Gość: Aza
IP: *.chello.pl
17.07.03, 08:19
To było........dawno temu, do jednego z warszawskich szpitali trafił mój
kilkutygodniowy synek z uwięźnietą przepukliną. Wymagał pilnej operacji.
Dziecko miało niska wagę urodzeniowa i karmione było wyłącznie piersią. W
Izbie Przyjęć pielęgniarka próbowała wyrwać mi dziecko, nie pozwoliła
rozebrać utulić. Troche uspokoiła się, gdy usłyszała, że jestem lekarzem.
Dziecko pojechało na blok, a ja , przerazona, zestresowana rozpoczęłam
batalię o możliwosci pozostania z małym po zabiegu.Wszyscy patrzyli na mnie
jak na wariatkę, ale nie dałam za wygraną.Drzwi do gabinetu wszechmocnego
ordynatora otworzył mi dopiero kolega z roku mojego męża pracujący w tym
szpitalu. Dostałam fartuch i , nawet wygodne , krzesło. Czasem jakaś
litościwa dusza przyniosła mi cos do picia. I tak przeżyłam 4 doby trzymając
praktycznie cały czas synka na rękach. Miałam wtedy okazję, przyjrzeć sie
szpitalowi, a praktycznie pracy pielegniarek pediatrycznych "od drugiej
strony".To co te panie wyrabiały nie mieściło się w głowie ( choć znam
szpital, zwyczaje i normy panujace na oddziałach).
Po pierwsze: krzyki, straszenie dzieci i wykonywanie większości czynnośi na
siłę ( bo nie było rodziców ani lekarza)
Po drugie: totalny brak pielegnacji- kapania, przewijania itp. Dzieci lezały
brudne, zaniedbane
Po trzecie: głównym zajęciem wszystkich pracujących tam pań była konsumpcja
kawy[praca może zaczekać]
Po czwarte:porażał mnie sposób traktowania rodziców-według pań pielęgniarek
była to banda rozhisteryzowanych facetów i bab ( pewnie tak samo mówiły o
mnie, ale nie miały odwagi powiedziec mi tego wprost, widziały, że jestem "z
branży"
Współczułam rodzicom, którzy w dramatyczny sposób byli odrywani od płaczących
dzieci wrzaskiem:"koniec odwiedzin". Serce kroiło mi się gdy widziałam
rozpaczające a potem pochlipujące dwu, trzy, czterollatki
Rekonwalescencja mojego dziecka przebiegla błyskawicznie i znaleźliśmy sie w
domu.Wiele lat omijałam ten szpital lecz w końcu, ze względów zawodowych,
musiałam odbyc w nim jeden ze staży. Przez ciekawość zajrzałam na chirurgie
dziecięcą i zastałam dokładnie to samo co kilkanaście lat temu. Rozrywające
sceny odrywania płaczących, chorych dzieci od matek, wszechwładne
pielęgniarki, brud...........
Na mnie, osobie traktowanej wówczas w sposób szczególny zrobiło to wrażenie,
a co mają powiedzieć inne matki?