2szarozielone
28.12.07, 22:29
Piątkowy wieczór w domowym zaciszu - więc jeszcze się poudzielam na forum... w
mojej starej sprawie :) Bo mnie to dręczy. Jestem na tyle rozsądna, żeby
wiedzieć, że ten mój kochanek nie może traktowac mnie poważnie, jako kobiety
na całe życie. Że nie zaciągnął mnie do łóżka z wielkiej miłości ani szacunku
dla fascynującej osobowości :) I nigdy też tego od niego nie oczekiwałam -
uwazałam, żeby nie mówić o uczuciach, nie okazywać zazdrości, chciałam to
traktować jako luźny układ o jasnych granicach. Widać, że założenia mi się
posypały. Ale to nie ja to prowokowałam. To on pierwszy powiedział, że jestem
dla niego ważna, on pierwszy napisał, że tęskni, on pierwszy powiedział, że
kocha - on pierwszy wreszcie wyznał, że od kiedy mnie zobaczył (3 albo 4 lata
temu), czuł, że coś się między nami wydarzy i że to będzie TO - że jestem mu
przeznaczona.
Jednocześnie wiem cały czas, że nie będzie z tego związku, że on się
kompletnie nie nadaje do stałych, wiernych relacji i że tego nie chce już.
Więc jego słowa, choć miłe - nic go nie kosztują. Nie wiem jednak po co to
mówi, zupełnie nie wiem... Macie pomysły?