wyladowalismy w lozku.
      Zazwyczaj gadalismy, ogladalismy filmy, chodzilismy na spacer, do kina itp.
      Po 4 miesiacach ja uznalam, ze czas na lozko... bylo cudownie.
      Bylismy razem przez kolejne pol roku.
      Nigdy nie uslyszalam od niego, ze nie chce odejsc od zony bo ona chora, bo maja
      wspolny dom/samochod itp.
      Ona wiedziala o mnie, wiedziala tez, ze on odchodzi.
      On obawial sie tylko o swoja corke (wtedy lat 10), jak ona zareaguje.
      Uznalismy, ze nadszedl czas zapoznania mnie z jego corka.
      Mielismy razem wyjechac na weekend.
      Ona zostala o tym fakcie znacznie wczesniej uprzedzona.
      Dwa dni przed owym zazpoznawczym wyjazdem spotkalam ja w centrum miasta, gdzie
      byla z klasa na jakiejs mini-wycieczce.
      Ja ja znalam ze zdjec i opowiadan jego, a ona znala tylko moje imie.
      Siedziala z 2 przyjaciolkami na lawce i opowiadala jak bardzo boi sie tego
      wyjazdu, ze nie chce miec 2 mam, 2 domow i ze obawia sie, ze inni beda sie z
      niej smiali.
      Tego samego dnia odbyla sie powazna rozmowa miedzy mna a nim.
      Uznalam, ze my moze i bedziemy razem szczesliwi ale ona zostanie skrzywdzona na
      zawsze.
      Rozstalismy sie, na pozegnanie poprosilam aby rozwazyl powrot do zony i corki.
      Trzy lata pozniej spotkalam go.
      Szedl z zona, corka i niesplena 2letnim synkiem.
      O dziwo przedstawil mnie swojej rodzinie.
      Czulam sie bardzo niezrecznie, jako iz zona ewidentnie wiedziala kim bylam w
      jego zyciu.
      Po krotkiej rozmowie pozegnalismy sie, a jego zona pocalowala mnie jakby zegnala
      sie z dobra przyjaciolka (do dzis jestem tym faktem zaskoczona).
      Rozstanie, a wlasciwie rezygnacja z niego bolala i to bardzo.
      Teraz po kilku latach wiem, ze dobrze postapilam.
      __________________________________________________________

      Jakos rok temu poznalam fantastycznego mezczyzne.
      Idealny na przyjaciela-kochanka-meza-pocieszyciela-tatusia.
      Ma niestety dwie wady: zona i 3 dzieci.
      Nie raz mielismy ochote rzuci sie na siebie, jak i nie raz patrzylismy sobie w
      oczy mowic: nie moge, masz/mam zone i dzieci.
      Wiem, ze gdybym walczyla bylby moj.
      Ale nie walczylma i nie chce wlaczyc o niego.
      Nie chce zabierac dzieciom ojca.
      • recepcjonistkaaa Re: romansujace z zonatymi-dajcie sobie spokoj 14.06.07, 17:59
        dobrze zrobilas, dobrze, ze ona mu wybaczyla...
        ja teraz mam 20 lat i tez moglam byc z takim mezczyzna (27), nie podejrzewalam,
        ze ma zone, dziecko... (pewnie na spotkania sciagal z dloni obraczke, podle...)
        do niczego nie doszlo, lekki flirt, 3 spotkania, sam mi powiedzial, bo chyba
        chcial byc fair wobec mnie, coz nie byl... powiedzialam mu tylko, zeby juz
        nigdy sie do mnie nie odzywal, mam nadzieje, ze tak bedzie...
        mimo wszystko czuje, ze kogos skrzywdzilam, ze moglam im zaszkodzic...
        zlinczujcie mnie babeczki jak macie ochote...
        • e_w_u_s_i_a Re: romansujace z zonatymi-dajcie sobie spokoj 14.06.07, 20:48
          Jestem pewna, ze nikogo nie skrzywdzilas, postapilas uczciwie.
          Miedzy wami do niczego nie doszlo.
          On mial najwyrazniej tez jakies wyrzuty sumienia skoro przyznal sie do zony i
          dziecka.
          Mozliwe ze liczyl, ze zgodzisz sie z nim byc mimo iz ma rodzine.
          ___________________

          Ja tez sie ciesze, ze taka podjelam wtedy decyzje, zwlaszcza, iz na tamtym
          spotkaniu widzialam, ze jego corka jest szczesliwa.
          Szczesliwa bo rodzice sa razem i ze ma brata (o ktorym marzyla).
          Moja sytuacja byla inna, od poczatku wiedzialam, ze ma zone i dziecko.
          Nie przypuszczalam tez, ze te niewinne odwiedziny przerodza sie w romans.

