charlotte_de_corday
08.12.07, 18:56
Do takiego wniosku doszłam dzisiaj po wszystkich perturbacjach,
które cudem chyba tylko przeżyłam.
A wszystko przez to, że otrzymaliśmy z pracy bony świąteczne do
zrealizowania w Carrefourze. Więc, chcąc nie chcąc, zabrałam się
dzisiaj po południu i pojechałam. Co prawda zmotoryzowana jestem od
kilku miesięcy, ale jako rodowita Wielkopolanka stolicy jeszcze
długo będę się uczyć. No, ale nic, tak łatwo się nie poddaję.
Sprawdziłam, że najłatwiej będzie dojechać do CH Reduta i w drogę.
Już pomijam fakt, że dwa razy jeździłam dookoła, bo przegapiłam
zjazd (kto z Wawy, ten wie, że jest tam ciężko dojechać) No, ale
nic, z natury waleczna jestem, więc jadę trzeci raz. Jak zobaczyłam,
że tym razem udało mi się wjechać na parking, to niemalże płakać
chciało mi się ze szczęścia. Tyle że… wjechałam na parking Blue
City, nie wiem jakim cudem. I po mniej więcej kwadransie krążenia po
CH stwierdzić musiałam, że Carrefourra tam nie ma, i nigdy nie było.
Ale jakby tego było mało, pomyliłam drogę powrotną i tu już zaczął
się prawdziwy hard core. Bo wybiło mnie na trasę toruńską, którą
jechałam po raz pierwszy w życiu. No, ale nic, trzymam się dzielnie,
licząc, że w końcu będzie jakiś zjazd. Nie jadę zbyt szybko, tak 80
km/h, aby mieć czas przeczytać tablice informacyjne. A tu okazuje
się, że jestem zawalidrogą dla paru cwaniaczków, którzy wybitnie
mieli ochotę mnie przejechać, mimo, iż jechałam środkowym pasem.
Więc jadę tak i jadę, coraz bardziej tracąc nadzieję, że jeszcze
kiedykolwiek zobaczę własny dom i własnego kota. I różne myśli
przychodzą mi do głowy. Pierwszą, aby zatrzymać się na środku trasy
toruńskiej i po prostu rozpłakać, po stosunkowo krótkim namyśle
odrzucam:D
Ale tak bardzo chciałabym mieć kogoś bliskiego, do kogo mogłabym
zadzwonić, żeby mnie popilotował, albo najlepiej przyjechał po mnie
i zabrał do domu.
I tu wyszedł na światło dzienne dotkliwy brak takiej osoby. I bardzo
pożałowałam, że jest jak jest.
Drogę do domu w końcu odnalazłam, choć przy okazji zjeździłam chyba
całą Wawę, bo byłam już gdzieś przy Powązkowskiej.
No i jeszcze jeden minus bycia samemu – po powrocie do domu nie ma
nawet z kim podzielić się przygodami.
A Wy? Czy byliście kiedyś w takiej sytuacji, że singlostwo Was
przerosło, a przynajmniej mocno utrudniło życie?
--
" Bierz od świata to, co ci daje, ale nie domagaj się tego, czego ci
dać nie chce. Natomiast prosić możesz zawsze "