summerwine
19.05.08, 16:43
Narzeczony obiecał dać mi samochód, żeby mogła dojeżdżać do pracy, ale gdy
dowiedziała się o tym przyszła teściowa, zrobiła mi małe piekiełko, że niby ja
mu ten piękny samochód rozbije i tyle z tego będzie. On krótko myśląc
ubezpieczył go i to koniec historii. Piękny samochód stoi w garażu, klucz ma
przyszła teściowa, a ja zapierniczam kilka km dziennie piechotą. Tam mi się
przykro zrobiło, można to było jakoś inaczej rozwiązać, ale już nie wiem teraz
co mam myśleć o swoim mężczyźnie, bo on już nic nawet nie wspomni, a ja czuję
taką gorycz...