          PS
          teraz jest sloneczko i latwo dojrzec czy ktos przypadkiem nie sciaga obraczki
          na czas spotkania :) jak sciagnie to pozostanie mu nieopalone miejsce na palcu
          :] sama sie tego dorobilam :)
      • purecharm Re: romansujace z zonatymi-dajcie sobie spokoj 23.06.07, 12:04
        Niezla bajeczka. Rozpoznalas jego corke wsrod chmary dzieciakow i akurat kiedy
        bylas blisko uslyszalas, jak mala dziewczynka opowiada o dwoch domach, dobre:))))
    • yagiennka Słuszny głos z tym że 14.06.07, 22:01
      za swoją głupotę się płaci. A głupota to potężna. Naprawdę sa wolni faceci, nie
      trzeba się czepiac tych żonatych. I słusznie piszesz że to jest błędne koło,
      wszyscy się w takim układzie nawzajem oszukują, ogólnie wielkie bagno.
      Najlepiej po prostu UNIKAC takich znajomości. Żonatych nachalnych spławiać i po
      krzyku. Zapewniam że jest to wykonalne :) Ja rozumiem że jest niedobór facetów i
      nadmiar kobitek, ale można się podzielić jakoś tak racjonalnie, każdy facet się
      kilka razy w życiu rozwiedzie, albo rozwiedzie raz i stworzy kilka związków więc
      dla każdej wystarczy ;)
    • lilaaaa Re: romansujace z zonatymi-dajcie sobie spokoj 23.06.07, 00:48
      Mhm... Czemu? Milosc to milosc, kto wie czy jeszcze kiedykolwiek sie nam
      trafi... Ja zwiazalam sie z zonatym mezczyzna... bylismy z soba rok czasu...a
      rok temu odszedl od rodziny... Zostawil zonie caly majatek, tym bardziej, ze w
      trakcie trwania zwiazku zostal on przepisany na nia( dom za 4 mln zł itp.).
      Mieszkamy teraz w malym mieszkaniu, ale kochamy siebie i to jest najwazniejsze.
      Dodam, ze roznica wieku wynosi u nas 35 lat i dla niektorych jest porazajaca.
      Widze spojrzenia ludzi, pewnie wiekszosc mysli, ze jestem z nim dla kasy. Nie
      jestem. Nie mam rowniez zadnych wyrzutow sumienia, gdyz nie namawialam go do
      odejscia, nie stawialam warunkow itp. Rok temu spytalam go tylko, co zamierza
      zrobic z wlasnym zyciem... Odszedl od nich... On bardzo czesto odwiedza swoje
      dzieci, jezdzi z nimi na ferie itp., staram sie, aby mialy jednak jak najwiecej
      tego "taty", wydaje mi sie nawet, ze spedza z nimi teraz wiecej czasu niz
      kiedys... I co, jestem zla kobieta? Posypia sie na mnie zaraz gromy? Ze na pewno
      kiedys w przyszlosci odejdzie ode mnie jesli nie on, to ktos inny? Rowniez dla
      mlodszej kobiety..?
      • konrado80 Re: romansujace z zonatymi-dajcie sobie spokoj 23.06.07, 01:04
        a ile Ty masz lat?? nie to ze odejdzie do innej, ale jest w takim wieku, ze juz
        dlugo nie pociagnie, wiec jaki jest sens tego wszystkiego??
        • lilaaaa Re: romansujace z zonatymi-dajcie sobie spokoj 23.06.07, 02:07
          22 lata. Mysle, ze moglby jeszcze spokojnie odejsc, bo wyglada na max. 40, moi
          znajomi byli zdziwieni, jakie ma podejscie do zycia, jest mlodszy duchem od
          niejednego 30 latka. Zdziwili sie rowniez, gdy powiedzialam, ile ma lat:-) Bo -
          jak mowie - nie wyglada i nie zachowuje sie jak typowy piecdziesiecioparo
          latek:-) A przede wszystkim porzucil dla mnie luksus, wygode, piekna zone(
          notabene mlodsza od niego o 20 lat) i dzieci.
      • 4magnes4 Re: romansujace z zonatymi-dajcie sobie spokoj 23.06.07, 13:56
        ..jestem facetem i powiem wam jak to wyglada z mojego miejsca...mam zone,
        slicznego synka ktorego bardzo kocham... i od kilku miesiecy kocham te trzecia,
        moja nowa milosc.. czuje potworny bol i cierpienie.. bo kocham mojego synka,
        nie chce zlamac zycia zonie, ktora swiata poza mna nie widzi... nie chce tez
        ranic mojej pieknej i cudownej ukochanej... i tak cholernie pragne byc
        szczesliwy!!!! ...jestem w slepej uliczce... musze zadecydowac o swoim zyciu, o
        zyciu i przyszlosci mojego malenstwa i o zyciu dwoch najblizszych mi kobiet...
        z ktorych tylko jedna kocham do szalenstwa... wariuje juz... szukam pomocy u
        psychologa, wszedzie szukam jakiegos znaku... ranie bliskich mi ludzi..
        ale tak bardzo pragne byc jeszcze szczesliwy
        • lilaaaa Re: romansujace z zonatymi-dajcie sobie spokoj 23.06.07, 14:01
          Dzieci sa wtedy szczesliwe, gdy ich rodzice sa szczesliwi... A czy Ty jestes w
          tej sytuacji szczesliwy? Raczej nie. Pomysl, co moze Ciebie czekac z Twoja zona,
          a co z ukochana... Przewartosciuj pewne rzeczy i podejmij decyzje...Bo ranienie
          2, a nawet 3 osob na raz... to nie jest dobre rozwiazanie..
          • 4magnes4 Re: romansujace z zonatymi-dajcie sobie spokoj 23.06.07, 14:10
            ...tyle ze zadna decyzja w tej chwili nie wydaje mi sie wlasciwa... boje sie o
