sendigivius
19.03.08, 19:02
Dostanie dozywocie. Wyjdzie po 15 latach ?
Kara ma bolec i odstraszac.
miasta.gazeta.pl/katowice/1,82943,5031758.html
6.30 wieczorem, wiezienie w Tarnowie.
Betonowe szare sciany, po lewej konfesjonal. Skazaniec blady jak
plotno, w mokrych portkach bo podczas wywlekania z celi zeszczal
sie w spodnie ze strachu. Od kilku dni kwiczal cienko w panice na
najmniejszy dzwiek na korytarzu wieziennym, bo minely trzy tygodnie
od odrzucenia jego prosby o ulaskawienie i kazdego dnia mogli go
wywlec na szafot. Chwieje sie na nogach i podryguje jak jeden
wielki miesien. Jest troche potagrany, ma rozdarta wiezienna
bluze . Plul i kopal w drzwiach celi, probowal sie czepic futryny
przy wyjsciu wiec dostal w leb od straznikow pare razy ale nie za
mocno, zeby nie bylo sladow. Wtedy jego adwokat narobilby krzyku i
nie mozna by go bylo powiesic ze wzgledu na jakies tam glupie
przepisy.
Odczytanie wyroku, pod lamaga co chwile gna sie kolana, ledwo stoi,
straznicy go podtrzymuja bo by sie zwalil na ziemie, pytanie
o "ostatnie zyczenie", dostaje kieliszek wodki i jazda, bo
spowiadac sie nie chce. Wypil, probowal sie wykrecic do tylu i biec
w strone drzwi ale nic z tego.
Sprytnie ustawiono go plecami do kotary za ktora czeka petla, bo
czlowieka latwiej wlec do tylu niz do przodu, wystarczy dwoch
straznikow. Poza tym katem oka moglby zobaczyc line a to zawsze
powoduje atak szalu przed ostateczna ceremonia....
Szubienica jest na korbke, stawiaja parcha na metalowej zapadni,
petla z cienkiego, bialego nylonu blyskawicznie na szyje ,
pomagier zwija sie jak w ukropie, bo pod gnojkiem w ostatniej
chwili znowu uginaja sie kolana i podciaga korbka line. Juz,
dzwignia, zapadnia w dol i szmatlawiec dynda wreszcie. Mija kilka
sekund, wisielec majtnal pare razy nogami jakby chcial gdzies
isc. Slychac glosne pierdniecie, potem drugie i z nogawki portek
leci rzadkie gowno do zoltego, plastykowego pojemnika ustawionego
skrzetnie w dziurze pod zapadnia. Podryguje chwile i spokoj. Lekarz
sprawdza sluchawka tetno, wszystko OK, po zawodach.
Zostawiaja zwyrodnialca zeby sobie powisial jeszcze 20 minut, tak
kaze niejawne rozporzadznie Ministra Spraw Wewnetrznych.
Obecni przy egzekucji wychodza do pomieszczenie obok gdzie czeka
juz trumna, bo w pokoju roznosi sie nieznosny, slodkawy smrod.
Lachudre straznicy wiezienni pakuja w osranych portkach do
wczesniej przygotowanej trumny, nikt sie nie bawi w mycie,
przebieranie ani sekcje zwlok.
Od wyrwania z celi do wbicia ostatniego gwozdzia w trumnie minelo
50 minut.
Gdzie te czasy ....Czy to naprawde bylo takie straszne ?