land-rynka
26.11.07, 19:20
Mam supeł w brzuchu - nie wiem, czy wiecie o co mi chodzi. Zamiast
miec motyle w brzuchu mam supeł. On mnie nie chce, zanim się
cokolwiek rozpoczęło, juz się zakończyło. I nic nie poradzę. Muszę
się odsunąć, zagryźć wargi, przełknąć łzy i iść z podniesioną głową
do góry. Muszę żyć, musze zająć się dzieckiem, iść do pracy,
posprzatać. Jakie to cholerne uczucie! Pozbierać się nie mogę. Żyję
obecnie wg. zasany - na twarzy uśmiech, choć w sercu ból, to
najtrudniejsza z życiowych ról. Kłade dziecko spać, odpalam butelkę
wina i paczkę fajek. I póki supeł się nie rozwiąże siedzę przy
kompie w samotności i rozpamiętuję jego zachowania. Czemu chciał się
zbliżyć, skoro nie chciał tego. Czemu uciekł, gdy oboje
wiedzieliśmy, że coś iskrzy? I teraz mówi, że wcale nie, że
chciałby, ale nie jest pewien. I się oddala coraz bardziej. Boli,
cholernie boli. I jeszcze żebym mogła zerwać kontakty wszelkie, ale
nie da się.
Ile będzie to trwało? Jak długo bolało? Co mam zrobić? I ten
supeł... ta cholerna niemoc, to pragnienie czułości, przytulenia,
bliskości ........ BOŻE, CZEMU TO ROBISZ? NIE MAM SIŁY JUŻ DALEJ
ŻYĆ... TAK BARDZO PRAGNĘ BYĆ TYLKO KOCHANA ......