            zone, bo poza mna i synkiem naprawde nikogo nie ma- rodziny,
            przyjaciol,wsparcia.. a z ta druga kobieta jestem szczesliwszy.. choc moze
            kilka miesiecy to za krotko.. kazda moja dezyzja cos zabije... a postawilem sie
            w takiej sytuacji ze nie pociagne tego juz zbyt dlugo, bo nie chce ranic ich
            obu dluzej... jestem bardziej dopasowany do mojej nowej milosci, lecz nawet gdy
            odejde od zony...a juz probowalem... to boje sie ze nie wytrzymam nie widujac
            mojego synka... wiem ze nikt mi nie moze pomoc..ze to moja decyzja
            • lilaaaa Re: romansujace z zonatymi-dajcie sobie spokoj 23.06.07, 15:07
              Ale niby dlaczego mialbys sie nie widywac z synkiem? Nie rozumiem. Przeciez
              nawet gdybys odszedl od zony, to dziecko jest tak samo Twoje jak i jej. Tylko
              glupie kobiety zabraniaja w takich sytuacjach widywania sie z dziecmi, glupia
              urazona duma itp., a najbardziej cierpi dziecko...
              • 4magnes4 Re: romansujace z zonatymi-dajcie sobie spokoj 23.06.07, 18:37
                ...pewnie masz racje, ale znajac ja dlugo by to trwalo zanim moglbym go
                zobaczyc.. nie wiem jeszcze jaka decyzje podejme, bo nie ma jednej dobrej dla
                wszystkich.. ale byc moze najpierw sprobuje pobyc jeszcze z zona, zeby byc
                pewnym ze jestem gotowy... i czy ta nowa milosc przetrzyma to wszystko..
                tesknote, oddalenie, brak kontaktu... chce byc pewnym ze robie dobrze... i w
                takiej sytuacji musze chyba jeszcze poczekac.. wiem ze nie moge byc
                jednoczesnie i z jedna i druga... bo w takiej sytuacji nienawidze samego
                siebie.. wystawiajac dwie kobiety na oczekiwanie i bezradnosc
                • faith.no.more Re: romansujace z zonatymi-dajcie sobie spokoj 23.06.07, 19:21
                  Postaw się na miejscu żony. Gdyby to ona zakomunikowała Ci, że ma Cię gdzieś i
                  odchodzi do faceta, którego naprawdę (sic!) kocha. I że przez jakiś czas była z
                  Tobą z litości ?!!!?
                  Ślubowałes tej pierwszej? Jest Ci lepiej z drugą? To po kie licho jej
                  szukałeś?! Płaczesz nad rozlanym mlekiem, trzeba było myśleć na poczatku!
                  Z jednej strony bardzo Ci współczuję, z drugiej mam ochotę Ci przywalić.
                  Już zniszczyłeś obu kobietom i dziecku życie. Bo każda z nich kocha Ciebie i
                  każda liczy, że będziesz dla nich.
                  Też znam wielu facetów madrzejszych, inteligentniejszych, bogatszych itd od
                  mojego męża, ale nie wyobrażam sobie, że go kocham i jednocześnie szukam
                  następnej miłości! Jezu, przecież to potworność. Gdybyś nie kochał zony, to
                  byłabym w stanie zrozumieć jakoś, ale mówisz,że ją kochasz? Wiesz, co to
                  miłość? Wiesz, co ślubowałeś? A teraz masz dylemat bo kochasz 2 kobiety? Dam Ci
                  radę - zakochaj się w trzeciej, potem czwartej, aż w końcu zaplączesz się w
                  tym "kochaniu" i nie będziesz wiedział nawet, która jest Twoją zoną!
                  Wiesz, Ty lepiej zostaw żonę w spokoju, bo widać na męża się nie nadajesz. I
                  nie pieprz, że tak rozdarty jestes, bo kochasz obie. Zauroczony jesteś w nowej
                  i wydaje Ci się taka ach ech. To super. Szczęścia wam życzę. Obyś tylko za
                  jakiś czas nie znalazł kobiety, która będzie Cię jeszcze lepiej rozumiała od
                  aktualnej kochanki. A może to Twoja kochanka znajdzie sobie faceta, który ją
                  będzie bardziej rozumiał niż Ty? Oby, bo widać priorytety Ci się pomieszały.
                • szukam_wrazen do 4magnes4 04.07.07, 23:03
                  Czytając Twoje słowa i ten wątek w ogóle przypomniała mi się moja własna
                  historia - bo ja też słyszałam takie słowa - byłam tą kochanką, i te słowa,
                  wypowiadane przez niego, to był miód choć gorzki na moje zranione serce, na moje
                  coraz większe obawy, wyrzuty sumienia i rozczarowanie. Wierzyłam w nie - myślę,
                  że on też w nie wierzył kiedy je mówił. Pewnie czuł to... Ale miłość to coś
                  więcej niż ukradkowe spotkanie, wyjazd samochodem za miasto czy ukradziony
                  wyjazd na weekend. To coś więcej niż towarzysząca temu adrenalina i podniecenie.
                  To więcej niż szybki numerek w samochodzie czy hotelu czy na łonie natury. Czy
                  nawet cała upojna noc.

