akkknes
27.09.07, 10:11
jestem w obecnej firmie od 3ech miesiecy.
powiedzmy ze w naszej czesci biura sa dwa zespoly (mamy oddzielne
projekty i osobnych dyrektorow, ale glowny boss jest wspolny) a
ludzie z tych zespolow pracuja lacznie w 3ech pokojach. chlopak, z
ktorym siedze w pokoju jest z innego zespolu niz ja; jestesmy na
tych samych stanowiskach (chociaz ja przy nim jestem zielona) - wiec
nie chodzi mi tu o zadna kariere...
jego szefowa jest jakas nerwowa, ciagle krzyczy, dowala mu zadan,
cos chce na wczoraj. (moj szef niby tez, ale z nim przynajmniej
idzie sie dogadac).
mojego kolegi z pokoju nie ma wiec mam absolutna cisze w pokoju i
nawet nie chcac slysze o czym gadaja te jego kolezanki i szefowa
(swoja droga laryngolog im sie przyda, bo trajkocza i trajkocza)
no i tu problem: wczoraj dwie jego kolezanki tak najezdzaly na tego
mojego nieobecnego od tygodnia kolege, ze az mi sie go szkoda
zrobilo. oczywiscie do tej swojej dyrektorki, i mi to osobiscie
wygladalo na zwyczalne wazeliniarstwo.
tak sie teraz zastanawiam, jak ten moj kolega z pokoju wroci - to
mowic mu, ze tu sie takie rzeczy dzieja? ze niby ona sie do ciebie
usmiecha, ale tak naprawde to obrabia ci tylek za plecami?
jego krzykliwa szefowa chyba mnie nie lub, a te dwie pozostale
dziewczyny co siedza z nia w pokoju wygladaja na takie, co wejda w
ogien jak ona im tylko tak powie....