promien_swiatla
23.09.07, 21:09
nie uda mi sie napisac tego w kilku slowach ale choc moj problem spedza mi sen
z powiek, odbiera mi ochote do zycia nie wiem czy logiczne wyjscie bedzie tym
najlepszym.
Jestem z moim chlopakiem 4 lata. poznalismy sie dawno i juz wtedy zaczely sie
nasze problemy.
przez te 4 lata nie bylo tygodnia abysmy sie nie klocili. oboje nie mamy
latwego charakterku, ON - swego rodzaju despota, JA - rozpieszczana przez
zycie mloda dziewczyna. Dodam ze oboje mamy po 23lata.
Od poczatku byly problemy, klotnie. Nadszedl wreszcie moment kiedy on odszedl
zmieniajac mnie na inna. Rozstalismy sie na pol roku. Po pol roku zrozumial ze
tamta to blad, blagal mnie o powrot, prosil, dzownil, przyjezdzal, pisal ...
wybaczylam, dalam szanse, wrocilam.
Kosztowalo mnie to wiele. Tymbardziej ze wszyscy znajomi wiedzieli ze
zostawil mnie dla innej, bedac z nimi widzielismy ich nie raz razem. Bardzo
nieprzyjemne.........
Wiele miesiecy zajelo mi wybaczenie. Do dzis chyba nie do konca wybaczylam,
poprostu potraktowalam to jako przeszlosc, ktora choc bolala kiedy sie dzialo,
bolala tez kiedy juz wrocilismy do siebie i bylismy razem wieeeele miesiecy.
Nie wiedzialam tylko ze przez to nigdy juz nie bede mu ufac w 100%.
Sadzilam ze to 1 krotny wystepek, ale przez kolejne miesiace okazywalo sie ze
ich kontakt sie nie zakonczyl. Ze smsuja, wysylaja sobie zyczonka na swieta...
trudno mi powiedziec co jeszcze.
Iles razy zdarzalo mi sie odnajdywac ja w jego zyciu, i choc trudno bylo
uwierzyc w jego bajeczki i wymowki wybaczalam i trwalam dalej. z mysla ze
jutro bedzie juz tylko lepiej.........
dzis nadal jestesy razem. mimo sprzecznosci charakterow, mimo ciaglych klotni,
rozstan co tydzien - jestesmy. niby.
pomijajac brak zaufania jakim go daze, sa inne problemy.
Otoz moj chlopak jest strasznie egoistyczny, od poczatku mial cos przeciw moim
znajomym (podobaly mu sie tylko kolezanki kujonki, natomiast te ktore raz na
czas wyrywaly sie na imprezki byly i sa do dzis glupie, puste i durne). Jak
wychodzilam wydzwanial jak szalony, co robie, gdzie i o ktorej.
Czynil mi ciagle uwagi o ubiorze ktory w moim mniemaniu i calej reszty jest
zwyklym i normalnym.
mial pretensje i fochy kiedy spodniczka odkrywala troszke wiecej niz kolano,
generalnie mialam byc tak ubrana jak on sobie zyczy. nie potrafil powiedziec
ze mu sie nie podoba ale akceptowac. Stroil fochy tak dlugo az wytresowal mnie
ze wygladalam i chodzilam jak mi zagra.
potrafil mnie obrazac o byle glupote, rzucac teksty ze jestem rozpieszczona
coreczka rodzicow, ze jestem dziecinna bo nie chce sie ustatkowac i zamieszkac
z nim.
Prawi mi moraly jak byc doroslym a sam obraza sie i gnebi mnie o to ze mam cos
rozowego czego on nienawidzi !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
coz moge dodac... wiadomo ze nie jestem bez winy. Nigdy nie jest winna 1
osoba. Ale swoja wine widze w tym ze sie poddalam jego wladzy, poddalam sie
temu ze beda taka jak on wymaga i ubiore i postapie tak zeby nie mial
pretensji i zeby sie nie klocic. Do tego bylam mega naiwna wierzac ze ktos kto
toba rzadzi moze kochac...
nie zlicze ile imprez odlozylam 'dla swietego spokoju'.
moj T. nie jest osoba ktorej wogole moge zaufac. Tovzymy ciagly boj, ja wogole
nie mam w nim przyjaciela.
Wiele rzeczy moglabym wypisac, ale wydaje mi sie wy drodzy Forumowicze
bedziecie w stanie jako osoby trzecie pomoc mi i powiedziec wprost co sadzicie.
ja jestem w miejscu w ktorym nie ufam, i zaczynam rozumiec ze musze to
skonczyc. codziennie mysle co zrobic zeby wymusic na nim latanie za mna a jemu
ewidentnie dawno przeszlo. wcale bym sie nie zdziwila jesli okazaloby sie ze
kreci juz z kims innym.
I co najwazniejsze... od zawsze czulam ze cokolwiek mnie radowalo, nowy
prezent, spotkanie ze znajomymi - to wszystko go wkurzalo i psul mi humor.
zaczyna mi sie zdawac ze ten typ tak ma... i zadna milosc go nie zmieni. nawet
moja, najbardziej tolerancyjna jaka w zyciu widzialam...
czuje sie dziwnie.
Co myslicie?
good night!