                  Słyszałam wiele razy takie słowa jakie Ty tu mówisz. Za słowami jednak nie szły
                  czyny - no bo dziecko. Nie chciałam takiego układu, ale i nie potrafiłam go
                  zerwać. Im bardziej na niego naciskałam tym bardziej się wycofywał - choć ciągle
                  zapewniał mnie o swoich wzniosłych uczuciach, że za późno się spotkaliśmy i że
                  jest nieszczęśliwy z żoną, a tylko ze mną szczęśliwy i inny, Tobie podobny, bełkot.

                  Wiesz kiedy się nam udało zerwać - kiedy znalazł kolejną zdobycz i dla niej
                  odszedł od żony. Wtedy nagle wszystko mu przeszło i okazało się, że to co do
                  mnie czuł nie było jednak prawdziwe. Bo dopiero teraz czuje naprawdę (od tego
                  momentu minęło kilka lat i powiem Ci, że do ta kolejna też okazała się jednak
                  nie do końca tą jedyną)

                  Dla mnie to koszmarne, traumatyczne przeżycie nauczyło mnie jednego - nie
                  wierzyć w takie gadanie. Choć wierzę, że to czujesz jest dla Ciebie realne, to
                  nie wierzę, że nie czułeś podobnych rzeczy kiedy brałeś ślub ze swoją żoną. Po
                  prostu czas zrobił swoje i nie czujesz już tych fantastycznych "motylków w
                  brzuchu" będąc z nią. Ale ta kolejna też za jakiś czas stanie się codziennością.

                  • oleandrowa Re: do 4magnes4 17.07.07, 17:56
                    ten facet jest totalnie niedojrzały, nowe zawszev lepiej pachnie od starego
                    • faith.no.more Re: do 4magnes4 19.07.07, 20:20
                      Szkoda tylko, że niektóre kobiety tak sa wyrozumiałe dla niego:(
                      I to jeszcze siebie przedstawia jako tego biednego!
                • szukam_wrazen Re: do 4magnes4 - cd 04.07.07, 23:29
                  I jeszcze jedno. Po 3 czy 4 miesiącach trwania naszego płomiennego romansu,
                  wyznań niczym Twoje i poczucia całkowitego szczęścia kiedy byliśmy razem, i
                  totalnego nieszczęścia w każdej innej godzinie naszego życia 0N zaproponował
                  abyśmy byli razem. Chciałam tego jak niczego innego na świecie, ale poprosiłam
                  go o pół roku. Jeśli za pół roku nadal będziemy tego samego chcieli wtedy
                  rozwalimy jego rodzinę i zbudujemy własną.
                  Po kolejnych 4 miesiącach (nie potrzeba było nawet tego pół roku) jego wyznania
                  były równie płomienne, ale rozstawać z żoną już się nie chciał bo... I wtedy
                  zaczął się okres trwający ponad 2 lata wzlotów i upadków.
                  Jak się skończyło już napisałam.

                  Często się zastanawiam, co by było gdybym nie chciała czekać i wiesz myślę sobie
                  najczęściej że chyba jednak dobrze się stało.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka